Moje przygody z Jehowymi

  • wpisy
    3
  • komentarzy
    33
  • wyświetleń
    305

Szczęście, żart i nieporozumienie.

Rzecz się działa w niezbyt odległych czasach kiedy byłem jeszcze studentem. Przez wszystkie lata studiów miałem naprawdę głupie szczęście trafiać na Jehowych kilka razy w miesiącu. Szczęście te przeniosło się także na miejsca poza miastem akademickim. Tak też – gdziekolwiek wtedy bym się nie wybrał; czy to podczas wakacji, spontanicznego wyjazdu ze znajomymi, jednodniowego wyjazdu do innego miasta itp. zawsze trafiałem na Jehowych. Nawet przy wyjazdach za granicę. Owe szczęście do „Akwizytorów Dobrej Nowiny” utrzymuje się do dzisiaj, mimo pożegnania się ze studenckim życiem. Jakby jakaś niewidzialna siła ich przyciągała do mnie. Zawsze mnie to jednocześnie śmieszyło oraz irytowało.

Przechodząc jednak do meritum: będąc jeszcze na studiach: zdarzyło mi się wrzucić na swój fejsowy profil żartobliwy (w zamyśle) post odnośnie tego, jakobym był w jakiś sposób oznaczony przez Jehowych, i ci za pomocą rzekomej aplikacji szpiegowskiej tylko wypatrywali gdzie akurat jestem, by „niby przypadkiem” się pojawić w tym miejscu, akurat gdy będę tamtędy przechodził.

Nie minęło dużo czasu, coś około dwóch tygodni, kiedy błogie lenistwo w akademiku przerwało pukanie do drzwi. Otwieram je, i kogo widzę? Nie trudno się domyśleć. Mili Państwo się przedstawili i powiedzieli, że ponoć sam sobie ich zamówiłem (vel. Poprosiłem o studium Biblii) więc ci w odpowiedzi na moje zgłoszenie przyszli. Z miejsca się zorientowałem, że ktoś z moich znajomych, widząc mój niedawny post na niebieskim portalu społecznościowym, postanowił zrobić mi dowcip.

Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło ale jakiś wewnętrzny głos (pewnie Diabeł albo ta złośliwa istota od sytuacji typu „Byłaby szkoda gdyby [coś tam się wydarzyło]”) zasugerował mi żeby ich wpuścić a nawet zaproponować herbatę.

Powiedziałem Jehowym, że padliśmy ofiarą żartu któregoś z moich znajomych, na co mi odpowiedzieli, że się tego domyślili a nawet – o dziwo - spodziewali, bo to nie pierwszy raz, jak ich wysłano do akademika, a na miejscu się okazało, że to był „fałszywy donos”. Rozmowa szła nam o przysłowiowym „wszystkim i niczym”. Okazało się, że zarówno z Panem jak i Panią JW. mamy wspólnych znajomych w moim rodzinnym mieście.

Pogadaliśmy i koniec końców przyszło się pożegnać. Na sugestię żeby może jednak się skusić na studium Biblii odmówiłem, starając się dość dyplomatycznie zasugerować, że ze mnie byłby taki Jehowy jak z koziej dupy trąbka.

Niby wszystko było ok, ale jak to mówi pewien YouTuber – Nic bardziej mylnego.

Minęły kolejne dwa tygodnie – przyszedł do mnie Pan Jehowy który był poprzednio. Tym razem w towarzystwie Jehówki która była w moim wieku i – mówiąc bez ogródek – wpadła mi w oko. Cwani Jehowi spróbowali podejść mnie „na stuleję”. I głupio się przyznać, udało im się. Do czasu, ale jednak udało.

Zdecydowałem się odbyć studium Biblii.  I parę razy nawet pojawiłem się na zborowym zebraniu. Aż któregoś dnia wydarzyło się podwójne kombo które spowodowało że bańka prysnęła.
Na jednym z zebrań zborowych, Pan Jehowy spytał mnie, czy chciałbym po zebraniu, wybrać się do ów koleżanki do domu na pogawędki na tematy biblijne. Na miejscu się dowiedziałem, że popełniłem jeden z największych błędów w moim życiu. Oprócz mnie i tejże dziewczyny, w mieszkaniu była chyba połowa Jehowych z tego miasta. Mieszkanie było natomiast w typowej „Wielkiej Płycie” więc nie muszę mówić, jaki był ścisk. Po godzinnej pogawędce ze wszystkimi zgromadzonymi Jehowymi, okazało się, że był to tylko wstęp do projekcji najnowszego wówczas odcinka JW. Broadcasting…. W międzyczasie okazało się, że koleżanka którą mnie przekonali „na stuleję” jest już dawno na wydaniu i w drodze był już ślub…..

Moja reakcja była mniej więcej taka jak na tym filmiku:

 

Fakt, że ta dziewczyna jest już poza moim zasięgiem było dla mnie „zimnym prysznicem” który pomógł mi w końcu wyjść z głupiego letargu i zauważyć, że Jehowi tak naprawdę chcą każdym możliwym sposobem przerobić mnie na kolejnego „Akwizytora Prawdy”. To w połączeniu z próbą wrobienia mnie w spędzenie całego dnia z Jehowymi na odmóżdżającym „VOD Jehowy” i jego omawianiu, było dodatkowym impulsem który wzmocnił uczucie zrezygnowania. Zwyczajnie wstałem i jakby nigdy nic wyszedłem w cholerę i przestałem się do jakiegokolwiek Jehowego w [moim mieście studenckim] odzywać, a nawet mimowolnie, w niekontrolowanym odruchu zacząłem mieć na nich „alergię”.

Przyznaje, jest trochę mojej winy że dałem się im wciągnąć. Nie mniej metoda z ów dziewczyną, do której już na „dzień dobry” nie miało się szans było po prostu wredne.  

Jak teraz wspominam to z perspektywy czasu; zauważam kilka rzeczy.

  1. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu – wystarczyło, że podczas „zauroczenia” koleżanką, raz się nie pojawiłem na zebraniu i od razu było dociekanie, że dlaczego mnie nie ma, co się dzieje itp. Chyba tylko najbardziej nadopiekuńcze matki czy przesadnie zazdrośni partnerzy byliby bardziej wścibscy. Myśleli, że skoro jestem zainteresowany to od razu będę Jehowym. A nie brali pod uwagę, że miałem infantylną nadzieję, na te dziewczynę.
     
  2. Ich Zebrania/Kongresy/”pamiątki” itp. są bardzo… świeckie. Jak na wyznanie które na każdym możliwym kroku emanuje swoją religiocentrycznością, ich obrzędy są wyprane z jakiegokolwiek duchowego uniesienia, i to do granic przesady. Zebrania są niczym jak akademicka dyskusja na wybrany temat. Nawet nie tyle dyskusja, co analiza konkretnego tekstu z brakiem możliwości w pełni swobodnego zejścia na inny temat – nawet jeśli stało się to w sposób całkowicie naturalny.
     
  3. Podobnie Kongresy – miałem okazję być na jednym, aczkolwiek nie miało to nic wspólnego z opisywaną wcześniej sytuacją.  W moim subiektywnym odczuciu Kongresy w żaden sposób nie są uroczystością religijną, tylko czymś w rodzaju Walnego Zgromadzenia akcjonariuszy. Dodatkowo jest to urozmaicone przemowami prelegentów na tematy związane z działalnością korporacji oraz jej kulturą zarządzania głoszeniem „światusom” „prawdy” oraz projekcją propagandowych filmów mówiących o tym, że w kupie siła poza Jehowymi nie ma życia. Gdyby te religijne określenia pokroju Jehowa, wiara, głoszenie oraz dobrowolne datki na ogólnoświatową działalność ewangelizacyjną zastąpić Prezesem, misją przedsiębiorstwa, zakresem wykonywanych obowiązków oraz zbiórką funduszy na prowadzoną przy przedsiębiorstwie Fundacji na rzecz potrzebujących, wyszłoby z tego wypisz wymaluj coś w stylu Walnego Zebrania akcjonariuszy.
     
  4. „Pamiątki”  - czyli ichniejsza wersja Komunii Świętej/Wieczerzy Pańskiej – podobnie jak wyżej, ale ograniczone do prelekcji na temat ideologii firmy oraz jej odpowiedzialności społecznej tego, że tylko JW. dostąpią zbawienia (chociaż niezupełnie) oraz przekazywaniem sobie z rąk do rąk przez wszystkich obecnych jakiegoś sikacza i marketowych podpłomuyków….chleba i wina.
     
  5. Jak sami tłumaczą swoją nadgorliwość – nawracają ludzi ponieważ Biblia im tak nakazuje albo inne „a nóż się uda”. Ciekawi mnie czy zaakceptowaliby taką samą argumentację, gdyby ich zaczęli nachodzić np. Mormoni? Przecież, skoro sami uzasadniają swoje postępowanie w taki sposób, to powinno być dla nich czymś oczywistym jak oddychanie, jeśli inna osoba będzie postępować w podobny sposób z identycznych pobudek.

Jeśli macie swoje spostrzeżenia odnośnie moich streszczonych przygód z Jehowymi, to chętnie je wysłucham.



33 komentarzy


Promowane komentarze



8 minut temu, kantata napisał:

No to super. Kate nie ma się co martwić. Problem się sam rozwiąże.

Skoro nie ma honorowego wyjścia z organizacji, to jednak jest jakiś powód do zmartwień. Chyba że nie zdąży doszczętnie się w nią zaangażować, wtedy łatwiej wyjść i zapomnieć.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Dnia 18.01.2018 o 17:33, Kate napisał:

wiem również że brata nie da się żadnymi argumentami przekonać żeby sie z tego wymixował.

na każdego przychodzi pora zwątpienia, na jednego wcześniej na drugiego później.

Pamiętam z dawnych lat gdy byłem jeszcze aktywnym świadkiem Jehowy że na zebraniu komentowano werset biblijny z Apokalipsy Jana Apostoła mówiący że chrześcijanie z jakiegoś tam miasta utracili pierwszą miłość do Boga

na podstawie tego wersetu biblijnego uczono nas wtedy że szatan diabeł przypuszcza najostrzejszy atak w trzecim roku po chrzcie. Kroczenie "drogą prawdy" porównywano do "zakochania się" w Bogu Jehowie i wskazywano na podobieństwo do zakochania się w ziemskim człowieku (podobieństwo miało polegac na tym że po dwóch latach mija pierwsze zauroczenie).

Oczywiście jak ex-ŚJ wiedzą (a Kate się zapewne domyśla) było to ostrzeżenie że w trzecim roku po chrzcie wiara u większości chrześcijan jest najsłabsza i ostrzegano że szatan będzie próbował to wykorzystać. Nie trzeba być Szerlokiem Holmsem aby domyślić się że udzielano zebranym wskazówki żeby odrzucać szatańskie podszepty i dalej podążać drogą ku wiecznemu zbawieniu.

Nie jestem psychologiem (a jedyna osoba z tego forum która nieco liznęła psychologii - czyli Kantata - zapewne nie zniży sie do takiego mało zaawansowanego poziomu na jakim ja Sebastian wypowiadam sie o funkcjonowaniu ludzkiego serca i umysłu i zapewne nie będzie chciała polemizować ani komentowac z moimi wypowiedziami na ten temat - ewentualnie znowu coś walnie o facetach którzy mają braki intelektualne czy emocjonalne - ale taka już uroda Kantaty :) nie o tym jednak chciałem pisać...

Chciałem napisać że nie jestem psychologiem ale wg mnie  właśnie ta reguła trzeciego roku jako roku pewnej refleksji po pierwszym zauroczeniu jest  czymś godnym zapamiętania. Uważam że jeśli rodzeństwo Kate nie jest gotowe teraz do refleksji nad sensownością dalszego bycia świadkiem Jehowy - to nie trzeba "do końca życia" rezygnować z rozumowego przekonania przekonania go że to jest zła droga. Trzeba po jakimś czasie (kilku miesięcy albo nawet dwóch lat) podjąć kolejną próbę trafienia mu do rozsądku. A jak nie poskutkuje to za kolejny rok znowu.

 

 

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza

kolejna kwestia to różnica między kobiecym a męskim spojrzeniem na świat.

Niedawno byłem proszony o pomoc w kwestii otworzenia komuś oczu na to czym jest organizacja świadków Jehowy. Sytuacja nieco podobna do opisywanej przez Kate. Co prawda nie chodziło o rodzeństwo ale o szwagra, ale podobieństw widze całą masę. W każdym razie facet wdepnął w strażnicowe gówno a kobieta z jego rodziny sama będąca fanką Ojca Inwestora z Torunia próbowała go stamtąd wyciągnąć.

Tyle że jako kobieta stosowała argumenty mocno emocjonalne typu "oni w krainie za siedmioma morzami, zwanej kraina kangurów ukrywali pedofilię" na co facet reagował śmiechem. (zacytuje: "nie mam sześciu lat tylko trzydzieści sześć więc żaden zboczeniec się na mnie nie napali, a ponieważ nie mam własnych dzieci więc także niebezpieczeństwa dla swojej rodziny nie widzę").

Kobieta nie potrafiła pojąć jak można nie ugiąć się przed tak silnym argumentem jak kwestia ukrywania pedofilii. Skoro popełniają tak wielkie przestępstwo to nie mogą podobać się Panu Jezusowi i koniec tematu. Ale oczywiście te same zarzuty wobec kapłanów (o ukrywaniu pedofilii) są formą prześladowania Kościoła bo tak nieomylnie orzekł biznesmen z Torunia.

Oczywiście ten nowo pozyskany świadek Jehowy zamiast zastanawiać się nad powrotem do kościoła katolickiego utwierdził się w swojej wierze a dodatkowo miał ze swojej szwagierki niezły ubaw.

Ja zacząłem rozmawiać z nim zupełnie inaczej (np. czy 1975 to jest propaganda przeciwników czy faktycznie strażnica cokolwiek takiego pisała). Umówiłem się na spotkanie, ale dużą zieloną książkę "Głosiciele" miał on sobie samodzielnie pobrac ze swojej sali królestwa żeby mał pewność że jest autentyczna. Jak ją zdobył to pokazałem mu to i owo, w tym wykrętne tłumaczenie się z 1925 roku i z 1975 roku i chłopu szczęka z wrażenia opadła. Owszem, śpiewał mi strażnicowe śpiewki o tym że korygowanie błędnych zapatrywań świadczy o pokorze i że CK jest pokorne i posłuszne Jehowie ... Ale mina wskazywała że zasiałem w nim nieco wątpliwości. Czy zakiełkują nie wiem. Pożyjemy zobaczymy.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza

Z moich obserwacji: nie zdziwi mnie już żaden przypadek odstępstwa. Być może Kate o tym nie wie, ale najbardziej znanym odstępcą (i 'ojcem chrzestnym' wielu odstępców) był członek centrali, czyli ciała kierowniczego SJ - Raymond Franz. Na naszym podwórku jest kilka głośnych nazwisk, które niegdyś przemawiały na kongresach, a dziś udzielają się na odstępczych forach. Każdy przypadek odstępstwa jest inny, choć zdarzają się podobieństwa. Dlatego nie da się wypisać jednej recepty na otwieranie oczu. Odstępcą może być pionier z kilkudziesięcioletnim stażem, ale również "szaraczek", który oszukuje, wpisując fikcyjne godzinki do sprawozdania.

Dlatego zawsze trzeba mieć nadzieję, że prędzej czy później dana osoba się otrząśnie. I dawać takiej osobie wyraźne sygnały, że na to czekamy, choć bez wywierania presji, bo to będzie wywoływać odwrotne skutki (syndrom oblężonej twierdzy). Dlaczego to jest ważne? Wielu głosicieli, którzy siedzą od lat w organizacji, boi się odstępstwa ze względów towarzysko-emocjonalnych. Poza zborem czują się nieswojo. I siedzą tam "pro forma", bo nie chcą tracić układów i przyjaźni, w które tam zainwestowali. Jeśli taki ktoś będzie mieć świadomość, że większą wartością jest prawdziwa rodzina, gdzie zawsze są drzwi otwarte, będzie mu łatwiej odejść.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
3 godziny temu, alka napisał:

Czyli mowicie, ze po 3 latach przychodni otrzezwienie...czy to sekta czy zauroczenie?

Najczęściej po prostu dysonans między oczekiwaniami a realiami. Nie da się żyć przez cały czas propagandową papką, która po pewnym czasie zaczyna się odbijać czkawką.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza

Co do sekty...cholera moja rodzina ponad 40 lat nie moze sie otrzasnac;( wiec da sie zyc propagandowa papka. Lataa

Edytowane przez alka

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
2 minuty temu, alka napisał:

Co do sekty...cholera moja rodzina ponad 40 lat nie moze sie otrzasnac;( wiec da sie zyc propagandowa papka. Lataa

Mechanizm wyparcia w połączeniu z latami prania mózgu. Nie zawsze zadziała otrząśnięcie, to prawda. A z biegiem lat po prostu coraz bardziej ludzie się wikłają z układy emocjonalno-towwarzyskie, z których nie da się prosto wyplątać.

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz