Promowane odpowiedzi

Witam, postaram się Was nie zanudzać. Jestem katolikiem, wierzącym ale nie praktykującym.
Jakiś czas temu poznałem kobietę, jest od 3lat głosicielką w ŚJ (jeszcze nie świadkiem).
Wszystko toczyło się w tempie niecodziennie ekspresowym-z tygodnia na tydzień uzależnialiśmy się od siebie,  dogadywaliśmy się na każdym kroku, a wspólne spędzanie czasu było czymś w rodzaju poczucia wolności, błogiego stanu i spełnienia marzeń.

Niestety nagle czar prysnął-Ona zdała sobie sprawę, że ja ŚJ nigdy nie zostanę(samemu zacząłem temat ŚJ studiować w domu by się czegoś dowiedzieć i niestety nic mnie do nich nie przekonuje-więcej wręcz zniechęca), postawiła wiarę na pierwszym miejscu, powiedziała że Jehowa jest najważniejszy i woli być nawet sama ale z nim.

 

Powroty trwały długo, wielkie uniesienia i następnego dnia tłumienie uczuć...zaczęła celowo traktować naszą znajomość w formie koleżeńskiej, lecz za każdym razem udawało mi się na nowo przełamać jej "zamykane" serducho...ale ileż można?

Zbór zrobił jej pranie mózgu, wzbudził poczucie winy...i pomimo ogromnego uczucia, którym się darzyliśmy-BYŁA W STANIE Z NAS ZREZYGNOWAĆ! naiwnie mówiąc, że "wszystko się ułoży" i ten jej "Jehowa" pomoże...

Miał ktoś podobną sytuację? Czy to aby normalne by tak wielka siła jak miłość przegrała z fanatyczną, ślepo ulokowaną wiarą??

ps. dodam, że po miesiącach wdrażania się w temat ŚJ mam jedno zdanie: to sekta wykorzystująca pionki poprzez psychomanipulację!!!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Były takie sytuacje, jest kilka wątków na ten temat na forum.

Współczuję, mój brat miał podobnie, tylko, że on nie należy do żadnej religii i nie praktykuje obrzędów, a jego narzeczoną jest katoliczka i jej rodzice powiedzieli, ze nie przyjdą na ślub jeśli nie odbędzie się w kościele.No i wogóle nie mogli się dogadać w sprawach religii i wszystko się posypało.

U ŚJ jest jeszcze gorzej.Twoja dziewczyna pokazała Ci co jest dla niej najważniejsze i masz rację, została zmanipulowana, ale ja mimo wszystko uważam iż dorośli ludzie mają

swój rozum i nikt ich nie zmusza do zostania świadkiem.

Pozostaje Ci małymi kroczkami uświadamiać ją i czekać aż jej przejdzie pierwsze zauroczenie , albo odpuścić, bo czasami jak już ktoś wdepnie w tą religię to ciężko go z stamtąd wyciągnąć.

A zwłaszcza jeśli czuje się tam dobrze, bo to też jest możliwe.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

to sekta wykorzystująca pionki poprzez psychomanipulację!!!

 

a co Pan Panie opowiadasz tu za banialooki? Aż mnie zniesmaczyło.

 

giphy.gif

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Witaj.znajdz watek pt druga strona medalu Wwinstona poczytaj moze ci to pomoze :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Poczytaj na tym forum i podsuwaj jej pytania do rozważenia, może się przebudzi, nie znam ŚJ, który nie ma żadnych watpliwości, a Ona jeszcze nie jest Świadkiem po 3 latach głoszenia.

Piszesz ''poznałem kobietę'', więc domniemam, że jest bliżej 30stki niż 20stki ;-) - długo podejmuje decyzję.

Dowiedz się dlaczego jeszcze nie jest Świadkiem skoro tak Jej zależy na tej religii? Zapytaj wprost czy ma watpliwości i poszukaj odpowiedzi na forum.

 

Jeśli jest szansa aby pomóc Jej przejrzeć na oczy zanim wdepnie całkiem to trzeba próbować.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Miłosne sprawy są najtrudniejsze.

Dziesiątki takich telefonów przez lata miałem.

 

Nigdy się nie mogę nadziwić, po co od początku ludzi brną w to, a później problemy.

Tak jakby nie było dla katolika katoliczki,. a dla świadkówny świadka.

 

Ale ludzie eksperymentują. Może nam się uda. Będziemy tolerancyjni wobec siebie.

 

Ja takiemu powiedziałem, to napisz pismo i niech ona przyniesie akceptacje ze zboru. Że będziecie razem chodzić na święta i uroczystości do rodziny, że dzieci będą katolickie. A ty w zamian będziesz z nią chodził 2 razy w tyg. na zebrania.

Od taka próba wiary...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

  Kto wie,może Ci się uda.Poczytaj historie pisane na tym forum.Jednym udało się wyciągnąć kogoś z sekty innym się nie udało.Zależy jak bardzo jesteś w stanie się w to zaangażować.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Miłosne sprawy są najtrudniejsze.

Dziesiątki takich telefonów przez lata miałem.

 

Nigdy się nie mogę nadziwić, po co od początku ludzi brną w to, a później problemy.

Tak jakby nie było dla katolika katoliczki,. a dla świadkówny świadka.

 

Ale ludzie eksperymentują. Może nam się uda. Będziemy tolerancyjni wobec siebie.

 

Ja takiemu powiedziałem, to napisz pismo i niech ona przyniesie akceptacje ze zboru. Że będziecie razem chodzić na święta i uroczystości do rodziny, że dzieci będą katolickie. A ty w zamian będziesz z nią chodził 2 razy w tyg. na zebrania.

Od taka próba wiary...

 

Odwrotnie też może być. Niech on przyniesie akceptację z Kościoła i przyrzeknie, że dzieci będą świadkowskie, zaś ona będzie z nim chodziła na msze.

 

Cóż by to były za nieziemskie kontrakty ! Hi..hi... :lol: :lol: :lol:

 

Fanatycy są wszędzie i zawsze próbują dostosować życie innych ludzi do własnych wyobrażeń.

Mój kuzyn przestał się do mnie odzywać, bo nie uwierzyłam mu, że Diabeł nie istnieje i przy pomocy tekstów biblijnych udowodniłam, że tak  :D

Ale on jest teraz Chrystadelfianinem, a oni nie wierzą w Diabła i innego "Złego".

 

Ale...trza nawracać kogo się ino da, bo koniec świata tuż tuż....

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Odwrotnie też może być. Niech on przyniesie akceptację z Kościoła i przyrzeknie, że dzieci będą świadkowskie, zaś ona będzie z nim chodziła na msze.

 

Tylko że u nas nie ma tak rygorystycznego podejścia jak u ŚJ. Możliwy jest nawet jednostronny ślub.

 

Poza tym nie wiesz co piszesz pisząc: "ona będzie z nim chodziła na msze".

 

A takich co chodzili do KK a zarazem z żoną-ŚJ na zebrania to znam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Odwrotnie też może być. Niech on przyniesie akceptację z Kościoła i przyrzeknie, że dzieci będą świadkowskie, zaś ona będzie z nim chodziła na msze.

 

Cóż by to były za nieziemskie kontrakty ! Hi..hi... :lol: :lol: :lol:

 

Fanatycy są wszędzie i zawsze próbują dostosować życie innych ludzi do własnych wyobrażeń.

Mój kuzyn przestał się do mnie odzywać, bo nie uwierzyłam mu, że Diabeł nie istnieje i przy pomocy tekstów biblijnych udowodniłam, że tak  :D

Ale on jest teraz Chrystadelfianinem, a oni nie wierzą w Diabła i innego "Złego".

 

Ale...trza nawracać kogo się ino da, bo koniec świata tuż tuż....

 

to nawraca się dalej straszeniem diabłem...oj ta dobra nowina o królestwie świadkowskim  :lol:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Na Twoim miejscu dałabym sobie spokój z ta kobietą. Ta wiara wymaga bezwzględnego posłuszeństwa wobec organizacji. Szkoda czasu marnować a i tak nie wiesz jaki będzie skutek . Jeżeli teraz się nie dogadujecie zastanów się co będzie jak dojdą , dzieci, obowiązki co będzie wtedy....Nawet jak pójdzie na jakieś kompromisy to prawdopodobnie po każdej rozmowie z braciszkami będzie je łamala. Mowie to z własnego doświadczenia. Przemyśl sobie czy warto się poświęcać dla kogoś i czy masz tyle sił. Decyzję musisz podjąć sam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Na Twoim miejscu dałabym sobie spokój z ta kobietą. Ta wiara wymaga bezwzględnego posłuszeństwa wobec organizacji. Szkoda czasu marnować a i tak nie wiesz jaki będzie skutek . Jeżeli teraz się nie dogadujecie zastanów się co będzie jak dojdą , dzieci, obowiązki co będzie wtedy....Nawet jak pójdzie na jakieś kompromisy to prawdopodobnie po każdej rozmowie z braciszkami będzie je łamala. Mowie to z własnego doświadczenia. Przemyśl sobie czy warto się poświęcać dla kogoś i czy masz tyle sił. Decyzję musisz podjąć sam.

Jest w tym BARDZO dużo racji. 

Polecam w tej kwestii wątek:  https://watchtower-forum.pl/topic/5163-jak-zgodziłam-się-na-studium/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dobry odnośnik do tematu. Normalnieodjazd również przeżyła wiele walcząc o miłość. Niestety przegrała walkę z ortodoksyjna wiara... Smutna historia lecz niestety prawdziwa

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

To ja dla odmiany polecę wątek Winstona: https://watchtower-forum.pl/topic/3836-druga-strona-medalu/

Mi pomógł bardzo.

Był już tutaj polecany. Ale żeby coś takiego się udało to trzeba być inteligentnym, cierpliwym i taktownym jak Winston i trafić na dziewczynę o otwartym umyśle jak Gryfno Frela, a nie na betona. 

No bo co Normalnieodjazd zrobiła źle? Moim zdaniem nic, wykazała się anielską wręcz cierpliwością i niezmierzonymi pokładami dobrej woli. Niestety trafiła na zindoktrynowanego do szpiku kości betona, i skończyło się niefajnie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Był polecany, ale bez linka ;)

 

Tak czy siak - ja uważam, że próbować zawsze warto.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

 

 

13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: 

z nich zaś największa jest miłość. 1 Kor 13.13

 

 

No i wiadomo jaka z niej chrześcijanka :P

Edytowane przez Habakuk

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kochani, dziękuję za zainteresowanie tematem i licznymi odpowiedziami.
Nie było mnie przez jakiś czas-byłem zaabsorbowany właśnie życiem prywatnym i próbami, walką...

Doszło do momentu, w którym dziewczyna przyjeżdża do mnie na weekend któryś z rzędu, spędzamy niesamowite chwile i czas...a dzień później następuje "separacja", wielki znak STOPu i brak kontaktu aż do następnego "uniesienia" emocjonalnego. Trudno jest mi w tej sytuacji wytrwać-nie wiem ile jeszcze zniosę takich wahań w których amplituda zachowań jest porażająca.

Gdy dziewczyna jest ze mną-nic innego się nie liczy-jesteśmy my(nawet z zebrania rezygnuje).
Gdy natomiast się nie widzimy-liczy się tylko sekta.

Dawno bym sobie odpuścił ów temat, ale przez pryzmat jej osobowości której szukałem latami...po prostu nie jestem w stanie. Ostatnio powiedziała mi nawet, że nie chce tam być...po czym dzień później udawała, że jesteśmy tylko znajomymi.

Jej zachowanie pokazuje mi, że mam światełko w tunelu, że się waha i ma wątpliwości tylko co zrobić by je przełamać?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

A czy ja wiem? Może dać jej do przeczytania wątek Normalnieodjazd? https://watchtower-forum.pl/topic/5163-jak-zgodziłam-się-na-studium/

Nie wiem czy to pomoże. Czasem może zaszkodzić. Po prostu do porzucenia religii trzeba dojść samemu - świadectwa mogą pomóc, ale czasem mogą utwierdzić delikwenta/delikwentkę w wierze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wiara ponad miłość...

 

Zdefiniowałbym inaczej te pojęcia.

 

Postawą wiary jest odpuszczenie sobie i otworzenie się na prawdę, czymkolwiek by się ona okazała. Zatem wiarą będzie przeciwieństwo kurczowego trzymania się przekonań, w tym i kontrolowania przekonań innych ludzi.

 

Zatem z wiąrą jest dokładnie tak samo jak z miłością. W takiej mierze w jakiej nie kontrolujesz czyiś emocji względem Ciebie, w takiej jesteś w stanie poczuć rzeczywistość tych emocji.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wiara ponad miłość...

 

Zdefiniowałbym inaczej te pojęcia.

 

Postawą wiary jest odpuszczenie sobie i otworzenie się na prawdę, czymkolwiek by się ona okazała. Zatem wiarą będzie przeciwieństwo kurczowego trzymania się przekonań, w tym i kontrolowania przekonań innych ludzi.

 

Zatem z wiąrą jest dokładnie tak samo jak z miłością. W takiej mierze w jakiej nie kontrolujesz czyiś emocji względem Ciebie, w takiej jesteś w stanie poczuć rzeczywistość tych emocji.

...ni cholery z tego nie rozumiem  :startle: 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

...ni cholery z tego nie rozumiem  :startle:

 

Kiedy poczucie miłości ma lepszy posmak? Wtedy gdy ktoś Ci odpowie 'ja Ciebie też'? Kiedy musiałeś to wymusić? Kiedy musiałeś się z tym narzucić? Albo komuś przypomnieć że przecież jesteś tą drugą połową?

 

A może wtedy gdy komuś przychodzi to naturalnie i czujesz się kochany - mimo tego że nie musiałeś kontrolować czyjejś woli nad tymi emocjami?

 

To jest tak jak z trzymaniem małego zwięrzątka w rękach - im mocniej trzymasz tym bardziej się chce wyrwać. Pozostawiając go bez ściskania jest szansa że zostanie na tych dłoniach z naturalnej woli.

 

Podobnie więc jest z wiarą. Nie narzucając 'swojej rzeczywistości' rzeczywistości jesteśmy otwarci na taką rzeczywistość jakakolwiek by się nie okazała. Im mniej ją ściskamy tym łatwiej pogodzić się z tym co jest rzeczywiste.

 

Czy teraz brzmi to jaśniej czy jeszcze bardziej zagmatwałem?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nie, teraz OK. Po prostu wydaje mi się że czasem trzeba Cię kopnąć w kostkę żebyś przestał

gadać jak kto najarany i zaczął gadać jak kto przytomny  :devil:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz