Gość Marika

Jak przekonać kogoś by odszedł z ś.j.?

Promowane odpowiedzi

Gość

Zważywszy, że w tym temacie wymiękają najtwardsi. Nawet Roszada z chyba najobszerniejszą tutaj na forum wiedzą na temat Strażnicy i doktryny świadków wyraźnie zaznacza, że wyciąganiem z sekty się nie zajmuje, bo to misja niemalże niemożliwa i samobójcza. Z drugiej zaś strony, jeżeli jesteś gorliwą katoliczką no i taką, która ma pojęcie na temat swojej wiary, przeczytała co nie co w Katechizmie Kościoła Katolickiego, zna chociaż pobieżnie dokumenty II Soboru, a Jezus nie jest na szóstym miejscu osób do których się modlisz, to nie ma szans na to abyś przełknęła świadkowską papkę choćby nie wiem jak dobrze była podana. 

 

Ja nawet próbowałem, bo świadkowie podobali mi się właśnie ze względu na ich gorliwość i gotowość zawsze i wszędzie. Na doktrynie wymiękłem, przez to że miałem tak zaprogramowany katolicyzm, w którym istniał już gotowy program antywirusowy wywalający każdą doktrynę inną niż katolicka. Co nie przeszkadzało mi wierzyć w takie bzdury jak niepokalane poczęcie, wniebowzięcie (nie mylić w z wniebowstąpieniem) klepać różaniec i te wszystkie litanie i ogólnie cały kult maryjny obchodzić. Zresztą nie tylko maryjny. Ten poświęcony choćby miłosierdziu bożemu czy sercu pana Jezusa. Jak teraz na to patrzę to uśmiecham się, choć stare upiory religijności często jeszcze odzywają się w głowie i trochę mi żal czegoś czego sam bliżej nie potrafię określić. Ale z religią doktrynalną przechodzę w takie kontakty jak z miłością nastolatka - było pięknie, słodko i namiętnie, ale jesteśmy już zbyt dorośli więc pora się rozstać bo nic poważnego nie zbudujemy.

,

Dlatego pozostaje, przy mojej radzie posta, którego napisałem dużo wcześniej. Dorzucę jeszcze coś małego.

 

Wypieprzcie katechizmy, wszystkie książeczki uczące o Bogu, Jezusie, strażnice, czego naprawdę (nie)uczy Biblia w kąt i jeżeli potrzebujecie relacji z Bogiem usiądźcie razem i czytajcie Biblie, ale bez uprzedzeń związanych z tym czego uczyły was religie. Odrzućcie dotychczasową indoktrynacje i z całkowicie czystym umysłem czytajcie i wspólnie wyciągajcie wnioski. I wierzcie w taki sposób, w jaki oboje do tego dojdziecie. To trudne tak czytać Biblię, ale zaręczam, ze efekt będzie powalający! W końcu dojdziecie do wniosku, że to wszystko to bzdura, a pozostałą po religii pustkę (bo taka pozostanie) zapełnicie latającym potworem spageti :P

 

Życzę powodzenia w podejmowanych decyzjach! :D

Ostro.

Tylko nie umiem się zorientować jakie są Twoje pobudki...

Moim zdaniem chyba jesteś rozgoryczony. Absolutnie się nie dziwię.

Moim zdaniem  mówisz bardziej do Siebie

niż do człowieka.... prawdziwego, konkretnego, w danej sytuacji życiowej ...

który czyta Ciebie, po drugiej stronie klawiatury.

Roszad nie zajmuję się "wyciąganiem z sekty" bo ma inne zainteresowania.

Z sekty da się kogoś wyciągnąć.

Temat jest o tym czy "jesteśmy", MY, którzy podejmujemy decyzję na to gotowi? Czy tego chcemy tak naprawdę? Czy jesteśmy gotowi na wszystkie konsekwencje?

Biblia, Koran ani żadna inna książka nie mają z tą pracą za wiele wspólnego.

Owszem, trzeba znać bardzo dobrze konkretną uskutecznianą przez sektę doktrynę i źródło na jakiej wyrosła..

Zgadzam się. Tylko, że w ten sposób można się "bić na cytaty", konteksty i sensy do Armagedonu albo dłużej. 

Moim i raczej nie tylko moim zdaniem wyciąganie kogoś z sekty =  kotwiczenie go na powrót w rzeczywistości.

Czyli odszukiwanie w człowieku jego naturalnych, wrodzonych skłonności ... ku "dobru normalnemu" w efekcie...

Sekta z zasady swojego działania, te rzeczy w człowieku stara się przewartościować.

Na tym podłożu, przez odnoszenie się wtórne, nie bezpośrednie do "przykazań i prawd" sączonych w mózg przez lata, w kontraście z "czystym, nowym" przede wszystkim ludzkim spojrzeniem, można próbować złapać człowieka za rękę, którą jego zryta "natura", próbuje powstrzymać, przed namacaniem realnego w miarę brzegu.

 

p.s. ja przestałam pisać bo autorka tematu wydaje się, że zamknęła ten rozdział swojego życia.

Tzn. przestała pisać.

Spokojnie Hahbu. Są na tym forum ludzie z praktyką w temacie. Na pewno pomogą. Bez obaw. 

Jeżeli autorka tematu będzie miała na to ochotę.

Edytowane przez normalnieodjazd

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Gość

Jeśli ktoś nie chce to choćbyś na K2 weszła nie wyciągniesz. Kwestią zatem pojawia się wzbudzenie tego chcenia. Postawmy sprawę jasno. Ile osub na tym forum z religii zostało wyciągnięte a ile samo doszło do takich wniosków? Normalnieodjazd uważam, ze mówienie o możliwości wyciągnięcia z Twojej strony to tylko pobożne marzenia i jakaś wiara. Wszystko dzieje się w mojej/twojej/jej/jego głowie. Tam toczy się walka.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Gość

Oj chłopie.

Mam wrażeni, że o czym innym rozmawiamy.

O czym innym albo jak zwykle to do Ciebie podobne, próbujesz uciec od sedna, na którego temat mamy inne zdanie.

Przejdźmy do praktyki.

Zamiast po próżnicy rozwodzić się na temat "Naszych Przekonań":?

Masz Wiedzę w tym konkretnym temacie?

Ja mam.

Masz DOŚWIADCZENIE w tym konkretnym temacie?

Ja mam.

Nudzi mnie szczerze mówiąc dyskusja z "czyimś widzimisię".

Ucz się. Konfrontuj. Działaj.

Wtedy będziemy mieli o czym rozmawiać.

Na temat sekt poczytaj cokolwiek. Nie wiem, chociaż Hassana. Zaangażuj się... czynnie...

to wówczas, moim zdaniem będziesz miał prawo dzielić się doświadczeniami w temacie, z którymi będę mogła dyskutować.

Absolutnie To nie działa " dla każdego". W sensie nie każdy "da radę". Nic nie szkodzi. To trudne.

 

p.s. ponieważ już od dawna nie o temat chodzi to takie coś Ci o[powiem

 

I tak bardziej ogólnie Habu. W sensie o co moim zdaniem w życiu komon .


Pamiętam jak mój pradziadek zmarł jak miałam 8 lat. Mój najlepszy i najbardziej zaufany przyjaciel, autorytet, urodzony w 1903 roku powiedział do mnie: Kasia co ONI MÓWIĄ... człowiek na księżycu.... popatrz przecież księżyc jest taki mały.... Ufaliśmy sobie.

Później w tajemnicy, tuż przed śmiercią mój najlepszy przyjaciel, Pradziadek wyznał mi: Kasia:

Ta Moja to mnie zdradza.

Ja: tylko słuchałam. Już wtedy wiedziałam, że ludzie mówią co ich boli jeżeli im to umożliwić. ( moja wiedza absolutna: moja prababcia miała wtedy ledwo poniżej osiemdziesiątki) Zapytałam skąd dziadku wiesz, że "babcia Cię zdradza"?

Pradziadek już na długo przed śmiercią miał Alzheimera

Dziwne to było, że tylko mnie poznawał. Byłam jego najlepszym kumplem,przyjacielem. Ufał mi chyba. Mieliśmy jaką dziwną "sztamę".

A no wiem kwiatuszku..... a wiem... ilekroć włączy ona telewizor o 20-stej...  to tam jest TEN FACET.... i ONA tak na niego patrzy, I ON  jej mówi dobry wieczór....

I Ona cały czas tak na niego patrzy.

I nawet czasem mu odpowiada...

Pradziadek "uciekał" ... w lecie był luz. Zimy pamiętam jako pełna grozy

Pradziadek przed śmiercią miał Alzheimera. Kumplowaliśmy się strasznie. Nawet odkąd pamiętam, że robił mi babki z piasku a ja rozwalałam. I on się wkurwiał: rzucał czapką i mówił:

E z taką robotą!!!!..... i odchodził ( ja pewnie jeszcze wtedy srałam w pieluchy).

 

Opowiedziałam, wytłumaczyłam mu o telewizorze. Myślę, że ogarnoł, że babcia go nie zdradza.

Myślę, że odzyskał spokój.

Pozwolił, żeby babcia dała mu jedzenie...

Wiem stąd, że jak umierał to był spokojny.

Miał ten spokój na którym mu zależało.

Wiedział, żebabcia go kocha.

Tylko wtedy przyjmował od Niej jedzenie.

Tylko od przyjaciół.

Poprosił o śniadanie do łóżka. Zjadł jajko na miękko i ... umarł...

 

Teraz sobie tak myślę, że chyba najważniejsze dla człowieka, to umrzeć kochanym,

Bogowie się nie liczą.

Edytowane przez normalnieodjazd

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Gość

 

Teraz sobie tak myślę, że chyba najważniejsze dla człowieka, to umrzeć kochanym,

Bogowie się nie liczą.

 

Być kochanym i móc być sobą przy tym, kogo się kocha...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Gość

Być kochanym i móc być sobą przy tym, kogo się kocha...

Lila. Już od jakiegoś czasu widzę, że ja opłotkami a ty do sedna.

To o czym piszesz to sytuacja idealna.

Ja uważam, że człowiek (ja np.) dopiero musi się nauczyć kochania. Kiedy już umie? Kiedy umie kochać samego siebie: tzn: nie próbuje uzależniać swojego istnienia od drugiej osoby. Umie się czuć  wartościowy, kiedy nie musi się przeglądać w Jej/jJego oczach. Kiedy żyje jako Ja. Wtedy mogę świadomie dopiero drugiemu dawać to co chcę. I odwrotnie.

Nikt nie jest bluszczem, nikt nie jest pniem.

Proste, moim zdaniem.

Edytowane przez normalnieodjazd

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Gość

Lila. Już od jakiegoś czasu widzę, że ja opłotkami a ty do sedna.

To o czym piszesz to sytuacja idealna.

Ja uważam, że człowiek (ja np.) dopiero musi się nauczyć kochania. Kiedy już umie? Kiedy umie kochać samego siebie: tzn: nie próbuje uzależniać swojego istnienia od drugiej osoby. Umie się czuć  wartościowy, kiedy nie musi się przeglądać w Jej oczach. Kiedy żyje jako Ja. Wtedy mogę świadomie dopiero drugiemu dawać to co chcę. I odwrotnie.

Nikt nie jest bluszczem, nikt nie jest pniem.

Proste, moim zdaniem.

 

Bo ja rozważna i romantyczna jestem :)

 

Ani swojego istnienia ani poczucia własnej wartości nie powinniśmy uzależniać od innych, również tych bliskich. Nie powinniśmy, ale jednak coś nas do tego pcha. Zdanie innych, ich uznanie z jakiegoś powodu czasami przesłania nam to własne Ja :( Tak jak piszesz - to nauka. Trzeba się nauczyć siebie. Spokój osiągnę patrząc w te oczy dlatego, że je kocham, a nie dlatego, że szukam w nich potwierdzenia czegokolwiek. Nie chciałabym w nich widzieć odbitego swojego strachu, czy niepewności.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Gość

Bo ja rozważna i romantyczna jestem :)

 

Ani swojego istnienia ani poczucia własnej wartości nie powinniśmy uzależniać od innych, również tych bliskich. Nie powinniśmy, ale jednak coś nas do tego pcha. Zdanie innych, ich uznanie z jakiegoś powodu czasami przesłania nam to własne Ja :( Tak jak piszesz - to nauka. Trzeba się nauczyć siebie. Spokój osiągnę patrząc w te oczy dlatego, że je kocham, a nie dlatego, że szukam w nich potwierdzenia czegokolwiek. Nie chciałabym w nich widzieć odbitego swojego strachu, czy niepewności.

Straszna to szkoda, że obie ( a przynajmniej ja) jesteśmy hetero . Ja już Cię Lilaczku prawie kocham. 

Lila. Już od jakiegoś czasu widzę, że ja opłotkami a ty do sedna.

To o czym piszesz to sytuacja idealna.

Ja uważam, że człowiek (ja np.) dopiero musi się nauczyć kochania. Kiedy już umie? Kiedy umie kochać samego siebie: tzn: nie próbuje uzależniać swojego istnienia od drugiej osoby. Umie się czuć  wartościowy, kiedy nie musi się przeglądać w Jej/jJego oczach. Kiedy żyje jako Ja. Wtedy mogę świadomie dopiero drugiemu dawać to co chcę. I odwrotnie.

Nikt nie jest bluszczem, nikt nie jest pniem.

Proste, moim zdaniem.

 

Bo ja rozważna i romantyczna jestem :)

 

Ani swojego istnienia ani poczucia własnej wartości nie powinniśmy uzależniać od innych, również tych bliskich. Nie powinniśmy, ale jednak coś nas do tego pcha. Zdanie innych, ich uznanie z jakiegoś powodu czasami przesłania nam to własne Ja :( Tak jak piszesz - to nauka. Trzeba się nauczyć siebie. Spokój osiągnę patrząc w te oczy dlatego, że je kocham, a nie dlatego, że szukam w nich potwierdzenia czegokolwiek. Nie chciałabym w nich widzieć odbitego swojego strachu, czy niepewności.

Pożytecznie jest się zastanowić.... co nas do tego pcha...???? Jakże może to "zbudować" ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Gość

Straszna to szkoda, że obie ( a przynajmniej ja) jesteśmy hetero . Ja już Cię Lilaczku prawie kocham. 

 

Nooo, ja też :(

Strasznie ekscytujące, że tak publicznie rodzi się nasza miłość :*

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Gość

 

Straszna to szkoda, że obie ( a przynajmniej ja) jesteśmy hetero . Ja już Cię Lilaczku prawie kocham. 

 

Nooo, ja też :(

Strasznie ekscytujące, że tak publicznie rodzi się nasza miłość :*

Poznacie się w realu u mnie na grillu we wrześniu.

 

 

 

 

 

 

BTW, kurde, już nikogo więcej nie zaproszę bo mi się pomału zaczyna jakiś spęd szykować. A w założeniach miało być kameralnie  :(

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Gość

Poznacie się w realu u mnie na grillu we wrześniu.

BTW, kurde, już nikogo więcej nie zaproszę bo mi się pomału zaczyna jakiś spęd szykować. A w założeniach miało być kameralnie :(

Juuuupiiii! Już się cieszę ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Gość

Oj chłopie (...)

Normalnie odjazd zgadza się, tylko że mam wrażenie, że to Ty uciekasz od sedna dyskusji. Ja mówię prosto zwięźle i na temat. Ty to jakoś rozdrabniasz. Ok, możesz tylko po co? Czy Twoim zdaniem zbyt płytko podchodzę do tematu? To też możliwe. Ale takie jest moje zdanie. Uważam, że to Ty znacznie odbiegasz i tworzysz wizję, która w moim przekonaniu jest strasznie naciągana i...taka...w sumie sztuczna.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Gość Gość

To nie jest żadna religia czy też wiara a w czystej postaci sekta, która lasuje mózg człowieka oczywiście podatnego i małe jest prawdopodobieństwo by człowiek, którego omamiono tą sektą zmądrzał i stuknął się w łeb i zadał sobie pytanie co ja robię w tej ogłupiającej sekcie 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Twoja zawartość musi zostać zatwierdzona przez moderatora.

Gość
Komentujesz jako gość. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został osadzony automatycznie.   Wyświetlaj jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie
  • Przeglądający

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.