Promowane odpowiedzi

Lila    5152

Lepiej oddać kawałek siebie za "towarzysza życia". Jest bardziej namacalny niż "życie wieczne".

 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8461
1 minutę temu, Lila napisał:

Lepiej oddać kawałek siebie za "towarzysza życia". Jest bardziej namacalny niż "życie wieczne".

to prawda

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2955
8 minut temu, Lila napisał:

Lepiej oddać kawałek siebie za "towarzysza życia". Jest bardziej namacalny niż "życie wieczne".

 

Co kto lubi. Uczestnicy poprzedniej edycji programu za wiele się nie namacali - wszystkie pary się rozwiodły, a program zmontowano tak, by uwydatnić niedostatki ich intelektu i charakteru. Rozczarowanie sześciu osób zostało namacalnie potwierdzone. A nieotrzymania życia wiecznego nikt jak dotąd nie potwierdził.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lila    5152
2 minuty temu, kantata napisał:

Co kto lubi. Uczestnicy poprzedniej edycji programu za wiele się nie namacali - wszystkie pary się rozwiodły, a program zmontowano tak, by uwydatnić niedostatki ich intelektu i charakteru. Rozczarowanie sześciu osób zostało namacalnie potwierdzone. A nieotrzymania życia wiecznego nikt jak dotąd nie potwierdził.

Masz rację.

Ale i tak się nie skuszę na żw :D

Poza tym, jeśli zdecyduję się na dokonanie barteru na tż, to bez udziału mediów. Tak będzie bezpieczniej ;) 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
erin    1521

Mnie zastanawia co innego. Konwencja programu jest taka,ze wszystko na pewno jest wyrezyserowane i przedstawione na opak,to swoja droga. Zastanawiam sie w jaki sposob moze zostac skonstruowana umowa i jakie wymagania zawierac no i najwazniejsze- co jesli uczestnik rozmysli sie przed oltarzem/ zmadrzeje? No i czy w aranzowanych malzenstwach nie jest bardziej logicznym wyborem anulowanie malzenstwa zamiast rozwodu? Nie slyszalem o anulowaniu,byc moze dlatego,ze kiepsko by to wygladalo w tv, ze te idealne pary najpewniej nigdy nie poszly ze soba do lozka. A watpie,zeby poszly. Nie wiem jaka jest cena zrobienia z siebie idioty i sprzedania prywatnosci i intymnosci w tv, ale wiem,ze zawsze znajda sie tacy,ktorzy zrobia to za darmo albo jeszcze doplaca. Bardziej niepokoi mnie to jak wielu ludzi naprawde chce to ogladac i dlaczego w ogole w to wnikam

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2955
49 minut temu, erin napisał:

Nie wiem jaka jest cena zrobienia z siebie idioty i sprzedania prywatnosci i intymnosci w tv, ale wiem,ze zawsze znajda sie tacy,ktorzy zrobia to za darmo albo jeszcze doplaca. Bardziej niepokoi mnie to jak wielu ludzi naprawde chce to ogladac i dlaczego w ogole w to wnikam

Artyści, poeci, pisarze, bohaterowie reportaży z cyklu  "mąż polityk zmuszał mnie do prostytucji" czy "molestowali mnie starsi zboru" - od zawsze człowiek z najróżniejszych powodów "sprzedaje" swoją intymność. Wg ciebie oni robią z siebie idiotów, wg innych chyba nie, skoro zawsze chętni się znajdują. A co do stawiania sprawy na opak - nowością są małżeństwa z wyboru. Te aranżowane mają zdecydowanie dłuższą historię i większą reprezentację w różnych kulturach. Twórcy duńskiego programu zabawili się w swego rodzaju społeczny eksperyment, którego bohaterami są nie tylko uczestnicy show, ale i widzowie ze swoimi reakcjami na przeniesienie archaicznej umowy w czasy współczesne. Zaskakujące jest też to, skąd oni biorą urzędników, którzy są gotowi ze swojego poważnego zawodu zrobić show, a małżeństwo zakładające dozgonną trwałość sprowadzić do testu "a może się uda".

Edytowane przez kantata

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
erin    1521

Urzednik nie ma nic do gadania i gucio go interesuje co ludzie zrobia z papierkiem-on jest od tego,zeby go wystawic i pozostawic komentarze dla siebie. Aranzowane malzenstwa sa reliktem przeszlosci dlatego,ze dzis juz nie maja prawa dzialac. Kobieta popierajaca je zwyczajnie nie wie albo nie chce wiedziec co sie za nimi krylo w dawnych czasach- od braku mozliwosci rozwodu przez calkowita zaleznosc od meza,wymuszanie spelniania obowiazkow malzenskich ( do dzis sa tacy,ktorzy twierdza,ze pojecie gwaltu nie dotyczy zony)a na poslubianiu 14-latek konczac. Sa miejsca na swiecie, w ktorych nadal funkcjonuje to w ten sposob. A takie dzialania w Polsce w xxl wieku to farsa pod publiczke.

Ale skoro stawiasz znak rownosci miedzy "opowiem swiatu jak skrzywdzil mnie autorytet,zeby ustrzec innych" a "pokaze swiatu jak biore slub z obca baba a jak sie rozwiode to obrobie jej tylek" to chyba wyklucza mozliwosc porozumienia

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2955

Urzęnik ma bardzo dużo do gadania, skoro przed emisją programu podobno były do USC wysyłane listy zalecające odmówienie zgody na wzięcie udziału w programie. Narzuciłeś sobie dziwną rolę "obrońcy" kobiet, które wcale cię o to nie proszą i z góry wiesz, jakimi motywacjami kierują się obcy ci ludzie (a przecież te pozostają tajemnicą często i dla nich samych).  Nie widzę, w czym gorszy jest uczestnik show walczący z przekleństwem swojej samotności i nieśmiałości, od osoby idącej do szukających sensacji tabloidów, by z najdrobniejszymi szczegółami opowiadać, gdzie jak i kto ją dotykał. Albo od osoby publikującej na fejsie zdjęcia z wakacji i efekty odchudzania. Dla wszystkich to jakaś forma oczyszczenia i pozbycia się trupa z szafy poprzez wstawienie go w światło reflektorów. I nie ma większego obnażenia niż twórczość artystyczna, którą się stawia na piedestale. Wszyscy jesteśmy w różnym stopniu ekshibicjonistami. Nie ma sensu dokonywać licytacji czyichś uczuć, dramatów i motywów. Równie dobrze można zacząć się rozwodzić na tym, jaką twoją potrzebę zaspokaja pisanie o innych, jak o idiotach i jaką swoją potrzebę zaspokajam ja, wdając się w wymianę zdań z człowiekiem, w którym wyczuwam  ignorancję.

 

13 minut temu, erin napisał:

Urzednik nie ma nic do gadania i gucio go interesuje co ludzie zrobia z papierkiem-on jest od tego,zeby go wystawic i pozostawic komentarze dla siebie. Aranzowane malzenstwa sa reliktem przeszlosci dlatego,ze dzis juz nie maja prawa dzialac. Kobieta popierajaca je zwyczajnie nie wie albo nie chce wiedziec co sie za nimi krylo w dawnych czasach- od braku mozliwosci rozwodu przez calkowita zaleznosc od meza,wymuszanie spelniania obowiazkow malzenskich ( do dzis sa tacy,ktorzy twierdza,ze pojecie gwaltu nie dotyczy zony)a na poslubianiu 14-latek konczac. Sa miejsca na swiecie, w ktorych nadal funkcjonuje to w ten sposob. A takie dzialania w Polsce w xxl wieku to farsa pod publiczke.

Ale skoro stawiasz znak rownosci miedzy "opowiem swiatu jak skrzywdzil mnie autorytet,zeby ustrzec innych" a "pokaze swiatu jak biore slub z obca baba a jak sie rozwiode to obrobie jej tylek" to chyba wyklucza mozliwosc porozumienia

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
erin    1521

O nie,nie. Jak bys nie odwracala kota ogonem to nie zmienisz faktu,ze producenci programu wcale a wcale nie troszcza sie o czyjas niesmialosc czy brak powodzenia. Dla nich liczy sie ogladalnosc i zszokowanie publicznosci. Wszystkie programy w stylu "znajdz swoja 2 polowke" maja ten sam cel i wcale nie jest nim pomoc albo zyczliwosc. Nie nazwalem migdzie iczestnikow programu idiotami,ale zaznaczylem,ze wlasnie tak przedstawi ich tv, bo wlasnie taka jest konwencja programu. Deal with it. Jezeli ktos z wlasnej woli majac pelna swiadomosc tego,jakie skutki mial ten cyrk w innych krajach w wielu,wielu edycjach I jakie sa statystyczne szanse na powodzenie bierze udzial w tym programie to totalnie wychodzi poza moja zdolnosc zrozumienia. Ale ja wcale nie musze wszystkiego rozumiec i nie przeszkadza mi tez latka ignoranta. I za boga nie wiem gdzies ty tu znalazla obrone kobiet tam,gdzie ja wlasnie wyrazilem krytyke. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
alka    6251

Jede napisal zes obronca- to zapewne tak jest:) bez wzgledu na kolejne tresci Twoich postow.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2955
Godzinę temu, erin napisał:

I za boga nie wiem gdzies ty tu znalazla obrone kobiet tam,gdzie ja wlasnie wyrazilem krytyke. 

 

Zrobiłeś dokładnie to, co robią niektóre feministki, stworzyłeś ciąg skojarzeń: małżeństwo aranżowane - gwałt - poślubianie 14-latek. One też to robią, wszystko sprowadzają do gwałtu, opresji i braku wyboru.  Jeśli są kobiety, które chcą wchodzić w aranżowane związki, to czemu nie. Skoro uważają, że to dla nich może być coś dobrego, to nie ma sensu bronić ich czci orężem fałszywych konotacji.

Każdy program jest pod publiczkę, bo nie ma sensu kręcić czegoś, czego nikt nie będzie oglądał. Tak samo nie ma sensu wydawać książek, których nikt nie przeczyta. Jest wybór - można iść do opery narodowej. Przeciętny Polak woli jednak reality show. A mnie od zawsze rozczulają uczestnicy takich programów, bo moją coś, czego nie mam ja. W życiu bym nie pozwoliła, by moja historia stała się elementem rozrywkowego scenariusza. Wstydziłabym się i podziwiam bezwstydnych, którzy mają Erinów wszelkiej maści w dupie. Może coś pozytywnego wypłynie z ich udziału w programie - jak nie mąż/żona, to inne znajomości przez fakt pokazania siebie i swojej historii w tv. To jak dyskusja  o prawie do suszenia mokrych kalesonów na balkonie - niby wiocha, niby brak klasy, ale czy nie taką samą wiochą jest zaglądanie innym na balkony i komentowanie tego, co na nich wisi?

 

48 minut temu, alka napisał:

Jede napisal zes obronca- to zapewne tak jest:) bez wzgledu na kolejne tresci Twoich postow.

O, ty powinnaś zostać swatką. Nie pierwszy raz kojarzysz mnie i Jeda w parę z tylko sobie znanych powodów. Widzę w tobie target tego typu programów.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
alka    6251

Och, nie badz taka skromna:) nie tak dawno jede wyznawal wykrzyknikami tu: kochaaam panne k...! I takie tam.:lol:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2955
Teraz, alka napisał:

Och, nie badz taka skromna:) nie tak dawno jede wyznawal wykrzyknikami tu: kochaaam panne k...! I takie tam.:lol:

No tak. Ale mnie tu wszyscy przecież kochają.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
alka    6251
Teraz, kantata napisał:

No tak. Ale mnie tu wszyscy przecież kochają.

Ale on jakby bardziej;)

Zreszta. To nie wazne.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jedediah    12431
2 godziny temu, kantata napisał:

Jeśli są kobiety, które chcą wchodzić w aranżowane związki, to czemu nie

Statystycznie rzecz biorąc, aranżowane małżeństwa są trwalsze i sensowniejsze niż tzw. "związki z miłości", tak (nie)popularne w świecie Zachodu. W Stanach ponad 90% pierwszych małżeństw rozpada się w ciągu 10 lat. Dodaj te, które rozpadają się później, a otrzymasz wizję w której instytucja małżeństwa w praktyce nadaje się już tylko do zakopania 6 stóp pod ziemią i jest równie realna co "domy ze szkła" Cezarego Baryki. Ślub współcześnie jest po to, by zarabiać na biżuterii ślubnej ( modę na pierścionki z brylantem wykreowano sztucznie) oraz na rozwodach.

Mówiąc małżeństwa aranżowane nie mam tu na myśli pseudo-aranżowania pod tytułem, że jakaś agencja zaprasza na randkę dwójkę "młodych, wykształconych i z wielkich ośrodków", bo oboje kliknęli w formularzu, że lubią wegańskie jedzenie i nową falę gejowskiego kina romantycznego; mam na myśli kultury w których to faktycznie działa, bo taki jest klimat społeczny.

Edytowane przez Jedediah
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lila    5152
9 minut temu, Jedediah napisał:

Statystycznie rzecz biorąc, aranżowane małżeństwa są trwalsze i sensowniejsze niż tzw. związki z miłości, tak (nie)popularne w świecie Zachodu. W Stanach ponad 90% pierwszych małżeństw rozpada się w ciągu 10 lat. Dodaj te, które rozpadają się później i te w których małżonkowie trwają przy sobie zgorzkniale i otrzymasz wizję w której instytucja małżeństwa w praktyce nadaje się już tylko do zakopania 6 stóp pod ziemią i jest równie realna co "domy ze szkła" Cezarego Baryki.

Mówiąc małżeństwa aranżowane nie mam tu na myśli pseudo-aranżowania pod tytułem, że jakaś agencja zaprasza na randkę dwójkę "młodych, wykształconych i z wielkich ośrodków", bo oboje kliknęli w formularzu, że lubią wegańskie jedzenie i nową falę gejowskiego kina romantycznego; mam na myśli kultury w których to faktycznie działa, bo taki jest klimat społeczny.

Nie wiem, czy są szczęśliwsze, ale nadal są spotykane, a swatka z prawdziwego zdarzenia to instytucja. 2-3 lata temu oglądałam dokument o młodych Żydach, którzy chętnie korzystają z ich usług. Szukają współmałżonka z określonego kręgu, o konkretnym światopoglądzie. Swatani w ten sposób ludzie poznają się i po kilku spotkaniach sami decydują, czy się pobiorą. Młodzi ludzie, którzy razem zgadzają się na taki układ, chyba czują się odpowiedzialni za powodzenie tej "akcji" i trwanie w związku. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2955
17 minut temu, Jedediah napisał:

Statystycznie rzecz biorąc, aranżowane małżeństwa są trwalsze i sensowniejsze niż tzw. "związki z miłości", tak (nie)popularne w świecie Zachodu. W Stanach ponad 90% pierwszych małżeństw rozpada się w ciągu 10 lat. Dodaj te, które rozpadają się później, a otrzymasz wizję w której instytucja małżeństwa w praktyce nadaje się już tylko do zakopania 6 stóp pod ziemią i jest równie realna co "domy ze szkła" Cezarego Baryki. Ślub współcześnie jest po to, by zarabiać na biżuterii ślubnej ( modę na pierścionki z brylantem wykreowano sztucznie) oraz na rozwodach.

Mówiąc małżeństwa aranżowane nie mam tu na myśli pseudo-aranżowania pod tytułem, że jakaś agencja zaprasza na randkę dwójkę "młodych, wykształconych i z wielkich ośrodków", bo oboje kliknęli w formularzu, że lubią wegańskie jedzenie i nową falę gejowskiego kina romantycznego; mam na myśli kultury w których to faktycznie działa, bo taki jest klimat społeczny.

Nie jesteś socjologiem ani filozofem, by z takim namaszczeniem i ironią kategoryzować, co jest pseudo, a co de facto, co jest cacy, a co be. Nie widzę nic złego w tym, że małżeństwo jako instytucja stało się przeżytkiem i ewoluowało do etapu show. Może to naturalna przemiana społeczństwa. Nie potrzebujemy drugich połówek na całe życie, bo w pojedynkę jesteśmy kompletni. To, czy się trafi na kogoś, z kim z przyjemnością można spędzić resztę życia, to kwestia szczęścia i przypadku - tak było kiedyś i tak jest teraz. Formularz z podpunktem o kulinarnych preferencjach może być równie pomocny albo bezużyteczny jak "dobre rady" sędziwych cioć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jedediah    12431
27 minut temu, kantata napisał:

Nie jesteś socjologiem ani filozofem, by z takim namaszczeniem i ironią kategoryzować, co jest pseudo, a co de facto, co jest cacy, a co be

Mam w dupie kwestie namaszczenia; twoje albo uniwersyteckie. Mówię co uważam i jak uważam, jeśli sądzisz, że umoralnisz mnie powołując się na nacisk autorytetów oraz społecznie uznanych form orzekania o kompetencjach, mylisz się; anonimowa kobieto z internetu. Jedno co możesz zrobić, to przedstawić twoją wersję prawdy. Inne chwyty na mnie nie podziałają, więc nie masz co tracić kilobajtów transferu internetowego.

27 minut temu, kantata napisał:

Nie potrzebujemy drugich połówek na całe życie, bo w pojedynkę jesteśmy kompletni

Tu się zgodzę. Może nie do końca kompletni, bo wciąż pozostaje walka z oprogramowaniem biologicznym, tym niemniej w obecnym układzie sensowniej jest żyć samemu niż grać w rosyjską ruletkę z drugim człowiekiem, o własnych priorytetach i planach, który ma za sobą całą kulturę i aparaturę sądowniczą.

27 minut temu, kantata napisał:

To, czy się trafi na kogoś, z kim z przyjemnością można spędzić resztę życia, to kwestia szczęścia i przypadku - tak było kiedyś i tak jest teraz

Nie. To nie kwestia szczęścia ani przypadku, to kwestia klimatu społecznego ( norm) i zachodzących przemian, odzwierciedlonych przez statystyki. Jeśli wskaźnik zachorowań na raka rośnie albo kurs dolara spada na przestrzeni dekad, nie jest to kwestią przypadku, a wzorca o określonych przyczynach. I tak jest ze wszystkimi prawidłowościami.

Kapitaliści żerują na tego typu retoryce - nie twórzcie związków zawodowych, nie walczcie o pracownicze prawa, bowiem ubóstwo to zawsze problem indywidualny, nigdy społeczny. Jeśli pracujesz ciężko i wytrwale dojdziesz na sam szczyt. Tyle że te same rody które były zamożne we Włoszech podczas średniowiecza, są zamożne do dziś, zaś małe prywatne kawiarenki na dłuższą metę nie mają szans z sieciówkami pokroju Starbucksa.

Nie patrz na statystyki, nigdy nie będziesz regułą, a zawsze wyjątkiem, no nie?

Edytowane przez Jedediah

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2955
31 minut temu, Jedediah napisał:

Kapitaliści żerują na tego typu retoryce - nie twórzcie związków zawodowych, nie walczcie o pracownicze prawa, bowiem ubóstwo to zawsze problem indywidualny, nigdy społeczny. Jeśli pracujesz ciężko i wytrwale dojdziesz na sam szczyt. Tyle że te same rody które były zamożne we Włoszech podczas średniowiecza, są zamożne do dziś, zaś małe prywatne kawiarenki na dłuższą metę nie mają szans z sieciówkami pokroju Starbucksa.

 

 

A nie mam pojęcia, na czym żerują kapitaliści ani dlaczego mają związek z tematem. W ogóle żonglowanie hasłami dużego kalibru z odległych dziedzin w prostym temacie o wieczornym reality show oglądanym do kotleta i piwa mnie przerasta. Groch z kapustą. Pomieszanie z poplątaniem wielkich słów, które razem nie tworzą żadnej treści.  Nie wiem już o czym jest rozmowa ani po co założyłam wątek, skoro każda wymiana zdań kończy się tak samo.

  • Sad 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jedediah    12431
6 minut temu, kantata napisał:

Nie wiem już o czym jest rozmowa ani po co założyłam wątek, skoro każda wymiana zdań kończy się tak samo.

Dnia 15.06.2017 o 15:04, kantata napisał:

 Nie będę się tu już więcej udzielać. To nie moje miejsce. Czuję się tu fatalnie.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
uncja    929
1 godzinę temu, kantata napisał:

Nie jesteś socjologiem ani filozofem,

Ja tam nie wiem ale obstawiam że Jedediah jest właśnie socjologiem z wykształcenia. Wszystko co mówi i robi tu na forum jest socjologiczne właśnie.

Poza tym dziś ludzie sa tak wykształceni ze naprawdę mają sporo wiedzy z róznych dziedzin i by mieć swój własny pogląd nie potrzebują dogłębnej znajomości zagadnienia.Dyskusja o wiedzy nie ma sensu. Dyskutuje się o wartościach co powinno być wartością a co nie I w tym momencie rozmawiamy o tym czy małzeństwo jest czyms z czego można celowo robić show, czy znajdą się showmeni i publika i jesli  tak to co cechuje jednych i drugich i z czego wynika popyt i podaż.

Ja myślę ze to źle ze coś takiego jak małżeństwo stało się przedmiotem programu, że to jest deprecjacja tej instytucji i że w gruncie rzeczy doprowadzi to do rujnacji społeczeństwa w którym taka wartość jest deprecjonowana. Innymi słowy żle ze u nas w Polsce tez taki program będzie.

Temat jest prosty i skomplikowany jednocześnie. Jest to pytanie o granicę tego z czego mozna zrobic widowisko czy rzeczywiście wszystko jest na sprzedaż? Czy za jakiś czas będzie mozna legalnie kupić nerkę do przeszczepu?

Dreszcz stachu przechodzi mi po tyłku

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gregorio    348

Był już Celebrity Splash w Polsce, w Malezji ''Young Imam'', w którym młodzi muzułmanie wykonywali różne zadania rytualne, w Holandii byli ''Dawcy''. W tym showoszołomie umierająca kobieta na raka mózgu (jak się później okazało całkowicie zdrowa) miała oddać nerkę jednemu z uczestników, którzy nerki potrzebowali. Byli oni oceniani jak na aukcji koni w Janowie Podlaskim albo jak na konkursie oceny wieńców jeleni pod kątem prawidłowego zastosowania kryteriów odstrzału męskich osobników. Selekcja jak w przyrodzie, a o wszystkim decyduje publika wysyłająca smsy. Mnie już nic nie zdziwi w telewizorni. Wszystko ma swoją cenę, choć tak mało rzeczy jakąkolwiek posiada wartość. Oglądalność i przekraczanie granic w dziedzinie reality show to założenie takich programów. Show must go on jak śpiewał Freddie Mercury. Przy tym, pierwszy polski Big Brother jest jak wieczorynka z misiem Colargolem. Pomimo, że jestem młody, to doceniam klasę Krystyny Loski, Tadeusza Sznuka... inne czasy, inne obyczaje i kultura osobista, tego mi dziś brakuje. Jest coraz mniej takich ludzi w tv. Wchodzą w pół zdania, kłapią jadaczkami. Szkoda, że wszystko małpujemy od innych. Dobrze to dają słowa Umberto Eco, że telewizja ogłupia ludzi kulturalnych i ukulturalnia ludzi, którzy prowadzą ogłupiający tryb życia. Bardzo szanuje osoby, które nie mają w domu telewizora. Teraz na tych wypasionych 40 calowych full hd, to nawet kwiatka nie można postawić :).

Edytowane przez Gregorio

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2955
Godzinę temu, uncja napisał:

Temat jest prosty i skomplikowany jednocześnie. Jest to pytanie o granicę tego z czego mozna zrobic widowisko czy rzeczywiście wszystko jest na sprzedaż? Czy za jakiś czas będzie mozna legalnie kupić nerkę do przeszczepu?

Dreszcz stachu przechodzi mi po tyłku

A widzisz, tu by ci się przydało mieć troszkę wiedzy, a nie tylko poglądy. O jakim przekraczaniu granic można mówić, skoro wszystko już było - od walk gladiatorów po snuff movies, od wieszania zakrwawionego prześcieradła w noc poślubną po świątynne harce i pornografię. Zmienia się trochę kostium epoki, przybywa technologicznych nowinek, ale jak to rzekł kaznodzieja - nic nowego pod słońcem. Od zarania dziejów ludzie się zabijają, kopulują i robią inne rzeczy ku uciesze publiczności. A nie jest powiedziane, że małżeństwo z reality show nie dotrwa w szczęściu i pomyślności do grobowej deski, doczeka się gromadki dzieci i wnucząt, podczas gdy inne wokół się rozpadną, kto wie...

Edytowane przez kantata

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
erin    1521
5 godzin temu, kantata napisał:

Zrobiłeś dokładnie to, co robią niektóre feministki, stworzyłeś ciąg skojarzeń: małżeństwo aranżowane - gwałt - poślubianie 14-latek. One też to robią, wszystko sprowadzają do gwałtu, opresji i braku wyboru.  Jeśli są kobiety, które chcą wchodzić w aranżowane związki, to czemu nie. Skoro uważają, że to dla nich może być coś dobrego, to nie ma sensu bronić ich czci orężem fałszywych konotacji.

Ja stworzyłem? Aranżowane małżeństwa miały swoje dobre i złe strony. czasami wystarczy mała furtka i o to, czy ludzie w tych sprawach mają wybór czy nie to może zapytaj tych, którzy żyją na co dzien w kulturze odmiennej od naszej. Przenosisz sobie ustawione małżeństwa na nasz, bezpieczny zachodni grunt, gdzie ludzie korzystają ze swatek, portali randkowych i agencji matrymonialnych z własnej, nieprzymuszonej woli. wcale nie kupują kot w worku, wcale nie muszą brać żadnego ślubu i panuje zasada nic na siłę. I niech sobie robie robią co chcą- ale mają szansę, mają wybór, mają plan b. 

 

5 godzin temu, kantata napisał:

Każdy program jest pod publiczkę, bo nie ma sensu kręcić czegoś, czego nikt nie będzie oglądał. Tak samo nie ma sensu wydawać książek, których nikt nie przeczyta. Jest wybór - można iść do opery narodowej. Przeciętny Polak woli jednak reality show. A mnie od zawsze rozczulają uczestnicy takich programów, bo moją coś, czego nie mam ja. W życiu bym nie pozwoliła, by moja historia stała się elementem rozrywkowego scenariusza. Wstydziłabym się i podziwiam bezwstydnych, którzy mają Erinów wszelkiej maści w dupie. Może coś pozytywnego wypłynie z ich udziału w programie - jak nie mąż/żona, to inne znajomości przez fakt pokazania siebie i swojej historii w tv. To jak dyskusja  o prawie do suszenia mokrych kalesonów na balkonie - niby wiocha, niby brak klasy, ale czy nie taką samą wiochą jest zaglądanie innym na balkony i komentowanie tego, co na nich wisi?

nie wiem jak u innych erinów sprawa wygląda, ale ja najpewniej zuyłbym w błogiej nieświadomości, że to-to ma swoja polską wersję. Nie wiem skad w polskich widzach chęć do odgrzewania kotletow i robienia na siłę polskich wersji gniotów, które od dobrych kilku lat są nadawane w innych krajach albo już dawno przestały być. Nie wiem po cholerę komu tysiące 'Ślubów..", "Exów na plaży", "pierwszych randek", "Randek w ciemno", "Randek w łózku" i wszelkich innych randek. Ale jak już temat wypłynął ( a uściślając, Ty go rozpoczęłaś naawiązując niby do związku jednego z uczestników z sj) to chyba erinowie wszelkiej maści mają prawo mówić co im się żywnie podoba o konwencji show i uczestnikach. Bo ludzie w przeciwieństwie do kalesonów na balkonie mają zamiłowanie do parcia na szkło i domagania się zrozumienia i akceptacji dla robienia cyrku z własnego życia. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jedediah    12431
47 minut temu, erin napisał:

Nie wiem po cholerę komu tysiące 'Ślubów..", "Exów na plaży", "pierwszych randek", "Randek w ciemno", "Randek w łózku" i wszelkich innych randek.

Obecnie to już prawie nikomu po nic. Boom na reality showy skończył się dobre 10 lat temu.  Pierwsza polska seria Big Brothera miała miejsce w 2001 roku i okazała się nie tylko telewizyjnym ale i społecznym fenomenem na punkcie którego ludzie dostali pierdolca. Sam pamiętam jak nawet nauczycielka na zajęciach nas pytała czy chcemy się dowiedzieć co u uczestników Show, bo smsy do niej przychodzą.

4,5 milionów widzów.

Ostatnią 5 edycję w 2008 oglądało już tylko 0,3 mln.

W USA zdjęli ostatnio z anteny American Idola, co jest symbolicznym zwiastunem końca kolejnej odnogi reality show jaka się jeszcze trzymała, czyli szukania pośród ludzi gwiazd.

U nas na antenie trzymają się jeszcze show kucharskie, ale nie wiem jak to wygląda na Zachodzie, bo wszelkie mody i ich zmierzchy przychodzą do nas z opóźnieniem. Faktem jest, że pamiętam sprzed lat wiele fenomenów, o których nie ma obecnie ani słowa, jak show o wyspie na której musieli przetrwać uczestnicy.

W czasach coraz ambitniejszych seriali ( Grę o tron oglądają wszystkie grupy społeczne), reality showy nie mają racji bytu. Łabędzi śpiew.

Edytowane przez Jedediah

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz


  • Przeglądający

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

  • Podobna zawartość

    • Przez Brat Jaracz
      Ten wątek chciałbym skierować przede wszystkim do ex-ów, choć również mogą zabrać głos osoby, które mają obserwacje w tym zakresie, a nigdy nie były SJ. Zdaję sobie sprawę, że w zasadzie wielu z nas już wcześniej wypowiadało się na ten temat, ale może warto pewne sprawy usystematyzować.
      Jak wiadomo, często odchodzenie od organizacji jest procesem długofalowym. Czasami towarzyszą mu jakieś kamienie milowe, a nieraz następuje punkt zwrotny, po którym rusza lawina nie do zatrzymania. Interesuje mnie, czy również i w Waszym przypadku nastąpiło jedno jedyne zdarzenie, po którym wiedzieliście, że w zasadzie nie ma już odwrotu z odstępczej drogi?
      Parafrazując "Rejs", na każdym zebraniu jest tak, że ktoś musi zacząć pierwszy, no to może ja... W moim przypadku odchodzenie od organizacji było procesem, który... nadal trwa. A może nigdy się nie zaczął, bo nigdy szczerze do organizacji nie przynależałem...? To skomplikowane Jak już kiedyś wspomniałem kilka razy, uważam, że to nie ja wybrałem organizację, ale ona mnie. Miałem to "szczęście", że urodziłem się "w prawdzie", w 40-milionowym niemal społeczeństwie, w którym wówczas SJ było może z 60 tys. A gdyby policzyć pary głosicieli, które mogłyby wydać na świat potomka, ta liczba byłaby jeszcze niższa, no ale stało się, przykra sprawa Chrzest przyjąłem w wieku 14 lat tylko dlatego, że w mojej rodzinie to było "normalne" - nie chciałem (nawet i nie mogłem) się wyłamywać. No i nie chciałem sprawiać przykrości najbliższej rodzinie - taki byłem dobry chłopak
      Nigdy nie byłem nawiedzonym głosicielem, a nawet do gorliwości było mi daleko. Gdy zaczynałem nabierać świadomości - w połączeniu z moimi obserwacjami organizacji od niemowlęctwa - zacząłem dość jawnie i bezczelnie ją kontestować. Umiłowałem sobie świeckie rozrywki i literaturę, czym mocno zasmucałem oblicze Jehowy Z czasem dużo czytałem o symbolice chrześcijańskiej. Gdy byłem na I roku studiów, na sali królestwa byłem prawdziwym gościem. Wtedy były jeszcze zebrania w domach, a jako że czasami odbywały się i w naszym domu, trudniej było się z nich wymiksować. Studiowaliśmy wtedy (bodaj w 1998/1999 r.) książkę "Wspaniały finał Objawienia bliski". I rzeczywiście - to było dla mnie prawdziwe objawienie! Jego finał też nastąpił niebawem Momentami wręcz tłamsiłem śmiech, żeby nie parsknąć wobec bzdurnych interpretacji symboli chrześcijańskich. Głosiciele jako szarańcza?! To był prawdziwy hit  Wtedy pomyślałem sobie: NO FUTURE! Nie ma takiej siły, żebym dalej się identyfikował z tym bełkotem. Koniec, szlus i basta! Innymi słowy, WTS pozbyło się głosiciela dzięki swemu wiekopomnemu dziełu o Apokalipsie Kto wie - gdyby nie tamte wtorkowe studium książki, może jeszcze trochę bym wegetował na łonie zboru. Znamienne, że organizacja stopniowo zaczęła po jakimś czasie wycofywanie tych książek z obiegu. Tego steku bzdur nie dało się już nijak obronić
      Oczywiście gdybyśmy nawet nigdy nie ujrzeli na oczy książki o Apokalipsie, i tak bym odszedł. Nawarstwiło się zbyt wiele brudu i smrodu w organizacji, którego nie byłem już w stanie przetrawiać. A tak po ludzku - po prostu źle się tam czułem. No ale jeśli miałbym wskazać na jakiś punkt zwrotny, pewnie byłaby nim lektura książki "Wspaniały finał...".
      A Wy mieliście swoje punkty zwrotne? Zapraszam do dyskusji!
    • Przez wtsarchive
      Przyznam, że zatkało mnie, gdy to zobaczyłem. Postarajcie się nie skupiać na tym co gość mówi (głosi swoją wersję ewangelii), a przede wszystkim na tym, jak reagują (jak wynika z opisu filmu) starsi zbórów kongresowych. Ich zachowanie przypomina tłum zombie, zupełnie nie przeszkadza im fakt że wyglądają i zachowują się jak jacyś idioci. Ważne jest tylko, żeby uciszyć szkodników. Mnie osobiście to bardzo cieszy, bo to ich zachowanie pokazują, że zaczynają się bać swoich przeciwników. Wcześniej ich tylko wyśmiewali bądź zwyczajnie ignorowali, ale teraz coraz częściej przechodzą do ofensywy. System im się sypie aż miło.
      Część 1, akcja od ok. 5:40:
      Część 2:
       
    • Przez Roszada
      Rocznik ŚJ 2014 opisuje ciekawy przypadek odstępców, którzy nadal nazywali się Świadkami Jehowy, a prawowiernych Świadków nazwali "oszustami" i "kowbojami z Gileadu":
       
      *** yb14 ss. 109-110 ***
      Rozłam we Freetown
      W roku 1956 do Freetown przybyli Charles Chappell i jego żona Reva. W drodze do domu misjonarskiego zbił ich z tropu widok dużego napisu zapowiadającego wykład biblijny w Wilberforce Memorial Hall. Charles opowiada: „Mówcą miał być C. N. D. Jones, przedstawiciel ‚Eklezji Świadków Jehowy’”.
      Jones, podający się za pomazańca, przewodził grupie odstępców, która kilka lat wcześniej oderwała się od zboru we Freetown. Grupa ta uważała się za „prawdziwych” świadków Jehowy, a misjonarzy i braci lojalnie obstających przy przedstawicielach organizacji nazywała „oszustami” i „kowbojami z Gileadu”.
      Sytuacja pogorszyła się, gdy Jones i niektórzy jego zwolennicy zostali wykluczeni. Brat Chappell relacjonuje: „Ogłoszenie to zszokowało część tych, którzy woleli pobłażać odstępcom. Kilku braci publicznie wyraziło swoje niezadowolenie. Zarówno oni, jak i inni dalej utrzymywali kontakty z buntownikami i próbowali zakłócać zebrania oraz zbiórki do służby polowej. Takie rozżalone jednostki siadały podczas zebrań razem w miejscu zwanym rzędem odstępców. Ostatecznie większość z nich odeszła od prawdy. Ale niektórzy odzyskali równowagę duchową i stali się gorliwymi głosicielami”.
      Lojalna postawa, którą wykazała się większość, torowała drogę dla swobodnego oddziaływania ducha Bożego. Gdy Freetown odwiedził nadzorca strefy, Harry Arnott, zdał następujące sprawozdanie: „To pierwszy większy wzrost, jaki nastąpił w Sierra Leone od lat. Daje nam to nadzieję na przyszły rozwój”.
       
    • Przez Roszada
      Rozumiem, że broszura pt. "Wróć do Jehowy" jest dla odstępców!

      Kto ma zatem ją dostarczać odstępcom?
      Czy zwykli ŚJ, którym nie wolno z odstępcami rozmawiać, czy może jest to broszura tylko dla starszych?

      A może nieochrzczeni głosiciele, którym wolno rozmawiać z odstępcami, mają wywiązywać się z tego zadania?
  • Popularny

  • Kto obchodzi dziś urodziny

    Nikt dziś nie obchodzi urodzin.
  • Wpisy bloga