Promowane odpowiedzi

Młodzi, czy jesteście gotowi do chrztu? - Strażnica do studium.

 

„Kto z was, chcąc zbudować wieżę, nie siądzie najpierw i nie obliczy kosztów, by zobaczyć, czy mu wystarczy na jej dokończenie?” (ŁUK. 14:28).

 

Analizowana w zeszłym tygodniu Strażnica skierowana jest przede wszystkim do ludzi młodych, ale może też dotyczyć ludzi starszych chcących się ochrzcić.

Chrzest możemy nazwać publicznym poświadczeniem swego oddania do dyspozycji Bogu Biblii według obrzędu chrześcijańskiego.

Wybór Boga jest to jedna z najważniejszych decyzji w życiu człowieka.

W Awescie, Biblii Boga Ahura Mazdy tak napisano o takim wyborze:

 

Yasna 30:1, 2

1 Oświadczam wam, którzy nadchodzicie, by zostać nauczonymi wszystkich krytycznych słów dotyczących Tego, który wie wszystko, próśb odnoszących się do Ahura Mazdy, ofiar pochodzących od Dobrego Umysłu oraz medytacji zainspirowanych Sprawiedliwością. Modlę się, by pomyślne rezultaty tych tych nauk ujrzały światło dzienne.

2 Słuchajcie więc i patrzcie oczami Lepszego Umysłu na jasne płomienie po to, by wybrać religię, człowiek po człowieku, każdy odpowiedzialny za siebie. Zbudźcie się przed wielkim wysiłkiem nauczania!

 

Analizowana Strażnica ta oraz następna przeznaczona jest dla ludzi, którzy nie potwierdzili swojego wyboru chrztem. Zapraszam wszystkich serdecznie do jej analizy.

Cały artykuł dostępny jest tutaj:

 

http://wol.jw.org/pl/wol/d/r12/lp-p/2016201#h=41

 

Ten i następny artykuł są skierowane do młodych, którzy myślą o chrzcie

1, 2. (a) Co obecnie sprawia radość sługom Bożym? (b) Jak chrześcijańscy rodzice i starsi mogą pomóc młodym zrozumieć znaczenie chrztu?

 

Kaznodziei 12:1

Pamiętaj więc o swoim Wspaniałym Stwórcy w dniach swego wieku młodzieńczego, zanim zaczną nadchodzić dni nieszczęsne, czyli przyjdą lata, gdy powiesz: „Nie mam w nich upodobania”;

 

Łukasza 14:27-30

Kto nie nosi swego pala męki i nie idzie za mną, ten nie może być moim uczniem. Na przykład kto z was, chcąc zbudować wieżę, nie siądzie najpierw i nie obliczy kosztów, by zobaczyć, czy mu wystarczy na jej dokończenie? W przeciwnym razie mógłby położyć fundament, ale nie zdołałby jej dokończyć i wszyscy obserwatorzy zaczęliby z niego szydzić, mówiąc: ‚Ten człowiek zaczął budować, ale nie zdołał dokończyć’.

 

Odpowiedź 1, 2.

a. Podstawowym źródłem radości chrześcijan są prześladowania, które są dowodem trwania w wierze. Temat ten jest analizowany tutaj:

 

https://watchtower-forum.pl/topic/6233-prze%C5%9Bladowania-tortury-m%C4%99cze%C5%84stwo-chrze%C5%9Bcijan-dowodem-trwania-w-wierze/

 

b. Chrześcijańscy rodzice czy też starsi powinni młodzieży uświadomić przede wszystkim, że jak zostaną chrześcijanami to będą prześladowani. Mogą ich też w ramach edukacji trochę podręczyć.

 

3. (a) Czego o znaczeniu chrztu dowiadujemy się ze słów Jezusa i apostoła Piotra? (Mat. 28:19, 20; 1 Piotra 3:21). (b) Jakie pytania rozważymy i dlaczego?

 

Mateusza 28:19, 20

Idźcie więc i czyńcie uczniów z ludzi ze wszystkich narodów, chrzcząc ich w imię Ojca i Syna, i ducha świętego, ucząc ich przestrzegać wszystkiego, co wam nakazałem. A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do zakończenia systemu rzeczy”.

 

1 Piotra 3:21

Odpowiednik tego teraz i was wybawia, mianowicie chrzest (nie usunięcie brudu z ciała, lecz prośba do Boga o dobre sumienie), przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

 

Odpowiedź 3.

a. Ze słów szanownego pana Jehoszua (Jezusa) dowiadujemy się, że chrzest jest podstawowym rytuałem dla osób chcących zostać chrześcijanami.

Ze słów szanownego pana Piotra wynika, że chrzest jest początkiem doskonalenia osobowości chrześcijanina, prośbą do Boga o dobre sumienie.

 

b. 1) Czy nabrałem dojrzałości potrzebnej do podjęcia tej decyzji? 2) Czy jest to moim osobistym pragnieniem? 3) Czy rozumiem, co to znaczy oddać się Jehowie?

 

CZY JESTEŚ WYSTARCZAJĄCO DOJRZAŁY?

4, 5. (a) Dlaczego chrzest nie jest zarezerwowany tylko dla dorosłych? (b) Co dla chrześcijanina oznacza bycie dojrzałym?

 

Przysłów 20:11

Już po swych czynach chłopiec daje się poznać, czy jego postępowanie jest czyste i prostolinijne.

 

Filipian 2:12

A zatem, umiłowani moi, tak jak zawsze byliście posłuszni — nie tylko podczas mojej obecności, ale teraz ze znacznie większą gotowością podczas mej nieobecności — wypracowujcie swoje wybawienie z bojaźnią i drżeniem;

 

Odpowiedź 4, 5.

a. Szanowny pan Jehoszua (Jezus) nie podał kryteriów wiekowych jakie powinni spełniać chrześcijanie.

 

b. Dojrzały chrześcijanin to człowiek czysty, prostolinijny i świadomy obowiązków jakie spoczywają na chrześcijanach.

 

6, 7. (a) Opisz trudności, z którymi Daniel spotkał się w Babilonie. (b) Jak Daniel dowiódł dojrzałości?

 

Daniela 1:3-5, 13, 18

Potem rzekł król do Aszpenaza, swego naczelnego dworzanina, żeby przyprowadził niektórych z synów Izraela i z potomków królewskich, i z dostojników — dzieci bez jakiejkolwiek skazy, dobrze wyglądające oraz umiejące wnikać we wszelką mądrość i zaznajomione z wiedzą, i wykazujące rozeznanie w tym, co poznano, a także mogące stawać w pałacu króla — i żeby ich uczył pisma i języka Chaldejczyków. Ponadto wyznaczył im król codzienny przydział złożony z przysmaków królewskich i z wina, które pijał; mieli być żywieni przez trzy lata, aby po ich upływie stanąć przed królem.

(...) i niech pokażą się przed tobą nasze twarze oraz twarze dzieci jadających przysmaki królewskie, i postąp z twymi sługami stosownie do tego, co zobaczysz”.

(...) Daniel jednak postanowił w swym sercu, że nie skala się przysmakami króla ani winem, które on pija. Upraszał zatem głównego dworzanina, by nie musiał się kalać.

 

Odpowiedź 6, 7.

a. Szanowny pan Daniel jako uprowadzony Żyd trafił na dwór królewski gdzie chcieli go poić alkoholem i przysmakami królewskimi, które nie były dobre dla zdrowia fizycznego i umysłowego.

 

b. Pan Dawid dowiódł dojrzałości wybierając zdrowe jarskie jedzenie i zrezygnował z picia alkoholu.

 

8. Czego możesz się nauczyć z przykładu Daniela?

 

Efezjan 4:14, 15

abyśmy już nie byli niemowlętami, miotanymi jakby przez fale oraz unoszonymi tu i tam każdym wiatrem nauki wskutek oszukaństwa ludzi, wskutek przebiegłości w wymyślaniu błędu. Ale mówiąc prawdę, przez miłość wzrastajmy we wszystkim ku temu, który jest głową, ku Chrystusowi.

 

Odpowiedź 8.

Wzorem pana Daniela moglibyśmy również przejść na jarską dietę i zostać abstynentami.

Wpływ tego co jemy i pijemy na nasze zdrowie umysłowe i fizyczne jest bezdyskusyjny.

Kwestię diety analizujemy już tutaj:

 

https://watchtower-forum.pl/topic/6244-jad%C5%82ospis-chrze%C5%9Bcijanina-%E2%80%93-czyli-co-chrze%C5%9Bcijanin-je%C5%9B%C4%87-powinien-a-czego-je%C5%9B%C4%87-nie-powinien/

 

Alkohol odgrywa w kulturze chrześcijańskiej dużą rolę.

Został on nawet wyniesiony na ołtarze.

Gdziekolwiek dotarło chrześcijaństwo, dotarł też alkoholizm i towarzysząca mu rozwiązłość seksualna, której towarzyszą choroby weneryczne takie jak kiła zwana też syfem lub chorobą chrześcijan oraz  rzeżączka, chlamydiozy, wrzód weneryczny, czerwonka bakteryjna, ziarniniak pachwinowy, AIDS, opryszczka genitaliów, opryszczka wargowa, WZW (HBV, HCV), kłykciny kończyste, HTLV 1 i 2, HPV, kandydoza, rzęsistkowica, świerzb,wszawica łonowa,ameboza, żółtaczki różnych typów …

Oprócz chorób wenerycznych, zdrad, nieślubnych dzieci, rozbitych rodzin, tragedii osobistych alkohol przyczynił się również do niezliczonej liczby zbrodni.

Kwestia roli alkoholu w życiu chrześcijan jest omawiana tutaj:

 

https://watchtower-forum.pl/topic/6171-czy-szanowny-pan-jezus-przyczyni%C5%82-si%C4%99-do-plagi-alkoholizmu-kt%C3%B3ra-rozla%C5%82a-si%C4%99-po-%C5%9Bwiecie/

 

9, 10. (a) Jaką korzyść odniesie młoda osoba z przemyślenia swoich reakcji na ostatnie próby wiary? (b) Co oznacza chrzest?

 

Marka 12:30

a ty masz miłować Jehowę, twojego Boga, całym swym sercem i całą swą duszą, i całym swym umysłem, i całą swą siłą’.

 

Kaznodziei 5:4, 5

Ilekroć złożysz Bogu ślub, nie ociągaj się ze spełnieniem go, bo w głupcach nie ma się upodobania. Co ślubujesz, spełnij. Lepiej, byś nie ślubował, niż ślubował, a nie spełnił.

 

Odpowiedź 9, 10.

a. Młoda osoba powinna dokładnie zastanowić się nad tym, czy służyć Bogu Biblii. Jeżeli się na to zdecyduje będzie go musiała kochać najbardziej, bardziej od rodziców czy krewnych, których powinna znienawidzić. Cały świat chrześcijanin powinien nienawidzieć.

Ten aspekt bycia chrześcijaninem analizujemy tutaj:

 

https://watchtower-forum.pl/topic/6774-nienawi%C5%9B%C4%87-chrze%C5%9Bcijan-do-%C5%9Bwiata-i-ludzi/

 

b. Chrzest jest oddaniem się do dyspozycji Bogu.

 

CZY TO TWOJE OSOBISTE PRAGNIENIE?

11, 12. (a) Czego musi być pewna osoba, która myśli o chrzcie? (b) Co pomoże ci zachowywać właściwe spojrzenie na postanowienie Jehowy o chrzcie?

 

Psalm 110:3

Lud twój ochoczo się zaofiaruje w dniu twego wojska. We wspaniałościach świętości, z łona brzasku, masz swój orszak młodzieńców niczym krople rosy.

 

Odpowiedź 12.

a. Osoba, która myśli o chrzcie musi być pewna tego, czy naprawdę chce służyć temu Bogu a nie innemu, oraz według tej formy oddawania mu czci bo w tej kwestii wybór jest ogromny.

 

b. Właściwe spojrzenie na postanowienie o chrzcie pomorze nam mieć gruntowna znajomość Biblii.

 

13. Skąd możesz wiedzieć, czy twoja decyzja o chrzcie wypływa z serca?

 

Odpowiedź 13.

Jeżeli nasza decyzja będzie pod wpływem emocji i nie zostanie ona gruntownie przeanalizowana wówczas możemy się domyślać, że pochodzi ona z serca, co może być tragiczne w skutkach.

W Biblii mamy ostrzeżenia przed taki podejmowaniem decyzji:

 

Mateusza 15:19

(...)z serca pochodzą niegodziwe rozważania(...)

 

Jeremiasza 17:9

(...)Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i nieobliczalne. (...)

 

ZNACZENIE ODDANIA SIĘ BOGU

14. Wyjaśnij, jaka jest różnica między oddaniem a chrztem.

 

Odpowiedź 14.

Oddanie się Bogu jest naszą osobistą umową z Bogiem, chrzest wiąże nas z chrześcijanami.

 

15. Co oznacza oddanie?

 

Mateusza 16:24

Potem Jezus rzekł do swych uczniów: „Jeżeli ktoś chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie swój pal męki, i stale mnie naśladuje.

 

Rzymian 14:8

bo czy żyjemy, żyjemy dla Jehowy, czy też umieramy, umieramy dla Jehowy. Dlatego czy żyjemy, czy też umieramy, należymy do Jehowy.

 

Odpowiedź 15.

Oddanie się oznacza rezygnację z własnej woli i podporządkowanie się woli osoby czy też Boga, którym się oddaliśmy.

 

16, 17. (a) Zilustruj przykładem, co to znaczy ‛zaprzeć się samego siebie’. (b) Co tak naprawdę mówi osoba, która oddaje się Bogu?

 

Jana 6:38

ponieważ zstąpiłem z nieba nie po to, żeby wykonywać wolę swoją, lecz wolę tego, który mnie posłał.

 

Odpowiedź 16, 17.

a. Zaprzeć się samego siebie jest to rezygnacja z własnych postanowień. Na przykład ktoś chce bardzo być chrześcijaninem. Zaprze się siebie, jeżeli nie będzie chciał się ochrzcić.

Temat zaparcia się samego siebie analizujemy tutaj:

https://watchtower-forum.pl/topic/6149-zaparcie-si%C4%99-samego-siebie-na-czym-ono-polega/

 

b. Osoba, która oddaje się Bogu mówi, że mu ufa i chce jego słuchać we wszystkim.

 

18, 19. (a) Jak wypowiedzi Rose i Christophera pokazują, że chrzest zapewnia błogosławieństwa? (b) Co sądzisz o chrzcie?

 

Odpowiedź 18, 19.

a. Zamieszczone wypowiedzi wskazują, że chrzest w młodym wieku może przełożyć się na służbę pionierską w wieku starszym i oddanie się Bogu w większej mierze.

 

b. Chrzest to bardzo poważna decyzja i warto ją poważnie przemyśleć.

 

CZEGO SIĘ DOWIEDZIAŁEŚ?

Czym jest dojrzałość i jak ją przejawiał prorok Daniel?

 

Dojrzałość jest to umiejętność podejmowania mądrych wyborów.

Pan Daniel przejawiał ją wybierając zdrowszą dietę wegetariańską i rezygnując z picia alkoholu.

 

Skąd możesz wiedzieć, czy twoja decyzja o chrzcie wypływa z serca?

 

Jeżeli bym pod wpływem emocji bezmyślnie podjął decyzję o chrzcie wtenczas moja decyzja mogłaby wypływać z serca.

 

Czym jest oddanie się Bogu i jaki ma związek z chrztem?

 

Oddanie Bogu jest to osobista deklaracja służenia Bogu, chrzest wiąże nas zazwyczaj z jedną dziesiątek tysięcy religii chrześcijańskich.

 

A Wy szanowni Forumowicze jakbyście odpowiedzieli na zadane pytania?

 

 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz


  • Przeglądający

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

  • Podobna zawartość

    • Przez SJ23
      Szalom Bracia i Siostry, 
      Czytam sobie spokojnie, jak pogodzony z życiem człowiek, Metro 2033 Dmitrija Głuchowskiego (polecam). W skrócie to świat, po wojnie nuklearnej, w którym niedobitki ludzkości schowały się w moskiewskim metrze i walczą o przetrwanie. W trakcie misji głównego bohatera Artema, przemierzającego labirynt Metra, napotyka on pewną sektę, która znana jest nam wszystkim. Nie są to jakieś odkrywcze spostrzeżenia. Ale zabawna jest sytuacja, w której Jehowi po zagładzie nuklearnej twierdzą, że to był Armageddon i oczekują na rychłe zbawienie. Głuchowski jest Rosjaninem i widać, że dość solidnie zna Świadków, co każe sądzić, że Rosjanie jednak bardziej odporni są na psychomanipulację amerykańską. Nigdy nie natknąłem się na tak długą wzmiankę o Świadkach w bardzo popularnej powieści. Trochę mnie to urzekło i postanowiłem podzielić się tym, w jedynym miejscu, w którym może to kogoś zainteresować.
      Wklejam poniżej fragment, jak jest zainteresowanie to wkleję więcej. 
       
       
      Żeby zakończyć wyprawę trzeba po prostu przestać iść. Ale
      teraz, w jasnym świetle obudzonej świadomości, myśl ta wydała
      mu się banalna, żałosna, nie zasługująca na uwagę. Żeby zakończyć
      wyprawę, trzeba przestać iść? No, jasne. Przestań iść, i twoja
      wyprawa się skończy. Nic prostszego. Tylko czy to jest wyjście?
      I czy to jest zakończenie wyprawy, do którego dążył?
      Często bywa, że myśl, która we śnie wydawała się genialna, po
      przebudzeniu okazuje się bezmyślnym połączeniem słów…
      – O umiłowany bracie! Nieprawość jest na twym ciele i w twojej
      duszy – usłyszał głos wprost nad sobą.
      To było dla niego tak nieoczekiwane, że i odzyskana myśl, i gorycz
      rozczarowania po jej odzyskaniu, błyskawicznie się rozpłynęły.
      Nie pomyślał nawet, żeby zwrócić uwagę na swoje otoczenie,
      tak bardzo już przywykł do tego, że ludzie rozbiegają się na
      wszystkie strony jeszcze zanim uda mu się powiedzieć chociaż
      słowo.
      – Przygarniamy wszystkich porzuconych i ubogich – ciągnął
      głos, brzmiał tak miękko, tak uspokajająco, tak łagodnie, że Artem
      nie wytrzymał, najpierw kątem oka popatrzył w lewo, potem
      rzucił ponure spojrzenie w prawo, bojąc się odkryć tam kogoś innego,
      do kogo zwraca się mówiący.
      Ale w pobliżu nikogo więcej nie było. Ten ktoś mówił do niego.
      Wtedy powoli podniósł głowę i napotkał wzrok niewysokiego,
      uśmiechniętego mężczyzny w obszernym kitlu, jasnowłosego
      i rumianego, który przyjaźnie wyciągał do niego rękę. Jakiekolwiek
      współczucie było teraz Artemowi potrzebne niczym tlen,
      więc z nieśmiałym uśmiechem też wyciągnął dłoń.
      „Dlaczego on ode mnie nie ucieka jak wszyscy pozostali?” –
      pomyślał Artem. „Jest nawet gotowy ścisnąć mi rękę. Dlaczego
      sam do mnie podszedł, kiedy wszyscy dookoła starają się być ode
      mnie jak najdalej?”
      – Pomogę ci, mój bracie! – ciągnął rumiany. – Ja i moi bracia
      damy ci schronienie i wrócimy ci twoje duchowe siły.
      Artem kiwnął tylko głową, ale jego rozmówcy starczyło i to.
      – Więc pozwól mi zabrać cię do Wieży Strażniczej, o umiłowany
      bracie – zapiał, i mocno łapiąc Artema za rękę, pociągnął
      go za sobą.
      Artem nie pamiętał drogi, zresztą nie starał się jej pamiętać.
      Zrozumiał tylko, że ze stacji poprowadzono go do tunelu,
      ale który z czterech to był, nie wiedział.
      Jego nowy znajomy przedstawił się jako brat Timofiej. Po
      drodze, zarówno na szarej, niepozornej Sierpuchowskiej, jak
      i w ciemnym głuchym tunelu, zdawał się mówić praktycznie bez
      przerwy:
      – Raduj się, o umiłowany bracie, albowiem spotkałeś mnie na
      swej drodze, i odtąd wszystko odmieni się w twoim życiu. Skończył
      się nieprzenikniony mrok twej tułaczki bez celu, albowiem
      wyszedłeś ku temu, który szukał.
      Artem nie najlepiej rozumiał, co ten miał na myśli, bo szczerze
      mówiąc jego tułaczka była daleka od zakończenia, ale zaróżowiony,
      błogosławiony Timofiej mówił tak zgrabnie i tkliwie, że
      chciało się go słuchać i słuchać, mówić z nim jednym językiem,
      dziękować mu za to, że nie odepchnął Artema, kiedy odwrócił się
      od niego cały świat.

      – Wierzysz ty w Boga prawdziwego, jedynego, bracie Artemie?
      – niby przypadkowo zainteresował się Timofiej, patrząc
      Artemowi wnikliwie w oczy.
      Artem mógł tylko odpowiedzieć nieokreślonym ruchem głowy
      i niewyraźnym burknięciem, co można było zinterpretować
      jak się chciało: i jako zgodę, i jako przeczenie.
      – To dobrze, to przecudownie, bracie Artemie – gruchał Timofiej
      – jedynie prawdziwa wiara wybawi cię od wiecznych mąk
      piekielnych i zapewni ci odkupienie twoich grzechów. Dlatego
      – zrobił surową i uroczystą minę – bo nadchodzi królestwo
      Boga naszego Jehowy, i wypełniają się święte biblijne proroctwa.
      Studiujesz Biblię, bracie?
      Artem znów coś mruknął, ale tym razem rumiany popatrzył
      na niego z pewnym powątpiewaniem.
      – Kiedy przyjdziemy do Strażnicy, przekonasz się na własne
      oczy, że badanie Świętej Księgi podarowanej nam z góry jest konieczne,
      i wielkie dobra spływają na tych, co wrócili na ścieżkę
      prawdy. Biblia to drogocenny dar Boga naszego Jehowy, można
      ją tylko porównać do listu miłującego ojca do swoich dziatek
      – dodał brat Timofiej na wszelki wypadek. – Wiesz, kto pisał
      Biblię? – nieco surowo zapytał Artema.
      Artem stwierdził, że nie ma sensu dalej udawać, i szczerze pokręcił
      głową.
      – O tym, jak i o wielu innych rzeczach, opowiedzą ci
      w Strażnicy, i otworzą się twoje oczy – przyrzekł mu brat Timofiej.
      – Wiesz, co powiedział Jezus Chrystus, syn Boży, swoim
      wyznawcom w Laodycei? – widząc, że Artem ucieka wzrokiem,
      pokręcił głową z łagodnym wyrzutem. – Jezus rzekł: „Zalecam
      wam kupić u mnie maść na oczy, byście wtarli ją w oczy i mogli
      widzieć”. Lecz Jezus mówił nie o chorobie ciała – podnosząc palec
      wskazujący podkreślił brat Timofiej, i zawiesił głos z rosnącą,
      intrygującą intonacją, która obiecywała żądnym wiedzy zadziwiający
      ciąg dalszy.

      Artem natychmiast wyraził żywe zainteresowanie.
      – Jezus mówił o ślepocie duchowej, którą koniecznie trzeba
      uzdrowić – rozwiązał zagadkę Timofiej. – Tak ty, jak i tysiące innych,
      którzy pobłądzili, wędrujecie na oślep, albowiem jesteście
      ślepi. Lecz wiara w prawdziwego Boga naszego Jehowę, to ta maść
      na oczy, od której twe powieki otworzą się szeroko i ujrzysz świat
      takim, jaki jest, albowiem fizycznie jesteś widzący, lecz duchowo
      ślepy.
      Artem pomyślał, że maść na oczy bardzo by mu się przydała
      jakieś cztery dni wcześniej. Ponieważ nic nie odpowiadał, brat
      Timofiej uznał, że ta skomplikowana idea wymaga przemyślenia,
      i przez jakiś czas milczał, pozwalając mu pojąć to, co usłyszał.
      Ale po pięciu minutach błysnęło przed nimi światło, i brat Timofiej
      przerwał rozmyślania, by oznajmić radosną wieść:
      – Widzisz te ogniki w oddali? Oto jest Strażnica. Dotarliśmy!
      Niczego, co przypominałoby strażnicę tu nie było, i Artem
      poczuł lekkie rozczarowanie. Był to zwykły, stojący pośrodku
      tunelu pociąg, którego reflektory świeciły słabo w ciemnościach,
      oświetlając najbliższe piętnaście metrów. Kiedy brat Timofiej
      i Artem zbliżyli się do pociągu, z kabiny maszynisty wyszedł
      im na spotkanie otyły mężczyzna w takim samym kitlu, objął
      rumianego i również zwrócił się do niego „umiłowany bracie”,
      z czego Artem wywnioskował, że jest to raczej figura retoryczna
      niż wyznanie miłosne.
      – Kim jest ten młodzieniec? – uśmiechając się czule do Artema,
      niskim głosem spytał grubas.
      – To Artem, nasz nowy brat, który pragnie razem z nami iść
      drogą prawdy, studiować Pismo Święte i wyrzec się Szatana – wyjaśnił
      rumiany Timofiej.
      – Tak więc pozwól stróżowi Strażnicy powitać cię, ukochany
      bracie Artemie! – zahuczał gruby, i Artema znów uderzyło, że
      i on jakby nie wyczuwa tego nieznośnego smrodu, który przenikał
      obecnie całą jego istotę.

      – A teraz – zagruchał brat Timofiej, kiedy nieśpiesznie sunęli
      przez pierwszy wagon – zanim jeszcze wejdziesz na spotkanie
      braci do Sali Królestwa, powinieneś oczyścić swoje ciało, albowiem
      Jehowa nasz czysty jest i święty, i oczekuje on, by jego
      wyznawcy zachowywali duchową, moralną i fizyczną czystość,
      a także czystość myśli. Żyjemy w nieczystym świecie – ze smutną
      miną obejrzał ubranie Artema, które faktycznie znajdowało
      się w opłakanym stanie – i aby zachować czystość w oczach
      Boga, konieczne są z naszej strony poważne starania, bracie – zakończył
      i wepchnął Artema do wyłożonej plastikowymi płytkami
      klitki, urządzonej niedaleko wejścia do wagonu. Timofiej poprosił
      go, żeby się rozebrał, a potem wręczył mu wydzielającą mdły zapach
      kostkę szarego mydła i jakieś pięć minut polewał go wodą
      z gumowego węża.
      Artem starał się nie zastanawiać, z czego było zrobione mydło.
      W każdym razie, nie tylko ścierało skórę, ale też likwidowało
      ohydny zapach, którym przesiąkło jego ciało. Po zakończeniu
      procedury brat Timofiej wydał Artemowi względnie świeży kitel,
      podobny do własnego, i spojrzał z dezaprobatą na zawieszoną na
      jego szyi łuskę, widząc w niej pogański talizman, ale ograniczył
      się tylko do pełnego wyrzutu westchnienia.
      Zadziwiające było też to, że w tym dziwnym pociągu, który od
      nie wiadomo kiedy tkwił pośrodku tunelu i służył teraz braciom
      jako schronienie, jest woda i to pod takim ciśnieniem. Ale kiedy
      Artem zainteresował się, co to za woda płynie ze szlauchu i jak
      udało się skonstruować takie urządzenie, brat Timofiej uśmiechnął
      się tylko zagadkowo i oznajmił, że chęć służenia Jehowie naprawdę
      skłania ludzi do postępków heroicznych i chwalebnych.
      Wyjaśnienie było więcej niż mętne, ale Artem musiał się nim zadowolić.
      Potem przeszli do drugiego wagonu, gdzie między twardymi
      bocznymi ławkami były wstawione długie stoły, obecnie puste.
      Brat Timofiej podszedł do człowieka, który krzątał się nad

      wielkimi parującymi garami, z których unosił się kuszący zapach,
      i wrócił z dużym talerzem jakiejś papki, która okazała się zupełnie
      zjadliwa, chociaż Artemowi do końca nie udało się określić
      jej pochodzenia.
      Kiedy pośpiesznie nabierał wytartą aluminiową łyżką gorącą
      polewkę, brat Timofiej obserwował go z tkliwością, nie przepuszczając
      okazji, by wtrącić:
      – Nie myśl, że ci nie wierzę, bracie, ale twoja odpowiedź na
      moje pytanie o wiarę w Boga naszego brzmiała niepewnie. Czyżbyś
      mógł wyobrazić sobie świat, w którym Go nie ma? Czyżby
      nasz świat mógł powstać sam z siebie, a nie zgodnie z Jego mądrą
      wolą? Czyżby nieskończona różnorodność form życia, całe piękno
      ziemi – objął podbródkiem jadalnię – wszystko to mogło
      powstać przypadkiem?
      Artem obrzucił uważnym spojrzeniem wagon, ale nie dostrzegł
      w nim innych form życia, oprócz nich samych i kucharza.
      Znów pochylił się nad miską i wydał tylko sceptyczny pomruk.
      Wbrew jego oczekiwaniom, jego niezgoda wcale nie zmartwiła
      brata Timofieja. Przeciwnie, wyraźnie się ożywił, i jego różowe
      policzki rozpalił czupurny, bojowy rumieniec.
      – Jeśli to nie przekonuje cię o Jego istnieniu – ciągnął energicznie
      brat Timofiej – to pomyśl o czymś innym. Przecież jeśli
      w tym świecie nie przejawia się Boska wola, to znaczy… – jego
      głos urwał się, jakby ze strachu, i dopiero po długiej chwili, podczas
      której Artem kompletnie stracił apetyt, zakończył: – Przecież
      to znaczy, że ludzie są pozostawieni sami sobie, i w naszym
      istnieniu nie ma żadnego sensu, i nie ma żadnego powodu, by je
      przedłużać… To znaczy, że jesteśmy całkiem sami, i nie ma komu
      się o nas troszczyć. To znaczy, że jesteśmy pogrążeni w chaosie,
      i nie ma najmniejszej nadziei na światło w końcu tunelu… W takim
      świecie życie jest straszne. W takim świecie żyć się nie da.
      Artem nic mu nie odpowiedział, ale te słowa skłoniły go do
      zadumy. Do tej pory widział swoje życie jako kompletny chaos,

      jako zlepek przypadków, pozbawionych związku i sensu. I chociaż
      mu to ciążyło, i pokusa, by uwierzyć w jakąkolwiek prostą
      prawdę, która nadałaby jego życiu sens, była wielka, uważał to
      za małoduszność, i sam, przez ból i wątpliwości, umacniał się
      w poglądzie, że jego życie nikomu innemu nie jest potrzebne, że
      każdy powinien sam przeciwstawić się absurdowi i chaosowi egzystencji.
      Zupełnie jednak nie miał ochoty kłócić się teraz z miłym
      Timofiejem.
      Nastąpił syty, spokojny, błogi stan, Artem czuł szczerą wdzięczność
      wobec człowieka, który zabrał go, zmęczonego, głodnego,
      śmierdzącego, ciepło z nim porozmawiał, a teraz go nakarmił i dał
      mu czyste ubranie. Chciał mu w jakikolwiek sposób podziękować,
      i dlatego, kiedy ten przywołał go do siebie obiecując zabrać
      go na spotkanie braci, Artem niezwykle ochoczo poderwał się
      z miejsca, całym sobą pokazując, że z największą przyjemnością
      pójdzie właśnie na to spotkanie, i w ogóle gdzie tylko Timofiej
      będzie chciał.
      Na spotkania wydzielony był sąsiedni, trzeci z kolei wagon.
      Cały był wypełniony ludźmi o najróżniejszej powierzchowności,
      w większości ubranych w te same kitle. Pośrodku wagonu znajdował
      się niewielki podest, tak że stojący na nim człowiek wznosił
      się o pół metra ponad resztę, głową dotykając prawie sufitu.
      – To ważne, żebyś teraz wszystko słyszał – mentorskim tonem
      powiedział do Artema brat Timofiej, delikatnie torując drogę
      i ciągnąc go za sobą w najgęstszy tłum.
      Mówca był dosyć stary, na pierś opadała mu szlachetna siwa
      broda, a głęboko osadzone oczy niewiadomego koloru patrzyły
      mądrze i spokojnie. Jego twarz, ani chuda, ani okrągła, pokryta
      była głębokimi zmarszczkami, lecz wyrażała nie starczą niedołężność
      i słabość, a mądrość i niepojętą siłę.
      – Starszy Jan – głosem pełnym czci szepnął do Artema brat
      Timofiej. – Masz duże szczęście, bracie Artemie, kazanie dopiero
      się zaczyna, i usłyszysz od razu kilka lekcji.

      Starszy podniósł rękę; szelesty i szepty natychmiast się urwały.
      Wtedy głębokim, dźwięcznym głosem zaczął:
      – Moja pierwsza lekcja dla was, umiłowani bracia, mówi o tym,
      jak poznać, czego chce od nas Bóg. W tym celu odpowiedzcie na
      trzy pytania: Jakie ważne wiadomości zawiera Biblia? Kto jest jej
      autorem? Dlaczego należy ją studiować?
      Jego język różnił się od zawiłej maniery mówienia brata Timofieja:
      mówił całkiem prosto, używając niewyszukanych zwrotów
      i krótkich zdań. Artema z początku to zdziwiło, ale potem rozejrzał
      się wokół i spostrzegł, że większość słuchaczy jest w stanie
      pojąć tylko takie słowa, a różowiutki Timofiej zrobiłby na
      nich nie większe wrażenie, niż stół albo ściana. Tymczasem siwy
      kaznodzieja oznajmił, że w Biblii przedstawiona jest prawda
      o Bogu: kim jest i jakie są jego prawa. Potem przeszedł do drugiego
      pytania i powiedział, że Biblię w ciągu 1600 lat pisało około
      czterdziestu różnych ludzi, lecz wszystkich ich natchnął Bóg.
      – Dlatego – zakończył starszy – autorem Biblii nie jest człowiek,
      lecz Bóg, żyjący w niebiosach. A teraz odpowiedzcie mi,
      bracia, dlaczego należy studiować Biblię? – I, nie czekając aż bracia
      odpowiedzą, sam wyjaśnił: – Ponieważ jest to poznanie Boga
      i wypełnienie Jego woli – warunek waszej wiecznej przyszłości.
      Nie wszyscy będą radzi, że studiujecie Biblię – uprzedził – ale
      nie pozwólcie nikomu wam w tym przeszkodzić! – Powiódł po
      zebranych surowym spojrzeniem.
      Nastąpiła chwila ciszy, i starzec, wziąwszy łyk wody, kontynuował.
      – Moja druga lekcja dla was, bracia, dotyczy tego, kim jest Bóg.
      W tym celu odpowiedzcie mi na trzy pytania: Kim jest prawdziwy
      Bóg i jakie jest Jego imię? Jakie są Jego główne cechy? Jak należy
      Go wysławiać?
      Ktoś z tłumu chciał odpowiedzieć na jedno z pytań, ale inni
      ostro na niego syknęli, i Jan, jak gdyby nigdy nic, zaczął odpowiadać
      sam:

      – Ludzie oddają cześć wielu rzeczom. Lecz w Biblii jest napisane,
      że jest tylko jeden prawdziwy Bóg. Stworzył wszystko, tak
      w niebie, jak i na ziemi. To On dał nam życie, więc należy czcić
      tylko Jego jedynego. Jak nazywa się prawdziwy Bóg? – podniósł
      głos starzec, robiąc pauzę.
      – Jehowa! – huknął chór wielu głosów.
      Artem z niepokojem rozejrzał się dookoła.
      – Imię Boga prawdziwego brzmi Jehowa! – potwierdził kaznodzieja.
      – Ma wiele tytułów, lecz tylko jedno imię. Zapamiętajcie
      imię naszego Boga i nazywajcie go nie po tchórzowsku, tytułem,
      a bezpośrednio, po imieniu! Kto odpowie mi teraz, jakie
      są główne atrybuty naszego Boga?
      Artem myślał, że teraz już na pewno znajdzie się w tłumie ktoś
      wystarczająco uczony, żeby odpowiedzieć na to pytanie. I stojący
      w pobliżu poważnie wyglądający chłopak podniósł rękę, żeby
      odpowiedzieć, ale starzec go uprzedził:
      – To, jaki jest Jehowa, zawarte jest w Biblii. Jego głównymi atrybutami
      są: miłość, sprawiedliwość, mądrość i siła. W Biblii jest
      napisane, że Bóg jest miłosierny, dobry, skłonny do przebaczenia,
      wielkoduszny i cierpliwy. My, podobni posłusznym dzieciom,
      powinniśmy Go we wszystkim naśladować.
      To, co powiedział, nie wywołało sprzeciwu wśród słuchaczy,
      i starzec, pogładziwszy swoją wspaniałą brodę, zapytał:
      – A teraz powiedzcie mi: Jak należy czcić naszego Boga Jehowę?
      Jehowa mówi, że powinniśmy czcić tylko Jego. Nie powinniśmy
      wielbić ikon, obrazów, symboli i modlić się do nich! Bóg
      nasz nie będzie się dzielił chwałą z nikim więcej! Obrazy nam nie
      pomogą! – przepowiadający groźnie podniósł głos.
      W tłumie odezwały się głosy zgody, a brat Timofiej, odwróciwszy
      do Artema swoją promieniejącą radością twarz, powiedział:
      – Starszy Jan to wielki orator, dzięki niemu bractwo nasze rośnie
      z każdym dniem, i poszerza się grono wyznawców prawdziwej
      wiary!

      Artem kwaśno się uśmiechnął. Na razie płomienna przemowa
      starszego Jana nie robiła na nim tak piorunującego wrażenia, jak
      na wszystkich pozostałych.
      Ale może należało posłuchać dalej?
      – W mojej trzeciej lekcji opowiem wam, kim jest Jezus Chrystus
      – rzekł starzec. – I tu pojawiają się trzy pytania: Dlaczego
      Jezus Chrystus jest nazwany pierworodnym synem Boga? Dlaczego
      przyszedł na świat jako człowiek? Co zrobi Jezus w niedalekiej
      przyszłości?
      Potem wyjaśniło się, że pierworodnym synem Boga Jezus jest
      nazywany dlatego, że był on pierwszym dziełem Boga, przed zstąpieniem
      na Ziemię był bytem duchowym i żył w Niebie. Artema
      mocno to zdziwiło – prawdziwe niebo w świadomym życiu widział
      tylko raz, owego fatalnego dnia na stacji Ogród Botaniczny.
      Ktoś mu kiedyś mówił, że być może w gwiazdach jest życie. Ale
      kaznodzieja chyba nie o tym mówił?
      Kiedy wyjaśnili tę kwestię, starszy Jan zawołał:
      – Ale kto z was powie mi, dlaczego Jezus Chrystus, syn Boży,
      przyszedł na Ziemię jako człowiek? – i zrobił dramatyczną pauzę.
      Teraz Artem zaczął już się nieco orientować, co się dzieje dookoła,
      i stało się zauważalne, kto z uczestników zalicza się do
      nowo nawróconych, a kto już od dawna uczęszcza na te lekcje.
      Weterani nigdy nie próbowali odpowiadać na pytania starszego,
      nowicjusze przeciwnie, starali się pokazać swoją wiedzę i gorliwość,
      wykrzykując odpowiedzi i machając rękami, ale tylko do
      chwili, kiedy starzec zaczynał wyjaśniać sam.
      – Nie usłuchawszy nakazu Boga, pierwszy człowiek, Adam,
      uczynił to, co w Biblii nazywa się grzechem – usłyszał z oddali
      głos starszego. – Dlatego Bóg uczynił Adama śmiertelnym.
      Adam stopniowo zestarzał się i umarł, ale przekazał grzech
      wszystkim swoim dzieciom, i dlatego my też starzejemy się, chorujemy
      i umieramy. I wtedy Bóg posłał swojego pierworodnego
      syna, Jezusa, żeby ten nauczył ludzi prawdy o Bogu, zachowując

      własną bezgrzeszność, dał ludziom przykład i ofiarował własne
      życie, żeby wyzwolić ludzkość od grzechu i śmierci.
      Artemowi ta idea wydała się bardzo dziwna. Po co było najpierw
      karać wszystkich śmiercią, by potem poświęcać własnego
      syna, żeby wszystko było znów jak na początku? I to przy założeniu,
      że jest się wszechmocnym?
      – Jezus wrócił do Nieba, wskrzeszony, jako byt duchowy. Później
      Bóg ogłosił go Królem. Wkrótce Jezus usunie z Ziemi wszelkie
      zło i cierpienie! – obiecał starzec. – Ale o tym po modlitwie,
      umiłowani bracia!
      Zebrani posłusznie schylili głowy i oddali się tajemniczej modlitwie.
      Teraz Artem pogrążył się w brzęczeniu wielu głosów,
      z którego można było wychwycić pojedyncze słowa, jednak ogólny
      sens wciąż mu się wymykał. Po pięciominutowej modlitwie
      bracia zaczęli ożywioną rozmowę, przeżywając widocznie duchowe
      uniesienie. Artemowi zrobiło się ciężko na sercu, ale na razie
      zdecydował się zostać, bo najbardziej przekonująca część lekcji
      mogła być jeszcze przed nim.
      – A w mojej czwartej lekcji powiem wam, kto to taki Szatan
      – obrzucając stojących wokół pełnym mrocznego ognia
      wzrokiem, ostrzegawczo oznajmił starszy. – Wszyscy są na to
      gotowi? Wszyscy, bracia, jesteście wystarczająco silni duchem,
      żeby o tym posłuchać?
      Teraz już na pewno trzeba było odpowiadać, ale Artem nie
      wyrzekł ani słowa. Skąd miał wiedzieć, czy ma wystarczająco
      mocnego ducha, jeśli nie wiadomo, o czym będzie mowa?
      – I znów trzy pytania: Skąd się wziął Szatan, czyli Diabeł? Jak
      Szatan oszukuje ludzi? Dlaczego musimy sprzeciwić się Diabłu?
      Artem puścił mimo uszu prawie całą odpowiedź na to pytanie,
      zastanawiając się, gdzie teraz jest i w którym kierunku ma
      stąd iść. Usłyszał jedynie, że główny grzech Szatana zawierał się
      w tym, że ten zechciał, by oddawano mu cześć, która według prawa
      należy się Bogu. I jeszcze w tym, że zwątpił, czy Bóg właściwie

      panuje i dba o interesy wszystkich swoich poddanych, a także czy
      choć jeden człowiek jest bezgranicznie oddany Bogu. Język starca
      wydawał się teraz Artemowi bardzo urzędowy i nie nadający
      się do dyskutowania takich kwestii. Brat Timofiej od czasu do
      czasu spoglądał na niego, bezskutecznie próbując odkryć na jego
      twarzy choć iskierkę zapowiadającą rychłe oświecenie, ale Artem
      robił się tylko coraz bardziej ponury.
      – Szatan oszukuje ludzi, aby to jego czcili – głosił tymczasem
      starzec. – Trzy są sposoby oszustwa: kłamliwa religia, spirytyzm
      i nacjonalizm. Jeśli religia głosi kłamstwa o Bogu, służy ona celom
      Szatana. Wyznawcy kłamliwych religii mogą szczerze sądzić,
      że czczą prawdziwego Boga, ale w rzeczywistości służą oni Szatanowi.
      Spirytyzm, gdy ludzie przyzywają duchy, aby ich chroniły,
      szkodziły innym ludziom, przepowiadały przyszłość i czyniły
      cuda. Za wszystkim tym stoi zła siła, Szatan! – głos starca zadrżał
      od nienawiści i obrzydzenia. Poza tym, Szatan oszukuje ludzi budząc
      w nich skrajną narodową dumę i sprawiając, że czczą organizacje
      polityczne – starszy ostrzegawczo wzniósł palec. – Ludzie
      niekiedy uważają, że ich naród lub rasa jest lepsza od innych. Ale
      to nieprawda.
      Artem potarł szyję, na której wciąż jeszcze widniała czerwona
      blizna, i odkaszlnął. Z tym ostatnim nie mógł się nie zgodzić.
      – Istnieje pogląd, że problemy ludzkości zlikwidują organizacje
      polityczne. Ci, którzy w to wierzą odrzucają Królestwo Boże.
      Lecz problemy ludzkości rozwiąże tylko Królestwo Jehowy. A teraz
      opowiem wam, bracia, dlaczego trzeba sprzeciwiać się Diabłu.
      Żeby sprawić, byście odeszli od Jehowy, Szatan może się uciec do
      prześladowań i oporu. Ktoś z waszych bliskich może rozgniewać
      się na was za to, że studiujecie Biblię. Inni mogą zacząć się z was
      śmiać. Lecz komu jesteście zobowiązani swoim życiem?! – spytał
      starzec i w jego głosie zabrzmiała stal. – Szatan chce was zastraszyć!
      Żebyście przestali uczyć się o Jehowie! Nie pozwólcie
      Szatanowi być górą! – głos Jana zagrzmiał niczym uderzenia
      gromu. – Sprzeciwiając się Diabłu, pokażecie Jehowie, że chcecie
      Jego panowania!
      Tłum zawył w zachwycie.
      Skinieniem ręki starszy Jan powstrzymał powszechną histerię,
      aby zakończyć spotkanie ostatnią, piąta lekcją.
      – Co Bóg zaplanował dla Ziemi? – zwrócił się do słuchaczy
      rozkładając ręce. – Jehowa stworzył Ziemię, aby wiecznie i szczęśliwie
      żyli na niej ludzie! Chciał, by Ziemię zasiedlała radosna
      i pobożna ludzkość. Ziemia nigdy nie zostanie zniszczona. Ona
      będzie istnieć wiecznie!
      Artem nie wytrzymał i prychnął, i natychmiast padły na niego
      gniewne spojrzenia, a brat Timofiej pogroził mu palcem.
      – Pierwsi ludzie, Adam i Ewa, zgrzeszyli, z rozmysłem naruszając
      prawo Boga – ciągnął mówca. – Dlatego Jehowa wygnał
      ich z raju, i raj został utracony. Lecz Jehowa nie zapomniał, po
      co stworzył Ziemię. Obiecał zmienić ją w raj, w którym ludzie
      będą żyć wiecznie. Jak Bóg wypełni swój plan? – starzec spytał
      sam siebie.
      Sądząc po przeciągającej się pauzie, teraz miał nastąpić kluczowy
      moment kazania, i Artem cały zamienił się w słuch.
      – Zanim Ziemia stanie się rajem, należy usunąć złych ludzi
      – rzekł złowieszczo Jan. – Naszym przodkom obiecano, że
      oczyszczenie nastąpi podczas Armagedonu – Bożej wojny o unicestwienie
      zła. Potem Szatan zostanie spętany na tysiąc lat. Nie
      będzie nikogo, kto by szkodził Ziemi. Wśród żywych zostanie
      tylko lud Boga! Przez tysiąc lat nad światem będzie panował Król
      Chrystus Jezus! – starzec przeniósł pałające spojrzenie na pierwsze
      rzędy słuchaczy. – Czy rozumiecie, co to znaczy? Boża wojna
      o unicestwienie zła już się skończyła! To, co stało się z tą grzeszną
      Ziemią – to właśnie Armagedon! Zło zostało wypalone! Zgodnie
      z proroctwem przeżyje tylko lud Boga. To my, mieszkańcy
      metra, jesteśmy ludem Bożym! To my przeżyliśmy Armagedon!
      Nastanie Królestwo Boże! Wkrótce nie będzie ani starości, ani
      chorób, ani śmierci! Chorzy uwolnią się od cierpień, starzy znów
      staną się młodzi! Podczas tysiącletniego panowania Jezusa wierni
      Bogu ludzie zmienią Ziemię w raj, Bóg wskrzesi do życia miliony
      umarłych!
      Artem wspomniał rozmowę Suchego z Hunterem o tym, że
      poziom promieniowania na powierzchni nie zmaleje przynajmniej
      przez pięćdziesiąt lat, o tym, że ludzkość jest zgubiona, że
      pojawiły się inne gatunki… Starzec nie wyjaśnił, jak to dokładnie
      się stanie, że powierzchnia Ziemi przeobrazi się w kwitnący raj.
      Artem miał ochotę spytać go jakie to potworne rośliny będą
      kwitnąć w tym napromieniowanym raju, i jacy ludzie ośmielą się
      wyjść na górę, żeby go zasiedlić, i czy jego rodzice byli dziećmi
      Szatana, i za to zginęli w wojnie o unicestwienie zła, ale nie powiedział
      nic. Wypełniła go taka gorycz i takie niedowierzanie, że
      oczy zaczęły go piec i poczuł ze wstydem, że po policzku spływa
      mu łza. Zebrał siły i powiedział tylko jedno:
      – A niech pan powie, co Jehowa, nasz prawdziwy Bóg, mówi
      o bezgłowych mutantach?
      Pytanie zawisło w powietrzu. Starszy Jan nie zaszczycił Artema
      nawet spojrzeniem, ale stojący w pobliżu obejrzeli się na niego
      z przestrachem i obco, a wokół niego od razu zrobiło się pusto,
      jakby znów zaczął śmierdzieć. Brat Timofiej chciał go wziąć za
      rękę, ale Artem się mu wyrwał i, odpychając tłoczących się braci,
      zaczął się przeciskać do wyjścia. Kilka razy próbowali podstawić
      mu nogę, raz ktoś nawet uderzył go pięścią w plecy, w ślad za nim
      niosły się wzburzone szepty.
      Wydostał się z Sali Królestwa i ruszył przez jadalnię. Teraz
      przy stołach było dużo ludzi, przed którymi stały puste aluminiowe
      miski. Pośrodku działo się coś ciekawego, i wszystkie oczy
      były skierowane właśnie tam.
      – Bracia, zanim przystąpimy do posiłku – mówił niepozorny
      chudy człowiek z krzywym nosem – posłuchajmy małego Dawida
      i jego historii, która dopełni dzisiejszą przypowieść o przemocy.
      Usunął się na bok i jego miejsce zajął pulchny chłopczyk z wąskim
      nosem i przyczesanymi płowymi włosami.
      – On był rozgniewany i chciał mnie zbić – zaczął Dawid tonem,
      którym dzieci zwykle deklamują wyuczone na pamięć wierszyki.
      – Pewnie po prostu dlatego, że byłem mały. Cofnąłem
      się i krzyknąłem: „Stój! Zaczekaj! Nie bij mnie! Przecież nic ci
      nie zrobiłem. W czym ci zawiniłem? Powiedz lepiej, co się stało?”
      – twarz Dawida przybrała wyuczony uduchowiony wyraz.
      – I co ci powiedział ten straszny zbój? – wtrącił wzburzony
      chudzielec.
      – Okazało się, że ktoś ukradł mu śniadanie, i po prostu wyładował
      swój gniew na pierwszej napotkanej osobie – wyjaśnił Dawid,
      ale coś w jego głosie kazało wątpić, czy sam dobrze rozumie
      sens tego, co właśnie powiedział.
      – I co zrobiłeś? – budując napięcie naciskał chudy.
      – Powiedziałem mu po prostu: „Bijąc mnie, nie odzyskasz
      swojego śniadania”, i zaproponowałem, żebyśmy razem poszli do
      brata kucharza i opowiedzieli mu o tym, co się stało. Poprosiliśmy
      o jeszcze jedno śniadanie dla niego. Uścisnął mi potem rękę i już
      zawsze się ze mną przyjaźnił.
      – Czy jest tu obecny ten, który skrzywdził małego Dawida?
      – spytał chudy głosem prokuratora.
      W górę natychmiast powędrowała czyjaś ręka i potężny dwudziestoletni
      chłopak, z głupim i złośliwym wyrazem twarzy,
      zaczął przeciskać się w kierunku zaimprowizowanej sceny, żeby
      opowiedzieć, jakie to cudowne działanie miały słowa małego
      Dawida. Nie szło mu to łatwo, malec miał wyraźnie większą
      zdolność zapamiętywania słów, których znaczenia nie rozumiał.
      Kiedy przedstawienie dobiegło końca, a małego Dawida i skruszonego
      brutala pożegnano brawami, chudy facet znów stanął na
      ich miejscu i zwrócił się serdecznie do słuchaczy:
      – Tak, łagodne słowa posiadają ogromną siłę! Jak jest napisane
      w Księdze Przysłów, język łagodny kości łamie. Miękkość
      i łagodność nie są słabością, umiłowani bracia, za miękkością kryje
      się ogromna siła woli! I przykłady z Pisma Świętego tego dowodzą…
      – znajdując w zatłuszczonej książce potrzebną stronicę,
      zaczął uduchowionym głosem odczytywać jakąś przypowieść.
    • Przez Gremczak
      Jak to możliwe ,że ja po sześciu dniach nie czuję zmęczenia i nie muszę odpoczywac tak jak Bóg?
    • Przez Jacek
      Szanowni Forumowicze, oglądając telewizję Broadcasting moją uwagę zwrócił wykład szanownego pana Stephena Letta. Zwłaszcza spodobał mi się przykład o strażaku ratującym z pożaru.
      Całe kazanie można zobaczyć tutaj:
      https://tv.jw.org/#pl/mediaitems/LatestVideos/pub-jwb_201706_10_VIDEO
      Poruszone tematy uważam za ważne, ale że nie zgadzam się z wszystkimi tezami pana Letta, postanowiłem moimi wątpliwościami podzielić się ze Świadkami Jehowy.
       
      Jacek Kwaśniewski Kraków 8 dzień 8 miesiąc 8 rok EY
       
      Szanowni Świadkowie Jehowy, szanowne Ciało Kierownicze, szanowny panie Stephen Lett, szanowni twórcy telewizji Broadcasting, chciałem Wam bardzo podziękować za dotychczasową działalność. Z zainteresowaniem oglądam telewizję Broadcasting i jestem wdzięczny za wszelkie dobre rady, które tam znajduję. Spodobało mi się kazanie szanownego pana Stephena Letta – Ciało Kierownicze - zatytułowane „Słuchaj ze zrozumieniem.”
      Wersetem przewodnim tego wykładu jest Mateusza 13:16:
       
      „Jednakże szczęśliwe są wasze oczy, gdyż widzą, i wasze uszy, gdyż słyszą.”
       
      Spodobały mi się przykłady użyte przez szanownego pana Stephena Letta, ale nie ze wszystkimi tezami się zgadzam. Proszę przypomnijmy sobie fragmenty tego przemówienia:
       
      „Wzrok, słuch, smak, dotyk, węch.
      Jak wiecie jest to pięć podstawowych zmysłów, w które wyposażył nas stwórca.
      Ale który z tych zmysłów ma największe znaczenie, jeżeli chodzi o możliwość uzyskania życia wiecznego?
      Czy nie słuch?”
       
      Szanowny panie Stephen Lett, zgadzam się z tym, że słuch jest ważnym zmysłem, ale czy niezbędnym do uzyskania wybawienia?
      Czy przed osobą głuchą wybawienie jest zamknięte?
      Czy nie może ona zapoznać się ze wskazówkami umożliwiającymi wybawienie za pomocą wzroku?
      Przecież w tekście przewodnim wyraźnie pisze o szczęśliwych oczach które widzą!
      A co z osobami głuchymi i ślepymi?
      Czy przy pomocy zmysłu dotyku nie mogą się one zapoznać ze wskazówkami umożliwiającymi ocalenie?
       
      Ja na przykład oglądając te przemówienie słyszałem brzmienie głosu, ale go nie rozumiałem. Gdyby nie napisy, które widziałem oczyma na nic by był mój słuch.
      Kiedy pojawiał się napis zatrzymywałem obraz i przepisywałem tekst.
      Podczas tej czynności moją uwagę przykuły miny szanownego pana Stephena Letta.
      Przepisując wykłady innych mówców podobnych min nie widziałem.
      Zaciekawiony tymi minami przypomniałem sobie lekcję z teokratycznej szkoły służby kaznodziejskiej dotyczącej mimiki. Proszę przypomnijmy fragmenty tej lekcji:
       
      Lekcja 12
      Gesty i mimika
      Co powinieneś robić?
      Myśli, uczucia i swe nastawienie staraj się wyrażać za pomocą ruchów rąk, ramion, a czasem nawet całego ciała.
      Aby wzmóc wyrazistość swych słów i przekazać uczucia, wykorzystuj grę oczu, ułożenie ust i ruchy głowy.
      Dlaczego są ważne?
      Gesty i mimika pokazują, na co chcesz położyć nacisk, i wzmacniają ładunek emocjonalny twych wypowiedzi. Mogą rozniecać uczucia w tobie samym, dzięki czemu twój głos stanie się ożywiony.
      W JEDNYCH kulturach ludzie gestykulują więcej, w innych — mniej. Ale chyba nie ma człowieka, który by w trakcie mówienia w ogóle nie zmieniał wyrazu twarzy ani nie wykonywał żadnych gestów. Dotyczy to zarówno wystąpień publicznych, jak i rozmów prywatnych...
       
      Lekcja ta natomiast przypomniała mi fragment powieści szanownego pana Witolda Gombrowicza zatytułowanej 'Ferdydurke'.
      Jest tam scena, w której postacie występujące w tej książce pojedynkują się na miny, Jeden z krytyków tak skomentował ten fragment książki:
       
      „Pojedynek na miny to z pewnością jeden z najważniejszych i najbardziej groteskowych fragmentów powieści Gombrowicza. Przywołując dawną tradycję, autor ukazuje ciągłe zmagania człowieka z formą, którą w tym wypadku reprezentuje gęba. Relacje międzyludzkie nie są bowiem czyste, a zawsze towarzyszą im określone maski. Stanowią one nie tylko komunikat, lecz również swego rodzaju wyzwanie do „pojedynku”. Na minę zawsze odpowiada się miną, gęba wymusza gębę u innych.”
       
      Krytyka krytyką, ale moim zdaniem nie powinno się jej odrywać od oryginalnego tekstu, dlatego przytoczę fragmenty tej powieści i przypomnę ten literacki pojedynek na miny:
       
      „Szaleńczy pomysł!
      Miętus wyzwał Syfona na miny.
      Wszyscy ucichli i spoglądali na niego jak na niespełna rozumu, a Syfon gotował się do ironicznej inwektywy.
      Lecz twarz Miętalskiego wyrażała taką zjadliwość diabelską, że uchwycono snadnie straszliwy realizm propozycji.
      Miny! Miny - ta broń, a zarazem tortura!
      Tym razem bój miał się toczyć na ostre!
      Niektórzy zlękli się widząc, że Miętalski wyciąga na jaw to straszne narzędzie, którym dotąd każdy posługiwał się z największą oględnością, a swobodnie i jawnie chyba tylko przy drzwiach zamkniętych i przed lustrem. (...)
      - Możecie zaczynać!
      I właśnie gdy to mówił, że ,,mogą zaczynać”, właśnie gdy powiedział, że „zaczynać mogą”, rzeczywistość przekroczyła ostatecznie swe granice, nieistotność skulminowała się w koszmar, a zdarzenie z nieprawdziwego zdarzenia stało się zupełnym snem - ja zaś tkwiłem w samym środku przyłapany jak mucha w sieci, nie mogąc się ruszyć.
      Wyglądało, jak gdyby na drodze długiego ćwiczenia osiągnięto nareszcie stopień, na którym zatraca się twarz.
      Frazes przeistoczył się w grymas, a grymas - pusty, czczy, próżny, jałowy - złapał i nie puszczał. Nie byłoby dziwne, gdyby Miętus i Syfon ujęli twarze w ręce i cisnęli na siebie - nie, nic już nie mogło być dziwne.
      Zabełkotałem: - Miejcie litość nad swymi twarzami, miejcie litość nad moją przynajmniej, twarz nie jest przedmiotem, twarz podmiotem jest, podmiotem, podmiotem! ...”
       
      Nie wiem z jakiego kraju pochodzi szanowny pan Stephen Lett. - od tego może zależeć czy miny te są stosowne czy też nie - ale zauważyłem, że minami wyróżnia się on wyraźnie od innych wykładowców Świadków Jehowy.
      Jego miny przypominają bardziej miny niektórych artystów kabaretowych niż poważnych mówców teokratycznych.
      Spotkałem się jednak ze zdaniem, że miny te, oraz ten zbyt częsty wytrzeszcz oczów mogą być spowodowane tikiem nerwowym.
      W takim przypadku zalecił bym pracę z logopedą – może coś pomoże.
      Jest to jednak moje zdanie laika.
      Od min specjalistą nie jestem.
       
      Powróćmy myślami do wykładu szanownego pana Stephena Letta i jego tezy, że najważniejszym zmysłem jest słuch.
      Czy ktoś w naszych czasach słyszy głos szanownego władcy Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa)?
      Być może są takie osoby, ale z tego co się orientuję to większość osób zapoznaje się z jego naukami za pośrednictwem tego co zostało kiedyś napisane i teraz jest zazwyczaj za pomocą wzroku odczytywane. To co sam przeczytam zazwyczaj lepiej pamiętam, ale nie ma reguły.
      Mam bardzo ulotną pamięć.
      Bardzo szybko zdarza mi się zapominać to co ktoś powiedział. Zdarza mi się przeczytać tekst dzienny, odejść na niecałą minutę i zapomnieć go całkowicie. Muszę robić notatki.
       
      Chciałbym przy tej okazji bardzo podziękować Świadkom Jehowy za cenne wskazówki na temat jak robić notatki i jak segregować zgromadzone informacje. Cenię sobie te rady i bardzo za nie dziękuję.
       
      Moim zdaniem mniej ważne jest to w jaki sposób weszliśmy w posiadanie informacji potrzebnej do wybawienia.
      Jedni mogli je usłyszeć, inni zobaczyć, jeszcze inni wyczuć palcami lub też ustami jeżeli rąk nie mają.
      Ale czy to wystarczy?
      Po pierwsze trzeba wszystkie te informacje zapamiętać, a w przypadkach takich jak ja zanotować, bo z pamięci się ulatniają.
      Ale to nie wszystko.
      Informacje te trzeba jeszcze dobrze zrozumieć.
      Jeżeli się je źle zrozumie to może się nam wydawać, że dobrze postępujemy, ale zamiast wybawienie może nas czekać zatracenie w Piekle.
      Dobrze też pamiętać o tym, że nasz słuch bywa zawodny a i mówca może powiedzieć coś niewyraźnie. Natomiast skutki tej niedoskonałości mogą być tragiczne. Z tego co napisano w środkach masowego przekazu takie nieporozumienie skończyło się śmiercią. Proszę zapoznajmy się z tym tragicznym a zarazem pouczającym doniesieniem:
       
      Tragiczny skok na bungee. 17-latka zginęła, bo źle zrozumiała akcent hiszpańskiego instruktora.
      Instruktor powiedział do dziewczyny „no jump” (nie skacz). Ona zrozumiała komendę jako „now jump” (teraz skacz). Lina nie była przywiązana.
       
      Z powyższej analizy wynika, że wiedza to stanowczo za mało.
      Potrzebny też jest rozum o czym w Biblii wyraźnie pisze:
       
      Psalm 119:33, 34; Izajasza 35:8; Przysłów 27:22
      (...)Poucz mnie, Jehowo, o drodze twoich przepisów, bym jej strzegł aż do ostatka.  Obdarz mnie zrozumieniem, bym przestrzegał twego prawa i bym się go trzymał całym sercem.
      (...)I powstanie tam gościniec, droga; i będzie zwana Drogą Świętości. Nie będzie nią chodził nieczysty. I będzie przeznaczona dla idącego tą drogą, a głupcy nie będą się po niej błąkać.
      (...)Choćbyś głupiego utarł tłuczkiem w moździerzu pośród tłuczonego ziarna, jego głupota od niego nie odejdzie.
       
      Wynika z tego, że nawet wielka wiedza zgromadzona w głowie bez jej właściwego zrozumienia może być zbytecznym balastem, a czas poświęcony na jej zdobywanie czasem straconym.
      Proszę powróćmy myślami do przemówienia szanownego pana Stephena Letta:
       
      „Co ciekawe, kościoły Babilonu Wielkiego od wieków przykładają największą wagę nie do słuchania, ale do patrzenia czy może dotykania - patrzenia na wizerunki przedstawiające Boga, dotykania ich lub całowania.”
       
      Jak już wykazałem w wielu przypadkach wzrok odgrywa większą rolę niż słuch i fakt, że w niektórych kościołach większą wagę przykłada się do patrzenia może dopomóc w wybawieniu.
      Proszę wyobraźmy sobie, że wybawienie nasze zależy od zakupów jakie musimy dokonać w supermarkecie. Poinformowano nas co też musimy kupić by dostąpić wybawienia. A lista tych produktów jest długa i szczegółowa. Na przykład jednym z produktów ma być drobno zmielony zmielony pieprz biały oraz cukier trzcinowy grubo ziarnisty. Idziemy do sklepu a tam dużo różnych pieprzów, zmielonych i całych. Cukrów też wybór jest obfity, od miałkich po gruboziarniste. A lista naszych zakupów długa. O pomyłkę łatwo. Człowiek o doskonałej pamięci problemów nie będzie miał. Ale taki jak ja, bez dokładnych notatek i umiejętności patrzenia na tę listę byłbym skazany na zatracenie w Piekle.
      Poza tym w Biblii zanotowano historię o tym, jak wzrok ratował pokąsanych przez węże Izraelitów.
       
      Liczb 21:4-9
      (...)Kiedy ciągnęli od góry Hor drogą Morza Czerwonego, by obejść ziemię Edom, dusza ludu zaczęła się męczyć wędrówką. I mówił lud przeciwko Bogu i Mojżeszowi:
      „Czemuż wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy pomarli na tym pustkowiu? Bo nie ma chleba ani wody, a nasza dusza obrzydziła sobie ten chleb godny wzgardy”.
      Toteż Jehowa posłał między lud jadowite węże i one kąsały lud, tak iż wielu z ludu Izraela umarło. W końcu lud przyszedł do Mojżesza i rzekł:
      „Zgrzeszyliśmy, gdyż mówiliśmy przeciwko Jehowie i przeciwko tobie. Wstaw się u Jehowy, żeby oddalił od nas te węże”.
      I Mojżesz zaczął się wstawiać za ludem.
      Wtedy Jehowa powiedział do Mojżesza:
      „Sporządź sobie ognistego węża i umieść go na słupie sygnałowym. A gdy ktoś zostanie ukąszony, ma na niego spojrzeć i dzięki temu pozostanie przy życiu”. Mojżesz niezwłocznie wykonał miedzianego węża i umieścił go na słupie sygnałowym; a jeśli wąż kogoś ukąsił, ten zaś utkwił wzrok w miedzianym wężu, to pozostawał przy życiu.
       
      Niewykluczone też jest, że chrześcijanie by osiągnąć wybawienie będą musieli pocałować – dotknąć ustami syna Boga:
       
      Psalm 2:11, 12
      Służcie Jehowie z bojaźnią i radujcie się ze drżeniem. Pocałujcie syna, żeby On się nie rozsierdził i żebyście nie zginęli z drogi, bo jego gniew łatwo się zapala. Szczęśliwi są wszyscy, którzy się u niego chronią.
       
      Moim zdaniem ta myśl szanownego pana Stephena Letta to najgorsza część tego kazania, Całkiem zbędna i szkodliwa. Gdybym miał to przemówienie oceniać na podstawie lekcji 33 teokratycznej szkoły Świadków Jehowy, to lekcji tej z całą pewnością bym nie zaliczył. Proszę przypomnijmy sobie fragment tej lekcji:
       
      Lekcja 33 Takt połączony ze stanowczością
      Co powinieneś robić?
      Zastanawiaj się nie tylko nad tym, co powiedzieć, ale też w jaki sposób i kiedy. Dzięki temu nikogo niepotrzebnie nie urazisz.
      Dlaczego jest ważny?
      Jeżeli taktownie głosisz dobrą nowinę, ludzie będą bardziej skłonni wysłuchać cię z otwartym umysłem. Takt pomoże ci też utrzymywać przyjazne stosunki ze współwyznawcami...
       
      Myślę jednak, że nie zaliczenie tej lekcji to za mała kara. Szanowny pan Stephen Lett jest członkiem Ciała Kierowniczego. Tego wykładu może słuchać wiele milionów Świadków Jehowy w różnym wieku. W tym małe dzieci.
      W związku z tym za karę zalecił bym siedemdziesiąt siedem razy przepisać tę lekcję do zeszytu i myślę, że wskazana by też była jakaś publiczna chłosta:
       
      Powtórzonego Prawa 25:2; Przysłów 23:13, 14
      A jeśli niegodziwy zasłuży na bicie, sędzia każe położyć go twarzą do ziemi i przed swoim obliczem wymierzyć uderzenia według liczby odpowiadającej jego niegodziwemu czynowi.
      (...)Nie szczędź chłopcu karcenia. Jeśli go zbijesz rózgą, nie umrze. Bij go rózgą, by wyzwolić jego duszę z Szeolu.
       
      Egzekucję tej kary myślę, że dobrze było by zamieścić w telewizji Broadcasting i na stronie internetowej JW Org ku przestrodze innym Świadkom Jehowy lekceważącym szkolenie pochodzące od szanownego Boga Jehowy.
      Zauważyłem bowiem u niektórych Świadków Jehowy brak taktu, który czasami też jest łączony z chamstwem i szyderstwem - w stosunku do wierzących inaczej chrześcijan lub czcicieli innych Bogów - bywa ostentacyjny.
      Jest jednak pewna wątpliwość. Jeżeli odłożymy na bok lekcje z teokratycznej szkoły Świadków Jehowy i otworzymy Biblię i przeanalizujemy kazania szanownego władcy Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa) wówczas zobaczymy, że brak taktu połączony z chamstwem i szyderstwem powinien być normą wśród chrześcijan. Czytając kazania szanownego władcy Jehoszua (Jezusa Chrystusa) zwróciłem uwagę na fakt, że w swoich kazaniach stosował On tak zwaną mowę nienawiści. Obrażał w nich ludzi oraz wyklinał. Proszę sprawdźmy w Biblii:
       
      Mateusza 23:16, 17, 26-23, 33; Łukasza 6:24, 25; 11:46
      (...)Biada wam, ślepi przewodnicy(...) obłudnicy! (…) Głupi i ślepi! (...)
      (…) Ślepy faryzeuszu (…) Biada wam, uczeni w piśmie i faryzeusze, obłudnicy!
      Przypominacie bowiem pobielane groby, które z zewnątrz wprawdzie wydają się piękne, ale wewnątrz są pełne kości zmarłych oraz wszelkiej nieczystości. Tak i wy wprawdzie z zewnątrz wydajecie się ludziom prawi, ale wewnątrz jesteście pełni obłudy i bezprawia.
      (…) Węże, pomiocie żmijowy (...)
      (…) Biada i wam, biegłym w Prawie (…) biada wam, bogacze, gdyż w pełni odbieracie swe pocieszenie. „Biada wam, którzy teraz jesteście nasyceni, gdyż będziecie głodować. „Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, gdyż pogrążycie się w żałości i będziecie płakać.
       
      Zastanawiając się nad tymi przekleństwami i wyzwiskami zwróciłem uwagę na fakt, że szanowny pan Jehoszua (Jezus Chrystus) w swych przemówieniach zrównał bez wyjątku wszystkie wymienione przez siebie klasy społeczne nie licząc się z tym, że mogą wśród nich być ludzie nie zasługujący na takie traktowanie.
      Zwyzywani zostali ludzie uczeni, religijni (faryzeusze), prawnicy, biznesmeni, którym się powiodło, oraz ludzie zadowoleni z życia i roześmiani.
      Oprócz złowróżbnych przekleństw zawartych w zwrocie 'biada wam', zwyczajnie ich obrażał przezywając ludzi takimi słowami jak pomiot żmijowy, ślepiec, głupiec, obłudnik, grób pobielany, wąż. Przekleństwa szanownego pana Jehoszua (Jezusa Chrystusa) nie ominęły też kobiet brzemiennych i karmiących:
       
      Mateusza 24:19
      (…) Biada kobietom brzemiennym i karmiącym piersią w owe dni!
       
      Dającym do myślenia jest fakt, że to zwyzywany i przeklęty przez szanownego pana Jehoszua bogaty człowiek osobiście zadbał o Jego pogrzeb:
       
      Mateusza 27:57-60
      (...)A że było późne popołudnie, przyszedł pewien bogaty człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który sam również został uczniem Jezusa. Człowiek ten poszedł do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wtedy Piłat kazał je wydać. A Józef wziął ciało, zawinął je w czystą, delikatną tkaninę lnianą i złożył je w swym nowym grobowcu pamięci, który wcześniej wykuł w masywie skalnym. I przytoczywszy duży kamień przed wejście do tego grobowca pamięci, odszedł.
       
      Również zwyzywany i wyklęty uczony faryzeusz, szanowny pan apostoł Paweł został naczelnym teologiem większości kościołów chrześcijańskich:
       
      Dzieje 22:3; 26:4-6
      (…) Jestem Żydem, urodzonym w Tarsie w Cylicji, lecz kształconym w tym mieście u stóp Gamaliela, szkolonym według rygorów Prawa przodków, gorliwym dla Boga (...)
      (…) Doprawdy, jeśli chodzi o to, jaki styl życia od samej młodości wiodłem wśród mego narodu i w Jerozolimie, wszyscy Żydzi, którzy przedtem mnie znali, od początku wiedzą — gdyby tylko chcieli świadczyć — że jako faryzeusz żyłem według najbardziej rygorystycznej sekty naszej formy oddawania czci. (...)
       
      Jakimś usprawiedliwieniem dla szanownego władcy Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa) może być możliwość, że mógł być on opętany przez Demona jak zasugerowano w Biblii:
       
      Jana 8:52
      Żydzi rzekli do niego: „Teraz już wiemy, że masz demona.(...)
       
      Szanowny władca Jehoszua (Jezus) mógł postradać zmysły jak sugerowali jego krewni:
       
      Marka 3:21
      (…) Ale gdy o tym usłyszeli jego krewni, wyszli, by go pochwycić, bo mówili:
      „Postradał zmysły”.
       
      Proszę spróbujmy podsumować ten wątek dotyczący mowy nienawiści.
      Najpierw sprecyzujmy co to jest mowa nienawiści:
      Mowa nienawiści (ang. hate speech) – używanie języka w celu znieważenia, pomówienia lub rozbudzenia nienawiści wobec pewnej osoby, grupy osób lub innego wskazanego przez mówcę podmiotu. Narzędzie rozpowszechniania antyspołecznych uprzedzeń, stereotypów i dyskryminacji ze względu na rozmaite cechy, takie jak: rasa (rasizm), pochodzenie etniczne (ksenofobia), narodowość (szowinizm), płeć (seksizm), tożsamość płciowa (transfobia), orientacja psychoseksualna (homofobia, heterofobia), wiek (ageizm), światopogląd religijny (antysemityzm, chrystianofobia, islamofobia).
      Rada Europy definiuje ten termin jako „wszystkie formy ekspresji, które rozpowszechniają, podżegają, wspierają lub usprawiedliwiają nienawiść rasową, religijną, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści wynikające z nietolerancji, łącznie z nietolerancją wyrażoną za pomocą agresywnego nacjonalizmu i etnocentryzmu, dyskryminacją i wrogością wobec przedstawicieli mniejszości, imigrantów i osób obcego pochodzenia”.
       
      Moim zdaniem szanowny władca (Jehoszua) Jezus w swoich kazaniach wytyczył złe standardy obrażania i wyzywania całych grup społecznych, nie biorąc pod uwagę faktu, że w ten sposób może krzywdzić jednostki, które na takie traktowanie nie zasłużyły.
      Taka mowa nienawiści może doprowadzić do choroby psychicznej, w skrajnych przypadkach do samobójstwa osoby pomawianej lub podjudzić do zbiorowych mordów, których naród Izraelski z rąk chrześcijan doświadczył wiele.
      W Polsce mowa nienawiści jest karalna.
      W kodeksie karnym jest wiele paragrafów, które gdyby były egzekwowane w znacznej mierze wyeliminowały by mową nienawiści. Proszę zapoznajmy się z tymi moim zdaniem pożytecznymi prawami:
       
      Art. 190
      § 1. Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona,
      podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
      § 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.
      Art. 190a
      § 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność,
      podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
      § 2. Tej samej karze podlega, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.
      § 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
      § 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 następuje na wniosek pokrzywdzonego.
      Art. 207
      § 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
      § 2. Jeżeli czyn określony w § 1 połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
      § 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
      Art. 212
      § 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
      § 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
      § 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
      § 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.
      Art. 216
      § 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
      § 2. Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
      § 3. Jeżeli zniewagę wywołało wyzywające zachowanie się pokrzywdzonego albo jeżeli pokrzywdzony odpowiedział naruszeniem nietykalności cielesnej lub zniewagą wzajemną, sąd może odstąpić od wymierzenia kary.
      § 4. W razie skazania za przestępstwo określone w § 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
      § 5. Ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego.
      Art. 256
      § 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
      § 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.
      § 3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w § 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej lub naukowej.
      § 4. W razie skazania za przestępstwo określone w § 2 sąd orzeka przepadek przedmiotów, o których mowa w § 2, chociażby nie stanowiły własności sprawcy.
      Art. 257
      Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby,
      podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
       
      Wygląda na to, że gdyby w dzisiejszych czasach szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus) wygłaszał podobne kazania mógłby trafić do więzienia jako ekstremista lub szpitala psychiatrycznego być może na oddział zamknięty uznany za człowieka obłąkanego.
      Moim zdaniem jego kazania były zbyt emocjonalne i krzywdzące jednostki, ale może właśnie takie miały być? Może chodziło o to by nimi jak najwięcej osób upokorzyć i skrzywdzić?
       
      Powróćmy myślami do wystąpienia szanownego pana Stephena Letta. Opowiedział on bardzo pouczające doświadczenie. Proszę zapoznajmy się z nim:
       
      „Wiele lat temu byłem w służbie z pewnym bratem.
      Miał powiedzieć wstęp. Bardzo się denerwował.
      Brat zapytał:
      "Jak się pani ma?".
      Odpowiedziała:
      "Niezbyt dobrze".
      A on na to:
      "To dobrze".
      I kontynuował wstęp.
      Chociaż słyszał dżwięki wydobywające się z ust tej kobiety, to jej nie słuchał - nie dotarło do niego co powiedziała.”
       
      Świetny przykład i uważam, że na czasie.
      Zauważyłem, że wielu Świadków Jehowy ma wielkie problemy ze słuchaniem.
      Bywa tak, że podczas studium odczytują jakieś objaśnienie z jakiejś publikacji objaśniającej jakieś zagadnienie i w ogóle nie słuchają.
      Nawet jak im się wykaże z Biblią w ręku, że w publikacji jest błąd zdają się tego nie słyszeć.
      Z opowieści pana wynika, że takie rzeczy dzieją się nie tylko w Krakowie.
      Myślę, że Świadkowie Jehowy powinni większy nacisk położyć na ten element swojej służby kaznodziejskiej. Mogli by na przykład problem ten uwzględnić w programie szkoły teokratycznej. Opracować jakieś scenki, w których głosiciel nie słucha i potem słucha zainteresowanego.
       
      Na przykład głosiciel naucza korzystając z publikacji, że Izraelici 14 Nisan opuścili Rameses. Dla dodania powagi swojemu nauczaniu głosiciel prosi o odczytanie fragmentu leksykonu 'Wnikliwe poznawanie Pism':
       
      *** it-2 s. 1099 ak. 6 Wyjście Izraelitów z Egiptu (exodus) ***
      Mojżesz wezwany po północy przez faraona zdążył jeszcze przed końcem 14 Nisan dotrzeć do Rameses i rozpocząć wędrówkę w kierunku Sukkot (Wj 12:29-31, 37, 41, 42).
       
      Zainteresowany odczytuje i mówi:
      Ale z tego co wiem wymarsz ten nastąpił 15 Nisan. Proszę przeczytać co pisze w Biblii i podaje biblię do odczytania:
       
      Liczb 33:3
      I wyruszyli z Rameses w miesiącu pierwszym, piętnastego dnia miesiąca pierwszego. Zaraz nazajutrz po Passze synowie Izraela wyszli z podniesioną ręką na oczach wszystkich Egipcjan.
       
      Głosiciel odczytuje i kontynuuje – tak jak przeczytaliśmy Mojżesz zdążył jeszcze przed końcem 14 Nisan dotrzeć do Rameses i wyruszyć w kierunku Sukkot.
       
      Prowadzący lekcje wykazał by jaki błąd popełnił głosiciel i poprosił o poprawne odegranie scenki.
       
      Głosiciel podobnie naucza korzystając z publikacji, że Izraelici 14 Nisan opuścili Rameses:
       
      *** it-2 s. 1099 ak. 6 Wyjście Izraelitów z Egiptu (exodus) ***
      Mojżesz wezwany po północy przez faraona zdążył jeszcze przed końcem 14 Nisan dotrzeć do Rameses i rozpocząć wędrówkę w kierunku Sukkot (Wj 12:29-31, 37, 41, 42).
       
      Zainteresowany odczytuje i mówi:
      „Ale z tego co wiem wymarsz ten nastąpił 15 Nisan. Proszę przeczytać co pisze w Biblii i podaje Biblię do odczytania:
       
      Liczb 33:3
      I wyruszyli z Rameses w miesiącu pierwszym, piętnastego dnia miesiąca pierwszego. Zaraz nazajutrz po Passze synowie Izraela wyszli z podniesioną ręką na oczach wszystkich Egipcjan.
       
      Głosiciel odczytuje i robi wielkie oczy - zdumienie pojawia się na jego twarzy.
      (Myślę, że do tej sceny szanowny pan Stephen Lett ze swoimi minami i wytrzeszczem oczu by pasował).
      Po czym głosiciel bardzo przeprasza za pomyłkę.
      Zaś po opuszczeniu zainteresowanego mówi do towarzyszącego mu głosiciela.
      „Tyle lat czytałem biblię i nie zwróciłem uwagi na tę pomyłkę. Trzeba coś z tym zrobić. Powiadomić starszych zboru i przede wszystkim napisać list do Ciała Kierowniczego by nikt tego błędu nie powtarzał.
      Ja zaś w swoim leksykonie naniosę poprawkę by już nikogo w błąd nie wprowadzać.
      Koniec sceny.
       
      Powróćmy proszę do przemówienia szanownego pana Stephena Letta. Podał on moim zdaniem bardzo dobry przykład na to jak ważne jest słuchanie, od którego może zależeć nasze wybawienie.
       
      „Wyobraź sobie, że jesteś uwięziony w płonącym budynku. Nagle pojawia się strażak, podchodzi do Ciebie i mówi:
      "Nie mam czasu powtarzać ci tego dwa razy, bo muszę ratować też pozostałych ludzi. Jest tu tylko jedna droga ucieczki. Musisz szybko zejść po schodach na dół. Gdy już tam będziesz połóż się na brzuchu i zacznij się czołgać. Nie wstawaj bo powietrze na wysokości jednego metra jest skażone trującymi gazami.
      Kieruj się w prawo, aż zobaczysz mały, wąski korytarz.
      Przeczołgaj się tamtędy.
      Na końcu korytarza jest hol. Tam wstań, skręć w lewo i wybiegnij drzwiami na zewnątrz.”
       
      Dla mnie ta krótka instrukcja mogłaby się okazać zbyt długa. Bez notatek być może poniósł bym śmierć. W dalszej części swego wykładu szanowny pan Stephen Lett zwrócił uwagę na fakt, że uczniowie szanownego władcy Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa) mieli szczęśliwe uszy. Zacytował też fragment wersetu pomijając informację o szczęśliwych oczach – być może dlatego, że nie pasował on bowiem do jego tezy, że wzrok jest mniej ważny?:
       
      Mateusza 13:16, 17
      "Szczęśliwe są (...) wasze uszy gdyż słyszą".
       
      W całości werset ten brzmi tak:
       
      Mateusza 13:16, 17
      (...)„Jednakże szczęśliwe są wasze oczy, gdyż widzą, i wasze uszy, gdyż słyszą. Bo zaprawdę wam mówię: Wielu proroków i ludzi prawych pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, ale nie ujrzało, i słyszeć to, co wy słyszycie, ale nie usłyszało.
       
      Warto tutaj dodać, że takiego szczęścia nie miały tłumy, które szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus) nauczał. Prawdziwe swoje orędzie zataił on przed większością Izraelitów. Szczęśliwe uszy mięli tylko wtajemniczone uszy jego uczniów – pozostali zaś nie mieli poznać prawdziwego celu misji szanownego władcy Chrystusa. Mieli patrzeć na próżno a słuchając mieli nie zrozumieć znaczenia:
       
      Łukasza 8:10
      (...)On zaś rzekł:
      „Wam dano zrozumieć święte tajemnice królestwa Bożego, ale dla pozostałych jest to w przykładach, żeby patrząc, patrzyli na próżno, i słuchając, nie pojęli znaczenia.
       
      Działo się to po to by nie dostąpili przebaczenia. Pisze o tym w Biblii:
       
      Marka 4:10-12
      (...)A gdy został sam, ci wokół niego wraz z dwunastoma zaczęli go pytać o te przykłady. I przemówił do nich: „Wam dano świętą tajemnicę królestwa Bożego, ale dla tych na zewnątrz wszystko dzieje się w przykładach, żeby patrząc, patrzyli, a jednak nie widzieli, i słuchając, słyszeli, a jednak nie pojęli sensu ani w ogóle nie zawrócili i nie dostąpili przebaczenia”.
       
      Proszę przypomnijmy sobie przypowieść szanownego pana Stephena Letta o strażaku.
       
      „Wyobraź sobie, że jesteś uwięziony w płonącym budynku. Nagle pojawia się strażak, podchodzi do Ciebie i mówi:
      "Nie mam czasu powtarzać ci tego dwa razy, bo muszę ratować też pozostałych ludzi. Jest tu tylko jedna droga ucieczki. Musisz szybko zejść po schodach na dół. Gdy już tam będziesz połóż się na brzuchu i zacznij się czołgać. Nie wstawaj bo powietrze na wysokości jednego metra jest skażone trującymi gazami.
      Kieruj się w prawo, aż zobaczysz mały, wąski korytarz.
      Przeczołgaj się tamtędy.
      Na końcu korytarza jest hol. Tam wstań, skręć w lewo i wybiegnij drzwiami na zewnątrz.”
       
      Wyobraźmy sobie proszę, że strażak z tej opowieści nie jest dobrym człowiekiem.
      To zły ratownik, który ma podpisaną umowę z zakładem pogrzebowym. Za każdego człowieka, który zginie w pożarze dostanie on zapłatę od zakładu pogrzebowego. Nowożytna historia Polski zna takich ratowników, którzy zamiast ratować ludzi, zabijali ich dla pieniędzy od zakładów pogrzebowych. Proszę przeczytajmy fragmenty notatki prasowej o tym informującej:
       
      „Łódzki sąd wydał wyrok w sprawie "łowców skór": jeden z sanitariuszy został skazanych na dożywocie, drugi na 25 lat pozbawienia wolności. Dwaj lekarze zostali skazani na 6 i 5 lat pozbawienia wolności.
      Reporterki "Superwizjera" TVN dotarły do bliskich ofiar zbrodniarzy z pogotowia. To, co od nich usłyszały było wstrząsające.
      "Gotowanie skóry" – nieudzielenie pomocy lub podanie pavulonu, silnego środka zwiotczającego mięśnie, który powodował śmierć, "hodowanie na skórę" – czekanie na śmierć i pilnowanie, by sprzedać zwłoki, "odpalanie" – zabójstwo i handel ciałem. Takim słownikiem posługiwali się między sobą. Mieli układ z zakładem pogrzebowym – dostarczali zwłoki, w ich języku – "skórę". Za każde zwłoki dostawali od 300 do 1800 zł. Jeden z dziennikarzy, którzy zdemaskowali morderczy proceder, mówi: "To proceder systemowy. Pogotowie kręciło się nie wokół ratowania ludzi, ale sprzedawania informacji o zgonach zakładom pogrzebowym."
      "Nie jestem w stanie zrozumieć – to nie były bandziory, tylko lekarze, ludzie, którzy ratują innym życie. Jak lekarz może zabijać dla pieniędzy?" – mówi córka pielęgniarki, którą "łowcy skór" zabili pavulonem.
      Jedną z ofiar był 71-letni krawiec operowy, który w podeszłym wieku zaczął cierpieć na napady lęku. Po jednym z takich napadów przyjechała po niego karetka.
      "Widziałam, jak sanitariusz uwijał się przy nim, a on już pewno widział w nim nieboszczyka" – mówi żona zabitego.
      Andrzej N. podał mu pavulon. (...)
      Kolejną ofiarą była emerytowana pielęgniarka, laureatka najważniejszego na świecie odznaczenia dla pielęgniarek.
      "Mama machała ręką, że nie chce do szpitala - opowiada syn. (…)”
       
      Proszę wyobraźmy sobie, że ten zły Strażak to szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus) a tym człowiekiem, którego instruuje jak ocaleć to naród Izraelski, liczący na wybawienie z pożaru. Zobaczywszy strażaka prosi go o wybawienie:
       
      Mateusza 21:9-11
      (...)Tłumy zaś, te idące przed nim i te podążające za nim, wołały:
      „Racz wybawić Syna Dawidowego! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Jehowy! Racz go wybawić na wysokościach!”
      A gdy wszedł do Jerozolimy, całe miasto było poruszone i mówiło:
      „Kto to jest?”
      Tłumy mówiły:
      „To jest prorok Jezus, z Nazaretu w Galilei!”
       
      Strażak instruuje człowieka obiecując wybawienie:
       
      Jana 5:24
      (...)Zaprawdę, zaprawdę wam mówię: Kto słyszy moje słowo i wierzy temu, który mnie posłał, ten ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz przeszedł ze śmierci do życia.
       
      Podaje mu dokładną drogę do ocalenia:
       
      „Musisz szybko zejść po schodach na dół.”
      Schody natomiast były bardzo strome i częściowo zniszczone przez pożar. Tam najłatwiej w tym momencie można było zginąć. By ocaleć należało iść po nich jak najwolniej i najostrożniej'
       
      Gdy już tam będziesz połóż się na brzuchu i zacznij się czołgać. Nie wstawaj bo powietrze na wysokości jednego metra jest skażone trującymi gazami.
      Na dole zaś był czad do wysokości jednego metra. By ocaleć trzeba było wstać na nogi:
       
      Kieruj się w prawo, aż zobaczysz mały, wąski korytarz.
      Na lewo była droga do ocalenia, ale na prawo czekały dalsze niebezpieczeństwa. Dalsze pokłady czadu. Dlatego też zły strażak radził:
       
      Przeczołgaj się tamtędy.
      Część najzdrowszych najszybszych Izraelitów przeżyła. Widzi hol o którym mówił strażak:
       
      Na końcu korytarza jest hol. Tam wstań, skręć w lewo i wybiegnij drzwiami na zewnątrz.
      Uradowani ledwie żywi Izraelici wypadają na zewnątrz, a tam czekają nich sanitariusze z pavulonem.
      Oni też są źli.
      Będą dobijać tych, których nie zabiły rady złego strażaka.
      Oni bowiem też współpracują z grabarzami i chcą również zarobić jak najwięcej pieniędzy.
       
      Proszę zastanówmy się jeszcze nad jedną kwestią.
      Wyobraźmy sobie, że ten zły strażak miał uczniów – adeptów jego prywatnej szkoły pożarniczej. Oczywiście nie informował swych uczniów, że celem jego działalności jest wzniecanie pożarów i zabijanie ludzi. Podczas pożaru przekazał uczniom instrukcje mające uśmiercić jak najwięcej osób. Posłuszni mu uczniowie skwapliwie wykonywali jego polecenia, chociaż były one sprzeczne z wiadomościami jakie wynieśli ze szkoły podstawowej. Pośród ognia, wśród krzyku płonących ofiar zapomnieli oni o elementarnych prawach fizyki. Zaufali swojemu nauczycielowi. Starszemu od nich i dużo bardziej doświadczonemu, cieszącemu się autorytetem wśród tłumów. Na dodatek przechwalał się on znajomością z najgłówniejszym w wszechświecie strażakiem.
      Powstaje pytanie – co sądzić o tych uczniach?
      Czy oni też są winni za śmierć usmażonych na schodach, lub też zaczadzonych ofiar?
      Bezsprzecznie stali się oni współuczestnikami tego wielkiego zła, ale czy też sami byli źli?
      Część z nich szczerze i autentycznie chciała pomagać ludziom. Byli jednak wśród nich i psychopaci i piromani. Czytałem już o strażakach wzniecających pożary dla swej własnej przyjemności:
       
      „Strażacy z Pomorza podpalali, by później poczuć się jak bohaterowie
      Mieli pomagać, a niszczyli. Policja zatrzymała trzech strażaków-ochotników, który okazali się podpalaczami. Grozi im do 10 lat więzienia. - Za udział w akcji otrzymywali 9 zł, ale powodem ich działań przestępczych była też chęć podniesienia poziomu adrenaliny i poczucie bycia bohaterem w czasie akcji gaśniczej - mówi policja.”
       
      Na zakończenie tego listu proszę co powiedział szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus) do 'szczęśliwych uszów' swych uczniów:
       
      Łukasza 12:49
      (...)Przyszedłem wzniecić ogień na ziemi i czego więcej mam sobie życzyć, skoro już zapłonął?
       
      Z uszanowaniem i życzeniami najlepszości, jacek ahmadeusz szatan kwaśniewski.
       
      Szanowni forumowicze, a Wam jak się spodobała przypowieść o strażaku?
      Co o niej myślicie?
    • Przez Jacek
      Oglądając telewizję Broadcasting moją uwagę zwrócił kontrowersyjny wykład członka Ciała Kierowniczego zatytułowany - Przez 1900 lat nie było niewolnika.
      Kazanie jest dostępne tutaj:
      https://tv.jw.org/#pl/mediaitems/VODPgmEvtMorningWorship/pub-jwbmw_201506_1_VIDEO
      Argumenty w nim użyte otworzyły mi oczy na wiele spraw i zainspirowały do napisania listu do Świadków Jehowy. Oto ten list:
      Jacek Kwaśniewski Kraków                                                                                                                                                                                                   1 dzień 8 miesiąc 8 rok EY
       
      Szanowni Świadkowie Jehowy, szanowne Ciało Kierownicze, szanowny panie David Splane, chciałem Wam bardzo podziękować za dotychczasową działalność. Z zainteresowaniem oglądam telewizję Broadcasting i jestem wdzięczny za wszelkie dobre rady, które tam znajduję.
      Z telewizji Broadcasting, utkwił mi w pamięci kontrowersyjny wykład z porannego programu duchowego, który wygłosił szanowny pan David Splane / Ciało Kierownicze / zatytułowany:
      „Przez 1900 lat nie było „niewolnika” (Mat. 24:45)”.
       
      Mateusza 24:45
      „Kto rzeczywiście jest niewolnikiem wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad członkami czeladzi swojej, aby im dawał pokarm we właściwym czasie?
       
      Szanowny pan David Splane wyjaśnia w nim, dlaczego reformatorów nie można zaliczyć do klasy Niewolnika Wiernego i Roztropnego. Uzasadnia to tak:
       
      "...Wielu reformatorów czerpało z Biblii nauki, które im odpowiadały, a resztę odrzucało...
      ... Między reformatorami istniały głębokie podziały, bo nie wszyscy chcieli zaakceptować to, co mówi Biblia.
      Nie byli więc jednomyślni...”
       
      Zapoznając się z naukami Świadków Jehowy zauważyłem, że teolodzy i uczeni w piśmie tego kościoła również czerpią z Biblii tylko te nauki, które im odpowiadają a resztę odrzucają. Istnieją też pomiędzy nimi głębokie podziały, bo nie wszyscy chcą zaakceptować to co w Biblii napisano.
      Udowodnię to przy pomocy różnych doktryn wiary Świadków Jehowy zaczerpniętych z wydawanych przez nie publikacji:
       
      Dowód pierwszy:
      1) dzień wyjścia Izraelitów z Egiptu.
       
      W leksykonie 'Wnikliwe poznawanie Pism' (wydawnictwo Świadków Jehowy) pisze, że wyjście to rozpoczęło się 14 Nisan:
       
      *** it-2 s. 1099 ak. 6 Wyjście Izraelitów z Egiptu (exodus) ***
      Mojżesz wezwany po północy przez faraona zdążył jeszcze przed końcem 14 Nisan dotrzeć do Rameses i rozpocząć wędrówkę w kierunku Sukkot (Wj 12:29-31, 37, 41, 42).
       
      Proszę zwróć szczególną uwagę na słowa z tej notatki:
       
      “Mojżesz wezwany po północy przez faraona zdążył jeszcze przed końcem 14 Nisan dotrzeć do Rameses i rozpocząć wędrówkę w kierunku Sukkot”
       
      W Biblii ich nie znajdziemy.
      W Biblii wyraźnie pisze, że Izraelici wyruszyli z Ramses nazajutrz, 15 Nisan:
       
      Liczb 33:3
      (...)I wyruszyli z Rameses w miesiącu pierwszym, piętnastego dnia miesiąca pierwszego. Zaraz nazajutrz po Passze synowie Izraela wyszli z podniesioną ręką na oczach wszystkich Egipcjan.
       
      Trzeba tu jednak dodać, że w tej samej Encyklopedii pod innym hasłem podano biblijne daty wyjścia z Egiptu:
       
      *** it-1 Wyjście z Egiptu ***
      (...) Izraelici wyruszyli liczną grupą z Rameses w Egipcie dnia 15 Nisan (…)
       
      Widzimy tu wyraźną różnicę zdań na ten temat pomiędzy teologami Świadków Jehowy. Różnice dotyczące dnia wyjścia z Rameses znajdziemy też w innych publikacjach Świadków Jehowy. Jedne są zgodne z tym co napisano w Biblii inne podważają Biblii wiarygodność.
       
      Powstaje pytanie, którzy teolodzy Światków Jehowy mają rację?
      Ci co podważają datę zapisaną w Biblii, czy też Ci którzy obstają przy tej dacie?
       
      Dowód drugi:
      2) Ile lat trwał pobyt Izraelitów w Egipcie?
       
      Według Biblii Świadków Jehowy, pobyt Izraelitów w Egipcie trwał czterysta trzydzieści lat.
      Proszę sprawdźmy:
       
      Wyjścia 12:40
      (...)A pobyt synów Izraela, którzy mieszkali w Egipcie, trwał czterysta trzydzieści lat.
       
      Inni Świadkowie Jehowy podważają autentyczność tego sprawozdania zapisanego w Biblii, podważając tym samym wiarygodność własnej Biblii i tym samym wiarygodność jej tłumaczy .
      Według doktryny ich wiary pobyt ten trwał 215 lat. Proszę sprawdźmy co napisano w leksykonie 'Wnikliwe poznawanie Pism':
       
      *** it-1 s. 851 ak. 5 Izrael ***
      W 1728 r. p.n.e. głód zmusił domowników Jakuba, by przeprowadzili się do Egiptu, gdzie ich potomkowie przebywali potem 215 lat jako osiadli przybysze.
      *** it-1 s. 351 ak. 6 Chronologia ***
      Chronologia egipska. Historia egipska wielokrotnie zazębia się z izraelską. W niniejszej publikacji wykazano, że Izraelici przybyli do Egiptu w 1728 r. p.n.e., a wyszli stamtąd 215 lat później, w r. 1513.
       
      W leksykonie tym, ten niebiblijny dogmat wiary tak uzasadniają:
       
      *** it-2 s. 1094 ak. 8 Wyjście Izraelitów z Egiptu (exodus) ***
      Okres 430 lat. Inny sposób ustalenia tej daty opiera się na wypowiedzi z Wyjścia 12:40, 41: „A pobyt synów Izraela, którzy mieszkali w Egipcie, trwał czterysta trzydzieści lat. I stało się pod koniec czterystu trzydziestu lat, w tymże dniu stało się, że wszystkie zastępy Jehowy wyszły z ziemi egipskiej”. W przypisie do Wyjścia 12:40 (NW) NA TEMAT zwrotu „którzy mieszkali” powiedziano: „W języku hebr. czasownik ten występuje w lm. Zaimek względny ʼaszér („który”) odnosi się raczej do wyrażenia ‚synowie Izraela’ niż do słowa ‚pobyt’”. W greckiej Septuagincie werset 40 oddano następująco: „Ale pobyt synów Izraela, podczas którego mieszkali w ziemi egipskiej i w ziemi Kanaan, [trwał] czterysta trzydzieści lat”. W Pięcioksięgu samarytańskim też czytamy, że było to „w ziemi kananejskiej i w ziemi egipskiej”. Ze wszystkich tych przekładów wynika, iż ów 430-letni okres obejmował pobyt Izraelitów nie tylko w Egipcie.
       
      W powyższym wywodzie, teologowie Świadków Jehowy podważyli prawdziwość cytowanego wersetu z Biblii, według którego pobyt Izraelitów w Egipcie trwał 430 lat. Według Świadków tych Jehowy werset ten powinien brzmieć:
       
      „Ale pobyt synów Izraela, podczas którego mieszkali w ziemi egipskiej i w ziemi Kanaan, [trwał] czterysta trzydzieści lat”.
       
      Komu wierzyć?
      Czy Świadkom Jehowy tłumaczącym Biblię, czy też Świadkom Jehowy podważającym te sprawozdanie biblijne?
       
      Załóżmy, Świadkowie Jehowy podważający Biblię Świadków Jehowy mają rację. Jeżeli pobyt Izraelitów w ziemi Egipskiej trwał 215 lat, to powinien go poprzedzić 215 letni okres pobytu tego ludu w ziemi Kananejskiej.
      Proszę sprawdźmy w Biblii jak się rzeczy mają.
      Dzieje narodu Izraelskiego zaczynają się w chwili, kiedy szanowny pan Jakub został nazwany Izraelem: Rodzaju 32:24-28; 35:9, 10
       
      Działo się to po około dwudziestu latach pobytu u szanownego pana Labana: Rodzaju 31:38
       
      Według Świadków Jehowy szanowny pan Jakub miał już wtedy 99 lat:
       
      *** it-1 s. 866 ak. 4 Jakub ***
      Jakub miał 77 lat, gdy opuścił Beer-Szebę i udał się do kraju swych przodków, gdzie miał spędzić następne 20 lat życia (Rdz 28:10; 31:38).
       
      Załóżmy, że dane te są prawdziwe. Szanowny pan Jakub od około 99 roku zwany Izraelem według Biblii dożył 147 lat, czego 17 w Egipcie: Rodzaju 47:27, 28
       
      Odejmijmy teraz od tych 147 lat życia, 99 lat życia, kiedy szanowny pan Jakub nie był jeszcze nazwany Izraelem, to okazuje się, że jako Izraelita przeżył 48 lat, z czego 17 lat w Egipcie.
      Jeżeli od 48 lat odejmiemy 17 lat, to okazuje się, że jako Izraelita szanowny pan Jakub – Izrael, w ziemi nie należącej do Egiptu przeżył 31 lat.
      Tymczasem według Świadków Jehowy, którzy podważają biblijne sprawozdanie pobyt ten trwał 215 lat w ziemi egipskiej i 215 lat w Kanaan:
      Okazuje się jednak, że według najbardziej przychylnych rozumowaniu negujących sprawozdanie biblijne Świadków Jehowy obliczeń łączny pobyt Izraelitów w tych ziemiach to 215 lat w ziemi egipskiej i 31 lat przed trafieniem do Egiptu. Wcześniej bowiem Izraelitów nie było.
      Czyli w sumie daje to 246 lat.
      Według Świadków Jehowy pobyt ten powinien trwać 430 lat.
       
      Powstaje pytanie, gdzie zniknęło około 184 lata z historii narodu Izraelskiego?
      Jeżeli nastąpiła jakaś pomyłka, to czy cała chronologia nie jest do poprawy?
       
      Dowód trzeci:
      3) Dzień narodzin szanownego władcy Jehoszua (Jezusa).
       
      W książce 'Czego uczy Biblia' (wydawnictwo Świadków Jehowy) na temat narodzin szanownego władcy Jehoszua (Jezusa) przedstawiono dwa różne poglądy. Pierwszy to, że wszystko na to wskazuje, że szanowny władca Jehoszua (Jezus) urodził się w październiku:
       
      *** bh rozdz. 16 s. 158 Opowiedz się za religią prawdziwą ***
      POCHODZENIE BOŻEGO NARODZENIA
      (...) wszystko wskazuje na to, że Jezus urodził się w październiku.*
       
      Jednak w przypisie do tego tematu znajdziemy też informację, że „BIBLIA nie mówi, kiedy Jezus się urodził.”:
       
      *** bh s. 221 Czy Jezus naprawdę urodził się w grudniu? ***
      BIBLIA nie mówi, kiedy Jezus się urodził.
       
      Po przeanalizowaniu zawartych w przypisie argumentacji popieram teologów Świadków Jehowy twierdzących, że Biblia nie mówi, kiedy się szanowny władca Jehoszua (Jezus) urodził.
       
      Dowód czwarty:
      4) Dzień śmierci szanownego władcy Jehoszua (Jezusa).
       
      Według dogmatów wiary niektórych teologów Świadków Jehowy, szanowny władca Jehoszua (Jezus) umarł 14 Nisan. Proszę sprawdźmy w leksykonie 'Wnikliwe poznawanie Pism':
       
      *** it-1 s. 978 ak. 7 Jezus Chrystus ***
      Kiedy umarł. Jezus Chrystus umarł wiosną, w dniu Paschy, czyli 14 dnia miesiąca Nisan (Abib) według kalendarza żydowskiego.
       
      Tymczasem, według Biblii Świadków Jehowy, szanowny władca Jehoszua (Jezus) na krótko przed swoją śmiercią spotkał się z uczniami pierwszego dnia Święta Przaśników:
       
      Mateusza 26:17
      (...)Pierwszego dnia Przaśników podeszli do Jezusa uczniowie, mówiąc:
      „Gdzie chcesz, żebyśmy ci przygotowali do zjedzenia posiłek paschalny?”
       
      Pierwszy dzień Święta Przaśników, wypada na 15 Nisan (Abib). Mozna o tym przeczytać w leksykonie 'Wnikliwe poznawanie Pism':
       
      *** it-2 s. 910 Święto Przaśników ***
      Święto, które rozpoczynało się 15 Nisan, nazajutrz po Passze...
       
      Teolodzy Świadków Jehowy podważają jednak prawdziwość i rzetelność przekładu Świadków Jehowy. Według ich dogmatów wiary szanowny władca Jehoszua (Jezus) spotkał się z uczniami w przededniu Paschy 13 Nisan. Swoją niebiblijną wiarę argumentują tak w leksykonie 'Wnikliwe poznawanie Pism':
       
      *** it-2 s. 306 ak. 8-s. 307 ak. 1 Pascha ***
      Pierwszy dzień Przaśników”. Wątpliwości pojawiają się również w związku z wypowiedzią z Mateusza 26:17: „Pierwszego dnia Przaśników podeszli do Jezusa uczniowie, mówiąc: ‚Gdzie chcesz, żebyśmy ci przygotowali do zjedzenia posiłek paschalny?’”.
      Wyrażenie „pierwszy dzień” można tu przetłumaczyć na „przeddzień; dzień przed”. Na temat użycia greckiego słowa oddanego tu jako „pierwszy” w przypisie do Mateusza 26:17 (NW) czytamy: „Lub: ‚W przeddzień’. Takie tłumaczenie gr. słowa (...) [pròtos], po którym występuje wyraz w dopełniaczu, zgadza się ze znaczeniem i tłumaczeniem podobnej konstrukcji w Jn 1:15, 30: ‚istniał przede [pròtos] mną’”. W dziele A Greek-English Lexicon pod red. H. G. Liddella i R. Scotta (zrew. H. Jones, Oksford 1968, s. 1535) wyjaśniono że ‛pròtos jest czasami używane tam, gdzie należałoby się spodziewać pròteros [co znaczy „wcześniejszy”]’. W tamtym okresie Paschę powszechnie uważano za pierwszy dzień Święta Przaśników. A zatem tekst grecki — z uwzględnieniem żydowskiego zwyczaju — dopuszcza, że pytanie to zadano Jezusowi w dzień poprzedzający Paschę.
       
      Całą tę argumentację podważa jednak relacja z Ewangelii Łukasza według której w dniu spotkania była składana ofiara paschalna:
       
      Łukasza 22:7
      (...)Nadszedł Dzień Przaśników, w którym ma być złożona ofiara paschalna(...)
       
      W przeddzień Paschy, który wypada 13 Nisan ofiar paschalnych się nie składa.
       
      Proszę zapoznajmy się jeszcze z jednym argumentem teologów Świadków Jehowy podważających biblijne przekazy ewangeliczne. Nauczają oni:
       
      'W tamtym okresie Paschę powszechnie uważano za pierwszy dzień Święta Przaśników.'
       
      W Biblii takiego argumentu nie znajdziemy. W ewangelii pisze, że to Święto Przaśników nazywano Paschą:
       
      Łukasza 22:1
      (...)A zbliżało się Święto Przaśników, zwane Paschą.
       
      Dowód piąty:
      5) Odprawienie szanownego pana Jehudy (Judasza) przed ustanowieniem 'Pamiątki'.
       
      Według doktryny wiary Świadków Jehowy odprawienie szanownego pana Jehudy (Judzasza) miało miejsce przed ustanowieniem pamiątki. Pisze o tym między innymi w leksykonie 'Wnikliwe poznawanie Pism' (wydawnictwo Świadków Jehowy):
       
      *** it-2 s. 1034 ak. 6 Wieczerza Pańska ***
      Jezus ustanowił Wieczerzę Pańską w wieczór przed swoją śmiercią, zaraz po obchodach swej ostatniej Paschy. Przedtem jednak — kiedy już „była noc” — odprawił jeszcze zdrajcę Judasza (Jn 13:30).
       
      Podobną informację znajdziemy również w innym miejscu tego samego leksykonu:
       
      *** it-1 s. 986 Jezus Chrystus ***
      Judasz zdemaskowany jako zdrajca i odprawiony Łk 22:21-23 (...)
      Ustanowienie pamiątkowej wieczerzy z jedenastoma Łk 22:19, 20 (…)
       
      Wnikliwy czytelnik tego leksykonu mógł zauważyć, że najpierw powołano się na wersety późniejsze (Łk 22:21-23) a potem na wersety wcześniejsze ( Łk 22:19, 20). Już ten fakt powinien wzbudzić zainteresowanie. Proszę przeczytajmy te wersety w kolejności zapisanej w Biblii:
       
      Łukasza 22:19-23
      (...)Wziął też chleb, złożył podziękowania, połamał go i dał im, mówiąc: „To oznacza moje ciało, które ma być dane za was. Czyńcie to na moją pamiątkę”. I tak samo kielich — gdy już spożyli wieczerzę — mówiąc: „Ten kielich oznacza nowe przymierze na mocy mojej krwi, która ma być za was wylana. „Ale oto ręka mego zdrajcy jest ze mną przy stole. Gdyż Syn Człowieczy odchodzi zgodnie z tym, co jest wyznaczone, niemniej biada temu człowiekowi, przez którego zostaje zdradzony!” Oni więc zaczęli między sobą dyskutować, który z nich miałby to uczynić.
       
      Z wersetów tych wynika bezspornie, że szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus) najpierw ustanowił 'pamiątkową wieczerzę' i dopiero potem informuje uczniów o tym, że ręka jego zdrajcy jest z nim przy stole.
       
      Świadkowie Jehowy kwestionują tym samym kolejność zapisanych w Ewangelii Łukasza zdarzeń, ale Świadkowie Jehowy tłumaczący Biblię kolejności zdarzeń nie zmienili.
       
      Dotychczasowe dowody dotyczą dat wydarzeń zapisanych w Biblii oraz ich kolejności. Teraz przedstawię przykłady sprzecznych z Biblią wierzeń dotyczących kwestii życia po śmierci oraz tego co też ewentualnie może niegrzecznego człowieka po śmierci czekać.
       
      Dowód szósty:
      6) Według nauk Świadków Jehowy człowiek nie ma nieśmiertelnej duszy i nie istnieje życie po śmierci.
       
      Według wydanej przez Świadków Jehowy książki, 'Człowiek poszukuje Boga' nauka ta dotarła do judaizmu przez wpływy greckie.
       
      *** sh rozdz. 9 ss. 219-222
      Człowiek poszukuje Boga,
      Judaizm — poszukiwanie Boga przez Biblię i tradycję ***
      Śmierć, dusza i zmartwychwstanie
      31 Według jednej z podstawowych nauk judaizmu współczesnego człowiek ma duszę nieśmiertelną, która żyje po śmierci ciała. Ale czy pogląd ten wywodzi się z Biblii? Encyclopaedia Judaica otwarcie przyznaje: „Nauka o nieśmiertelności duszy niewątpliwie przeniknęła do judaizmu przez wpływy greckie”.
       
      Analizując Biblię i nauki Świadków Jehowy możemy dojść do wniosku, że szanowny Bóg Biblii pod wpływem nauk greckich uwierzył w nieśmiertelność duszy i życie po śmierci i dlatego zakazał kontaktu ze zmarłymi Izraelitom. Proszę sprawdźmy w Biblii czy piszę prawdę:
       
      Powtórzonego Prawa 18:9-13
      (...)„Gdy wejdziesz do ziemi, którą ci daje Jehowa, twój Bóg, nie wolno ci uczyć się postępowania według obrzydliwości tych narodów. Niech się nie znajdzie u ciebie nikt, (…) kto się wypytuje umarłego. Bo każdy, kto to czyni, jest obrzydliwością dla Jehowy i z powodu tych obrzydliwości Jehowa, twój Bóg, wypędza ich przed tobą. Masz się okazać nienaganny wobec Jehowy, swego Boga.
       
      Werset ten zakłada wyraźnie jakąś formę życia pośmiertnego i możliwość kontaktu ze zmarłymi. Również w Biblii Świadków Jehowy znajdziemy opis takiej rozmowy. Proszę zapoznajmy się z tym opisem:
       
      1 Samuela 28:3-15
      (...)A Samuel umarł i cały Izrael go opłakiwał, i pogrzebał go w jego mieście, Ramie. Saul zaś już wcześniej pousuwał z kraju media spirytystyczne oraz tych, którzy się trudnią przepowiadaniem wydarzeń. A Filistyni zebrali się i przybywszy, rozłożyli się obozem w Szunem. Zebrał więc Saul całego Izraela i rozłożyli się obozem na Gilboa. Kiedy Saul zobaczył obóz Filistynów, zląkł się i jego serce zaczęło bardzo drżeć. Chociaż Saul pytał Jehowę, Jehowa mu nie odpowiedział — ani przez sny, ani przez Urim, ani przez proroków. W końcu Saul rzekł do swych sług: „Poszukajcie mi kobiety, która jest mistrzynią jako medium spirytystyczne, a pójdę do niej i zasięgnę jej rady”. Wtedy jego słudzy powiedzieli mu: „Oto jest w En-Dor kobieta będąca mistrzynią jako medium spirytystyczne”. Toteż Saul zmienił swój wygląd, przywdział inne szaty i poszedł, on i dwaj ludzie z nim; i przybyli w nocy do owej kobiety. Wówczas on rzekł: „Proszę, powróż mi jako medium spirytystyczne i sprowadź mi tego, kogo ci wskażę”. Jednakże kobieta powiedziała do niego: „Oto sam dobrze wiesz, co zrobił Saul, jak wytracił z tej ziemi media spirytystyczne oraz tych, którzy się trudnią przepowiadaniem wydarzeń. Czemu więc zastawiasz pułapkę na mą duszę, by wydać mnie na śmierć?” Saul natychmiast przysiągł jej na Jehowę, mówiąc: „Jako żyje Jehowa, jeśli chodzi o tę sprawę, nie spadnie na ciebie wina za to przewinienie!” Wtedy kobieta rzekła: „Kogo mam ci sprowadzić?” Odrzekł: „Sprowadź mi Samuela”. Kiedy kobieta ujrzała „Samuela”, zaczęła krzyczeć na cały głos; i odezwała się owa kobieta do Saula: „Dlaczego mnie oszukałeś, skoro to ty jesteś Saul?” Ale król rzekł do niej: „Nie bój się; lecz co ujrzałaś?” I kobieta powiedziała Saulowi: „Ujrzałam jakiegoś boga wychodzącego z ziemi”. Od razu rzekł do niej: „Jak wygląda?”, a ona odrzekła: „Wychodzi starzec, okryty płaszczem bez rękawów”. Wówczas Saul rozpoznał, że to „Samuel”, i pokłonił się nisko twarzą ku ziemi, i padł na twarz. A „Samuel” odezwał się do Saula: „Czemu mnie niepokoisz, każąc mnie sprowadzić?” Saul odrzekł: „Jestem w wielkich opałach, gdyż Filistyni walczą ze mną, a Bóg odstąpił ode mnie i już mi nie odpowiedział ani przez proroków, ani przez sny; wzywam cię więc, byś mi oznajmił, co mam robić”.
       
      W nieśmiertelną duszę wierzył również szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus):
       
      Mateusza 10:28
      (...)I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz nie mogą zabić duszy, ale raczej bójcie się tego, który może i duszę, i ciało zgładzić w Gehennie.
       
      Z tego co można przeczytać w literaturze Świadków Jehowy wynika, że w kwestii duszy nieśmiertelnej i życia po śmierci Świadkowie Jehowy nie wierzą ani w nauki szanownego władcy Jehoszua (Jezusa). Odrzucają również nauki szanownego Boga Biblii zarzucając mu uleganie wpływom greckim w kwestii życia po śmierci.
       
      Dowód siódmy:
      7) Według nauk Świadków Jehowy człowiek nie ma Piekła (Gehenna, Hades, Szeol w nazewnictwie Świadków Jehowy).
       
      O tej doktrynie wiary Świadków Jehowy można przeczytać w wielu publikacjach, Według jednej z nich nauka ta jest częścią nauk Babilońskich i świadkowie Jehowy czują do nich wstręt:
       
      *** w89 15.4 s. 21 Babilon Wielki oskarżony ***
      Strażnica
      Dlaczego czujemy wstręt do nauk babilońskich
      Babilońska nauka o nieśmiertelności duszy służy za narzędzie do wykorzystywania i zastraszania milionów ludzi. Religia fałszywa od czasów starożytnych bazuje na lęku przed nie kończącymi się mękami w piekle. Bardziej wyrafinowaną formą tej doktryny jest nauczanie o przejściowych cierpieniach w czyśćcu.
       
      Ta doktryna wiary Świadków Jehowy w sposób jawny koliduje z naukami szanownego władcy Jehoszau Masziach (Jezusa Chrystusa). Nauczał on nie tylko o istnieniu duszy nieśmiertelnej.
      Nauczał również o Piekle – Gehennie według nauk Świadków Jehowy – w którym może cierpieć zmartwychwstałą dusza wraz z Ciałem. Proszę sprawdźmy w Biblii co też szanowny władca Jehoszua (Jezus) nauczał:
       
      Łukasza 12:4, 5
      (...)Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nie są w stanie nic więcej uczynić. Ale wskażę wam, kogo się bać: Bójcie się tego, który gdy zabije, ma władzę wrzucić do Gehenny.(...)
       
      W wersecie tym mowa o Gehennie, gdzie człowieka może Bóg wrzucić.
       
      Jedna zaś z jego przypowieści została umiejscowiona w Hadesie, gdzie dusza złego człowieka może cierpieć przed zmartwychwstaniem.. Proszę zapoznajmy się z nią:
       
      Łukasza 16:19-31
      (...)„Był pewien bogaty człowiek, który zwykł się stroić w purpurę i len oraz dzień w dzień wspaniale się bawił. Ale u jego bramy kładziono pewnego żebraka imieniem Łazarz, obsypanego wrzodami i pragnącego się nasycić tym, co spadało ze stołu bogacza. Psy zaś przychodziły i lizały jego wrzody. Po pewnym czasie żebrak umarł i został zaniesiony przez aniołów na miejsce u piersi Abrahama. „Także bogacz umarł i został pogrzebany. A w Hadesie podniósł oczy, będąc w męczarniach, i w oddali ujrzał Abrahama oraz Łazarza u jego piersi. Zawołał więc i rzekł: ‚Ojcze Abrahamie, zmiłuj się nade mną i poślij Łazarza, by umoczył w wodzie czubek palca i ochłodził mi język, gdyż znoszę udrękę w tym buchającym ogniu’. Lecz Abraham rzekł: ‚Dziecko, pamiętaj, że ty za życia w pełni otrzymałeś rzeczy dobre, tak jak Łazarz — rzeczy złe. Teraz jednak on doznaje tu pocieszenia, ty zaś znosisz udrękę. A prócz tego wszystkiego między nami a wami została ustanowiona wielka przepaść, tak iż ci, którzy chcą przejść stąd do was, nie mogą, ani stamtąd nie można się przedostać do nas’. Wtedy on rzekł: ‚W takim razie proszę cię, ojcze: poślij go do domu mego ojca — mam bowiem pięciu braci — żeby im dał dokładne świadectwo, by i oni się nie dostali do tego miejsca męczarni’. Ale Abraham powiedział: ‚Mają Mojżesza i Proroków; niech ich słuchają’. Wtedy on rzekł: ‚Bynajmniej, ojcze Abrahamie, lecz jeśli ktoś z umarłych pójdzie do nich, okażą skruchę’. On zaś mu powiedział: ‚Jeśli nie słuchają Mojżesza i Proroków, to nie dadzą się przekonać, choćby ktoś powstał z martwych’”.
       
      Powróćmy teraz myślami do Piekła – Gehenny, gdzie mogą trafić dusza wraz z ciałem po zmartwychwstaniu. Można znaleźć w Biblii więcej wersetów na ten temat układających się w harmonijną i logiczną całość. Proszę przeczytajmy kilka z nich:
       
      Mateusza 5:27-29; 23:15; Marka 9:47, 48
      „Słyszeliście, że powiedziano: ‚Nie wolno ci cudzołożyć’. Ale ja wam mówię, że każdy, kto się wpatruje w kobietę, aby do niej zapałać namiętnością, już popełnił z nią cudzołóstwo w swym sercu. Jeśli więc twoje prawe oko cię gorszy, wyłup je i odrzuć od siebie. Pożyteczniej bowiem jest dla ciebie, żebyś stracił jeden z twych członków, niż żeby całe twoje ciało wrzucono do Gehenny.
      (...)Biada wam, uczeni w piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Przemierzacie bowiem morze i suchy ląd, aby uczynić jednego prozelitę, a gdy się nim stanie, sprawiacie, że podlega Gehennie dwakroć bardziej niż wy sami.
      (...)Jeśli zaś gorszy cię twoje oko, odrzuć je; lepiej jest dla ciebie wejść jednookim do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu zostać wrzuconym do Gehenny, gdzie ich czerw nie umiera, a ogień nie jest gaszony.
       
      Ktoś mógłby zgodnie z tym co Pisze w Biblii powiedzieć, że to tylko przykłady. Że męki i ogień piekielny (są symboliczne. Myślenie takie obala werset z Ewangelii Mateusza, w której to szanowny władca Jehoszua (Jezus) wyjaśnia przykład i mowa w nim o rzeczywistym ognistym piecu, w którym będą płakać i zgrzytać zębami ci co powodują zgorszenie. Proszę sprawdźmy w Biblii:
       
      Mateusza 13:36-42
      (...)A jego uczniowie podeszli do niego i powiedzieli: „Wyjaśnij nam przykład o chwastach w polu”. On, odpowiadając, rzekł: „Siewcą wybornego nasienia jest Syn Człowieczy, polem jest świat, a wybornym nasieniem są synowie królestwa, chwastami zaś są synowie niegodziwca, a nieprzyjacielem, który je zasiał, jest Diabeł. Żniwem jest zakończenie systemu rzeczy, a żniwiarzami są aniołowie. Dlatego jak zbiera się chwasty i pali ogniem, tak będzie podczas zakończenia systemu rzeczy. Syn Człowieczy pośle swych aniołów i zbiorą z jego królestwa wszystko, co powoduje zgorszenie, oraz tych, którzy czynią bezprawie, i wrzucą ich do ognistego pieca. Tam będą płakać i zgrzytać zębami.
       
      Myślę, że wystarczy dowodów. Wynika w nich bezspornie, że w wielu kwestiach uczeni w piśmie i teolodzy Świadków Jehowy są głęboko podzieleni w kwestii prawdziwości zapisanych w Biblii wydarzeń. Nie wszyscy też chcą zaakceptować to co w Biblii napisano. Odrzucają nauki samego Boga i szanownego władcy Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa). Dokładnie tak jak nauczał szanowny pan David Splane. Proszę przypomnijmy sobie fragment tego teologicznego kazania:
       
      "...Wielu reformatorów czerpało z Biblii nauki, które im odpowiadały, a resztę odrzucało...
      ... Między reformatorami istniały głębokie podziały, bo nie wszyscy chcieli zaakceptować to, co mówi Biblia. Nie byli więc jednomyślni...”
       
      Według rozumowania szanownego pana David Splane ma to być dowód na to, że w organizacji, w której takie rzeczy się dzieją nie ma niewolnika wiernego i roztropnego. Idąc tym tokiem myślenia można by dojść do wniosku, że Ciało Kierownicze oraz wszyscy ci Świadkowie Jehowy, którzy się za niewolnika wiernego i roztropnego uważają tkwią w błędzie. W błąd wprowadzeni w błąd innych wprowadzają.
      Nie jest to jednak koniec wykładu szanownego pana Dawida Splane. Proszę zapoznajmy się z dalszymi argumentami wymierzonymi przeciw reformatorom religijnym analizowanego okresu:
       
      „... Marcin Luter nazwał List Jakuba "listem słomianym".
      Bardzo też krytykował List do Hebrajczyków.
      Dlaczego?
      To co napisali Paweł i Jakub, Nie pasowało do niektórych jego poglądów.
      Odrzucił więc te księgi biblijne.”
       
      Z tego co mi wiadomo nie odrzucał on tych ksiąg biblijnych tylko je krytykował. Znalazły się one w tłumaczonej przez niego Biblii. Miał do nich krytyczne nastawienie, które zostało przedstawione w przedmowach do tych ksiąg oraz w adnotacjach do tych ksiąg.
      Można o tym na przykład przeczytać w encyklopedii:
       
      „Biblia Lutra – przekład Biblii z języków oryginalnych na język niemiecki, dokonany przez Marcina Lutra i jego współpracowników. Pierwsze wydanie Nowego Testamentu ukazało się w 1522 roku, całą Biblię opublikowano w 1534 roku.
      Pierwsze wydania Biblii Lutra zawierały księgi deuterokanoniczne określone jako apokryfy. Krytyczne podejście Lutra do niektórych ksiąg Nowego Testamentu – Listu Jakuba, Listu Judy, Listu do Hebrajczyków i Apokalipsy – znalazło swój wyraz w przedmowach do ksiąg oraz adnotacjach do tekstu biblijnego …”
       
      Podobne nastawienie do wielu ksiąg biblijnych mają również Świadkowie Jehowy, ale w przedmowach często milczą na temat tego krytycznego nastawienia. By się o nim dowiedzieć trzeba przeczytać tysiące różnych rozpraw biblijnych rozrzuconych po różnych książkach i publikacjach.
      Proszę powróćmy myślami do analizowanego zagadnienia i Biblii szanownego pana Marcina Lutra:
       
      „Pierwsze wydania Biblii Lutra zawierały księgi deuterokanoniczne określone jako apokryfy.”
       
      Moda na odrzucanie różnych ksiąg biblijnych wśród reformatorów nastąpiła dopiero jakiś czas po pierwszym wydaniu Biblii szanownego pana Lutra. Kiedy powstawała organizacja Badaczy Pisma Świętego, z której wyodrębnili się później Świadkowie Jehowy tak zwana Biblia protestancka była już mocno wykastrowana z wielu ksiąg i właśnie taką wykastrowaną Biblię Świadkowie Jehowy przyjęli jako podstawę swych wierzeń. Od reformatorów przyjęli też argumenty dlaczego część ksiąg biblijnych odrzucili. Myślę, że warto się z nimi zapoznać.
      Świadkowie Jehowy odrzucili część Księgi Daniela dlatego, że uśmiercił on wielkiego smoka. Można o tym przeczytać w leksykonie „Wnikliwe poznawanie Pism” pod hasłem 'Baśń':
       
      *** it-1 s. 195 ak. 7 Baśń ***
      Podobnie w tekstach apokryficznych roi się od fałszywych, wymyślonych historii; jedna z nich opowiada o tym, jak Daniel uśmiercił wielkiego smoka przy użyciu mieszaniny smoły, łoju i sierści (dodatek do Księgi Daniela [14:23-27, Bp]);
       
      Idąc tym tokiem rozumowania również inne historie z Księgi Daniela mogą być fałszywe i wymyślone. Na przykład o rozpalonym piecu. Proszę zapoznajmy się z nią:
       
      Daniela 3:21-25
      (...)Wtedy owych krzepkich mężów związano w ich płaszczach, szatach i czapkach oraz pozostałej odzieży i wrzucono do rozpalonego pieca ognistego. Ponieważ jednak słowo królewskie było srogie, a piec rozpalono nadmiernie, ognisty płomień zabił tych krzepkich mężów, którzy wzięli Szadracha, Meszacha i Abed-Nega. Natomiast owi trzej krzepcy mężowie: Szadrach, Meszach i Abed-Nego, wpadli związani w środek rozpalonego pieca ognistego. Wówczas król Nebukadneccar przestraszył się i śpiesznie wstał. Odezwawszy się, powiedział do swoich wysokich urzędników królewskich: „Czyż nie trzech krzepkich mężów wrzuciliśmy związanych w środek ognia?” Odpowiadając, rzekli królowi: „Tak, królu”. On zaś odrzekł, mówiąc: „Oto ja widzę czterech krzepkich mężów, którzy przechadzają się swobodnie pośród ognia, nie doznając szkody, a czwarty wyglądem przypomina syna bogów”.
       
      Równie zmyślona i fałszywa może być historia o szanownym panie Danielu i lwach. Proszę przeczytajmy tę historię.
       
      Daniela 6:16-22
      (...)Toteż król wydał rozkaz i przyprowadzono Daniela, i wrzucono go do lwiej jamy. Król odezwał się, mówiąc do Daniela: „Twój Bóg, któremu niezachwianie służysz — ten cię wyratuje”. I przyniesiono kamień, i położono go na otworze jamy, a król opieczętował go swoim sygnetem oraz sygnetem swych dygnitarzy, żeby w sprawie Daniela nic się nie zmieniło. Wówczas król udał się do swego pałacu i spędził noc, poszcząc, a nie przyniesiono przed niego instrumentów muzycznych i nawet odbiegł go sen. W końcu, o świcie, król wstał przy świetle dziennym i śpiesznie szedł ku lwiej jamie. A gdy się zbliżył do jamy, zawołał smutnym głosem na Daniela. Król odezwał się i rzekł do Daniela: „Danielu, sługo Boga żywego, czy twój Bóg, któremu niezachwianie służysz, zdołał cię uratować od lwów?” Daniel natychmiast odrzekł królowi: „Królu, żyj aż po czasy niezmierzone. Mój Bóg posłał swego anioła i zamknął lwom paszczę, i nie zgładziły mnie, jako że przed jego obliczem stwierdzono moją niewinność; również wobec ciebie, królu, nie uczyniłem nic nikczemnego”.
       
      A co mamy myśleć o Księdze Sędziów, w której napisano jak szanowny pan nierządnik Samson w Gazie zaszedł do kobiety nierządnej. Proszę zapoznajmy się z tą osobliwą historią:
       
      Sędziów 16:1-3
      (...)Pewnego razu Samson poszedł do Gazy i zobaczył tam kobietę nierządną, i wszedł do niej. I powiadomiono Gazejczyków: „Przyszedł tu Samson”. Otoczyli go więc i przez całą noc czyhali na niego w bramie miasta. I całą noc zachowywali się cicho, mówiąc: „Gdy tylko zaświta ranek, zabijemy go”. Jednakże Samson leżał do północy, a o północy wstał i chwycił wrota bramy miejskiej oraz dwa boczne słupy, i wyrwał je razem z zasuwą, i włożywszy je sobie na ramiona, zaniósł je na szczyt góry, która jest naprzeciw Hebronu.
       
      Co z niej się dowiadujemy. Gazejczycy całą noc czyhali na nierządnika pana Samsona w bramie miasta. Całą noc zachowywali się cicho. Tymczasem pas Samson przyszedł do nich o północy. Wyrwał tę bramę i zaniósł ją na szczyt Hebronu. Być może wraz z uczepionymi brami czyhającymi i zachowującymi się cicho szanownymi Gezejczykami.
       
      Równie baśniowa i zmyślona może się wydawać przygoda szanownego pana proroka Jonasza, którego połknęła i wypluła wielka ryba. Proszę przypomnijmy sobie tę historię:
       
      Jonasza 1:3-17
      (...)A Jonasz wstał i zaczął uciekać sprzed oblicza Jehowy do Tarszisz; w końcu dotarł do Joppy i znalazł statek odpływający do Tarszisz. Uiściwszy więc opłatę, wszedł nań, aby udać się z nimi do Tarszisz sprzed oblicza Jehowy. A Jehowa zesłał na morze wielki wiatr i rozpętała się na morzu wielka nawałnica; i statek był bliski rozbicia. Wtedy marynarze się przestraszyli i zaczęli wołać o pomoc, każdy do swego boga. I wyrzucali do morza przedmioty, które były na statku, aby go odciążyć. A Jonasz zszedł w głąb tego statku, mającego pokład, położył się i mocno zasnął. W końcu podszedł do niego kapitan statku i rzekł mu: „Co z tobą, ospalcze? Wstań, wołaj do swego boga! Może prawdziwy Bóg zatroszczy się o nas i nie zginiemy”. I zaczęli mówić jeden do drugiego: „Chodźcie, rzućmy losy, by się dowiedzieć, z czyjego powodu spotyka nas to nieszczęście”. I rzucali losy, i w końcu los padł na Jonasza. Rzekli więc do niego: „Powiedzże nam, prosimy, z czyjego powodu spotyka nas to nieszczęście? Czym się zajmujesz i skąd przybywasz? Z jakiego jesteś kraju i z którego jesteś ludu?” Rzekł im na to: „Jestem Hebrajczykiem i boję się Jehowy, Boga niebios, który uczynił morze i suchy ląd”. A ci mężowie bardzo się przestraszyli i odezwali się do niego: „Coś ty uczynił?” Bo mężowie ci się dowiedzieli, że ucieka sprzed oblicza Jehowy, gdyż im to powiedział. W końcu rzekli mu: „Co mamy z tobą zrobić, aby morze się nam uspokoiło?” Morze bowiem burzyło się coraz bardziej. Powiedział im więc: „Weźcie mnie i wrzućcie do morza, a morze się wam uspokoi; gdyż wiem, że to z mojego powodu przyszła na was ta potężna nawałnica”. Ale mężowie ci usiłowali przebić się przez nią, aby doprowadzić statek z powrotem do suchego lądu; nie mogli jednak, gdyż morze coraz bardziej się burzyło przeciwko nim. Zaczęli więc wołać do Jehowy i mówić: „Ach, Jehowo, prosimy, nie dajże nam zginąć z powodu duszy tego męża! I nie obciążaj nas krwią niewinną, ponieważ ty sam, Jehowo, postąpiłeś według swego upodobania!” Potem wzięli Jonasza i wrzucili go do morza, i morze przestało się srożyć. Wtedy owi mężowie zaczęli się bardzo bać Jehowy, złożyli więc ofiarę Jehowie i uczynili śluby. A Jehowa posłał wielką rybę, aby połknęła Jonasza, i Jonasz przebywał we wnętrzu ryby trzy dni i trzy noce.
       
      Myślę, że historie te gdyby zamieścić w Księdze przygód barona Munchhausena i przypisać je jemu być może nikt kto nie zna biblii by się nie domyślił, że przygody te pochodzą z bardzo poważanej księgi religijnej. Z tego co przeczytałem wynika, że Baron Münchhausen to żyjący w latach1720–1797 – niemiecki szlachcic, żołnierz, podróżnik i awanturnik, pierwowzór bohatera literackiego. W oparciu o jego opowieści powstała nie jedna książka i wiele różniących się szczegółami tłumaczeń. Jego pełne nazwisko to Hieronymus Carl Friedrich von Münchhausen.
      Na dowód proszę zapoznajmy się z jedną z przygód szanownego pana barona Munchhausena:
       
      „TRZECIA PRZYGODA MORSKA
      Pewnego razu znalazłem się w wielkim niebezpieczeństwie pośrodku Morza Śródziemnego i myślałem już, że przyjdzie mi zginąć. W letnie popołudnie zażywałem mianowicie morskiej kąpieli niedaleko Marsylii, kiedy zobaczyłem pędzącą wprost ku mnie z niesłychaną szybkością wielką rybę z rozwartą paszczęką. Nie miałem czasu do stracenia, jednak nie było też dokąd uciec. Bezzwłocznie skurczyłem się, robiąc się tak mały, jak to tylko było możliwe, przyciągnąwszy do siebie stopy, a ręce ułożywszy tuż przy korpusie. Przybrawszy taką właśnie pozycję, prześliznąłem się dokładnie między jej szczękami i wpadłem aż samego jej żołądka. Tu spędziłem – jak się łatwo domyślić, w całkowitej ciemności - czas jakiś; było mi jednak dość przytulne i ciepło. Stwór czuł, że przyprawiam go o skręt kiszek, starał się więc jak najszybciej mnie pozbyć. Jako że nie brakowało mi tam przestrzeni, dałem mu nieco do wiwatu, wycinając rozmaite hołubce i skoki, a także przytupy i wygibasy. Nic jednak nie wprawiało go w większy niepokój niż szybkie przebieranie nogami, a doświadczyłem tego, próbując szkockiego tańca. Ryba wydała wówczas przeraźliwie głośny Jęk, wynurzając się niemal pionowo do połowy z wody. Przez to została ona dojrzana przez załogę przepływającego opodal włoskiego okrętu kupieckiego i po kilku minutach
      ubita harpunami. Wciągnięty w jej wnętrzu na pokład, usłyszałem, że ludzie naradzają się, w jaki sposób należy ją rozciąć, żeby uzyskać jak najwięcej tranu. Rozumiejąc włoski, wpadłem w niemałe przerażenie, że ostrza ich noży i mnie rozpłatają par compagnie*.(* Par compagnie (franc.) - w towarzystwie, wraz z innymi.) Ustawiłem się więc tak bardzo pośrodku żołądka, jak tylko się dało - a było tam dość miejsca dla ponad tuzina ludzi - bo wyobrażałem sobie, że rozpoczną cięcie od samych kończyn. Strach mój szybko minął, bo okazało się, że rozcięto rybę od strony brzusznej. Kiedy tylko dojrzałem nieco światła dziennego, zacząłem krzyczeć do ludzi co sił w płucach, jak bardzo jestem rad znaleźć się w ich towarzystwie oraz na powrót zaznać dzięki nim wolności od miejsca, w którym niemal nie przyszło mi się udusić. Zdumienia, malującego się na obliczach zebranych osób, kiedy z brzucha wieloryba dobył się ludzki głos, nie sposób nawet opisać w dość żywych słowach. Ich podziw wzrósł naturalnie jeszcze bardziej, kiedy rozpłatawszy podbrzusze ryby, ujrzeli, jak z wnętrza wychodzi nagi człowiek. Krótko mówiąc, moi Panowie, opowiedziałem Wam teraz wszystkie zdarzenia, jakie miały miejsce, tak jak chciałem je opowiedzieć, a Wam pozostaje dziwować się im do końca życia.
      Odświeżywszy się trochę i wykąpawszy w morzu dla zmycia brudu, popłynąłem po ubrania, pozostawione wcześniej na brzegu, i zastałem je w tymże samym miejscu. O ile mogłem się doliczyć, spędziłem zamknięty w rybim brzuchu jakieś trzy i pół godziny.”
       
      Z powyższego przykładu wynika, że nie wiedząc jakimi kierując się kryteriami Świadkowie Jehowy zdecydowali się wyrzucić ze swojej Biblii część Księgi Daniela. Inne księgi, którym można by postawić podobne zarzuty w swojej Biblii pozostawili.
       
      Podważanie biblijnych opowieści nie jest tylko domeną Świadków Jehowy. Praktykę tę wśród chrześcijan zapoczątkował szanowny pan apostoł Paweł przez niektórych chrześcijan uważany za 'największego zakonu odstępcę' inaczej mówiąc za największego antychrysta – przeciwnika nauk Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa). W jednym ze swoich listów użył terminu - jehudzkie (żydowskie) baśnie. Proszę sprawdźmy w Biblii:
       
      Tytusa 1:10-14
      (...)Wiele jest bowiem ludzi krnąbrnych, czczych gadułów i zwodzicieli umysłu — zwłaszcza tych, którzy obstają przy obrzezaniu. Tym koniecznie trzeba zamknąć usta, oni to bowiem wciąż burzą całe domy, nauczając rzeczy, których nie powinni, dla nieuczciwego zysku. Jeden z nich, własny ich prorok, powiedział: „Kreteńczycy to zawsze kłamcy, bestie wyrządzające krzywdę, żarłoki bezczynne”. Świadectwo to jest prawdziwe. Właśnie dlatego wciąż ich surowo upominaj, żeby byli zdrowi w wierze, nie zwracali uwagi na żydowskie baśnie oraz przykazania ludzi odwracających się od prawdy.
       
      Moim zdaniem powinniśmy bardzo ostrożnie podchodzić do tego co jest zmyśloną baśnią, a co autentycznym faktem. Jeżeli w jakąś historię zaangażował się Bóg osobiście to mógł on sprawić, że szanowny pan rozpustnik Samson wziął znad głów czyhających na niego ludzi bramę tak cicho, że tego nie usłyszeli lub też Bóg mógł sprawić, że nie słyszeli hałasu wyrywanej bramy miejskiej. A że noc była ciemna nie zobaczyli, że brama zniknęła. Dopiero rano zobaczyli, że nad ich głowami bramy miejskiej nie ma. Część z nich mogła być zaczajona na bramie i razem z bramą przeniesiona na górę, która jest naprzeciw Hebronu. Podobnie Bóg mógł być współuczestnikiem przygód szanownego barona Munchhausena i przyglądać się jego tańcom w rybim brzuchu. O ludziach kwestionujących religijne opowieści napisano również w przekładzie Koranu. Proszę sprawdźmy:
       
      Sura 6:25
      Wśród nich są tacy, którzy się tobie przysłuchują, lecz My położyliśmy na ich serca zasłony, żeby nie zrozumieli, a w ich uszy - głuchotę. I chociaż widzą jakiś znak, nie wierzą w niego. A kiedy do ciebie przychodzą, żeby się tobie przeciwstawić, ci, którzy nie wierzą, mówią: "To są tylko baśnie dawnych przodków!"
       
      To że nam coś wydaje się nieprawdopodobne – baśniowe, nie znaczy że musi to być fałszywe. Gdybyśmy byli naocznymi świadkami przygód szanownego nierządnika Samsona i je dobrze pamiętali wiedzielibyśmy czy w Biblii zapisano czystą prawdę, czy też ubarwiono historię zamieniając prawdę w kłamstwo. Kwestionując jakąś opowieść – nie wierząc w nią – zarzucamy jej autorowi kłamstwo. Jeżeli jednak historia ta została opowiedziana zgodnie z faktami, to kwestionując ją to my stajemy się kłamcami - przeciwnikami prawdy. Dlatego moim zdaniem lepiej wierzyć wszystkiemu co ktoś mówi niezależnie od tego czy to wydaje się nam prawdopodobne czy też nie. Według słów szanownego pana apostoła Pawła postawa taka świadczy o miłości:
       
      1 Koryntian 13:4-7
      (...)Miłość jest wielkodusznie cierpliwa i życzliwa. Miłość nie jest zazdrosna, nie przechwala się, nie nadyma się, nie zachowuje się nieprzyzwoicie, nie szuka własnych korzyści, nie daje się rozdrażnić. Nie prowadzi rachunku krzywdy. Nie raduje się z nieprawości, ale się współraduje z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, na wszystko ma nadzieję, wszystko przetrzymuje.
       
      Można z tego wyciągnąć wniosek, że mądrze jest wszystkiemu wierzyć, ale pamiętając o tym, że wiara nie jest wiedzą. Wierzymy tylko w to czego nie znamy, dlatego też dobrze jest zawsze łączyć wiarę z ograniczonym zaufaniem. We wszystko wierzyć, ale niczemu nie ufać i o ile to możliwe i ważne to sprawdzać. Jeżeli bowiem poruszona kwestia nie jest ważna, wówczas szkoda czasu na sprawdzanie nieważnych informacji.
       
      Powróćmy proszę do kwestii wyrzucania ksiąg biblijnych z Biblii Świadków Jehowy. Z tego co przeczytaliśmy wynika, że Księga Daniela została przez Świadków Jehowy częściowo wykastrowana dlatego, że wyrzucony przez nich fragment biblii uznali za baśń.
      Są jednak księgi, które takiego szczęścia nie miały. Zostały wyrzucone w całości.
      Proszę zajrzyjmy jeszcze raz do leksykonu Wnikliwe Poznawanie Pism do hasła 'Baśń':
       
      *** it-1 s. 195 Baśń ***
      W użyciu biblijnym chodzi o fałszywą opowieść, fikcję, mit, wymysł, nieprawdę; (...)
      Podobnie w tekstach apokryficznych roi się od fałszywych, wymyślonych historii; (...) inna wspomina o Tobiaszu, któremu serce, żółć i wątroba pewnej niezwykłej ryby dały moc uzdrawiania ludzi oraz wypędzania demonów (Tobiasza 6:2-9, 19, BT).
       
      Argumentem za wyrzuceniem Księgi Tobiasza jest to, że szanowny pan Tobiasz wyrzucał demony i i przy pomocy ryby uzdrawiał. Podobnie działał również szanowny władca Jehoszua (Jezus). Proszę sprawdźmy w Biblii.
       
      Marka 9:25-29
      (...)A Jezus, zauważywszy, że się zbiega tłum, zgromił ducha nieczystego, mówiąc do niego: „Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci: Wyjdź z niego i już więcej w niego nie wchodź”. I ten po wydaniu okrzyku oraz po wielu konwulsjach wyszedł; a on stał się jak martwy, tak iż większość z nich mówiła: „Umarł!” Ale Jezus ujął go za rękę i podniósł, i on wstał. Kiedy zaś wszedł do pewnego domu, jego uczniowie poczęli go pytać na osobności: „Dlaczego nie mogliśmy go wypędzić?” A on powiedział im: „Ten rodzaj nie może wyjść inaczej, jak tylko za sprawą modlitwy”.
       
      Według opisu tego wynika, że szanowny Jehoszua (Jezus) uzyskał moc wypędzania ducha niemego i głuchego za sprawą modlitwy. W innym przypadku potrzebna była duża wiara. Proszę zapoznajmy się i z tą historią:
       
      Mateusza 17:18-20
      Wtedy Jezus zgromił demona i demon z niego wyszedł; i od tejże godziny chłopiec był uleczony. Potem uczniowie podeszli do Jezusa na osobności i rzekli: „Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?” Powiedział im: „Z powodu waszej małej wiary. Bo zaprawdę wam mówię: Jeżeli będziecie mieć wiarę wielkości ziarnka gorczycy, to powiecie tej górze: ‚Przenieś się stąd tam’ i ona się przeniesie, i nie będzie dla was nic niemożliwego”.
       
      Zapoznaliśmy się z przypadkami wypędzania demonów i duchów przez szanownego władcę Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa) za pomocą wiary lub modlitwy. Gdy według biblii demony wyrzucał szanowny pan Tobiasz, Świadkowie Jehowy uznali to za baśnie i wyrzucili jego księgę z Biblii.
      Kolejnym argumentem za wyrzuceniem tej księgi z Biblii było to, że przy pomocy części ryby dokonał uzdrowienia człowieka. Podobnie uzdrawiał szanowny władca Jehoszua (Jezus). Co prawda do uzdrowienia człowieka nie użył ryby, ale plwociny zmieszanej z ziemią, którą to miksturę nałożył na oczy ślepca. Ślepiec przejrzał na oczy dopiero po zmyciu tej mikstury w sadzawce Siloam. Proszę sprawdźmy w Biblii czy piszę prawdę:
       
      Jana 9:1-7
      (...)A przechodząc, ujrzał człowieka ślepego od urodzenia. (...) splunął na ziemię, śliną rozrobił glinę, nałożył tę glinę na jego oczy i rzekł do niego: „Idź, umyj się w sadzawce Siloam” (co się tłumaczy: „Posłany”). Odszedł więc i się umył, i wrócił, widząc.
       
      Gdyby Świadkowie Jehowy byli konsekwentni, sprawiedliwi i jedną miarą traktowali wszystkie księgi biblijne, wówczas powinni wyrzucić z Biblii również ewangelie.
       
      Podobny los spotkał biblijną Księgę Judyty. Została ona wyrzucona z Biblii bo nie pasuje ona do wiary Świadków Jehowy, według której Piekło nie istnieje. Pisze o tym w artykule poświęconym Piekłu.
       
      *** w93 15.4 s. 7 Piekło — wieczne męki czy wspólny grób? ***
      W odniesieniu do ludzi wtrącanych do Gehenny Jezus oświadczył: „Robak ich nie umiera, a ogień nie gaśnie” (Marka 9:47, 48). Na podstawie fragmentu apokryficznej Księgi Judyty („ześle w ich ciało ogień i robactwo, i jęczeć będą z bólu na wieki” [Judyty 16:17, BT]) część komentatorów biblijnych utrzymuje, iż wypowiedź Jezusa nasuwa myśl o wiecznych mękach. Jednakże apokryficzna Księga Judyty nie jest natchniona przez Boga, trudno więc na jej podstawie rozstrzygać o znaczeniu słów zapisanych przez Marka.
       
      Uważny czytelnik ewangelii zauważy, że w naukach szanownego władcy Jehoszua (Jezusa) nauka o Piekle jest czytelna, logiczna i konsekwentna. Harmonizuje ona z tym co co napisano na w Księdze Judyty. Temat Piekła już pobieżnie w tym liście omówiłem, dlatego nie będę się powtarzał.
      Gdyby Świadkowie Jehowy byli konsekwentni, sprawiedliwi i jedną miarą traktowali wszystkie księgi biblijne, wówczas powinni wraz z Księgą Judyty wyrzucić z Biblii również ewangelie w których władca Jehoszua (Jezus) naucza o Piekle - Gehennie w nazewnictwie Świadków Jehowy.
      Kolejnymi księgami wyrzuconymi z Biblii przez Świadków Jehowy są cztery Ksiągi Machabejskie.
      Proszę zapoznajmy się argumentami Świadków Jehowy dlaczego zdecydowali się wyrzucić ze swojej Biblii te księgi:
       
      *** it-1 s. 91 ak. 11 Apokryfy ***
      We wstępie do ksiąg Machabejskich The Jerusalem Bible tak mówi o drugiej z nich: „Styl zdradza pisarzy hellenistycznych, choć nie jest najwyższych lotów: niekiedy bywa napuszony, częstokroć pompatyczny”...
       
      Nad stylem nie będę się rozwodzić. Może on się podobać, nie podobać i nie jest to moim zdaniem powodem do wyrzucenia jakiejś księgi z biblii. Podobnych argumentów dotyczących stylu można użyć w stosunku do listów szanownego apostoła pana Pawła i innych ksiąg biblijnych. Chcący być konsekwentnym i sprawiedliwym to z biblii powinno się wyrzucić wszystkie pisma, które mają styl hellenistyczny, czasami napuszony lub pompatyczny.
      Proszę przejdźmy do kolejnego argumentu, który sprawił, że Świadkowie Jehowy wzorem niektórych reformatorów chrześcijańskich zdecydowali się wyrzucić ze swojej Biblii Księgi Machabejskie:
       
      *** it-1 s. 91 ak. 11 Apokryfy ***
      (…) Autor 2 Machabejskiej nie sugeruje, że pisze z natchnienia Bożego;
       
      Jak przeczytaliśmy powodem wyrzucenia z Biblii Świadków Jehowy 2 Księgi Machabejskiej jest to, że jej autor nie sugeruje, że pisze z natchnienia Bożego. Ten kto zna Biblię Świadków Jehowy wie jednak, że w ich Biblii można znaleźć nie jedną księgę, której autorzy nie sugerują, że piszą z natchnienia Bożego. Przekładem może być Ewangelia Łukasza. Proszę sięgnijmy do niej i przeczytajmy co też napisał jej autor:
       
      Łukasza 1:1-4
      Ponieważ wielu podjęło się zestawić opis faktów, którym wśród nas w pełni dano wiarę, tak jak je nam przekazali ci, co od początku byli naocznymi świadkami i sługami tej wieści, postanowiłem i ja, który od samego początku wszystko dokładnie prześledziłem, spisać to w logicznym porządku dla ciebie, najdostojniejszy Teofilu, żebyś całkowicie poznał, jak pewne jest to, czego cię ustnie uczono.
       
      Autor tej Ewangelii nie sugeruje, że pisze z natchnienia Bożego, ale pomimo tego Świadkowie Jehowy zdecydowali się zamieścić tę Ewangelię w swojej Biblii, ale żeby było ciekawiej podważają jej prawdziwość i logiczny porządek. Mianowicie jednym z dogmatów wiary Świadków Jehowy jest wiara w to, że szanowny władca Jehoszua (Jezus) najpierw odprawił szanownego pana Jehudę (Judasza) a dopiero potem ustanowił Pamiątkę (Eucharystię). Pisze o tym między innymi w leksykonie 'Wnikliwe poznawanie Pism':
       
      *** it-1 s. 986 Jezus Chrystus ***
      Judasz zdemaskowany jako zdrajca i odprawiony Łk 22:21-23 (...)
      Ustanowienie pamiątkowej wieczerzy z jedenastoma Łk 22:19, 20 (…)
       
      Wnikliwy czytelnik tego leksykonu mógł zauważyć, że najpierw powołano się na wersety późniejsze (Łk 22:21-23) a potem na wersety wcześniejsze ( Łk 22:19, 20). Już ten fakt powinien wzbudzić zainteresowanie. Proszę przeczytajmy te wersety w kolejności zapisanej w Biblii:
       
      Łukasza 22:19-23
      (...)Wziął też chleb, złożył podziękowania, połamał go i dał im, mówiąc: „To oznacza moje ciało, które ma być dane za was. Czyńcie to na moją pamiątkę”. I tak samo kielich — gdy już spożyli wieczerzę — mówiąc: „Ten kielich oznacza nowe przymierze na mocy mojej krwi, która ma być za was wylana. „Ale oto ręka mego zdrajcy jest ze mną przy stole. (...)
       
      Z wersetów tych wynika bezspornie, że szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus) najpierw ustanowił 'pamiątkową wieczerzę' i dopiero potem informuje uczniów o tym, że ręka jego zdrajcy jest z nim przy stole.
       
      Analizując powody wyrzucania przez Świadków Jehowy różnych ksiąg biblijnych zauważyłem rażący brak konsekwencji. Postawa taka może świadczyć o tak zwanej w języku polskim moralności Kalego i oznacza ona podwójny system oceny uczynków.
      Szanowny pan Kali jest to postać literacka - Kali – jedna z drugoplanowych postaci powieści 'W pustyni i w puszczy' Henryka Sienkiewicza. Jest to Murzyn z plemienia Wa-Hima, który tak rozumował:
       
      „Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy (...) to jest zły uczynek (...).
      Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy.”
       
      Powróćmy jeszcze raz do tezy postawionej przez Szanownego pana Davida Splane:
       
      „To co napisali Paweł (...), nie pasowało do niektórych jego poglądów.
      Odrzucił więc te księgi biblijne.”
       
      Jak się domyślam z treści kazania, mówiąc 'to co napisali Paweł …' szanowny pan Splane miał na myśli list do Hebrajczyków. Według wierzeń Świadków Jehowy autorem tego listu jest szanowny pan apostoł Paweł. Pisze o tym między innymi w leksykonie Wnikliwe poznawanie Pism. Proszę sprawdźmy:
       
      *** it-1 s. 788 Hebrajczyków, List do ***
      Natchniony list zaliczany do Chrześcijańskich Pism Greckich. Dowody wskazują, że napisał go apostoł Paweł ok. 61 r. n.e. do chrześcijan pochodzenia hebrajskiego mieszkających w Judei.
       
      Nie wiem o jakich dowodach co do autorstwa tego listu jak i daty jego napisania Świadkowie Jehowy piszą. Wszystkie listy przypisywane szanownemu panu apostołowi Pawłowi zaczynają się podobnie. Na początku są wyraźnie imiennie podpisane, podobnie jak list do Rzymian:
       
      Rzymian 1:1
      (...)Paweł, niewolnik Jezusa Chrystusa, powołany na apostoła, oddzielony dla dobrej nowiny Boga,
       
      List do Hebrajczyków nie został podpisany. Jest listem anonimowym. Proszę sprawdźmy jak się on zaczyna.
       
      Hebrajczyków 1:1, 2
      (...)Bóg, który dawno temu przy wielu okazjach i wieloma sposobami przemawiał do naszych praojców za pośrednictwem proroków, przy końcu tych dni przemówił do nas za pośrednictwem Syna, którego ustanowił dziedzicem wszystkiego i przez którego uczynił systemy rzeczy.
       
      Ponadto anonimowy autor listu chrześcijan nazywa dzieciętami. Proszę sprawdźmy w Biblii:
       
      Hebrajczyków 2:13
      „Będę w nim pokładał ufność”. I znowu: „Oto ja i dziecięta, które mi dał Jehowa”.
       
      Z tego co się orientuję, to szanowny pan apostoł Paweł tak tkliwego określenia dziecka nie użył
      ani razu w żadnym z podpisanych przez siebie listów. Określenie takie znajdziemy w naukach szanownego władcy Jehoszua (Jezusa):
       
      Łukasza 11:7
      (...)Drzwi są już zamknięte i moje dziecięta są ze mną w łóżku; nie mogę wstać i dać tobie’.
       
      Podobne określenie znajdziemy w 1 Liście Jana:
       
      1 Jana 2:18-21
      Dziecięta, jest ostatnia godzina i jak usłyszałyście, że przychodzi antychryst, tak właśnie teraz wystąpiło wielu antychrystów; stąd poznajemy, że jest ostatnia godzina. Wyszli z nas, ale nie byli naszego pokroju; bo gdyby byli naszego pokroju, pozostaliby z nami. Ale wyszli, aby się okazało, że nie wszyscy są naszego pokroju. A wy macie namaszczenie od świętego; wszyscy macie wiedzę. Piszę do was nie dlatego, że nie znacie prawdy, ale dlatego, że ją znacie i że żadne kłamstwo nie wywodzi się z prawdy.
       
      Powyższa szybka analiza tekstów biblijnych sugeruje, że autorem Listu do Hebrajczyków szybciej mógłby być szanowny pan apostoł Jan lub inny z uczniów pana Chrystusa niż pan Paweł. Nie jest to jednak żaden dowód tylko umysłowa spekulacja.
      Można wierzyć, że jest poprawna i zgodna z faktami lub wierzyć, że jest błędna i że ci co w nią wierzą żyją w kłamstwie.
      W takich kwestiach zalecam zachowanie czystej wiary. Już tłumaczę na czym ona polega. Zacznijmy od uogólnionej definicji wiary:
       
      Uogólniona definicja wiary.
       
      Wiara jest to nasz osobisty stosunek do czegoś czego nie znamy – nasz osąd, ocena tego czegoś.
      Wiara może dotyczyć nieudowodnionej hipotezy, niesprawdzonej informacji, słuszności jakiejś niesprawdzonej idei, prognozy; przypuszczenia próbującego wyjaśnić niezbadane zjawiska.
       
      Wiara nie jest wiedzą i trwa tak długo, jak długo przedmiot naszej wiary nie został zbadany.
      Wraz z wiedzą znika wiara.
      Udowodniona hipoteza staje się prawem, zasadą, która może mieć praktyczne zastosowanie w życiu.
      Potwierdzone informacje stają się faktami.
       
      Czysta wiara jest zgodnie z prawdą (faktem, że wiara nie jest wiedzą) wolna od naszego osądu, czy też oceny przedmiotu, którego dotyczy.
      Jeżeli na przykład czysta wiara dotyczy jakiejś informacji, to zakłada ona możliwość, że dana informacja jest prawdziwa lub fałszywa., ewentualnie dopuszcza też możliwość, że informacja może być po części prawdziwa lub fałszywa, oczywiście o ile istnieje taka możliwość.
       
      Czysta wiara, może być skażona naszym osobistym osądem, oceną przedmiotu wiary.
      Skrajnym przypadkiem skażenia wiary jest dogmat, czyli założenie bez dowodów, że nasza wiara, nasz osąd, ocena, opis czegoś czego nie znamy jest ponad wszelką wątpliwość prawdziwy co nie zmienia jednak faktu, że jaka jest prawda, nie wiemy.
      Dogmat naszej wiary może być kłamstwem.
       
      Kłamstwo dotyczące wiary nazywamy herezją, a osoby obstające przy kłamstwie są heretykami.
      Kto jest czy też nie jest heretykiem możemy się dowiedzieć tylko w takim przypadku, kiedy przedmiot wiary zostanie poznany.
      Czysta wiara wolna jest od oskarżenia kogokolwiek o herezję, od kłótni o wiarę oraz chroni nas przed byciem heretykiem.
       
      Powróćmy proszę myślami do dowodów na autorstwo Listu do Hebrajczyków oraz daty jego powstania. Świadkowie Jehowy tak nauczają:
       
      *** it-1 s. 788 Hebrajczyków, List do ***
      Natchniony list zaliczany do Chrześcijańskich Pism Greckich. Dowody wskazują, że napisał go apostoł Paweł ok. 61 r. n.e. do chrześcijan pochodzenia hebrajskiego mieszkających w Judei.
       
      W związku z tym, że nie udało mi się znaleźć żadnych dowodów na prawdziwość powyższych słów bardzo proszę Świadków Jehowy na przedstawienie tych dowodów – najlepiej oficjalnie w którymś ze swoich wydawnictw,
       
      Powróćmy jeszcze raz do tezy postawionej przez Szanownego pana Davida Splane:
       
      To co napisali Paweł i Jakub, nie pasowało do niektórych jego poglądów.
      Odrzucił więc te księgi biblijne.”
       
      Z tego co wiem większość reformatorów nie odrzuciła listów do Hebrajczyków i Jakuba. Można je znaleźć w zreformowanych, wykastrowanych z wielu innych ksiąg bibliach różnych kościołów protestanckich, w tym Świadków Jehowy.
      Szczególną uwagę zwrócimy uwagę na to, że jak to ujął szanowny pan David Splane, to co napisał Jakub nie pasowało do poglądów szanownego pana Lutra. Nie jego poglądami się będziemy zajmować, ale poglądami Świadków Jehowy, którym nie wszystkie nauki zawarte w liści Judy pasują do ich poglądów. Weźmy na przykład naukę szanownego pana Jakuba dotyczącą przysiąg:
       
      Jakuba 5:12
      (...)Przede wszystkim jednak, bracia moi, przestańcie przysięgać — czy to na niebo, czy na ziemię, czy jakąkolwiek inną przysięgą. Ale niech wasze Tak znaczy Tak, a wasze Nie — Nie, abyście nie popadli pod sąd.
       
      Trzeba tu dodać, że nie jest to jego osobisty pogląd na temat przysiąg, ale powtórzenie nauki szanownego władcy Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa):
       
      Mateusza 5:33-37
      (...)„Słyszeliście jeszcze, że tym w czasach starożytnych powiedziano: ‚Nie wolno ci przysięgać, a nie dotrzymać, lecz masz spłacić swe śluby Jehowie’. Ja zaś wam mówię: W ogóle nie przysięgajcie — ani na niebo, ponieważ jest tronem Boga, ani na ziemię, ponieważ jest podnóżkiem jego stóp, ani na Jerozolimę, ponieważ jest miastem wielkiego Króla. Nie wolno ci też przysięgać na swą głowę, gdyż ani jednego włosa nie możesz uczynić białym ni czarnym. Niechże wasze słowo Tak znaczy Tak, wasze Nie — Nie; gdyż co jest ponad to, jest od niegodziwca.
       
      Tymczasem Świadkowie Jehowy odrzucają te rady i zachęcają do składania przysiąg. W ich literaturze można przeczytać:
       
      „*** it-2 s. 546 ak. 9 Przysięga ***
      Jezus Chrystus nie potępił w ten sposób wszelkich przysiąg, sam bowiem podlegał Prawu Mojżeszowemu, które w pewnych okolicznościach wymagało ich złożenia. Kiedy podczas przesłuchania został zaprzysiężony przez arcykapłana, nie zaprotestował, lecz udzielił mu odpowiedzi (Mt 26:63, 64)...”
       
      Proszę przeczytajmy werset, którym Świadkowie Jehowy zachęcają swoich towarzysz wiary do składania przysiąg:
       
      Mateusza 26:63, 64
      (...)Ale Jezus milczał. Toteż arcykapłan rzekł mu:
      „Poprzysięgam cię na Boga żywego, abyś nam powiedział, czyś ty jest Chrystus, Syn Boży!”
      Jezus rzekł do niego:
      „Ty sam to powiedziałeś. Jednakże mówię wam: Odtąd będziecie widzieć Syna Człowieczego siedzącego po prawicy mocy i przychodzącego na obłokach nieba”.
       
      Proszę zwróćmy uwagę na odpowiedź szanownego władcy Jehoszua (Jezusa):
       
      „Ty sam to powiedziałeś...”
       
      Widzimy, że władca Jehoszua (Jezus) nie potwierdził przysięgi.
      W pewnym sensie słowami 'ty sam to powiedziałeś' zdystansował się od tej przysięgi.
      Ktoś przecież może nas namawiać do złożenie przysięgi, ale czy ją złożymy zależy od nas samych a nie od słów kusiciela namawiającego nas do złożenia przysięgi.
      Warto zwrócić też uwagę na fakt, że nauka szanownego władcy Chrystusa harmonizuje z radą zapisaną w Księdze Kaznodziei:
       
      Kaznodziei 5:4, 5
      Ilekroć złożysz Bogu ślub, nie ociągaj się ze spełnieniem go, bo w głupcach nie ma się upodobania. Co ślubujesz, spełnij. Lepiej, byś nie ślubował, niż ślubował, a nie spełnił.
       
      Tymczasem od Świadków Jehowy chcących dostać przywileje w organizacji wymagane jest ślubowanie posłuszeństwa i ubóstwa:
       
      ŚLUBOWANIE SPECJALNYCH SŁUG PEŁNOCZASOWYCH
      19. Ogólnoświatowa Wspólnota Specjalnych Sług Pełnoczasowych Świadków Jehowy liczy obecnie około 67 000 członków. Część z nich pracuje w Betel, a inni usługują na budowach teokratycznych, jako nadzorcy obwodów, wykładowcy terenowi*, pionierzy specjalni, misjonarze czy słudzy Sal Zgromadzeń lub ośrodków szkoleń biblijnych. Wszystkich ich obowiązuje „Ślubowanie posłuszeństwa i ubóstwa”.
       
      Kwestionując radę z Listu Jakuba Świadkowie Jehowy kwestionują również naukę szanownego władcy Jehosza (Jezusa). Uznali ją za głupią, nie wartą stosowania w życiu. Przyjmując taką postawę to według Biblii odrzucili radę nie Chrystusa, ale samego Boga Ojca, bo według tego co pisze w biblii wynika, że nauczał on to co mu ojciec nakazał:
       
      Jana 7:16; 14:10
      (...)To, czego nauczam, nie jest moje, lecz należy do tego, który mnie posłał.
      (…) Czy nie wierzysz, że ja jestem w jedności z Ojcem, a Ojciec jest w jedności ze mną? Tego, co do was mówię, nie mówię sam z siebie; lecz Ojciec, który pozostaje w jedności ze mną, dokonuje swych dzieł.
       
      Z powyższej analizy wynika, że dla Świadków Jehowy niektóre biblijne listy, ewangelie lub ich fragmenty są 'słomiane'. Część z ksiąg biblijnych uznali za 'słomiane' do tego stopnia, że aż trzeba je było wyrzucić z Biblii.
      Szanowny pan Davida Splane chcący zdyskredytować reformatorów religijnych 19 wieku ukręcił bicz na swoje własne plecy czyli na plecy Świadków Jehowy i przede wszystkim dowodzące nimi plecy Ciała Kierowniczego. Proszę przypomnijmy sobie jego słowa:
       
      „Ale co powiedzieć o stosunku protestanckich reformatorów do tej księgi?
      Tak naprawdę nie różnił się on zbytnio od podejścia Kościoła katolickiego.
      Wielu reformatorów czerpało z Biblii nauki, które im odpowiadały, a resztę odrzucało.
      Marcin Luter nazwał List Jakuba "listem słomianym".
      Bardzo też krytykował List do Hebrajczyków.
      Dlaczego?
      To co napisali Paweł i Jakub, nie pasowało do niektórych jego poglądów.
      Odrzucił więc te księgi biblijne.”
       
      Z przedstawionych w tym liście dowodów wynika, że słowa te bardzo dobrze pasują do postawy Świadków Jehowy. Teolodzy, uczeni w piśmie i przede wszystkim członkowie Ciała Kierowniczego czerpią z Biblii tylko te nauki, które im odpowiadają - resztę odrzucają. Istnieją też pomiędzy nimi głębokie podziały, bo nie wszyscy chcą zaakceptować to co w Biblii napisano. Podobnie też wyrzucili oni ze swojej Biblii księgi biblijne lub ich części z różnych powodów, z których część omówiliśmy, zarazem wykazując przy tym rażący brak konsekwencji, Z rozumowania szanownego pana Davida Splane wynika, że Świadkowie Jehowy pozbawieni są tak zwanego 'niewolnika wiernego i roztropnego'. Tymczasem na zebraniu Świadków Jehowy niedawno był studiowany rozdział z książki 'Królestwo Boże panuje!' zatytułowany:
       
      „Król oczyszcza swoich poddanych pod względem duchowym”
       
      Akapit 7 dotyczył niewolnika wiernego mi roztropnego. Proszę przypomnijmy sobie jego fragmenty:
       
      „7. Jakim narzędziem posługuje się Jezus, żeby pomóc swoim naśladowcom zachowywać czystość duchową?
      7 Jezus, by pomóc swoim naśladowcom zachowywać czystość duchową, wkrótce po objęciu władzy królewskiej zaczął się posługiwać łatwo rozpoznawalnym narzędziem — „niewolnikiem wiernym i roztropnym”, którego ustanowił w roku 1919”
       
      Ten dogmat wiary Świadków Jehowy został sformułowany przez członków Ciała Kierowniczego wbrew argumentom szanownego pana Davida Splane. Z rozumowania szanownego pana Davida Splane'a można wywnioskować, że z całą pewnością niewolnikiem wiernym i roztropnym nie jest Ciało Kierownicze Świadków Jehowy, dlatego, że w nadzorowanym przez to grono dziele nauczania są sprzeczności, teolodzy nie są zgodni a część z nich podważa autorytet Biblii.
      Analizując wierzenia Świadków Jehowy zauważam, że można w nich dogmaty wiary znaleźć wierzenia przeczące zarówno wierności jak i jakiejkolwiek roztropności, czego dowodem są podane w tym liście argumenty,
       
      Proszę powróćmy jeszcze myślami do zebrania i książki 'Królestwo Boże panuje!'
       
      W akapicie dziewiętnastym w formie pytań zasugerowano, że Chrystus strzeże nieustanie duchowej czystości ludu Bożego:
       
      „Jak wpływa na ciebie świadomość, że Chrystus nieustannie strzeże duchowej czystości ludu Bożego?
      Czy nie pokrzepia nas świadomość, że Król, Jezus Chrystus, chroni osoby powierzone jego opiece?...”
       
      Moim zdaniem pytania te jak i odpowiedzi, które usłyszałem na zebraniu sprawiają, że Świadkowie Jehowy żyją w błędnym poczuciu bezpieczeństwa duchowego i nadmiaru zaufania w szczególności do Ciała Kierowniczego, którego członkowie nie są przecież doskonali i popełniają błędy czego ten list jest jednym z dowodów.
      Najciekawsze jest jednak to, że z akapitu 19 analizowanej teraz książki wynika, że za tymi błędami stoi szanowny Król Jezus Chrystus, który zwodzi Świadków Jehowy za pomocą 'niewolnika wiernego i roztropnego' którego ustanowił w tak zwanym 1919 roku.
      Co do daty miałbym wątpliwości. Szanowny władca Jehoszua (Jezus) nauczał, że będzie ze swoimi uczniami przez wszystkie dni aż do zakończenia systemu rzeczy. Proszę sprawdźmy w Biblii:
       
      Mateusza 28:16-20
      (...)Jednakże jedenastu uczniów poszło do Galilei na górę, gdzie im Jezus wskazał, a ujrzawszy go, złożyli hołd, ale niektórzy powątpiewali. A Jezus podszedł i powiedział do nich, mówiąc: „Dano mi wszelką władzę w niebie i na ziemi. Idźcie więc i czyńcie uczniów z ludzi ze wszystkich narodów, chrzcząc ich w imię Ojca i Syna, i ducha świętego, ucząc ich przestrzegać wszystkiego, co wam nakazałem. A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do zakończenia systemu rzeczy”.
       
      Jeżeli chrześcijanie od tego czasu błądzą, kłócą się, zwalczają, to coś to znaczy. Coś się dzieje.
      Wiele wskazuje na to, że są oni zwodzeni podobnie jak zwodzeni byli Izraelici przez szanownego władcę Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa). O tym zwodzeniu jawnie pisze w Biblii. Proszę sprawdźmy:
       
      Mateusza 13:34: Marka 4:10-12
      (...)Wszystko to Jezus mówił do tłumów w przykładach. Doprawdy, bez użycia przykładu niczego do nich nie mówił (...)
      (...)A gdy został sam, ci wokół niego wraz z dwunastoma zaczęli go pytać o te przykłady. I przemówił do nich: „Wam dano świętą tajemnicę królestwa Bożego, ale dla tych na zewnątrz wszystko dzieje się w przykładach, żeby patrząc, patrzyli, a jednak nie widzieli, i słuchając, słyszeli, a jednak nie pojęli sensu ani w ogóle nie zawrócili i nie dostąpili przebaczenia”.
       
      Jak przeczytaliśmy w Biblii celem tego okłamywania Izraelitów było uniemożliwienie im przebaczenia. Zatem asadniczą więc działalnością władcy Jehoszua Masziach (Jezusa Chrystusa) było zwodzenie tłumów po to by nie dostąpiły wybawienia – inaczej mówiąc by zostały one zatracone.
      Z Biblii wynika, że nie był to jedyny cel tego arcyzwodziciela. Nie chodziło tylko o uniemożliwienie tłumom przebaczenia, ale również ich skłócenie -s zerzenie podziałów, wojen, nienawiści również pomiędzy najbliższymi ale też do samego siebie. Tego uczy historia chrześcijan, o tym też jawnie w Biblii napisano. Proszę sprawdźmy:
       
      Mateusza 10:34-36; Łukasza 12:51-53; 14:26
      (...)Nie myślcie, że przyszedłem przynieść na ziemię pokój; nie przyszedłem przynieść pokoju, tylko miecz. Przyszedłem bowiem spowodować rozdźwięk między mężczyzną a jego ojcem, i córką a jej matką, i młodą małżonką a jej teściową. Doprawdy, nieprzyjaciółmi będą człowiekowi jego domownicy.
      (...)Czy mniemacie, że przyszedłem dać pokój na ziemi? Bynajmniej, mówię wam, lecz raczej rozdźwięk. Bo odtąd w jednym domu pięcioro będzie podzielonych, troje przeciwko dwojgu i dwoje przeciwko trojgu. Podzieleni będą: ojciec przeciw synowi i syn przeciw ojcu, matka przeciw córce i córka przeciw matce, teściowa przeciw synowej i synowa przeciw teściowej”.
      (...)„Jeśli ktoś przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, owszem, nawet swej duszy, ten nie może być moim uczniem.
       
      Proszę spróbujmy jakoś podsumować ten list. Z rozumowania szanownego pana Davida Splane wynika, że Świadkowie Jehowy pozbawieni są kierownictwa tak zwanego 'niewolnika wiernego i roztropnego'.
       
      Powstaje pytanie kto zatem jest tym wiernym i roztropnym niewolnikiem i kto jest ludem Bożym, którego 'czystości' strzeże szanowny władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus)?
       
      Ze znaczenia słowa niewolnik wynika, że jest to ktoś zniewolony, Może to być osoba pozbawiona własnej woli. Podobnie jak zniewolony był szanowny władca Jehoszua (Jezus):
       
      Jana 4:34, 5:30
      (...)Jezus powiedział do nich: „Moim pokarmem jest wykonywanie woli tego, który mnie posłał, i dokończenie jego dzieła.
      (...)Ja nie mogę nic uczynić z własnej inicjatywy; sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest prawy, ponieważ nie szukam własnej woli, lecz woli tego, który mnie posłał.
       
      Czyim niewolnikiem był władca Jehoszua (Jezus) tego jasno w Biblii nie napisano. Z biblii wynika, że był to ktoś Izraelitom nie znany:
       
      Jana 7:28
      (...)Nie przyszedłem też z własnej inicjatywy, lecz ten, który mnie posłał, rzeczywiście istnieje, a wy go nie znacie.
       
      Moim zdaniem niewolnikiem Jehoszui (Jezusa) i tego który go posłał staje się każdy chrześcijanin, który dobrowolnie zdecydował się na chrzest.
       
      To czy będzie on wierny i roztropny zależy od jego osobistej postawy.
      Jeżeli będzie uczył wierności i roztropności można go takim nazwać, ale moim zdaniem ocena taka należy do Boga a nie do ludzi.
      Jeżeli jakiś człowiek samozwańczo - sam siebie nazywa się niewolnikiem wiernym i rozsądnym może to być znakiem braku rozsądku lub innej choroby umysłowej.
      Myślę jednak że wszystko wiedzący Bóg wie jak jest dokładnie jaka jest prawda.
       
      Niezależnie jednak od tego czy niewolnik ten jest wierny i rozsądny czy też niewierny i głupi to w Biblii został nazwany złym niewolnikiem:
       
      Mateusza 24:48
      (...) ów zły niewolnik (...)
       
      Podobnie jak można wywnioskować z Biblii, za złego uważał się władca Jehoszua Masziach (Jezus Chrystus). Proszę przypomnijmy sobie fragment Biblii, w której Jehoszua (Jezus) został nazwany dobrym nauczycielem:
       
      Marka 10:17, 18
      (...)A gdy wyruszał w drogę, pewien człowiek podbiegł i padłszy przed nim na kolana, zadał mu pytanie: „Dobry Nauczycielu, co mam czynić, żeby odziedziczyć życie wieczne?” Jezus mu rzekł: „Dlaczego nazywasz mnie dobrym? Nikt nie jest dobry oprócz jednego, Boga.
       
      Skoro szanowny władca Jehoszua (Jezus) zaprzeczył, że jest dobrym nauczycielem twierdząc, że dobry jest tylko jeden Bóg, a jego nauki pochodziły od Boga możemy z tego faktu wyciągnąć wniosek, że jest on niewolnikiem Złego Boga i jego właśnie nauki przekazał swoim uczniom.
       
      Z wyrazami szacunku i życzeniami najlepszości, jacek ahmadeusz szatan kwąsniewski.
       
       
      Szanowni Forumowicze, a Wy co myślicie w temacie złego 'niewolnika wiernego i roztropnego'?
      Kto nim jest?
    • Przez Loksza
      Na pewnym profilu z facebook. Pewnien angażujący się w wiarę Śj lub ich ochrzczony brat żalił się tak:
      1"Moje ciało skalano i to wielce strasznie 52 lata temu zamykając mnie jako zdrowe dziecko do zakładów dla dzieci głęboko niedorozwiniętych umysłowo zamiast do adopcji. obecnie płace straszliwą cene mam nerwice schizofrenie prostą, palenie mnie uspokaja jak mam nerwicę, żadnych psychotropów nie biorę bo są niezwykle niebezpieczne i zwalają człowieka z nóg nic bym nie mógł robić jak prowadzenie pojazdów jeżdzić rowerem, cięcie drewna piłą spalinową i elektryczną itp człowiek biorący te psychotropy - mowa tu o lekach zleconych przez lekarza psychiatrę, aby uniknąć jakiego kolwiek wypadku po spożywaniu psychotropów ja bylem tak zwane ODURZANY lekami wiem jakie one mają działanie. Wobec tego palenie to jedyny sposób na uspokojenie zwłaszcza że jestem zmuszony żyć samotnie na pomoc Świadków nie mam co liczyć i tak jest od momęntu poznania prawdy w roku 1987. Ja i tak wiem że nie przeżyje wielkiego ucisku bo tak zniszczono mi życie ja nie nadaję się do nowego świata bo był bym wielkim zagrożeniem dla nowego porządku, byłbym wielce wdzięczny Jehowie żeby zabrał mi to zgniłe życie i nie wytracił z niegodziwymi. 
      Ja na miejscu tego pana po prostu zaprzestała uczestniczyć w zebraniach. 
      Kolejny wpis tego pana
      2"A gdzie moje posty? coo prawda oczy kole! teraz wiem że jestem dyskryminowany, i nie znajde tego co szukam tutaj nawet u świadków Jehowy wszendzie jestem pogardzany, i dlatego zależy żeby zemrzeć bo tytaj nie da się żyć wy i tak tego nie zrozumiecie."
      Znam historię tego Pana z gazet. Ogółem współczuję temu człowiekowi, że był tak okrutnie potraktowany przez ludzi. Ale z jego postów też wynika, że ŚJ nie są też dla niego tak miłosierni. 
      Do pierwszego cytatu został dodany komentarz pewnej kobiety ŚJ "Czegos tu nie rozumiem.Czy ty jestes S.J. od 1987r? I caly czas palisz papierosy??"
      Bardzo zdziwiona kobieta. Wiadomo jakie stanowisko mają SJ do do palenia papierosów. Ale jest jeden fakt i to wazny. Pewny użytkownik Kalasznikov coś tam pisał, że organizacja ma być czysta itp. nie koniecznie pewnie chodzi o odstępców. Ale ogółem alkohol, narkotyki, papierosy są u ŚJ niedopuszczalne. Tylko fakt mnie dziwi czemu piosenkarz PRINCE ćpał, ale dalej był ŚJ, który uczestniczył w zebraniach. Przecież ŚJ nie mogą brać narkotyków, a Prince ciągle je brał. Czyżby ŚJ połasili się na kaskę i nie wydalili go z organizacji. Pewnie Prince kładł niezłe fortuny na ich sale. Więc by nie stracić możliwości takich prezentów jakich Prince im prawił po prostu zostawili go w organizacji. 
      Nie ma Princa nie ma kasy. Czysty biznes. 
      PS. Nie podaję imion i nazwis osob, które pisały komentarze na facebooku potem wkleiłam je tu. Ze względu na ich anonimowość.
  • Popularny

  • Kto obchodzi dziś urodziny

    Nikt dziś nie obchodzi urodzin.
  • Wpisy bloga