Blogi

Promowane wpisy

  • Smerfetka

    Utopia i idealizm czyli trochę na temat stosunków międzyludzkich w sekcie moona

    Przez Smerfetka

    Założenia teologiczne Ruchu sprowadzają się do utopijnej wiary w Królestwo Boże na ziemi. Tu i teraz. W tym celu człowiek musi zostać ulepiony na nowo, z człowieka niedoskonałego trzeba stworzyć człowieka idealnego. Skłonnego do wyrzeczeń w imię utopijnej wizji. Jest to idea nie nowa, w historii świata występująca pod różnymi sztandarami i nazwami. Królestwo Boże Moona ma oczywiście swojego króla (ukoronowanego!) i królową. Prawdziwi Rodzice (True Parents). True Parents oczywiście mają swoją świtę przyboczną, oddanych liderów, gotowych na wszystko i wszystko usprawiedliwiających. Z królestwem bożym na ziemi związana jest prawdziwa miłość (True Love). To właśnie dlatego mooniści muszą mieszkać razem w Centrach, żeby praktykować prawdziwą miłość, która wykuwa się w codziennym życiu. W centrach tworzy się nowego człowieka, myślącego jak jeden nie psujący się mechanizm. Jeden cel, jeden lider, jedna misja. Jeśli coś wam to przypomina to jak najbardziej słusznie. Zaczyna się od łączenia ludzi w tzw. braterskie pary, podkreślając przy każdej okazji , że w świecie takich przyjaźni nie ma. I rzeczywiście, intensywność przeżyć w fazie początkowym jest naprawdę ogromna. Często przytłaczająca. Osoba werbowana jest osaczana, buduje się "przyjacielską zależność". Pary braterskie mają jednak za zadanie nie tylko miłe spędzanie czasu i wzajemne poznawanie się. Prawdziwym celem takich związków jest kontrola i podporządkowanie. Poprzez rozmowy pełne nacisku buduje się więź mającą na celu uzależnienie werbowanego od grupy. Toksyczna więź, z której trudno się wyplątać. Werbujący  kontroluje werbowanego i w razie potrzeby donosi liderowi o postępach jakie osiąga werbowany w oczach sekty. Czy ma wątpliwości, w jakim stopniu wierzy w doktrynę. Werbujący (ojciec lub matka duchowa) dokonuje swoistej analizy dokonań swojego dziecka duchowego. Określenie matka, ojciec duchowy wywołuje u werbowanego pozytywne skojarzenia. Jeśli osoba ma np. trudne relacje z rodzicami chętnie przyjmie zupełnie obcą osobę za swoją "matkę", będzie jej ufać i jej się zwierzać. Przeciwnie jeśli ma dobre relacje z rodzicami to takie określenie "matka" też wywoła dobre skojarzenia. W jednym i drugim przypadku zamierzony cel zostaje osiągnięty. A celem jest zdobycie zaufania, wytworzenie więzi, uzależnienie od osoby. W takim tandemie nie ma tajemnic, wszystko jest transparentne a wszelkie nieprawomyślne szybko są przekazywane "wyżej". Podobnie działa grupa. Obowiązki są rozdzielone (jak w rodzinie..). Spożywa się wspólnie posiłki, przygotowuje ulotki służące do werbowania itp. Obowiązuje dyscyplina, filmy (wybrane przez lidera) są oglądane wspólnie. Stosuje się częste zabawy, które mają za zadanie integrować grupę, wprawiać w nastrój "dzieciństwa" i przygotować do łatwiejszego przyjęcia prawd sekty. Czasu wolnego praktycznie brak, obok zajęć na uczelni (bo to sami studenci) obowiązki domowe, wykłady, werbowanie pochłaniają cały czas. Osoba nigdy nie jest pozostawiana sama sobie, z wyjątkiem czasu gdy się modli, poza tym czasem zawsze ktoś jej towarzyszy. Wspólna jest modlitwa poranna, wspólne spanie, wspólne wykłady. "Matka", "ojciec" duchowy powinni towarzyszyć osobie werbowanej w workshopach. Oznacza to dla nich ciągłe wysłuchiwanie tych samych wykładów, ciągłą modlitwę , poszczenie lub umartwianie się żeby być jak najdoskonalszym i służyć przykładem. Oczywiście nie zwalnia ich to od stałego werbowania nowych dzieci duchowych. W każdej chwili można też być odwołanym na fundraising. Prawdziwa miłość (True Love) jest też swoistą utopią. Zakłada że można pokochać każdą osobę. Szlachetna w swym zamyśle idea, że każdy człowiek jest godny miłości zostaje uznana za prawdę absolutną. Prawdziwe uczucia ludzkie zostają podporządkowane idei. Czyli "True love" jest ważniejsza od "zwykłej" miłości bo jest prawdziwa, jest prawdą przez duże P. Jeśli twoje uczucia są niezgodne z doktryną grupą musisz je w sobie stłumić. Również pociąg seksualny, który towarzyszy rodzącemu się uczuciu jest zły. Powoduje to taki skutek że człowiek czuje się bezradny wobec swoich uczuć, jakby z nich wyprany i zaczyna mu to być obojętne. Jego naturalne sympatie stają się przeszkodą w dążeniu do doskonałości. Oczywiście upragniona doskonałość nigdy nie nadchodzi. Wszelkie wątpliwości rozwiewa grupa lub lider. Rozmowy służą praktycznie jednemu, umocnieniu się w słuszności Prawdy i stłumieniu wątpliwości. Wyznawca racjonalizuje swoje uczucia i poglądy (usprawiedliwia lidera i grupę, stosuje wyparcie potrzeb). Zmniejsza w ten sposób uczucie napięcia jakie towarzyszy mu gdy dopadają go "złe myśli". Wyznawca wierzy że wszelkie złe informacje dotyczące sekty są od szatana co pomaga mu w racjonalizowaniu swoich myśli (ułatwia przyjęcie Prawdy za swoją). Może tłumić wątpliwości poprzez nucenie świętych pieśni, ponowne przeżywanie wspólnie przeżytych chwil. Niestety przyjaźń w sekcie jest uczuciem warunkowym, nie myślisz tak jak my musisz grupę opuścić, wspólna idea scala grupę a niezależne myślenie jej zagraża, dlatego nie może być tolerowane.
    • 0 komentarzy
    • 921 wyświetleń

Blogi społeczności

  1. misi23blog

    • 0
      wpisów
    • 0
      komentarzy
    • 31
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

  2. ihtis - blog

    • 2
      wpisy
    • 19
      komentarzy
    • 2804
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Właśnie przeczytałem sobie Strażnicę z listopada 2016.

    Mamy nowe Światło co do niewoli Świadków Jehowy, i trochę o Ciele Kierowniczym i konieczności poddania się mu i wiernej służby Organizacji, itp. 

    Najciekawszy wpis dotyczy Badaczy Pisma Świętego/ŚJ, że "najwyraźniej nie trafili do niewoli Babilonu Wielkiego w roku 1918", s. 23, akapit 7. Strażnica Listopad 2017.

    NIe wiem co do 1919 roku, od kiedy nauczają, że wtedy Jezus objął władzę? Z tego co pamiętam, to uczono, że odbyło się to w 1914 lub 1918. W każdym razie polecam postudiować ostatnią Strażnicę :)

     

  3. MONTREAL – po południu na lotnisku Pierre Elliot Trudeau wybuchła niebraterska awantura, kiedy to dwie grupy religijne zaczęły się popychać, szturchać i ciągnąć za włosy, próbując przyciągnąć uwagę rodziny uchodźców. Nowa kanadyjska rodzina była tym zaskoczona i zdezorientowana.

    - Widziałam jak jedna kobieta złapawszy za nozdrza mężczyzny, powaliła go na ziemię – powiedziała Gazette 31-letnia matka dwójki dzieci.

    - A dwaj młodzi mężczyźni okładali swoimi książkami po głowie innego – mówiła zdziwiona kobieta.

    - Na początku myśleliśmy, że wszystkie te przepychanki i zapasy na podłodze były jakąś nieznaną nam formą powitania. Myśleliśmy, że powinniśmy bić brawo, aby pokazać naszą wdzięczność. Jednak niektórzy ci ludzie zaczęli krwawić z nosa, a jedna z kobiet wywijała laską, uderzając pozostałych po nogach. Nigdzie nie znalazłem informacji o czymś takim u Kanadyjczyków.

    Policjanci (Service de policji de la Ville de Montréal) powiedzieli Gazette, że 7 osobom udzielono pomocy medycznej z powodu drobnych urazów. Sanitariusze powiedzieli, że rzucony egzemplarz Księgi Mormonów wybił mężczyźnie kilka zębów, zaś jedna kobieta uskarżała się na zawroty głowy po uderzeniu w głowę teczką pełną czasopism Strażnicy.

    - Okazało się, że grupa młodych misjonarzy Mormonów pobiegła do hali przylotów międzynarodowych, gdzie okazało się, że grupa Świadków Jehowy już zajęła najlepsze miejsca do nawracania uchodźców ... przepraszam, najlepsze miejsce do powitań - powiedział oficer obsługi Sanju Singh. Najpierw doszło do potyczki na słowa, za nim poszły w ruch pięści i łokcie.

    Rodzina młodych uchodźców podobno zasłaniała uszy swoim dzieciom, by nie słyszały „wulgarnych przekleństw" wykrzykiwanych przez obie grupy, zanim wolontariuszom udało się wyprowadzić rodziców i ich dwie córki poza teren walki.

    Singh powiedział, że zostanie nałożona kara grzywny na czterech Mormonów i dwóch Świadków Jehowy, w tym u jednego stwierdzono posiadanie marihuany.

    - Nigdy nie widziałem by ludzie kościoła publicznie przepychali się łokciami - powiedział CTV [kanadyjskiej TV] obserwujący zajście Guy Nault. Obstawiałbym na tych młodych Mormonów, ale człowieku, ci starzy Jehowi spuścili im zdrowe manto. To było komiczne.Ta rodzina uchodźców musiała sobie pomyśleć, że ci Kanadyjczycy to jacyś dziwni ludzie.

    Dzięki uprzejmości The Lapine

    Zapraszam również do siebie.

    Uwaga ważne. ;)

    The portal "Vatican Enquirer" is a satirical publication. All posts are only for entertainment and and fun, without any compromise with reality. All content is fictional and does not correspond to reality. We are willing to invent any story as long as you laugh. Any real life actions taken are entirely your OWN responsibility. All references, names, brands or institutions listed on the web are used as contextual elements, as in any novel or fictional story.

  4. Poniższy wpis jest tłumaczeniem artykułu, który ukazał się na stronie Crain's New York Business w dniu 17 grudnia 2015 roku. Oryginał można przeczytać w języku angielskim klikając TUTAJ.

    Organizacja zwolniona z podatku, opuszczając swoje nieruchomości, powinna przekazać 50 milionów dolarów dofinansowania dla lokalnych projektów, powiedział lokalny lider biznesowy.

    Od ostatniego tygodnia Świadkowie Jehowy kontynuują swoją wyprowadzkę na północ stanu sygnalizując dalsze zwijanie obozu w Nowym Jorku poprzez wystawienie trzech kolejnych nieruchomości na sprzedaż - wliczając budynek Biura Głównego przy 25-30 Columbia Heights o powierzchni 733 000 stóp kwadratowych.

    To bystre posunięcie na samym szczycie rynku nieruchomości, a to tylko ostatnia z wielu sprzedaży tej grupy w centrum Bruklinu w ciągu ostatniej dekady. Od sprzedaży nieruchomości z Dumbo Heights do tych ogłoszonych ostatnio Świadkowie zyskają 1 miliard dolarów.

    Byłe nieruchomości tej grupy już teraz rozkwitają w holdingi najwyższych lotów w tej okolicy. Na przykład dobrze zapowiadające się biura na Dumbo Heights oraz detaliczne kompleksy w samym sercu Bruklińskiego Trójkąta Technologicznego. Jednakże projekty te wiążą się z dodatkowym obciążeniem lokalnej infrastruktury, a więc parków, szkół i metra.

    Te nadzwyczajne sprzedaże - będące skutkiem rozwoju - są oczywistym sygnałem, że nadszedł czas, aby to Świadkowie dali coś od siebie okolicy, która tak wspierała ich wzrost i finansowała ich przyszłość.

    Były członek Rady Miasta Nowy Jork, David Yassky, był tego samego zdania na początku tysiąclecia, gdy parcela z parkingiem Świadków na ulicy Jay and Front została przetransformowana w inny typ strefy [przyp. tłum. ang. rezoned). Zarówno on, jak i inne lokalne podmioty gospodarcze, oczekiwali dotacji od grupy na odnowienie zdezelowanego dworca kolejowego York Street F wraz z Brigde Park 2 - ponurego asfaltu prowadzącego z Farragut Houses do Brooklyn-Queens Expressway.

    Do tego rozwiązania, o którym Yassky mówi, że Świadkowie powinni je sfinansować, nigdy nie doszło. Dziesięć lat później, te fundusze są potrzebne bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. W centrum Bruklinu w tym okresie zainwestowano 6,3 miliarda dolarów w 88 projektów budowlanych, z 37 kolejnymi w planach - a nie wzięto przy tym pod uwagi przewidywanego wzrostu w sąsiednim Dumbo.

    Zanim odejdą na dobre, Świadkowie powinni przeznaczyć 5% ich zysków z ostatnich transakcji związanych z nieruchomościami, czyli jakieś 50 milionów dolarów, na lokalne udogodnienia publiczne. Taka kwota nie tylko stanowi maleńką część ich zysku, ale jest również znacznie niższa niż podatek od nieruchomości, który musieliby płacić w ciągu dziesięcioleci, gdyby nie byli zwolnioną od tego podatku organizacją niedochodową.

    Pieniądze te mogłyby zostać wykorzystane w kluczowych aktywach, takich jak nowa szkoła publiczna, której pomogłyby złagodzić uporczywe i wciąż rosnące przeludnienie. Mogłyby pomóc też urozmaicić starzejącą się stację metra. W końcu mogłyby być znaczącym impulsem inicjatywy Brooklyn Stands, której celem jest przodowanie w Downtown Brooklyn Partnership chcącym odnowić i korzystniej połączyć ponad 40 akrów oddzielonych parków i placów w tej okolicy.

    Kiedy Świadkowie otworzyli swoją flagową centralę w roku 1969, na Bruklińskich nadbrzeżach były zdezelowane i opuszczone magazy oraz terminale Portu Authority, wyłączone z użytku publicznego. Dziś, gdy w Bruklińskim Bridge Park roi się od turystów z całego miasta, centrum Bruklinu stało się siłą napędową najbardziej zaludnionej dzielnicy miasta, a wartość gruntów jednocześnie wzrosła.

    Ale teraz Świadkowie Jehowy są na drodze do czerpania korzyści z tych faktów - bez oddania niczego w zamian dzielnicy, która napędzała ten majątek. Nadszedł czas, żeby upewnić się, że stanie się inaczej, zanim będzie za późno.

    Tucker Reed [przyp. tłum. autor tego artykułu] jest prezesem Downtown Brooklyn Partnership - niedochodowej organizacji na rzecz lokalnego rozwoju.

  5. Dziś smutne święto. Mój ojciec umarł na raka (jego rodzice także), mój młodszy brat zginął w okropnjym wypadku w wieku 30 lat, a siostra nie doczekała się drugiego serca (2 tygodnie po jej śmierci zadzwoniono z Zabrza, że jest serce).

    U mnie wyniki są niepokojące, czekam na kolejne badanie.

    Nie idę dziś na cmentarz, ponieważ myślenie o śmierci działa na mnie zbyt dołująco.

    Nie dawno przyjechał do mnie jakiś chrześcijanin z Płocka i ochrzcił mnie w wannie. Pokazał mi lekcje Torbena https://www.youtube.com/watch?v=LcCMGCQCFl8, jest tego więcej jak ktoś chce posłuchać.

    Taaak, ja mam już różne okulary..., jedne od katolików, drugie od SJ.

    Tęsknię za Joanną, którą byłam kiedyś. Naiwna, dziecinna, ale pełna wiary, bez biblijnej wiedzy, ale jak dziecko. Teraz im więcej wiem, tym więcej wątpliwości mi się roi w głowie. Moja wiara jest chyba coraz słabsza.

    W takiej sytuacji powinnam uwierzyć w to, że Jezus jest taki sam na wieki, umarł także za nasze choroby i że jak będzie chciał, to sprawa z rakiem dobrze się jednak skończy. A jednak na forum są osoby, które zsiewają wiele wątpliwości, znajome ze SJ też dziwnie się zachowują. Powiedziały, żebym pracowała nad relacją z Jehową, ale nigdy się nie modlą o zdrowie razem. O co w tym chodzi? W dodatku nie wierzą w uzdrowienia w dzisiejszych czasach.

    Ja mam mętlik w głowie, brak mi teraz wiary.

    Odwiedziłam koleżankę w szpitalu, która ma mieć usunięte narządy rodne, bo też wygląda to na raka. Przyszłam tam z tym chrześcijaninem i powiedziałam, że mnie ochrzcił. "A przepraszam, a kto Ci dał do tego prawo?" - powiedziała oburzona. Myślałam, że się ucieszy, a tu takie oburzenie. Przyszliśmy w dobrych zamiarach, Artur chciał nałożyć na nią ręce i pomodlić się o jej zdrowie, ale wywiązała się kłótnia o doktryny i rozstaliśmy się w bardzo przykrej atmosferze.

    Widziałam, jak podniosło się jej ciśnienie, jakby jakiś diabeł w nią wstąpił. Jak dla mnie trochę dziwne, że ujawnił się taki fanatyzm. Napisałam jej sms, że w tej chwili wydaje mi się, że zarówno jej i mi jest potrzebne zdrowie, żeby mieć siły do dalszej służby takiej czy innej, ale ona napisała, żebym przmyślała co było głownym celem Jezusa. Tak, głoszenie, ale czy to jest całość? Mam co do tego wątpliwości po lekcjach Torbena.

    Kiedyś bez tej całej wiedzy i ludzkiego pojmowania Boga i tłumaczenia wszystkiego na ludzki sposób miałam więcej wiary niż teraz :(

    Wiem, że Bóg jest Bogiem żywych, jakkolwiek to rozumieć, czy jak będę się skupiać na tym, że nie ma uzdrowień bo to tylko na czasy apostolskie było, to wyzdrowieję? Czy da mi to dobre samopoczucie?

    A może rzeczywiście to jest tak jak mówi Torben w lekcji 11, że po prostu chodzi tam o to, że dary ustaną, bo wtedy już będzie z nami Jezus i nie będziemy tego potrzebowali, bo po prostu nie będzie już chorób?

  6. PassurBlog

    • 4
      wpisy
    • 16
      komentarzy
    • 3439
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Passur
    Ostatni wpis

    Podzielę się teraz z wami pewnymi moimi doświadczeniami związanymi z tym iż Świadkowie Jechowy to lud składający się z samych osób naprawdę szczęśliwych , które dzięki modlitwie są wyzwoleni z wszelkich dolegliwości np depresii lub myśli samobójczych .

    Nie chcę tu nakreślać winy organizacji bo takowej myślę że nie było ..chociaż .....

    Więc do rzeczy ważnych - płęta aby nie przedłużać

    Jako osoba od dzieciństwa wychowana w ''prawdzie'' powinnam zachować szczęście w swojej piersi bezwzględny - niestety tak nie było - borykałam się z tak wielką ochotą podcięcia swoich żył już w wieku 16 lat , było to dla mnie rozwiązanie nader szczęśliwe -

    wiele razy próbowałam i ale ... właśnie zawsze chęci były jednak za drobne - bo aby odebrać sobie życie potrzeba naprawdę wiele sił ....

    Ale ,ale dochodzimy do meritum sprawy , gdyż nie chcę nikogo tu zanudzać szczegółami

    poznałam tak zwanego światusa który obdarował mnie taką dawką miłości że naprawdę uratował mnie przed tą decyzją . W wieku lat 18 zamieszkałam z nim ( wykluczenie i te sprawy ) w wieku lat 19 ożeniliśmy się i nie żałuję - bo poczułam prawdziwą miłość i radość z życia . Wruciłam do organizacji szybko , bo jeszcze wtedy wierzyłam , teraz w wieku 30 lat myślę aby to wszystko rzucić i się uwolnić od tak zwanej niby bardzo szczęśliwych ludzi - którzy jako jedyni znają drogę do prawdziwego szczęścia

    Moja samoocena urosła dzięki miłości męża i dziecka , dzięki mojej determinacji nauki francuskiego i angielskiego i co za tym idzie to ciekawa praca ,

    Więc co z tym szczęściem - a więc moje doświadczenie mnie nauczyło żeby je doświadczyć potrzebujemy po prostu miłości , odrobinę docenieni ale tak naprawdę , nie udawane ... Bo na kongresach młode osoby mogą się uśmiechać , jednak w swoich sercach chować po prostu ból i światus lub światuska uleczy to serce.....

  7. SJ23
    Ostatni wpis

    Chciałoby się napisać: Mietek 2 Decydujące Starcie

    W każdym bądź razie (jak to niektórzy mówią):

    Mietek 2 już jest

  8. Jak obiecalem pojawia sie moj komentarz do homofobicznych reakcji na pewnym forum . Nazwijmy je www.homofobiawpolsce.com

    Jak sam prezes przyznal, jestem pogodnym czlowiekiem. I z ta wlasnie pogoda ducha, podkreslona lekko wlasciwa mi kokieteria zarejestrowalem sie na w/w forum. Niektorzy moze wiedza inni sobie przypomna, ze ja nigdy na nowym forum nie rejestruje sie jako ja. Pozniej rozkoszuje sie ta zgadywanka. Ku mej uciesze na innym forum, na ktorym obecnie dosc czesto przebywam rozpoznano mnie dosc szybko. Ba, nawet podano mi na jakim forum jako kto jestem lub wowczas bylem zarejestrowany. Tu szacunek w strone tej forumowiczki, Pamiec piewsza klasa. :)

    Nie Nemo, nie dlatego wybralem Nicka Misiek bo mam swojego miska lub chcialem cokolwiek innego tym osiagnac. "Mysia" wydawala mi sie zbyt zenska, "Zbir" zbyt brutalny. Pojawil sie wiec "Misiek".

    Prowokacja?

    Alez naturalnie, ze miala to byc prowokacja. Chcialem „sprowokowac“ forumowiczow kolejny raz do tej samej zabawy.

    Niestety ku memu zaskoczeniu, gdy przedstawilem sie jako SJ i gej i zaraz potem napisalem, ze szukam kontaktu do "podziemia gejowskiego", pojawily sie komentarze, ze lepiej bym sobie poszedl gdzie indziej szukac faceta (????). Ze pomylilem forum. Gedeon „przyklasnol" mojemu stwierdzeniu ze w takim razie sobie pojde. Znaczy sie powiedzial przez kwiatki „Spieprzaj dziadu“ :)

    Mnie zastanawia jednak ten tok rozumowania. Jest dla mnie zagadka a zarazem przeraza mnie to, ze haslo gej natychmiast powiazano z sexem czy szukaniem sexu.

    No ale nic . Wymiotlem sie i skasowano na moja prosbe moj profil.

    Zaczolem sie jednak zastanawiac: Cale zycie musze sie tlumaczyc, bronic. Prawie 30 lat z tego ze jestem SJ. Teraz ze gejem. W DE ze Polakiem. Do k.....nedzy, Dlaczego??????

    Zalozylem wiec na innym forum watek „Misiek zglos sie“ :)

    Oj troche to trwalo, az porownano IP. Wstydliwie dlugo trwalo :)

    Zaraz potem czytam komunikat, ze mam bana na wiecznosc :)

    Boze i jak ja teraz bede zyc????????

    Tak mnie to strasznie i okropnie nie interesuje :)

    Mysle sobie, teraz to se geby zdzieraja wiec wlanczam te swoje tajne/poufne inne IP i czytam:

    I tak oto pan prezes juz w nicku nie ma ze nadzorca obwodu :) zdegradowal sie sam? Czy go wysmiano?

    Nie jestem psychologiem ani terapeuta ale tak sie zabawie jak Nemo w inspektora tak ja poloze prezesa na kanapke:

    -Panie prezesie, czytam, ogladam w TV, ze strasznie pana drazni ten ostracyzm w wts

    -Prezes. O tak strasznie ludzi krzywdza. Kalecza. Samobojstwa sa. I dlatego by ludziom pomagac pokaleczonym przez wts powstalo stowarzyszenie i jak jestem prezesem. :)

    -Ale dlaczego, ze nadzorca obwodu.

    -bo mnie niedoceniono. Innemu dano. A ja i cala rodzina. I tyle lat. Ja dla nich wszystko a oni tego Kazia co ani firmy nie ma ani wykrztalcenia dali.

    -I co boli?

    -oj boli. To kolejny przyklad na ostracyzm.

    -No a jakby tak gej przyszedl na forum to co by bylo? (Tu podpieram sie cytatami na zywo z forum) („A co jeśli przyjdzie tutaj gej który po jakimś czasie, bądź też w swojej historii napisze ze jest gejem i żyje w WTS i nie umie sobie poradzić tez zostanie tak potraktowany? Pytam z czystej ciekawości nie z prowokacji do kłótni żeby nie było. „)

    -“Zostanie potraktowany z całym szacunkiem i zasadami.“

    -no ale prezesie („Ale wypadałoby to pisać innym tonem, niż taki, którego użyto. Aż tyle, i tylko tyle.“)

    -Forum jest moja wlasnoscia i bede podejmowal autorytarne decyzje ("Tak dla wyjaśnienia forum nigdy nie było własnością ani częścią stowarzyszenia od samego początku stanowi moją i tylko moją własność techniczną,")

    Kochani forumowicze, zdajecie sobie sprawe, ze Misiek nie spowodowal tej burzy, prawda? Misiek byl kropla, ktora przelala czare goryczy. Urwanym uchem u dzbana, ktory juz wody nie poniesie. Wielu wypowiedzi juz nie znajdziecie, ale kto czytal na biezaco ten zauwazyl, ze tam od dluzszego czasu wielu juz dosc mialo manipulacji prezesa.

    Moje Forum.... gdy ktos mial inne zdanie niz prezes.

    My..... gdy trzeba bylo poslodzic innym

    Moja wlasnosc!!!!

    My!!!!

    Ilez moze Swiadka zostac w czlowieku po ok 60 latach w organizacji????

    Ta sytuacja pokazala, ze tak naprawde licza sie tylko prywatne interesy.

    Zakulisowe rozgrywki, wyzwiska, grozby o ktorych czytaliscie, czy to tez Misiek spowodowal? On byl parenascie minut na forum!!!!!!

    W zaden sposob tez nie podjudzal jednych przeciw drugim. Przeciez Misiek byl parenascie minut tam. Temat zniknol ale jak trzeba bylo to sie nagle pojawil.Wielu moglo przeczytac.

    M napisal :“Gdyby chodziło o realną osobę to sytuacja potoczyła by się zupełnie inaczej“.

    Ale gdy sytuacja wymykala sie spod kontroli Misiek byl dla ciebie i innych realna osoba. Misiek przestal byc dla ciebie realna osoba dopiero wtedy gdy zauwazyles identyczne IP z IP roberta1975.

    Kogo wiec M chcesz zmanipulowac? Komu chcesz zamydlic oczy? Sobie?

    Prowokacja?

    A i owszem. Inna miala byc (mila i zabawna) a stala sie inna. Tylko dlaczego?

    Jeszcze raz: kto bral udzial w dyskusji ten od razu zalapal. Misiek pytal o podziemie gejowskie w wts. W WTS!!!!!!!

    Nie zeby szukac partnera ,bo jak szybciutko zaznaczyl partnea ma, ale by pomagac i tez korzystac, ze wsparcia podobnych jemu, ktorzy pomimo preferencji pozostaja w organizacji. Ciekawe, ze czasc uczestnikow dyskusji bez problemu zalapala intencje Miska. Nawet to wyrazali w prywatnych wiadomosciach do Miska.

    "akurat Roszada i Gedeon sa zdecydowanymi hetero i bardzo nie lubią homo. Miałes pecha. że akurat zajrzeli. nie zrażaj się."

    lub

    "(...) będę CIę zachęcac do zmiany decyzji, może zostań,(....) zostań, ja naprawdę jestem wrażliwa i kocham ludzi. Na pewno znajdziesz tu inne osoby, znam byłych świadków gejów, dam Ci namiary. Ale nie rezygnuj. Dlaczego masz rezygnowac bo gede i roszada napadli na Ciebie."

    Czy to nie mowi samo za siebie???????

    Pewna corka wyskoczyla nawet z okresleniem w sensie pejoratywnym „ Hipokryta“. Obecnie tlumaczy sie na forum w taki sposob: „postanowiłam jednak coś wyjaśnić, bo czuję wielki niesmak z powodu całej sytuacji i tego, jak stałam się kozłem ofiarnym“ i dalej pojawia sie tkliwa historyjka o zlym geju.... bla bla bla „Oto jest obraz jedynego świadka Jehowy - geja, jakiego znałam i to znałam dość blisko“. JEDYNEGO!!!!!!!!

    Jako, ze moj sasiad heteryk chodzi co weekend na dziwki pozwole sobie wysnuc wniosek, ze kazdy facet heteryk na tym forum chodzi na dziwki.....

    Stosuje tylko logike Corki.

    Mozliwe, ze gdzies jakis gej i to w wts nie pokazal sie z najlepszej strony. Tez mam podobne doswiadczenia. Ogolnie powtarzam ze facet to swinia. Podejzewam jednak ze corka ma tez znacznie wiecej zlych doswiadczen z innym hetero-swiadkami a jednak nie wspomina o hipokryzji.

    Kochani forumowicze, ktorzy nadal nalezycie do zboru. Moze nawet czynnie. Jesli aktywny Swiadek jest gejem to w oczach Corki jest hipokryta. Kim jest wiec forumowicz, ktory co niedziela poboznie sklada raczki do modlitwy na sali a w nocy pisze na forum??? Kim on jest dla takiej corki.?????? Ale o tym nie uslyszycie bo to byloby niepolityczne w kwestii zwalczanego wts-owskiego ostracyzmu.

    A teraz przejdzmy do odzegnywania sie prezesa i Roszady czy corki od homofobii. No to co to jest ta homofobia? Na psychologia.apl.pl czytamy:

    Homofobia (od słów "homoseksualizm" i "fobia") - lęk przed zetknięciem się z osobami o orientacji homoseksualnej, wstręt, niechęć, nienawiść wobec osób o orientacji homoseksualnej lub potępianie takich osób.

    Osobę uprzedzoną wobec osób o orientacji homoseksualnej potocznie nazywa się homofobem. Natomiast głoszenie treści lub poglądów szerzących uprzedzenie wobec takich osób - homofobicznymi. Termin w konotacji zbliżonej do obecnej zaczął funkcjonować w języku angielskim od 1969 roku, kiedy to został użyty przez amerykański tygodnik Time.

    Parlament Europejski 18 stycznia 2006 w rezolucji "w sprawie homofobii w Europie" zdefiniował homofobię jako "nieuzasadniony lęk i niechęć wobec homoseksualizmu oraz osób homoseksualnych, biseksualnych i transseksualnych, oparte na uprzedzeniach podobnie jak rasizm, ksenofobia, antysemityzm i seksizm"

    Prosze wczytajcie sie w te definicje a ja podkresle tylko kilka slow:


    1. lęk przed zetknięciem się
      2. nieuzasadniony lęk
      3. niechęć
      4.oparte na uprzedzeniach
      5.podobnie jak rasizm,
      6.ksenofobia,
      7.antysemityzm i
      8.seksizm"
      Czy w mysl tej definicji okazano Miskowi Lek przed zetknieciem? Czy ten lek byl uzasadniony? Czy nie pojawila sie niechec w wyzywaniu go od hipokryty? Czy nie okazano uprzedzen w tym, ze wysnuto natychmiast wniosek ze szuka sexu? Czy wlasciwe byloby potraktowanie tak Zyda lub czarnego?
      Sami wyciagnijcie wnioski.
      Czasamu uzywam powiedzenia: Znowu winny ten kto zapalil swiatlo w salonie i pokazal, ze na srodku salonu ktos zrobil kupe a nie ten kto te kupe rzeczywiscie zrobil jest winny. Misiek tylko zapalil swiatlo. Kupa juz tam lezala. Zakulisowo juz smierdzialo klotniami i niesnaskami. Ale dzis to Corka jest, jak pisze, kozlem ofiarnym? Nie, ona jest na forum nadal. Kozlem okazal sie Misiek. On jest winien manipulacji, prowokacji, znikania ludzi z forum i pewnie homofobi prezesa tez.

    Zastanowmy sie kto jest alkoholikiem?

    -ten co pije i mowi, ze ma problem z alkoholem

    czy moze

    -ten co pije i twierdzi, ze nie ma problemu z alkoholem

    Pozwole sobie wyrazic prywatne zdanie, ze obaj to alkoholicy. Moze ten co jest swiadomy problemu jest tylko o krok dalej by ogarnac swoje problemy w garsc. Ale alkoholikiem jest nadal.

    Kto jest homofobem na forum?

    -ten kto wyprasza geja z forum gdy sie przedstawil jako gej

    czy moze

    -ten co wyprosil geja z forum i twierdzi, ze przeciwko gejom nic nie ma.....

    Wyciagnijcie wnioski sami.

    Roszadzie nagle zabraklo argumentow i przypomnial sobie, ze mu kiedys Robert1975 czegos tam za darmo dac nie chcial . Wiec dowalil mu z grubej rury w ten desen: Ty jestes znany w internecie ze sknerstwa i ze tak drogo sprzedajesz.

    No przyznam szczerze, ze i ja od Roszady nigdy za darmo nic nie dostalem, ale takie zycie. Nie uzalam sie. :)

    Tak owszem wyprzedalem sporo swoich zbiorow w internecie i dzieki temu, a nigdy nie robilem z tego tajemnicy, ba dumny nawet jestem, moglem wraz z dziecmi odpoczywac juz od czterech lat bawiac po Europie czy na statkach. Nie, nie jestem dobrym ojcem, ktory dba o rodzine. Jestem sknerus :)

    Drodzy czytelnicy, czy zaluje?

    Nie. Czasami lekarz musi wyjsc do rodziny i powiedziec. „Wasz tato ma raka i musimy go operowac, natychmiast“. Nie jest to radosna wiadomosc i pewnie rodzina chorego nie powie do lekarza: „To pan jest winien, ze nasz tato jest chory. Pan go kroil. Pan sprawil, ze lezy na intensywnej terapii itd itp“.

    zrobilem co uwazalem za sluszne.

    Zadajcie sobie pytanie: Zrobil Misiek te kupe w Salonie czy ona juz tam lezala a Misiek tylko w kilkanascie minut pokazal, ze ona tam lezy i smierdzi.

    Zadajcie sobie pytanie: Czy nie czytam ciagle o klotni Corki ze Sczebiotka? Czy matka poszkodowanych dzieci nie zostala juz na forum potraktowana szorstko lub jak forumowicz drugiej kategorii? Czy ktos napisal, ze Misiek probowal go od forum odciagnac?

    Czesc z Was odeszla od WTS. Lub tam nadal tkwi ale ma dosc wielu uhybien.

    Jakim cudem mozna w 100% zaufac czlowiekowi, ktory wyrosl i przezyl w wts-sie cale swoje zycie. Ba, wspinal sie po szczeblach kariery teokratycznej. Zna te wszystkie gierki od zakulis.

    Jakim trzeba byc obludnikiem by oglaszac sie rycerzem, obronca pokaleczonych owiec a samemu stosowac ostracyzm w stosunku do wierzacego geja?

    Tak, wiem obecnie sytuacja jest jasna wiem kto jest kim. I nie licze na to, ze Gedeon zapala nagle do mnie miloscia. Liczy sie to jak postapil on, Roszada, Corka itd z Miskiem!!!!!

    Bo gdy go kopali on byl dla nich realna osoba.

  9. Polemiki i dywagacje

    • 2
      wpisy
    • 3
      komentarze
    • 4011
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Habakuk
    Ostatni wpis

    Blog biblijny został przeze mnie ewidentnie zaniedbany. Przeceniłem swoje możliwości. Ten blog będzie inny. Nie na wszystkie moje przemyślenia jest miejsce na forum. Miewam bowiem potrzebę dywagacji na różnorakie tematy, które raczej przyjmują formę monologu, niż dyskusji. Zatem w tym celu tworzę ten blog. Nie zakładam, że wpisy będą się pojawiać na nim regularnie, bo sumienność to ostatnia cecha o którą można mnie posądzać :P Zatem co jakiś czas będę starał się publikować co mi tam przyjdzie do głowy.

    Bloga otworzy polemika pt. "O ruchu". Nie jest ukończona, jednak o ile moje pisanie będzie się podobać być może będę zmotywowany do dalszej pracy i poszukiwania nowych problemów. Zatem startuję z polemiką, a co będzie czas pokaże.

    Serdecznie zapraszam do czytania.

    Habakuk

  10. Na specjalną prośbę Butelczyka postanawiam kontynuować bloga, choć bardzo często brakuje mi na to czasu. Biblia w rok przeczytana nie będzie, ale kiedyś o ile Bóg pozwoli zostanie. Nie mniej jednak gorąco zachęcam każdego do jej indywidualnego czytania, a mój komentarz jako swego rodzaju interpretację, która może pomóc w jej zrozumieniu. Najważniejsze będą jednak wnioski, które każdy czytający wyciągnie sam. Gorąco pozdrawiam! Habakuk.

    Z relacji biblijnej wiemy, że Abram osiadł w Hebronie, Lot zaś w Sodomie. W miejscu, gdzie osiedlił się Abram rosły dęby Mamre. Ich nazwa pochodzi od pewnego Amoryty o imieniu Mamre. Mamre zaś był sąsiadem i przyjacielem Abrama.

    Biblia opowiada o wyprawie wojennej królów Mezopotamii, w wyniku których zajęte zostały m. in. Sodoma i Gomora. W wyniku zdobycia Sodomy został uprowadzony Lot. Abram gdy tylko się o tym dowiedział zebrał ludzi i ruszył w pościg. Odbił lota oraz jego rodzinę i majątek z rąk nieprzyjaciół.

    Na spotkanie Abrama wyszedł król Sodomy. Melchizedek zaś, król Szalemu, a jednocześnie kapłan, w dowód wdzięczności pobłogosławił Abrama. Złożył także ofiarę Panu. Ofiarę z chleba i wina. Wielu teologów dopatruje się w tej niedoskonałej ofierze zapowiedzi doskonałej ofiary Jezusa Chrystusa. Postać Melchizedeka jest niezwykle tajemnicza. Nie wiadomo do końca dlaczego autor opowiada o tej postaci. O Melchizedeku prawdopodobnie mowa jest w Psalmie 110 (109).

    Ów fragment przetacza również targi pomiędzy królem Sodomy i Abramem. Wynika z nich obraz osobowości króla. Gnuśny i wyniosły.

    W dalszej części czytamy o zapowiedzi licznego potomstwa dla Abrama. "Spójrz na niebo i policz gwiazdy - mówi Pan - jeśli zdołasz to uczynić.(...) Tak liczne będzie twoje potomstwo". Wspaniała obietnica i cud. Bóg sprawia, iż otwiera się łono uschłej kobiety i wzbudza potomstwo starcowi. U Boga nie ma bowiem nic niemożliwego. Bóg zapowiada również Abramowi, ze jego potomstwo odziedziczy wielkie ziemie. Wśród tych ziem znajduje się pólnocno - wschodnia Afryka oraz bliski wschód aż po rzekę Eufrat. Jak jednak wiemy z badań historycznych Hebrajczycy w ścisłym tego słowa znaczeniu zamieszkiwali tereny Palestyny.

    W "Kebra Nagast" czytamy o pierworodnym synu króla Salomona, poczętym w łonie królowe Saby, który władał królestwem Etiopii, a więc Afryką. Proroctwo zatem znajduje swoje potwierdzenie. Bóg ponadto zapowiada niewolę egipską, jako preludium późniejszej chwały dla Izraela.

  11. Była sobie kumulacja.

    Tak, taka zwykła kumulacja, taka w lotto.

    I jak zwykle z tej okazji puścili w TV reklamę o chodzących i gadających żółtych zerach.

    I to zaczyna się przypowieść.

    Były sobie zera.

    i czekały na jedynkę

    - Czemu zawsze musimy czekać na tą jedynkę? Rzekło jedne.

    - bo z nią stanowimy wartość.

    Wyjasnienie

    Te zera to jesteśmy my.

    Jedynką jest Chrystus.

    Bez niego, jak te zera nie znaczymy i nie możemy nic.

    Jak stówa bez jedynki,

    jak ciało bez głowy,

    itd.

    Tak, to Pan Jezus jest moją wartością, i to on nadaje sens mojej zerowości.

    Sam z jedynką tworzę dychę,

    z jeszcze jednym zerem tworze sto,

    z pięcioma tworzę milion,

    itd.

    Z milionem zer, ale bez Jedynki - wynik równa się zero.

    Czyli warto mieć społeczność, ale bez Jezusa to tak samo, jakby było jedno zero.

    I tak bez jedynki na jedno(przepraszam, na zero) wychodzi.

  12. Dzialacz

    • 1
      wpis
    • 1
      komentarz
    • 3209
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Dzialacz
    Ostatni wpis

    W tym roku, nasi bracia i siostry - Świadkowie Jehowy - 3 kwietnia 2015 roku, po zachodzie słońca, będą "obserwatorami" Wieczerzy Pańskiej, zwanej również Pamiątką Śmierci Chrystusa, Dla Świadków Jehowy jest to najważniejsze wydarzenie w całym roku, dlatego powinni bardziej niż kiedykolwiek skupić większą uwagę na tej uroczystości.

    Aby pomóc naszym braciom przygotować się do Pamiątki, w strażnicy z 15 stycznia 2015 roku, został zamieszczony artykuł zatytułowany "Dlaczego obchodzimy Wieczerzę Pańską", zaplanowany do studium w tygodniu od 9-15 marca.Ten artykuł do studium wymienia kilka czynników, które identyfikują tych, którzy powinni i muszą spożywać Pamiątkowe emblematy, to jest chleb i wino.Tymi czynnikami są:

    1.Absolutna pewieność, że są stronami nowego przymierza.(§ 14)

    2.Mają udział z Jezusem, uczestnicząc w Jego cierpieniach.(§ 15)

    3.Mają świadectwo ducha, że są dziećmi Bożymi i odnoszą się do Boga jako "Ojca".(§ 16)

    4.Są pewni, że będą współdziedzicami Jezusa w Królestwie niebieskim.(§ 16)

    5.Gdy czytają Pisma skierowane do namaszczonych synów, w swoich sercach czują podpowiedź ducha świętego iż "odnosi się to do nich osobiście".(§ 17)

    Niektórzy są niepewni czy powinni brać udział w tegorocznej Wieczerzy Pańskiej, dlatego, rozważmy każdy z tych czynników z osobna w świetle chrześcijańskich pism.

    Są stronami Nowego Przymierza

    Według artykułu ze Strażnicy, "nowe przymierze" zostało po raz pierwszy wypowiedziane przez proroka Jeremiasza.

    „Oto nadchodzą dni — brzmi wypowiedź Jehowy — gdy z domem Izraela i z domem Judy zawrę nowe przymierze; nie takie przymierze, jakie zawarłem z ich praojcami w dniu, gdy ująłem ich za rękę, żeby ich wyprowadzić z ziemi egipskiej, ‚które to moje przymierze oni sami złamali, chociaż ich posiadałem na prawach małżonka’ — brzmi wypowiedź Jehowy”. „Albowiem takie jest przymierze, które zawrę z domem Izraela po owych dniach” — brzmi wypowiedź Jehowy. „Włożę w nich moje prawo i napiszę je na ich sercu. I będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem”. „I już nikt nie będzie uczył swego towarzysza ani nikt swego brata, mówiąc: ‚Poznajcie Jehowę!’, wszyscy bowiem będą mnie znali, od najmniejszego z nich do największego z nich” — brzmi wypowiedź Jehowy. „Bo przebaczę ich przewinienie, a ich grzechu już więcej nie wspomnę”. - Jer 31: 31-34

    Tak więc przy podejmowaniu decyzji, czy obejmuje cię nowe przymierze, zadaj sobie pytanie: Czy gdy czytam te wersety, to nie uważam, że odnoszą się do mnie?Czy Prawo Boże jest w moim sercu?Czy Jehowa jest moim Bogiem?Czy "znam" Jehowę?Czy Jehowa wybaczył mi moje błędy i moje grzechy?Jeśli odpowiesz NIE, to zastanów się: Kim jesteś?Do kogo należysz ?Kim jest twój Bóg ?A jeśli Bóg nie przebaczył twoich błędy i grzechów, to pozostajesz przecież w swoich grzechach i na pewno jesteś na drodze prowadzącej do śmierci i zagłady.Ale jeśli odpowiesz twierdząco, to znaczy że jesteś w nowym przymierzu i musisz wziąć udział w Pamiątce.

    Mają udział z Jezusem oraz w Jego cierpieniu

    Oczywiste jest, że bracia i siostry w I wieku, którzy osobiście znali Jezusa lub cierpieli prześladowania i ponieśli śmierć, otwarcie wyznając zjednoczenie z Jezusem, byli rzeczywiście "uczestnikami jego cierpienia."Ale kto dzisiaj pasuje do tego opisu ?Kim są ci, którzy dziś cierpią dosłowne prześladowania, lub umarli duchowo, ponieważ otwarcie przyznali się, do jedności z Chrystusem Jezusem?

    Wiemy, że wielu chrześcijan z Bliskiego Wschodu cierpi rzeczywiste prześladowania i doznaje dosłownej fizycznej śmierci z powodu podawania się za Chrześcijan. A czy wśród Świadków Jehowy, ktoś cierpi dziś prześladowania, z powodu bycia chrześcijaninem?

    Świadkowie Jehowy są prześladowani z wielu powodów, np. takich jak odmowa przyjęcia transfuzji krwi, odmowa obchodzenia świąt, czy odmowa udziału w działaniach obywatelskich lub społecznych.Cierpią udręki ze względu stania przed rządami oskarżającymi ich o prowadzenie złej polityki w postępowaniu z molestowanymi dziećmi.Jednak żadne z tych prześladowań nie powstało dlatego, że są chrześcijanami lub dlatego, że wyznają zjednoczenie i udział z Chrystusem.

    Według czasopisma "Strażnica", tylko około 13.000 z 8 milionów Świadków Jehowy kwalifikuje się jako ci, którzy trzymają się Jezusa i mają udział w Jego cierpieniach.Reszta podobno nie jest związana z Jezusem i jest tylko biernymi widzami.Mogą być naśladowcami Chrystusa, ale nie do końca.Zatrzymują się niejako przed drzwiach do królestwa niebieskiego.Szczerze zapytaj siebie samego: Gdzie stoję?Czy jestem tylko widzem, stojącym obok Chrystusa ?Albo, czy widzę siebie jako mającego udział z Jezusem, otwarcie wyznającego zjednoczenie z nim pomimo wszelkich prześladowań, które mogą na mnie przyjść ?Jeśli odpowiedziałeś twierdząco na powyższe pytania, to Wieczerza Pańska jest dla Ciebie !I musisz w niej wziąć udział !

    Mają świadectwo Ducha iż są dziećmi Bożymi

    Apostoł Paweł pisał o tych, którzy mają świadectwo ducha.Strażnica prowadzi do następujących wersetów:

    "Gdyż nie otrzymaliście ducha niewoli, na nowo wzbudzającego bojaźń, lecz otrzymaliście ducha usynowienia, przez którego to ducha wołamy: „Abba, Ojcze!” Tenże duch świadczy wespół z naszym duchem, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli więc jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami wprawdzie Bożymi, lecz współdziedzicami z Chrystusem, jeśli tylko razem z nim cierpimy, aby też razem zostać otoczeni chwałą. Rzymian 8:15-17

    Według Pawła, możemy mieć "ducha niewoli" albo "ducha usynowienia".Którego ducha posiadasz ?Paweł napisał również:

    Wszyscy bowiem, których prowadzi duch Boży, są synami Bożymi.

    (Rzymian 8:38)

    Czy jesteś prowadzony przez ciało, czy przez ducha?Jeśli prowadzony jesteś przez ducha, to jesteś dzieckiem Boga.Jeśli nie jesteś prowadzony przez ducha, to nie należysz do Boga, jesteś dzieckiem należącym do kogoś innego, jak wyjaśnił Paweł:

    "Jednakże wy nie jesteście w zgodzie z ciałem, lecz z duchem, jeśli duch Boży istotnie w was mieszka. Ale jeśli ktoś nie ma ducha Chrystusa, to do niego nie należy.' - Rzym. 8: 9

    Z drugiej strony, czy czujesz bliskość z Jehową, bliskość i bezpieczeństwo jakie czuje dziecko, kiedy jest w obecności swojego kochającego ojca ?Czy masz pewność, że Jehowa będzie cię chronić, jak rodzic chroni własne dziecko?Gdy modlisz się do Jehowy, czy czujesz jak twój duch zmusza cię odnieść się do Niego jak do swojego "Ojca?"

    Nawet teraz, gdy czytasz te słowa, czy twoje serce nie tęskni za Ojcem, nie woła do Ojca w poszukiwaniu komfortu i Jego bezpieczeństwa?Jeśli tak, to podczas tej Pamiątki, musisz spożywać chleb przeznaczony dla "dzieci", a nie stać w milczeniu po wieczerzy, prosząc o okruchy dla "szczeniąt".(Mateusza 18:6)

    Są pewni, iż są współdziedzicami Królestwa Niebios

    Dzieci Boga wierzą w Jego obietnice i przyjmują za prawdziwe słowa Pawła:

    "Jeżeli więc jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami wprawdzie Bożymi, lecz współdziedzicami z Chrystusem, jeśli tylko razem z nim cierpimy, aby też razem zostać otoczeni chwałą." - List do Rzymian 8:17

    Jeśli odnosimy się do Jehowy, tak jak dziecko do ojca, to jesteśmy w rzeczywistości, dziedzicami królestwa niebieskiego, czy tego chcemy czy nie.Nie ma sposobu na obejście tej drogi.Dzieci są dziedzicami!

    "Natomiast owocem ducha jest miłość, radość, pokój, wielkoduszna cierpliwość, życzliwość, dobroć, wiara, łagodność, panowanie nad sobą. Przeciwko takim rzeczom nie istnieje żadne prawo."

    - Galatów 5:22-23

    Być może nie czujesz, że masz prawo do dziedzictwa niebiańskiego Ojca.Ale czy to oznacza, że nie jesteś dzieckiem Ojca?Wiele dzieci nie zdaje sobie sprawy, co będą dziedziczyć po rodzicach, ale nadal są ich dziećmi.Jeśli nie możesz zrozumieć, że niebiańskie królestwo Ojca jest dla ciebie, być może to jest po prostu oznaka pokory a nie znak, że jesteś "służącym drugiego."Pamiętaj, co Paweł napisał o tym co dzieje się z niewolnikiem:

    "Co jednak mówi Pismo? „Wypędź służącą i jej syna, bo syn służącej na pewno nie będzie dziedzicem razem z synem wolnej”. Dlatego też, bracia, nie jesteśmy dziećmi służącej, lecz niewiasty wolnej."- Galatów 4: 30-31

    W domu Ojca nie ma miejsca dla służących.Albo zajmiesz miejsce przy stole jako dziecko Boga i spożyjesz "chleb przeznaczony dla dzieci"(Mt 15:26), albo zostaniesz wypędzony wraz z innymi służącymi.Wszystkie dzieci, które pozostają w domu muszą wziąć udział!

    Gdy czytają Pismo Święte, wiedzą, że odnosi się do Nich

    Gdy czytasz pisma, w których Bóg wyraża swoją miłość do Swoich duchowych dzieci , czy powiesz: "Nie, to nie odnosi się do mnie.Bóg mnie tak nie kocha. "Kiedy czytasz obietnicę Jezusa, że ​​zamierza przygotować nam miejsca, czy mówisz:"Nie, nie przygotowuje tych miejsc dla mnie."Kiedy czytasz rozporządzenia Jezusa do tych, których zwrócił się z rozporządzeniem: "Chodźcie, pobłogosławieni przez mego Ojca, odziedziczcie królestwo przygotowane dla was od założenia świata." (Mt 25:34), czy mówisz: "Nie, on nie mówi tego do mnie! "Jeśli tak stwierdzasz, to co tak naprawdę w chrześcijańskich pismach odnosi się do Ciebie?

    Jeśli obietnice Jezusa nie dotyczą Ciebie, to czy pisma Pawła odnoszą się do ciebie?Czy pisma Piotra dotyczą Ciebie?Czy twórczość Jana dotyczy Ciebie?A jeśli pisma chrześcijańskie nie odnoszą się do Ciebie, to które pisma się do Ciebie odnoszą?Czy żyjesz w żydowskim systemie rzeczy, dążenia do cielesnych celów?Jeżeli żyjesz zgodnie z żydowskimi pismami przedchrześcijańskimi, to musisz obchodzić Paschę.Ale jeśli nie obchodzisz Paschy i nie uczestniczysz w Pamiątkowej Wieczerzy, to kim jesteś?I do kogo należysz?

    Artykuł ze Strażnicy mówi o tych, którzy chcą żyć wiecznie na ziemi, a nie w niebie.Mają nadzieję na pozostanie w swych ziemskich ciałach aby nadal cieszyć się życiem na ziemi na zawsze.Są tymi, o których Paweł mówi w liście do Rzymian:

    "Gdyż ci, którzy są w zgodzie z ciałem, skupiają swe umysły na sprawach ciała, ale ci, którzy są w zgodzie z duchem — na sprawach ducha. Albowiem myślenie ciała oznacza śmierć, lecz myślenie ducha oznacza życie i pokój; ponieważ myślenie ciała oznacza nieprzyjaźń z Bogiem, bo nie jest podporządkowane prawu Bożemu ani w rzeczywistości być nie może. Toteż ci, którzy są w zgodzie z ciałem, nie mogą się podobać Bogu." - Rzymian 8: 5-8

    Jeśli odnajdziesz w sobie nadzieje na wieczną przyszłość w ciele, nie jesteś w harmonii z Bogiem.Jak słusznie zauważa Strażnica, Ci którzy szukają cielesnej przyszłości nie powinni spożywać, ponieważ nie należą do Chrystusa i nie mogą podobać się Bogu, nawet jeśli spożywają!

    Ci, którzy nie powinni spożywać

    Aby podkreślić nasze zadanie, powtarzamy: Zgadzamy się ze Strażnicą z 15 stycznia 2015, że osoby z "ziemską nadzieją" nie powinny spożywać.Nie są one w nowym przymierzu, ich grzechy i błędy nie zostały odpuszczone, nie są w jedności z Chrystusem, nie mają świadectwa ducha, nie są prowadzone przez ducha, nie są dziećmi Bożymi, nie są braćmi Chrystusa, nie są ochrzczeni w Chrystusie, nie są częścią Ciała Chrystusa, nie są w zborze chrześcijańskim, które jest Ciałem Chrystusa (Kol 1:24), nie mają udziału w cierpieniach Chrystusa, nie naśladują Chrystusa, nie piją nowego wina a chrześcijańskie pisma nie odnoszą się do nich.Są tymi, których Jezus opisał, kiedy powiedział:

    "„Nie każdy, kto do mnie mówi: ‚Panie, Panie’, wejdzie do królestwa niebios, lecz tylko ten, kto wykonuje wolę mego Ojca, który jest w niebiosach. Wielu mi powie w owym dniu: ‚Panie, Panie, czyśmy w twoim imieniu nie prorokowali i w twoim imieniu nie wypędzali demonów, i w twoim imieniu nie dokonywali wielu potężnych dzieł?’ Ale ja wtedy im wyznam: Nigdy was nie znałem! Odstąpcie ode mnie, czyniciele bezprawia." - Mateusza 7:21-23

    Obecność tych "innych służących" w Wieczerzy Pańskiej, jest niczym więcej niż przeszkodą dla dzieci Bożych i przeciwstawieniem się Chrystusowi.Wszyscy są wystrojeni i mogą gapić się i obserwować emblematy aby zobaczyć, kto ma odwagę "złączyć się z Chrystusem."Nie są zadowoleni z treści i są obojętni na upamiętnienie tego wieczoru.Nie chcą upewnić Chrystusa w tym,że nie zapomnieli o jego posiłku paschalnym.Chcą, żeby wiedział, że byli obecni, i odrzucili zaproszenie "bierzcie i jedzcie".(Mateusza 18:6)

    Służący ci zajmują miejsca i powodują że organizacja Strażnica marnuje wiele butelek wina oraz wiele przaśnych chlebów.Podczas gdy niektórzy z pewnością podejmą resztki, jak zwykli padlinożercy i będą spożywać te emblematy, nie dla Chrystusa, ale jako część ich prozaicznych przyziemnych działań, dodając oliwy do ognia.

    Nie, ci służący nie powinni brać udziału.Nie powinni być nawet obecni na tej najważniejszej nocy.Zwykła przyzwoitość powinna im powiedzieć aby po prostu zostali w domu i pozwoli dzieciom Bożym w pokoju obcować z ich Ojcem i Jego Chrystusem podczas tej jednej nocy, przeznaczonej na ten cel.

    Z drugiej strony, jeśli uznasz, że jesteś w nowym przymierzu, to twoje grzechy i błędy zostaną wybaczone.Chociaż możesz być prześladowany i wyśmiewany po przez spożywanie emblematów, wiedz, że jednoczysz się w cierpieniach z Chrystusem.Masz świadectwo Ducha Bożego, który mieszka w tobie i ducha prawdy, którego Jezus posłał, i który potwierdza w twoim sercu że jesteś dzieckiem Bożym i dziedzicem królestwa niebieskiego.Wiesz, że obietnice Jezusa jakie przedstawiono w pismach chrześcijańskich są przeznaczone dla Ciebie, dlatego musisz spożywać.

    Nie ważne czy zdecydujesz się na udział w Pamiątce Wieczerzy w towarzystwie "służących" lub w prywatnym gronie ze "swoimi braćmi w Chrystusie," ważne jest to, że bierzesz czynny udział i w ten sposób, stoisz z Chrystusem i upamiętniasz wszystko, co uczynił dla ciebie i dla całego stowarzyszenia braci na całym świecie.

  13. Moje wszystkie pasje!

    • 1
      wpis
    • 0
      komentarzy
    • 1941
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Kategoryczna większość kibiców drużyn piłkarskich z Europy selekcjonuje obserwowanie ich spotkań na ekranie telewizora. To, oczywiście, najbardziej wygodny i niedrogi sposób na to, aby śledzić zmagania Ligi Mistrzów i lig krajowych. Nic jednakże nie zastąpi ekscytacji w czasie meczu na żywo! Oglądanie konfrontacji krajowych jest pod tym kątem kategorycznie najłatwiejsze.

    Wystarczy jedynie kupić bilety, można nawet wykonać to w internecie. W następnej kolejności trzeba zorganizować kwestie z transportem. Tu krajowo jest mnóstwo wielorakich możliwości – swój samochód, dojazd pociągiem bądź też autobusem. Oprócz tego jeśli mecz zaplanowany jest dosyć w oddaleniu od miejsca zamieszkania, w wielu przypadkach należy również dokonać zarezerwowania noclegów. W rzeczy samej, wszystko należy załatwić adekwatnie wcześniej. Sprawa jest w wyższym stopniu złożona wówczas, gdy celem wyjazdu jest inny kraj, przykładowo Niemcy lub Hiszpania.

    Tutaj trzeba już oddać na sprawy organizacyjne nieco więcej czasu. Zasadniczo nabycie biletów nie jest złożone, bo także można zrobić to w internecie, bez wychodzenia z domu – potrzebna będzie jednakże karta płatnicza bądź kredytowa. Następna kwestia to dojazd oraz nocleg. Tutaj można posłużyć się niedrogimi liniami lotniczymi, które organizują wyloty do największych miast Europy i w szeregu przypadków można zapłacić w rzeczywistości mało za ich bilety. W sprawie noclegów można wytypować z kolei niedrogie hostele czy też coś droższego.

    Porównywalnie prezentuje się temat rezerwacji – bez problemu wykonać można ją online. Na jakie wydatki trzeba się przygotować? Na nieszczęście, koszty są raczej spore, dlatego że w poniektórych wypadkach to po parę tysięcy złotych. Warto jednakże odkładać, bo ekscytacji jest co niemiara!

    Z okazji tego, ze jest to moj dziewiczy wpis na mojej stronie, chcialem powitac wszystkich uzytkownikow portalu ;) Bede tworzyl tutaj bloga glownie o footballu, lecz nie wykluczone, iz beda takze poruszane inne sporty.Nazywam sie Krystian i zajmuje sie fotowoltaiką.

  14. CiriBlog

    • 2
      wpisy
    • 9
      komentarzy
    • 5595
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Ciri
    Ostatni wpis

    cóż za radość :D wielkimi krokami zbliża się pamiątka.. nie macie pojęcia, jak bardzo z tego powodu raduje się moje serce.. dziś do mych drzwi zapukali śj.. a więc zaczyna się! chociaż, prawdę mówiąc, zaproszenie otrzymałam już kilka dni temu.. od osoby z mojej rodziny, zapytałam wprost, czy zaprasza mnie, bo taki ma obowiązek, czy faktycznie chce mnie tam widzieć.. klarownej odpowiedzi na postawione pytanie nie uzyskałam.. tak czy inaczej, rzecz jasna, odmówiłam udziału w tej szopce..

    przyznam się bez bicia, kiedyś zasnęłam podczas pamiątki.. ogólnie to na zebraniach nie zdarzało mi się przysypiać, nie pamiętam, żebym kiedykolwiek usnęła w pozycji siedzącej, ale widać coś było na rzeczy już wtedy..

    właśnie pracuję nad bardzo ciekawą prezentacją do szkoły.. tzn. głównie udaję, że coś robię, a w rzeczywistości prace posuwają się do przodu żółwim tempem..

    temat jest no powiedzmy, że nawet ciekawy, ale niestety, nie udało mi się znaleźć zbyt wielu materiałów do opracowania..

    nie wiem, jak ja to przedstawię przed całą grupą, nerwy mnie zeżrą normalnie..

    nie cierpię publicznych wystąpień.. generalnie, chciałabym mieć to już za sobą

  15. FakirekBlog

    • 3
      wpisy
    • 5
      komentarzy
    • 7407
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Fakirek
    Ostatni wpis

    blog-0270658001389822823.jpgSzeregowy Mazur czekał na uzdrowienie przed drzwiami izby przyjęć numer trzy, był umówiony na jedenastą. Ja przyszłam po to samo, ale nie wiedziałam, że jest kolejka. Było widać od razu, że wejdzie przede mną. Nadal trzymał w rękach to, co przywiózł z wojny, jakby przyjechał prosto z Afganistanu. Ja przyszłam z miasta.

    Zaraz za mną do poczekalni weszła Julia. Kiedy wyczuł naszą obecność, trochę odwrócił głowę, tylko na tyle, by zobaczyć, kto stoi obok. Nie chciał albo nie mógł spuścić z oczu tego, co miał w rękach.

    – Co ja tu mam? – Zrobił krok w stronę Julii i pokazał jej swoje złożone dłonie. Może oczekiwał, że przejmie przygniatający go ciężar albo chociaż potwierdzi, że on rzeczywiście go ma. Wyglądał, jakby nawet tego nie był pewny.

    – Psze pani, kurwa, co ja tu mam!? Znowu go mam, tak? (…)

    – Co tu mam? – zapytał. – Znowu go mam, skurczybyka. Jest prawie wszystko, co z niego wyleciało. – Niespodziewanie wzruszył ramionami. – Dalej z tym nie idę...

    Usiedliśmy na betonowych ławkach wokół paleniska z grillem, ja również nie zamierzałam iść dalej.

    – Mówili, że w izbie przyjęć zabierają wszystko, z czym się przyjdzie – powiedział Szeregowy. – Jestem na miejscu?

    Ja też sądziłam, że można od razu pozbyć się wszystkiego, to taka nagroda dla tych, którzy dotarli do źle oznakowanego budynku ze skwerem, w głębi topolowego zagajnika. Ale tak nie jest. Wiele oddaje się w pokoju pomalowanym na niebiesko kobiecie siedzącej za biurkiem w ciepłe wrześniowe popołudnie. I choć potem zostaje tylko grzebień i szczoteczka do zębów, nie odczuwa się spodziewanej ulgi, jakby zmiana była niewielka.

    – Wciąż to, kurwa, mam? Mam, tak? – Szeregowy wpatrywał się w to, co mu zostawiono. – Dowódca woła: zabrać rannego! A ja już jestem na miejscu, oporządzam skurczybyka. Poszarpany tak, że z niego wylatuje. Mam wszystko, dzisiaj może trochę mniej. Ale teraz już chcę to oddać. Gdzie mogę to zrobić?

    Pamiętałam tylko, że pokój był duży i pełen światła. Stały w nim biurko i dwa krzesła, jakby to światło miało stanowić jego właściwe umeblowanie. Trochę przypominał poczekalnię, a trochę miejsce w grze komputerowej, gdzie trzeba oddać jak najwięcej, żeby pójść dalej. Wyłożyłam zawartość torby na blat biurka, przedmioty cenne i zupełnie nieistotne drobiazgi, które nie wiadomo dlaczego ze sobą przyniosłam. Siostra przyjmująca powiedziała, że to nic nie szkodzi, przyplątuje się wiele takich rzeczy; zamkniemy je w depozycie. Przedmioty metalowe, szklane, ostre i te w twardych okładkach.

    – Nie zabrali mi tego. Myśli pani, że zabiorą mi później? – Wstał i lekko pochylony ruszył w stronę drzwi tarasowych przyczajonym, pośpiesznym krokiem człowieka, który potrzebuje natychmiastowej pomocy (…).

    Ucieczka z kliniki nie była możliwa, choćby dlatego że wstępowaliśmy do niej dobrowolnie i w każdej chwili mogliśmy ją opuścić na własne życzenie. Mieliśmy również własne awaryjne drogi wyjścia, które pozwalały nam zostać na miejscu. Ja miałam rzekę, Julia tory kolejowe, a ratownik wojskowy furtkę ogrodową. Może więc jest tak, że czasem bardziej potrzebujemy drogi ucieczki z dobrowolnego zamknięcia niż z miejsc narzuconych nam siłą.

    Julię zgubiłam któregoś dnia w psychotropowej mgle, która spowijała mnie miękko, w kolorze ścian. Patrzyłam, jak idzie ku mnie przez oddział ozdrowieńców, wracając z palarni, bujne jasne włosy miała zaczesane na jedno ramię. Potem już jej nie było, przyszedł za to Jezusek, powiedział, że takie zniknięcia są normalne, zgubił w ten sposób mnóstwo osób, to jego siódma hospitalizacja (…).

    Staliśmy przy szklanej ścianie dzielącej oddział zamknięty od części terapeutycznej, pachniało cytrynowym płynem do czyszczenia szyb, którym sanitariusz przecierał szklaną taflę. Dzięcioł, pacjent z zanikiem pamięci, stukał w szybę guzikiem od piżamy, słychać było jego szybki podniecony oddech i niemal wyczuwało się jego ekscytację wzbudzoną nie wiadomo czym (…)Korytarzem szedł Szeregowy, próbował donieść coś w bezpieczne miejsce. Pielęgniarka prowadziła go ostrożnie, jakby widziała to samo co on. Posuwali się wolno korytarzem w stronę drzwi sali męskiej.

    – Wracamy na salę, powolutku. Wszystko zdał pan tydzień temu. Nie ma już po co przychodzić na izbę przyjęć, nic więcej panu nie zabiorę. To już trzeci raz dzisiaj. – Szeregowy Mazur pokonał jeszcze kilka metrów, zagryzając wargę przy każdym kroku, a potem się zatrzymał, jakby zamierzał zawrócić do izby przyjęć. Pielęgniarka była na to przygotowana: objęła go ramieniem, nakłaniając do dalszej drogi. – Jeszcze kawałeczek, idziemy powolutku. Nic się nie wyleje, obiecuję. – Szeregowy przysunął się bokiem do ściany i znieruchomiał. – Woli pan zostać tutaj? – zapytała pielęgniarka. – Postoi pan sobie?

    Zostaliśmy z Szeregowym sami.

    – Co tam mam? – zapytał. – Wiem, że nic tam nie mam. Niczego nie trzymam w ręku. Niczego nie trzymam w ręku, prawda? – Omiótł wzrokiem korytarz, jakby czegoś szukając. – Mówią, że zabiorą mi to potem, jak przejdę do części terapeutycznej. To gdzie jest część terapeutyczna?

    Począwszy od tamtego dnia, Szeregowy trzymał się bliżej Dzięcioła. Od rana stali razem pod szklaną ścianą, Dzięcioł przebijał się do części terapeutycznej, stukając tym, co znalazł pod łóżkiem, w toalecie albo wykradł z dyżurki podczas nieobecności pielęgniarek. Szeregowy przyglądał się temu uważnie i z pewnym napięciem, jakby oceniał szanse takiego planu. Ale to Jezusek przeszedł pierwszy na oddział ozdrowieńców.

    Staliśmy pod szklaną ścianą, patrząc, jak odchodzi. Jego odejście budziło jednocześnie nadzieję i poczucie utraty. Był dla nas jedynym dowodem na to, że nie utknęliśmy w naszych szlafrokach na zawsze, że przechodzi się na drugą stronę, w świat ludzi poczytalnych. Nikt nie widział, kiedy przechodziła Julia, ale Jezusek opisywał, jak to wygląda – składa się rzeczy na łóżku i są wśród nich wszystkie zakazane przedmioty, które odebrano nam w izbie przyjęć. Łóżko wywozi się na korytarz, a potem przez szklane drzwi przechodzi się do części terapeutycznej; tam jest wszystko, czego nie mamy tutaj (...).

    Takie ciepłe wrześniowe popołudnie – idealny dzień na powrót do normalności, gdybym miała wybór, dla siebie wybrałabym taki sam, pełen drgających klonowych cieni na ścianie. Rano Dzięcioł szukał wśród nich tego, co było mu najbardziej potrzebne. Potem Jezusek wyjechał z łóżkiem i miał na nim wszystko, czego potrzebował Dzięcioł: długopisy, monety, różne twarde, kanciaste, dobrze stukające końcówki.

    – Co zabierasz? – zapytał Dzięcioł.

    – Wszystko – powiedział Jezusek. – Zabieram wszystko.

    – Nie zabieraj wszystkiego – prosił Dzięcioł. – Zostaw cokolwiek.

    A potem Jezusek po prostu przebył niewielki odcinek niebieskiego korytarza i zniknął w otwartych na chwilę drzwiach. Sprawność tej procedury w pewien sposób powiększyła moje osamotnienie. Czułam się zdezorientowana i nie zabrałam się nawet do rozdzielenia palcami kolacyjnej bułki kajzerki i smarowania jej masłem za pomocą łyżki stołowej, choć już umiałam to zrobić. W sali obok płakał Ratownik, któremu nie udało się wyciągnąć kumpla ze zmiażdżonego pojazdu pancernego, pod wieczór widział to wyraźniej niż za dnia. Wyobrażałam sobie miejsce, gdzie odszedł Jezusek, a także rzeczy, które miał na łóżku. Myślałam o cywilnym ubraniu, które leżało w nogach złożone w kostkę, o puszce z kawą i kubku z napisem. Odejście Jezuska było najważniejszym wydarzeniem w ciągu dwóch tygodni, jakie spędziłam na oddziale. A także najbardziej niepokojącym. Leżąc pod okiem kamery, wyobrażałam sobie, jak wygląda w tej chwili sala męska i co się teraz z nami stanie. „Mam trzynaście lat!” – powiedział ktoś w sali obok. Adam, strzelec pokładowy, od momentu odejścia Jezuska powtarzał to nieustannie: „Mam trzynaście lat, mam trzynaście lat. Mam trzynaście lat!”...

    Następnego dnia stanęliśmy przed szklaną ścianą, wypatrując znajomej twarzy wśród ozdrowieńców po drugiej stronie (…).

    Jezuska zobaczyliśmy dopiero trzeciego dnia. Oddzielała nas od niego szklana ściana, ale już się zbliżał. Słyszałam szybki oddech Dzięcioła rozbijający się o szybę tuż obok mojej twarzy i udzieliły mi się jego pobudzenie i jego nadzieja.

    Jezusek szedł ku nam ubrany jak na przepustkę, w sztruksowe spodnie, kurtkę i buty wiązane sznurowadłami. W takim stroju widziałam go po raz pierwszy. My nadal mieliśmy na sobie szlafroki pod kolor ścian, tak ściśle i bezwzględnie określające beznadziejność naszego położenia – byliśmy ludźmi pozbawionymi zegarków, telefonów komórkowych, przedmiotów szklanych i metalowych, luster, prądu, a w przypadku Dzięcioła także paska od szlafroka i wszystkiego, czym dawało się stukać w szklaną ścianę.

    Człowiek idący ku nam korytarzem, tak dobrze znany jeszcze przed paroma dniami, wydał mi się zupełnie obcy. Może sprawiło to cywilne ubranie, a może ta dzieląca nas szklana ściana będąca po części drzwiami. Dzięcioł w ogóle nie uznawał tej bariery, przebijał się na terapeutyczną stronę dziesięciogroszówką, którą rano znalazłam w damskiej toalecie.

    Jezusek był coraz bliżej i nie mogliśmy już ukryć podniecenia.

    – Jestem tutaj! – zawołał żołnierz, a ja oddychałam szybciej, czułam bicie serca i zapach cytrynowego płynu czyszczącego do szyb, jakby wyraźniejszy, wzmożony moim oczekiwaniem i jakąś bezrozumną nadzieją związaną z człowiekiem po drugiej stronie szyby.

    Jezusek szedł ku nam, teraz wiem, że naprawdę na niego liczyliśmy – miał nas uchronić przed wszystkim, czego nie rozumieliśmy. Ja czekałam również, żeby mi powiedział, jaki mamy dzień tygodnia; tylko jemu wierzyłam.

    – Pamiętasz mnie? – krzyknął żołnierz. – Tu jestem!

    – Mam trzynaście lat! – wołał Adam ze swojego łóżka w dużej sali męskiej. – Trzynaście!

    Jezusek zatrzymał się przy telefonie wiszącym na ścianie i podniósł słuchawkę. Rozmawiał z kimś, patrząc wprost na nas. Dzięcioł uderzał w szybę monetą. Przez chwilę też miałam wrażenie, że Jezusek rozmawia z nami – taki sam aparat wisiał po naszej stronie drzwi – dodzwonił się, teraz już wszystko będzie dobrze.

    – Jesteśmy tutaj – krzyknęłam.

    – Trzynaście! – zawołał Adam. – Trzynaście.

    Przyszła siostra oddziałowa i odebrała Dzięciołowi dziesięciogroszówkę.

    – Panie Jacku, już o tym rozmawialiśmy. Trzeba spokojnie poczekać na swoją kolej. Leki zaczną działać i będzie o wiele lepiej. Jeszcze tydzień, może dwa. Jak pan będzie przez cały czas stukał, wszyscy oszalejemy.

    Wtedy dowiedziałam się, że Dzięcioł ma na imię Jacek.

    Jezusek odwiesił słuchawkę, odwrócił się i odszedł w głąb korytarza. Patrzyliśmy, jak się oddala. Dopiero później zrozumiałam, że będąc po czerwonej stronie, nie dostrzega się ludzi przyklejonych do szklanej ściany. Są jedynie niechcianym wspomnieniem, widziadłem z przeszłości, o którym chce się jak najszybciej zapomnieć. Nie lubiłam tych widziadeł i starałam się ich nie rozpoznawać. Dołączywszy do ozdrowieńców, nigdy nie rozpoznałam Dzięcioła.

    Przeszłam na czerwoną stronę w pewne poniedziałkowe popołudnie i odbyło się to tak sprawnie, że niektórzy pacjenci mogli tego nawet nie zauważyć. Przyszła siostra oddziałowa, powiedziała: „No to już, pani Grażyno”, a ja przebyłam wraz z łóżkiem niewielki odcinek korytarza dzielący moją salę od szklanych drzwi – na łóżku miałam wszystkie rzeczy odebrane z depozytu. Prócz radości odczuwałam również pewien niedosyt. Spodziewałam się dużo większej zmiany, może jakiegoś stempla, jakiegokolwiek oznakowania świadczącego o mojej zdatności czy przysposobieniu do przejścia na stronę ozdrowieńców. Przekraczałam przecież bardzo ważną granicę. Dzięcioł został i kiedy zamknęły się za mną szklane drzwi, stukał w nie długopisem, który znalazłam między kartkami książki.

    – Pamiętasz mnie? – zawołał żołnierz. – Jestem tutaj!

  16. HoracyBlog

    • 1
      wpis
    • 3
      komentarze
    • 5655
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Andrzej od dziecka wyróżniał się nieprzeciętną zdolnością tworzenia interesów.Już jako kilkuletni chłopiec będąc w przedszkolu utworzył pierwsze centrum hazardowe w miejscowej piaskownicy.Interes rozkwitał, dzieci z innych grup przychodziły bo czuły że los się do nich uśmiechnie.Zgarnięcie pełnej puli Kukułek było prestiżem-i Andrzej dobrze o tym wiedział.Aby pomnożyć dochody zdecydował się nawet podbierać cukierki babci Eugenii która oprócz ślepoty miała także skoliozę-choć nie wiem jaki to miało związek z interesem.Ale Andrzej czuł ze babcia to żyła złota-ale jak wiadomo żyły kiedyś się kończą.Renoma Andrzeja wymagała by był szanowany i by się go bano.Utworzył swoją paczkę razem z Karolem i Maćkiem.To oni byli jego chłopcami na posyłki-choć w czasie południowej drzemki nie miał z nich pożytku.Z polecenia Andrzeja najmłodsi musieli dokładać się do interesu.Nazwał go "piaskowym abonamentem" choć wszyscy i tak mówili że to piaskowy "abonamamana", szczególnie młodsze grupy.Ten kto nie potrafił liczyć do piętnastu-za każdą cyfęrkę przynosił cukierka.Wszystko fajnie kwitło do momentu gdy w jego życiu nie pojawiła się Malwinka-blond piękność o długich kreconych włosach.Andrzej wiedział że ona musi być w jego piaskownicy,Nie rozumiał tylko dlaczego wszystkie dzieci przed nią uciekają.Zdecydował się zagadać: Cy pobawis sie ze mną folemkami? Baldzo chentnie -odpowiedział Malwinka.I tak Andrzej i Malwinka razem spędzali czas-było im bardzo słodko,czasem nawet Andrzejka zemdliło-ale wyłącznie od Kukułek.Pewnego dnia Malwinka przyniosła Andrzejkowi książeczkę.Książeczka była żółta a na okładce miała tytuł "Mój zbiór opowieści biblijnych".Andrzejek nawet nie wiedział jak bardzo od teraz zmieni się jego życie.Ta Malwinka z którą bawił się "folemkami" teraz chciała oglądać obrazki i opowiadała mu o nich.On myślał o budowaniu zamku a Malwinka o zburzeniu Jerycha.

    Powoli zbliżały się Walentynki....

    cdn

    Andrzejek wiedząc że może związek z Malwinką przeżywa gorsze dni ze względu na Adasia co narobił do ich piaskownicy zdecydował się poświęcić.Odkładał Kukułki by sprzedać je grubemu Czesiowi co miał za krótkie spodenki.W ten sposób opchnął mu kilogram wg Andrzejka Kukułek za niebagatelną sumę 15 zł i 25 groszy.Ta kwota pozwoliła mu zakupić piękne serduszko w niebieskim kolorze-ulubionym Malwinki.Radosny nastał dzień-walentynki.Andrzejek odstawił się jak babcia Eugenia do lekarza-z ta różnicą że on pachniał.A więc radosny czekał na Malwinkę-gdy ją zobaczył odrazu podbiegł i powiedział: Malwinko Malwinko moja ukochana, będę ci słodził od samego rana.Dam Ci kwiatuszka i cukiereczki-dam ci pluszaka w różowe wstażeczki....Nastała cisza....Andrzejek miał łzy w oczach gdy wtem Malwinka przemówiła: Andzejku a wies skąd sie tu wzieliśmy? Andrzejek jak przystało na chłopaka odpowiedział-yyy no bocian leciał i mama z tata mnie złapali.Nie Andrzejku-zostaliśmy stfoseni.Popatrz na ta książeczkę.....Andrzejek wreszcie poznał rodziców -Adama i Ewę..

    cdn

    Dla Andrzejka to był szok-przecież jego rodzicami byli Wacław i Bożena.Świat mu runął.Zdecydował się sprzedać udziały w piaskownicy grubemu Czesiowi ale dziewczyna nie udzieliła mu kredytu Kukułkowego z faktu że on był niewypłacalny a jedyne co robił to pod siebie jak się nażarł.Więc Andrzejek dalej ciagnął ten biznes-a interes się kręcił.Mały Andrzejek zdecydował sie porozmawiać z rodzicami-przecież miał niezbite dowody w postaci żółtej książeczki.Jakaż była jego ulga gdy rodzice upewnili go że jest ich synem!Był tak szczęśliwy że otworzył nową bazę hazardową-przyjmował zakłady oparte na zasadzie zagadki.Przedszkolaki obstawiały gdzie Adaś narobi-mozliwość trafienia wynosiła 1:100.Zyski szły do przodu-ale Malwinka go nadal zniewalała-jej oczy, te boskie loki-gdy patrzył na nią czuł jak dostaje gęsiej skórki, gdy go odrzucała-moczył sie w nocy.Nie rozumiał co sie dzieje dopóki Malwinka znów nie zapytała-Andrzejku lubis wielkanoc? Andrzejek czuł że to podstęp i powiedział-Nie.Wtedy zobaczył jak na ustach Malwinki rysuje się uśmiech, kąciki ust miała jak mama Muminka-czuł że go zniewala.

    cdn

  17. moje, o!

    • 1
      wpis
    • 3
      komentarze
    • 4539
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    lomcia
    Ostatni wpis

    Taki tam rysunek mój, kiedyś utworzony. W ogylinale dziewczyna tańczyła tu ze swoim chłopakiem na studniówce. Ja to widziałam inaczej :D

  18. Wyzwolony
    Ostatni wpis

    Od tygodnia urlopuję się na obrzeżach karkonoskiej wsi, pod samym lasem. Niby to czas wolny, z dala od pracy, mieszkania obarczonego kredytem i teczki z rachunkami, a tak trudno odłączyć umysł od codziennej gonitwy, czerpać z chwili. Próbowałem pracą fizyczną zagłuszyć myśli - odśnieżałem podwórko co pół godziny, nosiłem drewno ze stągu, rąbałem drzagi - i nic...

    Przedwczoraj późnym wieczorem poszedłem na krótki spacer po lesie i udało się! Karkonoski świerkowo-bukowy las urzekł mnie jak przed kilku laty, gdy trafiłem tu po raz pierwszy z pomysłem tygodniowego wypadu, a zostałem na blisko rok. Świerkowe gałęzie pokryte śniegowymi czapami, bukowe konary powykrzywiane jak zgrzybiali starcy (buki są fenomenalne! - nie ma dwóch identycznych, a im starsze tym większymi indywidualisatmi się stają), bezwietrzne, mroźne, kojące powietrze i cisza. I to co teraz powiem, zabrzmi jak banał, a w historii ludkości zostało już powiedzanie przez tysiące bardziej wyszukanymi słowami, ale gdy stanąłem w tej mroźnej ciszy nie słysząc nic prócz własnego oddechu, spojrzałem w niebo i poczułem się elementem tej światowej układanki; kredyt, praca i zobowiazania przestały być istotne.

    Mam wrażenie, że życie w mieście oddala mnie od tego wspaniałego poczucia jedności ze światem. Jak wiele bym dał, żeby tu wrócić...

  19. dziadekSBlog

    • 4
      wpisy
    • 35
      komentarzy
    • 12669
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    A dzieci wzrastały w poznaniu i wszelkiej mądrości chciałoby się rzec.

    Niestety, życie to nie bajka.

    Owszem - nabywały wiedzy - w prowadzeniu szemranych interesów.

    Widząc co się dzieje próbowałem w to ingerować, zwrócić uwagę siostry na potencjalne niebezpieczeństwa.

    Janka jednak zachowywała się jakby była w amoku. Była wyraźnie na mnie zła, miałem wrażenie iż odbiera to jako chęć

    zdyskretowania jej.

    Najstarszą córkę wydała za mąż gdy ta miała siedemnaście lat. Wiadomo, jeden kłopot z głowy.

    Niestety - powrócił on niebawem i to ze zdwojoną siłą.

    Aż żal opisywać te "dantejskie" sceny jakie miały tam miejsce.

    Janka jednak nie ustawała w gorliwości - wszak czas nagli.

    Wyjeżdzała na wieś na całe soboty. Miała tam teren osobisty i kilka studiów biblijnych.

    A dom, cóż dom - on coraz bardziej przypominał melinę ... i Janka coraz niechętniej w nim przebywała.

    W służbie była kimś, odnosiła "sukcesy", kolejne odwiedziny, kolejne studia, a dzieci ją zawiodły ...

    Były przyczyną jej problemów....

    A czas płynął. Dzieci rosły, Janka odnosiła "sukcesy" - niestety tylko na niwie pańskiej.

    Średni syn popadł w konflikt z prawem wyłudzając pieniądze i dokonując różnych przekrętów finansowych.

    Po jakimś czasie słuch o nim zaginął.

    Prawdziwy dramat to najmłodszy z całej trójki - Romek.

    Podobnie jak reszta rodzeństwa edukację zakończył na szkole podstawowej.

    " To nie problem - armagedon tuż, tuż"

    Romek był najinteligentniejszy z całej trójki. Potrafi, jak trzeba było, przygotować w zastępstwie (w 10min) taki punkt ćwiczebny,

    że szczęka opadała.

    Miał jednak skłonności do kombinatorstwa. A Janka była na terenie...

    Potem alkohol, dużo alkoholu, dużo i często...

    A na świat poczeły przychodzić dzieci. I kolejne dzieci...

    A Bóg "błogosławił" Jance - najwyraźniej miał za co. Janka trafiła na miłość swego życia.

    Brat starszy i do tego z mieszkaniem.

    No i problem się rozwiązał. Janka wyszła za mąż, mieszkanie zostawiła Romkowi, a sama zamieszkała z mężem.

    Na kilka lat straciliśmy kontakt z Janką i jej potomstwem, ponieważ wyprowadziliśmy i to dość daleko.

    Co jakiś czas docierały do nas tylko informacje kolejnych narodzinach potomstwa Romka.

    Janka zaś wraz mężem wynajeli swe mieszkanie i wyjechali na teren, gdzie są większe potrzeby.

    Po jakimś czasie jej mąż został zastępcą NO. Odwiedzali zbory i byli dla nich zbudowaniem...

    A Romkowi sąd rodzinny odbierał kolejne dzieci, umieszczając je w domu dziecka...

    W końcu odebrano im wszystkie - całą siódemkę...

    Coś się jednak stało, nie wiem może wyrzuty sumienia, nie wiem.

    Janka wróciła do domu i wzięła do siebie trójkę wnucząt.

    Wielokrotnie zapraszała nas do siebie. Nie byłem jednak na to gotowy. Bałem się tej wizyty, bałem się że nie wytrzymam

    i wygarnę Jance całą złość jaka nagromadziła sie we mnie na nią. Na ten jej cholerny fanatyzm.

    Dwa lata temu odwiedziliśmy ją.

    Opowieściom nie było końca, jak to wspierają wiejski zbór, jak byli na Łotwie i jak wspaniale tam się głosiło.

    I tylko jakoś tak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dzieci (wnuczki) coś kreują, coś grają...

    I te oczy. Oczy Kamila, najmłodszego z trójki... Strach i przerażenie. I smutek.

    I jedna wspólna cecha ich wszytkich - żebranie o uwagę, o zainteresowanie, o zwykłą rozmowę, o czas poświęcony tylko im...

    Bo Janka znów się realizuje, bo bracia ich poprosili czy by nie mogli...

    A mnie aż mdli.... Bo widzę ten sam schemat....

    I zastanawiam się - czy warto było?

    Czy warto było poświęcić życie własnych dzieci, by teraz opiekować się wnukami?

    Słuchając opowieści Kamila i dziewczynek o ich pobycie w domu dziecka, łzy człowiekowi stawały w gardle.

    Młodszy brat Kamila powidział do Janki - "ja będę studiował biblię, tylko zabierzcie mnie stąd..."

    Do domu wracałem pólprzytomny.

    Ten bezmiar tragedii ludzkiej, tragedii małych niewinnych dzieci.

    Bo kiedyś mama chciała być pionierką. Pionierką z trójką dzieci.

  20. Żona Vina
    Ostatni wpis

    Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam,

    Za to, że jesteś przy mnie bym nigdy nie czuł się sam,

    Każdego dnia, nadajesz memu życiu nowy sens,

    Z Tobą mogę iść po jego kres.

    Bo bez Ciebie życie traci sens jakikolwiek,

    Bez Ciebie nie mogę nawet w nocy zmrużyć powiek.

    Każdy dzień i każdą noc chcę być tylko przy Tobie,

    Jesteś dla mnie najpiękniejszą, najwspanialszą z kobiet.

    Więc kochaj mnie nie tylko dla przyjemności,

    Z Tobą chcę być już do końca, aż po sam grób.

    Ja Tobie oddaję się w całości i zrobię dla Ciebie ile tylko będę mógł.

    Każdego dnia...

    Bo chcę być częścią Ciebie, jak Ty jesteś częścią mnie,

    Chcę Tobie poświęcić me życie, tylko z Tobą dzielić się.

    Ja jestem tylko Twój i tylko do Ciebie należę, już na zawsze będę kochał Cię.

    Twoje gorące ciało mnie rozpala, że aż płonę,

    Ja uwielbiam kiedy nasze ciała są złączone,

    Uwielbiam kiedy cały w Twoich objęciach tonę,

    Bo wiem, że trzymam w moich ramionach mą przyszłą żonę.

    Każdego dnia...

    I kocham Twój delikatny dotyk jak aksamit,

    Kocham, gdy oddajesz mi w całości się nocami,

    Kocham kiedy obsypujesz mnie pocałunkami,

    Nie do opisania jest uczucie między nami.

    Bo moja miłość do Ciebie nie zna granic,

    Nigdy Cię nie oddam na świecie nikomu za nic.

    Ja słucham Twoich rad, dla Ciebie staram pozbyć się wad,

    Bo wokół Ciebie kręci się cały mój Świat.

    Każdego dnia...

    Mesajah

  21. balonBlog

    • 1
      wpis
    • 0
      komentarzy
    • 7261
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    balon
    Ostatni wpis

    Witam. Poniższy mój tekst opublikowałem na jednym z for biblijnych kilka miesięcy temu. Tu publikuję jako pierwszy wpis, z drobnymi poprawkami.

    Znany (zwłaszcza w środowisku protestantów z USA, ale ma też swoje

    polskojęzyczne odnogi) serwis prozelityczny gotquestions.org próbuje przekonać

    nas że Biblia to księga której treść została wykreowana przez istotę która

    stworzyła wszechświat.

    http://www.gotquestions.o...owem-Bozym.html

    Muszę przyznać że to jeden z lepszych tekstów prozelitycznych który dość obszernie

    opisuje chyba wszystkie argumenty jakich używają chrześcijanie na poparcie tezy

    że Biblia to Słowo Boże. Dlatego ja pozwolę sobie napisać z nim polemikę.

    (Dopisek późniejszy: Nie jest najlepszy,są lepsze,jednak ten jest z racji wysokiego miejsca w Google serwisu gotquestions.org chyba dość popularny.)

    Moje komentarze na tłusto.

    "Pytanie: Czy Biblia naprawdę jest Słowem Bożym?

    Odpowiedź: Od tego, jak odpowiemy na to pytanie zależy nie tylko to, jakie

    będzie nasze podejście do Biblii i jej roli w naszym życiu, ale także nasze

    życie wieczne. Jeśli Biblia naprawdę jest słowem Bożym, powinniśmy ją cenić,

    studiować, być jej posłuszni, i całkowicie jej zaufać. Jeśli Biblia jest Słowem

    Bożym, odrzucenie jej jest równoznaczne z odrzuceniem Samego Boga.

    Pierwsza manipulacja. Autor jeżeli chciałby być obiektywny powinien też

    napisać czym

    się skończy jeśli będziemy posłuszni Biblii a okaże się że jednak to nie jest

    słowo boże.

    A skutki mogą być straszliwe:

    *Jeśli Boga nie ma to co najwyżej możemy zmarnować życie.

    *Jeżeli Bóg jest to może nas nawet ukarać za posłuszeństwo Biblii jeśli to nie

    jest Słowo Boże.

    Fakt, że Bóg dał nam Biblię, dowodzi i obrazuje, jak bardzo nas kocha. Słowo

    „objawienie” oznacza po prostu, że Bóg objawił ludziom prawdę o sobie i o tym,

    jak możemy dbać o właściwą relację z Nim. Może jakiś argument na tezy? Skoro

    mówimy że to "fakt".

    Są rzeczy, których nie moglibyśmy wiedzieć, gdyby Bóg sam ich nam nie objawił.

    Wprawdzie objawienie Boże o nim samym było uzupełniane w Biblii stopniowo przez

    około 1500 latSkąd wiadomo że 1500 lat? zawsze jednak zawierało ono

    wszystko, co człowiek musiał wiedzieć o Bogu, by mieć z Nim właściwą

    relację.To po co uzupełnianie skoro zawsze wystarczało to co już było?

    Jeśli Biblia faktycznie jest Słowem Bożym, jest ona ostatecznym autorytetem we

    wszystkich sprawach dotyczących wiary, praktyk religijnych i moralności.

    A jak nie jest to jesteśmy na manowcu

    Pytanie, które musimy sobie zadać, to skąd tak naprawdę wiemy, że Biblia jest

    Słowem Bożym, a nie jedynie dobrą książką? Co różni Biblię od innych napisanych

    książek o religii? Czy są dowody na to, że Biblia naprawdę jest słowem Bożym?

    Tak brzmią pytania, które musimy sobie zadać, jeśli naprawdę chcemy zbadać

    biblijne stwierdzenie, że Biblia jest słowem Bożym, natchnionym przez Boga, i

    całkowicie wystarczającym w kwestii wiary i praktyk religijnych.

    Nareszcie przechodzimy do głównego tematu

    Nie możemy wątpić w to, że Biblia sama mówi, że jest Słowem Bożym. Jasno jest to

    powiedziane na przykład w takich cytatach jak ten z 2 Listu św. Pawła do

    Tymoteusz 3:14-17. Cytat ten mówi: „...Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma

    święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w

    Chrystusie Jezusie. Wszelkie Pismo od Boga natchnione [jest] i pożyteczne do

    nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości -

    aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu”.

    Są wątpliwości:

    *Jak rozumiał ap Paweł pojęcie "Pisma święte"?

    *Czy może rozumiał np to co dzisiejsi chrześcijanie rozumieją?

    *Czy ten werset dotyczy np apokalipsy Janowej?(wszak wtedy nie była jeszcze

    napisana).

    *Czy ap Paweł za Pisma święte w ST uważał tylko Torę czy też inne księgi? I

    jakie?

    *Skąd pewność że te same co dziś?

    Aby odpowiedzieć sobie na te pytania musimy zbadać zarówno wewnętrzne jak i

    zewnętrzne dowody na to, że Biblia jest Słowem Bożym. Dowody wewnętrzne to te,

    gdzie Biblia sama świadczy o swoim Boskim pochodzeniu.Podoba mi się taka

    systematyczność. I nie jest to ironia Jeden z najważniejszych wewnętrznych

    dowodów na Boskie pochodzenie Biblii to jej zgodność. Mimo że na Biblię składa

    się 66 różnych ksiąg napisanych na trzech różnych kontynentach, w trzech różnych

    językach w przeciągu blisko 1500 lat, i przez 40 autorów o różnych

    doświadczeniach życiowych, Biblia pozostaje od początku do końca jednolitą

    księgą bez żadnych sprzeczności. Ta zgodność jest wyjątkowa, różni Biblię od

    innych ksiąg i stanowi niewątpliwy dowód na to, że Biblia ma Boskie pochodzenie

    i spisana jest przez ludzi natchnionych do tego przez Boga.

    I tu się nie zgodzę.

    Po pierwsze WSZYSCY autorzy Biblii wyznawali albo judaizm albo wywodzące się z

    niego chrześcijaństwo.

    Co więcej, każdy z autorów np NT znał dość dobrze ST i uważał je za słowo boże.

    Czy więc dziwne że ludzie o podobnej wierze piszą podobnie o swojej wierze?

    A i Biblii bym nie nazwał jednolitą. Istnieją olbrzymie różnice w stylu etc,

    zaczynając od pisanych dość potoczną greką listów, przez psalmy o dość wysokim

    poziomie literackiego i poetyckiego kunsztu a kończąc na ewangelii Jana która

    pod względem literackim dorównuje najlepszym ówczesnym dziełom literackim.

    Co więcej, nawet w obrębie pojedyńczych ksiąg są takie różnice w stylu że wielu

    badaczy uważa że są połączeniem dzieł więcej niż jednego autora (np księga

    Rodzaju).

    Co zaś do braku sprzeczności :) Przecież często chrześcijanie mówią że jednym z

    kryteriów odróżniania apokryfu od księgi natchnionej jest to czy księga nie

    zaprzecza innym księgą. trudno żeby używając takiego kryterium nie otrzymać w

    miarę spójnego zbioru.

    Kolejnym z wewnętrznych dowodów, że Biblia jest naprawdę Bożym Słowem, jest

    fakt, że na kartach Biblii zawarte są szczegółowe proroctwa. Pismo Święte

    zawiera setki proroctw, które dotyczyły przyszłości konkretnych narodów, w tym

    Izraela, pewnych miast, ogółu ludzkości i tego, który miał przyjść, Mesjasza,

    Zbawiciela nie tylko Izraela, ale każdego, kto w Niego uwierzy. W

    przeciwieństwie do proroctw Nostradamusa czy innych religijnych ksiąg, biblijne

    proroctwa są wyjątkowo szczegółowe i zawsze się spełniają.No, nie tak

    dokońca, mnóstwo proroctw jest tak nieszczegółowych że różne grupy chrześcijan

    toczą trwające nieraz i kilka wieków spory o to która interpretacja danej księgi

    jest prawdziwa. Czy bestia z apokalipsy Janowej to to czy tamto? Czy

    gliniano-żelazne nogi posągu Danielowego to USA, UE czy Imperium Rzymskie?

    etc Jest ponad 300 proroctw o Jezusie Chrystusie tylko w Starym Testamencie.

    Sprawdziło się nie tylko miejsce Jego urodzenia i pochodzenie, ale także w jaki

    sposób umrze i to, że zmartwychwstanie trzeciego dnia. Tak naprawdę nie ma

    jakiegoś logicznego sposobu wytłumaczenia spełnionych proroctw biblijnych: są

    one Boskiego pochodzenia. Są. Np takie że autorzy NT znali ST więc bez

    problemu mogli napisać taką "fabułę" aby Jezus pasował pod proroctwa. Co zaś do

    proroctw spełnionych w czasach ST to skąd pewność że np to o Cyrusie nie było

    napisane post-factum? Wszak nie znaleziono żadnego rękopisu z czasów przed

    Cyrusem...Nie ma innej księgi religijnej o tak rozbudowanych i spełniających

    się proroctwach jak Biblia.

    Trzecim wewnętrznym dowodem Boskiego pochodzenia Biblii jest to, że posiada ona

    jeden autorytet i moc. Choć ten dowód jest bardziej subiektywny niż poprzednie,

    stanowi jednak bardzo mocne świadectwo boskiego pochodzenia Biblii. Biblia

    posiada jednoznaczny autorytet, którego nie ma żadna inna książka kiedykolwiek

    napisana. Autorytet i moc widać najbardziej, gdy dzięki jej lekturze zmieniają

    się niezliczone ilości ludzkich dusz. Ludzie uzależnieni od narkotyków są dzięki

    niej uleczeni, homoseksualiści uwolnieni, ludzie opuszczeni i próżni –

    przemienieni, zatwardziali kryminaliści również, grzesznicy są napominani, a

    nienawiść obraca się w miłość dzięki temu, że stosujemy w swoim życiu prawdy

    biblijne. Biblia naprawdę posiada dynamiczną i przemieniającą moc właśnie dzięki

    temu, że jest Bożym Słowem.Niestety, życie nie jest takie piękne i proste. Ja

    znam przypadki ludzi co zmienili bardzo in plus swoje życie pod wpływem Koranu.

    Na wiele osób pozytywny wpływ miały dzieła różnych filozofów. Za to mogę znaleźć

    ludzi którzy pod wpływem Biblii założyli różne dziwne wspólnoty jak np

    protestanckie kościoły z Afryki które pod wpływem wersetu z ST "nie pozwolisz

    żyć czarownicy" zaczęli robić polowania na czarownice w tym kilkuletnie

    dziewczynki. Wiele sekt jest mocno inspirowanych Biblią.

    Oprócz wewnętrznych dowodów na to, że Biblia naprawdę jest Słowem Bożym, są też

    tego dowody zewnętrzne. Ponieważ Biblia opisuje szczegółowo wydarzenia

    historyczne, podlega badaniom pod względem wiarygodności i prawdomówności, jak

    wszystkie inne dokumenty historyczne. Zarówno archeologiczne dowody jak i źródła

    pisemne bardzo często udowadniają historyczną wiarygodność Biblii. Fakty o

    których mówi Biblia są opisane dokładnie i odpowiadają prawdzie historycznej.

    Tak naprawdę wszystkie archeologiczne, jak i pisemne źródła potwierdzają, że

    Biblia stanowi najlepiej udokumentowaną księgę starożytnego świata. Fakt, że

    Biblia dokładnie i zgodnie z prawdą opisuje wydarzenia historyczne, jest

    niewątpliwym dowodem jej prawdomówności. Pomaga to przy rozstrzyganiu dylematów

    religijnych i doktrynalnych i udowadnia, że Biblia nie pomyliła się nazywając

    się Słowem Bożym.Niestety, archeologia zna przypadki gdzie Biblia rozmija się

    z prawdą historyczną. Np historia Kaanaanu wyglądała zdziebko inaczej w realu.

    W wielu przypadkach owszem Biblia jest BARDZO dokładna historycznie, w innych

    wręcz przeciwnie. Ale to dotyczy wielu starożytnych ksiąg, legend a nawet

    mitów.

    Kolejnym zewnętrznym dowodem, że Biblia naprawdę jest Słowem Bożym, jest

    uczciwość jej ludzkich autorów. Jak wspomnieliśmy powyżej, Bóg wykorzystywał do

    spisania Słowa Bożego ludzi z różnych środowisk. Obserwując tych ludzi nie

    natrafiliśmy na żaden ślad ich nieuczciwości czy nieszczerości. Badając ich

    życie i widząc, że byli gotowi umrzeć, często męczeńską śmiercią, za to, w co

    wierzyli, dochodzimy szybko do wniosku, że ci zwyczajni i uczciwi ludzie

    naprawdę wierzyli, że Bóg do nich przemówił. Ludzie, którzy byli autorami Nowego

    Testamentu i setki innych wierzących (1 List św. Pawła do Koryntian 15:6)

    wiedzieli, jakie przesłanie mieli przekazać światu, ponieważ spędzili czas ze

    zmartwychwstałym Jezusem Chrystusem. Spotkanie ze Zmartwychwstałym miało

    olbrzymi wpływ na tych ludzi i zaobfitowało wielką zmianą. Wyszli ze swoich

    kryjówek, mimo strachu, i zdecydowali się oddać życie, jeśli zajdzie taka

    potrzeba, za to, co objawił im Pan. Ich życie i śmierć świadczą o tym, że Biblia

    faktycznie stanowi Słowo Boże.Niestety, nie jest to prawdą że jak ktoś za coś

    oddaj życie to to jest faktem. Wiele religii zaczynało jako małe, prześladowane

    grupy. Czy ich wierzenia też są od Boga? W czasach powstania Taipingów w Chinach

    (które było porównywalne pod względem liczby zabitych do wojen światowych) Hong

    Xiuquan przekonał miliony ludzi że jest bratem Jezusa stworzył gigantyczną armię

    (ok 1,5 miliona ludzi) i toczył wojnę z państwem chińskim która wg wielu w sumie

    kosztowała życie 20 milionów ludzi. Czy skoro jego wyznawcy ginęli za niego to

    znaczy że Hong miał rację?

    Ostatnim zewnętrznym dowodem boskiego natchnienia Biblii jest jej

    niezniszczalność. Ponieważ jest ważna i podaje się za Słowo Boże, Biblia

    doświadczyła więcej niszczycielskich ataków i prób jej zniszczenia, niż

    jakakolwiek inna księga w historii. Począwszy od pierwszych cesarzy Rzymu, np.

    Dioklecjusz, poprzez dyktatorów komunizmu, skończywszy na współczesnych

    ateistach i agnostykach, Biblia przetrwała i przeżyła każdego atakującego ją

    wroga, i nadal jest najbardziej rozpowszechnioną książką na świecie.

    Mało który ateista chce niszczyć Biblię. I naprawdę mało który dyktator

    chciał zniszczyć wszystkie egzemplarze Biblii. Nawet w Korei Północnej drukuje

    się Biblie aczkolwiek żeby ją czytać potrzebna jest zgoda Partii. A co do liczby

    egzemplarzy, to jest wg was kryterium prawdziwości? Skoro stosujemy to kryterium

    wobec wybierania która księga to Słowo Boże, to może zastosować je też do filmów

    i uznać że najpopularniejszy film był reżyserowany przez Boga?

    Na przestrzeni wieków sceptycy uważali Biblię za mitologię, a archeologia

    udowodniła, że jest dokumentem historycznym.To samo dotyczyło Iliady Homera

    aż odkryto ruiny Troi. I kronik Chińskich opisujących dynastię Shang którą

    uważano za kompletną fantazję konfucjanistów. Wrogowie atakowali jej

    nauczanie, uznając je za prymitywne i przestarzałe, lecz jej moralne i prawne

    myśli i nauki miały i nadal mają pozytywny wpływ na całe społeczeństwa i

    cywilizacje na całym świecie.Podobnie jak nauki np Konfucjusza które wg wielu

    socjologów dały Chinom potęgę. Przed Mahometem Arabia wyglądała jak krzyżówka

    dzisiejszych Bałkanów z jakimś biednym krajem trzeciego świata. Dopiero

    zjednoczenie plemion arabskich umożliwiło kilka wieków rozwoju naukowego w

    Kalifacie. Dalej atakowana jest przez nauki ścisłe,

    psychologię, i ruchy polityczne, a jednak pozostaje tak samo prawdziwa i istotna

    dzisiaj jak wtedy, gdy została napisana. Ta księga zmieniła niezliczone

    istnienia ludzkie przez ostatnie 2000 lat. Nie ważne w jaki sposób jej wrogowie

    ją atakują, niszczą czy kompromitują, Biblia pozostaje tak samo silna, prawdziwa

    i trafna, jak kiedyś.Już nie niestety, od czasów epoki oświecenia wpływ

    Biblii na naukę o wiele słabszy jest. Dokładność, jaka została zachowana

    mimo wszelkich prób zniszczenia i ataków, jest bezsprzecznym świadectwem, że

    Biblia naprawdę jest Bożym Słowem.No nie wiem czy istnienie ok 3 typów

    manuskryptów NT często różniących się treścią to dokładność. Nie powinno nas

    dziwić, że bez względu na to, jak Biblia jest atakowana, zawsze wychodzi z tego

    nienaruszona i bez szwanku. Przecież Jezus mówił o niej: „Niebo i ziemia

    przeminą, ale słowa moje nie przeminą” (Ewangelia wg św. Marka 13:31). Po

    bacznym przejrzeniu dowodów każdy z nas może bez powątpiewania powiedzieć: „Tak,

    Biblia naprawdę jest Słowem Bożym.”Ja niestety nie mogę się zgodzić.

  22. Wersety drablijne

    • 2
      wpisy
    • 25
      komentarzy
    • 10821
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Księga Nicości

    Rozdział I

    1.Na początku był Drab i zobaczył Drab, że ciemność w nim jest bezmierna i przeszedł Drab samego siebie i stworzył nicość.

    2.A Drab zobaczył, że nicość pusta jest i bez życia i upił się i widział Drab, ze to było dobre, tak powstała cisza.

    3.I piątego dnia Drab wyciągnął się na łóżku i rzekł Drab: Uczyńmy z ciszy dźwięk. Wziąwszy słuchawki zatopił się Drab w muzyce i to było dobre.

    4.I spojrzał Drab wstecz w otchłań czasu. I zobaczył Drab, że zaginęły trzy dni. Uniósł zatem wzrok ku nicości i stworzył Trzydni. A Trzydni westchnął widząc nicość i rzekło, nuże uczyńmy Zapełnienie.

    5. Zapełnienie objęło przestrzeń w nieskończoność i tak Drab stał się nieskończenie mniejszy od Zapełnienia.

    6. Trzydni ujrzawszy, że Drab zniknął, rzekło: Tak Pan mój stworzył dla siebie więzienie czasu i stał się nieskończenie mały w stosunku do Zapełnienia.

    7.Dlatego imię jego znaczy: Ten powoduje, że się staje mniejszym od mniejszego za pomocą większego od większego.

    Rozdział II

    1.Pewnego dnia Trzydni wstawszy pomyślał, że jest sam, zatęsknił Trzydni i z tęsknoty narodziło się Lustro.

    2. I Lustro spojrzawszy na Trzydni rzekło: To co okaże się nie do zrozumienia, tylko do przeczytania w sposób prawdziwy jest drogą.

    3. Zdumiał się Trzydni nad tymi słowami i sposępniało mu oblicze.

    4. Czym się martwisz, zapytało Lustro i objęło zwierciadłem wszystkie strony świata.

    5. Martwię się, bo Twoje słowa są trudne, jest nad nimi pieczęć tajemnicy, którą chciałbym zgłębić.

    6. Lustro rzekło: bądź niezmącony własną obecnością, zwolnij i jeszcze raz wróć.

    7. Dokąd mam wrócić Lustro, kiedy patrząc w Ciebie widzę siebie.

    8. Wtedy Lustro odwróciło się od Trzydni i Trzydni zobaczyło dziewiczość warg nieskażonych ani jednym logos.

    9. Tak Trzy dni straciło głos zobaczywszy siebie w trzech lustrach połączonych krawędziami.

    10. A w układzie tych słów Trzydni stał jakby w kalejdoskopie, obracał się tak szybko i tak powoli nie dostrzegając ramienia zza ramienia, nie widząc zdziwienia zza całości, która stoi za obok i naprzeciw.

    11. I tak Trzydni zamiast zajrzeć do własnej dłoni najprościej błądzi w nieszczęśliwych ramkach po wsze czasy.

    12. I Trzydni nie wie po dzień dzisiejszy czy jest na zewnątrz sobie identyczne, wewnątrz

    samoobserwujące czy coś się zdarzyło za nim.

    13. A Drab widząc zagubienie Trzydni zapłakał i ulitował się nad losem stworzenia.

    14. I wyciągnął Drab ramię i dotknął Trzydni w Sobotę.

    15. I kazał Drab czcić dzień święty przez trzy dni.

    Rozdział III

    1. A był most, którego stopy marzły w strumieniu. Po tym moście Drab przechadzał się wtedy, gdy jego myśli były zwinięte w spirale galaktyk.

    2. Przystąpiło do niego Trzydni trzymając w dłoni słoik, w którym była zamknięta morska bryza.

    3. I Drab wziąwszy słoik postawił go na moście. Wyciągnąwszy z kieszeni piasek przelał go przez klepsydrę dłoni i zaczął płynąć czas.

    4. Wtedy przystąpił do niego Natasz i rzekł: Czyż czas nie jest pułapką dla śmiertelnych?

    5. Zasępił się Drab i z ust jego padły słowa: A Ty skąd się tu wziąłeś?

    6. Stworzyłeś mnie Panie z bryzy, piasku i czasu, otom dziecko Zapomnienia i Trzydni, spłodzone w łonie żywiołów.

    7. I pojął Drab swój błąd i zapłakał: Trzydni dając mi słoik na moście połączyło mnie z czasem, a most stał się bramą i przejściem przez siebie do wnętrza, gdzie Natasz odwija nić śmiertelnika.

    8. I wezwał Drab Trzydni przed oblicze swoje: Cóż uczyniłeś Trzydni, oto dzień narodzin stał się początkiem, a końcem dzień śmierci, to co było wszystkim w całym stało się

    niczym w pustym.

    9. Zatrwożył się Trzydni i zapytał: A kimże jest ten co stoi na moście i w dłoniach ma jakby wrzeciona?

    10. Przeklęty niech będzie Natasz syn Zapomnienia i Trzydni, bo wydało na świat przędzielnika, który chwyta życie istot w przestrzenie.

    11. I wtedy Trzydni przypomniał sobie Zapomnienie.