Gość shindo

Dlaczego jesteś ateistą?

Promowane odpowiedzi

Gość shindo

Ateiści, co było przyczyną tego, że odrzuciliście całkowicie wiarę/religię? Co utwierdziło Was w przekonaniu, że nie ma Boga/bogów?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

nie myslę o tym- po prostu brak mi czasu na pierdoliny

 

a jak jestem w lesie to wolę z dziećmi szukać pod muchomorami skrzatów niż w chmurach doszukiwać się Boga.

 

jest dobrze i ma to urok- może klucz w tym, że na co dzień czuje się potrzebny i kochany?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ateiści, co było przyczyną tego, że odrzuciliście całkowicie wiarę/religię? Co utwierdziło Was w przekonaniu, że nie ma Boga/bogów?

 

 

Hehehe co miałbym odrzucać jeżeli nic nie było ? Nigdy nie wierzyłem w boga bo jego istnienie wydawało mi się nieprawdopodobne. Nawet w dzieciństwie. Wierzyłem w krasnoludki ale w boga nie :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gość shindo

nie myslę o tym- po prostu brak mi czasu na pierdoliny

 

a jak jestem w lesie to wolę z dziećmi szukać pod muchomorami skrzatów niż w chmurach doszukiwać się Boga.

 

jest dobrze i ma to urok- może klucz w tym, że na co dzień czuję się potrzebny i kochany?

 

Ale ja nie zarzucam, że ateizm to coś złego. Po prostu pytam, nienapastliwie, tylko kulturalnie. :)

Poza tym sam ostatnio napisałem:

 

 

Myślę, że - zgodnie z zakładem Pascala - wiara się po prostu opłaca. Jednocześnie uważam, że lepiej być ateistą niż katolikiem. Ateizm definiuję jako całkowity brak wiary w Boga/bogów lub inne siły nadprzyrodzone (jak np. dżiny, anioły, demony) oraz brak wiary w życie pozagrobowe lub w zmartwychwstanie ludzkości. Jeżeli ktoś twierdzi, że jest niewierzący, ale jednocześnie wierzy chociaż w jeden element wymieniony przeze mnie w poprzednim zdaniu, nie jest ateistą, lecz agnostykiem lub po prostu teistą (wierzącym), jednak nie utożsamia się z żadnym ze znanych wyznań lub religii. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak już wielokrotnie wspomniałem, nie zgadzam się z lansowaną przez wielu teistów tezą że trzeba "obrazić się na boga" by przestać w niego wierzyć. Owszem, wiele osób dostawszy w tyłek od organizacji obraża się na organizację i z niej odchodzi. Nie musi to jednak oznaczać obrażenia się na boga. Wielu pozostaje wierzącymi, wierzącymi w boga, ale nie w niewolnika. Ci co jednak odchodzą od wiary najczęściej czynią to z pobudek intelektualnych a nie emocjonalnych.

Natomiast w moim przypadku było jeszcze inaczej. Ani organizacja ani jej członkowie nie wyrządzili mi niczego złego, żadnej krzywdy (nie licząc smędzenia żebym brodę zgolił  :D ) nie doznałem, nie mam żadnych traumatycznych wspomnień. Wręcz przeciwnie, spędziłem tam bardzo wiele miłych chwil, poznałem fajnych ludzi, niejednokrotnie świetnie się bawiłem. Moja decyzja o odłączeniu miała podłoże czysto doktrynalne i nie ma nic wspólnego z negatywnymi emocjami. Odkąd pamiętam, zawsze powątpiewałem w sens wielu doktryn, i to nie tylko czysto WTSowskich, ale też w wielu doktryn stricte biblijnych. Dostrzegałem sprzeczności w samej biblii, dostrzegałem ułomności WTSowskich wykładni, ale jakoś te wątpliwości w sobie tłumiłem. Był też epizod z literaturą "odstępczą", ale na swoje nieszczęście trafiłem na wypowiedzi Jana Lewandowskiego który ma w zwyczaju posuwanie się do naciągania faktów, przekłamań i tym podobnych praktyk, co było dla mnie bardzo widoczne i na długi czas zraziło mnie do poszukiwań w materiałach odstępczych gdyż uznałem odstępców za świrów a ich argumentację za grubymi nićmi szytą. I tak sobie wegetowałem w organizacji, troszkę na uboczu (wyrobiłem sobie opinię ekscentryka), a wątpliwości się gromadziły. Generalnie nie mogę powiedzieć by nastąpił u mnie jakiś momentalny przełom, po prostu różne wątpliwości i spostrzeżenia nawarstwiały się przez lata aż osiągnęły masę krytyczną. A wtedy poszło już z górki. Jak już Ci wcześniej pisałem, jakiś czas po odłączeniu jeszcze wierzyłem w boga, jeszcze samodzielnie czytałem biblię, ale czytałem też inną literaturę bo przestała mnie obowiązywać WTSowska cenzura (oraz wdrukowana autocenzura). No i na podstawie nowo nabytej przez ten okres wiedzy powoli dochodziłem do wniosku że istnienie biblijnego boga jest w ogóle niemożliwe, a istnienie jakiegokolwiek boga-stworzyciela wysoce nieprawdopodobne.

 

BTW, w tym przekonaniu co i rusz utwierdzają mnie sami teiści, a szczególnie kreacjoniści młodej ziemi, z których większość ma w zwyczaju argumentować pokrętnie, kłamliwie, dyletancko, odwoływać się do ignorancji i nieuctwa. Tego rodzaju grubymi nićmi szyta argumentacja jest bardzo łatwa do obalenia. Nie natknąłem się jeszcze ani razu na rzetelną i przekonującą argumentację kreacjonistyczną.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ja zostałem ateistą,bo ten wybór pozwolił mi kochać wszystkich i nie miłować nieprzyjaciół swoich,bo zniknęli :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ciekawy temat zaproponowałeś nam Shindo. Z jednej strony chętnie napiszę dlaczego nie wierzę w Boga, a bardziej nawet jak do tego doszło. Z drugiej strony chciałoby się powiedzieć jak prof. Przełęcki: „Z pewnym zażenowaniem zabieram głos na temat tak wielki i trudny” ;-). Profesor Marian Przełęcki zmarł w zeszłym roku, mało kto o nim słyszał, ale jego stosunek do religii wydaje mi się bardzo bliski. On sam nazwał go „chrześcijaństwem niewierzących”, a takich jak ja nazwał „chrześcijańskimi ateistami”. To tylko pozorna sprzeczność – przecież Przełęcki był logikiem ;-). Polecam Chrześcijaństwo niewierzących - dostępne na chomiku.

Moja przygoda z religijnością to sinusoida. Pochodzę z rodziny co najmniej obojętnej religijnie. W pewnym wieku sam odczułem potrzebę religii – stało się to zwyczajnie i po prostu, bez wielkich przełomów i wyjątkowych zdarzeń. Przeżyłem coś, co nazywałem „nawróceniem”. Miałem okazję skosztować tego, co psychologowie religii nazywają doświadczeniem religijnym, a nawet czegoś, co wyłącznie z obawy przed popadaniem w emfazę i przesadę boję się nazwać doświadczeniem mistycznym. Ludzie takich rzeczy czasami doświadczają, starają się o tym powiedzieć, choć przyznają, że nie potrafią. Takie wydarzenia wywracają całe ich życie do góry nogami, zmieniają spojrzenie na świat, a łąka którą przechodzili setki razy nagle okazuje się być „przepojona Bogiem” (ten przykład też gdzieś wyczytałem lub usłyszałem od kogoś mądrego, ale już nie pamiętam od kogo). Mi też to wywróciło świat do góry nogami, zmieniło wszystko. Nie starałem się o to, nie paliłem zioła, nie wprowadzałem się w specjalne stany za pomocą deprymacji sensorycznej, ani rytmicznej muzyki – po prostu – modliłem się i stało się. Nie chcę opisywać jak, bo to intymne, ale nie cieszcie się – nie było w najmniejszym stopniu związane z seksem J. Wobec tego rodzaju doświadczenia człowiek jest dosyć bezradny – bo ono wydaje się go przekraczać, przynajmniej mnie przekroczyło. Czytałem jednak kilku mistyków i mieli podobnie. Jednak nie na tym chciałem się skupić, bo to nie chodzi o jedno doświadczenie, a ja żadnym mistykiem nie jestem ani nie byłem J, zaś ta „obecność Boga” której doświadczyłem miała miejsce już po tym, jak „stałem się religijny”.

Jak zatem doszło do „utraty wiary”? Ktoś być może stwierdzi, że za mało o nią dbałem, za mało pielęgnowałem? Nic bardziej błędnego. Oj, dbałem i to bardzo, choć w granicach rozsądku. Oczywiście, że przeżywałem swoją religijność, jak na młodego człowieka przystało w pewien sposób radykalnie. Potrzeba autorytetu, uporządkowania wielu spraw i inne „rozkminy” psychoterapeutyczne będą jak najbardziej słuszne. No ale tak właśnie czułem i tak robiłem. Mniejsza o szczegóły, w każdym razie jakiś czas w klasztorze spędziłem i to było bardzo pozytywne doświadczenie.
Zgubne okazało się to, gdy przestałem był doktrynerem i zacząłem analizować i poddawać krytyce nauczanie KRK. Może dalej pozostał we mnie ślad tamtego radykalizmu, ale naprawdę uważam, że podważenie jednego dogmatu wiary prowadzi do stopniowej jazdy w dół - w kierunku niewiary. No bo jak jedno nie ocalało, to dlaczego nie sprawdzać kolejnego i kolejnego…
Żeby być w zgodzie ze swoim sumieniem musiałem pożegnać się z KRK, jednak to był początek drogi. Może ewangelicy? Może Świadkowie Jehowy? Może adwentyści… To oczywiście był proces wieloletni, a moje poszukiwania mogę z perspektywy czasu ocenić jako coś, co można nazwać „potrzebą Boga”, „nerwicą eklezjogenną”. Podobno jesteśmy homo religiosus i potrzeba religii jest częścią naszej ludzkiej kondycji - na poziomie innym niż analiza intelektualna. W każdym razie w moim przypadku tak jest. To jeszcze nie znaczy, że Bój jest J.

Tak więc stopniowo osuwałem się na obszar agnostycyzmu – jeśli już musimy to jakoś nazywać. To było wygodne, ale z czasem okazało się niekonsekwentne. No bo jeśli twierdzę, że nie potrafię dowieść istnienia Boga i zostawiam ten margines, na jego istnienie to znaczy, że w jakimś zakresie dopuszczam je – pomimo braku dowodów empirycznych. Czyli dokładnie tak samo mogę zostawić margines na istnienie krasnoludków czy „czajniczka Russella” (innego Russela ;-) ).
To jest tak naprawdę kwestia definicji i paradygmatu, na którym się oprzemy. Nie potrafię udowodnić, że Boga nie ma. Jeśli więc osobę, która stawia wymóg dowodu empirycznego nazwiemy ateistą, to ja właśnie nim jestem. Tak samo jak nie wierzę, że są krasnoludki (choć może buszują mi nocami po garnkach), nie wierzę, że wokół Słońca krąży czajniczek (przecież nie mogę wykluczyć, że jeszcze po prostu nie został odkryty) tak samo nie wierzę, że Bóg istnieje.
Jeśli zaś już istnieje i stworzył mnie z takim aparatem poznawczym jaki mam i wymyka się temu aparatowi no to sam sobie winien, że w niego nie wierzę.

No ale co z zachwytem nad stworzeniem? No oczywiście, że się zachwycam! Jak się nie zachwycić, gdy jesteś w górach i stajesz przed widokiem zapierającym dech w piersiach. Czy to jednak jest dowód na istnienie Boga? Dla mnie nie. To chyba Dawkins (nie jestem fanem) napisał, jak różne może być obrobienie intelektualne tej samej emocji – jego kolega zachwycony cudem stworzenia na łące postanowił wstąpić do seminarium, on postanowił zostać zoologiem.

No ale te moje doświadczenia wymagały jakiegoś opracowania intelektualnego. Więc rozpocząłem studia religioznawcze. Bardzo dawno już chciałem, ale gdy jeszcze byłem związany z KRK ksiądz mi bardzo odradzał. – Na teologie idź, a nie na religioznawstwo na zatracenie wiary! Ganił J. I miał rację. Chociaż są znakomici religioznawcy wierzący, a nawet zakonnice (np. prof. Zofia Zdybicka – urszulanka z KUL). Poszedłem wiele lat później, kiedy wiary już ni było chyba nic a nic we mnie. To był bardzo dobry wybór. Studia w niczym mnie nie „utwierdziły”. One dały mi narzędzia i aparat by zrozumieć to, co kiedyś przeżywałem – psychologicznie, socjologicznie, filozoficznie, antropologicznie, neurobiologicznie itp.

Nie przekonuje mnie to, że od zawsze człowiekowi towarzyszyła religia. Tym bardziej, że to nie jest prawdą. Faktycznie badania na szympansach dają podstawy sądzić, że już u prymatów w mózgu powstają ośrodki, które zawierają „potencjał religijności”. Zanim jednak powstała religia były inne sposoby radzenia sobie z ludzką niedolą. Najpierw jakieś zabiegi przy zmarłych – przysuwanie stygnącego zmarłego do ogniska, posypywanie go czerwona ochrą gdy robił się blady. Potem magia. Religijny sposób myślenia to kolejne „stadium”. Teraz mamy okres paradygmatu naukowego. Wiemy, że więcej religii powstało, żyło i umarło niż istnieje obecnie.

Sprowadzając to do humorystycznej puenty – jest tak, że tysiące zbierają bezmyślnie nakrętki chcąc przyczynić się do tego, by ktoś dostał wózek inwalidzki. Robią to ze szlachetnych pobudek, a przy tym dosyć łatwo mogą poczuć się dobrze. Nie wielu jednak zada sobie trud sprawdzenia po co komuś kto kupuje wózek tony nakrętek z napojów różnych firm, ile wózków już w ten sposób zostało zakupionych, gdzie jest koniec łańcuszka przekazywania sobie worów i pudeł z nakrętkami.

Jeśli już jestem ateistą, to nie takim, który potępia religię w czambuł. Nie znam wszystkich argumentów przeciwko istnieniu Boga, które publikują ateistyczne serwisy. Nie prowadzę prywatnej wojny z religią. To byłoby absurdalne i powodowało utratę czasu i energii. Ja w przeciwieństwie do wierzących mam tylko jedno życie J - nie mogę go zmarnować i do tego ponoszę za nie niemal całkowitą odpowiedzialność.

 

A teraz jak na zgenderyzowanego chłopa przystało  idę zrobić pierogi z kapustą - bo krasnoludki mi tego na pewno nie ulepią :-).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ciekawy temat zaproponowałeś nam Shindo. Z jednej strony chętnie napiszę dlaczego nie wierzę w Boga, a bardziej nawet jak do tego doszło. Z drugiej strony chciałoby się powiedzieć (...)

 

 

Bratem mi jesteś.

 

Wszystko tak samo, jota w jotę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Powiem tak - w czasie studiów filologicznych naczytałem się sporo o Biblii i miałem taki straszny dysonans poznawczy. Po wielu przemyśleniach zacząłem traktować ją jako zwykłą książkę i nacisnąłem taki metaforyczny klawisz "backspace", czyli zacząłem kasowanie tego, co mi wdrukowywano przez całe życie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ateiści, co było przyczyną tego, że odrzuciliście całkowicie wiarę/religię? Co utwierdziło Was w przekonaniu, że nie ma Boga/bogów?

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

To nie tak - bo co to za bóg, który nie wie, czego chce i do czego dąży?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Metodą dedukcji.

Byłam katoliczką do 10 roku życia, siłą perswazji matki zostałam swiadkiem Jehowy, potem studia (socjologia), wątpliwosci, które się pojawiły omawiałam z mężem, dużo czytałam i doszłam do wniosku, że istnienie Boga jest wysoce nieprawdopodobne. Na tyle, że sama siebie nazywam ateistką :)

Oczywiscie to ogromny skrót, bo proces odrzucenia wiary w Boga to lata, nie dzieje się to w jeden dzień. I jeszcze jeden czynnik - w moim przypadku osobiste przygody z religią swiadków Jehowy utwierdzały mnie w przekonaniu, że Boga nie ma.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gość shindo

Fakirek, chrześcijaństwo niewierzących? Jestem zaintrygowany. Będę musiał poczytać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Rzeczywistość świadczy o istnieniu Boga jednocześnie zaprzeczając jego istnieniu, wszystko zależy jak na to spojrzymy.

 

Są dwa powszechne poglądy.

Wg. kreacjonistów Bóg jako super doskonała istota powstał z niczego i przez przypadek.

Wg. ateistów człowiek jako istota super niedoskonała powstał z niczego i przez przez przypadek.

 

Historia człowieka i teraźniejszość pokazuje że to człowiek stworzył Boga który zawsze jest wykorzystywany do interesów małej grupy nad większą.

 

Dlaczego jestem ateistą ? Bo straciłem iluzoryczną wiarę i nadzieję a życie tak jak napisałem na początku w moim przypadku zaprzecza istnieniu Boga.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

bóg jest bardzo ważny

 

dzięki niemu ludzie u władzy mogą powiedzieć że to nie oni rządzą to bóg

wymyślenie wiary religii i boga to takie same narzędzia do sterowania ludźmi jak prawo, kodeksy, policja itp.

 

ludzie chcą igrzysk i chleba

 

dostaną wszystko po śmierci - już w raju

a puki co to do roboty

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

a puki co to do roboty

Sam se ić do roboty :D

10gb9qp.jpg

Edytowane przez Dora

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Każda ideologia zaślepia umysły. Także ideologia religijna.A wtedy nie można dostrzec absurdów danej ideologii.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz