Promowane odpowiedzi

sakurka    20

Temat ten jest skierowany do osob, ktorzy mieli od dziecinstwa aż do dorosłości styczność z Organizacją i "prawdą"

Co wy obecnie czujecie bedąc w tym świecie? Czy nie mieliście na początku jakichś obaw,że na zewnątrz jest same zło czy coś? Jak sobie z tym poradziliście? Czy poczuliście sie potem jak pies z łańcucha spuszczony i robiliście co sie da żeby nadrobić to co sie w młodości nie zrobiło?Jakie mieliście doświadczenia w tej kwestii?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lila    4818
39 minut temu, sakurka napisał:

Co wy obecnie czujecie bedąc w tym świecie? 

Jest normalnie. Jest całkiem normalnie.

 

39 minut temu, sakurka napisał:

Czy nie mieliście na początku jakichś obaw,że na zewnątrz jest same zło czy coś?

Nie. Tak myślą ludzie z problemem, który należy wyleczyć u specjalisty, bądź samemu popracować nad swoją oceną innych ludzi, bo może się sprowadzać do zwykłej nienawiści, którą chcą usprawiedliwić pobytem w wts.
 

39 minut temu, sakurka napisał:

Jak sobie z tym poradziliście?

Poznałam nowych ludzi, którzy okazują mi więcej serdeczności i bezinteresownej troski niż kiedykolwiek ktokolwiek w wts. Więc z czym sobie miałam radzić? Tak żyją i zachowują się normalni ludzie.
Można wreszcie rozmawiać na każdy temat, bez oceniania, piętnowania.

 

39 minut temu, sakurka napisał:

Czy poczuliście sie potem jak pies z łańcucha spuszczony i robiliście co sie da żeby nadrobić to co sie w młodości nie zrobiło?Jakie mieliście doświadczenia w tej kwestii?

Nie, nie poczułam się. Żyję zgodnie z normami społecznymi. Nie zapragnęłam nagle kraść, mordować, gwałcić, czy nawet bzykać się przy zamrażarce w Tesco.

Gdybym była ofiarą wts w kwestii wykształcenia, to pewno bym to nadrobiła. Co prawda nie wybrałam kierunku, który był najbliższy moim predyspozycjom i pasji, ale mam inny, który daje mi możliwość życia na niezłym poziomie. Ale nie wykluczam, że zrobię coś dodatkowego, tylko dla siebie.

To nie jest tak, że odchodzisz z wts'u i nagle Szatan i cały jego zły świat na Ciebie czeka, żeby Cię pożreć. I nie daj się nabrać na tekściki, że on już Cię nie kusi, bo już Cię zwiódł... Świadkowie mają mądrość na każdą okazję - * jak jesteś świadkiem, to Szatan chce Cię odciągnąć od organizacji, * jak chcesz odejść, to Szatan Cię zniszczy, zrujnuje, wylądujesz pod mostem, * jak jesteś w świecie, to jesteś pod wpływem Szatana, zaślepiona jego manipulacjami. 

Szatan nie czeka na Ciebie. I nie da się usprawiedliwić Szatanem głupoty, ignorancji, krótkowzroczności, czy wreszcie zwykłego kurewstwa.

Jeśli masz patologiczne skłonności, to one wyjdą z Ciebie niezależnie od etykiety religijnej, jaką masz przypiętą.

Ani wts, ani Szatan nie ma mocy nad Twoim postępowaniem. To Ty jesteś za nie odpowiedzialna.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2932
49 minut temu, sakurka napisał:

Temat ten jest skierowany do osob, ktorzy mieli od dziecinstwa aż do dorosłości styczność z Organizacją i "prawdą"

Co wy obecnie czujecie bedąc w tym świecie? Czy nie mieliście na początku jakichś obaw,że na zewnątrz jest same zło czy coś? Jak sobie z tym poradziliście? Czy poczuliście sie potem jak pies z łańcucha spuszczony i robiliście co sie da żeby nadrobić to co sie w młodości nie zrobiło?Jakie mieliście doświadczenia w tej kwestii?

Czas odcięcia się to był absolutnie najpiękniejszy okres w moim życiu, który wspomianam z tęsknotą i żalem. Lewitowałam. A potem wszystko spowszedniało jak powietrze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
sakurka    20
11 minut temu, kantata napisał:

Czas odcięcia się to był absolutnie najpiękniejszy okres w moim życiu, który wspomianam z tęsknotą i żalem. Lewitowałam. A potem wszystko spowszedniało jak powietrze.

A działo sie wtedy coś okropnego?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lila    4818

Aj, zapomniałam.

 

Mniej więcej po 8 latach od odejścia mentalnego z wts'u, złamałałam nogę.

Straciłam też pracę, bo miałam szefa *uja, który zarządzał mobbingiem. 

Zasugerowano mi, że bóg mi nie błogosławi.

Edytowane przez Lila

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
sakurka    20
3 godziny temu, Lila napisał:

Aj, zapomniałam.

 

Mniej więcej po 8 latach od odejścia mentalnego z wts'u, złamałałam nogę.

Straciłam też pracę, bo miałam szefa *uja, który zarządzał mobbingiem. 

Zasugerowano mi, że bóg mi nie błogosławi.

No rożne przypadki sie zdarzają wśrod ludzi, ale pewnie inni z kolei by powiedzieli coś w stylu, że "chcialas życia w świecie to masz, widzisz jakie to bagno"

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Stella    1117
3 godziny temu, Lila napisał:

Aj, zapomniałam.

 

Mniej więcej po 8 latach od odejścia mentalnego z wts'u, złamałałam nogę.

Straciłam też pracę, bo miałam szefa *uja, który zarządzał mobbingiem. 

Zasugerowano mi, że bóg mi nie błogosławi.

rozumiem że szefem był ,nasz' brat?

jeju Liluś to już 8 lat? ja od 2 lat jestem pełnoprawnym członkiem forum a podczytywałam z rok.

szukałam materiału na punkt.. i tu mnie przywiodło weszłam na wątek z ,modlitwami' i przepadłam śmiałam się do rozpuku ( forumowicze opisywali różne kwiatki z modlitw aż do  porównań homeryckich) zresztą gdzie jest ten wątek?

odpowiadając na pytanie Sakurki: również nie zamierzam kraść, mordować i gwałcić (niestety) choć moim marzeniem jest zapalić trawkę.. ale tylko raz.

noga w gipsie jeszcze o niczym nie świadczy

ja też maiłam, wypierdoliłam się na schodach w ZUSIE czaicie zusie! a gdzie rościłam sobie odszkodowanie !?

po kościach się rozeszło. dosłownie teraz mnie boli. na zmianę pogody. jutro będzie

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Terebint    178
9 godzin temu, kantata napisał:

Czas odcięcia się to był absolutnie najpiękniejszy okres w moim życiu, który wspomianam z tęsknotą i żalem. Lewitowałam. A potem wszystko spowszedniało jak powietrze.

A dla mnie to był horror, jak powoli traciłem swoich wszystkich przyjaciół. Nienawidziłem tej zasady nierozmawiania z "odstępcami". Ale powiem Wam, że to jest tak na dłuższą metę uzdrawiające dla... odstępującego bądź wykluczonego. Ja pierdzielę, nie wyobrażam sobie teraz, jaki bym był wkurzony gdyby ck znowu błysnęło jakimś pomysłem i wycofało się z tej zasady. Nie zniósłbym tych wszystkich ludzi, którzy by mi nagle zaczęli mówić cześć czy dzień dobry, zachęcać do powrotu na łono organizacji. Wariatkowo normalnie. Nie wiem... może bym zaczął ich lać po pyskach. ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lila    4818
2 godziny temu, Stella napisał:

rozumiem że szefem był ,nasz' brat?

jeju Liluś to już 8 lat? ja od 2 lat jestem pełnoprawnym członkiem forum a podczytywałam z rok.

szukałam materiału na punkt.. i tu mnie przywiodło weszłam na wątek z ,modlitwami' i przepadłam śmiałam się do rozpuku ( forumowicze opisywali różne kwiatki z modlitw aż do  porównań homeryckich) zresztą gdzie jest ten wątek?

odpowiadając na pytanie Sakurki: również nie zamierzam kraść, mordować i gwałcić (niestety) choć moim marzeniem jest zapalić trawkę.. ale tylko raz.

noga w gipsie jeszcze o niczym nie świadczy

ja też maiłam, wypierdoliłam się na schodach w ZUSIE czaicie zusie! a gdzie rościłam sobie odszkodowanie !?

po kościach się rozeszło. dosłownie teraz mnie boli. na zmianę pogody. jutro będzie

 

Nie. Mój szef był katolickim *ujem. Normalny gość, niedouczony, zakompleksiony, któremu przez wiele lat nazbierało się goryczy, bo miałam pewną kontrolę nad jego poczynaniami (lub ich brakiem), z kochanką na boku (lub raczej biurko obok), która mnie nienawidziła czystą nienawiścią (mniejsza o powody owego żarliwego uczucia, ale miało ono pewien związek z moją wiedzą, doświadczeniem, zakresem kompetencji, których jej brakowało), wyrzucony z domu przez żonę z trójką dzieci. No szef jakich wielu. No i jak został moim bossem, to już w pierwszy dzień wiedziałam, co się szykuje.

Krótko potem miałam wypadek. I naprawdę zasugerowano mi, że dopadło mnie takie nieszczęście, bo się odwróciłam od organizacji...

 

No w sumie to już będę dobijać do 10 lat jak sobie zaczęłam odpływać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lila    4818
3 godziny temu, sakurka napisał:

No rożne przypadki sie zdarzają wśrod ludzi, ale pewnie inni z kolei by powiedzieli coś w stylu, że "chcialas życia w świecie to masz, widzisz jakie to bagno"

No i właśnie o to chodzi :)

Te rzeczy przydarzają się wszystkim, bez względu na wyznanie. To czas i przypadek, czasami konsekwencja naszych wyborów.

 

Ale świadkowie do tego dorabiają zawsze ideologię, walną jakąś historyjkę i zaszczepiają w człowieku strach przed obcym, przed tym, co inne. Żebyś tylko nie zechciała zobaczyć, że tam się żyje normalnie.

To jak straszenie lasem, bo tam są drapieżne wilki/smoki/potwory. I żyjesz w tym strachu, choć nigdy tego wilka w okolicy nikt nie widział.

 

Tak mi się jeszcze wspomniało o pracodawcach i zwolnieniach.

Jak świadek pracuje u innego świadka, ale odchodzi z wts, to często traci pracę. Zostaje zwolniony, bo pracodawca ma w softwarze appkę "wywal wykluczonego". To jest supcio, bo organizacja się oczyszcza itd.

Jak sytuacja się odwraca i to szef opuszcza wts, to pracownik się nie zwolni tak prędko. A bo to trudno o pracę, bo trudna sytuacja rodzinna. Nie znam osobiście sytuacji, żeby pracownik świadek zwolnił się, ale może tak być, czemu nie. Wtedy jest na pewno ofiarą odstępcy, Szatana i całego złego świata. Składa ofiarę i jest przykładem do naśladowania, może nawet będzie mieć wywiad na kongresie...

Tak, czy owak ten Szatan musi mieć przerypane tak ciągle na kogoś czyhać.

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2932
12 godzin temu, Terebint napisał:

A dla mnie to był horror, jak powoli traciłem swoich wszystkich przyjaciół. Nienawidziłem tej zasady nierozmawiania z "odstępcami". Ale powiem Wam, że to jest tak na dłuższą metę uzdrawiające dla... odstępującego bądź wykluczonego. Ja pierdzielę, nie wyobrażam sobie teraz, jaki bym był wkurzony gdyby ck znowu błysnęło jakimś pomysłem i wycofało się z tej zasady. Nie zniósłbym tych wszystkich ludzi, którzy by mi nagle zaczęli mówić cześć czy dzień dobry, zachęcać do powrotu na łono organizacji. Wariatkowo normalnie. Nie wiem... może bym zaczął ich lać po pyskach. ;)

 

Coś w tym jest. Ci letni świadkowie mający otwarte umysły i tak ignorują zakaz kontaktowania się z odstępcami. A ci będący na etapie zabetonowania się w swojej twierdzy nic dobrego do życia odstępcy nie wniosą oprócz pogardy, rozczarowania i prób nawracania, więc chyba obu stronom izolacja wychodzi na dobre.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Brat Jaracz    3956
21 godzin temu, Terebint napisał:

Ja pierdzielę, nie wyobrażam sobie teraz, jaki bym był wkurzony gdyby ck znowu błysnęło jakimś pomysłem i wycofało się z tej zasady.

Nie sądzę, nie są aż takimi idiotami. Po pierwsze, za dużo nabałaganili w przeszłości. Zbyt dużo rodzin rozbili i zasiali fermentu. Odkręcenie tego pierdolnika spowodowałoby detonację gigantycznej bomby, i to na własne życzenie. Po drugie, właśnie za sprawą ewentualnego ostracyzmu część "letnich" SJ (niekiedy wręcz ateistów) dalej siedzi w organizacji. Bo jeśli nie groziłoby im pozostanie na lodzie, zwłaszcza ze strony najbliższej rodziny, już pewnie dawno poszliby sobie daleko od sali królestwa.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
sakurka    20
7 minut temu, Brat Jaracz napisał:

Nie sądzę, nie są aż takimi idiotami. Po pierwsze, za dużo nabałaganili w przeszłości. Zbyt dużo rodzin rozbili i zasiali fermentu. Odkręcenie tego pierdolnika spowodowałoby detonację gigantycznej bomby, i to na własne życzenie. Po drugie, właśnie za sprawą ewentualnego ostracyzmu część "letnich" SJ (niekiedy wręcz ateistów) dalej siedzi w organizacji. Bo jeśli nie groziłoby im pozostanie na lodzie, zwłaszcza ze strony najbliższej rodziny, już pewnie dawno poszliby sobie daleko od sali królestwa.

Czy ty przytaczasz przykłady z życia wziete, to co słyszałeś czy z "Kryzysu Sumienia", bo też coś podobnego było?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Brat Jaracz    3956
1 godzinę temu, sakurka napisał:

Czy ty przytaczasz przykłady z życia wziete, to co słyszałeś czy z "Kryzysu Sumienia", bo też coś podobnego było?

Nie, akurat "Kryzysu sumienia" nie miałem na myśl, zresztą słabo go pamiętam, bo czytałem jakieś 10 lat temu :) Oczywiście, że znam przykłady kompletnego odwrócenia się rodziców od dzieci (to najczęstsze), które były bardzo bolesne i w dużej mierze nieodwracalne w skutkach. Jeśli dobrze poczytasz historie userów, również i na tym forum znajdziesz takie historie, niestety.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Andy78    730
21 hours ago, Lila said:

Ale świadkowie do tego dorabiają zawsze ideologię, walną jakąś historyjkę i zaszczepiają w człowieku strach przed obcym, przed tym, co inne. Żebyś tylko nie zechciała zobaczyć, że tam się żyje normalnie.

To jak straszenie lasem, bo tam są drapieżne wilki/smoki/potwory. I żyjesz w tym strachu, choć nigdy tego wilka w okolicy nikt nie widział.

Tak sobie skojarzylem zycie w organizacji z filmem pt ,,Osada" (bardzo dobrym i godnym polecenia tym co niewidzieli)

Tam tez wszyscy zyli w niby pokojowej i sielankowej wspónocie chronionej przez ,,starszych" przed ,,zlymi" z zewnatrz az do chwili kiedy... A zreszta nie bede zdradzal bo moze nie wszyscy widzieli..:)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8098

mnie najbardziej chce się śmiać jak sobie przypomnę że osoba prowadząca ze mną studium biblijne (gdy byłem jeszcze nastolatkiem) zaszczepiała we mnie lęk przed towarzystwem ze świata które podobno jest niesamowicie niemoralne. Jak znajdę sobie dziewczynę czy żonę ze świata to będzie mi przyprawiać rogi itp. Jakoś ta teokratyczna klątwa nie potwierdziła się - moja partnerka życiowa jest osobą ponadprzeciętnej urody i jednocześnie trzyma się (używając strażnicowego języka) wysokich zasad moralnych. Znamy się grubo ponad 10 lat, w sierpniu będzie 10 lat jak wspólnie mieszkamy i oboje jesteśmy sobie wierni. I jakoś nie potrzebujemy żeby naszej moralności pilnowali dekarz ze ślusarzem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8098

co obecnie czuję - dostrzegam że poziom moralności społeczeństwa nie tylko nie spada ale stale rośnie. Jestem osobą niepełnosprawną i przez ostatnie 30 lat zaobserwowałem gigantyczną poprawę w stosunku społeczeństwa do osób niepełnosprawnych. Kiedyś byliśmy traktowani jak małpa w zoo, a teraz jesteśmy traktowani jak ludzie. Nasze "bezbożne" otoczenie (ludzie "ze śiwata") potrafią odpowiednio zachować się, pomóc kiedy trzeba i nie przeszkadzać kiedy trzeba i nie krępować nas kiedy trzeba.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gruby drab    14804
O ‎11‎.‎03‎.‎2017 o 11:34, sakurka napisał:

Temat ten jest skierowany do osob, ktorzy mieli od dziecinstwa aż do dorosłości styczność z Organizacją i "prawdą"

Co wy obecnie czujecie bedąc w tym świecie? Czy nie mieliście na początku jakichś obaw,że na zewnątrz jest same zło czy coś? Jak sobie z tym poradziliście? Czy poczuliście sie potem jak pies z łańcucha spuszczony i robiliście co sie da żeby nadrobić to co sie w młodości nie zrobiło?Jakie mieliście doświadczenia w tej kwestii?

1. Obecnie czuję, że nie muszę wymagać od siebie i wymagać od świata tego czego mi nie może dać, odpuszczając czuję się szczęśliwszy, mniej sfrustrowany, skupiam się na dzisiejszym dniu. Np. na przyjemności pisania właśnie do Ciebie.

2. Jak każda grupa psychomanipulacyjna, tak i SJ stworzyli w mojej głowie sztuczny podział na ludzi złych i dobrych, zatem obawy były, świat jednak okazał się bardziej pospolity niż sobie wyobrażałem, pomogły mi w tym kontakty z ludźmi, otwartość na ich decyzje, poglądy, gusta. Zobaczyłem w nich ludzi, a nie światusów. Dzisiaj nawet morderca nie jest dla mnie mordercą, jest człowiekiem, który popełnił przestępstwo. A to kolosalna różnica - pomiędzy etykietką, a osobą. Zrozumiałem, że odhumanizowując ludzi można samem stać się przestępcą w swoich myślach.

Dlatego łatwiej było mi mówić, że światusy zginą, niż że Piotrek, Arek, ciotka Halinka będą zamordowani w Armagedoniena rzecz mojego upragnionego, samolubnego raju.

3. Raczej czułem się jak pies, który pierwszy raz zobaczył zewnętrzny świat, nie co zaniepokojony, wystraszony i ostrożny. Potem przyszła odwaga i jakiś rodzaj prawdziwej mądrości opartej na doświadczeniu.

 

Dzisiaj stwierdzam, że:

1. Umysł nie zawsze jest moim przyjacielem.

2. Nie wspominam przeszłości, bo wtedy głowa wygląda jak zagracony strych.

3. Potrafię celebrować dzień, chwilę.

4. Odpuszczam różne rzeczy i od razu czuję się lepiej, również ludzie, którzy mnie otaczają, też się lepiej czują.

 

:)

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Andy78    730
15 hours ago, Sebastian said:

 Jakoś ta teokratyczna klątwa nie potwierdziła się - moja partnerka życiowa jest osobą ponadprzeciętnej urody i jednocześnie trzyma się (używając strażnicowego języka) wysokich zasad moralnych.

Czyzbys znal moja zone??:)

Tylko z ta ,,partnerka zyciowa" troche sie martwie..;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8098
42 minut temu, Andy78 napisał:

Czyzbys znal moja zone??:)

Tylko z ta ,,partnerka zyciowa" troche sie martwie..;)

po pierwsze - pisałem nie o Twojej ale o mojej

po drugie - wspaniałych wiernych żon jest w "dzisiejszym szatańskim świecie" bardzo wiele, miliony czy dziesiątki milionów w samej Europie... W Polsce wg różnych badań podobno około połowy a na pewno co najmniej kilkanaście procent. Tak więc trafić na kobietę która nie przyprawi rogów jest stosunkowo łatwo.

po trzecie - żona jak najbardziej może być nazywana "partnerką życiową", tak samo jak kobieta może być nazywana człowiekiem albo ssakiem albo zwierzęciem

wyjaśnienie: partnerka życiowa to pojęcie szersze od żony (może oznaczać żonę lub konkubinę) tak samo jak człowiek to pojęcie szersze od kobiety (może oznaczać kobietę lub mężczyznę) ssak to pojęcie szersze od człowieka (może np. oznaczać kobietę albo kotkę) a zwierzę to pojęcie najszersze (może np. oznaczać męzczyznę albo pająka) ;D

Edytowane przez Sebastian

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8098

a wracając do tematu - propaganda strażnicowa koduje lęki strasząc upadkiem moralnym albo nieszczęściem a tymczasem "zły szatański świat" jest zamieszkiwany przez miliony wspaniałych ludzi obojga płci...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Andy78    730
42 minutes ago, Sebastian said:

po pierwsze - pisałem nie o Twojej ale o mojej

po drugie - wspaniałych wiernych żon jest w "dzisiejszym szatańskim świecie" bardzo wiele, miliony czy dziesiątki milionów w samej Europie... W Polsce wg różnych badań podobno około połowy a na pewno co najmniej kilkanaście procent. Tak więc trafić na kobietę która nie przyprawi rogów jest stosunkowo łatwo.

po trzecie - żona jak najbardziej może być nazywana "partnerką życiową", tak samo jak kobieta może być nazywana człowiekiem albo ssakiem albo zwierzęciem

wyjaśnienie: partnerka życiowa to pojęcie szersze od żony (może oznaczać żonę lub konkubinę) tak samo jak człowiek to pojęcie szersze od kobiety (może oznaczać kobietę lub mężczyznę) ssak to pojęcie szersze od człowieka (może np. oznaczać kobietę albo kotkę) a zwierzę to pojęcie najszersze (może np. oznaczać męzczyznę albo pająka) ;D

Wiem wiem,tylko zartowalem.:)

 

Czyli wychodzi na to ze mezczyzna nie jest ssakiem tylko zwierzeciem..;)

Na to bym nie wpadl..:)

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8098
6 minut temu, Andy78 napisał:

Czyli wychodzi na to ze mezczyzna nie jest ssakiem tylko zwierzeciem..

jest i człowiekiem i ssakiem i zwierzęciem :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
sakurka    20
O 13.03.2017 o 02:15, Sebastian napisał:

mnie najbardziej chce się śmiać jak sobie przypomnę że osoba prowadząca ze mną studium biblijne (gdy byłem jeszcze nastolatkiem) zaszczepiała we mnie lęk przed towarzystwem ze świata które podobno jest niesamowicie niemoralne. Jak znajdę sobie dziewczynę czy żonę ze świata to będzie mi przyprawiać rogi itp. Jakoś ta teokratyczna klątwa nie potwierdziła się - moja partnerka życiowa jest osobą ponadprzeciętnej urody i jednocześnie trzyma się (używając strażnicowego języka) wysokich zasad moralnych. Znamy się grubo ponad 10 lat, w sierpniu będzie 10 lat jak wspólnie mieszkamy i oboje jesteśmy sobie wierni. I jakoś nie potrzebujemy żeby naszej moralności pilnowali dekarz ze ślusarzem.

Bo ile ludzi, tyle zasad i tak naprawde inni są tacy drudzy tacy a nie że zawsze i tylko i wylacznie zli

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8098
1 godzinę temu, sakurka napisał:

Bo ile ludzi, tyle zasad i tak naprawde inni są tacy drudzy tacy a nie że zawsze i tylko i wylacznie zli

zgadza się - ale to jest "wiedza tajemna" niedostępna dla ofiar manipulacji.

ofiary mają wierzyć że w sekcie jest dobro a poza sektą zło i  że nie ma światłocienia.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz