Promowane odpowiedzi

Napisala kiedys Konopnicka: " Jak to ze lnem bylo"....

byc moze pytal sie juz ten czy ow na forum jak to z Robertem1975 bylo, a moze i nie ( pytal sie) :)

Zaczac jest ponoc najtrudniej. wlasnie tylko jak?

Nazywam sie Max Mustermann, mam 42 lata i pochodze z rodziny robotniczej, to byloby chyba na inne forum , co nie? :)

Aczkolwiek prawda. Robotnicza czy nie, ale katolicka to byla rodzina. I jak na polskie standarty katolickosc uwidaczniala sie w niej w czasie swiat bozego narodzenia kiedy to zjezdzala sie rodzinka lub my jezdzilismy do rodzinki na inny slask.

W sumie milo wspominam te czasy. Dziadek z babcia. Wojki ciotki, kuzyni i kuzynki. wieczorem pokazowy paciorek a dorosli do rana w karty w tzw. "zlodzieja". A kawa pachniala az do sypialni. Taka jak to sie wowczas mowilo: " sypana, z czarna ziemia". Takiej kawy juz sie nigdzie nie napijesz.

A babcia robila najpyszniejsze na swiecie ogorki konserwowe. Jak sie czlowiek dorwal do sloika to i ocet wypil, mniam :)

Ale do tematu: katolickosc tej rodziny oblawiala sie tez w tym, ze dzieci do kosciola w niedziele biegaly. Najpierw byl jednak w Dzienniku Zachodnim lub Trybunie Robotniczej program TV przerobiony. Na ktora isc na te msze Swieta. Jaki program stracony przebolejemy najlzej :).

Mama ciagle wolala, ze w niedziele to telewizor leci od "hodowli swin" do Hymnu. A dzieciary jak zaklete oczy wylupiaja :) Oj prawde mama mowila.

No i jeszcze na religie sie biegalo do Salki katechetycznej. To tez przeciez typowe wowczas dla rodziny katolickiej bylo. Na tym sie chyba ta katolickosc konczyla. Chyba ze mi sie jeszcze cos przypomni to dopisze :)

Robert1975 nie byl jedynym dzieckiem w tej katolickiej rodzinie. Bylo ich 4-ro a pozniej nawet 5-ty sie przyplatal. :)

Dziecinstwo Roberta1975 wypelniala szkola, rower dostany na komunie, (zegarek sie szybko popsul), rodzenstwo i zabawy w "dom" (ale sie dzialo) wiecznie znerwicowana matka i pijanstwo ojca.

Do dzis pamietam jak milicja przewijala sie po mieszkaniu kiedy mama po kazdym pijackim powrocie taty do domu rozpoczynala terapie odwykowa tatusia. Do dzis mam w oczach ojca spadajacego na leb na szyje ze schodow na dol (Stare budownictwo... wysokie schody). Jak garnek z zupa laduje na glowie taty lub jak w pijackim marazmie tatus probuje wysiusiac sie w pokoju stolowym nie majac pojecia gdzie wogole sie znajduje. Szczesliwe to katolickie dziecinstwo nie bylo, oj nie :(

I nadszedl ten dzien, w ktorym nie bylo teleranka i w sklepach byl tylko ocet. Jakos tak to zbieglo sie z wizyta pewnej pary stosunkowo mlodych glosicieli.

Jako ze mama zawsze odczuwala jakis glod, czy niedosyt wiedzy religijnej, spontanicznie zareagowala na prosty wstep rozmowy "O Bogu" i tak od wizyty do wizyty rozpoczelo sie studium Ksiazki "Prawna, ktora prowadzi do zycia wiecznego". Ow mlody glosiciel przekazal zainteresowanych swoim rodzicom i tak "Prawdy" o zyciu wiecznym dowiadywala sie ta rodzinka a w zasadzie jej czesc (mama i najstarsza corka) od hutnika i gospodyni domowej.

cdn

Edytowane przez robert1975

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

widze że nas robert okantował o 5 lat ;) jak panienka odmłodził się w nicku, a tak naprawdę to jest stary koń, nawet ode mnie starszy 1970 urodzony :) ale ok, przyjmijmy że te 1975 to takie odstępcze wypominanie komu trzeba skutków nauczania CK :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

no widzisz . niepotrzebnie sie na mnie napalales

:)

ps. Zrobie dzieciom desser i moze cos jeszcze dzis napisze..... a moze kokieteryjnie przetrzymam was w napieciu :)

Edytowane przez robert1975

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Robert ja pamiętam jak mój ojciec się do szafy odeszczał :) ....masakra straszna jest choroba alkoholowa !....

W sumie Twoja historia bardzo mi przypomina to co działo się w moim domu ,u mnie jeszcze były awantury i bijatyki ,wyzwiska i na to wszystko sj dla złagodzenia sprawy ? brrrrrr a tfu!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

cd...

na poczatku Robert1975 nie zupelnie sie interesowal. Ktos przyszedl i okazal troche zainteresowania. Dzieci po glowkach poglaskal, ksiazke przyniosl. Na dzieci to dziala. I nawet czasami siadal do studium.

Przyszedl jednak taki dzien kiedy lecial "Klos". Juz w szkole o niczym innym sie nie mowilo, Robert1975 tez juz o niczym innym myslec nie umial. Szybko pedem do domu. A szkola prawie za rogiem. No i te wysokie schody. Jeszcze przez korytarz i kuchnie do pokoju. Ups.... "Dzien Dobry".

Nie, teraz telewizora nie zalaczysz, my studiujemy.... :angry::(:unsure::o

No ale jak to przeciez to Klos!!!!! Opowiedzcie to dzis swoim dzieciom, ja probowalem. Pierwsze pytanie jakie mi zadaly: To: "nie mogles w swoim pokoju ogladac?". Jezu kolczasty!!!! Tylko ze ja nie mialem swojego pokoju a TV stal tylko jeden, w stolowym, do tego czarno-bialy. Tak, tak ..obraz nie obudowa!!!

Co ja sie naryczalem, nawylem w tej sypialni. Mama przychodzila pare raz mnie uspakajac. Nawet glosiciele proponowali bym sobie po cichutku ogladal a oni beda dalej studiowac. Ale moja mama miala zasady. Jak Biblia na stole to zaden TV.

Jak ja ich od tego dnia nienawidzilem!!!!! Taka nienawiscia pierwsza i czysta!! :)

Jednak jakby nie bylo, cos wlecialo tu a cos tam do tej mlodej glowy. Jakos mi sie te argumenty w calosc ukladaly. Jeszcze sie bronilem, jeszcze bardzo nie chcialem, az do dnia kiedy doszlo do rozmowy z moja siostra. Ona zaangazowala sie bardzo. Po kilku miesiacach poinformowala ksiedza, ze juz wiecej na religie nie przyjdzie bo znalazla prawde. Ksiadz troche chcial ja ochronic i zaproponowal rozmowy. I ona chodzila do niego do mieszkania i dyskutowala. I wiecie o? Dobra byla. 13 czy 14 lat miala. Pozniej poszedl z nia ten brat co pierwszy raz zapukal i na tym rozmowy sie skonczyly.

Tak czy inaczej siostra zapytala dlaczego nie wierze, ze to jest prawda. Ja, ze jakos mi tak nie pasuje, ze ksiadz, ktory tyle lat sie uczy, studiuje i niby prawdy nie naucza a tu jakis robotnik z zona przychodza i niby co? Prawde maja glosic??? To byl ten moment, w ktorym uczuciowo rozstalem sie z KK. Mialem ze 12 lat.... dolaczylem do studium (gdzies od polowy ksiazki Prawda) i juz nie popuscilem. A, ze zdolny ze mnie chlopak, wiedzy nabieralem szybko. Zaczely sie tez zebrania. Wowczas naturalnie w domach. Podobylo mi sie bo widzialem, ze inni zyja jak ludzie. Troche to kompleksy we mnie wyrabialo ale to pozytywne uczucie nalezenia do grupy, ktora ma racje, ktora jest wybrana, dodawala mi ducha i dowartosciowywala. Myslem sobie no i co ze jestem z wielodzietnej rodziny i czasami sweterki po siostrze nosic musze. i o ze tato pije. To ja a nie ci co paczki z Niemiec dostaja bede w raju.

Tu musze dodac, ze towarzystwo Swiadkow dodalo nam tez obycia. Moi rodzice, ludzie prosci, nie przykladali zbytniej uwagi do takich prozaicznych spraw jak lad i porzadek w domu, czy mycie zebow. Tego i wielu innych rzeczy nauczylem sie wsrod swiadkow.

Mijaly lata i kolejne ksiazki na studium. W domu narastal sprzeciw ojca. Jak nigdy stal sie katolicki i zwolal sad rodzinny nad odstepcami. Czesc rodziny go podburzala. Wyrzucil nam z polek wszystkie publikacje. Czesc tych przesladowan, musze dodac, sami na siebie sprowadzilismy. Wowczas nauczano nas na studium by zniszczyc wszytko co laczy nas z religia falszywa. No i siostra ruszyla w duchowy boj po mieszkaniu. Zaczela od "malego modlitewnika" z pierwszej komuni i obrazka, przez sukienke komunijna i rozaniec i inne takie. Jakos tak sie zlozylo , ze w rozpedzie i ojca chciala odlaczyc od religii falszywej i popalila czesc zdiec z wojska. Tego bylo ojcu za wiele. Na smietnik a wczesniej pod mlotek poszly tez wszelkie obrazy scienne natury religijnej. Gromnice i katechizmy tez znalazly swoje przeznaczenie w piecu.

Kiedy dzis o tym mysle, przypominaja mi sie slowa: kto zaczyna na paleniu ksiazek, konczy na paleniu ludzi; czy jakos tak.

Tak czy owak demony z domu wykurzyla!!! :)

Pewnie was zadziwie, ale ja ojca kochalem nad zycie. Nienawidzilem tego pijanstwa ale czasami przychodzily takie chwile jak ta kiedy planowalismy wybrac sie na ten inny slask rowerami. Takie wakacje z ojcem. Plany, mapy, trasy.....Bijatyki i tluczenie dzieciarow po pijaku bylo. Ile w tym winy mamy, nie chce sie wglebiac. Jedno wiem: Oduczanie pijaczka picia kiedy on pijany jest rowna sie prostowaniu bananow. Raz w trakcie takiej bijatyki ojciec podniosl mnie za Gardlo/szyje do gory i poddusiwszy chwile rzucil na sciane. Kilka dni nie umialem wydac z siebie glosu. W szkole podczas sprawdzania listy obecnosci nauczycielka nie umiala mnie uslyszec, myslala ze mnie nie ma.

I na to wszystko jeszcze Sj .... hmmmmm.

To kwestia dyskusyjna. Ja uwazam, ze to byla szansa ucieczki w te lepsza strone zycia. Te szanse ja , moja siostra, moj brat i moja mama a w trakcie tez moja kuzynka, ktora sie do nas wprowadzila wykorzystalismy.

cdn

Edytowane przez robert1975

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Taka nienawiscia pierwsza i czysta!! :)

Wtedy miałeś już predyspozycje . ;):P Edytowane przez romeo

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

cd....

Jak juz wspomnialem, czas ten jako mlodzik w organizacji wspominam dobrze. Mialem wielu przyjaciol. Byly jakies wycieczki gorske, osrodki pionierskie, spotkania poosrodkowe itd itp.

nie jest zadna tajemnica dla forumowiczow jak zostaje sie glosicielem w organizacji. Pytania na glosiciela musza byc. Ja ich nie mialem. Po prostu poszedlem kiedys na zbiorke do sluzby polowej i tak juz zostalo. Musialbym pomyslec kiedy to bylo ale swoja pierwsza straznice, ktora dostalem jako glosicie pamietam do dzis, rocznik CV numer 19 "1914 .Dlaczego znamienny?"

Szczerze powiedziawszy cieszylo mnie to "przemkniecie sie" do glosicielstwa bez pytan. Zwalnialo mnie to jakby z odpowiedzi na "niewygodne" pytanie, na ktore albo musalbym klamac albo odpowiedziec prawde. Jakby nie bylo obie wersje mi nie odpowiadaly. :)

Jako, ze w tym czasie zdaje sie bylem juz dumnym uczniem szkoly zawodowej (oblalem z maty egzaminy do liceum) moglem to czy owo sam finansowac. Siostra moja, ktora ochrzcila sie w 12.1984 skrzetnie to wykorzystywala. I tak np. kazdego roku jezdzilismy na conajmniej 2 odrodki pionierskie. Ona, licealistka, byla na lasce rodzicow. Ja niezalezny. I tak zaproponowalem ze osrodki jej oplace ale kieszonkowe to musi u rodzicow wyprosic. Jezdzilismy tez na osrodki zimowe lub nasz zbor organizwoal cos na miejscu. Prawde powiedziawszy wszystko obracalo sie wokol spraw teokratycznych. Ojciec szybko dostrzegl, ze te jego dzieci to wcale takie najgorsze nie sa i zasluga tkwi nie w nim ale w zborze. Gdziekolwiek byl czy to w pracy, w gronie kolegow czy innym, a temat polityki, sportu czy sexu sie wyczerpal i tak jakos padalo slowo o SJ, ojciec z duma mowil : Nic mi tu nie powiecie, ja mam tego pelna chalupe i wiem na biezaco. :) Kiedys ktos chcial w takim gronie opowiadac, ze SJ dostaja kase za gloszenie. Sie moj ojczulek wsciekl, bo siostra pionierka pelnoczasowa ciagle siedziala na jego portfelu i blagala na bilety. Dostala od grona przydzial terenu ( miasteczko oddalone o ok 11 km gdzie nie bylo zboru tylko zdaje sie 2 czy 3 rodziny) i musiala jezdzic. Miedzy innymi dzieki jej pracy jest tam od lat maly zbor. W tym czasie kazdy pionier dostawal od zboru zapomoge czy raczej zwrot kosztow. Zmienialy nam sie nominacje walutowe wiec nie bede rzucal kwotami ale wystarczalo to mniej wiecej na 10 dni samych przejazdow. I ojciec w jednej takiej rozmowie to komus wyrzucil. Ze nie tylko nie dostaja kasy za gloszenie ale on sam musi miesiac w miesiac do tego "interesu" doplacac :). I wiecie co? Robil to. Jak mama byla w szpitalu i on rzadzil kasa to i na dobrowolne datki dal jak bylo zdanie owocu. Zawsze tez opowiadal innym: "Moj syn ma 17 lat i dotad nie pali, pijany do domu nie wrocil, uczy sie, pracuje. A Wasze dzieci?" Nigdy nie tracilismy nadziei, ze ojciec jakos tak troche przy nas tez sie do zboru podlaczy. Nigdy sie tak nie stalo. Przyjaznil sie z wieloma bracmi. O jednym moim serdecznym przyjacielu mowil, ze to jego 6-te dziecko jest. I tak go tez traktowal. Nasze mieszkanie jako ze duze nadawalo sie dobrze na zebrania. Do tego umijscowione centralnie. Ojciec robil za oddzwiernego ( drzwi wejsciowe z nieruchoma klamka) i wprowadzal na pokoje. Pozniej zamykal drzwi i cichutenko sluchal sobie radia a jak slyszal piesn koncowa wchodzil i mowil : No Robert1975 dzis znowu przeciagnoles zebranie" :)

Racja, ja szybko zaczolem prowadzic. W zborze nasz (wowczas) nadzorca osrodka Jakos tak zbyt zaprzyjaznil sie z jedna siostrzyczka i zostawil dla niej zone. Zostal z dnia na dzien wykluczony a mnie NP poprosil bym prowadzil wszystkie zebranie w osrodku choc nie bylem sluga. Tylko niedzielne robilismy w dwa osrodki u nas i on prowadzil straznice. Szybko wiec zostalem sluga pomocniczym a moj przyjaciel wraz ze mna. To byly dobre czasy. Lazikowalismy i po kinach sie szwendalismy. Przyjeznilismy sie z jedna Beacia ze zboru co sie w nas obu podkochiwala a my ja w dutka robilismy ( ale tak lagodnie bez obrazy) :)

Ja moge powidziec, ze swoja mlodosc dobrze spozytkowalem czy raczej tez spokojnie przezylem. Wprawdzie naklaniano mnie bym po skonczeniu szkoly poszdl do pracy ale ja temu nadzorcy odpowiedzialem, ze ide do technikum i temat skonczony a jak mu sie cos nie podoba to niech corce powie, ze ma wieczorowo liceum nie konczyc tylko isc do pracy. Pozniej bez mala zostal moim tesciem. :) Na szczescie puscila sie narzeczona z taksowkarzem i zerwala zareczyny. Oj zapomniec jej tego dlugo nie moglem do dzis sie smiejemy jak gadamy na Fb, ze dopiekalem im z podium podczas punktow. Racja robilem to. Nie moj blad; skoro przydzielono mi punkt czytanie Bibli z fragmentem jak to Laban zrobil w konia swego ziecia i mu nie te core dal co trzeba, to uslyszal zbor o nieuczciwym tesciu :)

Tak w tym czasie mielismy juz sale. Pierwsze prace wykonywalismy w dniu otwarcia Olimpiady w Seulu, to pamietam do dzis :)

Narobilem sie tam jak wol. Zreszta nie tylko ja po latach sala poszla pod komornika (kiedys nawet byla o tym na forum mowa).

cdn

Edytowane przez robert1975

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ciekawe jak powieść:)Masz naprawde talent do pisania:)Wpadne na nastepna cześć:)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

cd.

I tak przyszedl znamienny rok 1991.

Byl kongres obwodowy czy specjalny w Domu Muzyki i Tanca w Zabrzu. Ja jak zwykle, sluzba. Tym razem szatnia. A tu podchodzi nagle jedna laska.

"Poznajesz mnie?".

No co ja mam powiedziec na takie pytanie (mysle sobie). Na laskach sie specjalnie nie znam choc swoje 21 juz mam. Nawet niedawnej narzeczonej nie ruszalem . Na laski nie spogladam wzrokiem pozadliwym bo to na sen zdrowy, niezdrowe. :)

A ona czy ja ja poznaje. Wiec zaczynam myslec intensywnie. Zarzucic sobie nic nie moge wiec wiem, ze zaraz nie bedzie : "Jezdem w ciazy" :) Wytrzeszczam wiec te galy przez moje tanie okulary i mysle sobie. Ten usmiech, te zabki jak perelka...... Te oczy, brwi jak u cyganeczki ....WIEM!!!!!! Ty jestes E.........!

"Tak, juz myslalam, ze mnie nie poznasz"

No sie ma rozumiec (mysle sobie) . Znam cie od 14 roku zycia wiem zes moj rocznik ale nie moja "waga". (mowie o kg) Serio tak sobie wowczas myslalem i wlasnie dlatego jej nie poznalem. Wprawdzie nie odmieniona na wieszak, ale wow!!!!!!!

Moj typ. Ja wowczas ( i tak mi poniekad zostalo) nie pies i na kosci sie nie rzucam ( co zreszta az nadto potwierdzal wybor narzeczonej :) ) Ale tu oto mamy ideal, o ktorym zawsze marzylem.

Tu tylko mala wstawka, ze ona mieszkala w miescie, jeszcze bardziej oddalonym od mojego (niz to gdzie moja siostra miala teren) i oni zostali osobnym zborem zdaje sie jakis rok po naszym poznaiu czyli 1985 ale przelotny kontakt mielismy jeszcze jakis czas, bo i tak jezdzilismy im pomagac teren opracowywac. Ale pozniej sie kontakt urwal.

No to teraz juz bylo zaproszenie na wycieczke do Nadarzyna, ktora wpolorganizowalem z jedna siostrzyczka, ktora ze mna na tej samek kopalni pracowala. Pech chcial, (dla niej) :), ze ja i E.... nie chcielismy wracac z Wawy tym autokarem tylko wrocilismy znacznie pozniej expresem na Slask. Spotkanie jedno , nastepne i choc to dopiero jesien byla jak sie ponownie spotkalismy; w marcu byly zereczyny a w czerwcu slub. Jak ja zakochany bylem......... Moja zonka byla calkowitym przeciwienstwem mojej mamy. Czysta, spokojna, namietna i piekna. Jak ja ja kochalem.......

cdn

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

poczekaj jak w odcinku 312 bede pisal o Auguscie. Augustusie pozdrawiam!!! :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

cd.

No wiec musialem sie o przekaz starac. A, ze przekaz pisac mial mi moj byly-niedoszly tesc, ktory przed calym zborem pare razy chloste odemnie oberwal, nie spodziewalem sie wiele. Zbor pozegnal mnie bardzo cieplo. Na nominacje jednak musialem poczekac do nastepnej obslugi. Zemsta byla slodka :). A niech mu ! :)

Tak sie zlozylo, ze w nowym zborze trafilem praktycznie na roznego rodzaju rozbiorki by pozyskac material budowlany na majaca powstac Sale. To oznaczalo harowke na nastepne lata. I tak tez bylo. Nam ukladalo sie dobrze, oboje pracowalismy. Ja zmienilem prace i juz nie musiakem dojezdzac daleko. Pracowalem na miejscu. Czasami szedlem tylko podpiac liste i na budowe sali. Innym razem do sluzby. W trakcie budowy posklocalo sie grono 9-ciu nadzorcow i pewnego dzionka zawital do mnie moj NP z zastepca NO i zaproponowali mi bym objol przywilej Koordynatora budowy sali. Az mnie z krzesla zrzucilo ale nie chcieli mi nic wiecej powiedziec choc wspominalem dlaczego ja skoro jest tylu nadzorcow. W 1993 od wrzesnia na dodatek podjolem sluzbe pelnoczasowa ale musialem zrezygnowac zblizal sie potomek a ciaza byla wysokiego ryzyka. W leb dostalem od sekretarza gdy mu rezygnacje oddawalem, ze niby tak sie mezczyzna nie zachowuje i kobieta nie daje sie manipulowac. Ten szlag sobie dobrze zapamietalem. W czerwcu urodzil sie moj syn. Z zatrucia ciazowego. Ordynatorka na oddziale powiedziala mi: Dziecko tak czy inaczej nie przezyje, teraz walczymy o matke. (rozchodzilo sie o to ze oddalismy jej dokumenty w kwestii krwi a ona byla totalnym przeciwnikiem). Stanolem tak na tym korytarzu i nie wiedzialem co zrobic. Pipidowa bez telefonu, akcja porodowa w toku wiec raczej nie moze byc mowy o jakiejkolwiek interwencji KLS. Pasc na kolana? Ja mam dopiero 24 lata i mam stracic ich oboje? Ja nie przyzylbym straty zadnego z nich, a tu bezceremonialnie oswiadcza mi sie, ze jedno juz stracilem......Boze tak przeciez nie moze byc!!! Ja tobie przeciez wszystko a .... no wlasnie .. jak dokonczyc to zdanie?

Moj syn urodzil sie calkowicie zdrowy (10 punkotw) a zona szybko wrocila do siebie. Nie byli w szpitalu nawet przepisowych dni. Krotko po tym otworzono w koncu po wielu latach remontu ze srodkow mniejszosci niemickiej szpital w naszym miescie a tam zrobiono hospicjum. Tym razem sie nam udalo .

cdn

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

poczekaj jak w odcinku 312 bede pisal o Auguscie. Augustusie pozdrawiam!!! :)

Proponuje dopiero w 768. :)

Ciekawie piszesz.

Niestety ja tego spokojnie czytac nie potrafie. Zamknalem to wszystko w pudeleczku i gleboko zakopalem...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Proponuje dopiero w 768. :)

Ciekawie piszesz.

Niestety ja tego spokojnie czytac nie potrafie. Zamknalem to wszystko w pudeleczku i gleboko zakopalem...

Dlaczego Augustus?Boje się że jakies zakończenie smutne bedzie:(Jak już wczesniej miedzy wierszami przeczytałam tutaj:(ech....

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jenyyy...wzruszyłam się!!! czekam na cd

ps. ja też zatrucia ciążowego jestem- miałam tylko 5% szans na przeżycie po urodzeniu z wagą skrajnie niską itd.

I potem się historia powtórzyła z moim synem...ale wszystko tez sie dobrze skonczylo:)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

cd. a moze krok wstecz

Budowa trwa, zona jeszcze w pologu a ja walcze. Inni spedzaja urlopy nad jeziorami a ja walcze na budowie. Pierwszy urlop pozwolilismy sobie zrobic dopiero jak syn mial 2 lata. I tu nie mam na mysli finansow tylko oboawiazki teokratyczne. Jeden przyklad wam opisze.

Akcja na budowie. RKB, juz nie wiem co to bylo, dach moze. W kazdym badz radzie ponad 100 ludzi.

Co robi moja kobita? Gotuje w domu dla wszystkich. To znaczy dzwiganie, podnoszenie, schylanie sie a w pokoju malutkie dzieciatko. A ona w pologu. Ja na budowie i o ok 15 mowie: Wiecie co bracia ja naprawde juz musze wracac do domu bo mi mej kobiety szkoda i pewnie musze ja odciazyc. A tu mnie jeden Starszy na bok bierze i mowi: Robercie1975 jak mozesz taki zly przyklad na budowie dawac? .Wybaczy mi moderator jesli napisze jaka mnie kurwica wziela? I sie pytam. Powiedz mi Wladek gdzie jest Twoja kobieta i Twoje dzieci (3 sztuki i wcale niemale)? I po prostu wrocilem do domu. Strach mialem, ze cos sie moze stac. No i stalo sie. Jak syn nie mial jeszcze roku poparzyl sie i wyladowal w szpitalu. Strasznie to przezylismy, szczegolnie E.... bo zdarzylo sie to przy niej. Zmienilismy mieszkanie na wieksze by mial miejsce do zabaw. Mial Swoj pokoj i bylo latwiej.

Zostalem nadzorca, wiec pracy bylo jeszcze wiecej. Wizyty, komitety, zebrania, wyklady. A moja zonka wszystko wytrzymywala i wspierala. Inne damy walczyly o to ktora first lady bedzie w zborze a moja w cieniu, na wlasciwym miejscu. Dom czysty, ze z podlogi mozna jesc. Goscinny tak, ze nawet jak na ten urlop jechalismy to klucze dostal zbor by mogla sie obsluga odbyc. Oprocz tego ciagle goscie jak nie NO to kursanci na KSP. itd itp.

Przyszedl rok 1998 i na swiat przyszla corka. Jestesmy w komplecie. Tylko jak dlugo? :(

cdn

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dacim palec to użrą rękę do ramienia!:(

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
po latach sala poszla pod komornika

Bóg dał i potem wziął . :D

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

cd.

Corka i syn rosna na pocieche. Zbor sie rozwija. robimy podzial. Wybiermy sie kiedys na "Dni ziemi S........ej" taka masowa impreza w naszym miescie. Moja musi co kilka minut na toalete. Po pare kropelek. Furagine kupila poprawilo sie troche ale wrocilo. Jest lipiec. Zaplanowalismy jeden tydzien w Kolobrzegu w sierpniu i chcemy jechac. Pojawiaja sie zawroty glowy, trudnosci by wejsc po schodach np. na 3 czy 4- te pietro. Jedziemy do Kolobrzegu. Pogoda jako taka w zasadzie tylko jeden dzien na kapiel w morzu ale dzieci maja ubaw. Syn po raz pierwszy widzi morze :) . Jest coraz gorzej. Jest tak zle, ze by "upuscic" te pare kropelek zona nie wstaje nawet z plazy. Nastepnego dnia po przyjezdzie do domu mam termin u lekarza. Dostaje antybiotyk, troche pomaga. Lekarka zleca badania. Wyniki: "Prosze pani z takimi wynikami nie chodzi sie po ulicy" . Natychmiastowe skierowanie do szpitala. Tego wyremontowanego przed paru laty. Tam badania ponowne na Zito. Natychmiastowa transfuzja jest konieczna a dalej sie zobaczy. Podejrzenie o bialaczke szpikowa, ktore sie zreszta potwierdzilo. Jest 07 wrzesnia 1999 roku. Trzy miesiace pozniej 07 listopada po wzlotach i upadkach, nadziejach i rozpaczach. Walce z choroba, lekarzami i strachem. Umiera mi moja zona w moich objeciach.

cdn

Edytowane przez gruby drab

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No pisz chłopie ciąg dalszy!

:( ryczeć mi się zachciało....

Edytowane przez pharao29

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bardzo smutna jest ta historia.Siedziałąm przez chwile i nawet nie ma słów które moge napisać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz