Promowane odpowiedzi

Jednym z dogmatów wiary Świadków Jehowy jest wiara, że Jezus jest Abaddonem opisanym w Apokalipsie.

Proszę przeczytajmy kilka fragmentów ich literatury o tym mówiących.

ABADDON

(z hebr.: „zagłada”).

Słowo występujące w Objawieniu 9:11, a będące transkrypcją wyrazu hebrajskiego. W wersecie tym powiedziano, że symboliczne szarańcze mają nad sobą „króla, anioła otchłani. Jego imię po hebrajsku: Abaddon, po grecku zaś ma na imię Apollion”.

Hebrajskie ’awaddòn to „zagłada”, choć może też oznaczać „miejsce zagłady”. Pisarze biblijni użyli tego słowa w sumie pięć razy, przy czym czterokrotnie w zestawieniu z „grobowcem”, „Szeolem” oraz ze „śmiercią” (Ps 88:11; Hi 26:6; 28:22; Prz 15:11). W podanych wersetach najwyraźniej odnosi się do niszczycielskich procesów uruchamiających się z chwilą śmierci człowieka i wskazuje, że ów rozkład czy zagłada następuje w Szeolu, powszechnym grobie ludzkości. W Hioba 31:12 ’awaddòn określa zgubne skutki cudzołóstwa, o którym Hiob powiedział: „Bo to jest ogień, który trawiłby aż do zagłady [‛ad-’awaddòn] i zapuściłby korzeń wśród całego mego plonu” (por. Prz 6:26-28, 32; 7:26, 27).

Kim jest Abaddon, anioł otchłani?

... Objawienie 19:11-16 jednoznacznie przedstawia Jezusa jako Niszczyciela i Wykonawcę Wyroków działającego z upoważnienia Bożego (zob. APOLLION).

APOLLION

(„niszczyciel”).

Greckie imię użyte przez apostoła Jana w Objawieniu 9:11 jako odpowiednik hebrajskiego „Abaddon” i odniesione do „anioła otchłani”...

Dobrze to ilustruje pokrewny czasownik apòllymi, użyty np. w Jakuba 4:12, gdzie powiedziano o Bogu: „Jeden jest prawodawca i sędzia — ten, który jest w stanie wybawić i zgładzić” (por. Mt 10:28). W synagodze w Kafarnaum Jezus wypędził z pewnego człowieka nieczystego ducha, który uznając go za przedstawiciela Bożego, rzekł: „Co tobie do nas, Jezusie Nazarejczyku? Czy przyszedłeś nas zgładzić?” (Mk 1:24; Łk 4:34). Poza tym sam Jezus ostrzegł swych zatwardziałych przeciwników, że grozi im zagłada (Łk 13:3-5; 20:16). Zarówno te, jak i inne wersety ukazują, że tytuł Apollion odnosi się do wyniesionego do chwały Chrystusa Jezusa (por. Łk 8:31; Obj 19:11-16; zob. ABADDON).

Według encyklopedii PWN Abaddon to król czeluści, anioł śmierci.

Abaddon [hebr., 'zniszczenie', 'zatracenie', 'ruina', 'rozpad'], w Starym Testamencie określenie miejsca pobytu zmarłych (Hi 26,6; Prz 15,11), analogiczne do szeolu, synonim grobu (Ps 88,12), podziemia (Hi 31,12); a. rozumiany był także jako personifikacja śmierci (Hi 28,22); w tym znaczeniu pojawia się w Nowym Testamencie, gdzie łączony jest z gr. odpowiednikiem Apollyon-Niszczyciel i oznacza króla czeluści, anioła śmierci (Dz 9,11).

Według innych źródeł Abaddon jest również utożsamiany z aniołem śmierci i zniszczenia, demonem czeluści, z władcą demonów podziemnego świata oraz Samaelem i Szatanem

W Dziejach Tomasza (być może ucznia Jezusa) Abaddon jest imieniem demona, lub samego Szatana, i tak też rozumie je Bunyan w Wędrówce pielgrzyma.

Według niektórych nauk gnostyckich, równie Jezusa ojciec, Jehowa jest złym bogiem czyli Demonem.

Można o tym przeczytać tu:

Pisze tam między innymi:

„... Jahwe z hebrajskiej Biblii był według gnostyków złym bogiem niższego rzędu, stworzycielem materii ograniczonej i ułomnej. ...”

Jeżeli to prawda to zrozumiałe stają się słowa wypowiedziane przez Jezusa:

Jana 10:30

Ja i Ojciec jedno jesteśmy.

Jana 12:26

Jeśli ktoś chce mi usługiwać, niech mnie naśladuje, a gdzie ja jestem, tam będzie też mój sługa.

Jana 14:6-7 6

Jezus mu rzekł: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze mnie. Gdybyście mnie poznali, poznalibyście też mego Ojca; od tej chwili znacie go i ujrzeliście go”.

Hipotezy te tłumaczyły by destrukcyjny wpływ religii chrześcijańskiej na życie ludzi.

Więcej o tym wpływie można przeczytać tu:

Pisze tam między innymi:

Wydaje się, że w chrześcijaństwie właśnie chodzi o destrukcyjny wpływ na rodzinę i ludzi.

Jezus nauczał o tym otwarcie.

Proszę przypomnijmy sobie jego nauki.

Mateusza 10:34-37

Nie myślcie, że przyszedłem przynieść na ziemię pokój; nie przyszedłem przynieść pokoju, tylko miecz. Przyszedłem bowiem spowodować rozdźwięk między mężczyzną a jego ojcem, i córką a jej matką, i młodą małżonką a jej teściową. Doprawdy, nieprzyjaciółmi będą człowiekowi jego domownicy. Kto bardziej kocha ojca lub matkę niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto bardziej kocha syna lub córkę niż mnie, nie jest mnie godzien.

Łukasza 12:49,51-53)

„Przyszedłem wzniecić ogień na ziemi i czego więcej mam sobie życzyć, skoro już zapłonął? ... Czy mniemacie, że przyszedłem dać pokój na ziemi? Bynajmniej, mówię wam, lecz raczej rozdźwięk. Bo odtąd w jednym domu pięcioro będzie podzielonych, troje przeciwko dwojgu i dwoje przeciwko trojgu. Podzieleni będą: ojciec przeciw synowi i syn przeciw ojcu, matka przeciw córce i córka przeciw matce, teściowa przeciw synowej i synowa przeciw teściowej”.

Łukasza 14:26

Jeśli ktoś przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, owszem, nawet swej duszy, ten nie może być moim uczniem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jacek, chyba po raz pierwszy w moim życiu spotkałem się z hipotezą, że Jahwe to demon. Przychodzi mi do głowy to co większości uczestnikom forum, którzy postanowili po prostu milczeć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Że Ty adasiu jeszcze nie rozumiesz, że Jacek chce po prostu zgnoić chrześcijaństwo, Jezusa, Boga Ojca i Biblię?

On tylko ubiera to w odpowiednie szatki. On jest po prostu walczącym ateistą, tylko walczącym inaczej niż inni jego współbracia.

Podchodzi cwaniacko, niby to szuka Boga, a chodzi mu o to by zasiać niewiarę.

Ja bym się wcale nie zdziwił, gdyby pod nickiem Jacek krył się ktoś ze strony racjonalistycznej.

Znam już te sztuczki 'czarnego', jak go nazywa jedno z pism wczesnochrześcijańskich.

Edytowane przez Roszada

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Roszada, kompromitujesz się atakując kogoś personalnie - spekulacjami i domysłami - jeśli nie masz nic do powiedzenia w założonym temacie - należy milczeć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gość dziewczyna z lasu

Że Ty adasiu jeszcze nie rozumiesz, że Jacek chce po prostu zgnoić chrześcijaństwo, Jezusa, Boga Ojca i Biblię?

On tylko ubiera to w odpowiednie szatki. On jest po prostu walczącym ateistą, tylko walczącym inaczej niż inni jego współbracia.

Podchodzi cwaniacko, niby to szuka Boga, a chodzi mu o to by zasiać niewiarę.

Ja bym się wcale nie zdziwił, gdyby pod nickiem Jacek krył się ktoś ze strony racjonalistycznej.

Znam już te sztuczki 'czarnego', jak go nazywa jedno z pism wczesnochrześcijańskich.

Roszado zgadzam się z Tobą.

Trzeba to normalnie zapisac gdzies w kalendarzu :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Chociaż raz Dziewczyno z lasu się zgadzamy. Cieszę się z tego. ;)

Ja natomiast nie zgadzam się airlike i to też trzeba "normalnie zapisać gdzieś w kalendarzu".

Edytowane przez Roszada

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak widzisz , Jacek, nie za bardzo chcą na ten temat dyskutować a ja mam do Ciebie pytanie, jakie Ty masz zdanie na ten temat? Mówiąc szczerze, to dla mnie jest bardziej ciekawe niż to co napiszą uczestnicy forum pod warunkiem, że będziesz szczery!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gość glosicieldreczyciel

Że Ty adasiu jeszcze nie rozumiesz, że Jacek chce po prostu zgnoić chrześcijaństwo, Jezusa, Boga Ojca i Biblię?

On tylko ubiera to w odpowiednie szatki. On jest po prostu walczącym ateistą, tylko walczącym inaczej niż inni jego współbracia.

Podchodzi cwaniacko, niby to szuka Boga, a chodzi mu o to by zasiać niewiarę.

Ja bym się wcale nie zdziwił, gdyby pod nickiem Jacek krył się ktoś ze strony racjonalistycznej.

Znam już te sztuczki 'czarnego', jak go nazywa jedno z pism wczesnochrześcijańskich.

Pierwszy raz muszę zgodzić się z Roszadą, ale wiem, że nie powinienem się do tego przyzwyczajać. I oczywiście na wzajem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W jedym z odcinków Archiwum X, psychopatyczny dentysta przywiązuje Scully do krzesła i chce wbic jej szpikulec w czoło, aby uwolnic demony w jej głowie.

Scully argumentuje, "a co jeśli się mylisz, jeśli demony są w Twojej głowie ?"

Psychopata odpowiada " jestem przygotowoany na taką sytuację, wiem, że to nie Twoje słowa Scully, ale demonów".

wiadomo, gdyby nie Mulder...

;)

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Że Ty adasiu jeszcze nie rozumiesz, że Jacek chce po prostu zgnoić chrześcijaństwo, Jezusa, Boga Ojca i Biblię?

Włodku, dlaczego tak myślisz?

Czy piszę coś niezgodnego z faktami?

Włodku, proszę wyobraź sobie, że jesteś chory.

Chorujesz na syfilis zwany też chorobą chrześcijan.

Masz wrzody na całym ciele, z których sączy się cuchnąca wydzielina.

Na twarzy po nosie została Tobie ropiejąca dziura.

Gdzieniegdzie od kości zaczyna odchodzić ciało.

Nie leczysz się jednak.

Nie dlatego, że nie jesteś ubezpieczony lub boisz się lekarzy.

Chociaż taki lęk może być uzasadniony.

Z ekonomicznego punktu widzenia zarówno farmaceutom jak i lekarzom powinno zależeć na tym byś chorował jak najdłużej.

Dodatkowo lekarz może mieć układ z zakładem pogrzebowym.

Kiedy umrzesz może dostać prowizję od zakładu pogrzebowego za informację o Twojej śmierci.

Przyczyną tego, że się nie leczysz jest fakt, że kiła zaatakowała Twój układ nerwowy.

Masz bóle głowy, nudności, wymioty, sztywność karku, porażenia nerwów czaszkowych, drgawki i zaburzenia psychiczne.

Twój mózg nie pracuje już normalnie.

Po prostu nie jesteś już w stanie podejmować przemyślanych decyzji.

To jest właśnie przyczyną tego, że nie idziesz do lekarza.

Pewnego dnia idziesz ulicą.

Ludzie widząc Twoją twarz i czując Twój odór z wyrytą na twarzy odrazą przechodzą na drugą stronę ulicy, byle tylko być dalej od Ciebie.

Jeden człowiek jednak staje przed Tobą.

To Twój lekarz rodzinny.

Mówi Ci, że jesteś chory, że masz syfa.

Że powinieneś się leczyć.

Czy powiesz, lekarzowi, że chce Cię zgnoić?

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak widzisz , Jacek, nie za bardzo chcą na ten temat dyskutować a ja mam do Ciebie pytanie, jakie Ty masz zdanie na ten temat? Mówiąc szczerze, to dla mnie jest bardziej ciekawe niż to co napiszą uczestnicy forum pod warunkiem, że będziesz szczery!

Adamie, hipoteza, że Jezus i jego Ojciec to demony, wydaje się mi wielce prawdopodobna i wiele tłumacząca.

 

Adamie proszę napisz szczerze co o tym myślisz?

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jacek, chyba po raz pierwszy w moim życiu spotkałem się z hipotezą, że Jahwe to demon. Przychodzi mi do głowy to co większości uczestnikom forum, którzy postanowili po prostu milczeć.

 

Jahwe opisany w ST to egocentryczny psychopata.

Edytowane przez Dreamer
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Że Ty adasiu jeszcze nie rozumiesz, że Jacek chce po prostu zgnoić chrześcijaństwo, Jezusa, Boga Ojca i Biblię?...

Och Raszada, dlaczego tak myślisz?

Przecież to nie ja utożsamiłem biblijną postać Jezusa z biblijną postacią Abaddona uważanego też za Demona, tylko Świadkowie Jehowy w swojej publikacji.

Połączenie to może się wydawać szokujące, ale przecież w biblii znajdziemy świadectwa tego, że Jezus był postrzegany za człowieka szalonego, który postradał  zmysły a dodatkowo był opętany przez demony.

Proszę sprawdźmy w biblii czy mówię prawdę:

 

Jana 10:19, 20

„I znowu z powodu tych słów doszło wśród Żydów do rozdźwięku. Wielu z nich mówiło: „Ma demona i jest szalony. Czemu go słuchacie?(...)”

Jana 7:20

„(...)Tłum odpowiedział (Jezusowi): „Masz demona. (...)”

 

Świadectwo to znajdziemy we wszystkich kanonicznych ewangeliach.

 

Mateusza 12:22-24

„Potem przyprowadzili do niego człowieka, który był opętany przez demona, ślepy i niemy; i uleczył go, tak iż ów niemowa mówił i widział. A całe te tłumy niezmiernie się zdumiały i zaczęły mówić:

„Czyż to nie jest Syn Dawida?”

Słysząc to, faryzeusze powiedzieli:

„Ten człowiek nie wypędza demonów inaczej, jak tylko za sprawą Beelzebuba, władcy demonów”.”

 

Łukasza 11:14, 15

„(...)Później wypędzał niemego demona. Gdy demon wyszedł, niemowa przemówił. I zdumiały się tłumy. Ale niektórzy spośród nich rzekli:

„Wypędza demony za sprawą Beelzebuba, władcy demonów”.”

 

Marka 3:21, 22

„(...)Ale gdy o tym usłyszeli jego krewni, wyszli, by go pochwycić, bo mówili: „Postradał zmysły”. A uczeni w piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy, mówili: „Ma Beelzebuba i wypędza demony za sprawą władcy demonów”.”

 

Proszę zwróćmy uwagę na fakt, że świadectwa te o ile są prawdziwe, nie tylko dowodzą, że istnieli ludzie twierdzący, że Jezus był opętany przez demona, ale też Jezus był postrzegany - nawet przez swoich krewnych - jako człowiek szalony, który postradał zmysły.

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

JaceK: nie tworz czloweku nowych postow bo kazdy z nich to totalne zwiedzenie

kazdy

wczoraj sie usprawiedliwiales ze krytyka to nic zlego a dzis dalej brniesz w klamstwach i manipulacji nie majac zadnego wgladu ani zrozumienia w Slowo

Jezus jest Prawda

Bog jest miloscia

 

wiec przestan zwodzic klamac oszukiwac manipulowac i macic

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

JaceK: nie tworz czloweku nowych postow...

Szanowna pani Aiko, ten temat nie jest nowy.

Został on napisany dziewiątego dnia jedynastego miesiąca drugiego roku ery Yumi.

Był to dzień szczerości, miesiąc miłosierdzia, kwartał zasad, półrocze wiedzy i rok pracy.

 

Temat ten jest analizą wierzeń świadków Jehowy, którym to forum jest poświęcone - zatem jest jak najbardziej zasadny,

Edytowane przez Jacek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Szanowna pani Aiko, ten temat nie jest nowy.

Został on napisany dziewiątego dnia jedynastego miesiąca drugiego roku ery Yumi.

Był to dzień szczerości, miesiąc miłosierdzia, kwartał zasad, półrocze wiedzy i rok pracy.

 

Temat ten jest analizą wierzeń świadków Jehowy, którym to forum jest poświęcone - zatem jest jak najbardziej zasadny,

Ty tworzysz te wszystke posty,

zatruwasz je wlasnym zwiedzeniem

manipulujesz przekrecajac Slowo

oczerniasz Boga

zwodzisz

jak diabel

to jest jego natura

w pyze wystepujesz przeciw Bogu i nazywasz Go klamca

czy nie to wlasnie robil diabel i nie za to zostal wyrzucony z piekla?

 

jesli swiadkowie debatuja nad tym czy Pan Jezus jest zly to ta sama mysl ktora powyzej pisalam o Tobie dotyczy kazdego z nich

jesli by potwierdzic wlasne chore zwiedzenia wystepujecie przeciwko Bogu nazywajacgo klamca i klamliwie zapeirajac sie Jego slow i tego co o Sobie i o Swoi Suny Jezusie powiedzal to jest to zle nikczemne i bezbozne

 

to ze sa zli ludize, niezaleznie czy u wladz czy gdziekolwiek indziej, nie oznacza ze masz dolaczyc do ich grona

 

czy Biblia nas przed tym nie ostrzega?

 

psalm 1:1 Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą bezbożnych Ani nie stoi na drodze grzeszników, Ani nie zasiada w gronie szyderców

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Witam serdecznie! Właśnie zobaczyłem wasze wypowiedzi i muszę się odnieść do wypowiedzi Jacka jak i Dreamera.

O 9.10.2013 o 10:43, Dreamer napisał:

 

Jahwe opisany w ST to egocentryczny psychopata.

Czy to są słowa egocentrycznego psychopaty???

9A gdy będziecie żąć zboże w waszej ziemi, nie będziesz żął do samego skraju swego pola i nie będziesz zbierał pokłosia po swoim żniwie. 10Także swojej winnicy nie obieraj doszczętnie i nie zbieraj winogron pozostałych po winobraniu. Pozostaw je dla ubogiego i dla obcego przybysza. Ja, Pan, jestem Bogiem twoim. 11Nie będziecie kradli i nie będziecie się zapierali i nie będziecie okłamywali jeden drugiego. 12Nie będziecie fałszywie przysięgali na moje imię i nie będziesz znieważał imienia Boga swojego; Jam jest Pan. 13Nie będziesz uciskał swego bliźniego i nie będziesz go obdzierał. Nie będziesz zatrzymywał u siebie przez noc do rana zapłaty najemnika. 14Nie będziesz złorzeczył głuchemu, a przed ślepym nie będziesz kładł przeszkody, ale będziesz się bał Boga swojego; Jam jest Pan. 15Nie będziecie czynić krzywdy w sądzie; nie będziesz dawał pierwszeństwa biedakowi, ale też nie będziesz miał względów dla bogatego. Sprawiedliwie sądzić będziesz bliźniego swego. 16Nie będziesz szerzył oszczerstw wśród ludu swojego i nie będziesz nastawał na życie swego bliźniego; Jam jest Pan. 17Nie będziesz chował w sercu swoim nienawiści do brata swego. Będziesz gorliwie upominał bliźniego swego, abyś nie ponosił za niego grzechu. 18Nie będziesz się mścił i nie będziesz chował urazy do synów twego ludu, lecz będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Jam jest Pan!

III.ks.Moj 19:9-18

O 21.02.2014 o 13:07, Jacek napisał:

Jana 10:19, 20

„I znowu z powodu tych słów doszło wśród Żydów do rozdźwięku. Wielu z nich mówiło: „Ma demona i jest szalony. Czemu go słuchacie?(...)”

Jana 7:20

„(...)Tłum odpowiedział (Jezusowi): „Masz demona. (...)”

 

Świadectwo to znajdziemy we wszystkich kanonicznych ewangeliach.

 

Mateusza 12:22-24

„Potem przyprowadzili do niego człowieka, który był opętany przez demona, ślepy i niemy; i uleczył go, tak iż ów niemowa mówił i widział. A całe te tłumy niezmiernie się zdumiały i zaczęły mówić:

„Czyż to nie jest Syn Dawida?”

Słysząc to, faryzeusze powiedzieli:

„Ten człowiek nie wypędza demonów inaczej, jak tylko za sprawą Beelzebuba, władcy demonów”.”

 

Łukasza 11:14, 15

„(...)Później wypędzał niemego demona. Gdy demon wyszedł, niemowa przemówił. I zdumiały się tłumy. Ale niektórzy spośród nich rzekli:

„Wypędza demony za sprawą Beelzebuba, władcy demonów”.”

 

Marka 3:21, 22

„(...)Ale gdy o tym usłyszeli jego krewni, wyszli, by go pochwycić, bo mówili: „Postradał zmysły”. A uczeni w piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy, mówili: „Ma Beelzebuba i wypędza demony za sprawą władcy demonów”.”

Drogi Jacku są to tylko zdania wyrwane z kontekstu.

14I wypędzał demona, który był niemy. A gdy demon wyszedł, niemy przemówił. I tłum zdumiał się. 15Niektórzy zaś z nich mówili: On wypędza demony mocą Belzebuba, władcy demonów. 16Drudzy zaś, kusząc go, żądali od niego znaku z nieba. 17A On znając ich zamysły, rzekł do nich: Każde królestwo, rozdarte wewnętrznie, pustoszeje, a skłócone domy upadają. 18Jeśli więc szatan sam w sobie jest rozdarty, jak się ostanie jego królestwo, skoro mówicie, że Ja mocą Belzebuba wypędzam demony? 19Jeśli zaś Ja mocą Belzebuba wypędzam demony, to czyją mocą synowie wasi wypędzają? Dlatego oni będą sędziami waszymi. 20Jeżeli natomiast Ja palcem Bożym wypędzam demony, zaiste przyszło już do was Królestwo Boże.

Ew.Łukasza 11:14,20

20I poszedł do domu. I znowu zgromadził się lud, tak iż nie mogli nawet spożyć chleba. 21A krewni, gdy o tym usłyszeli, przyszli, aby go pochwycić, mówili bowiem, że odszedł od zmysłów. 22A uczeni w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy, mówili, że ma Belzebuba i że mocą księcia demonów wypędza demony. 23I przywoławszy ich, mówił do nich w podobieństwach: Jak może szatan szatana wypędzać? 24Jeśliby królestwo samo w sobie było rozdwojone, to takie królestwo nie może się ostać. 25A jeśliby dom sam w sobie był rozdwojony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. 26I jeśliby szatan powstał przeciwko sobie samemu i był rozdwojony, nie może się ostać, albowiem to jest jego koniec.

Ew.Marka 3:20,26

22Wtedy przyniesiono do niego opętanego, który był ślepy i niemy; i uzdrowił go, tak że odzyskał mowę i wzrok. 23I zdumiony był cały lud, i mówił: Czy nie jest to Syn Dawida? 24A gdy to usłyszeli faryzeusze, rzekli: Ten nie wygania demonów inaczej jak tylko przez Belzebuba, księcia demonów. 25A Jezus, znając ich myśli, rzekł im: Każde królestwo, rozdwojone samo w sobie, pustoszeje, i żadne miasto czy dom, rozdwojony sam w sobie, nie ostoi się. 26A jeśli szatan szatana wygania, sam z sobą jest rozdwojony; jakże więc ostoi się królestwo jego? 27A jeśli Ja przez Belzebuba wyganiam demony, synowie wasi przez kogo wyganiają? Dlatego oni będą sędziami waszymi. 28A jeśli Ja wyganiam demony Duchem Bożym, tedy nadeszło do was Królestwo Boże.

Ew.Mateusz 12:22,28

O 5.05.2015 o 09:48, Jacek napisał:

Został on napisany dziewiątego dnia jedynastego miesiąca drugiego roku ery Yumi.

Był to dzień szczerości, miesiąc miłosierdzia, kwartał zasad, półrocze wiedzy i rok pracy.

Jacku biorąc pod uwagę tą wypowiedź to wydaje mi się że dałeś się zwieść w tą ściemę z New Age lub innych religii z medytacją transtendentalną, chanelingiem i wzniesienie się w wyższy stan świadomości. Wcale bym się nie zdziwił jakbyś przynależał do jednej z loży masońskich.

Skoro taki szczery jesteś może powiesz nam więcej o swoim wyznaniu a nie będziesz tylko szykanował księgi w której tkwi prawda. I tak szczerze kojarzysz takiego gościa Nikola Tesla?? teraz każdy używa neonów, prądu zmiennego czy radia ale poczytaj sobie proszę biografię tego gościa i powiedz że był szanowanym profesorem i naukowcem a nie szaleńcem opentanym przez demony jak kreowały go media i korporację.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Cytuj

Jacku biorąc pod uwagę tą wypowiedź to wydaje mi się że dałeś się zwieść w tą ściemę z New Age lub innych religii z medytacją transtendentalną, chanelingiem i wzniesienie się w wyższy stan świadomości. Wcale bym się nie zdziwił jakbyś przynależał do jednej z loży masońskich.

haha, jak Ty mało wiesz o jacku. może najpierw go zapytaj, bo skaczesz do jakichś konkluzji jak typowy fanatyk.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, GanjaMaster napisał:

Skoro taki szczery jesteś może powiesz nam więcej o swoim wyznaniu a nie będziesz tylko szykanował księgi w której tkwi prawda.

Dziecko,  co ty możesz wiedzieć na temat tej księgi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, GanjaMaster napisał:

Czy to są słowa egocentrycznego psychopaty???.

zdecydowanie TAK, to są (wyjątkowo niepsychopatyczne) słowa psychopaty.

równie dobrze ktoś mógłby bronić pedofila pokazując film na którym daje on dziecku cukierka.

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ganja czy znasz te teksty które mówią o wymordowaniu całych narodów począwszy od starca skończywszy na niemowlęciu .Czasami upiekło się dziewicom .Dzisiaj nazywałaby się to zbrodnia ludobójstwa .Można wierzyć ,że cokolwiek kazał bóg było to wzniosłe i sprawiedliwe ale opisywane wydarzenia niczym nie odbiegają od normy ówczesnego świata .Wszystkie narody postępowały w podobny sposób ale oczywiście wypełniały wolę najwyższego .Niezależnie od tego jak go nazywali .Można się burzyć gdy się słyszy taką opinię ,że Bóg to egocentryczny psychopata ale takiego Boga stworzyli Izraelici.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
22 godzin temu, rhundz napisał:

haha, jak Ty mało wiesz o jacku. może najpierw go zapytaj, bo skaczesz do jakichś konkluzji jak typowy fanatyk.

Nic o nim nie wiem poza tym że wyrywa zdania z kontekstu pod własne dyktando.

 

12 godzin temu, Gremczak napisał:

Dziecko,  co ty możesz wiedzieć na temat tej księgi.

Studiuję i badam Biblie już ok 3 lata tak że zdecydowanie więcej niż co poniektórzy na tym forum i mogę cię zapewnić że dzieckiem już nie jestem.

 

10 godzin temu, Sebastian napisał:

równie dobrze ktoś mógłby bronić pedofila pokazując film na którym daje on dziecku cukierka.

Odnosi się to chyba do twojej osoby

3 godziny temu, dziewiatka napisał:

Ganja czy znasz te teksty które mówią o wymordowaniu całych narodów począwszy od starca skończywszy na niemowlęciu .Czasami upiekło się dziewicom .Dzisiaj nazywałaby się to zbrodnia ludobójstwa .Można wierzyć ,że cokolwiek kazał bóg było to wzniosłe i sprawiedliwe ale opisywane wydarzenia niczym nie odbiegają od normy ówczesnego świata .Wszystkie narody postępowały w podobny sposób ale oczywiście wypełniały wolę najwyższego .Niezależnie od tego jak go nazywali .Można się burzyć gdy się słyszy taką opinię ,że Bóg to egocentryczny psychopata ale takiego Boga stworzyli Izraelici.

Przykro mi ale się z tobą nie mogę zgodzić. To nie izraelici stworzyli Boga tylko to Bóg zbudził izraelitów z potomstwa Abrachama. Co do palenia miast wraz z pełnymi spichlerzami i bydłem nie pozostawiając przy życiu żadnego mężczyzny czy kobiety, starca czy niemowlęcia to prawda ale nie można oskarżać Boga za decyzję ludzi. Każdy z nas ma wybór i wolną wolę i nawet dzisiaj w niktórych państwach dalej stosują karę śmierci i nikt nie potępia sędziego a dlaczego?? Bo takie jest prawo. To Bóg jest stwórcą i prawodawcą dlatego nie rozumiem dlaczego was to dziwi. My jako ludzie robimy dokładnie to samo skoro tworzymy maszyny a kiedy nie działają tak jak chce ich twórca zostają złomowane czy niszczone. Żadne z owych miast nie zostały zniszczone za darmo tak samo jak potop nie nastąpił bez przyczyny.

Pozdrawiam

P.S

To forum to jakaś ściema skoro po 1 poście nie mogę się zalogować i odpisać z własnego konta!!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, GanjaMasterPL napisał:

Studiuję i badam Biblie już ok 3 lata tak że zdecydowanie więcej niż co poniektórzy na tym forum i mogę cię zapewnić że dzieckiem już nie jestem.

 

1 godzinę temu, GanjaMasterPL napisał:

Abrachama

Najwyraźniej za krótko studiujesz biblię skoro nie zdołałeś się dowiedzieć nawet tego jak się poprawnie pisze imię tego patriarchy.

 

1 godzinę temu, GanjaMasterPL napisał:

Odnosi się to chyba do twojej osoby

Ataki personalne takie jak powyższy będą tępione z całą stanowczością.

 

 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Gandalf napisał:

Ataki personalne takie jak powyższy będą tępione z całą stanowczością.

co do zasady popieram, ale proszę aby ataków na moją osobę (takich jak np. ten):

9 godzin temu, GanjaMasterPL napisał:

Odnosi się to chyba do twojej osoby

nie kasować (można je opatrzyć jakąś krytyczną uwagą, ale nie kasować).

Motywuję to tym, że ja mam grubą skórę, a pozostawienie ataków personalnych jest o tyle pożyteczne, że pozwala czytelnikom zorientować się kto z dyskutantów dysponuje merytorycznymi argumentami a kto z braku lepszych argumentów musi atakować personalnie.

Edytowane przez Gandalf
typo

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, GanjaMasterPL napisał:

Studiuję i badam Biblie już ok 3 lata tak że zdecydowanie więcej niż co poniektórzy na tym forum i mogę cię zapewnić że dzieckiem już nie jestem.

 

Ja w tym siedzę dużo ponad 40 lat. Tak, że pod tym względem jesteś dzieckiem.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz


  • Przeglądający

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

  • Podobna zawartość

    • Przez SJ23
      Szalom Bracia i Siostry, 
      Czytam sobie spokojnie, jak pogodzony z życiem człowiek, Metro 2033 Dmitrija Głuchowskiego (polecam). W skrócie to świat, po wojnie nuklearnej, w którym niedobitki ludzkości schowały się w moskiewskim metrze i walczą o przetrwanie. W trakcie misji głównego bohatera Artema, przemierzającego labirynt Metra, napotyka on pewną sektę, która znana jest nam wszystkim. Nie są to jakieś odkrywcze spostrzeżenia. Ale zabawna jest sytuacja, w której Jehowi po zagładzie nuklearnej twierdzą, że to był Armageddon i oczekują na rychłe zbawienie. Głuchowski jest Rosjaninem i widać, że dość solidnie zna Świadków, co każe sądzić, że Rosjanie jednak bardziej odporni są na psychomanipulację amerykańską. Nigdy nie natknąłem się na tak długą wzmiankę o Świadkach w bardzo popularnej powieści. Trochę mnie to urzekło i postanowiłem podzielić się tym, w jedynym miejscu, w którym może to kogoś zainteresować.
      Wklejam poniżej fragment, jak jest zainteresowanie to wkleję więcej. 
       
       
      Żeby zakończyć wyprawę trzeba po prostu przestać iść. Ale
      teraz, w jasnym świetle obudzonej świadomości, myśl ta wydała
      mu się banalna, żałosna, nie zasługująca na uwagę. Żeby zakończyć
      wyprawę, trzeba przestać iść? No, jasne. Przestań iść, i twoja
      wyprawa się skończy. Nic prostszego. Tylko czy to jest wyjście?
      I czy to jest zakończenie wyprawy, do którego dążył?
      Często bywa, że myśl, która we śnie wydawała się genialna, po
      przebudzeniu okazuje się bezmyślnym połączeniem słów…
      – O umiłowany bracie! Nieprawość jest na twym ciele i w twojej
      duszy – usłyszał głos wprost nad sobą.
      To było dla niego tak nieoczekiwane, że i odzyskana myśl, i gorycz
      rozczarowania po jej odzyskaniu, błyskawicznie się rozpłynęły.
      Nie pomyślał nawet, żeby zwrócić uwagę na swoje otoczenie,
      tak bardzo już przywykł do tego, że ludzie rozbiegają się na
      wszystkie strony jeszcze zanim uda mu się powiedzieć chociaż
      słowo.
      – Przygarniamy wszystkich porzuconych i ubogich – ciągnął
      głos, brzmiał tak miękko, tak uspokajająco, tak łagodnie, że Artem
      nie wytrzymał, najpierw kątem oka popatrzył w lewo, potem
      rzucił ponure spojrzenie w prawo, bojąc się odkryć tam kogoś innego,
      do kogo zwraca się mówiący.
      Ale w pobliżu nikogo więcej nie było. Ten ktoś mówił do niego.
      Wtedy powoli podniósł głowę i napotkał wzrok niewysokiego,
      uśmiechniętego mężczyzny w obszernym kitlu, jasnowłosego
      i rumianego, który przyjaźnie wyciągał do niego rękę. Jakiekolwiek
      współczucie było teraz Artemowi potrzebne niczym tlen,
      więc z nieśmiałym uśmiechem też wyciągnął dłoń.
      „Dlaczego on ode mnie nie ucieka jak wszyscy pozostali?” –
      pomyślał Artem. „Jest nawet gotowy ścisnąć mi rękę. Dlaczego
      sam do mnie podszedł, kiedy wszyscy dookoła starają się być ode
      mnie jak najdalej?”
      – Pomogę ci, mój bracie! – ciągnął rumiany. – Ja i moi bracia
      damy ci schronienie i wrócimy ci twoje duchowe siły.
      Artem kiwnął tylko głową, ale jego rozmówcy starczyło i to.
      – Więc pozwól mi zabrać cię do Wieży Strażniczej, o umiłowany
      bracie – zapiał, i mocno łapiąc Artema za rękę, pociągnął
      go za sobą.
      Artem nie pamiętał drogi, zresztą nie starał się jej pamiętać.
      Zrozumiał tylko, że ze stacji poprowadzono go do tunelu,
      ale który z czterech to był, nie wiedział.
      Jego nowy znajomy przedstawił się jako brat Timofiej. Po
      drodze, zarówno na szarej, niepozornej Sierpuchowskiej, jak
      i w ciemnym głuchym tunelu, zdawał się mówić praktycznie bez
      przerwy:
      – Raduj się, o umiłowany bracie, albowiem spotkałeś mnie na
      swej drodze, i odtąd wszystko odmieni się w twoim życiu. Skończył
      się nieprzenikniony mrok twej tułaczki bez celu, albowiem
      wyszedłeś ku temu, który szukał.
      Artem nie najlepiej rozumiał, co ten miał na myśli, bo szczerze
      mówiąc jego tułaczka była daleka od zakończenia, ale zaróżowiony,
      błogosławiony Timofiej mówił tak zgrabnie i tkliwie, że
      chciało się go słuchać i słuchać, mówić z nim jednym językiem,
      dziękować mu za to, że nie odepchnął Artema, kiedy odwrócił się
      od niego cały świat.

      – Wierzysz ty w Boga prawdziwego, jedynego, bracie Artemie?
      – niby przypadkowo zainteresował się Timofiej, patrząc
      Artemowi wnikliwie w oczy.
      Artem mógł tylko odpowiedzieć nieokreślonym ruchem głowy
      i niewyraźnym burknięciem, co można było zinterpretować
      jak się chciało: i jako zgodę, i jako przeczenie.
      – To dobrze, to przecudownie, bracie Artemie – gruchał Timofiej
      – jedynie prawdziwa wiara wybawi cię od wiecznych mąk
      piekielnych i zapewni ci odkupienie twoich grzechów. Dlatego
      – zrobił surową i uroczystą minę – bo nadchodzi królestwo
      Boga naszego Jehowy, i wypełniają się święte biblijne proroctwa.
      Studiujesz Biblię, bracie?
      Artem znów coś mruknął, ale tym razem rumiany popatrzył
      na niego z pewnym powątpiewaniem.
      – Kiedy przyjdziemy do Strażnicy, przekonasz się na własne
      oczy, że badanie Świętej Księgi podarowanej nam z góry jest konieczne,
      i wielkie dobra spływają na tych, co wrócili na ścieżkę
      prawdy. Biblia to drogocenny dar Boga naszego Jehowy, można
      ją tylko porównać do listu miłującego ojca do swoich dziatek
      – dodał brat Timofiej na wszelki wypadek. – Wiesz, kto pisał
      Biblię? – nieco surowo zapytał Artema.
      Artem stwierdził, że nie ma sensu dalej udawać, i szczerze pokręcił
      głową.
      – O tym, jak i o wielu innych rzeczach, opowiedzą ci
      w Strażnicy, i otworzą się twoje oczy – przyrzekł mu brat Timofiej.
      – Wiesz, co powiedział Jezus Chrystus, syn Boży, swoim
      wyznawcom w Laodycei? – widząc, że Artem ucieka wzrokiem,
      pokręcił głową z łagodnym wyrzutem. – Jezus rzekł: „Zalecam
      wam kupić u mnie maść na oczy, byście wtarli ją w oczy i mogli
      widzieć”. Lecz Jezus mówił nie o chorobie ciała – podnosząc palec
      wskazujący podkreślił brat Timofiej, i zawiesił głos z rosnącą,
      intrygującą intonacją, która obiecywała żądnym wiedzy zadziwiający
      ciąg dalszy.

      Artem natychmiast wyraził żywe zainteresowanie.
      – Jezus mówił o ślepocie duchowej, którą koniecznie trzeba
      uzdrowić – rozwiązał zagadkę Timofiej. – Tak ty, jak i tysiące innych,
      którzy pobłądzili, wędrujecie na oślep, albowiem jesteście
      ślepi. Lecz wiara w prawdziwego Boga naszego Jehowę, to ta maść
      na oczy, od której twe powieki otworzą się szeroko i ujrzysz świat
      takim, jaki jest, albowiem fizycznie jesteś widzący, lecz duchowo
      ślepy.
      Artem pomyślał, że maść na oczy bardzo by mu się przydała
      jakieś cztery dni wcześniej. Ponieważ nic nie odpowiadał, brat
      Timofiej uznał, że ta skomplikowana idea wymaga przemyślenia,
      i przez jakiś czas milczał, pozwalając mu pojąć to, co usłyszał.
      Ale po pięciu minutach błysnęło przed nimi światło, i brat Timofiej
      przerwał rozmyślania, by oznajmić radosną wieść:
      – Widzisz te ogniki w oddali? Oto jest Strażnica. Dotarliśmy!
      Niczego, co przypominałoby strażnicę tu nie było, i Artem
      poczuł lekkie rozczarowanie. Był to zwykły, stojący pośrodku
      tunelu pociąg, którego reflektory świeciły słabo w ciemnościach,
      oświetlając najbliższe piętnaście metrów. Kiedy brat Timofiej
      i Artem zbliżyli się do pociągu, z kabiny maszynisty wyszedł
      im na spotkanie otyły mężczyzna w takim samym kitlu, objął
      rumianego i również zwrócił się do niego „umiłowany bracie”,
      z czego Artem wywnioskował, że jest to raczej figura retoryczna
      niż wyznanie miłosne.
      – Kim jest ten młodzieniec? – uśmiechając się czule do Artema,
      niskim głosem spytał grubas.
      – To Artem, nasz nowy brat, który pragnie razem z nami iść
      drogą prawdy, studiować Pismo Święte i wyrzec się Szatana – wyjaśnił
      rumiany Timofiej.
      – Tak więc pozwól stróżowi Strażnicy powitać cię, ukochany
      bracie Artemie! – zahuczał gruby, i Artema znów uderzyło, że
      i on jakby nie wyczuwa tego nieznośnego smrodu, który przenikał
      obecnie całą jego istotę.

      – A teraz – zagruchał brat Timofiej, kiedy nieśpiesznie sunęli
      przez pierwszy wagon – zanim jeszcze wejdziesz na spotkanie
      braci do Sali Królestwa, powinieneś oczyścić swoje ciało, albowiem
      Jehowa nasz czysty jest i święty, i oczekuje on, by jego
      wyznawcy zachowywali duchową, moralną i fizyczną czystość,
      a także czystość myśli. Żyjemy w nieczystym świecie – ze smutną
      miną obejrzał ubranie Artema, które faktycznie znajdowało
      się w opłakanym stanie – i aby zachować czystość w oczach
      Boga, konieczne są z naszej strony poważne starania, bracie – zakończył
      i wepchnął Artema do wyłożonej plastikowymi płytkami
      klitki, urządzonej niedaleko wejścia do wagonu. Timofiej poprosił
      go, żeby się rozebrał, a potem wręczył mu wydzielającą mdły zapach
      kostkę szarego mydła i jakieś pięć minut polewał go wodą
      z gumowego węża.
      Artem starał się nie zastanawiać, z czego było zrobione mydło.
      W każdym razie, nie tylko ścierało skórę, ale też likwidowało
      ohydny zapach, którym przesiąkło jego ciało. Po zakończeniu
      procedury brat Timofiej wydał Artemowi względnie świeży kitel,
      podobny do własnego, i spojrzał z dezaprobatą na zawieszoną na
      jego szyi łuskę, widząc w niej pogański talizman, ale ograniczył
      się tylko do pełnego wyrzutu westchnienia.
      Zadziwiające było też to, że w tym dziwnym pociągu, który od
      nie wiadomo kiedy tkwił pośrodku tunelu i służył teraz braciom
      jako schronienie, jest woda i to pod takim ciśnieniem. Ale kiedy
      Artem zainteresował się, co to za woda płynie ze szlauchu i jak
      udało się skonstruować takie urządzenie, brat Timofiej uśmiechnął
      się tylko zagadkowo i oznajmił, że chęć służenia Jehowie naprawdę
      skłania ludzi do postępków heroicznych i chwalebnych.
      Wyjaśnienie było więcej niż mętne, ale Artem musiał się nim zadowolić.
      Potem przeszli do drugiego wagonu, gdzie między twardymi
      bocznymi ławkami były wstawione długie stoły, obecnie puste.
      Brat Timofiej podszedł do człowieka, który krzątał się nad

      wielkimi parującymi garami, z których unosił się kuszący zapach,
      i wrócił z dużym talerzem jakiejś papki, która okazała się zupełnie
      zjadliwa, chociaż Artemowi do końca nie udało się określić
      jej pochodzenia.
      Kiedy pośpiesznie nabierał wytartą aluminiową łyżką gorącą
      polewkę, brat Timofiej obserwował go z tkliwością, nie przepuszczając
      okazji, by wtrącić:
      – Nie myśl, że ci nie wierzę, bracie, ale twoja odpowiedź na
      moje pytanie o wiarę w Boga naszego brzmiała niepewnie. Czyżbyś
      mógł wyobrazić sobie świat, w którym Go nie ma? Czyżby
      nasz świat mógł powstać sam z siebie, a nie zgodnie z Jego mądrą
      wolą? Czyżby nieskończona różnorodność form życia, całe piękno
      ziemi – objął podbródkiem jadalnię – wszystko to mogło
      powstać przypadkiem?
      Artem obrzucił uważnym spojrzeniem wagon, ale nie dostrzegł
      w nim innych form życia, oprócz nich samych i kucharza.
      Znów pochylił się nad miską i wydał tylko sceptyczny pomruk.
      Wbrew jego oczekiwaniom, jego niezgoda wcale nie zmartwiła
      brata Timofieja. Przeciwnie, wyraźnie się ożywił, i jego różowe
      policzki rozpalił czupurny, bojowy rumieniec.
      – Jeśli to nie przekonuje cię o Jego istnieniu – ciągnął energicznie
      brat Timofiej – to pomyśl o czymś innym. Przecież jeśli
      w tym świecie nie przejawia się Boska wola, to znaczy… – jego
      głos urwał się, jakby ze strachu, i dopiero po długiej chwili, podczas
      której Artem kompletnie stracił apetyt, zakończył: – Przecież
      to znaczy, że ludzie są pozostawieni sami sobie, i w naszym
      istnieniu nie ma żadnego sensu, i nie ma żadnego powodu, by je
      przedłużać… To znaczy, że jesteśmy całkiem sami, i nie ma komu
      się o nas troszczyć. To znaczy, że jesteśmy pogrążeni w chaosie,
      i nie ma najmniejszej nadziei na światło w końcu tunelu… W takim
      świecie życie jest straszne. W takim świecie żyć się nie da.
      Artem nic mu nie odpowiedział, ale te słowa skłoniły go do
      zadumy. Do tej pory widział swoje życie jako kompletny chaos,

      jako zlepek przypadków, pozbawionych związku i sensu. I chociaż
      mu to ciążyło, i pokusa, by uwierzyć w jakąkolwiek prostą
      prawdę, która nadałaby jego życiu sens, była wielka, uważał to
      za małoduszność, i sam, przez ból i wątpliwości, umacniał się
      w poglądzie, że jego życie nikomu innemu nie jest potrzebne, że
      każdy powinien sam przeciwstawić się absurdowi i chaosowi egzystencji.
      Zupełnie jednak nie miał ochoty kłócić się teraz z miłym
      Timofiejem.
      Nastąpił syty, spokojny, błogi stan, Artem czuł szczerą wdzięczność
      wobec człowieka, który zabrał go, zmęczonego, głodnego,
      śmierdzącego, ciepło z nim porozmawiał, a teraz go nakarmił i dał
      mu czyste ubranie. Chciał mu w jakikolwiek sposób podziękować,
      i dlatego, kiedy ten przywołał go do siebie obiecując zabrać
      go na spotkanie braci, Artem niezwykle ochoczo poderwał się
      z miejsca, całym sobą pokazując, że z największą przyjemnością
      pójdzie właśnie na to spotkanie, i w ogóle gdzie tylko Timofiej
      będzie chciał.
      Na spotkania wydzielony był sąsiedni, trzeci z kolei wagon.
      Cały był wypełniony ludźmi o najróżniejszej powierzchowności,
      w większości ubranych w te same kitle. Pośrodku wagonu znajdował
      się niewielki podest, tak że stojący na nim człowiek wznosił
      się o pół metra ponad resztę, głową dotykając prawie sufitu.
      – To ważne, żebyś teraz wszystko słyszał – mentorskim tonem
      powiedział do Artema brat Timofiej, delikatnie torując drogę
      i ciągnąc go za sobą w najgęstszy tłum.
      Mówca był dosyć stary, na pierś opadała mu szlachetna siwa
      broda, a głęboko osadzone oczy niewiadomego koloru patrzyły
      mądrze i spokojnie. Jego twarz, ani chuda, ani okrągła, pokryta
      była głębokimi zmarszczkami, lecz wyrażała nie starczą niedołężność
      i słabość, a mądrość i niepojętą siłę.
      – Starszy Jan – głosem pełnym czci szepnął do Artema brat
      Timofiej. – Masz duże szczęście, bracie Artemie, kazanie dopiero
      się zaczyna, i usłyszysz od razu kilka lekcji.

      Starszy podniósł rękę; szelesty i szepty natychmiast się urwały.
      Wtedy głębokim, dźwięcznym głosem zaczął:
      – Moja pierwsza lekcja dla was, umiłowani bracia, mówi o tym,
      jak poznać, czego chce od nas Bóg. W tym celu odpowiedzcie na
      trzy pytania: Jakie ważne wiadomości zawiera Biblia? Kto jest jej
      autorem? Dlaczego należy ją studiować?
      Jego język różnił się od zawiłej maniery mówienia brata Timofieja:
      mówił całkiem prosto, używając niewyszukanych zwrotów
      i krótkich zdań. Artema z początku to zdziwiło, ale potem rozejrzał
      się wokół i spostrzegł, że większość słuchaczy jest w stanie
      pojąć tylko takie słowa, a różowiutki Timofiej zrobiłby na
      nich nie większe wrażenie, niż stół albo ściana. Tymczasem siwy
      kaznodzieja oznajmił, że w Biblii przedstawiona jest prawda
      o Bogu: kim jest i jakie są jego prawa. Potem przeszedł do drugiego
      pytania i powiedział, że Biblię w ciągu 1600 lat pisało około
      czterdziestu różnych ludzi, lecz wszystkich ich natchnął Bóg.
      – Dlatego – zakończył starszy – autorem Biblii nie jest człowiek,
      lecz Bóg, żyjący w niebiosach. A teraz odpowiedzcie mi,
      bracia, dlaczego należy studiować Biblię? – I, nie czekając aż bracia
      odpowiedzą, sam wyjaśnił: – Ponieważ jest to poznanie Boga
      i wypełnienie Jego woli – warunek waszej wiecznej przyszłości.
      Nie wszyscy będą radzi, że studiujecie Biblię – uprzedził – ale
      nie pozwólcie nikomu wam w tym przeszkodzić! – Powiódł po
      zebranych surowym spojrzeniem.
      Nastąpiła chwila ciszy, i starzec, wziąwszy łyk wody, kontynuował.
      – Moja druga lekcja dla was, bracia, dotyczy tego, kim jest Bóg.
      W tym celu odpowiedzcie mi na trzy pytania: Kim jest prawdziwy
      Bóg i jakie jest Jego imię? Jakie są Jego główne cechy? Jak należy
      Go wysławiać?
      Ktoś z tłumu chciał odpowiedzieć na jedno z pytań, ale inni
      ostro na niego syknęli, i Jan, jak gdyby nigdy nic, zaczął odpowiadać
      sam:

      – Ludzie oddają cześć wielu rzeczom. Lecz w Biblii jest napisane,
      że jest tylko jeden prawdziwy Bóg. Stworzył wszystko, tak
      w niebie, jak i na ziemi. To On dał nam życie, więc należy czcić
      tylko Jego jedynego. Jak nazywa się prawdziwy Bóg? – podniósł
      głos starzec, robiąc pauzę.
      – Jehowa! – huknął chór wielu głosów.
      Artem z niepokojem rozejrzał się dookoła.
      – Imię Boga prawdziwego brzmi Jehowa! – potwierdził kaznodzieja.
      – Ma wiele tytułów, lecz tylko jedno imię. Zapamiętajcie
      imię naszego Boga i nazywajcie go nie po tchórzowsku, tytułem,
      a bezpośrednio, po imieniu! Kto odpowie mi teraz, jakie
      są główne atrybuty naszego Boga?
      Artem myślał, że teraz już na pewno znajdzie się w tłumie ktoś
      wystarczająco uczony, żeby odpowiedzieć na to pytanie. I stojący
      w pobliżu poważnie wyglądający chłopak podniósł rękę, żeby
      odpowiedzieć, ale starzec go uprzedził:
      – To, jaki jest Jehowa, zawarte jest w Biblii. Jego głównymi atrybutami
      są: miłość, sprawiedliwość, mądrość i siła. W Biblii jest
      napisane, że Bóg jest miłosierny, dobry, skłonny do przebaczenia,
      wielkoduszny i cierpliwy. My, podobni posłusznym dzieciom,
      powinniśmy Go we wszystkim naśladować.
      To, co powiedział, nie wywołało sprzeciwu wśród słuchaczy,
      i starzec, pogładziwszy swoją wspaniałą brodę, zapytał:
      – A teraz powiedzcie mi: Jak należy czcić naszego Boga Jehowę?
      Jehowa mówi, że powinniśmy czcić tylko Jego. Nie powinniśmy
      wielbić ikon, obrazów, symboli i modlić się do nich! Bóg
      nasz nie będzie się dzielił chwałą z nikim więcej! Obrazy nam nie
      pomogą! – przepowiadający groźnie podniósł głos.
      W tłumie odezwały się głosy zgody, a brat Timofiej, odwróciwszy
      do Artema swoją promieniejącą radością twarz, powiedział:
      – Starszy Jan to wielki orator, dzięki niemu bractwo nasze rośnie
      z każdym dniem, i poszerza się grono wyznawców prawdziwej
      wiary!

      Artem kwaśno się uśmiechnął. Na razie płomienna przemowa
      starszego Jana nie robiła na nim tak piorunującego wrażenia, jak
      na wszystkich pozostałych.
      Ale może należało posłuchać dalej?
      – W mojej trzeciej lekcji opowiem wam, kim jest Jezus Chrystus
      – rzekł starzec. – I tu pojawiają się trzy pytania: Dlaczego
      Jezus Chrystus jest nazwany pierworodnym synem Boga? Dlaczego
      przyszedł na świat jako człowiek? Co zrobi Jezus w niedalekiej
      przyszłości?
      Potem wyjaśniło się, że pierworodnym synem Boga Jezus jest
      nazywany dlatego, że był on pierwszym dziełem Boga, przed zstąpieniem
      na Ziemię był bytem duchowym i żył w Niebie. Artema
      mocno to zdziwiło – prawdziwe niebo w świadomym życiu widział
      tylko raz, owego fatalnego dnia na stacji Ogród Botaniczny.
      Ktoś mu kiedyś mówił, że być może w gwiazdach jest życie. Ale
      kaznodzieja chyba nie o tym mówił?
      Kiedy wyjaśnili tę kwestię, starszy Jan zawołał:
      – Ale kto z was powie mi, dlaczego Jezus Chrystus, syn Boży,
      przyszedł na Ziemię jako człowiek? – i zrobił dramatyczną pauzę.
      Teraz Artem zaczął już się nieco orientować, co się dzieje dookoła,
      i stało się zauważalne, kto z uczestników zalicza się do
      nowo nawróconych, a kto już od dawna uczęszcza na te lekcje.
      Weterani nigdy nie próbowali odpowiadać na pytania starszego,
      nowicjusze przeciwnie, starali się pokazać swoją wiedzę i gorliwość,
      wykrzykując odpowiedzi i machając rękami, ale tylko do
      chwili, kiedy starzec zaczynał wyjaśniać sam.
      – Nie usłuchawszy nakazu Boga, pierwszy człowiek, Adam,
      uczynił to, co w Biblii nazywa się grzechem – usłyszał z oddali
      głos starszego. – Dlatego Bóg uczynił Adama śmiertelnym.
      Adam stopniowo zestarzał się i umarł, ale przekazał grzech
      wszystkim swoim dzieciom, i dlatego my też starzejemy się, chorujemy
      i umieramy. I wtedy Bóg posłał swojego pierworodnego
      syna, Jezusa, żeby ten nauczył ludzi prawdy o Bogu, zachowując

      własną bezgrzeszność, dał ludziom przykład i ofiarował własne
      życie, żeby wyzwolić ludzkość od grzechu i śmierci.
      Artemowi ta idea wydała się bardzo dziwna. Po co było najpierw
      karać wszystkich śmiercią, by potem poświęcać własnego
      syna, żeby wszystko było znów jak na początku? I to przy założeniu,
      że jest się wszechmocnym?
      – Jezus wrócił do Nieba, wskrzeszony, jako byt duchowy. Później
      Bóg ogłosił go Królem. Wkrótce Jezus usunie z Ziemi wszelkie
      zło i cierpienie! – obiecał starzec. – Ale o tym po modlitwie,
      umiłowani bracia!
      Zebrani posłusznie schylili głowy i oddali się tajemniczej modlitwie.
      Teraz Artem pogrążył się w brzęczeniu wielu głosów,
      z którego można było wychwycić pojedyncze słowa, jednak ogólny
      sens wciąż mu się wymykał. Po pięciominutowej modlitwie
      bracia zaczęli ożywioną rozmowę, przeżywając widocznie duchowe
      uniesienie. Artemowi zrobiło się ciężko na sercu, ale na razie
      zdecydował się zostać, bo najbardziej przekonująca część lekcji
      mogła być jeszcze przed nim.
      – A w mojej czwartej lekcji powiem wam, kto to taki Szatan
      – obrzucając stojących wokół pełnym mrocznego ognia
      wzrokiem, ostrzegawczo oznajmił starszy. – Wszyscy są na to
      gotowi? Wszyscy, bracia, jesteście wystarczająco silni duchem,
      żeby o tym posłuchać?
      Teraz już na pewno trzeba było odpowiadać, ale Artem nie
      wyrzekł ani słowa. Skąd miał wiedzieć, czy ma wystarczająco
      mocnego ducha, jeśli nie wiadomo, o czym będzie mowa?
      – I znów trzy pytania: Skąd się wziął Szatan, czyli Diabeł? Jak
      Szatan oszukuje ludzi? Dlaczego musimy sprzeciwić się Diabłu?
      Artem puścił mimo uszu prawie całą odpowiedź na to pytanie,
      zastanawiając się, gdzie teraz jest i w którym kierunku ma
      stąd iść. Usłyszał jedynie, że główny grzech Szatana zawierał się
      w tym, że ten zechciał, by oddawano mu cześć, która według prawa
      należy się Bogu. I jeszcze w tym, że zwątpił, czy Bóg właściwie

      panuje i dba o interesy wszystkich swoich poddanych, a także czy
      choć jeden człowiek jest bezgranicznie oddany Bogu. Język starca
      wydawał się teraz Artemowi bardzo urzędowy i nie nadający
      się do dyskutowania takich kwestii. Brat Timofiej od czasu do
      czasu spoglądał na niego, bezskutecznie próbując odkryć na jego
      twarzy choć iskierkę zapowiadającą rychłe oświecenie, ale Artem
      robił się tylko coraz bardziej ponury.
      – Szatan oszukuje ludzi, aby to jego czcili – głosił tymczasem
      starzec. – Trzy są sposoby oszustwa: kłamliwa religia, spirytyzm
      i nacjonalizm. Jeśli religia głosi kłamstwa o Bogu, służy ona celom
      Szatana. Wyznawcy kłamliwych religii mogą szczerze sądzić,
      że czczą prawdziwego Boga, ale w rzeczywistości służą oni Szatanowi.
      Spirytyzm, gdy ludzie przyzywają duchy, aby ich chroniły,
      szkodziły innym ludziom, przepowiadały przyszłość i czyniły
      cuda. Za wszystkim tym stoi zła siła, Szatan! – głos starca zadrżał
      od nienawiści i obrzydzenia. Poza tym, Szatan oszukuje ludzi budząc
      w nich skrajną narodową dumę i sprawiając, że czczą organizacje
      polityczne – starszy ostrzegawczo wzniósł palec. – Ludzie
      niekiedy uważają, że ich naród lub rasa jest lepsza od innych. Ale
      to nieprawda.
      Artem potarł szyję, na której wciąż jeszcze widniała czerwona
      blizna, i odkaszlnął. Z tym ostatnim nie mógł się nie zgodzić.
      – Istnieje pogląd, że problemy ludzkości zlikwidują organizacje
      polityczne. Ci, którzy w to wierzą odrzucają Królestwo Boże.
      Lecz problemy ludzkości rozwiąże tylko Królestwo Jehowy. A teraz
      opowiem wam, bracia, dlaczego trzeba sprzeciwiać się Diabłu.
      Żeby sprawić, byście odeszli od Jehowy, Szatan może się uciec do
      prześladowań i oporu. Ktoś z waszych bliskich może rozgniewać
      się na was za to, że studiujecie Biblię. Inni mogą zacząć się z was
      śmiać. Lecz komu jesteście zobowiązani swoim życiem?! – spytał
      starzec i w jego głosie zabrzmiała stal. – Szatan chce was zastraszyć!
      Żebyście przestali uczyć się o Jehowie! Nie pozwólcie
      Szatanowi być górą! – głos Jana zagrzmiał niczym uderzenia
      gromu. – Sprzeciwiając się Diabłu, pokażecie Jehowie, że chcecie
      Jego panowania!
      Tłum zawył w zachwycie.
      Skinieniem ręki starszy Jan powstrzymał powszechną histerię,
      aby zakończyć spotkanie ostatnią, piąta lekcją.
      – Co Bóg zaplanował dla Ziemi? – zwrócił się do słuchaczy
      rozkładając ręce. – Jehowa stworzył Ziemię, aby wiecznie i szczęśliwie
      żyli na niej ludzie! Chciał, by Ziemię zasiedlała radosna
      i pobożna ludzkość. Ziemia nigdy nie zostanie zniszczona. Ona
      będzie istnieć wiecznie!
      Artem nie wytrzymał i prychnął, i natychmiast padły na niego
      gniewne spojrzenia, a brat Timofiej pogroził mu palcem.
      – Pierwsi ludzie, Adam i Ewa, zgrzeszyli, z rozmysłem naruszając
      prawo Boga – ciągnął mówca. – Dlatego Jehowa wygnał
      ich z raju, i raj został utracony. Lecz Jehowa nie zapomniał, po
      co stworzył Ziemię. Obiecał zmienić ją w raj, w którym ludzie
      będą żyć wiecznie. Jak Bóg wypełni swój plan? – starzec spytał
      sam siebie.
      Sądząc po przeciągającej się pauzie, teraz miał nastąpić kluczowy
      moment kazania, i Artem cały zamienił się w słuch.
      – Zanim Ziemia stanie się rajem, należy usunąć złych ludzi
      – rzekł złowieszczo Jan. – Naszym przodkom obiecano, że
      oczyszczenie nastąpi podczas Armagedonu – Bożej wojny o unicestwienie
      zła. Potem Szatan zostanie spętany na tysiąc lat. Nie
      będzie nikogo, kto by szkodził Ziemi. Wśród żywych zostanie
      tylko lud Boga! Przez tysiąc lat nad światem będzie panował Król
      Chrystus Jezus! – starzec przeniósł pałające spojrzenie na pierwsze
      rzędy słuchaczy. – Czy rozumiecie, co to znaczy? Boża wojna
      o unicestwienie zła już się skończyła! To, co stało się z tą grzeszną
      Ziemią – to właśnie Armagedon! Zło zostało wypalone! Zgodnie
      z proroctwem przeżyje tylko lud Boga. To my, mieszkańcy
      metra, jesteśmy ludem Bożym! To my przeżyliśmy Armagedon!
      Nastanie Królestwo Boże! Wkrótce nie będzie ani starości, ani
      chorób, ani śmierci! Chorzy uwolnią się od cierpień, starzy znów
      staną się młodzi! Podczas tysiącletniego panowania Jezusa wierni
      Bogu ludzie zmienią Ziemię w raj, Bóg wskrzesi do życia miliony
      umarłych!
      Artem wspomniał rozmowę Suchego z Hunterem o tym, że
      poziom promieniowania na powierzchni nie zmaleje przynajmniej
      przez pięćdziesiąt lat, o tym, że ludzkość jest zgubiona, że
      pojawiły się inne gatunki… Starzec nie wyjaśnił, jak to dokładnie
      się stanie, że powierzchnia Ziemi przeobrazi się w kwitnący raj.
      Artem miał ochotę spytać go jakie to potworne rośliny będą
      kwitnąć w tym napromieniowanym raju, i jacy ludzie ośmielą się
      wyjść na górę, żeby go zasiedlić, i czy jego rodzice byli dziećmi
      Szatana, i za to zginęli w wojnie o unicestwienie zła, ale nie powiedział
      nic. Wypełniła go taka gorycz i takie niedowierzanie, że
      oczy zaczęły go piec i poczuł ze wstydem, że po policzku spływa
      mu łza. Zebrał siły i powiedział tylko jedno:
      – A niech pan powie, co Jehowa, nasz prawdziwy Bóg, mówi
      o bezgłowych mutantach?
      Pytanie zawisło w powietrzu. Starszy Jan nie zaszczycił Artema
      nawet spojrzeniem, ale stojący w pobliżu obejrzeli się na niego
      z przestrachem i obco, a wokół niego od razu zrobiło się pusto,
      jakby znów zaczął śmierdzieć. Brat Timofiej chciał go wziąć za
      rękę, ale Artem się mu wyrwał i, odpychając tłoczących się braci,
      zaczął się przeciskać do wyjścia. Kilka razy próbowali podstawić
      mu nogę, raz ktoś nawet uderzył go pięścią w plecy, w ślad za nim
      niosły się wzburzone szepty.
      Wydostał się z Sali Królestwa i ruszył przez jadalnię. Teraz
      przy stołach było dużo ludzi, przed którymi stały puste aluminiowe
      miski. Pośrodku działo się coś ciekawego, i wszystkie oczy
      były skierowane właśnie tam.
      – Bracia, zanim przystąpimy do posiłku – mówił niepozorny
      chudy człowiek z krzywym nosem – posłuchajmy małego Dawida
      i jego historii, która dopełni dzisiejszą przypowieść o przemocy.
      Usunął się na bok i jego miejsce zajął pulchny chłopczyk z wąskim
      nosem i przyczesanymi płowymi włosami.
      – On był rozgniewany i chciał mnie zbić – zaczął Dawid tonem,
      którym dzieci zwykle deklamują wyuczone na pamięć wierszyki.
      – Pewnie po prostu dlatego, że byłem mały. Cofnąłem
      się i krzyknąłem: „Stój! Zaczekaj! Nie bij mnie! Przecież nic ci
      nie zrobiłem. W czym ci zawiniłem? Powiedz lepiej, co się stało?”
      – twarz Dawida przybrała wyuczony uduchowiony wyraz.
      – I co ci powiedział ten straszny zbój? – wtrącił wzburzony
      chudzielec.
      – Okazało się, że ktoś ukradł mu śniadanie, i po prostu wyładował
      swój gniew na pierwszej napotkanej osobie – wyjaśnił Dawid,
      ale coś w jego głosie kazało wątpić, czy sam dobrze rozumie
      sens tego, co właśnie powiedział.
      – I co zrobiłeś? – budując napięcie naciskał chudy.
      – Powiedziałem mu po prostu: „Bijąc mnie, nie odzyskasz
      swojego śniadania”, i zaproponowałem, żebyśmy razem poszli do
      brata kucharza i opowiedzieli mu o tym, co się stało. Poprosiliśmy
      o jeszcze jedno śniadanie dla niego. Uścisnął mi potem rękę i już
      zawsze się ze mną przyjaźnił.
      – Czy jest tu obecny ten, który skrzywdził małego Dawida?
      – spytał chudy głosem prokuratora.
      W górę natychmiast powędrowała czyjaś ręka i potężny dwudziestoletni
      chłopak, z głupim i złośliwym wyrazem twarzy,
      zaczął przeciskać się w kierunku zaimprowizowanej sceny, żeby
      opowiedzieć, jakie to cudowne działanie miały słowa małego
      Dawida. Nie szło mu to łatwo, malec miał wyraźnie większą
      zdolność zapamiętywania słów, których znaczenia nie rozumiał.
      Kiedy przedstawienie dobiegło końca, a małego Dawida i skruszonego
      brutala pożegnano brawami, chudy facet znów stanął na
      ich miejscu i zwrócił się serdecznie do słuchaczy:
      – Tak, łagodne słowa posiadają ogromną siłę! Jak jest napisane
      w Księdze Przysłów, język łagodny kości łamie. Miękkość
      i łagodność nie są słabością, umiłowani bracia, za miękkością kryje
      się ogromna siła woli! I przykłady z Pisma Świętego tego dowodzą…
      – znajdując w zatłuszczonej książce potrzebną stronicę,
      zaczął uduchowionym głosem odczytywać jakąś przypowieść.
    • Przez Gremczak
      Jak to możliwe ,że ja po sześciu dniach nie czuję zmęczenia i nie muszę odpoczywac tak jak Bóg?
    • Przez Loksza
      Otóż nie raz spotkałam z różną formą wyznawania swojej wiary publicznie. Oprócz Świadków Jehowy co stoją ze stojakami. Spotkałam się też z kilkoma katolikami co szczerze nie wstydzą się swojej wiary. Pamiętam w moim mieście był taki 70-letni( obecnie już parę lat nie żyje) Pan Ryszard co zaczepiał ludzi i ten kto chciał słuchał jego świadectwa nawrócenia i zawsze dawał karteczki na, których było napisane o kt godzinie jest fajna audycja w Radio Maryja.  Jakoś rok temu też spotkałam się z formą chyba "nawracania". Stojąc w kolejce w Biedronce. Stał za mną taki starszy pan. Nawet nie zwróciłam uwagi (bawiłam się w telefonie). Spojrzałam na moje produkty co leżały na taśmie ,a na nich taki medalik Matki Boskiej. HYmm wcześnie tego medalika nie było zaczęłam się oglądać, kto mógłby podrzucić . I ten pan co stał za mną po prostu znikł. Później zorientowałam się, że stoi na wyjściu spojrzał się na mnie i wyszedł.  Dobra fajnie, że znajdą się osoby co bez żadnych wpłać 5 zł to dam Ci obrazek czy karteczkę lub przekażę doświadczenie nawrócenia. Nawet nie udają, że wierzą. Po prostu wierzą i to widać gołym okiem. 
      Ale w naszym mieście bardzo drażni mnie fakt jak to cyganiaki wierzą za pieniądze. Przykład taka młoda 14-letnia cyganka stała w carrefour. Zaproponowała takiej pani obrazek św. Ta pani wzięła ten obrazek i szła dalej. A ta piękna cyganeczka zatrzymała ją i powiedziała by zapłaciła za ten obrazek. Pani, aż się zdziwiła i po prostu oddała jej ten obrazek.  Druga sytuacja była taka (zwykły człowiek nie cyganiak) zatrzymał mnie i wciskał obrazek za kase. Nie wzięłam go, bo sam fakt, że obrazków nie toleruję. Rozumiem każdy potrzebuje pieniędzy. Ale cyganiaki jak zawsze handlowali nożami i interes im szedł to przerzucili sę na Obrazki Św w tym udając osobę wierzącą(udają, bo mówią o Bogu, a życiu codziennym robią co innego). Strasznie to wygląda jak tak udają i latają z tymi obrazkami. 
    • Przez Jacek
      Szanowni Forumowicze, oglądając telewizję Broadcasting moją uwagę zwrócił wykład szanownego pana Stephena Letta. Zwłaszcza spodobał mi się przykład o strażaku ratującym z pożaru.
      Całe kazanie można zobaczyć tutaj:
      https://tv.jw.org/#pl/mediaitems/LatestVideos/pub-jwb_201706_10_VIDEO
      Poruszone tematy uważam za ważne, ale że nie zgadzam się z wszystkimi tezami pana Letta, postanowiłem moimi wątpliwościami podzielić się ze Świadkami Jehowy.
       
      Jacek Kwaśniewski Kraków 8 dzień 8 miesiąc 8 rok EY
       
      Szanowni Świadkowie Jehowy, szanowne Ciało Kierownicze, szanowny panie Stephen Lett, szanowni twórcy telewizji Broadcasting, chciałem Wam bardzo podziękować za dotychczasową działalność. Z zainteresowaniem oglądam telewizję Broadcasting i jestem wdzięczny za wszelkie dobre rady, które tam znajduję. Spodobało mi się kazanie szanownego pana Stephena Letta – Ciało Kierownicze - zatytułowane „Słuchaj ze zrozumieniem.”
      Wersetem przewodnim tego wykładu jest Mateusza 13:16:
       
      „Jednakże szczęśliwe są wasze oczy, gdyż widzą, i wasze uszy, gdyż słyszą.”
       
      Spodobały mi się przykłady użyte przez szanownego pana Stephena Letta, ale nie ze wszystkimi tezami się zgadzam. Proszę przypomnijmy sobie fragmenty tego przemówienia:
       
      „Wzrok, słuch, smak, dotyk, węch.
      Jak wiecie jest to pięć podstawowych zmysłów, w które wyposażył nas stwórca.
      Ale który z tych zmysłów ma największe znaczenie, jeżeli chodzi o możliwość uzyskania życia wiecznego?
      Czy nie słuch?”
       
      Szanowny panie Stephen Lett, zgadzam się z tym, że słuch jest ważnym zmysłem, ale czy niezbędnym do uzyskania wybawienia?
      Czy przed osobą głuchą wybawienie jest zamknięte?
      Czy nie może ona zapoznać się ze wskazówkami umożliwiającymi wybawienie za pomocą wzroku?
      Przecież w tekście przewodnim wyraźnie pisze o szczęśliwych oczach które widzą!
      A co z osobami głuchymi i ślepymi?
      Czy przy pomocy zmysłu dotyku nie mogą się one zapoznać ze wskazówkami umożliwiającymi ocalenie?
       
      Ja na przykład oglądając te przemówienie słyszałem brzmienie głosu, ale go nie rozumiałem. Gdyby nie napisy, które widziałem oczyma na nic by był mój słuch.
      Kiedy pojawiał się napis zatrzymywałem obraz i przepisywałem tekst.
      Podczas tej czynności moją uwagę przykuły miny szanownego pana Stephena Letta.
      Przepisując wykłady innych mówców podobnych min nie widziałem.
      Zaciekawiony tymi minami przypomniałem sobie lekcję z teokratycznej szkoły służby kaznodziejskiej dotyczącej mimiki. Proszę przypomnijmy fragmenty tej lekcji:
       
      Lekcja 12
      Gesty i mimika
      Co powinieneś robić?
      Myśli, uczucia i swe nastawienie staraj się wyrażać za pomocą ruchów rąk, ramion, a czasem nawet całego ciała.
      Aby wzmóc wyrazistość swych słów i przekazać uczucia, wykorzystuj grę oczu, ułożenie ust i ruchy głowy.
      Dlaczego są ważne?
      Gesty i mimika pokazują, na co chcesz położyć nacisk, i wzmacniają ładunek emocjonalny twych wypowiedzi. Mogą rozniecać uczucia w tobie samym, dzięki czemu twój głos stanie się ożywiony.
      W JEDNYCH kulturach ludzie gestykulują więcej, w innych — mniej. Ale chyba nie ma człowieka, który by w trakcie mówienia w ogóle nie zmieniał wyrazu twarzy ani nie wykonywał żadnych gestów. Dotyczy to zarówno wystąpień publicznych, jak i rozmów prywatnych...
       
      Lekcja ta natomiast przypomniała mi fragment powieści szanownego pana Witolda Gombrowicza zatytułowanej 'Ferdydurke'.
      Jest tam scena, w której postacie występujące w tej książce pojedynkują się na miny, Jeden z krytyków tak skomentował ten fragment książki:
       
      „Pojedynek na miny to z pewnością jeden z najważniejszych i najbardziej groteskowych fragmentów powieści Gombrowicza. Przywołując dawną tradycję, autor ukazuje ciągłe zmagania człowieka z formą, którą w tym wypadku reprezentuje gęba. Relacje międzyludzkie nie są bowiem czyste, a zawsze towarzyszą im określone maski. Stanowią one nie tylko komunikat, lecz również swego rodzaju wyzwanie do „pojedynku”. Na minę zawsze odpowiada się miną, gęba wymusza gębę u innych.”
       
      Krytyka krytyką, ale moim zdaniem nie powinno się jej odrywać od oryginalnego tekstu, dlatego przytoczę fragmenty tej powieści i przypomnę ten literacki pojedynek na miny:
       
      „Szaleńczy pomysł!
      Miętus wyzwał Syfona na miny.
      Wszyscy ucichli i spoglądali na niego jak na niespełna rozumu, a Syfon gotował się do ironicznej inwektywy.
      Lecz twarz Miętalskiego wyrażała taką zjadliwość diabelską, że uchwycono snadnie straszliwy realizm propozycji.
      Miny! Miny - ta broń, a zarazem tortura!
      Tym razem bój miał się toczyć na ostre!
      Niektórzy zlękli się widząc, że Miętalski wyciąga na jaw to straszne narzędzie, którym dotąd każdy posługiwał się z największą oględnością, a swobodnie i jawnie chyba tylko przy drzwiach zamkniętych i przed lustrem. (...)
      - Możecie zaczynać!
      I właśnie gdy to mówił, że ,,mogą zaczynać”, właśnie gdy powiedział, że „zaczynać mogą”, rzeczywistość przekroczyła ostatecznie swe granice, nieistotność skulminowała się w koszmar, a zdarzenie z nieprawdziwego zdarzenia stało się zupełnym snem - ja zaś tkwiłem w samym środku przyłapany jak mucha w sieci, nie mogąc się ruszyć.
      Wyglądało, jak gdyby na drodze długiego ćwiczenia osiągnięto nareszcie stopień, na którym zatraca się twarz.
      Frazes przeistoczył się w grymas, a grymas - pusty, czczy, próżny, jałowy - złapał i nie puszczał. Nie byłoby dziwne, gdyby Miętus i Syfon ujęli twarze w ręce i cisnęli na siebie - nie, nic już nie mogło być dziwne.
      Zabełkotałem: - Miejcie litość nad swymi twarzami, miejcie litość nad moją przynajmniej, twarz nie jest przedmiotem, twarz podmiotem jest, podmiotem, podmiotem! ...”
       
      Nie wiem z jakiego kraju pochodzi szanowny pan Stephen Lett. - od tego może zależeć czy miny te są stosowne czy też nie - ale zauważyłem, że minami wyróżnia się on wyraźnie od innych wykładowców Świadków Jehowy.
      Jego miny przypominają bardziej miny niektórych artystów kabaretowych niż poważnych mówców teokratycznych.
      Spotkałem się jednak ze zdaniem, że miny te, oraz ten zbyt częsty wytrzeszcz oczów mogą być spowodowane tikiem nerwowym.
      W takim przypadku zalecił bym pracę z logopedą – może coś pomoże.
      Jest to jednak moje zdanie laika.
      Od min specjalistą nie jestem.
       
      Powróćmy myślami do wykładu szanownego pana Stephena Letta i jego tezy, że najważniejszym zmysłem jest słuch.
      Czy ktoś w naszych czasach słyszy głos szanownego władcy Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa)?
      Być może są takie osoby, ale z tego co się orientuję to większość osób zapoznaje się z jego naukami za pośrednictwem tego co zostało kiedyś napisane i teraz jest zazwyczaj za pomocą wzroku odczytywane. To co sam przeczytam zazwyczaj lepiej pamiętam, ale nie ma reguły.
      Mam bardzo ulotną pamięć.
      Bardzo szybko zdarza mi się zapominać to co ktoś powiedział. Zdarza mi się przeczytać tekst dzienny, odejść na niecałą minutę i zapomnieć go całkowicie. Muszę robić notatki.
       
      Chciałbym przy tej okazji bardzo podziękować Świadkom Jehowy za cenne wskazówki na temat jak robić notatki i jak segregować zgromadzone informacje. Cenię sobie te rady i bardzo za nie dziękuję.
       
      Moim zdaniem mniej ważne jest to w jaki sposób weszliśmy w posiadanie informacji potrzebnej do wybawienia.
      Jedni mogli je usłyszeć, inni zobaczyć, jeszcze inni wyczuć palcami lub też ustami jeżeli rąk nie mają.
      Ale czy to wystarczy?
      Po pierwsze trzeba wszystkie te informacje zapamiętać, a w przypadkach takich jak ja zanotować, bo z pamięci się ulatniają.
      Ale to nie wszystko.
      Informacje te trzeba jeszcze dobrze zrozumieć.
      Jeżeli się je źle zrozumie to może się nam wydawać, że dobrze postępujemy, ale zamiast wybawienie może nas czekać zatracenie w Piekle.
      Dobrze też pamiętać o tym, że nasz słuch bywa zawodny a i mówca może powiedzieć coś niewyraźnie. Natomiast skutki tej niedoskonałości mogą być tragiczne. Z tego co napisano w środkach masowego przekazu takie nieporozumienie skończyło się śmiercią. Proszę zapoznajmy się z tym tragicznym a zarazem pouczającym doniesieniem:
       
      Tragiczny skok na bungee. 17-latka zginęła, bo źle zrozumiała akcent hiszpańskiego instruktora.
      Instruktor powiedział do dziewczyny „no jump” (nie skacz). Ona zrozumiała komendę jako „now jump” (teraz skacz). Lina nie była przywiązana.
       
      Z powyższej analizy wynika, że wiedza to stanowczo za mało.
      Potrzebny też jest rozum o czym w Biblii wyraźnie pisze:
       
      Psalm 119:33, 34; Izajasza 35:8; Przysłów 27:22
      (...)Poucz mnie, Jehowo, o drodze twoich przepisów, bym jej strzegł aż do ostatka.  Obdarz mnie zrozumieniem, bym przestrzegał twego prawa i bym się go trzymał całym sercem.
      (...)I powstanie tam gościniec, droga; i będzie zwana Drogą Świętości. Nie będzie nią chodził nieczysty. I będzie przeznaczona dla idącego tą drogą, a głupcy nie będą się po niej błąkać.
      (...)Choćbyś głupiego utarł tłuczkiem w moździerzu pośród tłuczonego ziarna, jego głupota od niego nie odejdzie.
       
      Wynika z tego, że nawet wielka wiedza zgromadzona w głowie bez jej właściwego zrozumienia może być zbytecznym balastem, a czas poświęcony na jej zdobywanie czasem straconym.
      Proszę powróćmy myślami do przemówienia szanownego pana Stephena Letta:
       
      „Co ciekawe, kościoły Babilonu Wielkiego od wieków przykładają największą wagę nie do słuchania, ale do patrzenia czy może dotykania - patrzenia na wizerunki przedstawiające Boga, dotykania ich lub całowania.”
       
      Jak już wykazałem w wielu przypadkach wzrok odgrywa większą rolę niż słuch i fakt, że w niektórych kościołach większą wagę przykłada się do patrzenia może dopomóc w wybawieniu.
      Proszę wyobraźmy sobie, że wybawienie nasze zależy od zakupów jakie musimy dokonać w supermarkecie. Poinformowano nas co też musimy kupić by dostąpić wybawienia. A lista tych produktów jest długa i szczegółowa. Na przykład jednym z produktów ma być drobno zmielony zmielony pieprz biały oraz cukier trzcinowy grubo ziarnisty. Idziemy do sklepu a tam dużo różnych pieprzów, zmielonych i całych. Cukrów też wybór jest obfity, od miałkich po gruboziarniste. A lista naszych zakupów długa. O pomyłkę łatwo. Człowiek o doskonałej pamięci problemów nie będzie miał. Ale taki jak ja, bez dokładnych notatek i umiejętności patrzenia na tę listę byłbym skazany na zatracenie w Piekle.
      Poza tym w Biblii zanotowano historię o tym, jak wzrok ratował pokąsanych przez węże Izraelitów.
       
      Liczb 21:4-9
      (...)Kiedy ciągnęli od góry Hor drogą Morza Czerwonego, by obejść ziemię Edom, dusza ludu zaczęła się męczyć wędrówką. I mówił lud przeciwko Bogu i Mojżeszowi:
      „Czemuż wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy pomarli na tym pustkowiu? Bo nie ma chleba ani wody, a nasza dusza obrzydziła sobie ten chleb godny wzgardy”.
      Toteż Jehowa posłał między lud jadowite węże i one kąsały lud, tak iż wielu z ludu Izraela umarło. W końcu lud przyszedł do Mojżesza i rzekł:
      „Zgrzeszyliśmy, gdyż mówiliśmy przeciwko Jehowie i przeciwko tobie. Wstaw się u Jehowy, żeby oddalił od nas te węże”.
      I Mojżesz zaczął się wstawiać za ludem.
      Wtedy Jehowa powiedział do Mojżesza:
      „Sporządź sobie ognistego węża i umieść go na słupie sygnałowym. A gdy ktoś zostanie ukąszony, ma na niego spojrzeć i dzięki temu pozostanie przy życiu”. Mojżesz niezwłocznie wykonał miedzianego węża i umieścił go na słupie sygnałowym; a jeśli wąż kogoś ukąsił, ten zaś utkwił wzrok w miedzianym wężu, to pozostawał przy życiu.
       
      Niewykluczone też jest, że chrześcijanie by osiągnąć wybawienie będą musieli pocałować – dotknąć ustami syna Boga:
       
      Psalm 2:11, 12
      Służcie Jehowie z bojaźnią i radujcie się ze drżeniem. Pocałujcie syna, żeby On się nie rozsierdził i żebyście nie zginęli z drogi, bo jego gniew łatwo się zapala. Szczęśliwi są wszyscy, którzy się u niego chronią.
       
      Moim zdaniem ta myśl szanownego pana Stephena Letta to najgorsza część tego kazania, Całkiem zbędna i szkodliwa. Gdybym miał to przemówienie oceniać na podstawie lekcji 33 teokratycznej szkoły Świadków Jehowy, to lekcji tej z całą pewnością bym nie zaliczył. Proszę przypomnijmy sobie fragment tej lekcji:
       
      Lekcja 33 Takt połączony ze stanowczością
      Co powinieneś robić?
      Zastanawiaj się nie tylko nad tym, co powiedzieć, ale też w jaki sposób i kiedy. Dzięki temu nikogo niepotrzebnie nie urazisz.
      Dlaczego jest ważny?
      Jeżeli taktownie głosisz dobrą nowinę, ludzie będą bardziej skłonni wysłuchać cię z otwartym umysłem. Takt pomoże ci też utrzymywać przyjazne stosunki ze współwyznawcami...
       
      Myślę jednak, że nie zaliczenie tej lekcji to za mała kara. Szanowny pan Stephen Lett jest członkiem Ciała Kierowniczego. Tego wykładu może słuchać wiele milionów Świadków Jehowy w różnym wieku. W tym małe dzieci.
      W związku z tym za karę zalecił bym siedemdziesiąt siedem razy przepisać tę lekcję do zeszytu i myślę, że wskazana by też była jakaś publiczna chłosta:
       
      Powtórzonego Prawa 25:2; Przysłów 23:13, 14
      A jeśli niegodziwy zasłuży na bicie, sędzia każe położyć go twarzą do ziemi i przed swoim obliczem wymierzyć uderzenia według liczby odpowiadającej jego niegodziwemu czynowi.
      (...)Nie szczędź chłopcu karcenia. Jeśli go zbijesz rózgą, nie umrze. Bij go rózgą, by wyzwolić jego duszę z Szeolu.
       
      Egzekucję tej kary myślę, że dobrze było by zamieścić w telewizji Broadcasting i na stronie internetowej JW Org ku przestrodze innym Świadkom Jehowy lekceważącym szkolenie pochodzące od szanownego Boga Jehowy.
      Zauważyłem bowiem u niektórych Świadków Jehowy brak taktu, który czasami też jest łączony z chamstwem i szyderstwem - w stosunku do wierzących inaczej chrześcijan lub czcicieli innych Bogów - bywa ostentacyjny.
      Jest jednak pewna wątpliwość. Jeżeli odłożymy na bok lekcje z teokratycznej szkoły Świadków Jehowy i otworzymy Biblię i przeanalizujemy kazania szanownego władcy Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa) wówczas zobaczymy, że brak taktu połączony z chamstwem i szyderstwem powinien być normą wśród chrześcijan. Czytając kazania szanownego władcy Jehoszua (Jezusa Chrystusa) zwróciłem uwagę na fakt, że w swoich kazaniach stosował On tak zwaną mowę nienawiści. Obrażał w nich ludzi oraz wyklinał. Proszę sprawdźmy w Biblii:
       
      Mateusza 23:16, 17, 26-23, 33; Łukasza 6:24, 25; 11:46
      (...)Biada wam, ślepi przewodnicy(...) obłudnicy! (…) Głupi i ślepi! (...)
      (…) Ślepy faryzeuszu (…) Biada wam, uczeni w piśmie i faryzeusze, obłudnicy!
      Przypominacie bowiem pobielane groby, które z zewnątrz wprawdzie wydają się piękne, ale wewnątrz są pełne kości zmarłych oraz wszelkiej nieczystości. Tak i wy wprawdzie z zewnątrz wydajecie się ludziom prawi, ale wewnątrz jesteście pełni obłudy i bezprawia.
      (…) Węże, pomiocie żmijowy (...)
      (…) Biada i wam, biegłym w Prawie (…) biada wam, bogacze, gdyż w pełni odbieracie swe pocieszenie. „Biada wam, którzy teraz jesteście nasyceni, gdyż będziecie głodować. „Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, gdyż pogrążycie się w żałości i będziecie płakać.
       
      Zastanawiając się nad tymi przekleństwami i wyzwiskami zwróciłem uwagę na fakt, że szanowny pan Jehoszua (Jezus Chrystus) w swych przemówieniach zrównał bez wyjątku wszystkie wymienione przez siebie klasy społeczne nie licząc się z tym, że mogą wśród nich być ludzie nie zasługujący na takie traktowanie.
      Zwyzywani zostali ludzie uczeni, religijni (faryzeusze), prawnicy, biznesmeni, którym się powiodło, oraz ludzie zadowoleni z życia i roześmiani.
      Oprócz złowróżbnych przekleństw zawartych w zwrocie 'biada wam', zwyczajnie ich obrażał przezywając ludzi takimi słowami jak pomiot żmijowy, ślepiec, głupiec, obłudnik, grób pobielany, wąż. Przekleństwa szanownego pana Jehoszua (Jezusa Chrystusa) nie ominęły też kobiet brzemiennych i karmiących:
       
      Mateusza 24:19
      (…) Biada kobietom brzemiennym i karmiącym piersią w owe dni!
       
      Dającym do myślenia jest fakt, że to zwyzywany i przeklęty przez szanownego pana Jehoszua bogaty człowiek osobiście zadbał o Jego pogrzeb:
       
      Mateusza 27:57-60
      (...)A że było późne popołudnie, przyszedł pewien bogaty człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który sam również został uczniem Jezusa. Człowiek ten poszedł do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wtedy Piłat kazał je wydać. A Józef wziął ciało, zawinął je w czystą, delikatną tkaninę lnianą i złożył je w swym nowym grobowcu pamięci, który wcześniej wykuł w masywie skalnym. I przytoczywszy duży kamień przed wejście do tego grobowca pamięci, odszedł.
       
      Również zwyzywany i wyklęty uczony faryzeusz, szanowny pan apostoł Paweł został naczelnym teologiem większości kościołów chrześcijańskich:
       
      Dzieje 22:3; 26:4-6
      (…) Jestem Żydem, urodzonym w Tarsie w Cylicji, lecz kształconym w tym mieście u stóp Gamaliela, szkolonym według rygorów Prawa przodków, gorliwym dla Boga (...)
      (…) Doprawdy, jeśli chodzi o to, jaki styl życia od samej młodości wiodłem wśród mego narodu i w Jerozolimie, wszyscy Żydzi, którzy przedtem mnie znali, od początku wiedzą — gdyby tylko chcieli świadczyć — że jako faryzeusz żyłem według najbardziej rygorystycznej sekty naszej formy oddawania czci. (...)
       
      Jakimś usprawiedliwieniem dla szanownego władcy Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa) może być możliwość, że mógł być on opętany przez Demona jak zasugerowano w Biblii:
       
      Jana 8:52
      Żydzi rzekli do niego: „Teraz już wiemy, że masz demona.(...)
       
      Szanowny władca Jehoszua (Jezus) mógł postradać zmysły jak sugerowali jego krewni:
       
      Marka 3:21
      (…) Ale gdy o tym usłyszeli jego krewni, wyszli, by go pochwycić, bo mówili:
      „Postradał zmysły”.
       
      Proszę spróbujmy podsumować ten wątek dotyczący mowy nienawiści.
      Najpierw sprecyzujmy co to jest mowa nienawiści:
      Mowa nienawiści (ang. hate speech) – używanie języka w celu znieważenia, pomówienia lub rozbudzenia nienawiści wobec pewnej osoby, grupy osób lub innego wskazanego przez mówcę podmiotu. Narzędzie rozpowszechniania antyspołecznych uprzedzeń, stereotypów i dyskryminacji ze względu na rozmaite cechy, takie jak: rasa (rasizm), pochodzenie etniczne (ksenofobia), narodowość (szowinizm), płeć (seksizm), tożsamość płciowa (transfobia), orientacja psychoseksualna (homofobia, heterofobia), wiek (ageizm), światopogląd religijny (antysemityzm, chrystianofobia, islamofobia).
      Rada Europy definiuje ten termin jako „wszystkie formy ekspresji, które rozpowszechniają, podżegają, wspierają lub usprawiedliwiają nienawiść rasową, religijną, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści wynikające z nietolerancji, łącznie z nietolerancją wyrażoną za pomocą agresywnego nacjonalizmu i etnocentryzmu, dyskryminacją i wrogością wobec przedstawicieli mniejszości, imigrantów i osób obcego pochodzenia”.
       
      Moim zdaniem szanowny władca (Jehoszua) Jezus w swoich kazaniach wytyczył złe standardy obrażania i wyzywania całych grup społecznych, nie biorąc pod uwagę faktu, że w ten sposób może krzywdzić jednostki, które na takie traktowanie nie zasłużyły.
      Taka mowa nienawiści może doprowadzić do choroby psychicznej, w skrajnych przypadkach do samobójstwa osoby pomawianej lub podjudzić do zbiorowych mordów, których naród Izraelski z rąk chrześcijan doświadczył wiele.
      W Polsce mowa nienawiści jest karalna.
      W kodeksie karnym jest wiele paragrafów, które gdyby były egzekwowane w znacznej mierze wyeliminowały by mową nienawiści. Proszę zapoznajmy się z tymi moim zdaniem pożytecznymi prawami:
       
      Art. 190
      § 1. Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona,
      podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
      § 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.
      Art. 190a
      § 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność,
      podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
      § 2. Tej samej karze podlega, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.
      § 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
      § 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 następuje na wniosek pokrzywdzonego.
      Art. 207
      § 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
      § 2. Jeżeli czyn określony w § 1 połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
      § 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
      Art. 212
      § 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
      § 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
      § 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
      § 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.
      Art. 216
      § 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
      § 2. Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
      § 3. Jeżeli zniewagę wywołało wyzywające zachowanie się pokrzywdzonego albo jeżeli pokrzywdzony odpowiedział naruszeniem nietykalności cielesnej lub zniewagą wzajemną, sąd może odstąpić od wymierzenia kary.
      § 4. W razie skazania za przestępstwo określone w § 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
      § 5. Ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego.
      Art. 256
      § 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
      § 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.
      § 3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w § 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej lub naukowej.
      § 4. W razie skazania za przestępstwo określone w § 2 sąd orzeka przepadek przedmiotów, o których mowa w § 2, chociażby nie stanowiły własności sprawcy.
      Art. 257
      Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby,
      podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
       
      Wygląda na to, że gdyby w dzisiejszych czasach szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus) wygłaszał podobne kazania mógłby trafić do więzienia jako ekstremista lub szpitala psychiatrycznego być może na oddział zamknięty uznany za człowieka obłąkanego.
      Moim zdaniem jego kazania były zbyt emocjonalne i krzywdzące jednostki, ale może właśnie takie miały być? Może chodziło o to by nimi jak najwięcej osób upokorzyć i skrzywdzić?
       
      Powróćmy myślami do wystąpienia szanownego pana Stephena Letta. Opowiedział on bardzo pouczające doświadczenie. Proszę zapoznajmy się z nim:
       
      „Wiele lat temu byłem w służbie z pewnym bratem.
      Miał powiedzieć wstęp. Bardzo się denerwował.
      Brat zapytał:
      "Jak się pani ma?".
      Odpowiedziała:
      "Niezbyt dobrze".
      A on na to:
      "To dobrze".
      I kontynuował wstęp.
      Chociaż słyszał dżwięki wydobywające się z ust tej kobiety, to jej nie słuchał - nie dotarło do niego co powiedziała.”
       
      Świetny przykład i uważam, że na czasie.
      Zauważyłem, że wielu Świadków Jehowy ma wielkie problemy ze słuchaniem.
      Bywa tak, że podczas studium odczytują jakieś objaśnienie z jakiejś publikacji objaśniającej jakieś zagadnienie i w ogóle nie słuchają.
      Nawet jak im się wykaże z Biblią w ręku, że w publikacji jest błąd zdają się tego nie słyszeć.
      Z opowieści pana wynika, że takie rzeczy dzieją się nie tylko w Krakowie.
      Myślę, że Świadkowie Jehowy powinni większy nacisk położyć na ten element swojej służby kaznodziejskiej. Mogli by na przykład problem ten uwzględnić w programie szkoły teokratycznej. Opracować jakieś scenki, w których głosiciel nie słucha i potem słucha zainteresowanego.
       
      Na przykład głosiciel naucza korzystając z publikacji, że Izraelici 14 Nisan opuścili Rameses. Dla dodania powagi swojemu nauczaniu głosiciel prosi o odczytanie fragmentu leksykonu 'Wnikliwe poznawanie Pism':
       
      *** it-2 s. 1099 ak. 6 Wyjście Izraelitów z Egiptu (exodus) ***
      Mojżesz wezwany po północy przez faraona zdążył jeszcze przed końcem 14 Nisan dotrzeć do Rameses i rozpocząć wędrówkę w kierunku Sukkot (Wj 12:29-31, 37, 41, 42).
       
      Zainteresowany odczytuje i mówi:
      Ale z tego co wiem wymarsz ten nastąpił 15 Nisan. Proszę przeczytać co pisze w Biblii i podaje biblię do odczytania:
       
      Liczb 33:3
      I wyruszyli z Rameses w miesiącu pierwszym, piętnastego dnia miesiąca pierwszego. Zaraz nazajutrz po Passze synowie Izraela wyszli z podniesioną ręką na oczach wszystkich Egipcjan.
       
      Głosiciel odczytuje i kontynuuje – tak jak przeczytaliśmy Mojżesz zdążył jeszcze przed końcem 14 Nisan dotrzeć do Rameses i wyruszyć w kierunku Sukkot.
       
      Prowadzący lekcje wykazał by jaki błąd popełnił głosiciel i poprosił o poprawne odegranie scenki.
       
      Głosiciel podobnie naucza korzystając z publikacji, że Izraelici 14 Nisan opuścili Rameses:
       
      *** it-2 s. 1099 ak. 6 Wyjście Izraelitów z Egiptu (exodus) ***
      Mojżesz wezwany po północy przez faraona zdążył jeszcze przed końcem 14 Nisan dotrzeć do Rameses i rozpocząć wędrówkę w kierunku Sukkot (Wj 12:29-31, 37, 41, 42).
       
      Zainteresowany odczytuje i mówi:
      „Ale z tego co wiem wymarsz ten nastąpił 15 Nisan. Proszę przeczytać co pisze w Biblii i podaje Biblię do odczytania:
       
      Liczb 33:3
      I wyruszyli z Rameses w miesiącu pierwszym, piętnastego dnia miesiąca pierwszego. Zaraz nazajutrz po Passze synowie Izraela wyszli z podniesioną ręką na oczach wszystkich Egipcjan.
       
      Głosiciel odczytuje i robi wielkie oczy - zdumienie pojawia się na jego twarzy.
      (Myślę, że do tej sceny szanowny pan Stephen Lett ze swoimi minami i wytrzeszczem oczu by pasował).
      Po czym głosiciel bardzo przeprasza za pomyłkę.
      Zaś po opuszczeniu zainteresowanego mówi do towarzyszącego mu głosiciela.
      „Tyle lat czytałem biblię i nie zwróciłem uwagi na tę pomyłkę. Trzeba coś z tym zrobić. Powiadomić starszych zboru i przede wszystkim napisać list do Ciała Kierowniczego by nikt tego błędu nie powtarzał.
      Ja zaś w swoim leksykonie naniosę poprawkę by już nikogo w błąd nie wprowadzać.
      Koniec sceny.
       
      Powróćmy proszę do przemówienia szanownego pana Stephena Letta. Podał on moim zdaniem bardzo dobry przykład na to jak ważne jest słuchanie, od którego może zależeć nasze wybawienie.
       
      „Wyobraź sobie, że jesteś uwięziony w płonącym budynku. Nagle pojawia się strażak, podchodzi do Ciebie i mówi:
      "Nie mam czasu powtarzać ci tego dwa razy, bo muszę ratować też pozostałych ludzi. Jest tu tylko jedna droga ucieczki. Musisz szybko zejść po schodach na dół. Gdy już tam będziesz połóż się na brzuchu i zacznij się czołgać. Nie wstawaj bo powietrze na wysokości jednego metra jest skażone trującymi gazami.
      Kieruj się w prawo, aż zobaczysz mały, wąski korytarz.
      Przeczołgaj się tamtędy.
      Na końcu korytarza jest hol. Tam wstań, skręć w lewo i wybiegnij drzwiami na zewnątrz.”
       
      Dla mnie ta krótka instrukcja mogłaby się okazać zbyt długa. Bez notatek być może poniósł bym śmierć. W dalszej części swego wykładu szanowny pan Stephen Lett zwrócił uwagę na fakt, że uczniowie szanownego władcy Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa) mieli szczęśliwe uszy. Zacytował też fragment wersetu pomijając informację o szczęśliwych oczach – być może dlatego, że nie pasował on bowiem do jego tezy, że wzrok jest mniej ważny?:
       
      Mateusza 13:16, 17
      "Szczęśliwe są (...) wasze uszy gdyż słyszą".
       
      W całości werset ten brzmi tak:
       
      Mateusza 13:16, 17
      (...)„Jednakże szczęśliwe są wasze oczy, gdyż widzą, i wasze uszy, gdyż słyszą. Bo zaprawdę wam mówię: Wielu proroków i ludzi prawych pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, ale nie ujrzało, i słyszeć to, co wy słyszycie, ale nie usłyszało.
       
      Warto tutaj dodać, że takiego szczęścia nie miały tłumy, które szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus) nauczał. Prawdziwe swoje orędzie zataił on przed większością Izraelitów. Szczęśliwe uszy mięli tylko wtajemniczone uszy jego uczniów – pozostali zaś nie mieli poznać prawdziwego celu misji szanownego władcy Chrystusa. Mieli patrzeć na próżno a słuchając mieli nie zrozumieć znaczenia:
       
      Łukasza 8:10
      (...)On zaś rzekł:
      „Wam dano zrozumieć święte tajemnice królestwa Bożego, ale dla pozostałych jest to w przykładach, żeby patrząc, patrzyli na próżno, i słuchając, nie pojęli znaczenia.
       
      Działo się to po to by nie dostąpili przebaczenia. Pisze o tym w Biblii:
       
      Marka 4:10-12
      (...)A gdy został sam, ci wokół niego wraz z dwunastoma zaczęli go pytać o te przykłady. I przemówił do nich: „Wam dano świętą tajemnicę królestwa Bożego, ale dla tych na zewnątrz wszystko dzieje się w przykładach, żeby patrząc, patrzyli, a jednak nie widzieli, i słuchając, słyszeli, a jednak nie pojęli sensu ani w ogóle nie zawrócili i nie dostąpili przebaczenia”.
       
      Proszę przypomnijmy sobie przypowieść szanownego pana Stephena Letta o strażaku.
       
      „Wyobraź sobie, że jesteś uwięziony w płonącym budynku. Nagle pojawia się strażak, podchodzi do Ciebie i mówi:
      "Nie mam czasu powtarzać ci tego dwa razy, bo muszę ratować też pozostałych ludzi. Jest tu tylko jedna droga ucieczki. Musisz szybko zejść po schodach na dół. Gdy już tam będziesz połóż się na brzuchu i zacznij się czołgać. Nie wstawaj bo powietrze na wysokości jednego metra jest skażone trującymi gazami.
      Kieruj się w prawo, aż zobaczysz mały, wąski korytarz.
      Przeczołgaj się tamtędy.
      Na końcu korytarza jest hol. Tam wstań, skręć w lewo i wybiegnij drzwiami na zewnątrz.”
       
      Wyobraźmy sobie proszę, że strażak z tej opowieści nie jest dobrym człowiekiem.
      To zły ratownik, który ma podpisaną umowę z zakładem pogrzebowym. Za każdego człowieka, który zginie w pożarze dostanie on zapłatę od zakładu pogrzebowego. Nowożytna historia Polski zna takich ratowników, którzy zamiast ratować ludzi, zabijali ich dla pieniędzy od zakładów pogrzebowych. Proszę przeczytajmy fragmenty notatki prasowej o tym informującej:
       
      „Łódzki sąd wydał wyrok w sprawie "łowców skór": jeden z sanitariuszy został skazanych na dożywocie, drugi na 25 lat pozbawienia wolności. Dwaj lekarze zostali skazani na 6 i 5 lat pozbawienia wolności.
      Reporterki "Superwizjera" TVN dotarły do bliskich ofiar zbrodniarzy z pogotowia. To, co od nich usłyszały było wstrząsające.
      "Gotowanie skóry" – nieudzielenie pomocy lub podanie pavulonu, silnego środka zwiotczającego mięśnie, który powodował śmierć, "hodowanie na skórę" – czekanie na śmierć i pilnowanie, by sprzedać zwłoki, "odpalanie" – zabójstwo i handel ciałem. Takim słownikiem posługiwali się między sobą. Mieli układ z zakładem pogrzebowym – dostarczali zwłoki, w ich języku – "skórę". Za każde zwłoki dostawali od 300 do 1800 zł. Jeden z dziennikarzy, którzy zdemaskowali morderczy proceder, mówi: "To proceder systemowy. Pogotowie kręciło się nie wokół ratowania ludzi, ale sprzedawania informacji o zgonach zakładom pogrzebowym."
      "Nie jestem w stanie zrozumieć – to nie były bandziory, tylko lekarze, ludzie, którzy ratują innym życie. Jak lekarz może zabijać dla pieniędzy?" – mówi córka pielęgniarki, którą "łowcy skór" zabili pavulonem.
      Jedną z ofiar był 71-letni krawiec operowy, który w podeszłym wieku zaczął cierpieć na napady lęku. Po jednym z takich napadów przyjechała po niego karetka.
      "Widziałam, jak sanitariusz uwijał się przy nim, a on już pewno widział w nim nieboszczyka" – mówi żona zabitego.
      Andrzej N. podał mu pavulon. (...)
      Kolejną ofiarą była emerytowana pielęgniarka, laureatka najważniejszego na świecie odznaczenia dla pielęgniarek.
      "Mama machała ręką, że nie chce do szpitala - opowiada syn. (…)”
       
      Proszę wyobraźmy sobie, że ten zły Strażak to szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus) a tym człowiekiem, którego instruuje jak ocaleć to naród Izraelski, liczący na wybawienie z pożaru. Zobaczywszy strażaka prosi go o wybawienie:
       
      Mateusza 21:9-11
      (...)Tłumy zaś, te idące przed nim i te podążające za nim, wołały:
      „Racz wybawić Syna Dawidowego! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Jehowy! Racz go wybawić na wysokościach!”
      A gdy wszedł do Jerozolimy, całe miasto było poruszone i mówiło:
      „Kto to jest?”
      Tłumy mówiły:
      „To jest prorok Jezus, z Nazaretu w Galilei!”
       
      Strażak instruuje człowieka obiecując wybawienie:
       
      Jana 5:24
      (...)Zaprawdę, zaprawdę wam mówię: Kto słyszy moje słowo i wierzy temu, który mnie posłał, ten ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz przeszedł ze śmierci do życia.
       
      Podaje mu dokładną drogę do ocalenia:
       
      „Musisz szybko zejść po schodach na dół.”
      Schody natomiast były bardzo strome i częściowo zniszczone przez pożar. Tam najłatwiej w tym momencie można było zginąć. By ocaleć należało iść po nich jak najwolniej i najostrożniej'
       
      Gdy już tam będziesz połóż się na brzuchu i zacznij się czołgać. Nie wstawaj bo powietrze na wysokości jednego metra jest skażone trującymi gazami.
      Na dole zaś był czad do wysokości jednego metra. By ocaleć trzeba było wstać na nogi:
       
      Kieruj się w prawo, aż zobaczysz mały, wąski korytarz.
      Na lewo była droga do ocalenia, ale na prawo czekały dalsze niebezpieczeństwa. Dalsze pokłady czadu. Dlatego też zły strażak radził:
       
      Przeczołgaj się tamtędy.
      Część najzdrowszych najszybszych Izraelitów przeżyła. Widzi hol o którym mówił strażak:
       
      Na końcu korytarza jest hol. Tam wstań, skręć w lewo i wybiegnij drzwiami na zewnątrz.
      Uradowani ledwie żywi Izraelici wypadają na zewnątrz, a tam czekają nich sanitariusze z pavulonem.
      Oni też są źli.
      Będą dobijać tych, których nie zabiły rady złego strażaka.
      Oni bowiem też współpracują z grabarzami i chcą również zarobić jak najwięcej pieniędzy.
       
      Proszę zastanówmy się jeszcze nad jedną kwestią.
      Wyobraźmy sobie, że ten zły strażak miał uczniów – adeptów jego prywatnej szkoły pożarniczej. Oczywiście nie informował swych uczniów, że celem jego działalności jest wzniecanie pożarów i zabijanie ludzi. Podczas pożaru przekazał uczniom instrukcje mające uśmiercić jak najwięcej osób. Posłuszni mu uczniowie skwapliwie wykonywali jego polecenia, chociaż były one sprzeczne z wiadomościami jakie wynieśli ze szkoły podstawowej. Pośród ognia, wśród krzyku płonących ofiar zapomnieli oni o elementarnych prawach fizyki. Zaufali swojemu nauczycielowi. Starszemu od nich i dużo bardziej doświadczonemu, cieszącemu się autorytetem wśród tłumów. Na dodatek przechwalał się on znajomością z najgłówniejszym w wszechświecie strażakiem.
      Powstaje pytanie – co sądzić o tych uczniach?
      Czy oni też są winni za śmierć usmażonych na schodach, lub też zaczadzonych ofiar?
      Bezsprzecznie stali się oni współuczestnikami tego wielkiego zła, ale czy też sami byli źli?
      Część z nich szczerze i autentycznie chciała pomagać ludziom. Byli jednak wśród nich i psychopaci i piromani. Czytałem już o strażakach wzniecających pożary dla swej własnej przyjemności:
       
      „Strażacy z Pomorza podpalali, by później poczuć się jak bohaterowie
      Mieli pomagać, a niszczyli. Policja zatrzymała trzech strażaków-ochotników, który okazali się podpalaczami. Grozi im do 10 lat więzienia. - Za udział w akcji otrzymywali 9 zł, ale powodem ich działań przestępczych była też chęć podniesienia poziomu adrenaliny i poczucie bycia bohaterem w czasie akcji gaśniczej - mówi policja.”
       
      Na zakończenie tego listu proszę co powiedział szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus) do 'szczęśliwych uszów' swych uczniów:
       
      Łukasza 12:49
      (...)Przyszedłem wzniecić ogień na ziemi i czego więcej mam sobie życzyć, skoro już zapłonął?
       
      Z uszanowaniem i życzeniami najlepszości, jacek ahmadeusz szatan kwaśniewski.
       
      Szanowni forumowicze, a Wam jak się spodobała przypowieść o strażaku?
      Co o niej myślicie?
  • Popularny

  • Kto obchodzi dziś urodziny

    Nikt dziś nie obchodzi urodzin.
  • Wpisy bloga