Skocz do zawartości


Reklama

Na Facebooku

Reklama

Aktualizacje statusu

  • Zdjęcie
    Jabol

    "synku pamiętaj palenie papierosów jest złe.. Tato to dlaczego ty palisz?... synku, ale ja nie palę papierosów, ale wyciągam z nich tytoń i palę go w fajce"~przykład podobny do frakcji krwii ^^

    Pokaż komentarze (2)
  • Zdjęcie
    yogiii

    "Zostaw to za Sobą. Zapomnij. Idź na przód, zrzucając z siebie ideały i religijne wierzenia. Wszystko to tylko słowa i formułki. Przekrocz wszystkie koncepcje i ideały... Słowa i pytania pochodzą z umysłu i tam cię też zatrzymują." (hinduista, Sri Nisargadatta Maharaj)

  • Zdjęcie
    Butelczyk

    człowiek zostaje przyjęty do kościoła za to w co wierzy,a wykluczony zostaje za to co wie -Mark Twain

    Pokaż komentarze (3)
Wyświetl wszystkie aktualizacje

Najnowsze tematy

Tematy czytane w tej chwili:

Ostatnio na Facebooku


Zdjęcie

narazie bez tytulu


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
22 odpowiedzi w tym temacie

#1 Tina

Tina

    Nowy na forum

  • Rozmówcy
  • 34 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Locationrzut kamieniem od granicy miasta
  • Wyznanie:nadal chaos

Napisano 30 kwiecień 2013 - 23:30

*
Popularny

O swiadkach Jehowy wiedzialam jako dziecko tylko tyle, ze to kocia wiara. Dziwilo mnie to i spytalam mamy , czy to oznacza, ze wierza w kota. Mama sie zasmiala i stwierdzila, ze nie wie dokladnie,, w co oni wierza.
W I klasie liceum lekura nadobowiazkowa byla Biblia - jako najstarszy dokument pisany. Jako, ze ja wszystkie lektury (te nieobowiazkowe tez) zawsze z gory czytalam, chcialam wiec przeczytac Biblie. I tu wyjawil sie problem: w domu okazalo sie, ze mamy tylko Nowy Testament. Poszlam do biblioteki, aby wypozyczyc, na co bibliotekarz wybaluszyl oczy na takie zainteresowania (byl 1984 rok, czyli to czasy komunizmu). Odeslal mnie do ksiedza, ze oni musza miec w bibliotece. Naturalnie poszlam do ksiedza i poprosilam o Biblie. Totalnie zdebial, musialm mu pokazac wykaz lektur, stwierdzil chyba, ze jestem gorliwa katoliczka. Tu musze wyjasnic, ze do kosciola nigdy nie chcialo mi sie chodzic, wolalam ogladnac teleranek. Ksiadz po chwili namyslu powiedzial: mam dla ciebie cos innego. To Biblia, ale spisana w skorcie i podal mi...."Moj Zbior opowiesci biblijnych".
Ale zastrzegl, tego co zaznaczylem spinaczem - nie wolno ci czytac.
Obiecalam solennie i w domu zaczelam czytac ksiazke, ktora na owe czasy przyciagala pieknym i kolorowym wydaniem.. Musze przyznac, ze w sposob jasny i przystepny dla mnie streszczono cala Biblie. No i tu musze wyjasnic ze ja zawsze czytalam wszystkie ksiazki do konca, wiec nie moglam zrozumiec, dlaczego nie wolno mi czytac dalej...
Naturalnie przeczytalam. Bardzo spodobala mi sie ksiazka, ktora tyle ladnych rzeczy mowila o Bogu!
NIe wiedzialam wtedy, ze wydana byla przez SJ!!!

Po kilku latach bylam juz mamusia i zamieszkalam z mezem pod Warszawa. Ktoregos dnia ...zawitali do mnie swiadkowie opowiadajac dziwne rzeczy o Bogu. W sumie mi sie spodobalo, wiec pojelismy z mezem i maluchem do chmmm... no nie do Nadarzyna, to bylo ostani raz jak pamiatka odbyla sie w "starym Betel".Naturalnie przyjechalismy spoznieni (jak zwykle moj maz nawalil), tak ze niewiele pamietam z samej pamiatki. Stalismy w jakims korytarzu, bo w srodku bylo poelno ludzi, ale za to byla kolo nas ta mloda dziewczyna, ktora tez mieszkala w Betel i ktora tak ciekawie opowiadala u nas o raju na Ziemi. Byla naprawde dobrze poinformowana i umiala mi dac odpowiedz na wiele pytan. Potem byla jeszcze kilka razy u mnie..
Bylam jeszcze raz w Nadarzynie - tym razem maz mnie zawiozl - ale nie pamietam dokladnie co, jak i dlaczego. Nowy betel wydal mi sie taki nowoczesny!!!
To chyba bylo w 1991 roku, moze w 92.
Studium nie zaczelam, gdyz odeszlam od meza.

Użytkownik Tina edytował ten post 30 kwiecień 2013 - 23:40


#2 frydland

frydland

    Znamy się już dobrze

  • Forumowicz
  • 679 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wyznanie:wędkarstwo

Napisano 30 kwiecień 2013 - 23:36

Jedno jest pewne -mamy tyle samo lat i podobne zainteresowania w młodym wieku :D

Użytkownik frydland edytował ten post 30 kwiecień 2013 - 23:37

W życiu piękne są tylko chwile - dlatego czasem warto żyć ...

dżem


#3 Tina

Tina

    Nowy na forum

  • Rozmówcy
  • 34 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Locationrzut kamieniem od granicy miasta
  • Wyznanie:nadal chaos

Napisano 30 kwiecień 2013 - 23:41

Witam rowiesnika :D

#4 Oskar

Oskar

    Znamy się już dobrze

  • Forumowicz
  • 4974 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Locationwszędzie blisko
  • Wyznanie:Babilon Wielki

Napisano 30 kwiecień 2013 - 23:46

Ciekawie piszesz Tina...witamy na forum :)

czekam na cdn...

pzdr.
  • Butelczyk lubi to
Nie wiem dlaczego ktoś miałby mi mówić, jak mam kochać...

#5 Tina

Tina

    Nowy na forum

  • Rozmówcy
  • 34 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Locationrzut kamieniem od granicy miasta
  • Wyznanie:nadal chaos

Napisano 01 maj 2013 - 00:03

*
Popularny

Wrocilam do mamy... Zbolala po nieszczesliwej milosci i z za duzym bagazem doswiadczen jak dla tak mlodej dziewczyny. Myslalam nawet, ze zycie nie potrafi mnie negatywnie zaskoczyc. Bo ja sobie poradze! I nie bede juz cierpiec! Jak bylo to arogancko z mej strony - mialam sie dowiedziec o tym juz wkrotce.
A tymczasem moja mama zaczela studium ze swiadkami!!! Powyrzucala wszystkie obrazki, krzyzyki itp. Zaczelam i ja sluchac nauk i sama coraz bardziej przekonywala sie do tej wiary. Wszystko mi sie podobalo, a szczegolnie to, ze wreszcie dostalam wyczerpujaca odpowiedz na tak wiele interesujacych mnie pytan!
Uwierzylam.
Zaczelam tez kontynuowac nauke.
Po jakims czasie w moim zyciu kolejny - KRACH!
Mojemu 4 letniemu synkowi zdiagnozowano nowotwora mozgu!!!
Ile bolu, goryczy, ile strachu...tego sie nie da opisac, bo kosztuje mnie to do dzis za duzo nerwow i nawet lez. Tak w skrocie:
ilez razy myslalm, ze to juz z nim koniec. Informacje mialam tego typu:
jesli bedzie operacja, to moze tak byc, ze nowotor sie usunie, ale okaze sie zlosliwy i dziecko i tak umrze. moze tez tak byc, ze czaszke sie otworzy i zaszyje z powrotem, bo nie bedzie mozna operowac. a jesli jednak bedzie mozna operowac, to wystaczy jakies drgniecie, w koncu to opercja na otwartym mozgu i dziecko nie przezyje itp.
chm..
3 dni po operacji dowiedzialam sie, ze moj syn umiera...
juz wszystko, co mogli lekarze zrobili, rano o 5 zrobiono mu punkcje, ratujac mu zycie. Nadal wody zalewaj mu mozg.. moge sie z nim pozegnac.
no wiec taki mialam przekroj moich owczesnych hustawek nastroju.
doswiadczen, w ktorych MUSIALAM byc silna...
do tego nauka!!! tak tak... ja sie nadal uczylam i to na 5-i!!! zeby nie zwariowac, zeby nie myslec, dlaczego on. Czasem powtarzalam 3 razy jedno zdanie, zeby zrozumiec o co chodzi. A czasu mialam, bo codziennie jezdzilam do kliniki, na uczenie do kliniki. dziennie 3-4 godzin w tramwajach.
JAk ja sie wtedy modlilam...
o to, zeby przezyl
I tu dochodzimy do sedna:
wiedzialam, ze jesli maly umrze, to nie potrafie wybaczyc tego Jehowie. To byla "proba", z ktora nie potrafilam sobie poradzic, ciagle sie motalam, co zrobie, czy potrafie wybaczyc, czy nie. Szatan wystawial mnie na "probe"!
Po pewnym czasie modlitw i bolu potrafilam sie pogodzic z faktem, ze dziecko moze mi umrzec. Pomodlilam sie w duchu do Jehowy, ze w porzadku, nawet jesli go zabierzesz, to nic nie zmieni sie miedzy nami, tzn. nie bede miala pretensji.
Pojechalam na wyklady. Po wykladach pojechalam jak codzien do kliniki, gdzie mi powiedzino: pani syn bedzie zyl!!!

No i powiedzcie mi, czy to byl przypadek? po miesicu niepewnosci i mojej walki samej z soba... wlasnie w tym dniu, w ktorym sie pogodzilam z Jehowa - ja dostaje takie wiesci???

chm...
takich dziwnych przypadkow w zyciu mialam wiecej...
naturalnie zdaje sobie sprawe, ze to sa moje indywidualne odczucia, ale... one sa!
Dlatego moja wiara w Boga jest tak silna.

A teraz po przeczytaniu kilku tematow na forum - moja wiara ma stac sie iluzja? mam chaos! musze sobie to uporzadkowac.

Użytkownik Tina edytował ten post 01 maj 2013 - 00:38


#6 Tina

Tina

    Nowy na forum

  • Rozmówcy
  • 34 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Locationrzut kamieniem od granicy miasta
  • Wyznanie:nadal chaos

Napisano 01 maj 2013 - 00:30

*
Popularny

Aby mu zapewnic lepsza rehabilitacje wyszlam za maz za Niemca i wyjechalam na stale do Niemiec.
Po jakims czasie przyszli siwadkowie. Ucieszlyam sie. Zaczelalam studium. Byla u nas pewna KAnadyjka, ktora ciekawie opowiadala i lubilam z nia studiowac. Zaciagnelam meza nawet do Betel w Selters, bo to bylo niedaleko od nas (2 godz. autem). Moj owczesny maz byl ewangelikiem, ale niewierzacym.
no i wszystko byloby pieknie, ale...zona musi byc posluszna mezowi, nie wolno jej odejsc od meza (tylko z powodow biblijnych). A mnie znowu sie nie ukladalo w malzenstwie...
Zawarte bez milosci.
Tu musze wyjasnic, ze pierwsze malzenstwo bylo z milosci i wyszlam na tym jak "Zablocki na mydle". Wiec drugie bylo juz z rozsadku - ale wcale nie przynioslo mi szczescia.
WIedzialam, ze to nie czas, aby sie stac swiadkiem. Rozwod, bo go nie kocham? Tylko tyle? t zaden powod dla swiadkow - no nie...
Chm...te wszystkie dogmaty traca sens w normalynm zyciu...
Przerwalam studium, wyprowadzilam sie od meza. No i kolejny rozwod. Od czasu do czasu sporadyczne kontakty ze swiadkami. Naturalnie w Boga caly czas wierzylam. To nie ma nic do rzeczy.

Użytkownik Tina edytował ten post 01 maj 2013 - 00:43


#7 Tina

Tina

    Nowy na forum

  • Rozmówcy
  • 34 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Locationrzut kamieniem od granicy miasta
  • Wyznanie:nadal chaos

Napisano 01 maj 2013 - 01:24

no i zniknal mi moj ostani post :(
ide spac, ale sie wkurzylam, bo mi go chyba skasowala, zamist wyslij kliknel mi sie na cytuj i ZNIKL!!!

wrrr!

Użytkownik Tina edytował ten post 01 maj 2013 - 01:25


#8 Lebioda

Lebioda

    Znamy się już dobrze

  • Forumowicz
  • 746 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 01 maj 2013 - 04:09

Czekam na ciąg dalszy!!!

#9 mesel

mesel

    Kolega Diabła.

  • Forumowicz
  • 1977 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wyznanie:Kłamca i Ojciec Kłamstwa.

Napisano 01 maj 2013 - 07:47

Ciekawa i żywa historia, Tina, opowiadaj dalej.... :)

#10 alka

alka

    Buhaha

  • Forumowicz
  • 4182 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Wyznanie:wierzę w siebie:)

Napisano 01 maj 2013 - 08:27

Hej, witaj! Miałaś burzliwe życie, sporo przeszlas....czekam na cd!:-)

#11 Tina

Tina

    Nowy na forum

  • Rozmówcy
  • 34 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Locationrzut kamieniem od granicy miasta
  • Wyznanie:nadal chaos

Napisano 01 maj 2013 - 09:12

Dzis u nas jest dzien wolny, wiec bede pisac z doskoku i po kawalku. Zreszta w razie czego, jak mi zniknie post, to tylko kawalek.

Moje trzecie malzenstwo jest wynikiem milosci i rozsadku. Jakze by inaczej ;)
Strzal w dziesiatke! OK wiem, ze idealow nie ma, ale akceptuje to, ze 70% moich oczekiwan i wzwyz, to juz IDEALNiE!
Podroz poslubna, na ktorej spolodzilismy naszego syna byla uwienczeniem mojego szczescia. Czegoz wiecej chciec od zycia? Wreszcie pelnia szczescia, bo zycie ulozylo mi tak, ze moge je sobie spokojnie wiesc tzn. bez wiekszych zawirowan.

Mojemu mezowi probowalam opowiedziec o Jehowie, ale wysluchal tylko i nie uwierzyl.
Do mnie znowu zapukali swiadkowie, no i zaczelam studium. Teraz z zamiarem chrztu. Zaczelam uczeszczac na zebrania i studiowac dokladnie kazde slowo.

Na poczatku maz nie mial nic przeciwko, ale potem zaczely sie niesnaski.

Tymczasem dochodzimy do kwestii krwii i transfuzji. Nie wolno. Troche mnie tomdziwilo, ale stwierdzialam, ze to nie moj problem. Poza tym dowiedzialam sie, ze jest cudowne zastepstwo krwi, ktore lekarze nie chca dac, bo jest drozsze od krwi. No to jak tak, to oczywiscie zaakceptowalam zakaz transfuzji i nie mialam juz z tym problemu. Wszystko bylo proste i jasne.

Czy ktos cos wiecej wie na temat tego cudownegi plynu? Bo w szpitalu to tylko lekarze dostali wytrzeszcz oczu i powiedzieli mi, ze niczego takiego nie ma. Jest tylko roztwor solny i zelazo w plynie.

Użytkownik Tina edytował ten post 01 maj 2013 - 09:06

  • Oskar i szczebiotkaa lubią to

#12 szczebiotkaa

szczebiotkaa

    Znamy się już dobrze

  • Forumowicz
  • 744 postów
  • Płeć:Kobieta
  • LocationKujawsko-pomorskie
  • Wyznanie:ateistka

Napisano 01 maj 2013 - 10:18

bardzo ciekawe,przyznam się że czekam na ciąg dalszy.Ja wiem o tym że to coś zamiast krwi niby jest ,ale gdy leżałam w szpitalu z krwiakiem macicy który miałam od początku ciąży ,to poinformowano mnie że oni w razie co mogą mi tylko podać krew gdyż nie dysponują tamtym płynem,a po za tym dla dobra nienarodzonego dziecka krew była by najlepszym rozwiązaniem,ja zaczęłam wtedy bardzo dużo o tym myśleć a że średnio co drugi tydz trafiałam do szpitala ,postanowiłam że kocham boga ale gdybym miała ratować swoje dziecko to trudno ale ja je będę ratować za wszelką cenę i nie pozwolę aby nie wykorzystać wszystkich dostępnych środków w tym krwi,i tak samo w moim przypadku w końcu miałam dla kogo żyć,mam dzieci i świadomość że albo wezmę krew albo śmierć bo nic innego nie ma w szpitalu była dla mnie oczywista że wybiorę to pierwsze ,bo żyję tu i teraz a nie wiem co będzie gdy umrę,dzieci mąż są dla mnie wszystkim.Jeszcze na początku gdy prosiłam brata starszego o pomoc tego od łączności między szpitalami ,to mnie poinformował że on nie może mi pomóc gdyż nie jestem po chrzcie i mój mąż jak i rodzina mogła by zaskarżyć świadków o ingerencje w moje życie,jedynie może mi podać namiar na szpitale gdzie mają ten zastępczy płyn,tylko po co mi taki namiar skoro często będąc w domu okazywało się że muszę migiem jechać do szpitala najbliższy około 20 km,a tamte gdzie był ten płyn były oddalone po przeszło 100km ,a u mnie wtedy liczyła się każda minuta.

Biblia:

 

"Żad­na in­na książka nie była chętniej czy­tana i żad­na nie wyrządziła więcej zła."

 

 

                                                              Fryderyk Nietzsche

 


#13 Lebioda

Lebioda

    Znamy się już dobrze

  • Forumowicz
  • 746 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 01 maj 2013 - 12:40

.

(...)
Czy ktos cos wiecej wie na temat tego cudownegi plynu? Bo w szpitalu to tylko lekarze dostali wytrzeszcz oczu i powiedzieli mi, ze niczego takiego nie ma. Jest tylko roztwor solny i zelazo w plynie.


Tino! Nie wierz w cudowne płyny!!! Wierz bardziej lekarzom!!!
  • Oskar i Tina lubią to

#14 Oskar

Oskar

    Znamy się już dobrze

  • Forumowicz
  • 4974 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Locationwszędzie blisko
  • Wyznanie:Babilon Wielki

Napisano 01 maj 2013 - 13:59

Wyobrażam sobie Tino, co musiałaś przeżywać w związku z chorobą synka... <_<

Pozdrawiam serdecznie
Nie wiem dlaczego ktoś miałby mi mówić, jak mam kochać...

#15 hak

hak

    Z nami na dłużej

  • Forumowicz
  • 222 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wyznanie:wolnomyśliciel

Napisano 01 maj 2013 - 17:45

Witaj Tino. Jesteś dzielna. Fajnie, że tu do nas zawitałaś. Serdecznie pozdrawiam.

#16 kasztanowa

kasztanowa

    Znamy się już dobrze

  • Forumowicz
  • 1078 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Locationświętokrzyskie

Napisano 01 maj 2013 - 18:12

Tina,z tego,co wiem,Swiadkowie zachwycaja sie erytropoetyną,tzw EPO,w sporcie jest uwazana za niedozwolony środek dopingowy.
W sporym zakresie moze zastapic krew.Ja bedąc po cesarce,kiedy hemoglobina zjechała mi do 7% i była grozba podanis krwi,przywieziono mi HEMACCEL,w 1988r chyba jeszcze EPO nie było.Z tym,ze Hemaccel jest roztworem jonów mikroelementow,czyli moze posłuzyc jako wypełniacz ale rola jego podobna jest do roztworu soli fizjologicznej,czyli tyle co nic.
teraz Swiadkowie dopuszczaja przyjecie niektorych frakcji krwi,włącznie z hemoglobiną,takze rygor zelżal,
Witaj na Forum :) :) :)
  • Tina lubi to
Silny człowiek to ten,który nie będzie unikał rzucanych w niego kamieni,a zrobi sobie z nich twierdzę.

#17 Tina

Tina

    Nowy na forum

  • Rozmówcy
  • 34 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Locationrzut kamieniem od granicy miasta
  • Wyznanie:nadal chaos

Napisano 02 maj 2013 - 12:02

*
Popularny

O!
dziekuje Kasztanowa, za wyjasnienie! tego mi trzeba bylo.

Dziekuje jeszcze raz wszystkim za mile slowa. No i tez za slowa zdrowego rozsadku, bo wreszcze czuje, ze moge otwarcie porozmawiac na frapujece mnie zagadnienia.

skoncze moja opowiesc, abym mogla poruszyc pare intrygujacych mnie kwestii.

I ja tez jak Szczebiotka mialam miesniaka i dlatego konieczna byla operacja.

Tu musze wtracic, ze SJ w Niemczech sa inni niz w Polsce. Sa mniej ortodoksyjni, bardziej otwarci i luzni. Pare razy mi sie pytali robiac okragle oczy, kto mi takich rzeczy naopowiadal???
Ja tez bylam w szoku, ale mniejszy rygor podobal mi sie, bo nie sprawial wrazenia fanatykow religijnych. Jako przyklad - gloszenie. Jedna moja znajoma byla totalnie zdziwiona i zgorszona, ze uwazam, ze sie MUSI glosic. Owszem, ale ile i jak, to juz kwestia sumienia i czasu. I tak ona czasami glosila kilka godzin na miesiac. Na moje zapytanie, a co na to starsi, ona zgorszona moim tokiem myslenia opdarla mi: przeciez musze dziecko zaprowadzic do szkoly i zrobic z nim zadania, ze nie wspomne o innych obowiazkach zony i matki (dziewczyna nie pracuje). Wiec jak ona z kims porozmaiwa godzine na tematy religijne, to skrzetnie zapisuje i taki raport oddaje do zboru. I to wystarcza. Ile czasu poswieca, to juz zalezy od tego, jak sie sklada. Bardzo mi sie spodobala taka odpowiedz, bo latac po obcych domach, to ja nigdy nie zamierzalam.
No i - tak to moze byc. Wiec to, co w Pl. uslyszalam i moglam porownac, to chyba tylko tyle, ze swiadkowie w Polsce sami sobie nakladaja rygory i ciemza siebie samych.

Jednak jedan kwestia byla taka sama - transfuzja.
Wiele sie tym nie przejmowalam, zwlaszcza jak uslyszalam o tym zastepczym plynie, zrezsta i tak mnie to nie dotyczylo.

No, ale jak to w zyciu, okazalo sie, ze musze miec operacje. Wiec wypelnilam wszystkie papiery, ze ja chce miec operacje bez krwi. Spytalam wczesniej swiadkow: jak i co, bo jeszcze nie bylam ochrzcona, zeby mi pomogli.
Oczywiscie, nie ma sprawy - pomaga. (To nie tak jak u Szczebiotki, ze to nie ich sprawa, bo jeszcze bez chrztu O_O )
W nocy przed operacja dostalam taki krwotok, ze nie moglam chodzic, bo mialam kosci jak z waty. Zemdlalam, ocucilo mnie pogotowie, ktorzy chcieli mi podac roztwor soli, ale ja jak zobaczylam igle, to na wpol przytomna krzyczalam (chyba szeptalam), ze ja nie chce krwi.
Uspokoili mnie i pokazali, ze to nie krew. Ja musze tu dodac, ze ten lekarz byl bardzo wyrozumialy na moje "poglady" i nawet chyba go rozczulia taka wiara. Bo oczywiscie musialam wytlumaczyc: dlaczego, ze to kwestia wiary.
A ze wszytsko dzialo sie w nocy, po ktorej jako pierwsza mialam miec operacje w tym dniu operacje, wiec tylko zaczeto mnie przygotowywac na nia.
Lekarz przed sama operacja przyszedl do mnie i powiedzial, ze mam bardzo niski poziom hemoglobiny i ze w trakcie operacji strace dodatkowo krew. I moze tak byc, ze jesli nie podadza mi krwi, to umre. Zebym sie zastanowila jeszcze raz. On daje mi chwile do namyslu i zaraz przyjdzie po moja decyzje.

I wtedy to do mnie dotarlo. Znowu proba!?!
I wiecie, mi tak juz na zyciu nie zalezalo, jakos tyle w zyciu przeszlam, ze moglabym umrzec.
Ale...
moje poltoraroczne dziecko...
Moj maz nie dalby sobie sam rady. On go kocha, ale ja wiedze, ze nie potrafil zrozumiec, o co chodzilo malenstwu. Denerwuje sie, bo go nie rozumie i czesto dochodziloby do krzyku i awantury, gdyby nie ja. Jako matka potrafie zrozumiec niewypowiedziane slowa i zazegnac konfliktom, zanim sie zaczely. W ten sposob maly mogl rosnac bez stresu i bez placzu. A moj dzieciaczek jest taki delikatny, watly i wrazliwy...
Pomyslalam, ze najgorsze sa dla maluszka pierwsze lata zycia, kiedy to wlasnie najbardziej potrzebuje matki.
I wtedy dotarl do mnie ten konflikt: ze albo sie nie zgadzam - wychodze zwyciesko z proby, albo smierc na wieki - za to maly ma matke. Oczywiscie wtedy w tym stanie mojej choroby, to ja bylam pewna, ze jak sie odwroce od Jehowy , to napewno i On sie odwroci ode mnie, wiec skutkiem takiej transfuzji bedzi HIV, albo wirus watraby. Jakos przyjelam za pewnik, ze zachoruje i wyliczylam, ze mi zostanie 5-10 lat zycia.
I znowu ta mysl, ze wlasnie te 5 lat dla malego jest najwazniejsze, bo jak juz bedzie umial mowic, to powie ojcu o co mu chodzi, wiec za te 5 lat bedzie juz mial potrzebna ochrone.
I z bolem serca zadecydowalam, ze sie poswiecam dla malego. Oddaje swe zycie wieczne za te jego 5 lat, kiedy to jestem mu niezbednie potrzebna.
Gdy lekarz przyszedl zadecydowalam:
operacja bez krwi, ale jesli rzeczywiscie nie bedzie innego wyjscia, prosze mnie ratowac. Bo ja musze zyc - dla synka.

Moj stan psychiczny trudno opisac.
Swiadomosc, ze nie potrafilam zaufac Jehowie, co bedzie w przyszlosci z synkiem, byla dla mnie przegrana w probie.
Szatan zwyciezyl.
W totalnym dolku psychicznym zawieziono mnie na operacje.

Po przebudzeniu uslyszalam, ze moj poziom hemglobiny spadl do 4.6. Pielegniarka spytala, dleczego jeszcze nikt mi nie podal transfuzji. Inna jej odparla, ze jestem swiadkiem Jehowy. Tja....

Bo okazalo sie, ze jednak w trakcie operacji nie musiano mi podac tej krwi, co z drugiej strony mnie cieszy ze wzgledu na mogace wystapic komplikacje.
Ale... Mialam takiego okropnego kaca moralnego...

Pojawili sie tez starsi ze zboru i wiecie co? w szpitalu powiedziano im , ze odmowilam przyjecia krwi w KAZDYM przypadku!!!

Ja mialam wrazenie, ze personel szpitala na moja prosbe powiedzialby im bez drgniecia okiem, ze nie dostalam transfuzji i to nawet gdyby ja przyjela!!!
NIe wiem tez, czy cos takiego nie mialo juz miejsce.

No dobra, ale o co mi chodzi. Tu pojawily sie pozniej watpliwosci. Bo to chyba normalne, ze matka chce chronic swe dzieci, wiec jesli ja bylam w stanie oddac swe zycie wieczne dla malego , to tez chyba normalne dla Boga.
Wiec nie powinien miec o to pretensji i nie powinnam isc na zaglade.

No i z ta mysla po jakisms czasie, gdy juz wyzdrowialam - zaczelam dalej studiowac z SJ.
Powiedzialym im jednak o moich watpliwosciach i ze teraz, gdybym miala wybor transfuzja, albo zycie, to wybralabym transfuzje!

A one mi na to, ze transfuzja jest teraz kwestia sumienia.

Wiecie jak ja sie poczulam? JAk by mi ktos dal obuchem w lepetyne!

To ja "trace zycie wieczne" dla malego, po operacji mam totalnego kaca moralnego, co powoduje 2 razy dluzszy proces rekonwalescencji, a oni mi teraz mowia, ze to moj wybor?

Cos nie tak, no nie?

Dlatego tez zaczelam sie zastanawiac nad dogmatami u SJ i stwierdzialam, ze najwazniejsze jest - zachowac zdrowy rozsadek.

W tym czasie maz postawil mi ultimatum, swiadkowie albo on, bo inaczej rozwod i ze zabierze mi syna.
Ja i tak zaczelam sie oddalac od SJ po tym calym wydarzeniu.
Przerwalam studium, a SJ zrozumieli, ze musze byc posluszna mezowi.

W zeszlym miesiacu przyszli do mnie, aby rozpoczac znowu studium 0_0!
Aby mnie wzmocnic! PRzyniesli tez strawe duchowa.
No bo jak juz bede silna, to bede mogla odejsc od meza
0_0

Ja musze przyznac, ze na te potkniecia w dogmatach SJ zaczelam patrzec przez palce, bo najwazniesza jest przeciez wiara w samego Boga, a oni jak to ludzie, znowu cos pokrecili.
Ale jak przyszli z tym tekstem, zebym mogla sie rozwiesc, to mi slow zabraklo...
TRzeci raz?
Nie dziekuje. W koncu z mezem prowadzimy w miare szczesliwe malzenstwo.
To znaczy tego im nie powiedzialam, bo te przemyslenia mialam po ich wyjsciu.

No i teraz przypadkiem trafilam na to forum, taka na wpol niezdecydowana, "w te, czy we wte".
Myslalam, ze jednak to oni nauczyli mnie wiary w Boga, to przez nich poznalm Jehowe, za to jestem im wdzieczna.
Ale czy Bog rzeczywiscie jest z nimi?
Jakos juz tak nie wydaje mi sie...

Do tego doszly inne watpliwosci, przeczytalam kilka watkow w tym forum i mam niezly galimatias.

tak...

Użytkownik Tina edytował ten post 02 maj 2013 - 12:35


#18 Dora

Dora

    Znamy się już dobrze

  • Forumowicz
  • 1434 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Locationmazowieckie
  • Wyznanie:własne

Napisano 02 maj 2013 - 13:36

Kochana Tino,jesteś bardzo rozsądną, czyli zdrowo-myślącą kobietą. Jeśli potrzebny Ci Bóg, to w niego wierz i módl się do niego.
Jeżeli istnieje (ja też mam niezły galimatias), to na pewno jest miłością i nie potrzebuje żadnych kółek różańcowych, aby w niego wierzyć. I to, czy przyjmiesz krew, czy nie, to dla niego "rybka". Ważne jest, abyś Ty była szczęśliwa.
Żyj sobie tak, jak sobie to umyśliłaś i ułożyłaś.
Życzę Ci szczęścia i zdrowia dla Twojego dzieciątka.

#19 yogiii

yogiii

    Znamy się już dobrze

  • Forumowicz
  • 2650 postów
  • Płeć:Nie ustawione
  • Wyznanie:zen

Napisano 02 maj 2013 - 13:40

Przyjemnie się czyta. Też czekam na cdn...


"Only when you have rid yourself of the whole gamut of dualistic concepts of the "ignorant" and "enlightened" category, will you at last earn the title of Transcendental Buddha" (Huang Po, Zen Master)

#20 Oskar

Oskar

    Znamy się już dobrze

  • Forumowicz
  • 4974 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Locationwszędzie blisko
  • Wyznanie:Babilon Wielki

Napisano 02 maj 2013 - 15:50

HGB na poziomie 4,6 to tragedia wręcz - nie można samodzielnie stać na nogach.

 

Ja miałem na poziomie 5,3 więc szybko mi zaaplikowali krew, jednak poprawa była

zawsze góra na tydzień i znowu hemoglobina leciała w dół...co póżniej dopiero okazało

się (po prawidłowej diagnozie i operacji), że jest to skutek guza trzustki i dość znacznie

zaatakowanej śledziony... itd.

 

Śledzinę ciachnęli całkowicie i 3/4 trzustki plus część żołądka... i wreszcie  hemoglobina

przestała szaleć i do dzisiaj mam na poziomie 12,3 bez żelaza, tabletek, kroplówek...itp.

 

Gdybym był w tym trudnym dla siebie okresie świadkiem, to bez niczego zaliczyłbym glebę ;)


Nie wiem dlaczego ktoś miałby mi mówić, jak mam kochać...




Użytkownicy przeglądający to forum: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych