Promowane odpowiedzi

antykierat    1044
3 godziny temu, Lila napisał:

Nie martw się o jego pieniądze. Przez te lata sporo na Tobie zaoszczędził, więc nic mu się nie stanie.

A przepisy są po to by regulować takie sytuacje. Tu nie ma mowy o zwolnieniach grupowych, tylko o zwolnieniu indywidualnym. W przypadku małych firm to też może być regulowane przepisami Prawa Pracy, ale już wypadłam z obiegu. W przypadku zwolnienia z przyczyn pracodawcy nie ma czegoś takiego jak jego specjalne wytyczne. Są tysiące spraw sądowych na tym tle i Prawo Pracy reguluje to wyjątkowo dokładnie.

Moim zdaniem nie powinnaś się z nim układać w żaden szczególny sposób i nie powinnaś zwalniać się sama.

Po ludzku mu powiedz, że na spokojnie przeanalizowałaś swoją sytuację finansowo-zdrowotną, że skończyła Ci się kasa, a jesteś w takim stanie, że nadal musisz się leczyć i dlatego starasz się o świadczenie rehabilitacyjne i że nie wiesz ile ono potrwa - to tak na wypadek, gdyby jednak deklarował, że na Ciebie poczeka...

To dla niego też najlepszy i bezkosztowy wariant, żebyś szła na świadczenie, a on rozwiąże umowę bez żadnych ceregieli. Przy czym finał dla Ciebie jest o niebo lepszy, bo masz nadal ubezpieczenie i możliwe, że dostaniesz 90% swojej pensji na świadczeniu.

Uważam, że Lila dobrze Ci radzi. Lepiej się zabezpieczyć jak nie czujesz się najlepiej, a nie zwalniać się i nawet nie mieć prawa do zasiłku. Na dobrą sprawę, jak wrócisz ze zwolnienia do pracy, w którymkolwiek momencie, możesz pracować i jak szef zechce Cię zwolnić to musi wypłacić  3 miesięczną odprawę, jeżeli zatrudnia ponad 20 osób na umowy o pracę i jeżeli pracowałaś tam ponad 8 lat. Odprawa również przysługuje przy zwolnieniu za porozumieniem stron ale ja na twoim miejscu nie zwalniałbym się sam.

  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, antykierat napisał:

Uważam, że Lila dobrze Ci radzi. Lepiej się zabezpieczyć jak nie czujesz się najlepiej, a nie zwalniać się i nawet nie mieć prawa do zasiłku. Na dobrą sprawę, jak wrócisz ze zwolnienia do pracy, w którymkolwiek momencie, możesz pracować i jak szef zechce Cię zwolnić to musi wypłacić  3 miesięczną odprawę, jeżeli zatrudnia ponad 20 osób na umowy o pracę i jeżeli pracowałaś tam ponad 8 lat. Odprawa również przysługuje przy zwolnieniu za porozumieniem stron ale ja na twoim miejscu nie zwalniałbym się sam.

No właśnie on zatrudnia tylko 3 osoby, nie dwadzieścia

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zresztą, wiecie co.

Myślę o tym co pisze Lila, ale jak mam być szczera, to:

Chce się od tego człowieka uwolnić nawet idąc na ustępstwa i układy.

Pomyślałam żeby wziął że to z winy pracodawcy ale nie musi mi wyplacac odprawy.

Najważniejsze abym nie musiała już wracać do pracy.

To by mnie zabiło.

Mam świadomość że może mi kazać pracować zgodnie z wypowiedzeniem 3 miesięcznym.

Więc dla mnie wogóle super jest że może być to rozwiązanie za porozumieniem.

A wiecie, nie chce też iść po całości i mówić mu o moich planach odejścia.

Myślę że trochę go chronie, trochę siebie.

Nie potrzebuje tego stresu, a ten kaliber chce zachować na koniec jakby robił mi problemy.

Mój cel, uwolnić się od mieszkania i pracy. A od świadków to będzie już wtedy formalność.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Więc proszę nie proponujcie mi że mogę wrócić do pracy i czekać aż on mnie zwolni i da odprawę.

Ja nie dam tak rady.

Jestem silna, zawsze byłam, ale przeholowalam z ilością czasu spędzonego w chronicznym stresie udając kogoś kim nie jestem i tymczasowo moja siła jest mniejsza.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
antykierat    1044
2 godziny temu, wyratowana1983 napisał:

Więc proszę nie proponujcie mi że mogę wrócić do pracy i czekać aż on mnie zwolni i da odprawę.

Ja nie dam tak rady.

Jestem silna, zawsze byłam, ale przeholowalam z ilością czasu spędzonego w chronicznym stresie udając kogoś kim nie jestem i tymczasowo moja siła jest mniejsza.

Zrobisz jak będziesz uważała. Staramy się pomóc Tobie. Jaką opcję wybierzesz to trzymam kciuki ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242

a ja (jak rabin z anegdoty) "dobrze Tobie radzę, Ty rób co uważasz..."

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
13 godzin temu, wyratowana1983 napisał:

Mam dziś chyba gorszy dzień....

stwierdzam u siebie syndrom Sztokcholmski...

(...) 

czytam ogłoszenia o pracę z lękiem że żadnej nie podołam.... ewidentnie gorszy dzień.... może dziś powinnam właśnie odpuścić zbytnie myślenie, tylko co ze sobą zrobić, jak mam cały dzień wolny... ech

 (...)

No ewidentnie. :D

Sama pisałaś, że wkład i Twoje zaangażowanie w działalność dotychczasowej firmy był większy niż przewidywała to umowa i wynagrodzenie – a radziłaś sobie świetnie. Więc...???? HELOŁ!!!- jak mówią celebryci ;) 

Z pracą, która będzie na „normalnych zasadach” poradzisz sobie z palcem w nosie - w takim razie. :) 

Najważniejsze żebyś sobie ciągle uwiadamiała, że Twoje "obawy" to są Lęki i są produktem Twojej schorowanej (obecnie) „wyobraźni”.

Twoje obawy/lęki nie odzwierciedlają "rzeczywistego obrazu świata", tzn. : Twoich umiejętności , możliwości etc. tylko ich odbicie w skrzywionym przez depresję lustrze. "Stań obok Swoich obaw", przyjrzyj im się,  powtarzając sobie właśnie to.

Przecież gdzieś tam doskonale wiesz, że tak właśnie jest - 14 lat pracowałaś i było więcej niż o.k. -  a to DOWÓD, że dasz radę i to doskonale w każdej innej pracy.. Tak właśnie przecież działa nerwica wymieszana z depresją: mówi, ze wszystko się nie uda, że wszędzie wyrośnie tysiąc przeciwności, którym nie podołasz itd.  Deformuje rzeczywistość tak, że jest przerażająca i przytłaczająca. Na tym ta choroba polega ( między innymi ;) niestety) 

  Jak się ma „gorszy dzień” to należy sobie uświadamiać coś w stylu: Matko jak ja dzisiaj „czarno wszystko widzę”,  kurde, jakich durnych rzeczy się boję - całe szczęście, że to tak nie wygląda naprawdę.  Moje „uczucia” są prawdziwe lecz nie odzwierciedlają rzeczywistości  tylko ją fałszują.  W związku z tym dzisiaj nie jest dzień na robienie planów i analizę przyszłości. Dzisiaj jest dzień na spacer, lody, książkę  itd. Jak mi jutro przejdzie to  wtedy pomyślę/ zabiorę się za to co jest dla mnie trudne.

Ja robiłam jakoś w skrócie tak  będąc w takim stanie: ooo... co my tu mamy? Płaczemy tak sobie nad wszystkim? Tak bezbrzeżnie Ci smutno Kaśka dzisiaj? Płaczesz k*rwa na reklamie "Kinder bueno"?  Dobra -  no...co kto lubi. Fajnie, że wiem że to od czapy. To plus. Ok. to widocznie nie mój dzień. Jutro pomyślę na "te tematy" jeszcze raz. Teraz lepiej coś ciekawego  poczytam. 

Uświadamianie sobie na bieżąco mechanizmu działania tej choroby, to  potężny krok  do nauki nabierania do niej trzeźwego dystansu. (Zwłaszcza, że przecież wiesz że ma podłoże neurologiczne).Jak już się ten dystans osiągnie to i dużo  łatwiej z nią żyć i łatwiej  i szybciej z niej wyjść - takie tym razem pozytywne "perpetum mobile" (W przypadku nerwic i depresji oczywiście).

Edytowane przez normalnieodjazd
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
41 minut temu, normalnieodjazd napisał:

No ewidentnie. :D

Sama pisałaś, że wkład i Twoje zaangażowanie w działalność dotychczasowej firmy był większy niż przewidywała to umowa i wynagrodzenie – a radziłaś sobie świetnie. Więc...???? HELOŁ!!!- jak mówią celebryci ;) 

Z pracą, która będzie na „normalnych zasadach” poradzisz sobie z palcem w nosie - w takim razie. :) 

Najważniejsze żebyś sobie ciągle uwiadamiała, że Twoje "obawy" to są Lęki i są produktem Twojej schorowanej (obecnie) „wyobraźni”.

Twoje obawy/lęki nie odzwierciedlają "rzeczywistego obrazu świata", tzn. : Twoich umiejętności , możliwości etc. tylko ich odbicie w skrzywionym przez depresję lustrze. "Stań obok Swoich obaw", przyjrzyj im się,  powtarzając sobie właśnie to.

Przecież gdzieś tam doskonale wiesz, że tak właśnie jest - 14 lat pracowałaś i było więcej niż o.k. -  a to DOWÓD, że dasz radę i to doskonale w każdej innej pracy.. Tak właśnie przecież działa nerwica wymieszana z depresją: mówi, ze wszystko się nie uda, że wszędzie wyrośnie tysiąc przeciwności, którym nie podołasz itd.  Deformuje rzeczywistość tak, że jest przerażająca i przytłaczająca. Na tym ta choroba polega ( między innymi ;) niestety) 

  Jak się ma „gorszy dzień” to należy sobie uświadamiać coś w stylu: Matko jak ja dzisiaj „czarno wszystko widzę”,  kurde, jakich durnych rzeczy się boję - całe szczęście, że to tak nie wygląda naprawdę.  Moje „uczucia” są prawdziwe lecz nie odzwierciedlają rzeczywistości  tylko ją fałszują.  W związku z tym dzisiaj nie jest dzień na robienie planów i analizę przyszłości. Dzisiaj jest dzień na spacer, lody, książkę  itd. Jak mi jutro przejdzie to  wtedy pomyślę/ zabiorę się za to co jest dla mnie trudne.

Ja robiłam jakoś w skrócie tak  będąc w takim stanie: ooo... co my tu mamy? Płaczemy tak sobie nad wszystkim? Tak bezbrzeżnie Ci smutno Kaśka dzisiaj? Płaczesz k*rwa na reklamie "Kinder bueno"?  Dobra -  no...co kto lubi. Fajnie, że wiem że to od czapy. To plus. Ok. to widocznie nie mój dzień. Jutro pomyślę na "te tematy" jeszcze raz. Teraz lepiej coś ciekawego  poczytam. 

Uświadamianie sobie na bieżąco mechanizmu działania tej choroby, to  potężny krok  do nauki nabierania do niej trzeźwego dystansu. (Zwłaszcza, że przecież wiesz że ma podłoże neurologiczne).Jak już się ten dystans osiągnie to i dużo  łatwiej z nią żyć i łatwiej  i szybciej z niej wyjść - takie tym razem pozytywne "perpetum mobile" (W przypadku nerwic i depresji oczywiście).

Dziekuję Kasia

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
4 godziny temu, wyratowana1983 napisał:

Więc proszę nie proponujcie mi że mogę wrócić do pracy i czekać aż on mnie zwolni i da odprawę.

Ja nie dam tak rady.

(...) 

Tak jak czytam to chyba nikt Ci tego nie proponował.

Chyba Wszyscy ogarniają, że tak nie dasz rady.

Była mowa o możliwości uzyskania zasiłku rehabilitacyjnego oraz racjonalne instrukcje jak to zrobić.  W takim wypadku nie wracasz do pracy przecież. 

edit:  ok. była taka propozycja. ;) 

Edytowane przez normalnieodjazd

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
yogiii    5547
Dnia 05/07/2017 o 11:46, wyratowana1983 napisał:

ale w głowie przez wszystkie lata wyryło się... ze swiat jest zły, że ludzie są źli, że armagedon.... i mimo, że na logikę myslę że to bajka, to czasem wraca... "a jesli oni mają rację"

Cześć. Bo to taka, swego rodzaju, paternifikacja która lubi rozpoznawać sensowne wzorce w nic nieznaczącym szumie. Powiedzie Ci się gorzej w życiu = "to musi być jakiś znak", powiedzie Ci się lepiej w życiu = "to musi być jakiś znak", wszystko w lustrzanym odbiciu świata świadków Jehowy. Rozpoznawalność zależy od stopnia uzależnienia, a każde uzależnienie kończy się bólem. 

Co do rozwiązywania tych łamigłówek umysłowych, które męczą nas tym krótkim pytaniem "a może jednak?", to załóżmy że wierzę w płaską ziemię, NASA nas okłamuje (wszystkie filmiki to montaż a ziemia jest płaska) a fizyka to dzieło Szatana żeby nas manipulować. Nieważne czy to prawda czy nie. Najprostsze pytanie - jak ta wiedza pomaga mi w życiu codziennym? Jak to że wkładam w to dużo energii i poświęcam się czytaniu tego wszystkiego - pomaga mi dbać o rodzinę? Finansowo? Czy spędzam więcej czasu z rodziną dzięki temu? Czy zdobyłem lepszą pracę dzięki temu? Czy jestem obecny w rozmowie z kimś i interesuje się co ktoś ma do powiedzenia czy zaczynam jojczyć o płaskiej ziemi?

Niektórym pomaga rozdrabnianie się w temacie ŚJ, a niektórym pomaga ochłonięcie i zapomnienie o tym żyjąc po prostu życiem codziennym. Ciężej jest jak jesteśmy uzależnieni finansowo i społecznościowo. Czasem proste i prymitywne metody wyrwania korzeni pomagają najlepiej.

Na koniec, pomyśl sobie że od małego masz mówione że książę Filip stworzył cały świat i jak nie będziesz go czcić to Filip powróci i zrobi z Ciebie 'english breakfast'. Brakuje innego pola widzenia, człowiek rozwija się z przeczuciem że Filip gdzieś tam jest i może moi ludzie mają rację. Czy Ty wyratowana1983 wierzysz w Filipa? Pewnie czytając sobie myślisz że to jakaś wymyślona pierdoła. A co by było gdyby faktycznie taka wiara istniała? Co by było gdybyś urodziła się w plemieniu w Vanuatu na pacyfiku? Kto wie czy za rogiem nie stoi Filip z młotem...

islanders_3280820b.jpg

 

  • Like 1
  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
8 godzin temu, yogiii napisał:

(...) 

islanders_3280820b.jpg

 

Ja ilekroć sobie przypomnę/ pomyślę o wyznawcach Filipa to jakoś tak się rozczulam. I te detale:  że przyjdzie "zbawiciel " 15 lutego ale nie wiadomo oczywiście, którego roku, że pierwszym "świętym"był John (chyba) Furm (lub Brum czasami)- bo najprawdopodobniej jak wykazuje kwerenda historyczna przydomek Frum pochodzi od " I,m John from America". 

Za każdym razem gdy sobie o tej "niszowej religii"  przypomnę to ta historia mnie rozrzewnia i wzrusza i moim zdaniem ( zobligowanej ateistki oczywiście :) ) jest pigułką współczesną, odsyłającą nas samych (współczesnych) do korzeni i antropologicznych przyczyn naszych  tzw. "Wierzeń" . Rewelacyjną pigułką, na której przykładzie możemy współcześnie obserwować genezę kultu jako takiego. Dla tych ludzi właśnie Filip "to wszystko tak zajebiście zaprojektował" dla innych Jehowa, dla innych Wisznu albo Tęczowy Wąż. Wszystkie "opcje" mają tak samo niezbite "dowody". Cudne. Mnie to porusza. 

Taka sytuacja. 

Edytowane przez normalnieodjazd
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
antykierat    1044
Dnia 5.07.2017 o 12:46, wyratowana1983 napisał:

ale w głowie przez wszystkie lata wyryło się... ze swiat jest zły, że ludzie są źli, że armagedon.... i mimo, że na logikę myslę że to bajka, to czasem wraca... "a jesli oni mają rację"

przez te wszystkie lata-  napisałam że chrzest w 2003, ale pierwsza pamiętka na której byłam to 1994r- mama wtedy zaczeła studiowaś z SJ, w 1995 się ochrzciła a 1998 wykluczona... a ja już w 1997r byłam głosicielem... potem miałam przerwę, bo mama przemocą chciała zapędzić mnie do kościoła.... ale jak miałam 18 lat to wiedziałam ze wolę świadków...na tamten moment byli bezpieczniejsi niż agresywna mama....a ja przecież miałam wielkie prześladowania w domu... i tak w 2002 skończyłam liceum poszłam na studia, w 2003 chrzest i praktycznie od razu praca u SJ.....

nie mam tak naprawdę sił ani ochoty dochodzić dogłebnych wierzeń SJ w których wciąż zmieniają zdanie, nowe swiatła...

chce po prostu spokojnie zyć bez SJ

Jak najbardziej można spokojnie żyć bez SJ. Co więcej wcale nie trzeba odrzucać wiary w Stwórcę. Wystarczy przyjąć światopogląd wolny od pogoni za cyferkami na sprawozdaniach, zakazów i wszelkich innych wymysłów dziadków z Warwick. Potem starać się żyć w zgodzie z tym światopoglądem i otaczającym nas światem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
antykierat    1044
11 godzin temu, normalnieodjazd napisał:

Ja ilekroć sobie przypomnę/ pomyślę o wyznawcach Filipa to jakoś tak się rozczulam. I te detale:  że przyjdzie "zbawiciel " 15 lutego ale nie wiadomo oczywiście, którego roku, że pierwszym "świętym"był John (chyba) Furm (lub Brum czasami)- bo najprawdopodobniej jak wykazuje kwerenda historyczna przydomek Frum pochodzi od " I,m John from America". 

Za każdym razem gdy sobie o tej "niszowej religii"  przypomnę to ta historia mnie rozrzewnia i wzrusza i moim zdaniem ( zobligowanej ateistki oczywiście :) ) jest pigułką współczesną, odsyłającą nas samych (współczesnych) do korzeni i antropologicznych przyczyn naszych  tzw. "Wierzeń" . Rewelacyjną pigułką, na której przykładzie możemy współcześnie obserwować genezę kultu jako takiego. Dla tych ludzi właśnie Filip "to wszystko tak zajebiście zaprojektował" dla innych Jehowa, dla innych Wisznu albo Tęczowy Wąż. Wszystkie "opcje" mają tak samo niezbite "dowody". Cudne. Mnie to porusza. 

Taka sytuacja. 

Posiadasz takie same niezbite "dowody", że świata nikt nie zaprojektował i nie stworzył. Jednak nie przeszkadza Ci to w wyrażaniu zachwytu nad nimi, i manifestowaniu ich wyższości nad wiarą w Stwórcę wszechświata. Twoja niezbita pewność , nie przeszkadza Ci również w próbie ośmieszania wiary w Boga  przez porównywanie jej do wierzeń prostych, oderwanych od cywilizacji ludzi.

Edytowane przez antykierat

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
yogiii    5547
5 godzin temu, antykierat napisał:

Posiadasz takie same niezbite "dowody", że świata nikt nie zaprojektował i nie stworzył. Jednak nie przeszkadza Ci to w wyrażaniu zachwytu nad nimi, i manifestowaniu ich wyższości nad wiarą w Stwórcę wszechświata.

"Niezbita" pewność to spuścizna filozoficzno-religijno-kulturowa i kwestia osobistego charakteru. Czy ma to jeszcze znaczenie czy Filip jest bogiem czy nie? Jeszcze w XIX wieku czytanie biblii na głos w kościele przyprawiało o mdlenie, a teraz czasem widzę tych nawiedzonych krzyczących na ulicy próbujących używać tych rzeczowników (symboli) by przyprawić o drobne wypieki ...nikt nie reaguje. Wszystko wypierają czasowniki i ich praktyczność w życiu codziennym.

Chociaż przyznam że bez tych rzeczowników nie doszlibyśmy do tego co mamy teraz. Ateizm nie miałby rąk i nóg.

Cytuj

Twoja niezbita pewność , nie przeszkadza Ci również w próbie ośmieszania wiary w Boga  przez porównywanie jej do wierzeń prostych, oderwanych od cywilizacji ludzi.

Te prymitywne są po prostu nierozwinięte i niedojrzałe. Chrześcijaństwo miało czas i ludzi by dojrzeć do tego co jest teraz.

Edytowane przez yogiii

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
7 godzin temu, antykierat napisał:

Twoja niezbita pewność , nie przeszkadza Ci również w próbie ośmieszania wiary w Boga  przez porównywanie jej do wierzeń prostych, oderwanych od cywilizacji ludzi.

na czym polega istotna różnica między wiarą "prostych" ludzi zamieszkujących Oceanię oraz wiarą "pokrzywionych" ludzi zamieszkujących Europę albo "to słynne JuEsEj" ?!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gruby drab    14851
8 godzin temu, antykierat napisał:

Posiadasz takie same niezbite "dowody", że świata nikt nie zaprojektował i nie stworzył. Jednak nie przeszkadza Ci to w wyrażaniu zachwytu nad nimi, i manifestowaniu ich wyższości nad wiarą w Stwórcę wszechświata. Twoja niezbita pewność , nie przeszkadza Ci również w próbie ośmieszania wiary w Boga  przez porównywanie jej do wierzeń prostych, oderwanych od cywilizacji ludzi.

Nie odnalazles jeszcze analogii, dlatego napisałeś powyższy tekst. W sumie rozumiem Twój zarzut dotyczący ośmieszania wiary w Boga. Jesteś mentalnie przywiązany do "Filipa".

Filip - nadprzyrodzona postać w innych kulturach występująca pod nazwą Allah, Jahwe, Wisznu, Manitou.To spersonifikowana koncepcja istoty twórczej, kreatora wszechrzeczy, to koncept znajdujący się w głowach ludzi, nigdzie po za tym. Jest efektem inteligencji. Bez ludzi nie ma koncepcji Boga.

Nie piszę tego, aby dowalić, ośmieszyc, czy co tam może powstać w głowie wyznawcy. To by było, płytkie. Piszę bo lubię się dzielić. Może ktoś przetrawi jedno moje zdanie i zmieni jego życie na lepsze, np . uwolni od abstrakcyjnej koncepcji wykorzystywanej do odbierania innym możliwości poznawczych. Zauważ, że w przypadku pojawiania się koncepcji Boga, natychmiast mamy szatana, zakaz wiedzy, strach przed karą, co najważniejsze i zarazem najbardziej fenomenalne, to strach przed strachem, że się doszło do wniosku, że Bóg to tylko...  wniosek. Czyli nic materialnego, a tym bardziej osobowego.

 Sam pomysł wymyślenia sobie swojego Filipa nie jest zły, jeśli nie zamienia się w jakąś ostateczną Prawdę. 

 

Edytowane przez gruby drab

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
11 godzin temu, antykierat napisał:

Posiadasz takie same niezbite "dowody", że świata nikt nie zaprojektował i nie stworzył. Jednak nie przeszkadza Ci to w wyrażaniu zachwytu nad nimi, i manifestowaniu ich wyższości nad wiarą w Stwórcę wszechświata. Twoja niezbita pewność , nie przeszkadza Ci również w próbie ośmieszania wiary w Boga  przez porównywanie jej do wierzeń prostych, oderwanych od cywilizacji ludzi.

No cóż. Powiem tak: 

Popraw mnie jeśli się mylę ale odnoszę wrażenie, że Ty posiadasz „niezbitą pewność”, że nie jest prawdą jakoby „Duch gór” przysłał na archipelag Vanuatu do wodza plemienia Tanna  swojego syna pod "postacią historyczną" jaką niewątpliwie książę Filip jest?

Skąd wiesz , że „Duch gór” nie istnieje? W Tęczowego Węża też chyba nie wierzysz ani w Wisznu. Za to masz kolejną „niezbitą pewność”, że bóg który przemówił do Izraelitów np. w palącym się krzaku to jest prawda.

Ja po prostu nie wierzę w o jednego więcej boga niż Ty, więc chyba więcej nas łączy niż dzieli? 

Edytowane przez normalnieodjazd
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
1 minutę temu, normalnieodjazd napisał:

pod postacią historyczną jaką niewątpliwie książę Filip jest?

przepraszam ze się wtrącę, ale poproszę o jakiegoś linka opisującego tę "postać historyczną"

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
5 minut temu, Sebastian napisał:

przepraszam ze się wtrącę, ale poproszę o jakiegoś linka opisującego tę "postać historyczną"

"Postać historyczna " czyli przeciwieństwo postaci fikcyjnej, której życiorys jest/był na tyle ważny, że historycy "się nim zajmują" :) Analogia do oczywistego skojarzenia z frazą: "Jezus jest postacią historyczną" 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Filip_(książę_Edynburga)

Edytowane przez normalnieodjazd

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
1 godzinę temu, normalnieodjazd napisał:

no ok, książę Filip mąż królowej Elżbiety

ale co on ma wspólnego z wiarą mieszkańców Oceanii? Oni uważają go za jakiegoś mesjasza albo za boga? a on temu nie zaprzecza?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
55 minut temu, Sebastian napisał:

no ok, książę Filip mąż królowej Elżbiety

ale co on ma wspólnego z wiarą mieszkańców Oceanii? Oni uważają go za jakiegoś mesjasza albo za boga? a on temu nie zaprzecza?

No właśnie dokładnie tak jest jak piszesz. :) Kult Johna Fruma już się rozwijał wśród członków plemienia Tanna chyba od lat 30-tych XX w. "Kwestia Filipa" jako odpowiednika chrześcijańskiego  Zbawiciela , z którego powrotem zapowiedzianym nastaną "różne dobrobyty"wypłynęła do kultu w latach 70-tych XX w. (chyba 74-ty) Kiedy to Elżbieta Królowa wraz z Filipem pojechali z kurtuazyjną wizytą na wyspy archipelagu Hebrydy-nieświadomi jeszcze długo wagi swojej wyprawy. No i stało się! "Zestąpił" Syn Ducha Gór, by umocnić nauki J.Fruma.. Kiedy po jakimś czasie Filip- książę Edynburga-  dowiedział się o fakcie kultu związanego ze swoją  osobą... to zapewne wziąwszy pod uwagę wszystkie antropologiczno -etnologiczo-psychologiczno-kuturowe wartości, konsultując fakt z religioznawcami i różnymi mądrymi głowami ...zdecydował się ten Filip sprawę w ten sposób rozwiązać, że co jakiś czas przesyła  ""swoim wyznawcom" swoje zdjęcie. ( bo i tak już wcześniej zdjęcie z Jego podobizną było  - jako takie-  traktowane jak rodzaj relikwii. ) Myślę, że gdyby Sam Filip przyjechał na archipelag i w języku Tanna powiedział, że nie jest boskim synem - żaden ze słuchaczy by mu nie uwierzył 

p.s. Będę miała chwilę to znajdę jakiegoś sumiennego linka na temat tej religii, to wkleję.  Bo to "ciekawa historia" moim zdaniem.  Historia, która może spełniać funkcję lustra - w zależności oczywiście na co "patrzący" zechce spojrzeć i którym fragmentom zechce się przyjrzeć. 

Edytowane przez normalnieodjazd

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242

na moje szczęście żadne plemię na świecie nie uważa mnie Sebastiana ani za boga ani za mesjasza ani za wyrób bogopodobny lub mesjaszopodobny ;)

ale gdybym znalazł się w takiej sytuacji jak mąż królowej Elżbiety to wołałbym się jednak od takiego kultu zdecydowanie odciąć...

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
25 minut temu, normalnieodjazd napisał:

p.s. Będę miała chwilę to znajdę jakiegoś sumiennego linka na temat tej religii, to wkleję.

a tak przy okazji, nigdy nie rozumiałem dlaczego zawsze w centrum uwagi jest jego małżonka Elżbieta a sam Filip jest w cieniu.

Bardziej "naturalne" i bardziej zgodne z tradycjami europejskiego chrześcijaństwa wydają się rządy mężczyzny "ozdobione" postacią kobiety u jego boku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
1 minutę temu, Sebastian napisał:

na moje szczęście żadne plemię na świecie nie uważa mnie Sebastiana ani za boga ani za mesjasza ani za wyrób bogopodobny lub mesjaszopodobny ;)

ale gdybym znalazł się w takiej sytuacji jak mąż królowej Elżbiety to wołałbym się jednak od takiego kultu zdecydowanie odciąć...

Bo Ci empatia "nie domaga" Seba. :D Na korzyść oczywiście "zdolności rachunkowych" i np. interpretacyjnych pod względem "logiki stosowanej do faktów w zapisie 0:1". Coś za coś. Ja nie  umiem tych rzeczy, które Ty umiesz, Ty nie umiesz tych co ja potrafię. :)  Nie wiem jaki jest Filip Książę,  bo zapewne,żadna z jego decyzji nie jest tylko jego decyzją. Myślę, że wobec faktu bycia bogiem dla mieszkańców wysp tego konkretnego archipelagu  ...chłopina zasięgnął  wszelakich "konsultacji specjalistycznych". i zdecydował się na takie właśnie rozwiązanie .  Nie oceniam bo nie mam pojęcia jak ja bym się zachowała - w Jego Butach. :) 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
1 minutę temu, normalnieodjazd napisał:

Bo Ci empatia "nie domaga" Seba. :D

odcięcie się od okłamywania drugiego człowieka jest "nieempatyczne"?!

Owszem, ja rozumiem (a przynajmniej staram się rozumieć) potrzeby innych ludzi ale ciężko mnie nakłonić do tego abym miał kogoś okłamywać...

chociaż...

tak mi sie skojarzyło, jak kiedyś wspólnie z Beatką przyglądaliśmy się burzy z piorunami szalejącej koło naszego domu... Beatkę dziwiło dlaczego ja nie boję się burzy a ja wyjaśniłem jej pół żartem pół serio że istnieje "naukowy" sposób na opanowanie lęku, wymagający jedynie umiejętności liczenia do trzech...

po zauważeniu błysku czekając na grzmot spokojnie liczymy: raz dwa trzy, raz dwa trzy raz dwa trzy (bo co światło widzimy od razu a dźwięk słyszymy z opóźnieniem trzech sekund na każdy kilometr odległości)

obliczyłem że burza rozgrywa się cztery kilometry od nas a więc nam nie zagraża

co ciekawe Beatka w ogóle nie była zainteresowana obliczeniami bo ona czuje się bezpieczna "bo misiu tu jest" ;) no i po co ja tłumaczę jej zawiłości z fizyki?! :)

myślę że z religią jest podobnie: religia daje poczucie bezpieczeństwa na poziomie emocjonalno-psychicznym i dlatego wciąż jest potrzebna zwłaszcza kobietom...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz


  • Przeglądający

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

  • Podobna zawartość

    • Przez Oliwa
      Piszę ten temat po to aby trochę się poużalać nad sobą. Całą swoją historię opisałem w tym temacie: 
      Przez ostatni czas konsekwentnie realizowałem ten swój plan aby odejść. I wszystko fajnie ale... ale się zje***o. Niestety ale moja dziewczyna którą tak kochałem stwierdziła że ona już nie czuje do mnie tego co na początku. Według mnie przyczyna leży w tym że ona wyjechała do Niemiec do pracy. To rozłąka to wszystko spowodowała. Tak jak cały wts mam w dupie tak uważam że ich rady odnośnie spraw w małżeństwie (w tym wypadku w związku) to wielu wypadkach są słuszne. Wyjazd jednego z partnerów powoduje oddalenie od siebie. Zgadzam się z tym i podpisuje się pod tym. Jednak może trzeba tu poszukać czegoś innego jeszcze. Może to zderzenie dwóch światów WTS'owskiego i tego normalnego. Może te różnice zabiły tą miłość. Może to że Oliwa w kwestii związków niestety ale przez życie w wts'ie jest zbyt mało doświadczony.
      I teraz ktoś czytając to powie "biadolenie o nieszczęśliwej miłości przez małolata"... i ma rację. Jednak problemem jeszcze większym jest teraz moje odejście. Bo dla kogo mam odchodzić? "dla siebie" ktoś odpowie, tak, ale czy odejście i pozostanie samotnym sprawi że będę szczęśliwy? Owszem będę dumny z siebie że odszedłem. Tylko czy ja aby na pewno chcę siedzieć sam w wynajętej norze i dołować się samotnością. Niestety ale jestem w tym gównie od urodzenia i byłem betonowym świadkiem więc teraz nie mam praktycznie znajomych po za organizacją. Do tej pory myślałem że odchodzę dla siebie, a związek z nią to druga sprawa. Pomyliłem się. Nie mam motywacji do odejścia nie mając dla kogo tego robić. 
      Wiem że muszę odejść żeby być szczęśliwym. Innego wyjścia nie ma. Jednak boję się że piętno jakie od wts dostałem będzie niszczyć w przyszłości mnie i moje relacje z innymi
       
    • Przez miroslaw12345r
      Witam. 
      Widział może ktoś z Was już ten "artykuł"? Co o nim sądzicie? https://www.jw.org/pl/świadkowie-jehowy/faq/rezygnacja-z-przynaleznosci/ 
    • Przez DreamMaster
      Temat jak dla mnie bardzo ciekawy!!.  Drodzy forumowicze czy znacie jakieś przypadki kogoś kogo chrzest został unieważniony??. Wiem że teoretycznie jest to możliwe .... no właśnie teoretycznie... nie wątpię że były takie przypadki ale mam wrażenie że jest to sprawa baaardzo ciężka!!!
       
      Swego czasu miałem wizytę pasterską(o którą sam swoją drogą poprosiłem) gdzie przyznałem się że chrzest nie wziąłem w stanie "całkowitej czystości". (Był to okres gdzie jeszcze zależało mi na byciu w WTS w sensie  czynnego udziału)
       
      Ciekawą sprawą jest to że mimo iż przyznałem się że nie byłem "godny" chrztu  żaden starszy nie zasugerował mi w najmniejszy sposób że powinien wziąść ponownie chrzest!.
       
      Jakie macie doświadczenie??. W sumie uważam że "ponowny chrzest" w celu zmylenia starszych   ... czyli uzyskanie   ponownie statusu nieochrzczonnego i nagłe stwierdzenie że zmieniam zdanie i jednak nie chcem chrztu to bardzo dobre rozwiązanie dla kogoś kto zrozumiał że nie ma ochoty dalej być w WTS a przy tym nie chce stracić rodziny!!! ;0 
       
      Zachęcam do wypowiedzi wasz gorliwy brat w odstępstwie DM!
    • Przez DreamMaster
      Od jakiegoś czasu przestałem chodzić na zebrania i głosić. W sumie mój okres odpływania zaczął się w 2011 roku.Początkowo zacząłem wpadać na zebrania raz na 2 tygodnie potem raz na miesiąc przy czym ciągle przeważnie zdawałem symboliczną godzinkę jako owoc. Jednak kilka miesięcy temu gdzieś w okolicy końcówki czerwca(z tego co teraz dobrze pamiętam) całkowicie postanowiłem pożegnać się  ze zborem(zero głoszenia i zero zebrań jedyne co planuje to  przyjść na pamiątke.Trochę z sentymentu i trochę dla rodziny)  
       
      Od paru miesięcy dzwoni do mnie i smsuje jeden wyjątkowo natrętny  starszy.Pyta o owoc i pisze  smsy co u mnie słychać i że chciałby mnie odwiedzić.Ja uznałem że będę prowadził taktyke "kompletnej zlewki": Nie odpowiadam na smsy a jak do mnie dzwoni to nie odbieram jego telefonów. 
       
      Drodzy bracia odstępcy! Co myślicie o mojej "strategi"? i jak wy sami sobie radzicie z podobnymi bolączkami co ja?. Jak wyglądała czujność braci starszych kiedy postanowiliście odejść ze zboru przy czym nie chcieliście dać  się wykluczyć? Ciekawi mnie też jak to wygląda obecnie??. Coś pytają sie o was starsi , dzwonią?? zapraszają na pamiątke??  itp
       
      Zachęcam do wypowiedzi!
    • Przez SamJan
      A więc tak... napiszę trochę swoją historię. Nie będzie ona wybuchowa, z dramatami, z fanfarami, no historia zwykłego chłopaka z kociej wiary.

      Myślę, że co niektórzy mogą podzielać moje uczucia, inni już w innym wątku stwierdzili, że nie istnieję naprawdę.
      Na potrzeby historii nazwę się fikcyjnym imieniem, Jankiem, Chociaż jakich Ezechiel brzmiałby lepiej

      Urodziłem się w średniej wielkości miejscowości, kilka zborów, obecnie już jedna sala królestwa (drugą sprzedano)...
      Z wpadki dwójki niezamożnych młodych Świadków urodził się Janek, Babcia nie mogąc pogodzić się z tym imieniem Mówiła znajomym, że jestem Łukaszkiem, albo Pawełkiem.
      Także niechciany Janek, w małej zgrzybiałej kawalerce, a dwa lata później mała Katarzyna, moja siostra. Katarzyna też była wpadką, więcej wpadek rodzice nie odnotowali.

      W małym pokoiku wszyscy się mieścili, na zebrania chodziliśmy pieszo, salę mieliśmy 500-600m od miejsca zamieszkania, ja spałem na leżance z tatą, a Kasia z Mamą. i tak do około 6 roku życia.
      Tato miał przywileje, był sługą pomocniczym, ale nigdy nie pchał się wyżej, a mama na rencie często podejmowała pomocniczą służbę, tato wspierał ją w okresie Pamiątki, biorąc wolne w pracy i również wypełniając wniosek.
      Nie żyło się kolorowo, mama miała 300zł renty, a tato procował fizycznie, za niewielkie pieniądze.


      Dostaliśmy mieszkanie, od miasta, do remontu, w centrum- do sali daleko, ale i tak to Jehowa o nas zadbał
      Nie mieliśmy auta, więc 3km szliśmy na piechotę, Czasem Brat Leszek podrzucił nas Tarpanem...
      Żyło nam się świetnie, aż miałem 7 lat i poszedłem do podstawówki, wtedy zrozumiałem że jestem inny.
      Nie przeszkadzało mi, że nie dostawałem prezentów na urodziny, pod choinkę, nie wstawałem jak grano hymn.
      Czułem się dumny, naprawdę, pomimo tego, że wiecie jakie potrafią być dzieciaki...
      Cały czas się zastanawiam, czy gdyby utworzono szkoły z internatami dla małych świadków Jehowy, jaki to byłby zamknięty i idealny świat...
      W klasach 1-3 błyszczałem, same uśmiechnięte minki, matma przychodziła mi bardzo łatwo, w miedzy czasie był mój pierwszy punkt w TSSK (jeszcze miałem taką małą, chyba czarną książeczkę, zanim weszły takie duże i niebieskie!).
      Pod koniec trzeciej klasy wygrałem pierwszy konkurs recytatorski- pomogły rady z zebrań , co za emocje wygrałem zegarek na biurko!

      c.d.n.
       
  • Popularny

  • Kto obchodzi dziś urodziny

    Nikt dziś nie obchodzi urodzin.
  • Wpisy bloga