Sebastian

publiczna "modlitwa różańcowa" na kongresie świadków Jehowy

Promowane odpowiedzi

yoozek    138
6 minut temu, normalnieodjazd napisał:

 

No chyba że się jest np. św. Faustyną lub innym mistykiem chrześcijańskim. 

 

 

aaaaa... siostra Faustyna nie medytowała... nie szukała wizji które otrzymywała... a z "dzienniczka" wynika że nawet ich nie chciała...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
2 minuty temu, yoozek napisał:

aaaaa... siostra Faustyna nie medytowała... nie szukała wizji które otrzymywała... a z "dzienniczka" wynika że nawet ich nie chciała...

 nooo... raczej medytowała. Modlitwa kontemplacyjna to właśnie medytacja chrześcijańska. Medytowała, osiągając tym samym odmienny stan świadomości i  dostawała "wizje".  (lub z innych powodów miewała "owe widzenia" ale to nie tan temat tutaj) 

Natomiast pisząc o "innych mistykach" chrześcijańskich i ich wizjach miałam na myśli cały nurt kontemplacyjny gdzie wielu miewało wizje dzięki określonym "technikom": Św. Teresa, św. Jan od Krzyża, św. Jana Bosko etc.  nie będę ich wymieniać bo przecież wiesz, że takich chrześcijańskich mistyków z wizjami było bardzo wielu.  

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gruby drab    14851

Stworzę temat medytacji, wieczorem. Póki co piszcie tu, przeniosę posty. 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
5 godzin temu, yoozek napisał:

tyle że medytacja chrześcijańska oraz "mantra" typu Różaniec ma inne zastosowanie niż w buddyzmie czy hinduizmie

w chrześcijańskich tradycjach unika się   szukania wizji czy jakichś "ekspresyjnych doznań"... 

(...) 

Piszesz skróconą def. medytacji chrześcijańskiej pt. „ unika się   szukania wizji czy jakichś "ekspresyjnych doznań", która ma być opozycją do medytacji buddyjskiej.

To jest nie prawda.

W buddyźmie istnieje takie powiedzenie odnośnie wizji: „widzisz Buddę, zabij Buddę” - to jest odniesienie się tej tradycji do wszelkich magicznych vel. demonicznych (jak kto woli) „zagrożeń” jaki umysł medytującego może sobie wygenerować. Medytacja buddyjska jest dokładnie odwrotnym kierunkiem niż szukane wspomnianych przez Ciebie  „ekspresyjnych doznań”. 

W skrajnej, "niszowej", odmianie  któregoś tantryzmu buddyjskiego, takie praktyki szukania tego o czym piszesz a wręcz nawiązywania relacji w wyimaginowanymi duchami, siłami czy co tam, próbowano wdrażać ale nie wiem na ile ta tradycja przetrwała.

Edytowane przez normalnieodjazd

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gregorio    340

Chciałbym wtrącić swoje 3 grosze w temacie. Dla mnie medytacja jest znakomitą praktyką i polecam ją
każdemu w naszym zagonionym świecie. Porządkuje myśli i emocje, pozwalając nabrać dystansu dla
siebie i świata. W tej prostocie jest moc - przymykasz oczy, rozluźniasz się, odczuwasz lepiej swoje
ciało, bierąc świadomy i pogłębiony wdech oraz wydech. Ponoć regularna poprawia koncentrację i
pamięć. U mnie tego nie zauważyłem. Jest z pewnością na pewno skutecznym narzędziem dla treningu
uważności/mindfulness - by traktować myśli jako efemeryczne osobliwość w umyśle, nie będące projekcją
rzeczywistości, nie utożsamiać się z treścią przeżyć, a obserwować jak reaguje nasz umysł. To
cholernie trudne :). (o tym kiedyś bardzo mądrze na forum pisał Gruby Drab). Może być pomocne, jeśli ktoś jest zniewolony przez ruminacje.

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Smerfetka    1306

Myślę, że medytacja chrześcijańska jest czymś innym niż buddyjska medytacja.

Celem buddyzmu jest nirwana czyli uwolnienie się od kolejnych wcieleń (a tym samym od cierpienia). Medytacja ma dopomóc w uwolnieniu się człowieka od pragnień. Stąd pochodzi joga, która oczywiście w naszej kulturze została zaadaptowana i często służy właśnie rozluźnieniu. 

Celem modlitwy chrześcijańskiej jest (powinno być?) dziękczynienie i poszukiwanie woli bożej w swoim życiu. Buddyzm nie zakłada boga osobowego, chrześcijaństwo przeciwnie. Są to dwie zupełnie nie przystające do siebie teologie. Jednak można zauważyć , że w zewnętrznej warstwie (zwłaszcza ludowej odmianie) jest wiele podobieństw buddyzmu z katolicyzmem. Zakony, pielgrzymki do miejsc świętych, ascetyzm . 

 Jest to bardzo ciekawe. Świadczy o tym , że ludzie bez względu na to gdzie się urodzili poszukują w swoim życiu sacrum. 

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
Godzinę temu, Smerfetka napisał:

Myślę, że medytacja chrześcijańska jest czymś innym niż buddyjska medytacja.

Celem buddyzmu jest nirwana czyli uwolnienie się od kolejnych wcieleń (a tym samym od cierpienia). Medytacja ma dopomóc w uwolnieniu się człowieka od pragnień. Stąd pochodzi joga, która oczywiście w naszej kulturze została zaadaptowana i często służy właśnie rozluźnieniu. 

Celem modlitwy chrześcijańskiej jest (powinno być?) dziękczynienie i poszukiwanie woli bożej w swoim życiu. Buddyzm nie zakłada boga osobowego, chrześcijaństwo przeciwnie. Są to dwie zupełnie nie przystające do siebie teologie. Jednak można zauważyć , że w zewnętrznej warstwie (zwłaszcza ludowej odmianie) jest wiele podobieństw buddyzmu z katolicyzmem. Zakony, pielgrzymki do miejsc świętych, ascetyzm . 

 Jest to bardzo ciekawe. Świadczy o tym , że ludzie bez względu na to gdzie się urodzili poszukują w swoim życiu sacrum. 

Ja też tak myślę.

Napisałam zresztą że, "różnicą jest kierunek, w którym podmiot upatruje spełnienia". Czyli cel, o którym wspominasz jest dla tych praktyk inny. 

Zwróciłam jednocześnie uwagę na podobieństwo samej techniki/praktyki, w niektórych praktykach medytacyjnych chrześcijańskich do praktyk buddyjskich - przecież one też są różne. ( aż wkleję fragment z wiki :) , który opowiada o małym  wycinku tej rzeczywistości)  ) 

"Nie ma jednej słusznej metody medytacji w Kościele katolickim. "Metody rozmyślania są tak zróżnicowane jak mistrzowie życia duchowego"[4]. Warto jednak zwrócić uwagę na popularne szkoły medytacji:

  • medytacja chrześcijańska – polegająca na powtarzaniu wybranej frazy (i próbie trwania w stanie bez myśli) przez cały czas medytacji.
  • medytacja ignacjańska – ma dokładnie opisane poszczególne etapy. Za pomocą wyobrażenia sobie jakiejś sceny ma prowadzić do przyjęcia całym sobą jakiejś prawdy."

Oraz zwróciłam uwagę, że buddysta w swojej praktyce nie szuka "wizji i ekscytacji" i nie nawiązuje kontaktu z demonami bo nie o to tam chodzi.  

Nie wiem czy to czego poszukuje buddysta, czyli umiejętności uwolnienia się od cierpienia i doskonalenia samego siebie przez pogłębianie współczucia dla wszelkich istot żyjących, można określić potrzebą poszukiwania "sacrum" w znaczeniu pojęcia funkcjonującego w naszym "obrębie kulturowym". W obrębie buddyzmu, różnoraki "kult ludowy" (w zależności od regionu świata) ma inną podstawę filozoficzną niż w obrębie tradycji chrześcijańskiej i moim zdaniem te podobieństwa są wywołane bardziej skojarzeniem i odruchowym przeniesieniem "Naszej" symboliki na ich symbolikę, niż rzeczywistym "podobieństwem". 

Edytowane przez normalnieodjazd
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Smerfetka    1306
Godzinę temu, normalnieodjazd napisał:

 

Nie wiem czy to czego poszukuje buddysta, czyli umiejętności uwolnienia się od cierpienia i doskonalenia samego siebie przez pogłębianie współczucia dla wszelkich istot żyjących, można określić potrzebą poszukiwania "sacrum" w znaczeniu pojęcia funkcjonującego w naszym "obrębie kulturowym". W obrębie buddyzmu, różnoraki "kult ludowy" (w zależności od regionu świata) ma inną podstawę filozoficzną niż w obrębie tradycji chrześcijańskiej i moim zdaniem te podobieństwa są wywołane bardziej skojarzeniem i odruchowym przeniesieniem "Naszej" symboliki na ich symbolikę, niż rzeczywistym "podobieństwem". 

Zgadzam się, dlatego wszelkie próby przeniesienia buddyzmu do nas są odrobinę "uzachodnione" , dlatego powstał zen, strawniejsza i łatwiejsza dla nas odmiana buddyzmu.

Wyczytałam jednak że buddysta  może poszukiwać wizji, może np. wyobrażać sobie gniew jakiego doświadcza i próbować sobie wyobrazić go w jakiejś postaci (demonicznej?) , aby go zniszczyć... Buddyzm ma ponadto bardzo wiele niezrozumiałych dla nas ludzi zachodu twarzy bądź trudnych do zrozumienia. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
3 godziny temu, Smerfetka napisał:

Myślę, że medytacja chrześcijańska jest czymś innym niż buddyjska medytacja.

(..) Celem modlitwy chrześcijańskiej jest (powinno być?) dziękczynienie i poszukiwanie woli bożej w swoim życiu.

 

A dla wielu mistyków chrześcijańskich, takim celem medytacji było/jest osiągnięcie swego rodzaju ontologicznej jedności swojej duszy z Bogiem. Dopuszczenie do tej "jedności substancjalnej", którą Bóg powoduje, a na którą może się otworzyć człowiek dzięki powyższym praktykom. Doświadczenie "rzeczy boskich" dostępnych tylko przez taką mistyczną więź z Nim i w taki sposób z Nim obcowanie.  ( Jan od Krzyża np.)  

W tym nurcie absolutnie medytacja nie ma być rozważaniem. 

To taki chyba jednak inny level modlitwy. :)

Edytowane przez normalnieodjazd
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
32 minuty temu, Smerfetka napisał:

(..)

Wyczytałam jednak że buddysta  może poszukiwać wizji, może np. wyobrażać sobie gniew jakiego doświadcza i próbować sobie wyobrazić go w jakiejś postaci (demonicznej?) , aby go zniszczyć... Buddyzm ma ponadto bardzo wiele niezrozumiałych dla nas ludzi zachodu twarzy bądź trudnych do zrozumienia. 

Tak może. Natomiast to dalej, tak jak piszesz jest praca z własnym umysłem a nie z "demonami realnymi" jak chce Cejrowski w przytoczonym przez @yoozek linku.   

Taka "wizualizacja" ma pomóc człowiekowi, który akurat tego potrzebuje  w pracy nad tym co dostrzega ten człowiek Wewnątrz Siebie. To nie jest kontakt z Istotą Drugą i jej naturą. Jeżeli łatwiej jest człowiekowi swoją "wadę" wyobrazić sobie pod postacią demona - to buddyzm nie ma nic przeciwko temu. To taka "doktryna buddyzmu o tolerancji" :) , respektująca różnice  i kontekst kulturowy i obyczajowy ludzi, która ma ułatwić drogę do przekazania wiedzy jak uwolnić się od cierpienia. Niech buddysta Eskimos klęka przed foką - to nie ma znaczenia.  Jeżeli potrzebujesz mieć złotą krówkę na lodówce, która będzie ci przypominała o uważności - to spoko. To nie zloty cielec, któremu oddajesz cześć ani Święta Foka do której się modlisz - tylko materialny odnośnik Twojej kultury do mentalnego punktu w umyśle, który starasz się poprzez praktykę  buddyjską "trenować".  Nie wspominając już o żenującym wniosku Cejrowskiego, że Budda ma konszacht z Lucyferem - taka postać jak Lucyfer jest obca buddyjskiej mitologii. Należy być więc ostrożnym i raczej unikać przenoszenia znaczeń symboli z jednej kultury na drugą, bo można palnąć właśnie taką serię niedorzeczności jak to na bosaka zrobił pan Cejrowski w swoim programie. 

Edytowane przez normalnieodjazd
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Smerfetka    1306

Pan Cejrowski jest dogmatykiem, protestantyzm tez traktuje jak jakiś wybryk natury, przy czym ukazuje przy tym swoją totalną ignorancję. Jest przykładem człowieka, z którym ja osobiście nie chciałabym mieć nic do czynienia.

Dla takich ludzi nie ma szarości. Nie ma innych punktów widzenia. I nie ma z nimi dyskusji, to piekielnie ograniczające. Zabawne, że on z tego ograniczenia robi pozytyw. Pewnie jest mu z tym dobrze. I pewno wielu chce go słuchać żeby utwierdzać przy swoim. Internet mu to umożliwia. 

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
31 minut temu, Smerfetka napisał:

Pan Cejrowski jest dogmatykiem, protestantyzm tez traktuje jak jakiś wybryk natury, przy czym ukazuje przy tym swoją totalną ignorancję. Jest przykładem człowieka, z którym ja osobiście nie chciałabym mieć nic do czynienia.

Dla takich ludzi nie ma szarości. Nie ma innych punktów widzenia. I nie ma z nimi dyskusji, to piekielnie ograniczające. Zabawne, że on z tego ograniczenia robi pozytyw. Pewnie jest mu z tym dobrze. I pewno wielu chce go słuchać żeby utwierdzać przy swoim. Internet mu to umożliwia. 

gdyby nie lewackie szaleństwo poprawnie politycznych mediów W.C. nigdy by nie wypłynął... wypłynął bo swego czasu celnie punktował idiotyzmy pojawiające się w mediach głównego nurtu... ale niestety nie umiał skupić się tylko na tym co faktycznie jest idiotyczne w kulturze neoliberalnej i zaczął ignorancko komentować wszystko jako ekspert od wszystkiego (no i zaczął kompromitować się jak w przypadku krytyki buddyzmu).

nawiasem mówiąc, facet ma szczęście że inni fanatycy nie rozjechali go walcem np. za "niewierność kościołowi katolickiemu" np. że nie wypomnieli mu żony w wieku córki i kombinowania z nieważnością małżeństwa (gdyby użyć ultrakatolickiego fundamentalistycznego języka możnaby napisać np. że "cejrowski uległ demonicznym podszeptom i podeptał sakrament małżeństwa").

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Smerfetka    1306
2 godziny temu, Sebastian napisał:

gdyby nie lewackie szaleństwo poprawnie politycznych mediów W.C. nigdy by nie wypłynął... wypłynął bo swego czasu celnie punktował idiotyzmy pojawiające się w mediach głównego nurtu... ale niestety nie umiał skupić się tylko na tym co faktycznie jest idiotyczne w kulturze neoliberalnej i zaczął ignorancko komentować wszystko jako ekspert od wszystkiego (no i zaczął kompromitować się jak w przypadku krytyki buddyzmu).

nawiasem mówiąc, facet ma szczęście że inni fanatycy nie rozjechali go walcem np. za "niewierność kościołowi katolickiemu" np. że nie wypomnieli mu żony w wieku córki i kombinowania z nieważnością małżeństwa (gdyby użyć ultrakatolickiego fundamentalistycznego języka możnaby napisać np. że "cejrowski uległ demonicznym podszeptom i podeptał sakrament małżeństwa").

Sebastianie, ja go pamiętam jeszcze z czasów Moona. Już w latach 90-tych na jego "wykłady" waliły tłumy we Wrocławiu. W tym mooniści, a wśród nich ja. Więc nie jestem pewna, czy masz rację, z tymi poprawnymi politycznie mediami.::))

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Terebint    193
3 godziny temu, Smerfetka napisał:

Pan Cejrowski jest dogmatykiem, protestantyzm tez traktuje jak jakiś wybryk natury, przy czym ukazuje przy tym swoją totalną ignorancję.

Zabawne a może raczej smutne jest to, że Cejrowskiemu jeżeli chodzi o poglądy na gospodarkę jest zdecydowanie bliżej do protestantyzmu niż do katolicyzmu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
17 minut temu, Terebint napisał:

Zabawne a może raczej smutne jest to, że Cejrowskiemu jeżeli chodzi o poglądy na gospodarkę jest zdecydowanie bliżej do protestantyzmu niż do katolicyzmu.

A katolicyzm ma jakikolwiek zdefiniowany pogląd na gospodarkę?!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
50 minut temu, Smerfetka napisał:

Już w latach 90-tych na jego "wykłady" waliły tłumy we Wrocławiu. W tym mooniści, a wśród nich ja. Więc nie jestem pewna, czy masz rację, z tymi poprawnymi politycznie mediami.::))

a o czym Cejrowski opowiadał na tych "wykładach"?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Terebint    193
21 minut temu, Sebastian napisał:

A katolicyzm ma jakikolwiek zdefiniowany pogląd na gospodarkę?!

Katolicyzm jest społeczny, zdecydowanie mniej indywidualny.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
14 minut temu, Terebint napisał:

Katolicyzm jest społeczny, zdecydowanie mniej indywidualny.

zgoda, ale chyba nie definiuje stosunku do gospodarki?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
yoozek    138

 

46 minut temu, Sebastian napisał:

A katolicyzm ma jakikolwiek zdefiniowany pogląd na gospodarkę?!

raczej nie... aczkolwiek Papieże wypowiadali się ostro przeciwko komunizmowi a także marksizmowi... Kościół szanuje własność prywatną oraz "godziwe" zarabianie pieniędzy... 

Leon XIII naucza:

 że władza państwowa życie gospodarcze za dziedzinę samoistną zupełnie i niezależną uważać i do niej mieszać się nie powinna z tego powodu, że życie gospodarcze posiada na rynku, to jest w wolnej konkurencji zasadę organizacyjną, kierującą nim o wiele sprawniej, niżby się to przez świadome wtrącenie się ludzi stać mogło.Ale współzawodnictwo wolne, aczkolwiek w słusznych utrzymane granicach uzasadnionym i bez wątpienia jest pożytecznym, życia gospodarczego zupełnie uregulować nie zdoła

http://www.nonpossumus.pl/encykliki/Leon_XIII/rerum_novarum

Edytowane przez yoozek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Smerfetka    1306
Dnia 8.07.2017 o 21:04, Sebastian napisał:

a o czym Cejrowski opowiadał na tych "wykładach"?

Dokładnie to już niestety nie pamiętam, ogólnie o konserwatyzmie było.

  • Thanks 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Smerfetka    1306

Zgadzam się ,  z jednym ale. Nie sądzę , żeby to była wykrzywiona teologia katolicka.

Pan Cejrowski jest klasycznym przykładem widzenia u kogoś rzeczy, których nie widzi się u siebie.

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
Dnia 11.07.2017 o 13:01, Smerfetka napisał:

Zgadzam się ,  z jednym ale. Nie sądzę , żeby to była wykrzywiona teologia katolicka.

(...) 

Przecież nie rozmawiamy tu o tym "czy dany  symbol jest prawdziwy i na ile ;) " tylko o tym  co oznacza dla konkretnego wyznania. 

W swoim mniemaniu opisałam właśnie wykrzywioną teologię katolicką  a to dlatego, że hermeneutyka symboli katolickich "w moim specjalnie skrzywionym odczycie” ma się nijak do... hermeneutyki  katolickiej własnie.  Czyli do tego, co konkretny symbol znaczy dla konkretnego wierzącego.  Mój opis pod tym względem był zamierzenie nieprawdziwy. Identycznie jak opis Cejrowskiego dotyczący "Buddy pod parasolem Lucyfera".

"Treść" (znaczenie)  symbolicznego przedstawienia Immaculaty w teologii katolickiej jest inna niż w moim opisie,  "treść" komunii również, "treść"  ukrzyżowanej postaci -  jw. "Treść" Buddy pod parasolem z 7 węży również. Analogicznie. 

Edytowane przez normalnieodjazd

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
Dnia 11.07.2017 o 00:41, normalnieodjazd napisał:

Ja relacjonuje Odpust na Jasnej Górze  i ten odcinek nazywam „Katolicyzm”:

Twój "reportaż" trafnie parodiuje Cejrowskiego. Mistrzostwo świata.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz


  • Przeglądający

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

  • Podobna zawartość

    • Przez Giovanna66
      Dziś smutne święto. Mój ojciec umarł na raka (jego rodzice także), mój młodszy brat zginął w okropnjym wypadku w wieku 30 lat, a siostra nie doczekała się drugiego serca (2 tygodnie po jej śmierci zadzwoniono z Zabrza, że jest serce).
      U mnie wyniki są niepokojące, czekam na kolejne badanie.
      Nie idę dziś na cmentarz, ponieważ myślenie o śmierci działa na mnie zbyt dołująco.
      Nie dawno przyjechał do mnie jakiś chrześcijanin z Płocka i ochrzcił mnie w wannie. Pokazał mi lekcje Torbena https://www.youtube.com/watch?v=LcCMGCQCFl8, jest tego więcej jak ktoś chce posłuchać.
      Taaak, ja mam już różne okulary..., jedne od katolików, drugie od SJ.
      Tęsknię za Joanną, którą byłam kiedyś. Naiwna, dziecinna, ale pełna wiary, bez biblijnej wiedzy, ale jak dziecko. Teraz im więcej wiem, tym więcej wątpliwości mi się roi w głowie. Moja wiara jest chyba coraz słabsza.
      W takiej sytuacji powinnam uwierzyć w to, że Jezus jest taki sam na wieki, umarł także za nasze choroby i że jak będzie chciał, to sprawa z rakiem dobrze się jednak skończy. A jednak na forum są osoby, które zsiewają wiele wątpliwości, znajome ze SJ też dziwnie się zachowują. Powiedziały, żebym pracowała nad relacją z Jehową, ale nigdy się nie modlą o zdrowie razem. O co w tym chodzi? W dodatku nie wierzą w uzdrowienia w dzisiejszych czasach.
      Ja mam mętlik w głowie, brak mi teraz wiary.
      Odwiedziłam koleżankę w szpitalu, która ma mieć usunięte narządy rodne, bo też wygląda to na raka. Przyszłam tam z tym chrześcijaninem i powiedziałam, że mnie ochrzcił. "A przepraszam, a kto Ci dał do tego prawo?" - powiedziała oburzona. Myślałam, że się ucieszy, a tu takie oburzenie. Przyszliśmy w dobrych zamiarach, Artur chciał nałożyć na nią ręce i pomodlić się o jej zdrowie, ale wywiązała się kłótnia o doktryny i rozstaliśmy się w bardzo przykrej atmosferze.
      Widziałam, jak podniosło się jej ciśnienie, jakby jakiś diabeł w nią wstąpił. Jak dla mnie trochę dziwne, że ujawnił się taki fanatyzm. Napisałam jej sms, że w tej chwili wydaje mi się, że zarówno jej i mi jest potrzebne zdrowie, żeby mieć siły do dalszej służby takiej czy innej, ale ona napisała, żebym przmyślała co było głownym celem Jezusa. Tak, głoszenie, ale czy to jest całość? Mam co do tego wątpliwości po lekcjach Torbena.
      Kiedyś bez tej całej wiedzy i ludzkiego pojmowania Boga i tłumaczenia wszystkiego na ludzki sposób miałam więcej wiary niż teraz
      Wiem, że Bóg jest Bogiem żywych, jakkolwiek to rozumieć, czy jak będę się skupiać na tym, że nie ma uzdrowień bo to tylko na czasy apostolskie było, to wyzdrowieję? Czy da mi to dobre samopoczucie?
      A może rzeczywiście to jest tak jak mówi Torben w lekcji 11, że po prostu chodzi tam o to, że dary ustaną, bo wtedy już będzie z nami Jezus i nie będziemy tego potrzebowali, bo po prostu nie będzie już chorób?
    • Przez Jacek
      Jednym z podstawowych cech religii teistycznych jest wiara w to, że ludzie mogą porozumiewać się z Bogiem lub też innymi istotami.
      Modlitwy te na ogół przyjmują formę monologu wypowiadanego na głos lub w myślach.
      Znane też są przypadki modlitw w formie pisanej.
      Przykładami takich modlitw mogą być listy pisane przez dzieci do wymyślonej przez rodziców postaci tak zwanego Świętego Mikołaja.
      Osoba wypowiadająca modlitwę zazwyczaj wierzy (zakłada hipotetycznie), że modlitwa jest wysłuchiwana przez Boga, człowieka, jakiś przedmiot itp.
      Ludzie mogą modlić się do Boga o różne rzeczy.
      Proszę zapoznajmy się z fragmentem modlitwy - pieśni, szanownego pana Dawida, króla Izraelskiego:
       
      Psalm 58:3-8 (...)Niegodziwcy już od wyjścia z łona są zwyrodnialcami; już od wyjścia z brzucha się błąkają; mówią kłamstwa.   Jad ich niczym jad węża, głuchego jak kobra, która zatyka swe ucho,  która nie będzie słuchać głosu zaklinaczy, chociaż ktoś mądry wiąże zaklęciami.   Boże, wybij zęby w ich ustach. Jehowo, połam szczęki młodych grzywiastych lwów.   Niech się rozpłyną jak w wodach, które odpływają; niech napnie łuk dla swych strzał, gdy runą.   Taki chodzi jak ślimak, który się rozpływa; Tacy nie zobaczą słońca — niczym poroniony płód kobiety.   Chrześcijanie modlą się też do szanownego pana Jezusa:   Jezu mój, przez owe cierpienia, jakie odczuwałeś, gdy przebijano Ci ręce i nogi, proszę Cię, byś przybił do nóg swoich mą wolę, abym tego tylko pragnął, czego Ty sobie życzysz.    Kolejnym przykładem modlitwy może być modlitwa do części ciała szanownego pana Jezusa, na przykład do jego serca:   Serce Jezusa, włócznią przebite, zmiłuj się nad nami.   Kolejnym rodzajem modlitwy jest modlitwa do krzyża:   Święty Krzyżu Jezusa Chrystusa- ulituj się nade mną. Święty Krzyżu Jezusa Chrystusa- bądź moją nadzieją. Święty Krzyżu Jezusa Chrystusa- miej litość nad nami. Święty Krzyżu Jezusa Chrystusa- odwróć ode mnie wszelką broń ostrą. Święty Krzyżu Jezusa Chrystusa- wklej we mnie wszelkie dobro. Święty Krzyżu Jezusa Chrystusa- odwróć ode mnie wszelkie zło.   Osobliwą modlitwą jest modlitwa do gwoździa:   "Relikwia Gwoździa Pańskiego cieszy się w Krakowie bardzo dużym kultem. Od blisko sześciu wieków wierni przychodzą, by ją uczcić, pomodlić się i ucałować relikwiarz - powiedział proboszcz parafii archikatedralnej ks. prałat Zdzisław Sochacki.   Chrześcijanie modlą się też do mamy szanownego pana Jezusa:   Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko, naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych, ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać,   Chrześcijanie modlą się też do różnych zmarłych osób.  Zarówno do zmarłych mężczyzn, na przykład do szanownego pana Pio:   Święty Ojcze Pio, miłośniku Krzyża Chrystusowego, módl się za nami! Święty Ojcze Pio, z miłością noszący Rany Jezusa, wydzielające zapach fiołków, módl się za nami!   Jak i do zmarłych kobiet:   O potężna i sławna Święta Rito, oto u twoich stóp nędzna dusza potrzebująca pomocy, zwraca się do ciebie z nadzieją, że zostanie wysłuchana.    
      Modlą się też do tak zwanych aniołów:
       
      Święty Gabrielu Archaniele, który byłeś zawsze zwiastunem dobrej nowiny, dopomagaj nam do spokojnego przyjmowania wszelkich wieści.  Byśmy nigdy nie ulegali panice,  a zawsze umieli zaufać Bogu, którego łaską jesteśmy umocnieni.  
      Jest jeszcze jeden szczególnie osobliwy rodzaj modlitwy - tak zwana modlitwa w Duchu Świętym - modlitwa, w której osoba w religijnej ekstazie modli się w nieznanym sobie języku.
      Nazwałem tę modlitwę szczególnie osobliwą, dlatego że osoba ją wymawiająca nie rozumie dźwięków, które z siebie wydaje.
      Może ona wierzyć w to, że dźwięki jakie wydaje są jakimś nieznanym językiem, ale jaka jest prawda nie wie.
      Wiara nie jest wiedzą.
      Człowiek też może wydawać z siebie dźwięki przy opróżnianiu się lub po spożyciu tak zwanych pokarmów wiatropędnych, podczas tak zwanego pierdzenia.
      Pomimo, że dźwięki te mogą być słyszalne dla osób postronnych, nie oznacza wcale, że są językiem, a tym bardziej modlitwą.
      Nie wyklucza to jednak takiej możliwości, że człowiek utalentowany w tym kierunku może w ten sposób przekazywać jakieś informacje - w takim przypadku i pierdzenie może być językiem.
       

       
      Przypomniało mi się, że kiedy byłem mały chrześcijańskie dzieci dla zabawy namawiały młodszych od siebie chrześcijan dopiero uczących się mówić do powiedzenia jakiegoś brzydkiego słowa - tak zwanego przekleństwa.
      Nieświadome tego co mówi dziecko powtarzało ku swojej jak i innych chrześcijan uciesze.
      Dziecko się cieszyło, dlatego, że było w centrum uwagii, inni starsi chrześcijanie dlaczego się cieszyli tego nie wiem.
      Mnie tego typu chrześcijańskie zabawy nie bawiły.
       
      Przykład ten jest jednak pouczający bo uświadamia nam, że osoba, która jeżeli nawet wypowiada słowa podsunięte jej przez jakieś istoty, które potrafią to robić, wcale nie musi się modlić.
      Może ona mówić jakieś przekleństwa lub paskudne obleśne treści ku radości istot, które ją do tego podpuściły.
       
      Z powyższych przykładów różnych modlitw możemy wyciągnąć wniosek, że modlić się można do Boga, do postaci z książek religijnych, do przedmiotów, do ludzi zmarłych, czyli to do kogo człowiek się może modlić zależy tylko i wyłącznie od ludzkiej wyobraźni.
      Podobnie jest z treścią modlitw.
      Myślę, że warto się zastanowić, czy wszystkie te modlitwy są właściwe.
      Czy jako ludzie możemy modlić się do kogokolwiek i ocokolwiek.
      W biblii znajdziemy zachętę do tego by nie ustawać w modlitwie, ale też byśmy byli przy tym trzeźwego umysłu oraz bardzo czujni co do modlitw:
       
      Kolosan 4:2  (...)Nie ustawajcie w modlitwie, pozostając w niej czujni (...) 1 Piotra 4:7  (...)Bądźcie zatem trzeźwego umysłu oraz bardzo czujni co do modlitw.  
      Myślę, że to bardzo cenna uwaga i jest bardzo ważne do kogo i o co się modlimy.
      Jeżeli będziemy się modlili do gwoździa, to Bóg biblii, Bóg o imieniu Kanna (Zazdrosny, Zawistny) może poczuć się zazdrosny o gwoździa:
       
      Wyjścia 34:12-14  (...)Strzeż się, byś nie zawarł przymierza z mieszkańcami ziemi, do której idziesz, żeby czasem nie okazało się ono sidłem pośród ciebie. Ale ich ołtarze macie zburzyć, a ich święte słupy macie potrzaskać oraz ich święte pale macie pościnać. Bo nie wolno ci padać na twarz przed innym bogiem, gdyż Jehowa, który ma na imię Zazdrosny, jest Bogiem zazdrosnym(...)   Kwestię zazdrości w życiu chrześcijan omówiłem już tu:   https://watchtower-forum.pl/topic/6394-zazdro%C5%9B%C4%87-chrze%C5%9Bcija%C5%84ska-czu-nie-zaprowadzi-ona-chrze%C5%9Bcijan-do-piek%C5%82a/   i tu:   https://watchtower-forum.pl/topic/1483-czy-jehowa-i-jezus-zazdroszczac-grzesza-i-nie-odziedzicza-krolestwa-bozego/?hl=zazdroszcz%C4%85c   Osoby zainteresowane zgubną rolą zazdrości w życiu chrześcijan serdecznie zapraszam do poważnej dyskusji i szczerych wypowiedzi.   My powróćmy tymczasem do kwestii modlitwy. Według chrześcijańskiego kościoła Spasowców jedynym obowiązkiem kościelnym jest modlitwa do szanownego pana Jezusa. Jest to jedyny akt religiny, który może chrześcijanom zapewnić wybawienie. Nasuwa się jednak pytanie, czy Ojciec szanownego pana Jezusa nie będzie zazdrosny o modlitwy do swego Syna. Temat ten już został poruszony i znajduje się tutaj:   https://watchtower-forum.pl/topic/5140-czy-ludzie-powinni-modli%C4%87-si%C4%99-do-pana-jezusa/?hl=%2Bmodlitwa+%2Bjezusa
       
      Osoby zainteresowane tym tematem serdecznie zapraszam do poważnej dyskusji i szczerych wypowiedzi.
       
      Widzimy, że to do kogo się modlimy jest bardzo ważne.
      Według biblii i innych religijnych ksiąg wszechświat pełen jest zarówno Dobrych jak i Złych potężnych istot.
      Jeżeli będziemy modlić się do tych Złych możemy się spodziewać tego, że jeżeli nawet się będziemy modlili o coś dobrego, możemy otrzymać zło.
      Jeżeli zaś będziemy się modlić do Dobrych istot, to istnieje możliwość, że jeżeli się będziemy się modlili o coś złego, to one przez szacunek do naszej wolej woli mogą nas tym złem obdarować.
      Możemy z tego wyciągnąć wniosek, że nie ważne jest tylko to do kogo, ale i o co i jak się modlimy.
       
      Proszę przypomnijmy sobie radę szanownego pana Jezusa dotyczącą modlitwy:
       
      Mateusza 6:5-8 (...)„Również gdy się modlicie, nie macie być jak obłudnicy; oni bowiem lubią się modlić, stojąc w synagogach i na rogach szerokich ulic, aby ich ludzie widzieli. Zaprawdę wam mówię: W pełni odbierają swą nagrodę. Ty jednak, gdy się modlisz, wejdź do swego pokoju i zamknąwszy drzwi, módl się do twego Ojca, który jest w ukryciu; wtedy Ojciec twój, który się przygląda w ukryciu, odpłaci tobie. A modląc się, nie powtarzajcie wciąż tego samego jak ludzie z narodów, gdyż oni mniemają, że zostaną wysłuchani dzięki używaniu wielu słów. Toteż nie upodabniajcie się do nich, gdyż Bóg, wasz Ojciec, wie, czego potrzebujecie, zanim go w ogóle poprosicie.   W oparciu o tę radę w wczesnochrześcijańskim kościele Cybenaitów nauczali, że w życiu chrześcijanina modlitwa jest zbędna. Uważali, że skoro Bóg wie czego człowiek potrzebuje zanim się poprosi, to lepiej jest zaufać Bogu i zdać się na niego, by w ten sposób uniknąć próśb o to co może być dla człowieka szkodliwe. Myślę, że koncepcja ta jest słuszna, ale tylko w przypadku gdy mamy pewność, że Bóg, do którego się nie modlimy, któremu się oddaliśmy,  jest bardzo dobrym - najlepszym Bogiem i najlepiej wie co dla człowieka jest najlepsze i do tego ma możliwości i chęci pomóc człowiekowi. Tymczasem co do Boga biblii możemy mieć wątpliwości, czy takim Bogiem jest. Nie możemy przecież wykluczyć możliwości, że Bóg biblii, Kanna (Zazdrosny, Zawistny) oraz jego Syn, szanowny pan Jezus będący jego obrazem - to Źli Bogowie. Temat ten poruszyłem tutaj:   https://watchtower-forum.pl/topic/1477-czy-jezus-to-abaddon-i-czy-jehowa-to-demon/   Osoby zainteresowane tym tematem serdecznie zapraszam do poważnej dyskusji i szczerych wypowiedzi.   My tymczasem powróćmy do kwestii modlitwy. Myślę, że idea rezygnacji z modlitwy połączona z całkowitym poddaniem się woli Bożej została omówiona. Przejdźmy teraz do kwestii złych modlitw. Modlitw, których wysłuchanie może być dla nas szkodliwe.   Szanowny pan Jezus podał ludziom przykład o co się powinni modlić. Proszę przeanalizujmy jeden ale bardzo istotny element tej modlitwy:   Mateusza 6:9, 10  (...)„Macie więc modlić się w ten sposób: „‚Nasz Ojcze w niebiosach, niech będzie uświęcone twoje imię. Niech przyjdzie twoje królestwo. Niech się dzieje twoja wola, jak w niebie, tak i na ziemi.(...)   Modlitwa ta skupia się na tym, by na ziemi zapanowało królestwo Boże i by wola Boga działa się tak w niebie jak i na ziemi. Mało kto jednak pamięta, że Królestwo Boże już na ziemi istniało, Bóg nim rządził według swojej woli, a życie w tym królestwie było nieustannym pasmem okrutnych wojen. Okresy pokoju pojawiały się tylko po to by kobiety mogły urodzić nowych żołnierzy dla armii Boga. Historię powstania tego królestwa i tego jak się w nim żyło opisałem tutaj:   https://watchtower-forum.pl/topic/6253-kr%C3%B3lestwo-bo%C5%BCe-na-ziemi-%E2%80%93-krwawa-historia-w-dziejach-izraela/   Osoby zainteresowane Królestwem Bożym serdecznie zapraszam do poważnej dyskusji i szczerych wypowiedzi.   My tymczasem powróćmy myślami do kwestii modlitwy. Poznaliśmy już przykład modlitwy zgodnej z wolą Boga. Możemy modlić się o coś przeciwnego, o coś niezgodnego z wolą Boga. Przykładem takiej modlitwy, może być modlitwa szanownego pana Jezusa. Proszę przypomnijmy ją sobie:   Mateusza 26:39,42,44 
      A odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz, modląc się i mówiąc: `Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech ten kielich oddali się ode mnie. Jednakże nie jak ja chcę, ale jak ty chcesz'. (...)
      Znowu, po raz drugi, odszedł i modlił się, mówiąc: `Ojcze mój, jeśli nie jest możliwe, żeby się oddalił, lecz mam go wypić, niech się stanie twoja wola'(...)
      Zostawiwszy ich więc, znowu odszedł i modlił się po raz trzeci, wypowiadając jeszcze raz to samo słowo.    Kwestia możliwych skutków tej modlitwy została omówiona tutaj:   https://watchtower-forum.pl/topic/1478-jezus-chrystus-czy-w-obliczu-proby-nie-zaparl-sie-swoich-nauk/?hl=%20jezus%20%20zapar%C5%82   A innej woli, różnej od woli Boga Ojca została omówiona tutaj:   https://watchtower-forum.pl/topic/5061-czy-pan-jezus-mia%C5%82-woln%C4%85-wol%C4%99-r%C3%B3%C5%BCn%C4%85-od-woli-pana-boga-ojca/   Osoby zainteresowane tymi tematami serdecznie zapraszam do poważnej dyskusji i szczerych wypowiedzi.   My tymczasem powróćmy myślami do kwestii modlitw. Mogą być one zgodne z wolą Boga, lub przeciwne jego woli. Niezależnie od tego jakie one są mogą one być dla nas dobre lub szkodliwe, a ich wysłuchanie zależy tylko od decyzji Boga. Nasuwa się pytanie, czy istnieje jakiś sposób by nasze modlitwy były dobre? Wśród chrześcijan rozwinęła się koncepcja biernej modlitwy związanej z podporządkowaniem się duchowi Bożemu, który podpowiada człowiekowi o co powinien się modlić.   Rzymian 8:26 Podobnie i duch przychodzi z pomocą naszej słabości; bo tego, o co powinniśmy się modlić, jak trzeba, nie wiemy, lecz sam duch ujmuje się za nami nie wypowiedzianymi westchnieniami.   Być może przykładem takiej postawy była postawa szanownego pana Dawida, o który napisano w biblii:   2 Samuela 23:1, 2 A oto ostatnie słowa Dawida: „Wypowiedź Dawida, syna Jessego, i wypowiedź krzepkiego męża wyniesionego wysoko, pomazańca Boga Jakubowego i miłego z pieśni izraelskich.   Mówił przeze mnie duch Jehowy i Jego słowo było na moim języku.   A przykładem takiej modlitwy, w której przewodnią rolę przejmuje duch może być zacytowana już wcześniej modlitwa złorzeczna:   Psalm 58:3-8  (...)Niegodziwcy już od wyjścia z łona są zwyrodnialcami; już od wyjścia z brzucha się błąkają; mówią kłamstwa.   Jad ich niczym jad węża, głuchego jak kobra, która zatyka swe ucho,  która nie będzie słuchać głosu zaklinaczy, chociaż ktoś mądry wiąże zaklęciami.   Boże, wybij zęby w ich ustach.  Jehowo, połam szczęki młodych grzywiastych lwów.   Niech się rozpłyną jak w wodach, które odpływają; niech napnie łuk dla swych strzał, gdy runą.   Taki chodzi jak ślimak, który się rozpływa;  Tacy nie zobaczą słońca — niczym poroniony płód kobiety.   Modlitwa ta mogła być wzorem dla pradawnych Izraelitów i kiedy ją czytali lub też śpiewali, odprawiali modlitwę do Boga, ale dla chrześcijan może ona być zgubna. Chrześcijanie, którzy grzeszą nie tylko czynem, ale również słowem i myślą mają obowiązek kochać nieprzyjaciół i modlić się za nich:   Mateusza 5:43, 44 „Słyszeliście, że powiedziano: ‚Masz miłować swego bliźniego i nienawidzić swego nieprzyjaciela’. Ja jednak wam mówię: Miłujcie swych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują,   Możemy wyciągnąć z tego wniosek, że modlitwa szanownego pana Jezusa jest dla chrześcijan wzorem jak nie powinni się modlić.
      Warto tu dodać, że podobne pułapki mogą czekać na chrześcijan, którzu zaufali duchowi i pozwolili mu by kierował ich modlitwami, co na chrześcijan, którzy zaniechali modlitw, oddając swoje życie Bogu.
      Jeżeli bowiem Bóg i jego Syn mogą należeć do Złych istot, podonie może być z duchem od nich zależnym.
       
      Myślę, że dotychczasowe nasze rozważania pomogły nam zrozumieć, że chociaż modlić się każdy może, jeden możę robić to lepiej drugi gorzej, to bardzo wiele zależy do kogo i o co się modlimy.
      Kolejną kwestią jest to czy każda modlitwa jest wysłuchiwana przez Boga.
      Czy mogą być modlitwy, których Bóg nie wysłuchuje.
       
      Myślę, że dobrym przykładem niewysłuchanych modlitw, jest zbiorowa modlitwa jaka odbyła się w Asyżu 12 dnia, 12 miesiąca, - 8 roku ery Yumi.
      Głównym gospodarzem tej modlitwy był szanowny pan Jan Paweł 2.
      Reprezentanci różnych religii z całego świata zebrali się, by wspólnie zanosić modlitwy o pokój. Oprócz wspólnych modlitw padło też wiele deklaracji:   „Nigdy więcej nienawiści! Nigdy więcej wojny! Nigdy więcej terroryzmu! Niech każda religia w imię Boga obdarzy ziemię sprawiedliwością i pokojem, przebaczeniem i życiem, miłością!” (Jan Paweł 2). „W tej historycznej chwili ludzkość powinna zobaczyć gesty pokoju i usłyszeć słowa nadziei” (kardynał François Xavier Nguyên Van Thuân). Bóg „nie jest Bogiem wojny i konfliktów, lecz Bogiem pokoju” (patriarcha ekumeniczny Konstantynopola Bartłomiej I). „Różnice religijne nie powinny prowadzić do ignorowania ani, co gorsza, nienawidzenia tych, którzy są inni” (dr Setri Nyomi, Światowy Alians Kościołów Reformowanych). „Sprawiedliwość i miłość braterska to dwa nieodzowne filary prawdziwego pokoju wśród ludzi” (wódz Amadou Gasseto, reprezentant tradycyjnych religii afrykańskich). „Tylko pokój jest święty, nigdy wojna!” (Andrea Riccardi, Kościół katolicki). Zobowiązujemy się wychowywać ludzi we wzajemnym szacunku i uznaniu” (Bhai Sahibji Mohinder Singh, przedstawiciel sikhów). „Pokój bez sprawiedliwości nie jest prawdziwym pokojem” (Trimithus Vasilios, biskup prawosławny)...   Czy modlitwy te zostały wysłuchane? Dobrze wiemy, że nie. Na świecie nieustannie przybywa ognisk zapalnych. Według danych statystycznych tylko w trzech państwach zaatakowanych przez USA zginęło ponad milion osób:   "W ciągu 12 lat działań bojowych Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie zabito tam 1 milion 300 tysięcy osób. To liczba ofiar tylko z trzech państw – Iraku, Afganistanu i Pakistanu – głosi raport międzynarodowej organizacji Physicians For Social Responsibility."   Proszę zwróćmy szczególną uwagę na słowa szanownego pana Bartłomieja 1:   Bóg „nie jest Bogiem wojny i konfliktów, lecz Bogiem pokoju”   Zastanawia mnie kwestia, czy ten pan nie zna Boga biblii, czy też tylko zwodził on wraz z wszystkimi chrześcijanami (którzy byli gospodarzami stanowiącymi większość tej inicjatywy modlitewnej), wyznawców innych religii. Przecież Bóg biblii to wojownik:   Wyjścia 15:3  Jehowa jest wojownikiem. Jehowa to jego imię. Psalm 24:8  „Któż jest tym chwalebnym Królem?” „Jehowa, silny i potężny, Jehowa, potężny w boju”. Izajasza 42:13 Jehowa wyruszy jak mocarz. Rozbudzi gorliwość jak wojownik. Zakrzyknie, wzniesie okrzyk wojenny; okaże się potężniejszy od swych nieprzyjaciół.   Kwestię roli wojny w życiu Boga biblii omówiłem tutaj:   https://watchtower-forum.pl/topic/6492-b%C3%B3g-bibli-koranu-b%C3%B3g-wojny/   Kwestię zwodniczej działalności chrześcijan omówiłem tutaj:   https://watchtower-forum.pl/topic/6485-szanowny-pan-jezus-i-przypowie%C5%9Bci-ukryta-prawda/   https://watchtower-forum.pl/topic/5333-czy-pan-jezus-zwi%C3%B3d%C5%82-ludzi-po-to-by-zatraci%C4%87-ich-w-piekle/   Osoby zainteresowane zwodniczą misją chrześcijaństwa serdecznie zapraszam do poważnej dyskusji i szczerych wypowiedzi.   My tymczasem powróćmy do naszych rozmyślań dotyczących modlitw. Stwierdziliśmy już, że bardzo ważne może być to do kogo się modlimy i o co. Możemy się na przykład modlić do Boga wojny o pokój, ale możemy tym mu się narazić i zamiast pokoju, może on na nas zesłać wojnę. Jeżeli jesteśmy zwolennikami pokoju, to Bóg wojny jeżeli zechce nas pozyskać do swoich celów, może przeobrażać się w zwolennika pokoju. Wmawiać nam, że to co robi, robi dla naszego dobra, byśmy mogli zamieszkać w pokoju, ale podstępnie będzie chciał nas uwikłać w wojnę.   Myślę, że dobrym zakończeniem naszych rozważań a zarazem zachętą do dalszej dyskusji będzie rada zanotowana w biblii, która ostrzega nas przed brakiem doświadczenia i rozumu:   Przysłów 1:22-33  (...)„Jak długo wy, niedoświadczeni, będziecie miłować brak doświadczenia, a wy, szydercy, jak długo będziecie pragnąć dla siebie tego, co jest jawnym szyderstwem, a wy, nierozumni, jak długo będziecie nienawidzić poznania? Zawróćcie na moje upomnienie. Wtedy sprawię, że tryśnie ku wam mój duch; dam wam poznać moje słowa. Ponieważ zawołałam, lecz wy się wzbraniacie, wyciągnęłam rękę, lecz nikt nie zwraca uwagi i lekceważycie wszelką moją radę, i nie przyjęliście mego upomnienia, więc i ja będę się śmiać z waszego nieszczęścia, będę drwić, gdy przyjdzie wasza trwoga, gdy wasza trwoga przyjdzie niczym burza, a wasze nieszczęście nadciągnie jak wicher, gdy spadnie na was udręka i niedola. Wtedy będą mnie wzywać, lecz ja nie odpowiem; będą mnie szukać, lecz mnie nie znajdą, gdyż nienawidzili poznania i nie wybrali bojaźni przed Jehową. Nie usłuchali mojej rady; wzgardzili wszelkim moim upomnieniem. Dlatego będą spożywać owoc swej drogi i nasycą się własnymi radami. Bo niedoświadczonych zabije ich odszczepieństwo, a nierozumnych zniszczy ich niefrasobliwość. Kto zaś mnie słucha, będzie mieszkał bezpiecznie i nie będzie go trapił strach przed nieszczęściem”.   Jeżeli macie na to ochotę, to proszę napiszcie co o tym wszystkim myślicie? Jaką rolę modlitwa odgrywa w waszym życiu? Do kogo i o co się modlicie    
    • Przez agent terenowy
      Każdy z nas ma sąsiada. Pewnie któryś z sąsiadów ma dzieci.
      Ale przejdę do sedna.
      Wyobraź sobie, że synek sąsiada puka ci do drzwi i mowi: Tato, kup mi czekoladę.
      A ty na to(niech zgadne): A co ja cię w dowodzie mam? Wracaj do swojego taty i d... mi nie zawracaj.
      A teraz wyobraź sobie, że miliony ludzi woła do kogoś: Tato, mimo że nie uważają sie za jego dzieci.
      Miliony wołają: Ojcze, Ojcze Jehowo, mimo że nie uważają się za jego dzieci. Że dzieci Boga to tylko kilka tysięcy ludzi, a reszta to "okruchy spod stołu, jak te pieski"(takie porownanie słyszałem na zebraniu).
      Jak to jest, że ktoś kto nie jest dzieckiem Bożym woła Boga: Ojcze?
      Jak to jest, że modlitwy na zebraniach zanosi się "za pośrednictwem Jezusa", skoro nie jest on pośrednikiem dla większości świadków?
      Jako że: "jest pośrednikiem tylko dla pomazańców"(strażnica rok CI - 1980, nr 2, str. 24)?
      Czy ktoś nie będący dzieckiem Bożym, a wołającym go: Ojcze, nie zachowuje się jak dziecko, które mówi do sąsiada: tato?
      Nie wspominając o tym, że są dwa rodzaje dzieci: Boże, i dzieci Sąsiada(wiadomo kogo)...
      A ty, czyim dzieckiem jesteś?
    • Przez Jacek
      Jednym z zakazów zawartych w prawie danym przez pana Boga izraelitom był zakaz kontaktu z umarłymi, który bywa nazywany spirytyzmem.
      W publikacji Świadków Jehowy można przeczytać:
       
      SPIRYTYZM Doktryna, której podstawą jest wiara w to, że duchy zmarłych ludzi dalej żyją po śmierci ciała i że mogą się kontaktować z żywymi, zwłaszcza za pośrednictwem medium — osoby szczególnie podatnej na ich wpływ; jedna z form okultyzmu.   Proszę przypomnijmy sobie to prawo:   Powtórzonego Prawa 18:9-13 „(...)„Gdy wejdziesz do ziemi, którą ci daje Jehowa, twój Bóg, nie wolno ci uczyć się postępowania według obrzydliwości tych narodów. Niech się nie znajdzie u ciebie nikt, kto swego syna lub swą córkę przeprowadza przez ogień, nikt, kto wróży, kto uprawia magię, ani nikt, kto wypatruje znaków wróżebnych, ani czarnoksiężnik, ani ten, kto zaklina drugich, ani nikt, kto zasięga rady u medium spirytystycznego, ani trudniący się przepowiadaniem wydarzeń, ani nikt, kto się wypytuje umarłego. Bo każdy, kto to czyni, jest obrzydliwością dla Jehowy i z powodu tych obrzydliwości Jehowa, twój Bóg, wypędza ich przed tobą. Masz się okazać nienaganny wobec Jehowy, swego Boga.”   O szkodliwości uprawianiu spirytyzmu można przeczytać w listach przypisywanych panu Pawłowi:   Galatów 5:19-21 „(...)Jawne zaś są uczynki ciała, a są nimi: rozpusta, nieczystość, rozpasanie, bałwochwalstwo, uprawianie spirytyzmu, nieprzyjaźnie, waśń, zazdrość, napady gniewu, swary, rozdźwięki, sekty, zawiści, pijatyki, hulanki i tym podobne rzeczy. Co do nich przestrzegam was, jak już was przestrzegłem, że ci, którzy się czegoś takiego dopuszczają, nie odziedziczą królestwa Bożego.”  
      Proszę przejdźmy teraz myślami do pana Jezusa.
      Przedstawię teraz główne hipotezy (wierzenia) dotyczące osoby pana Jezusa.
       
      1. Pan Jezus jest Bogiem, praprzyczyną wszelkiego istnienia.
      Pan Bóg wcielił się w postać pana Jezusa i narodził się na ziemi.
      W tym przypadku w wierzeniach występuję dwa podstawowe warianty.
      - Pan Bóg istniał w dwóch postaciach, jako Bóg w Niebie i pan Jezus na ziemi.
      - Pan Bóg powierzył władzę w Niebie komuś zaufanemu i istniał tylko jako pan Jezus na ziemi.
       
      2. Pan Jezus był Bóstwem zależnym od Boga Ojca.
      Istnieje kilka wariantów w tej opcji.
      - Pan Jezus był Bóstwem od momentu narodzin.
      - Pan Jezus stał się Bóstwem w momencie natchnienia mocą Bożą, w którymś okresie swego życia.
       
      3. Pan Jezus był tylko człowiekiem, a za Bóstwo czy też Boga został uznany tylko przez swoich fanów, coś na wzór pana Moreno Apatzingana:
       
      "Za życia był przywódcą przestępczej organizacji odpowiedzialnej za wiele wyjątkowo bestialskich zabójstw. Po śmierci zaczął być czczony jako święty... Jest wrze­sień 2006 roku. W nocnym klubie Sol y Som­bra w miejscowości Uru­apan gangsterzy zabijają kilka osób, a ich obcięte głowy rzucają na parkiet. Potem uciekają z lokalu, zostawiając notatkę: "La Falmilia nie zabija dla pieniędzy, nie zabija kobiet, nie zabija niewinnych ludzi – tylko tych, którzy zasługują na śmierć. Wszyscy powinni wiedzieć: to jest boska sprawiedliwość"...."
       
      Pan Jezus Bóstwem został uznany przez Pana Boga po śmierci w nagrodę za swoje zasługi podczas życia jako człowiek.
       
      4. Pana Jezusa nie było, a jego legenda powstała w oparciu o postać wymyśloną, na przykład bohatera literackiego, coś na wzór tego co się dzieje dziś w Sandomierzu:
       
      Śladami Ojca Mateusza Osoby przyjeżdżające do Sandomierza mogą również zwiedzać miasto trasą, na której znalazły się miejsca związane z kręconym tutaj telewizyjnym serialem „Ojciec Mateusz”. Trasa „Na tropie Ojca Mateusza" jest przeznaczona przede wszystkim dla grup zorganizowanych. Przez cztery godziny turyści zwiedzają: XIV - wieczną Bramę Opatowską, Podziemną Trasę Turystyczną – gdzie podczas zwiedzania można spotkać ducha Haliny Krępnianki, XIII w. bohaterki Sandomierza, Rynek Starego Miasta, Bazylikę Katedralną i jedno z muzeów. Na szlaku przewodnik zatrzymuje się przy budynkach, które „zagrały” w serialu i opowiada o nich.  Dla wszystkich, którzy chcą indywidualnie szukać śladów „Ojca Mateusza” sandomierski magistrat przygotował foldery z krótkim opisem obiektów oraz planem miasta, na którym zaznaczone są miejsca wykorzystane na potrzeby serialu.       W pierwszym przypadku, to znaczy przy założeniu, że pan Jezus jest Bogiem modlitwa do niego jest w pełni uzasadniona i nie podpada pod formę spirytyzmu. W drugim przypadku, to znaczy, że pan Jezus był tylko Bóstwem, które przez jakiś czas był człowiekiem, a potem umarło lub też uległo przemienieniu modlitwa do niego wydaje się nie na miejscu i może wzbudzić zazdrość pana Boga Ojca. Również analizując nauki pana Jezusa można dojść do wniosku, że powinniśmy modlić się tylko do pana Boga Ojca:   Łukasza 11:1, 2 „(...)Będąc kiedyś w pewnym miejscu, modlił się, a gdy skończył, jeden z jego uczniów rzekł do niego: „Panie, naucz nas się modlić, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów”. Wtedy powiedział do nich: „Kiedy się modlicie, mówcie: ‚Ojcze, niech będzie uświęcone twoje imię. Niech przyjdzie twoje królestwo.” Mateusza 6:5-13 „„Również gdy się modlicie, nie macie być jak obłudnicy; oni bowiem lubią się modlić, stojąc w synagogach i na rogach szerokich ulic, aby ich ludzie widzieli. Zaprawdę wam mówię: W pełni odbierają swą nagrodę. Ty jednak, gdy się modlisz, wejdź do swego pokoju i zamknąwszy drzwi, módl się do twego Ojca, który jest w ukryciu; wtedy Ojciec twój, który się przygląda w ukryciu, odpłaci tobie. A modląc się, nie powtarzajcie wciąż tego samego jak ludzie z narodów, gdyż oni mniemają, że zostaną wysłuchani dzięki używaniu wielu słów. Toteż nie upodabniajcie się do nich, gdyż Bóg, wasz Ojciec, wie, czego potrzebujecie, zanim go w ogóle poprosicie. „Macie więc modlić się w ten sposób: „‚Nasz Ojcze w niebiosach, niech będzie uświęcone twoje imię. Niech przyjdzie twoje królestwo. Niech się dzieje twoja wola, jak w niebie, tak i na ziemi. Daj nam dzisiaj naszego chleba na ten dzień; i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczyliśmy winnym wobec nas. I nie wystawiaj nas na pokusę, ale nas wyzwól od niegodziwca’.”   Wskazówki te wydają mi się czytelne i precyzyjne i nie widzę w nich możliwości modlitwy do pana Jezusa, a w przypadku, gdy pan Jezus żył na ziemie jako człowiek i umarł, to modlitwę do jego osoby można by podciągnąć pod formę spirytyzmu.
       
      Co o tym myślicie?
      Czy według Was chrześcijanie powinni modlić się do pana Jezusa, czy też nie?
       
       
       
    • Przez gambit
      Świadkowie Jehowy modlą się do Boga Jehowy, poprzez wstawiennictwo Jezusa Chrystusa. Zanoszenie modlitw innymi sposobami traktują, jako niewłaściwe, jako nieważne a co gorsze, mogą być potraktowane jako grzech.
      Ja 14:6 Jezus rzekł mu: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze mnie.
      Tymczasem inni ignorują powyższą zasadę, i zanoszą niektóre modlitwy do Boga, przez tak zwane "świętych obcowanie". Nie chodzi tu o komunię między żyjącymi, ale o prośby zanoszone do zmarłych, których obwołano świętymi. Ich wstawiennictwo za żyjących lub oczyszczających się w czyśćcu, ma rzekomo mieć bardziej skuteczny wpływ na spełnienie prośby przez Boga. Jakie macie w tej kwestii zdanie?
      Pomińmy treść modlitw, a skupmy się jedynie na wymienionym problemie.
  • Popularny

  • Kto obchodzi dziś urodziny

    Nikt dziś nie obchodzi urodzin.
  • Wpisy bloga