Promowane odpowiedzi

Horacy    509

Witam wszystkich po długiej nieobecności.Sporo się tutaj zmieniło

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242

witamy serdecznie

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lila    4919

Dzień dobry bardzo :)

Zmieniło się, zmieniło. A u Ciebie co się zmieniło?

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Horacy    509

Zmieniło się wiele, ja się zmieniłem i życie.Ale to długa historia...

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
2 godziny temu, Horacy napisał:

Zmieniło się wiele, ja się zmieniłem i życie.Ale to długa historia...

a co się u Ciebie zmieniło w kwestiach religijnych i ogólniej światopoglądowych?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Horacy    509

Kwestie religijne....hm może troche inaczej patrzę na świat i pobożność.Patrze na ludzi tych wierzących inaczej, bez naiwności że są wyjątkowi.Praca zrobiła swoje,jej zmiana.Coś co mnie kiedyś ruszało jest dla mnie czymś zwykłym.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
antykierat    1044
11 godzin temu, Horacy napisał:

Witam wszystkich po długiej nieobecności.Sporo się tutaj zmieniło

Witaj Horacy! Dawno Cię nie było. Miło, że wpadłeś

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gruby drab    14851
8 godzin temu, Horacy napisał:

Coś co mnie kiedyś ruszało jest dla mnie czymś zwykłym.

To fajny proces, można z niego po latach nauczyć się pewnej sztuczki. 

Ja staram się właśnie o tym pamiętać na przyszłość, o tym o czym napisałeś powyżej. 

Jak na przyklad zaczynam się bać, to zauważając ten proces stawania się strachem, natychmiast przerabiam go na coś zwykłego, naturalnego Teraz, wiedząc, że w przyszłości takim właśnie stanie się dany lęk, sprawa czy cokolwiek. Więc zamiast czekać na daleką przyszłość, w której rzeczy staną się zwykłe, robię to Teraz, nadaję rangę spowszednienia lekowi, sprawie lub poglądowi, albo pragnieniu. Od razu nie czekając na przyszłość można stać się szczęśliwszym :)

 

Edytowane przez gruby drab

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Horacy    509

Rozpisałeś się.Ale masz racje.U mnie zmianę postawy wymusiła praca i jej specyficzność ale to przełożyło się całkowicie na moją osobę.Z jednej strony to zagrożenie ale z drugiej pozwala żyć i mieć wywalone na to co nie ma bezpośredniego wpływu na moją osobę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012

Witaj ponownie Horacy. Nie chcę się rozpisywać za nadto.. Piszesz o nowej pracy, która miała wpływ na "powstanie"  Twojej Nowej Perspektywy Życiowej i Ciebie Nowego - jak rozumiem. To wydaje mi się ciekawe. Gdybyś zechciał coś o tym napisać konkretniej  to byłabym wdzięczna. 

Edytowane przez normalnieodjazd

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Horacy    509

Hm coś więcej....Powiedzmy że pomagam ludziom żyć w tym świecie w dosłownym znaczeniu.Dlatego też musiałem się nauczyć - żeby nie zwariować - blokować emocje, ludzkie odruchy, patrzeć z dystansem i starać się szybko zapominać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Stella    1151

Horacy 

jak ty sie logowałeś to ja jeszcze chciałam wierzyć jeszcze chciało mi się chcieć a teraz zaintrygował mnie ten tytuł

chciałam przeczytać twoje wcześniejsze wpisy ( niestety jet to trudniejsze od ostatniej metamorfozy forum) jednak uparłam sie i do nich doszłam i co?

bardzo się cieszę bo odkryłam Johna Cedersa! tzn ,znałam' go już wcześniej, ale nie znałam jego historii a chciałam. wg lubie poznawać ewolucje braci ten Moment! i dzięki twoim wcześniejszym wpisom poznałam historie którą chciałam poznać gdyż JC wydaje mi się bardzo spoko gość. 

tak że tego jakbyś podlinkował swoją true story byłoby lux coby  było łatwiej nam blondynkom

 

Edytowane przez Stella

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Horacy    509

Stella fakt nie jedna woda upłynęła aż sam się dziwie jak czas szybko minął.Jak będe miał możliwość to poszukam i dam linka.Myślę że każdy z nas na swój sposób przechodzi ewolucje swojego nastawienia, sposobu postrzegania sytuacji i wreszcie dojrzałego spojrzenia na coś co widział przez pryzmat różnych zdarzeń.Widzę tu wiele nowych osób i tych starych wyjadaczy.Też jestem ciekaw jak wy się zmieniliście.

A swoją drogą nie zganiaj wszystkiego na kolor włosów bo przecież są takie atrakcyjne promocje na farby :)

  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
3 godziny temu, Horacy napisał:

Też jestem ciekaw jak wy się zmieniliście.

gdy opuściłem WTS i przyjąłem katolicyzm myślałem że to końcówka mojej przemiany światopoglądowej. Obecnie jestem gdzieś pomiędzy ateizmem a agnostycyzmem łącząc w sobie głęboki szacunek dla religijności jednostek i dla ich potrzeb religijnych z głęboką dezaprobatą dla religii jako systemu zniewalania ludzi

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Stella    1151

to jest fenomen 

ze świadka na katolika!! zwłaszcza że świadkowie mają ,alergie' na KK! jadą po nim równo. Seba czy msza wywołuje katarsiz? chciałabym wiedzieć. z drugiej strony podoba mi sie ten blichtr i MUSZE posprzątać, MUSZE zaprosić rodzine na święta MUSZE dać prezent dzieciom...

tak u nas można cały rok... sratatata i nigdy tego nie ma 

Z trzeciej strony widzę jak bardzo chrześcijaństwo się rozjechało od czasów JCH

na razie mam dość religii jako takiej, usystematyzowanej zorganizowanej, pilnującej jeden drugiego

a  co ja wczoraj widziałam, ale to wątek Horacego i nie będę mu oftopić lecę poszukać właściwego pokoju

Edytowane przez Stella

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lila    4919
Dnia 8.07.2017 o 00:21, gruby drab napisał:

To fajny proces, można z niego po latach nauczyć się pewnej sztuczki. 

Ja staram się właśnie o tym pamiętać na przyszłość, o tym o czym napisałeś powyżej. 

Jak na przyklad zaczynam się bać, to zauważając ten proces stawania się strachem, natychmiast przerabiam go na coś zwykłego, naturalnego Teraz, wiedząc, że w przyszłości takim właśnie stanie się dany lęk, sprawa czy cokolwiek. Więc zamiast czekać na daleką przyszłość, w której rzeczy staną się zwykłe, robię to Teraz, nadaję rangę spowszednienia lekowi, sprawie lub poglądowi, albo pragnieniu. Od razu nie czekając na przyszłość można stać się szczęśliwszym :)

Jestem na dobrej drodze, ale jeszcze mi sporo zostało do osiągnięcia tego stanu.

Teraz najbardziej mi ciąży lęk przed decyzjami, przed ich konsekwencjami.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lila    4919

@Horacy pojawiłam się na forum długo po Tobie i nie znam dobrze Twojej historii :(

Jaki teraz masz status w zborze? W metryczce masz "SJ". Chodzisz na zebrania, jesteś aktywny, krypto, a może się odłączyłeś?

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8242
31 minut temu, Lila napisał:

W metryczce masz "SJ".

jakby kto pytał, to SJ oznacza zakon jezuitów :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jedediah    12300
Dnia 7.07.2017 o 15:35, Horacy napisał:

Kwestie religijne....hm może troche inaczej patrzę na świat i pobożność.Patrze na ludzi tych wierzących inaczej, bez naiwności że są wyjątkowi.Praca zrobiła swoje,jej zmiana.Coś co mnie kiedyś ruszało jest dla mnie czymś zwykłym.

Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że życie to zwłaszcza proces pozbywania się złudzeń, przesądów i rozmaitych mentalnych śmieci. Poprzez przesądy rozumiem też przekonania społeczne właściwe dla danego czasu i miejsca. Zanim zacznie się budować na nowo, trzeba uprzątnąć masę gruzu. Zanim się posadzi, trzeba wyrwać chwasty.

Nie ma lepszego momentu na powroty duchów, wszak dzisiaj 13tego.

 

 

Edytowane przez Jedediah
  • Like 5

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
CzarnySmok    3730
57 minut temu, Jedediah napisał:

Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że życie to zwłaszcza proces pozbywania się złudzeń, przesądów i rozmaitych mentalnych śmieci. Poprzez przesądy rozumiem też przekonania społeczne właściwe dla danego czasu i miejsca. Zanim zacznie się budować na nowo, trzeba uprzątnąć masę gruzu. Zanim się posadzi, trzeba wyrwać chwasty.

Nie ma lepszego momentu na powroty duchów, wszak dzisiaj 13tego.

 

 

Witaj z powrotem. Brakowało Cię tutaj. Tak - odpisz coś w swoim stylu :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
normalnieodjazd    6012
Dnia 13.07.2017 o 22:16, Jedediah napisał:

(..)

Nie ma lepszego momentu na powroty duchów, wszak dzisiaj 13tego.

Cześć Dżedu! :) 

p.s. Twarzowe wdzianko. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
alka    6118
Dnia 13.07.2017 o 21:16, Jedediah napisał:

Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że życie to zwłaszcza proces pozbywania się złudzeń, przesądów i rozmaitych mentalnych śmieci. Poprzez przesądy rozumiem też przekonania społeczne właściwe dla danego czasu i miejsca. Zanim zacznie się budować na nowo, trzeba uprzątnąć masę gruzu. Zanim się posadzi, trzeba wyrwać chwasty.

Nie ma lepszego momentu na powroty duchów, wszak dzisiaj 13tego.

 

 

Tiaaa;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz


  • Przeglądający

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

  • Podobna zawartość

    • Przez Giovanna66
      Rozwód dostałam zaocznie po roku czasu, przez rok sąd nie raczył mi nawet wezwania przysłać, sprawę ruszyłam przez znajomą. Mówię Wam, od sądów najlepiej trzymać się z daleka, jak nie ma takiej potrzeby, albo wyciągnąć kulturalnie pazury i "walczyć" o swoje.
      Po 4 latach koszmarów sennych o tym, czy on w ogóle żyje, spotkałam znajomego mojego byłego męża, i zapytałam, czy on przypadkiem nie jest w Berlinie. Tak, jest, powiedział zdziwiony, a on się do Was tyle lat nie odezwał? Ok, powiedziałam, powiedz mu, że jego matka, siostra i brat się martwią.
      Jak to usłyszałam, pomyślałam sobie, że drań ma wszystko w d... Nie obchodzą go dzieci, ani to, że państwo zlikwidowało fundusz alimentacyjny. Wszystko musiałam sama, jakaś nędzna zaliczka i nędzne rodzinne. Ale przez lata trochę się uzbierało na minus na jego koncie. Do tego zasądzone niepłacone alimenty. Hmm, w ogóle o tym nie myślałam.
      Zadzwonił...Ok, już się wyleczyłam z koszmarów i poczucia winy, że mogłam coś zrobić lepiej, inaczej....
      Zawsze dzwonił z budki telefonicznej, żebym go przypadkiem nie namierzyła....
      Myślę sobie, trzeba zrobić podział majątku, bo jak wróci, to ma prawo się wprowadzić...
      Założyłam sprawę o podział. Sędzina mnie wykpiła: "co to jest? To jest wniosek o podział majątku? To jest źle napisane! Moja odpowiedż - obecnie mam trójkę dzieci, sama ciężko pracuję na to i na zakredytowane mieszkanie, nie mam pieniędzy na prawników. Chyba wysoki sąd wie o co mi chodzi? Ok, uspokoiła się po moich wyjaśnieniach, zmieniła ton i powiedziała jakie papiery powinnam dostarczyć. Czas grał na moją korzyść, nie chcę udzielać porad prawnych, ale pamiętajcie, kiedy ktoś nie mieszka kilka lat i nie płaci tego, co powinien dokładać, o to wszystko przy podziale jest pomniejszone, czyli o taką sumę przez te lata, kiedy nie spłacał ze mną kredytu, o czynsz, którego współnie nie płacił, o remonty, które wykonałam pod jego nieobecność itd itp. A w dodatku, jakby ktoś nie wiedział podział majątku nie zawsze jest po połowie, najmniej jest 10 procent, które druga strona może dostać. Ja nic nie wiedziałam.
      Pamiętam, jak z sądu przysłali rzeczoznawcę, który mówi do mnie: dziewczyno, wyciągaj pazury, bo jest o co walczyć. Hmm, nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Kazał mi pokazać wszystkie wady mieszkania, żeby wartość jego była jak najmniejsza. W ogóle nie byłam świadoma tego.
      I tak załatwiłam podział majątku, gdzie spłata mojego exa wynosiła 4 tys. Myślę, że pozytywne, co? Oczywiście takie ciele jak ja, to tylko wcześniej na modlitwach jechało, tak się tego wszystkiego bałam
    • Przez Habakuk
      Dziś całkiem przypadkiem, podczas wertowania kanałów w TV na chwilę zatrzymałem się na Discovery Science. Akurat zaczynał się film pt. "Ciekawość: kto stworzył wszechświat?" Program Steven'a Hawking'a. Obejrzałem cały, po czym przypomniałem sobie znane mi już programy tego bardzo szanowanego przeze mnie naukowca. Pomimo jego rozlicznych starań w badaniu początków wszechświata (i daj mu Boże żeby starczyło życia) wciąż pojawiają się u mnie pytania. Niestety nie udało mi się nigdzie znaleźć emitowanego dziś na discovery filmu wiele jego poglądów możemy znaleźć na YT choćby w filmie pt. "Wszechświat Hawkinga" i wielu innych. Wracając do moich pytań.

       

      Film mówi o zwalczaniu czasu i powstaniu czasu z chwilą wielkiego wybuchu. Przedstawiona zostaje abstrakcyjna scena, w której zegar wpada do czarnej dziury i zatrzymuje się. Rodzi się u mnie w tym momencie pytanie. Dla łatwiejszych odpowiedzi ponumeruje je.

       

      1. Jak powstała czarna dziura w czasie kiedy nie istniał czas? 

       

      Film "Wszechświat Hawkinga" po części daje odpowiedź. Usłyszeć w nim możemy, że grawitacja, nie jest taka jak ją 'widzimy', lecz jest zakrzywieniem czasoprzestrzeni wokół nas. Porównuje się ją (idąc za Einsteinem) do materiału na którym ułożone zostały kule (planety). Miejsca gdzie leżą kule są wklęsłe. Podobnie jest z czasoprzestrzenią, która jest 'materiałem'. Idąc tym tokiem rozumowania, jeżeli jakieś ciało niebieskie (w myśli gwiazda) jest zbyt 'ciężkie' powoduje, że 'materiał' przestrzeni naciągnie się tak, że może pęknąć, w wyniku czego powstaje dziura w przestrzeni, o tak silnej grawitacji, że wciąga wszystko, ale to już przecież wiemy. Nie mniej jednak trudno mi zrozumieć (pomimo usilnych starań) co dzieje się z czasem. Być może polega to na moim błędnym rozumieniu czasu i braku wyobraźni jeżeli chodzi o wyobrażenie sobie jego braku istnienia. Ja czas rozumiem podobnie jak fizyka klasyczna. Czas jest więc samodzielną wielkością niezależną od innych wielkości biegnącą w takim samym rytmie w całym Wszechświecie. Oczywiście nieco inne spojrzenie pozostawia mechanika relatywistyczna, jak i teoria względności Einsteina. Jedna mówi, że czas stanowi czwartą współrzędną czasoprzestrzeni, jego upływ zaś zależy od obserwatora i jest różny dla różnych obserwatorów. Zgoda, jednak czy należy to rozumieć że dla obserwatora X w odcinku A-B mieści się więcej niż dla obserwatora Y? Nawet jeśli, to odcinek A-B nadal pozostanie odcinkiem A-B. Czy może nie? Podobnie sprawa ma się z Einteinowską dylatacją czasu. Paradoks bliźniąt itp. Ok! Powiedzmy że to ma sens, bo w sumie to ma. Wspomniane wcześniej zagięcia czasoprzestrzeni wraz z nauką i doświadczeniami potwierdzają to niezbicie. Czas jednak jest rozumiany tutaj subiektywnie. Weźmy paradoks bliźniąt. Jeden z bliźniaków zestarzał się, drugi pozostał młody, jednak czy w praktyce oboje nie przeżyli tego samego odcinka czasu A-B, a jedynie (jak sama teoria nazwana teorią względności) ich punkt widzenia zależał od punktu siedzenia, a więc był względny. Oznacza to, że gdy ogląda się kogoś lecącego rakietą z prędkością bliską prędkości światła, to wydarzenia we wnętrzu rakiety zachodzą powoli (dla obserwatora z Ziemi) – czas płynie w jej wnętrzu wolniej. Osoba lecąca rakietą dokonałaby takich samych obserwacji patrząc na obserwatora na Ziemi. Załóżmy, że taka obserwacja mierzona była stoperem i trwałą 10 minut. Załóżmy, że ów stoper równo dzieliłby czas każdemu z obserwatorów. Dochodzę więc do wniosku, że jedynie postrzeganie czasu staje się różne. Tak więc, jak już wspomniałem, dla jednego obserwatora w odcinku A-B zmieści się więcej niż dla drugiego, jednak podział czasu (jakkolwiek byśmy go nie dokonali) pozostanie taki sam. Jak się okazuje, to co mówię to nie tylko mój wymysł. Mechanika nierelatywistyczna określa to mianem czasu absolutnego. Wracając jednak do pytania, od Hawkinga prawdopodobnie mógłbym spodziewać się odpowiedzi, że czarna dziura powstała sama, prawda? Czas absolutny nadal płynął, jest przecież wartością stałą. Co dalej za tym idzie nasuwa się kolejne pytanie.

       

      2. Czy w kreowaniu zjawiska jakim jest czarna dziura z pewnością nie był element jakim jest czas?

       

      Oczywiście mówimy tutaj cały czas o czarnych dziurach powstałych już w czasoprzestrzeni. Takich też dotyczą pytania 1 i 2. Czy możemy stwierdzić, że przestrzeń w której istnieje czarna dziura istnieje sobie ot tak? O ile bowiem czarna dziura zatrzymuje czas, o tyle musi istnieć w czasie aby móc dokonać zatrzymania czasu. No i oczywiście nie zapominajmy o czasie absolutnym. Ponadto proces startu musi zaistnieć w czasie, a także trwanie czarnej dziury, z punktu widzenia obserwatora znajdującego się w czasoprzestrzeni, odbywa się w czasie. 

       

      Niestety, z bólem muszę uznać, że próba unicestwienia czasu jest bzdurą, która narodziła się w głowach pseudonaukowców. Wszystkie znaki na ziemi, niebie i w kosmosie wskazują na to, że coś takiego jak czas istnieje. Ale nie tego ostatecznie dotyczy temat.

       

      Otóż Hawking zadawał sobie zupełnie inne pytanie.

       

      3. Czy skoro czasoprzestrzeń wraz z materią może zostać wessana do czarnej dziury, czy możliwy jest proces odwrotny?

       

      Czyli w języku naukowym BIG BANG! Pojawia się obok ogólnej teorii względności nowa postać - mechanika kwantowa. Według Hawkinga obydwie fizyki musiały zderzyć się ze sobą, jednak nie potrafi on wyjaśnić jak do tego doszło. Uważa ponadto, że oby dwie zderzają się ze sobą w czarnej dziurze. No i paradoks. Mikro i makrokosmos. Oby dwa rządzące się odmiennymi prawami. Teoria względności głosi, że na krawędzi czarnej dziury nic nie może istnieć, zaś na przekór jej mechanika kwantowa mówi, że przestrzeń nigdy nie jest pusta. Hawking twierdzi, że teorie sobie przeczą, co oznacza, że obie nie mogą być poprawne. W takim razie, która jest a która nie jest poprawna? Czy może żadna z nich?

       

      Pozornie pusta przestrzeń zawiera małe cząstki o dodatnich i ujemnych ładunkach. Powstają one nieustannie i anihilują się wzajemnie. Owe cząstki nie podlegają prawom fizyki, takim jak grawitacja. Hawking odkrywa, że czarna dziura wciąga ładunki ujemna, dodatnie zaś mają wystarczająco energii, żeby uciec. Stąd promieniowanie czarnej dziury, które wydaje się niemożliwe, a jednak jest! Polecam poczytać o promieniowaniu Hawkinga. Respekt dla umysłu tego człowieka. Jednak nadal nie mamy odpowiedzi na pytanie 3.

       

      Pojawiają się inne teorie, czy jak to ktoś kiedyś nazwał teoryjki. Teorie, hipotezy etc. Wszystko jednak istnieje tylko na papierze, a teoria wszystkiego, której tak pragnie Hawking, a do której tak bardzo ze swoją teorią strun przybliżył się Green jak dotychczas nie znajduje się nawet na wyciągnięcie ręki. No i nadal bez odpowiedzi pozostaje pytanie 3.

       

      P.S. Chwila na moją wyobraźnie i taką luźną dygresje. Czy czasoprzestrzeń z materią wessana przez czarną dziurę znika? Co się z nią dzieje? Być może wessana w świat antymaterii materia wraz z czasoprzestrzenią nie znika tylko jest wyrzucana gdzie indziej, a czarne dziury to portale? To tak w roli odskoczni w stronę science fiction

    • Przez SIGBERT
      Czy można podróżować w czasie?
       
      Tak postawione pytanie można od razu z całą pewnością zakwalifikować jako teorię s-f. Czyż bowiem ktokolwiek zbudował kiedyś ów Wehikuł Czasu, zdolny do podróży w przeszłość lub...w przyszłość? Wielu twórców tematyki s-f wielokrotnie podejmowało ten temat, jak choćby Herbert George Wells, w swej powieści "Wehikuł Czasu" z 1895r. Ja jednak nie zamierzam skupiać się tutaj na pozycjach z gatunku fantastyki naukowej, lecz opisać prawdziwy wynalazek, który jest jedynie pierwszą próbą stworzenia maszyny umożliwiającej nam podróże w czasie.
       
      Sądzicie że jest to niemożliwe? Pierwsza myśl która powstaje w głowie, gdy ktoś mówi o podróżach w czasie, to oczywiście zaprzeczenie. Jak bowiem można (inaczej niż na filmach czy w powieściach), przenieść się fizycznie w inny czas, inną epokę która już przeminęła? Przecież to niemożliwe, gdyż tamtej epoki już nie ma!
       
      Naprawdę? Skąd pewność że tamta epoka (do której pragniemy się przenieść), już nie istnieje? Skąd mamy tego pewność? Oczywiście odpowiedź brzmi - bo żyjemy w teraźniejszości, w której to ślady dawnych epok przetrwały co najwyżej w postaci ruin zamków/budynków, odkopywanych z ziemi przez archeologów naczyń, monet i innych materialnych oznak dawnej bytności człowieka. Ale tamtego świata już nie ma - dziś żyjemy inaczej, mamy samochody, samoloty, podróżujemy na księżyc, prawie każdy z nas posiada możliwość skontaktowania się z drugą osobą za pomocą telefonu, komputera itd. Żyjemy "dziś" - "wczoraj" już przeminęło, jak więc możemy przewinąć taśmę, by wrócić do tego wcześniejszego momentu, do tamtej epoki?
       
      Otóż możemy, a żadna z minionych epok nie przeminęła, one wszystkie...nadal istnieją. Jak to zapytamy? Ano tak, lecz by to wytłumaczyć należy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie - kim my właściwie jesteśmy? Wszystko czym jesteśmy - składa się z energii. A czy energię można zniszczyć? Nie ma takiej możliwości, energii zniszczyć się nie da (to m.in.: dlatego nasze dusze są nieśmiertelne). Skoro energii zniszczyć się nie da - to jak można przypuszczać że cokolwiek powstałe z energii - już nie istnieje, przeminęło, zginęło? A czym jest energia? Energia składa się z atomów - te zaś z jeszcze mniejszych cząsteczek np. elektronów. Żadna cząstka energii, choćby nie wiadomo jak mała - nigdy nie ginie.
       
      Skoro tak, można by zapytać, to dlaczego dziś nie ma już tego co było kiedyś, skoro tamto nie zginęło, dlaczego w dziś - w teraźniejszości - nie istnieje przeszłość lub...przyszłość. Odpowiedź jest bardo prosta - dzieje się tak dlatego, że energia której nie można zniszczyć i nigdy nie ginie - po prostu...się zmienia. Nie oznacza to jednak, że nie istnieje już świat który istniał kiedyś dawno - np. czasy starożytne.
       
      Udowodnił to człowiek, który skonstruował niesamowity przyrząd - chronowizor. Co to takiego jest, można by spytać? Przyrząd ten umożliwia nam w naszej teraźniejszości...odtwarzanie muzyki z dawnych czasów i jej wizualizowanie. A co to w zasadzie za problem, odtworzyć muzykę z dawnych lat, wystarczy wziąć do ręki zapis nutowy danego utworu i odegrać go w ten sam sposób. Ok. problem polega jednak na tym, że zapis nutowy utworów muzycznych istnieje dopiero od ok. 1200 r., zaś chronowizor umożliwia odtwarzanie i wizualizowanie muzyki z czasów znacznie odleglejszych, jak choćby I czy II wiek p.n.e.
       
      Twórcą chronowizora był Alfredo Pelle Ernetti - Włoch, benedyktyński zakonnik. Od dziecka pociągały go dwie rzeczy - teologia (szukał odpowiedzi na pytanie kim lub czym jest Bóg), oraz muzyka. Ojciec Ernetti wykładał w konserwatorium w Wenecji - zajmował się tam prapolifonią, czyli historią muzyki starożytnej (tę katedrę stworzono specjalnie dla niego - prowadził ją aż do śmierci w roku 1994). Przez ten czas zdążył wydać 72 publikacje na temat muzyki starożytnej, oraz 45 płyt, z nagraną muzyką starożytności. Jak tego dokonał nie mając zapisu nutowego tamtych utworów? Właśnie za pomocą skonstruowanego przez siebie (oraz przy pomocy kilku innych naukowców), chronowizora.
       
      W trakcie swych długoletnich badań nad tym urządzeniem, doszedł do wniosku że dźwięk to energia (fale energii), które nie giną, z ustaniem dźwięku, lecz trwają nadal. Skoro więc istnieją - trzeba tylko je odszukać i zrekonstruować. A skąd w ogóle wiedział że dźwięk ten można odszukać i zrekonstruować od nowa? Pomocną ku temu okazało się badanie ultradźwięków, które przecież też są niesłyszalne dla ludzkiego ucha - a mimo to niektóre zwierzęta je słyszą. Czyż fakt, iż my ich nie słyszymy oznacza że...nie istnieją? Oczywiście że istnieją, tylko że nasz aparat słuchowy jest pod tym względem bardzo ograniczony, człowiek słyszy tylko te dźwięki, które mamy usłyszeć. Idąc tym tropem skonstruował urządzenie ułatwiające odtwarzanie, rekonstruowanie i wizualizowanie dźwięków z przeszłości (bardzo odległej przeszłości). 
       
      W 1986r. zaprezentował swoje dzieło na oficjalnej konferencji prasowej w Riva del Garda, wprawiając obecnych w osłupienie. Zaczął od wykładu na temat fizyki kwantowej, by potem przejść do wytłumaczenia procesu odszukiwania dzięków z przeszłości. Stwierdził że wszystko, cokolwiek wydarzyło się kiedyś nie tylko na naszej Ziemi, ale w całym Wszechświecie, pozostawiło swój ślad energetyczny, nie tylko dźwiękowy (jak twierdził), lecz także wizualny (oznacza to że można nie tylko słuchać muzyki z dawnych czasów, można naocznie obejrzeć jak te czasy wyglądały). Ojciec Ernetti mówił że energia w całym Wszechświecie jest niezniszczalna, podlega jednak pewnym zmianom, lecz mimo to trwa dalej w naszej przestrzeni. Jeśli tylko można ją odnaleźć, to można również ją odtworzyć (w oryginalnej formie), odsłuchać, oraz obejrzeć.
       
      Chronowizor Ernettiego składał się z połączonych ze sobą anten, pochodzących z różnych stopów metali (nie wyjawił jakie są to metale). One to właśnie miały wyłapywać te istniejące obok nas fale energetyczne z dawnych wieków. Następnie "jednostka rekonstruująca" odtwarzała zapisany na danej fali dźwięk, a transformator obrazu i dźwięku (ekran telewizora), odtwarzał muzykę. W 1986r. na owym spotkaniu w Riva del Garda, w obecności dziennikarzy - w ten właśnie sposób "ściągnął" zupełnie wcześniej nie znany kawałek opery, wystawionej w starożytnym Rzymie w roku 169 p.n.e. (chronowizor wyłapywał i odtwarzał dźwięki z dokładnością do kilku...godzin).
       
      Rok 169 p.n.e. to czas poważnych zawirowań zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych w rzymskiej polityce. Toczyła się wówczas (trwająca od 171 r. p.n.e.) - III wojna macedońska. Rzym miał poważne problemy zarówno natury politycznej jak i militarnej w wojnie z królem tego państwa - Perseuszem. Grecja uzyskała wolność po zwycięstwie Rzymu nad Macedonią pod Kynoskefalaj (197r. p.n.e.) i zakończeniu II wojny macedońskiej (196r. p.n.e.). Zwycięski rzymski wódz w tej wojnie - Tytus Kwinkcjusz Flamininus (prawdziwy hellenofil), podczas Igrzysk Istmijskich (ku czci Posejdona), w Koryncie - ogłosił powszechną "Wolność Hellenów i całej Hellady" (Grecja była wówczas od 142 lat okupowana i politycznie zależna od Macedonii, dopiero Rzymianie zwyciężając Macedończyków dali Hellenom wolność...której jednak sami nie brali tak całkiem serio). Trudno opisać szał radości jaki wówczas powstał na stadionie, gdzie miały odbyć się igrzyska sportowe - ludzie jeden przez drugiego przepychali się, dążąc ku Flamininusowi, byle tylko dotknąć poły jego płaszcza, lub ucałować jego dłoń.
       
      Flamininus obiecał również że rzymskie oddziały wycofają się z Grecji (przysiągł to Grekom na swój honor). Nie było to jednak takie proste, zważywszy że teraz do działań zbrojnych przystąpił tyran Sparty - Nabis, który pragnął odbudować dawną spartańską potęgę i jej wpływy w regionie. W wojnie z Macedonią rozważnie poparł Rzymian, teraz liczył że odwdzięczą mu się za uzyskane poparcie, uznając aneksję zajętego przez niego jeszcze w 196r. p.n.e. Argos (jednego z kluczowych miast-państw Związku Achajskiego). Flamininus jednak przekonany przez Achajów co do konieczności rozprawy militarnej z Nabisem, wkroczył w 195r. p.n.e. na Peloponez i pomimo bohaterskiego oporu Spartan, zniszczył ich ziemię, zdobył Spartę i zmusił Nabisa do upokarzającego pokoju (oddanie nie tylko Argos, ale i portu w Gytium - jedynego portu morskiego Sparty). Po zakończeniu walk, w 194r. p.n.e. (tak jak obiecał Flamininus - który musiał wcześniej stoczyć solenną walkę w senacie, by przekonać senatorów do opuszczenia Grecji), legiony rzymskie wycofały się z Hellady. Opuszczono nawet kluczowe twierdze - Demetrias, Chalkis i Akrokorynt.
       
      Ogromny entuzjazm i podziw Greków dla "rzymskich wyzwolicieli", został bardzo szybko zaprzepaszczony z winy samego Rzymu. Już w trzy lata po opuszczeniu Hellady (191r. p.n.e.), armia rzymska ponownie tu wylądowała, tym razem pod pretekstem wojny z królem Syrii Antiochem III Wielkim. Antioch został "wezwany" do Grecji przez Związek Etolski - który poparł Rzymian w poprzedniej wojnie i spodziewał się teraz nagrody w postaci włączenia całej Tesalii w skład Związku. Tak się nie stało więc wystosowali apel do Antiocha by "wyzwolił Helladę". Ten przystał na ów apel i w 192r. p.n.e. wylądował na greckim wybrzeżu (w porcie Demetrias), z 10 000 żołnierzy na czele. Grecy przyjęli go wyjątkowo chłodno, Związek Achajski wypowiedział mu nawet wojnę (za co senat przyznał Etolom status foedus equum  - równoprawnego sojusznika). Z Rzymem związał się również dawny ich przeciwnik król Macedonii (pokonany pod Kynoskefalaj), Filip V (za co senat również nadał mu status sprzymierzeńca). Rzym miał wówczas inne problemy na głowie i wojna w Grecji była ostatnią rzeczą której pragnął, lecz wylądowanie Antiocha w Demetrias zmieniło sytuację strategiczną - w Rzymie zaczęto obawiać się że po zajęciu Grecji Antioch może (podobnie jak 25 lat temu Hannibal), dokonać inwazji na Italię. Dlatego też w 1919r. wysłano do Grecji 20 000 armię pod wodzą Marka Acyliusza Glabriona.
       
      Antioch zaś nie spieszył się do wojaczki. Zajął Tesalię i rozkoszował się przyjemnościami stołu i łoża w Demetrias. Spotkał tam dziewczynę, która od razu przypadła mu do gustu tak bardzo że natychmiast ją poślubił (w Antiochii miał prawdziwy harem takich żon) i spędzał z nią dnie i noce na wszelakich rozkoszach. Kupował dla niej stroje i obsypywał klejnotami. Gdy wreszcie ruszył do walki - poniósł klęskę w bitwie pod Termopilami (191r. p.n.e.), gdzie wsławił się Marek Porcjusz Katon, dowodząc oddziałem który oskrzydlił Syryjczyków (po powrocie do Rzymu Katon oskarży przed senatem swego dowódcę z tej bitwy - Glabriona, o przywłaszczenie sobie złotych pucharów Antiocha, które widział w Termopilach, a których potem w Rzymie na triumfie Glabriona już nie było - wybuchła z tego powodu prawdziwa afera polityczna). Potem poniósł klęskę w bitwie morskiej pod Eurumedonem i wreszcie definitywnie przegrał pod Magnezją w Azji Mniejszej (190r. p.n.e.). Teraz Antioch mógł wreszcie ze swa nową żoną wrócić do Antiochii, wcześniej jednak musiał zgodzić się na pokój z Apamei (188r. p.n.e.), który poważnie zmniejszył jego posiadłości w Azji Mniejszej.
       
      Po zakończeniu walk Rzymianie ponownie opuścili Grecję (188r. p.n.e.), powrócą do niej dopiero po siedemnastu latach w 171r. p.n.e. Rzymianie nie radzili sobie jednak w nowej wojnie z Perseuszem macedońskim - zostali pokonani już na początku wojny pod Larissą (171r. p.n.e.), po której to porażce (Perseusz zniszczył jedynie przednią straż armii rzymskiej), w legionach zaczęła szerzyć się dezercja i dał się zauważyć upadek dyscypliny wojskowej. Dochodziło do częstych zmian kolejnych wodzów ( w przeciągu dwóch lat zmieniło się trzech wodzów - Licyniusza Krassusa zastąpił najpierw Hostyliusz Mancynus potem Kwintus Marcjusz Filippus). Filippusowi udało się w owym 169r. p.n.e. obejść rejon gór (w rejonie Olimpu0 i wkroczyć do Macedonii, ale jego armia była tak wyczerpana długim marszem że musiał się wkrótce stamtąd wycofać. Zwycięstwo odniósł dopiero w roku następnym (168 p.n.e.) Lucjusz Emiliusz Paulus w bitwie pod Pydną, gdzie definitywnie została zmiażdżona potęga macedońskiej falangi, a wzrosła niekwestionowana pozycja rzymskiego legionu.
       
       
       
      CDN.
       
       

    • Przez Brook
      Zamieszczam statystyczne zestawienie dotyczące czasu potrzebnego na pozyskanie jednej osoby i doprowadzenie jej do chrztu w zborze SJ. (w skali światowej)
      Rok / godzin
      1960 1.907,4
      1961 1.913,7
      1962 2.039,5
      1963 2.408,5
      1964 2.386,0
      1965 2.659,4
      1966 2.897,3
      1967 2.453,9
      1968 2.518,9
      1969 1.983,1
      1970 1.629,7
      1971 1.948,8
      1972 1.789,4
      1973 1.548,9
      1974 1.245,9
      1975 1.295,6
      1976 1.826,8
      1977 2.582,6
      1978 3.232,7
      1979 2.806,1
      1980 2.983,2
      1981 2.992,3
      1982 2.777,9
      1983 2.697,5
      1984 2.817,9
      1985 3.111,4
      1986 3.014,3
      1987 3.201,4
      1988 3.283,0
      1989 3.166,2
      1990 2.969,1
      1991 3.162,9
      1992 3.405,0
      1993 3.572,1
      1994 3.481,6
      1995 3.398,5
      1996 3.111,5
      1997 3.138,2
      1998 3.754,2
      1999 3.538,7
      2000 4.054,1
      2001 4.437,9
      2002 4.529,3
      2003 4.770,4
      2004 4.886,3
      2005 5.159,5
      2006 5.371,8
      2007 4.799,7
      2008 5.139,0
      2009 5.344,8
      W skali krajów Europy te liczby są jeszcze o wiele większe, gdyż sięgają nawet do ponad 9000 godzin nakładu na pozyskanie jednego nowego głosiciela. Oznacza to, iż kazdy statystyczny głosiciel potrzebuje na to ponad 100 lat.
  • Popularny

  • Kto obchodzi dziś urodziny

    Nikt dziś nie obchodzi urodzin.
  • Wpisy bloga