Lebioda

Moja przygoda z Organizacją

Promowane odpowiedzi

Lebioda    2482

Kamieniem do naszego ogródka

 

Odstępcy lepszego i gorszego sortu

 

Organizacja Św. J. Święcąca swoje tryumfy z początkowego okresu trzech prezesów, już nigdy nie będzie taka sama. Sześć tomów prezesa Russela, tudzież kontrowersyjny siódmy tom „Dokonana Tajemnica” stały się już tylko balastem. Publikacja „Miliony Ludzi Obecnie Żyjących Nigdy Nie Umrą” autorstwa Rutherforda, podzieliła los niechlubnej historii jak ekskluzywna budowla Beth – Sarim. Pewnie ten sam los spadnie na epokowe dzieło Knorra - „przekład biblii NW”. Na zakończenie tych moich przemyśleń, nie omieszkam też kilka kamyków wrzucić do naszego ogródka odstępców. Obawiam się, że ten prze zemnie opisany sukces odstępców, który mozolnie przebijał się przez prawie pełny wiek, może nie wytrzymać próby czasu, symptomy tego zjawiska obserwuję już od pewnego czasu.

 

Jak sięgam pamięcią jeszcze będąc czynnym w Organizacji, z odstępcami mimo wszystko utrzymywałem pewne kontakty, zresztą nie tylko ja i pomimo, że wtedy nie podzielałem ich stanowiska. Tak samo jak obecnie, przyczyny odstępstwa były różne. W większości głównymi przyczynami, to rozbieżnie rozumiane przyczyny doktrynalne pochodzące z rozłamu Rutherforda, które zapoczątkowały, a raczej ośmieliły do własnych indywidualnych przemyśleń pochodzących z indywidualnego czytania i interpretowania tekstów biblii. I jeszcze jeden walor, taki zwykły międzyludzki. Nikt z obydwu stron nikomu nie groził uśmierceniem w armagedonie

 

Do ciekawego zjawiska należy dołączyć braci spod fioletowego trójkąta, którym udało się przetrwać niemieckie obozy koncentracyjne. Pomimo tego, że w oficjalnych przekazach w powojennych zborach, przedstawiano tych jako zwycięzców, których Jehowa wyzwolił z gorejącego ogniem pieca, to wielu powróciło „okaleczonych na duchu”. Dla niektórych z tych, może jeszcze dla kogoś kto ten okres przeżył jako pisarz na bloku, opowieść o Szadrachu Meszachu i Abednego, była budująca, to dla innych, którym przyszło obsługiwać te „piece gorejące szczególnego przeznaczenia” w realu - już nie. Bez względu na kolor „plakietki” przytroczonej do pasiaka, każdemu z tych było trudno uwierzyć w moc sprawczą bóstwa od tych trzech Danielowych mędrców. Tylko znany nam „Rocznik Świadków Jehowy 1994” z wielką euforią opisuje ich powroty w roku 1945. Wielu z tych, już do końca swoich dni przeżywało duchową frustracje z bezsilności mocy Boga, któremu oddali samych siebie. Te przypadki nie były odosobnione, przylgnęło do nich odium zmęczonego starego badola, któremu pobyt w obozie mówiąc kolokwialnie nie wyszedł na „zdrowie”. Ich kierunek myślenia odtąd stał się zdecydowanie realistyczny, biblia i strażnica, w prawdzie nie odrzucane, ale oceniane krytycznie, czytane jako uzupełnienie do literatury i czasopism o charakterze popularno-naukowym. W śród tych szczególnie, ale nie tylko, zdarzały się też przypadki wykładni zupełnie świeckiego pojmowania biblii. Jednych i drugich przypadków, o których wyżej, nie zmyślam, ale były to realnie występujące postacie w moim macierzystym zborze. Żyli wprawdzie na obrzeżach Organizacji, nawet w jakiś specyficzny sposób się z nią utożsamiali, ale zawsze dzielił ich pewien „sanitarny” dystans z resztą zborową. Osobisty kontakt z nimi był wybiórczo ograniczony „na ich warunkach”. Należałem do tych przez nich „uprzywilejowanych”. Stąd moja znacząca wiedza o dręczących ich „mankamentach”. Niestety, ich dane osobowe zachowam dla siebie. Pewnie mój późniejszy rozbrat z Organizacją, miał też tam swoje prapoczątki.

 

Pomimo takiego zróżnicowania, te grupy nie dzieliły wyznawane indywidualne doktryny, ale łączyło ich wspólne „badackie” pochodzenie. Pojęcie „odstępstwo” jako takie, przynajmniej za mojej pamięci jeszcze obiegowo nie funkcjonowało, natomiast funkcjonowało określenie „stary badol”. „Starego badola” przyjmowano jako trochę zagubionego, ale jednak brata, któremu nie wzdragano się z podaniem ręki przy powitaniu, nawet jeżeli ten wyraźnie dystansował się od „badania” Strażnicy. (-) Jestem zmuszony wyjaśnić pewne nie dla wszystkich zrozumiane określenie, którym się tu posiłkuję, mianowicie chodzi o słowo: - „badol”. Nie pochodzi od botanicznego słowa „badyl”, lecz od czasownika „badać”, słowa pochodzącego od rzeczownika „badacz”. Inaczej mówiąc „Badacz Pisma Świętego” sprzed reformy Rutherforda. Ci, którzy nie uznali reformatora Rutherforda, pozostali przy tej starej nazwie, natomiast nowa nazwa to „Świadkowie Jehowy”. Ci ostatni dla odróżnienia ich od siebie, określali tamtych, po prostu „Badacze”. W późniejszym czasie zaistniało w obiegu, półżartobliwe i trochę pieszczotliwe określenie „Badol”. Słowo „odstępca” jako takie, jeszcze nie funkcjonowało w obiegu we współczesnym tego słowa znaczeniu. Jeszcze małe wyjaśnienie do słowa: „studium – studiować”, zaczęło dopiero wchodzić w powszechne używanie, ale potocznie nadal używano słowa „badać” - chodziło się na badanie strażnicy.

 

Odstępcy” we współczesnym tego słowa znaczeniu (nomenklatury), jest pojęciem wieloznacznym, ponieważ mieszczą się tu trzy zasadnicze grupy, czyli: -(1) rzeczywiści odstępcy, którzy osobiście formalnie złożyli taką deklarację, -(2) wyrzuceni z Organizacji przez komitet sądowniczy, -(3) oraz wielka rzesza tych, którzy nie odeszli z Organizacji z różnych względów i formalnie są jej członkami, ale osobiście już się z nią nie utożsamiają. Organizacja nie posiada na tych „haka”, a sami zainteresowani żadnego kroku, też nie podejmują. Moim zdaniem warto się jeszcze zastanowić jaka przyczyna ostatecznie zadecydowała, że dotychczasowy, osobnik ( płci obojga ), bez względu na rzeczywisty status „odstępcy” dotąd oddanych całkowicie Organizacji, nagle staje po drugiej stronie barierki.

 

Znalezienie tych wszystkich przyczyn byłoby świetnym materiałem co najmniej na pracę magisterską, ja chcę odnieść się zaledwie do kilku, które stały się dla mnie asumptem, do wyrażenia niepokoju co do dalszego kierunku w ogólnie pojmowanym ruchu odstępczym. Od razu powiem o co mi biega. Nie chciałbym, aby ten ruch został kiedykolwiek sformalizowany w „oddział centralny”, „terenowy”, tudzież w inne formy „zarządzania” „starszych” i „młodszych”. Byłoby to bardzo źle! Mnie przeraża coś gorszego, że ten ruch ma tendencję do podzielenia się na „lepszych” i „gorszych” odstępców. Nie bez kozery przywołałem tu w prawdzie bardzo okrojony, ale historyczny rys odstępczy, który wyłonił się w okresie trzech głównych prezesów Organizacji. W miarę moich skromnych możliwości, pokazałem jak w mojej pamięci utrwalił się ówczesny wzajemny stosunek tych dwóch grup stojących po dwu różnych stronach barykady. Nie mam zamiaru ustosunkować się do współczesnej stojakowej wspólnoty wychowanej przez Strażnicę, której już nie znam, lub jeszcze nie mam rozeznania, ale na pewno zupełnie odbiegającej od tamtej, jeszcze nie zupełnie skażonej współczesną zborową starszyzną.

 

Wracam do konkretów wyłaniających się na naszym podwórku. Skąd zaświtała by u mnie obawa o ten odstępczy ruch, gdyby nie wynikało to z oczywistych faktów. Typowym przykładem jest tu ruch wyzwolonych co skończyło się dość niefortunnie. Nie mam zamiaru rozkładać tego wydarzenia na czynniki pierwsze, ani też wytykać kogokolwiek palcem, ale wskazać na sam fakt, czego symptomy można było zauważyć już wcześniej, jeżeli uważnie czytało się posty na Forum. Powyższy przykład przywołuję tylko jako motto do tematu, na którego chcę zwrócić moją obawę. Jak już wcześniej zasygnalizowałem, w tej naszej „Forumowej Piaskownicy”, lub jak kto woli Forumowych Piaskownicach, widać dość wyraźny trend do różnicowania tej odstępczej populacji pod względem tego lepszego i gorszego sortu ze wskazaniem jednak na kierunek kreacjonizmu, jako sort lepszy i jedynie słuszny tym bardziej, że z „premedytacją” przez ten gorszy sort „prześladowany”. Prześladowanie ma być tym wyznacznikiem potwierdzającym jego uznanie przez sferę niebiańską. Obawiam się, co do niektórych (obym się mylił), że fanatyzm prześladowczy staje się ich obsesją. Mam tu na myśli faceta, którego czytelnik się domyśla, a potrzebującego prześladowania jak spragniony na pustyni wody. Jeżeli guza nie może znaleźć tak zwyczajnie na ulicy, to wchodzie brutalnie na odstępcze fora i zadaje pytanie: czy tu biją? Jeżeli stwierdzi, że biją, już cel osiągnął. Jakaż to dla niego strata, że tak późno się urodził, kiedyś o „prześladowanie” było naprawdę łatwiej.

 

Dość wyraźnie w tej kwestii wypowiada się Forumowicz „Antykierat” stawiając kropkę nad „i” - przytoczę tę wypowiedź w całości bez mojej ingerencji:

 

 

> Od dłuższego już czasu obserwuje na tym forum krucjatę przeciw kreacjonizmowi i jego przedstawicielom. (podkreślenie - moje) Wiara w Boga jako Stworzyciela, Tego który dał początek wszystkiemu przedstawiana jest jako pogląd ludzi niedouczonych. Natomiast gloryfikowane jest bezgraniczne zaufanie do współczesnej nauki jako najbardziej logiczne i wiarogodne. Ja jednak za Dreamerem powtarzam, że nic nie wiecie na temat początków wszechświata i za pomocą waszego boga, czyli ludzkiej nauki nigdy się nie dowiecie. Dlatego też, dopóki nie macie dowodów na powstanie wszechświata bez ingerencji Boga to wyśmiewanie tych, którzy wierzą w Stwórcę tylko dlatego, że nie możecie współcześnie potwierdzić bezpośrednich kontaktów Boga z ludźmi opisanych w Biblii jest wyrazem braku logiki, którą tak tutaj adorujecie.

Pozdrawiam więc wszystkich jaśnieoświeconych ludzką nauką i otępionych wiarą w Boga!

Ciemniak wierzący w Boga. <

 

 

Kogo na tym Forum reprezentuje „antykierat”? Zastanawiałem się nad tym nikiem. Kierat to taki stary już nie używany wehikuł rolniczy służący do napędzania prostych maszyn rolniczych. A, że „kierat” poprzedzony jest słowem „anty”, przekonywuję mnie, że Forumowicz zaanonsował się, jako ten, który będzie włączał wsteczny bieg, jeżeli cokolwiek nie będzie po jego myśli. Wprawdzie nie czytałem wszystkich jego ponad 1800 postów na forum, jednakże już tylko z tego jednego wynika, że podjął się misji, ale nie wiem czy „dołożenia” tym, z którymi nie jest mu po drodze, czy tylko „odebrać” co najmniej kilka błogosławionych ciosów na jego głowę. W prawdzie nikt nie ma obowiązku zgadzać się ze wszystkimi w każdej sprawie, to jednak zachowanie pewnej proporcji wyrażania swojej emocji, byłoby pożądane. Forumowicz usilnie chce zauważyć nasilającą się krucjatę przeciw kreacjonizmowi i jego przedstawicielom. Użycie tu słowa „krucjata”, ma podnieść rangę jego emocji, wprost bić na alarm, bo przecież biją nas i naszych i tak się podstawić aby jak najwięcej błogosławionych „ciosów” spadło na nasze głowy. Pewnie Forumowicz nie posiada zielonego pojęcia czym w historii Europy była krucjata i kto przeciw komu ją wywoływał.

 

Pomimo, że Antykieratowi od razu podnosi się adrenalina, gdy ktoś nie podziela „jego prawdy”, to ja mam poważne obawy co do kierunku w jakim pójdzie współczesna odstępcza populacja. Tę obawę wzniecił we mnie od niedawna bardzo aktywny Forumowicz, też odstępca zresztą, występujący pod nikiem „Andy78”, który na Forum wszedł z dość „śmiałym” postem zatytułowanym >,,Urojenie Ateistyczne” film dedykowany wszystkim (odstępczym) ateistom < Wprawdzie nie mam nic do zarzucenia Forumowiczowi, nawet z wieloma kierunkami jego myślenia jest mi po drodze, a gdyby nawet tak zupełnie nie było, nie jest to żaden powód, do budowania barykady i szukania sprzymierzeńców do jej obsady, dlatego dziwi mnie zaistniały spontaniczny alians „antykierat'a” z odstępcą „Andy78” przeciwko „wspólnym wrogom”, a upragnionym prześladowcom. Jak się okazało, według skali twórcy filmów grozy Alfreda Hitchcocka, „Urojenie Ateistyczne” było tylko trzęsieniem ziemi, a potem było już tylko co raz groźniej. Bratobójcza naparzanka rosła w postępie geometrycznym, ustąpić nie miał nikt zamiaru.

 

Moje próby schłodzenia rozgrzanej atmosfery, też na nic się zdały, wolałem wyjść z tej gry, ale zrodziło się u mnie czarnowidztwo co do dalszej wizji odstępczego kierunku. Odstępczość będzie rosła, co jest nieuchronne, ale odstępczość ta, będzie ewoluowała w kierunku podziału na lepszy i gorszy odstępczy sort, z ukierunkowaniem na nurt zachowawczy - kreacjonistyczny i na bardziej otwarty nurt - racjonalny. Taka wizja radykalnego podziału absolutnie mnie nie cieszy, ale wprost mnie przeraża. Ja już widzę wykopaną nową fosę dzielącą odstępców między sobą! Zdaję sobie sprawę, iż tego procesu już nikt nie zatrzyma, ostatecznie w tym przekonaniu utwierdził mnie Forumowicz „Andy78” bezprecedensowym wejściem w „Urojenia Ateistyczne”. Nie wnoszę żadnego zastrzeżenia do Forumowicza „Andy78”, ponieważ ten temat „wisiał w powietrzu”, On go tylko uruchomił. Stąd moje przemyślenia, które skłoniły mnie do opisania, zaobserwowanego prze zemnie, jak też udostępnionego mi ogólnego spektrum odstępstw na przestrzeni około stuletniej historii tej Organizacji.

 

CDN 

  • Like 5

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Brat Jaracz    4045

Dziękuję, Lebiodo, za znakomity wpis. Również jestem przeciwnikiem dzielenia odstępców na frakcje/nurty/sorty. Ktoś mógłby się uprzeć, że nasza różnorodność jest atutem - faktycznie, jest to prawda. "Jednomyślność", którą szczyci się organizacja (tak naprawdę istnieje ona tylko w teorii), najczęściej okazuje się bezmyślnością, co dostrzegają zresztą osoby z zewnątrz; zwróciła na to uwagę w innym temacie @normalnieodjazd. Mówiąc o organizacji, nie unikniemy polaryzacji "my i oni". Jesteśmy już poza układem ciążenia organizacji i pewnie 90% z nas tam nie wróci, może nawet więcej. Jesteśmy różni, będziemy się ścierać i spierać - to nasze święte prawo. Problem w tym, aby zawsze widzieć w adwersarzu człowieka i szanować jego punkt widzenia, nawet wobec całkowitej negacji tego punktu. Myślę sobie, że "spadkiem" po organizacji może być w niektórych przypadkach egocentryczne przywiązanie do własnych poglądów. Tak jak kiedyś pogardzaliśmy "katolami" czy "babilonami", tak teraz możemy odnosić się z lekceważeniem do kreacjonistów/ateistów/deistów/agnostyków. Nie tędy droga...

Część naszych rozmówców żąda od nas recepty w postaci odpowiedzi na pytanie "co dalej?". Myślę, że nie to powinno być kluczową misją odstępców. Ważniejsze jest zaprezentowanie tego, co było, a nie co ma być. Odstępcza brać powinna być sygnałem ostrzegawczym dla ludzi, którzy chcą się na dobre i złe związać z sektokorporacją, na własne życzenie wyrzec się wolności sumienia i swobody myślenia. Nasze życiorysy powinny być lekcją poglądową. A poglądy? To już indywidualna sprawa każdego z nas. Nie ma lepszych i gorszych poglądów. Są tylko te, które się nam mniej lub bardziej podobają, ale to już całkiem inna sprawa...

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
57 minut temu, Brat Jaracz napisał:

(...)  "Jednomyślność", którą szczyci się organizacja (tak naprawdę istnieje ona tylko w teorii), najczęściej okazuje się bezmyślnością, co dostrzegają zresztą osoby z zewnątrz; zwróciła na to uwagę w innym temacie @normalnieodjazd.(...) 

Bracie Jaraczu ja nie użyłam z premedytacją sformułowania „bezmyślność”.  Chodziło mi raczej o dostrzeżenie  budzącej we mnie trwogę "zaprogramowanej (właśnie) jednomyślności”, „zunifikowanej konstrukcji wszelkich wypowiedzi”, „jednolitego gustu”, „jednolitego stosunku emocjonalnego” w odniesieniu do powiedzmy kontrowersyjnych zagadnień etycznych etc. etc.  – przynajmniej artykułowanych do mnie ( tj.do osoby "ze świata"). Zdawałam sobie sprawę, że to jest niemożliwe żeby tak różni ludzi "myśleli" na każdy temat tak samo. Jednak z "jakiś powodów" czuli się w obowiązku właśnie taki zwarty ideologicznie front mi komunikować. 

To właśnie dało asumpt do wyciągnięcia takich a nie innych wniosków na temat oddziaływania  Organizacji ŚJ na "głowę ludzką" .

Bezmyślność jako taka, to coś jeszcze innego. „Coś” zdecydowanie mniej  - w moim odczuciu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
4 godziny temu, Lebioda napisał:

Kamieniem do naszego ogródka

(...)  ja mam poważne obawy co do kierunku w jakim pójdzie współczesna odstępcza populacja. Tę obawę wzniecił we mnie od niedawna bardzo aktywny Forumowicz, też odstępca zresztą, występujący pod nikiem „Andy78”, który na Forum wszedł z dość „śmiałym” postem zatytułowanym >,,Urojenie Ateistyczne” film dedykowany wszystkim (odstępczym) ateistom < Wprawdzie nie mam nic do zarzucenia Forumowiczowi, nawet z wieloma kierunkami jego myślenia jest mi po drodze, a gdyby nawet tak zupełnie nie było, nie jest to żaden powód, do budowania barykady i szukania sprzymierzeńców do jej obsady, dlatego dziwi mnie zaistniały spontaniczny alians „antykierat'a” z odstępcą „Andy78” przeciwko „wspólnym wrogom”, a upragnionym prześladowcom. Jak się okazało, według skali twórcy filmów grozy Alfreda Hitchcocka, „Urojenie Ateistyczne” było tylko trzęsieniem ziemi, a potem było już tylko co raz groźniej. Bratobójcza naparzanka rosła w postępie geometrycznym, ustąpić nie miał nikt zamiaru. (...) 

 

 Ja jednak chciałam powiedzieć, że to w przypadku forumowicza @Andy78 chyba nie do końca tak. To nie był „debiut” Andy’ego  Wcześniej przez czas dłuższy tu na forum miałam przyjemność rozmawiać sobie z Andy’m78 np. na temat mojej niewiary i Jego wiary.( nie tylko ja zresztą) Wymienialiśmy poglądy i argumenty w obfitych postach. Mam wrażenie, że żadna ze stron ( ani ja ani Andy78 ) nie czuła się „uciskana” tą konwersacją. Podobnie żadne z nas (taką mam nadzieję) nie postrzegało wypowiedzi drugiego jako jakiejś „krucjaty”

Mimo moich wręcz – opozycyjnych poglądów, Andy78 wielokrotnie wyrażał nadzieje, że „może i ja dostąpię zmartwychwstania” - co odczytywałam raczej jako wyraz sympatii jednak a nie wrogości. 

Niefortunny tytuł wątku „urojenia ateistyczne”, który Andy założył jest chyba tytułem filmu, który miał być przedmiotem dyskusji. Wątek założony był może w nadziei iż przedstawione tam „argumenty” są „nowe” np. dla mnie i reszty „racjonalistów” ( dla ułatwienia do takiego worka wrzucę- choć to nieprawdziwe określenie w tym wypadku).

 Zaczęłam oglądać linkowany film  ale nie miałam ochoty w tamtym momencie jeszcze raz dyskutować o "skomplikowaniu oka jako dowodzie na istnienie Boga" więc zaniechałam.

Nie wiem co tam Andy78 pisał ale patrząc na moje wcześniejsze z nim konwersacje „religijne” byłabym zaskoczona gdyby nagle przywdział „męczeńskie szaty”, "wzniósł barykadę"  i „zwarł front przeciwko wrogowi” (którym z niezrozumiałych powodów ja np. nagle miałabym się stać).  

Chyba, że to był efekt „śnieżnej kuli”?. Nie wiem bo nie czytałam ale spróbuję w takim razie nadrobić. 

Edytowane przez normalnieodjazd
  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gandalf    7091

Zgadzam się z wypowiedzią NO w całości i bez zastrzeżeń.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Brat Jaracz    4045
1 godzinę temu, normalnieodjazd napisał:

Bracie Jaraczu ja nie użyłam z premedytacją sformułowania „bezmyślność”.  Chodziło mi raczej o dostrzeżenie  budzącej we mnie trwogę "zaprogramowanej (właśnie) jednomyślności”, „zunifikowanej konstrukcji wszelkich wypowiedzi”, „jednolitego gustu”, „jednolitego stosunku emocjonalnego” w odniesieniu do powiedzmy kontrowersyjnych zagadnień etycznych etc. etc.  – przynajmniej artykułowanych do mnie ( tj.do osoby "ze świata"). Zdawałam sobie sprawę, że to jest niemożliwe żeby tak różni ludzi "myśleli" na każdy temat tak samo. Jednak z "jakiś powodów" czuli się w obowiązku właśnie taki zwarty ideologicznie front mi komunikować. 

To właśnie dało asumpt do wyciągnięcia takich a nie innych wniosków na temat oddziaływania  Organizacji ŚJ na "głowę ludzką" .

Bezmyślność jako taka, to coś jeszcze innego. „Coś” zdecydowanie mniej  - w moim odczuciu.

Ok, to moja interpretacja. Napisałem, że "jednomyślność [...] najczęściej okazuje się bezmyślnością", której istotą jest wyrzeczenie się własnego indywidualizmu praktycznie w każdej dziedzinie aktywności życiowej. A "najczęściej" nie oznacza jednak "zawsze". W końcu niemało jest głosicieli, którzy przełamują te schematy i idą pod prąd, choć czasami muszą za to zapłacić niewspółmiernie wysoką cenę. Inni z kolei opanowali do perfekcji sztukę podwójnego życia: oficjalnego i podziemnego. No ale jednak uporczywe trwanie na froncie jednomyślności kończy się lawirowaniem w stronę bezmyślności. To właśnie ona jest źródłem fanatyzmu i odrzucania racjonalnych argumentów.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242

A ja na przekór wszystkiemu mam nadzieję że podziały międzyodstępcze nie będą kładły się cieniem na skuteczności konkretnych działań odstępczych.

Przykładowo wszyscy chyba wiedzą że antykierat mnie nie lubi ale gdyby ten sam antykierat dopuścił taką możliwość to jestem w stanie współpracować z nim np. w akcji informowania polskich szpitali o możliwościach zwracania się (na podstawie art. 110 ustawy krio) do sądu rodzinnego o zgodę na transfuzję dla niemowlęcia.

Kiedy można zrobić coś konkretnego i kiedy liczy się ludzkie życie trzeba zapomnieć o wszelkich urazach i współpracować. Tak (być może naiwnie) sobie myślę.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Stella    1151

drogi Lebiodo bardzo mnie zaiteresowała Twoja relacja z braćmi którzy nosili fioletowe ,plakietki' w obozach. gdybyś mógł jeszcze coś o tym napisać.. temat wojny i jej wszystkich aspektów bardzo mnie interesuje. dużo na ten ten temat czytałam,ale nigdy nie były to relacja ,braci'. jedyną ,świecką' publikacją która opisywała świadków w Oświęcimiu była autorstwa Teresy Wątor Cichy tytułu nie pamiętam. osoba nie będąca świadkiem nie ,wyciągnie' sedna z osób które przeżyły. nasze publikacje nie oddają klimatu gdzyż muszą być poprawne polityczne. dlatego Twoja relacja tak mnie zaintrygowała

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Brat Jaracz    4045
1 godzinę temu, Sebastian napisał:

Kiedy można zrobić coś konkretnego i kiedy liczy się ludzkie życie trzeba zapomnieć o wszelkich urazach i współpracować. Tak (być może naiwnie) sobie myślę.

No cóż, to myślenie życzeniowe i trochę idealistyczne. Oczywiście zgadzam się co do sedna, że powinno się pracować ponad podziałami. Tyle tylko, że jeśli wykopiemy zbyt głębokie rowy, nikomu nawet nie przejdzie przez myśl, żeby zwrócić się do drugiej strony z propozycją współpracy...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gandalf    7091
28 minut temu, Brat Jaracz napisał:

jeśli wykopiemy zbyt głębokie rowy, nikomu nawet nie przejdzie przez myśl, żeby zwrócić się do drugiej strony z propozycją

:lol: A Sebastian ostatnio w pocie czoła pracował nad pogłębieniem rowu pomiędzy nim a Antykieratem, oj, pracował aż się kurzyło :D :D :D

  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
4 godziny temu, Gandalf napisał:

:lol: A Sebastian ostatnio w pocie czoła pracował nad pogłębieniem rowu pomiędzy nim a Antykieratem, oj, pracował aż się kurzyło :D :D :D

muszę nie tylko zgodzić się ze słowami celnej i trafnej krytyki, ale i wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość

nie jestem ŚJ więc nie będę zasłaniać się "niedoskonałością", ale po męsku powiem że nie jestem z samego siebie zadowolony.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lebioda    2482
Dnia 29.06.2017 o 17:17, Stella napisał:

(...)

 

Zadałaś mi bardzo trudne pytanie. Od kilku dni wracam do Twojego postu i zastanawiam się nie tyle nad tym co mam Ci odpowiedzieć, ale nad tym jak mam Ci odpowiedzieć. Stellu Pisząc ten Twój post do mnie, już odpowiedziałaś sobie na wiele dręczących Cię pytań. Poruszony przez Ciebie temat jest wyjątkowo ciemną stroną WTS-u, ten sam problem dotyczy również okresu zakazu w Polsce po 1950 roku. Tylko w obiegu ogólnym na temat tych okresów można czegoś obiektywnego dowiedzieć się od osób (autorów) z poza Organizacji. Z okresu obozów zagłady w wykonaniu faszystowskich Niemiec, do rzetelniejszych opisów jak mi jest wiadomo, to prawdopodobnie jedyna publikacja o Świadkach Jehowy pochodząca spod ręki samego komendanta obozu Rudolfa Hessa. Piszę – prawdopodobnie gdyby były inne, wykorzystałby w swojej pracy bardzo ceniony ze swojej rzetelności, autor ruchu „Badackiego” - Julian Grzesik.

 

Więcej tych opisów ukazało się zaraz po II wojnie światowej w wykonaniu „strażnicowym” w cyklu „zmierzając do celu mojego życia”. Były to – zresztą prawdziwe opowiadania, ale z założenia miały nas ukierunkować i podnosić na duchu do wytrwałej, czynnej służby na niwie pańskie. W wielu podobnych opowieściach o takim charakterze, posiłkowano się pamiętnikiem samego R. Hessa. Do tej kategorii zaliczam też opowiadanie samego Feliksa Borysa, cudownie ocalonych z obozu w Stutthofie wraz z bratem Scheiderem.

 

Jeżeli chodzi o wielu innych, może nie cudownie, też wyzwolonych, ale tylko przez szatańskie armie antyniemieckiej koalicji, tych odstawiono na obrzeże Organizacji, aby nie stwarzali chaosu w zborach. Moje osobiste relacje wprawdzie miałem z dwoma Auschwitz'akami, ale tak naprawdę tylko z jednym z nich, te relacje były bardziej ściślejsze. Z jego osobistych obozowych relacji, dowiedziałem się tylko tyle, że razem na tej samej Schtubie był z Józefem Cyrankiewiczem. Z jego relacji, tenże był określany człowiekiem pozytywnie dodatnio. To było wszystko co usłyszałem od niego na temat obozowy. Jego osobistą sylwetkę wewnętrzną, narysowałem sobie o wiele później, gdy ja sam znalazłem się na obrzeżach Organizacji, jeszcze nie wyrzuconym, ale już po „przejściach” i z własnymi przemyśleniami. Wtedy zrozumiałem, dlaczego wśród „swoich braci” nie można mówić o swoich osobistych wewnętrznych przeobrażeniach. Nikogo to nie wzrusza, a przynajmniej nikt nie jest zainteresowany Twoimi problemami jeżeli raportowane przez Ciebie godziny, nie przysparzają chwały Jehowie. Na każdy Twój problem, zawsze była jedna i tylko jedyna odpowiedź: - „co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr, a teraz jest żniwo wielkie, a robotników mało”. Czy taki nadzorca lub sługa – jak kto woli, mógł dla tych stanowić jakąkolwiek wartość? On był tylko przedłużeniem obozowego strażnika, oddziałowego kapo w obozowym baraku, ale też więziennego klucznika na pawilonie więziennego korytarza w PRL-u.

 

Brat, o którym powyżej, gdy wprowadzono w zborach studium książki, przez krótki okres prowadził studium będącej w tedy na topie książki „Prawda Was Wyswobodzi”. Lubiłem jego sposób prowadzenia. Studium było bardzo żywe i z zainteresowaniem wsłuchiwałem się w jego interpretacje tej książki. Trwało to jednak nie długo, ponieważ nie odpowiadało to wytycznym słudze obwodu. Od tej pory jego związki ze zborem stawały się marginalne, aż ustały zupełnie. Na pewien okres został nawet odłączony od zborowej społeczności, ponieważ bratu, który miał mu „pomóc w ugruntowaniu” go w wierze, zarzucił indolencje i po prostu nazwał go „cymbałem”. Ten nie był mu dłużny i natychmiast odłączył go od zboru, za lekceważący stosunek do sługi bożego. Sprawa nabrała nieprzyjemnego rozgłosu, prawie natychmiast w tej sprawie przybył aby uratować sytuację, pełniący w tym czasie obowiązki sługi obwodu znany już z innych opisów - „Olek” - i znów ten >Olek<. „Olek” załagodził spór, natychmiast przywrócił go do społeczności, ale tamten brat, już do jego mieszkania nie miał wstępu. O zajściu piszę tu bardzo skrótowo, ale relacje są znane mi szczegółowo ze wszystkich trzech stron biorących udział w tym zamieszaniu, mogłyby posłużyć za świetny humorystyczny utwór literacki, o charakterze paszkwilanckim.

 

Pomimo mojego jeszcze w tedy młodego wieku, miałem do tego brata nieograniczony wstęp, z czego korzystając sługa „Olek”, wykorzystywał mnie do ostatecznego złagodzenia relacji tego brata ze zborem. To zdanie powyżej jest trochę zbyt mocno powiedziane, bo ów brat nigdy już w zborze się nie pojawił, ale też nie zatrzasnął za sobą drzwi. Do Świadkowskiej literatury miał nieograniczony dostęp, tym bardziej, że jego żona zachowywała w Organizacji ortodoksyjny wzór żony i „niewiasty”, używając tego miana ówczesnej poprawności zborowej. Jej mąż, był zupełną odwrotnością bo jego stosunek, mówiąc bardzo delikatnie – był raczej umiarkowany. Swoją wiedzę strażnicową uzupełniał oprócz codziennej prasy z kiosku (co było już istotnym wykroczeniem), tygodnikiem „Głos Wolnych” i miesięcznikiem - „Argumenty”. Oba pisma to wydania stricte ateistyczne, z tym, że ten pierwszy był przeznaczony raczej dla mniej wymagającego czytelnika. Natomiast miesięcznik, był już pismem elitarnym. Wdawaliśmy się w pewne niuanse natury filozoficznej, ale te treści nie wywracały mojego stosunku do religii w ogóle, a szczególnie już do Organizacji. One raczej na tym etapie bardzo mi jeszcze pomagały. Na tym jednym i dobrze mi znanym szczególnym przypadku, mogłem wyrobić sobie własne zdanie o pozostałych „obozowiakach”, bo w przeciwnym razie nie byłoby potrzeby ukrywać ich na obrzeżowych zakamarkach zborowych, lub po prostu wyrzucić i puścić z wilczym biletem odstępcy. Z takim wilczym biletem, wprawdzie już z późniejszego zaciągu, ale jednak już ponad pięćdziesiąt lat niosę teraz i ja tę niezwykłą pałeczkę sztafetową. Pewnie gdyby nie ten szatańskiego pomysłu Internet, wiele „ciekawostek” tego drugiego okresu, też utknęłoby w mrokach zapomnienia ku chwale rozwijającej się Organizacji.

 

Nie wiem czy zaspokoiłem Twoją ciekawość, ale tak to już jest, że do pewnych zasobów nie przychodzi się wprost, lecz drogą okrężną, dedukcją, analogią … itp.

 

  • Like 3
  • Thanks 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
antykierat    1044
Dnia 29.06.2017 o 08:55, Lebioda napisał:

Kamieniem do naszego ogródka

Odstępcy lepszego i gorszego sortu

....Jak już wcześniej zasygnalizowałem, w tej naszej „Forumowej Piaskownicy”, lub jak kto woli Forumowych Piaskownicach, widać dość wyraźny trend do różnicowania tej odstępczej populacji pod względem tego lepszego i gorszego sortu ze wskazaniem jednak na kierunek kreacjonizmu, jako sort lepszy i jedynie słuszny tym bardziej, że z „premedytacją” przez ten gorszy sort „prześladowany”. Prześladowanie ma być tym wyznacznikiem potwierdzającym jego uznanie przez sferę niebiańską. Obawiam się, co do niektórych (obym się mylił), że fanatyzm prześladowczy staje się ich obsesją. Mam tu na myśli faceta, którego czytelnik się domyśla, a potrzebującego prześladowania jak spragniony na pustyni wody. Jeżeli guza nie może znaleźć tak zwyczajnie na ulicy, to wchodzie brutalnie na odstępcze fora i zadaje pytanie: czy tu biją? Jeżeli stwierdzi, że biją, już cel osiągnął. Jakaż to dla niego strata, że tak późno się urodził, kiedyś o „prześladowanie” było naprawdę łatwiej.

 

Dość wyraźnie w tej kwestii wypowiada się Forumowicz „Antykierat” stawiając kropkę nad „i” - przytoczę tę wypowiedź w całości bez mojej ingerencji:

 

 

> Od dłuższego już czasu obserwuje na tym forum krucjatę przeciw kreacjonizmowi i jego przedstawicielom. (podkreślenie - moje) Wiara w Boga jako Stworzyciela, Tego który dał początek wszystkiemu przedstawiana jest jako pogląd ludzi niedouczonych. Natomiast gloryfikowane jest bezgraniczne zaufanie do współczesnej nauki jako najbardziej logiczne i wiarogodne. Ja jednak za Dreamerem powtarzam, że nic nie wiecie na temat początków wszechświata i za pomocą waszego boga, czyli ludzkiej nauki nigdy się nie dowiecie. Dlatego też, dopóki nie macie dowodów na powstanie wszechświata bez ingerencji Boga to wyśmiewanie tych, którzy wierzą w Stwórcę tylko dlatego, że nie możecie współcześnie potwierdzić bezpośrednich kontaktów Boga z ludźmi opisanych w Biblii jest wyrazem braku logiki, którą tak tutaj adorujecie.

Pozdrawiam więc wszystkich jaśnieoświeconych ludzką nauką i otępionych wiarą w Boga!

Ciemniak wierzący w Boga. <

 

 

Kogo na tym Forum reprezentuje „antykierat”? Zastanawiałem się nad tym nikiem. Kierat to taki stary już nie używany wehikuł rolniczy służący do napędzania prostych maszyn rolniczych. A, że „kierat” poprzedzony jest słowem „anty”, przekonywuję mnie, że Forumowicz zaanonsował się, jako ten, który będzie włączał wsteczny bieg, jeżeli cokolwiek nie będzie po jego myśli. Wprawdzie nie czytałem wszystkich jego ponad 1800 postów na forum, jednakże już tylko z tego jednego wynika, że podjął się misji, ale nie wiem czy „dołożenia” tym, z którymi nie jest mu po drodze, czy tylko „odebrać” co najmniej kilka błogosławionych ciosów na jego głowę. W prawdzie nikt nie ma obowiązku zgadzać się ze wszystkimi w każdej sprawie, to jednak zachowanie pewnej proporcji wyrażania swojej emocji, byłoby pożądane. Forumowicz usilnie chce zauważyć nasilającą się krucjatę przeciw kreacjonizmowi i jego przedstawicielom. Użycie tu słowa „krucjata”, ma podnieść rangę jego emocji, wprost bić na alarm, bo przecież biją nas i naszych i tak się podstawić aby jak najwięcej błogosławionych „ciosów” spadło na nasze głowy. Pewnie Forumowicz nie posiada zielonego pojęcia czym w historii Europy była krucjata i kto przeciw komu ją wywoływał.

 

Pomimo, że Antykieratowi od razu podnosi się adrenalina, gdy ktoś nie podziela „jego prawdy”, to ja mam poważne obawy co do kierunku w jakim pójdzie współczesna odstępcza populacja. Tę obawę wzniecił we mnie od niedawna bardzo aktywny Forumowicz, też odstępca zresztą, występujący pod nikiem „Andy78”, który na Forum wszedł z dość „śmiałym” postem zatytułowanym >,,Urojenie Ateistyczne” film dedykowany wszystkim (odstępczym) ateistom < Wprawdzie nie mam nic do zarzucenia Forumowiczowi, nawet z wieloma kierunkami jego myślenia jest mi po drodze, a gdyby nawet tak zupełnie nie było, nie jest to żaden powód, do budowania barykady i szukania sprzymierzeńców do jej obsady, dlatego dziwi mnie zaistniały spontaniczny alians „antykierat'a” z odstępcą „Andy78” przeciwko „wspólnym wrogom”, a upragnionym prześladowcom. Jak się okazało, według skali twórcy filmów grozy Alfreda Hitchcocka, „Urojenie Ateistyczne” było tylko trzęsieniem ziemi, a potem było już tylko co raz groźniej. Bratobójcza naparzanka rosła w postępie geometrycznym, ustąpić nie miał nikt zamiaru.

 

Moje próby schłodzenia rozgrzanej atmosfery, też na nic się zdały, wolałem wyjść z tej gry, ale zrodziło się u mnie czarnowidztwo co do dalszej wizji odstępczego kierunku. Odstępczość będzie rosła, co jest nieuchronne, ale odstępczość ta, będzie ewoluowała w kierunku podziału na lepszy i gorszy odstępczy sort, z ukierunkowaniem na nurt zachowawczy - kreacjonistyczny i na bardziej otwarty nurt - racjonalny. Taka wizja radykalnego podziału absolutnie mnie nie cieszy, ale wprost mnie przeraża. Ja już widzę wykopaną nową fosę dzielącą odstępców między sobą! Zdaję sobie sprawę, iż tego procesu już nikt nie zatrzyma, ostatecznie w tym przekonaniu utwierdził mnie Forumowicz „Andy78” bezprecedensowym wejściem w „Urojenia Ateistyczne”. Nie wnoszę żadnego zastrzeżenia do Forumowicza „Andy78”, ponieważ ten temat „wisiał w powietrzu”, On go tylko uruchomił. Stąd moje przemyślenia, które skłoniły mnie do opisania, zaobserwowanego prze zemnie, jak też udostępnionego mi ogólnego spektrum odstępstw na przestrzeni około stuletniej historii tej Organizacji.

 

CDN 

Nie ma to jak dowiedzieć się u źródła. Wyjaśnię więc historie mojego nicka. Zarejestrowałem się na tym forum pod nickiem "antykierat" w proteście przeciw kieratowi organizacyjnemu i doktrynalnemu Świadków Jehowy. Tak jak pewnie większość ludzi tutaj, zabieram głos na forum kiedy czuję taką potrzebę. Gdy chciałbym podzielić się jakimiś spostrzeżeniami, wyrazić swoją opinie na dany temat, w tym również swój sprzeciw. Nigdy natomiast nie traktowałem mojej aktywności na tym forum, jako sposób na zbieranie guzów. A tym bardziej uzasadnianiem, spadania tych ciosów jako wyraz uznania Niebios, jak zasugerowałeś. Owszem dobrze wiesz, że dyskusje są czasami bardzo emocjonalne.

Odnośnie podziału na lepszy i gorszy sort odstępców. Myślę, że to jest Twoje osobiste wrażenie. Ja nie czuję się wcale lepszy tylko dlatego, że wierzę w Boga. Natomiast czytając tematy, których jest wiele w dziale "ewolucja/ateizm/nauka", zauważam zachwyt nad ateizmem i  jego wyższością na teizmem. A z tym się nie zgadzam i dlatego zabieram głos w dyskusji.  Owszem, jak najbardziej wiem czym były krucjaty. Dzisiaj już ich nikt, w pierwotnym znaczeniu nie przeprowadza ale użyłem tego określenia w znaczeniu przenośnym. Warto zwrócić też uwagę na zdecydowaną większość uczestników forum, ich tematów i wypowiedzi prezentujących ateizm i jego przewagę nad teizmem. To tak jeszcze odnośnie zachowywania proporcji wyrażania emocji i szukania sprzymierzeńców w dyskusji.

Nie chciałbym wypowiadać się za Andiego78 ale myślę, że wspomniany, założony przez niego temat "urojenie ateistyczne" jako jeden z nielicznych, takich tematów miał na celu właśnie obronę wiary w Boga jako Stwórcy wszechświata. Film , który jest tytułem wątku, uważam za świetny z wyjątkiem uzasadniania wiary w piekło, jako miejsce wiecznych męk. Pomimo tego uważam, że jako ludzie wierzący w Boga mamy zdecydowanie więcej wspólnych płaszczyzn poglądów. Co czyni nas naturalnymi "sprzymierzeńcami" w dyskusji.

Edytowane przez antykierat

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
14 minut temu, antykierat napisał:

Nie chciałbym wypowiadać się za Andiego78 ale myślę, że wspomniany, założony przez niego temat "urojenie ateistyczne" jako jeden z nielicznych, takich tematów miał na celu właśnie obronę wiary w Boga jako Stwórcy wszechświata.

myślę, że Andy78 nie powinien być oceniany przez pryzmat tego nieszczęsnego filmu propagandowego.

Owszem, Andy78 jako człowiek wierzący poparł tezy zawarte w filmie ale trzeba brać pod uwagę że Andy78 jest _niefanatycznym_ chrześcijaninem.

Kiedyś czytałem średnich lotów dowcip czym różni się chrześcijanin od szefa mafii. Szef mafii nie musi sobie brudzić rąk zabijaniem wrogów, bo za niego robią to mafijne cyngle, a chrześcijanin nie musi sobie brudzić rąk, bo w jego imieniu zemstę wykonają niebieskie cyngle ze skrzydełkami zwane aniołami Bożymi.

Andy78 nie pasuje do tego dowcipu i nie można przypisywać mu tego, aby wyczekiwał wrzucenia wszystkich forumowiczów oprócz siebie do ognia piekielnego lub ich śmierci w armagedonie lub jakiejś innej alternatywnej kary dla wszystkich inaczej wierzących.

Pamiętam że wyrażał opinię że Odjazdówka będzie zbawiona, a mnie nawet złożył życzenia "błogosławieństw od boga LPS-a";

wiadomo że moja deklaracja "wiary" w Latającego Potwora Spagetti ma charakter żartobliwy (i że do tych żartów nawiązywał Andy78), ale nie zmienia to postaci rzeczy że fanatyczny chrześcijanin nie dopuściłby do siebie nawet myśli wymieniania imienia "fałszywego boga" w życzeniach urodzinowych...

bo byłoby to "balwochwalstwo" zagrożone przysmażaniem na diabelskiej patelni lub śmiercią w armagedonie lub jakąś tam inną zemstą Jahwe lub jego syna.

Skoro zaś takie życzenia padły, to wnioskuję, że wiara Andy'ego (może być silna ale) nie jest fanatyczna.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lebioda    2482

Kamieniem do naszego Ogródka

 

Badacze” Biblii z najnowszego zaciągu

 

Twórca ruchu religijnego C. T. Russel, swoim wejściem w sferę wykładni biblii, pewnie nie zdawał sobie sprawy, że wypuścił z butelki przez wieki zakorkowanego złego dżinna. Wprawdzie był jeszcze dobry dżinn, ale C. T. Russel trafił na tego złego. Nazwą tego ugrupowania - „Badacze Pisma Świętego” spowodowało, że każdy kto z tym ruchem się spotkał, nagle poczuł w sobie misję do wykładania zapisanej treści biblii, zwanej też pismem świętym. Sama nazwa tego ugrupowania daje mu jakoby certyfikat ponieważ już z samej nazwy stał się „badaczem”. Skoro jest się badaczem, to ma się prawo, ba obowiązek wykładania, a nawet świadczenia o tym, co się zbadało.

 

Samorodnych badaczy biblii namnożyło się co niemiara. Każdy z tych, tudzież grono jego wzajemnych adoratorów wie, jak najlepiej zinterpretować każdy werset. Nie byłoby to niczym zdrożnym gdyby chodziło tylko o smak wykonania według własnego pomysłu odpowiedniej nalewki alkoholowej. W tym przypadku nie miałoby większego znaczenia, która nalewka szybciej zwala z nóg, bo po wytrzeźwieniu zawsze można wrócić do normalności. Interpretacja biblii w wykonaniu amatorskim, sprawia poważne spustoszenie w psychice jednostki, a z wytrzeźwieniem przychodzi trudniej, jeżeli w ogóle przychodzi. Naparzanka wywołana wejściem w „Urojenia Ateistyczne”, podniosła (na razie) tylko u wielu ciśnienie tętnicze i nic ponadto. Żaden z adresatów tego „Urojenia ...” nie powrócił z powrotem na łono samorodnych biblijnych badaczy, jak również nie powiększył grona tej grupy wzajemnie się uzupełniających.

 

Osobiście wyznaję mój własny pogląd, aby nie ingerować w poglądy kogokolwiek, a tym bardziej zaglądać w zakamarki duszy tym, którzy opuścili Organizacje. Z doświadczeń ubiegłych lat różnych zawirowań w russelowskim ruchu, wynika, że każdy taki okres wyzwalał nowych apologetów, nowego kierunku rozumienia biblii. Nie poczuwam się być prorokiem, ale można zauważyć, że w wielu odstępcach pozostał nostalgiczny trend do odtworzenia chociażby namiastki tego co pozostało po WTS-ie, szczególnie u tych odstępców zachowujący kreacjonistyczny pogląd. Ten trend (badania biblii bez ingerencji zewnętrznej) dość wyraźnie zarysowany, postrzega się w części wschodniej Polski, ponieważ tam, te powody odstępstwa dotyczyły głównie „technicznego” funkcjonowania wnętrza Organizacji, a nie dotyczyły eschatologii. Należy również przyjąć, że w tej część Polski „prywatny” nurt „badania” biblii nie jest czymś niezwykłym. Część Polski zachodniej bardziej liberalnej, mniej, lub wcale nie ingeruję w powody odstępstwa. Tu bardziej liczy się skąd przychodzisz, a nie dokąd zmierzasz.

 

Co dalej z tą odstępczą populacją? Najprawdopodobniej ten podział będzie współistniał ponieważ będzie skazany na siebie tak długo, aż poszczególne jednostki, a może nawet grupy tych jednostek zbudują swój własny „okręt”i pożeglują do własnej wymarzonej „przystani”. Jeżeli tą przystanią będzie liberalnie wyzwolony umysł, będą brać z tego życia na tej planecie to, co jest możliwe i będzie w zasięgu ich własnej możliwości. Natomiast w przystani dla ortodoksów biblijnych, odejście od Organizacji jest tylko wymianą powozu na inny, których na tej przystani jest do wyboru i do koloru. Symptomatyczne jest jednak to, że ortodoksi biblijni po przejściach z Organizacją, najczęściej budują własny pojazd według własnego pomysłu. Nie sposób wymienić tu każdy przypadek, ale w większości z moich obserwacji, lat mojej młodości, przeistaczali się w samotnych żeglarzy. Ich mapą nawigacyjną pozostawała biblia, odczytywana jednak według nabytych umiejętności „strażnicowych” wzorców. Co ciekawe, ten trend zachował się bez poprawek do tej chwili. Po prostu oderwanie się od nabytych przez lata wzorców nie idzie w parze z postępem w czasie, - to nie jest jakaś złota myśl, która błysnęła w tej chwili w mojej głowie, te „wzorce” zachowały się i tkwią również we mnie i ujawniają się całkowicie po za moją świadomością, ba nawet trapią mnie jeszcze ciągle świadkowskie sny.

 

Ci samotnie żeglujący „badacze” Biblii (celowo używam tu liczby mnogiej), będą zawsze zgodni między sobą w stosunku do tych, którym biblia doktrynalnie nie leży. - (to też znam z autopsji). Natomiast tam gdzie zaczyna się „braterskie badanie biblii”, tam dysputy nigdy nie kończą się porozumieniem, bo prawda wyznawana przez każdego z osobna, jest zawsze bliższa Bogu niż jego adwersarza. To byłaby pierwsza prawda. Ale ta prawda nie jest jeszcze tak bardzo dokuczliwa. Dramat zaczyna się dopiero w rodzinie, gdy dorasta młodzież. Dotąd zwracaliśmy uwagę tylko na ten problem rodzin bezpośrednio w domach u Świadków J., ale ten problem tkwi wszędzie tam gdzie w rodzinach wyznacznikiem określonego życia, jest bezkrytyczne podporządkowanie biblii, często uzależnione od wyimaginowanego własnego pojęcia głowy rodziny i narzucane domownikom. Po raz pierwszy spotkałem się z tym problemem, gdy moje osobiste posty pojawiły się na Forum. Ku mojemu zdziwieniu, a powiedziałbym, że miłemu zdziwieniu, napisali do mnie wnukowie tych, których bezpośrednio lub pośrednio wymieniłem w moich tekstach.

 

Ten problem wyraźnie zarysowuje się we wszystkich odstępczych nurtach. Dotyczy jednakowo – Świecki Ruch Misyjny Epifania, Stowarzyszenie Wolnych Badaczy Pisma Świętego, Zrzeszenie Wolnych Badaczy Pisma Świętego, Równolegle temu samemu procesowi podlegają wszelkiej maści niezrzeszonych „badaczy Biblii”. Z tych ostatnich, wcześniejszych stażem, ten proces dotyka równolegle już teraz, natomiast tych współcześnie rozpoczynających swój indywidualny badacki debiut, odłożony jest tylko w czasie gdy dorosną ich pociechy. Nie łudźcie się, że tych waszych synów i córek uda Wam się utrzymać do „badania Biblii” na Wasz wzór i podobieństwo Wasze. Kto z tych zechce razem z Wami zastanawiać się nad losem Abrahama, Jakuba, Mojżesza, tudzież Dawida, Salamona z ich haremami dziewic i budować swoją przyszłość według ich wzorów? Kto z tych zechce przestawiać przecinki w zdaniach przypisanym prorokom tylko dlatego, żeby odpowiadało Waszemu wyznawanemu credo? Biblię warto czytać, a powiem więcej, należy czytać, ale tylko w celu pozyskania wiedzy jak splot wielu wydarzeń historycznych umieścił nas w kulturze judeochrześcijańskiej. Przy innych zawirowaniach, mogliśmy wyznawać Zaratusztrianizm, może trochę odmienny, ale bardzo zbliżony do rodzimego chrystianizmu, a nawet wiele maksym ewangelicznych stamtąd pochodzących. Mielibyśmy inne święte księgi prowadzone do innej, ale też świętości i też bronilibyśmy go własnym życiem. Wystarczyłoby urodzić się w innej części Świata, i nasze wartości byłyby zupełnie przeciwstawne do wzorców Biblii.

 

Przez okres bycia w Organizacji, każdy z nas przesiąkną indoktrynowaną ideologią do tego stopnia, że nawet teraz gdy nie musi niczego nikomu udowadniać, gdy jednak spotka osobnika o nieco odrębnym przekonaniu, będzie chciał go przewartościować do swoich racji. Z przykrością czytam wszelkie naparzanki na Forach, gdy byli Św. Jehowy skaczą teraz sobie do przysłowiowych gardeł, aby udowodnić, że odstępca-a/ nie może być utożsamiany z odstępcą-b/, ponieważ ich dzieli inny powód (mur) opuszczenia Organizacji. Zachodzę w głowę, dlaczego tak musi być? Otóż pewnie, że musi bo taka nasza słowiańska natura. Nie ważny powód, ale spór musi być. Już Fredro w swojej „Zemście” pokazał Cześnika - Raptusiewicza w sporze o mur z Rejentem - Milczkiem. Mur jak mur, stary – zmurszały, rozwalający się, ale ważny, bo jest o co toczyć spór. Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” też poświęcił rozdział dotyczący starego rozwalającego się zamku, aby wplątać dwa rody Horeszków i Sopliców w spór o swoje prawa do niego. Sporów ci u nas dostatek i pewnie od nich nie uciekniemy, bo tak naprawdę jest nam … z tym dobrze. Czy każdemu z nas? Mnie raczej nie. Obawiam się, że nasza słowiańska dusza będzie te spory w nas wzniecać. Skoro już jesteśmy przy naszej Wielkiej Literaturze, na koniec dołączę jeszcze Wielkiego naszego Poetę Juliusza Słowackiego i pozwolę sobie na parafrazę Jego Hymnu … a, że odstępczych sporów nikt zakończyć nie może, - smutno mi Boże!

 

 

Ciągu dalszego, już nie będzie, ale nie wykluczam, jeżeli będzie taka potrzeba

 

 

PS

 

Bądźcie tym czym chcecie być i idźcie tam gdzie czujecie się najlepiej, nigdy nie nawracajcie nikogo na „swoją stronę”, nie czyńcie siebie misjonarzami do nawracania swoich adwersarzy. Z godzin nie musicie się już rozliczać. Ten etap macie już za sobą. Z jednego kierunku przyszliście razem na rozstajne drogi. Teraz bez obawy wyklęcia, wybierzcie sobie wam towarzyszących i drogę, którą chcecie podążać. Pozwólcie innym zrobić to samo. Nie wzdragajcie się podać sobie rękę na pożegnanie, a gdy kiedyś znów się spotkacie, podacie sobie rękę na powitanie. Nie bez kozery pisałem o niegdysiejszych spotkaniach tych od Russela i tych od Rutherforda, tudzież innych, którym różne przypadki życiowe zmieniły ich zrozumienie świata, ale zawsze potrafili podać sobie rękę na powitanie. Jeżeli Organizacja Was odrzuciła, to stańcie na wysokości i nie odwracajcie się wzajemnie od siebie. To będzie świadczyć o Waszym człowieczeństwie, bez względu na to, którą biblię czytacie i czy w ogóle chcecie ją czytać, a wiecznego sporu o pierwszeństwie kury czy jajka i tak nie rozstrzygnięcie.

  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242

mnie się marzy taka sytuacja że każdy odstępca ma swoją prawdę, która jest jemu najmojsza (albo wyznaje "najmojszy" brak owej prawdy) ale jednocześnie brać odstępcza umie porozumieć się w sprawach podstawowych, takich jak sprzeciw wobec zakazu transfuzji jak sprzeciw wobec ukrywania pedofilów itd. itp.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gremczak    1255

Gdy ludzie będą bazować na biblii i uznawać ją za słowo boże,  ( obojętnie jaka to będzie , chrześcijańska czy inna) zawsze będzie dochodziło do nienawiści i jeden dla drugiego będzie wilkiem. Każdy będzie chwalił swoje i uparcie twierdził,że to jego prawdziwe  a inni są w błędzie. Taki jest fenomen wszystkich "ksiąg świętych

8 godzin temu, Lebioda napisał:

Natomiast w przystani dla ortodoksów biblijnych, odejście od Organizacji jest tylko wymianą powozu na inny, których na tej przystani jest do wyboru i do koloru. Symptomatyczne jest jednak to, że ortodoksi biblijni po przejściach z Organizacją, najczęściej budują własny pojazd według własnego pomysłu.

Zawartość będzie zawsze taka sama tylko ,że w inny papierek zawinięta. W bardziej kolorowy , bardziej ponętny.

  • Thanks 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Brat Jaracz    4045
Dnia ‎06‎.‎07‎.‎2017 o 16:22, Sebastian napisał:

mnie się marzy taka sytuacja że każdy odstępca ma swoją prawdę, która jest jemu najmojsza (albo wyznaje "najmojszy" brak owej prawdy) ale jednocześnie brać odstępcza umie porozumieć się w sprawach podstawowych, takich jak sprzeciw wobec zakazu transfuzji jak sprzeciw wobec ukrywania pedofilów itd. itp.

 

Nie przypominam sobie, by wśród odstępców, których znam, ktokolwiek popierał pedofilskie burdy organizacji albo idiotyczne tłumaczenie zakazu transfuzji. Na pewno jest więc jakiś grunt do porozumienia ponad podziałami. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Dobrze by było jeszcze wypracować jakąś metodykę współdziałania. Ale to już temat na inny wątek...

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lebioda    2482
Dnia 7.07.2017 o 00:03, Gremczak napisał:

Gdy ludzie będą bazować na biblii i uznawać ją za słowo boże,  ( obojętnie jaka to będzie , chrześcijańska czy inna) zawsze będzie dochodziło do nienawiści i jeden dla drugiego będzie wilkiem. Każdy będzie chwalił swoje i uparcie twierdził,że to jego prawdziwe  a inni są w błędzie. Taki jest fenomen wszystkich "ksiąg świętych

Zawartość będzie zawsze taka sama tylko ,że w inny papierek zawinięta. W bardziej kolorowy , bardziej ponętny.


Mam wrażenie, że nie zupełnie zrozumiałeś moją myśl. W prawdzie zgadzam się z Tobą co do tych najbardziej ponętnych kolorowych papierków do opakowania własnego produktu, ale to jeszcze nie na tym etapie pojedynczego „żeglarza”. Na tym etapie, jeżeli już jakiś pojazd, to raczej prymitywną jednoosobową „dłubankę”. Dalszy ciąg tekstu jest taki:

>(...) Nie sposób wymienić tu każdy przypadek, ale w większości z moich obserwacji, lat mojej młodości, przeistaczali się w samotnych żeglarzy. Ich mapą nawigacyjną pozostawała biblia, odczytywana jednak według nabytych umiejętności „strażnicowych” wzorców. Co ciekawe, ten trend zachował się bez poprawek do tej chwili. Po prostu oderwanie się od nabytych przez lata wzorców nie idzie w parze z postępem w czasie, - to nie jest jakaś złota myśl, która błysnęła w tej chwili w mojej głowie, te „wzorce”  zachowały się i tkwią również we mnie i ujawniają się całkowicie po za moją świadomością, ba nawet trapią mnie jeszcze ciągle świadkowskie sny.<

Tu zwróciłem uwagę jak głęboko ta mentalność nabyta w WTS-sie pozostaje wyryta  nawet w nas samych, pomimo że usilnie staramy się od tego uwolnić. Moją wolą było zwrócenie uwagi z jaką trudnością, a być może wcale, przychodzi odstępcy odczytanie biblii inaczej niż to „odziedziczone” z Organizacji. Bardzo ciekawą relację z tym „odczytywaniem”, przedstawia w poniższym linku długoletni były Św. J. -Mierzwa. Szczególnie polecam jego końcowe podsumowanie, z którym jest mi po drodze i jak gdyby intuicyjnie wspiera treść mojego głównego wątku, który był celem jego napisania.
https://www.youtube.com/watch?v=ymYeZx8gqyg
 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz