Promowane odpowiedzi

kantata    2955
26 minut temu, erin napisał:

 

 

nie wiem jak u innych erinów sprawa wygląda, ale ja najpewniej zuyłbym w błogiej nieświadomości, że to-to ma swoja polską wersję. Nie wiem skad w polskich widzach chęć do odgrzewania kotletow i robienia na siłę polskich wersji gniotów, które od dobrych kilku lat są nadawane w innych krajach albo już dawno przestały być. Nie wiem po cholerę komu tysiące 'Ślubów..", "Exów na plaży", "pierwszych randek", "Randek w ciemno", "Randek w łózku" i wszelkich innych randek. Ale jak już temat wypłynął ( a uściślając, Ty go rozpoczęłaś naawiązując niby do związku jednego z uczestników z sj) to chyba erinowie wszelkiej maści mają prawo mówić co im się żywnie podoba o konwencji show i uczestnikach. Bo ludzie w przeciwieństwie do kalesonów na balkonie mają zamiłowanie do parcia na szkło i domagania się zrozumienia i akceptacji dla robienia cyrku z własnego życia. 

I tą piękną deklaracją wpisujesz się w najgłośniejszy ton opinii publicznej - nikt nie ogląda, wszyscy tego nie trawią, uważają za badziewie, ganią za poziom poniżej dna, oburzają na koncepcję poniżej wszelkic zasad, współczują głupoty uczestnikom... jakim cudem te buraczane programy opłaca się robić i kto to ogląda, skoro nikt nie ogląda? I faktycznie nie powinnam była zakładać tego tematu. Zapomniałam się po prostu, bo mam więcej czasu, sorry.

Edytowane przez kantata

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jedediah    12431
4 minuty temu, kantata napisał:

I faktycznie nie powinnam była zakładać tego tematu. Zapomniałam się po prostu, bo mam więcej czasu, sorry.

Faktycznie, nie powinnaś była. Przeprosiny przyjęte, na drugi raz tak nie rób. Może jakieś hobby dla zagospodarowania wolnego czasu - sudoku, origami, puzzle?

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
erin    1521

Sugerujesz.. co właściwie sugerujesz? Że niby JA to oglądam? Oglądanie szmatławców jest sprawą równie śliską co słuchanie disco polo. Jeszcze z rok temu występowało bardzo dziwne zjawisko, które polegało na tym, że nibynikkt nie znał a jakimś cudem śpiewali wszyscy. Obecnie już się to zmienia. Sam znam kilkanaście osób, które są wręcz fanatycznymi wielbicielami tego gatunku i większość z nich nie odczuwa żadnej żenady i wcale nie powinna odczuwać. Lubią to słuchają. Ja nie słucham, jestem w stanie wyłapać ew pojedyncze refreny czy melodie, ale moja deklaracja "nie słucham/nie lubię disco polo" spotyka się z wszystkowiedzącymi, pełnymi politowania spojrzeniami. Z badziewiem w tv sytuacja wygląda podobnie- jak lubisz i oglądasz to się nie wstydaj

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jedediah    12431
1 minutę temu, erin napisał:

Sugerujesz.. co właściwie sugerujesz? Że niby JA to oglądam?

Już prędzej że nie oglądasz a oceniasz. Jej komentarz zabrzmiał tak, jakby ganiła krytyków reality show za snobizm: bowiem krytykują, ale czy wiedzą co krytykują, czy mają odpowiednią ku temu wiedzę, wreszcie czy mają prawo wynosić się ze swoim gustem ponad miłośników tej formy rozrywki?

Tak bardzo rozczarowałeś własną postawą, że aż się stąd ewakuowała z przeprosinami.

Łyso ci?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8461

A ja nie mam TV a z internetu korzystam (NIE w abonamencie, ale) w prepaidzie. Co prawda regularnie dostaję określoną liczbę bezpłatnych GB, ale za pkt honoru stawiam sobie wyrobić się w gratisach i nie dopłacać do mojego internetowania gotówką.

Na szczęście nikt jeszcze nie wpadł na pomysł wydawania dokumentacji księgowej w formie audio, dzienniki ustaw też są tekstowe, itd. itp. Cała moja działka zawodowa jest tekstowa i bezdźwiękowa (dlatego tak mało GB zużywam).

Gdybym zaczął korzystać z jakiejś internetowej TV to pewnie zabuliłbym jak za zboże, więc nawet mi się nie chce robić w tej dziedzinie pierwszego kroku, zwłaszcza dla takiej szmiry jak reality show.

Dodatkowo mój komputer jest głuchoniemy (nie ma głośników) więc ma tego plusa że nie wkurzają mnie reklamy dźwiękowe których nie słyszę (i minus że nie jestem w stanie odsłuchać żadnej dźwiękowej treści nawet tej potencjalnie wartościowej - która jest jak Yeti - rzekomo istnieje w internecie ale ja jej nigdy nie słyszałem) ...

Z tych przyczyn jestem wolny od problemów związanych z rozważaniem czy owe realisty show jest wartościowe czy nie jest (nie oglądam więc nie oceniam).

Nawiasem mówiąc, powyższe okoliczności przypadkowo uwolniły kantatę od nieobowiązkowego obowiązku poddania krytyce mojego braku wiedzy socjologicznej i mojego (niewątpliwie) złego gustu a właściwie mojego bezguścia (którym nie mogę wykazać się skoro nie oglądam tychże reality).

Edytowane przez Sebastian
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Stella    1192

 zawsze myślałam że Kantata to o niedosiężnych rzeczach rozprawia a tu sie rypło że ogląda tvn i taką papkę

jak to pozory mogą mylić

  • Like 1
  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sebastian    8461
2 minuty temu, Stella napisał:

 zawsze myślałam że Kantata to o niedosiężnych rzeczach rozprawia a tu sie rypło że ogląda tvn i taką papkę

jak to pozory mogą mylić

ludzie którzy na portalach kościelnych sporządzają listy "zakazanych" filmów (czyli odradzają konkretne filmy których porządny katolik nie powinien oglądać) także muszą wcześniej "poświęcać się" na chwałę Bożą, aby "ekspercko" ustalić czy to jeszcze erotyk czy już pornol... w ten sposób można i Bogu przysporzyć chwały i bezgrzesznie (bo "służbowo") pornola sobie obejrzeć...

tutaj podobnie - kantata ogląda papkę ale ogląda ją "okiem eksperta" :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jedediah    12431

Ja myślę, że pierwsze reality szoły miały pewną wartość intelektualną. Były ciekawe jako eksperyment medialno-społeczny; ciekawsze było to co działo się z widzami niż to co działo się z uczestnikami, a było ustawione. Z pewnością pamiętacie, że oglądanie pierwszego polskiego Big Brothera było faktycznie zupełnie nowym doświadczeniem telewizyjnym. Świetnie wspominam reality show Agent - w którym uczestnicy musieli wykonywać głównie zadania terenowe za które dostawali kasę, a przeszkadzał im jeden anonimowy podstawiony przez producentów agent, którego starali się zdemaskować i wyeliminować poprzez głosowania.

A jak byłem bardzo młodym gówniarzem był w polskiej TV reality show w stylu francuskiego Fort Boyard, w którym uczestnicy biegali po zamku i szukali komnaty ze skarbami. W skarbcu był skarbnik pomalowany na złoty kolor, który sprawował pieczę nad wygraną. Jak się było dzieciakiem, to robiło to ogromne wrażenie.

 

Edytowane przez Jedediah

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
uncja    929

A jak ja byłam bardzo młodym gównierzem to w telewizji byli czterej pancerni i pies i wojna była taka fajna i strzelanie  i zabijanie

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Stella    1192

Uncjo co ty prawsz dziecko jakich 4 pancernych? 

Eh pamiętam że odkąd  powstał agent po drugim odcinku wiedziałam kto, prawie sie nie myliłam

zagrałam raz główną role w paradokumencie, wiem czym to sie je. piniąc? nie można sie wstydzić do pitu trza doliczyć 

Edytowane przez Stella

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jedediah    12431
7 minut temu, Stella napisał:

zagrałam raz główną role w paradokumencie

Mam nadzieję, że to było "997" a nie Trudne sprawy. 997 zawsze szanowałem i bałem się oglądać, miało naturalistyczne i makabryczne sceny zbrodni, niektóre pamiętam do dziś.

Był nawet odcinek jak Pan Japa ( odgrywający gangstera) porwał ze swoim gangiem jakiegoś chłopaka z bogatej rodziny i gasił mu na czole papierosy za każdy dzień zwłoki w zapłaceniu okupu.

Edytowane przez Jedediah
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2955
9 godzin temu, Stella napisał:

 zawsze myślałam że Kantata to o niedosiężnych rzeczach rozprawia a tu sie rypło że ogląda tvn i taką papkę

jak to pozory mogą mylić

A widzisz, pozory mylą. Tu są inni spece od spraw niedosiężnych, filozofowie i mędrcy, których myśl wzlatuje wysoko. Zahacza o socjologię, hostorię, prawo wszystkich krajów, psychologę (tu wręcz nadreprezentacja), Arystotelesa, rozwój duchowy, buddyzm. Gdzie mi do tego, skoro moim chlebem powszednim jest papka.

Zakładasz zwyczajny, neutralny temat, a chwilę potem musisz strzepywać z pleców wirtualne robactwo, które przypełzło jak do padliny i  oblazło. A dowodzą, że to jehowickie stosunki międzyludzkie są zrypane...

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
erin    1521

Co tam robactwo,najwazniejsze, ze Ty trzymasz fason.

  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Lila    5152

A może w tym wszystkim chodzi po prostu o kasę i fejm?

Takie Kardashianki nie robią show dla niczego innego. 

Jola Rutowicz wpisuje się w to, choć trudno mówić, że jest gwiazdą, to inaczej świat by o niej i jej różowym koniu/jednorożcu nie usłyszał (zapewne bez straty dla świata). Doda zdaje się też brała udział w jakimś reality show. Michał Wiśniewski też i to razem ze swoją którąś małżonką. 

Rzadko są programy, w których ludzie chcą sprawdzić swoją wytrzymałość, przekraczać swoje granice, w jakikolwiek sposób się rozwijać.

Dawno temu z przyjemnością oglądałam program, w którym uczestnik zdobywał przez ewidentne krótki czas wskazane umiejętności zawodowe i stawał razem z zawodowcami do egzaminu przed ekspertami, a oni wskazywali, który z nich jest podstawiony. To nie było pełnoprawne reality show, ale pokazywało ludzi, ich emocje, siłę do pokonywania słabości.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jedediah    12431
3 godziny temu, kantata napisał:

Zakładasz zwyczajny, neutralny temat, a chwilę potem musisz strzepywać z pleców wirtualne robactwo, które przypełzło jak do padliny i  oblazło.

Z dedykacją.

 

Edytowane przez Jedediah

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Stella    1192
22 godziny temu, Jedediah napisał:

Z dedykacją.

 

wyłuskałeś sedno Jedediahu

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kantata    2955

Rodzice tego uczestnika z Siedlec są świadkami Jehowy. Powiedział on, że nie utrzymują ze sobą kontaktów dla obopólnego dobra, ale zadzwonił do matki, która wydała się wyjątkowo miłą, sensowną kobietą. Ostentacyjnie filmowano go, gdy pali papierosa, jakby w tym tkwiło całe sedno jego życia w niezgodzie z zasadami wyznania.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
antykierat    1059
Godzinę temu, kantata napisał:

Rodzice tego uczestnika z Siedlec są świadkami Jehowy. Powiedział on, że nie utrzymują ze sobą kontaktów dla obopólnego dobra, ale zadzwonił do matki, która wydała się wyjątkowo miłą, sensowną kobietą. Ostentacyjnie filmowano go, gdy pali papierosa, jakby w tym tkwiło całe sedno jego życia w niezgodzie z zasadami wyznania.

No i gitara bo palenie jest be ^_^

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz


  • Przeglądający

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

  • Podobna zawartość

    • Przez Brat Jaracz
      Ten wątek chciałbym skierować przede wszystkim do ex-ów, choć również mogą zabrać głos osoby, które mają obserwacje w tym zakresie, a nigdy nie były SJ. Zdaję sobie sprawę, że w zasadzie wielu z nas już wcześniej wypowiadało się na ten temat, ale może warto pewne sprawy usystematyzować.
      Jak wiadomo, często odchodzenie od organizacji jest procesem długofalowym. Czasami towarzyszą mu jakieś kamienie milowe, a nieraz następuje punkt zwrotny, po którym rusza lawina nie do zatrzymania. Interesuje mnie, czy również i w Waszym przypadku nastąpiło jedno jedyne zdarzenie, po którym wiedzieliście, że w zasadzie nie ma już odwrotu z odstępczej drogi?
      Parafrazując "Rejs", na każdym zebraniu jest tak, że ktoś musi zacząć pierwszy, no to może ja... W moim przypadku odchodzenie od organizacji było procesem, który... nadal trwa. A może nigdy się nie zaczął, bo nigdy szczerze do organizacji nie przynależałem...? To skomplikowane Jak już kiedyś wspomniałem kilka razy, uważam, że to nie ja wybrałem organizację, ale ona mnie. Miałem to "szczęście", że urodziłem się "w prawdzie", w 40-milionowym niemal społeczeństwie, w którym wówczas SJ było może z 60 tys. A gdyby policzyć pary głosicieli, które mogłyby wydać na świat potomka, ta liczba byłaby jeszcze niższa, no ale stało się, przykra sprawa Chrzest przyjąłem w wieku 14 lat tylko dlatego, że w mojej rodzinie to było "normalne" - nie chciałem (nawet i nie mogłem) się wyłamywać. No i nie chciałem sprawiać przykrości najbliższej rodzinie - taki byłem dobry chłopak
      Nigdy nie byłem nawiedzonym głosicielem, a nawet do gorliwości było mi daleko. Gdy zaczynałem nabierać świadomości - w połączeniu z moimi obserwacjami organizacji od niemowlęctwa - zacząłem dość jawnie i bezczelnie ją kontestować. Umiłowałem sobie świeckie rozrywki i literaturę, czym mocno zasmucałem oblicze Jehowy Z czasem dużo czytałem o symbolice chrześcijańskiej. Gdy byłem na I roku studiów, na sali królestwa byłem prawdziwym gościem. Wtedy były jeszcze zebrania w domach, a jako że czasami odbywały się i w naszym domu, trudniej było się z nich wymiksować. Studiowaliśmy wtedy (bodaj w 1998/1999 r.) książkę "Wspaniały finał Objawienia bliski". I rzeczywiście - to było dla mnie prawdziwe objawienie! Jego finał też nastąpił niebawem Momentami wręcz tłamsiłem śmiech, żeby nie parsknąć wobec bzdurnych interpretacji symboli chrześcijańskich. Głosiciele jako szarańcza?! To był prawdziwy hit  Wtedy pomyślałem sobie: NO FUTURE! Nie ma takiej siły, żebym dalej się identyfikował z tym bełkotem. Koniec, szlus i basta! Innymi słowy, WTS pozbyło się głosiciela dzięki swemu wiekopomnemu dziełu o Apokalipsie Kto wie - gdyby nie tamte wtorkowe studium książki, może jeszcze trochę bym wegetował na łonie zboru. Znamienne, że organizacja stopniowo zaczęła po jakimś czasie wycofywanie tych książek z obiegu. Tego steku bzdur nie dało się już nijak obronić
      Oczywiście gdybyśmy nawet nigdy nie ujrzeli na oczy książki o Apokalipsie, i tak bym odszedł. Nawarstwiło się zbyt wiele brudu i smrodu w organizacji, którego nie byłem już w stanie przetrawiać. A tak po ludzku - po prostu źle się tam czułem. No ale jeśli miałbym wskazać na jakiś punkt zwrotny, pewnie byłaby nim lektura książki "Wspaniały finał...".
      A Wy mieliście swoje punkty zwrotne? Zapraszam do dyskusji!
    • Przez wtsarchive
      Przyznam, że zatkało mnie, gdy to zobaczyłem. Postarajcie się nie skupiać na tym co gość mówi (głosi swoją wersję ewangelii), a przede wszystkim na tym, jak reagują (jak wynika z opisu filmu) starsi zbórów kongresowych. Ich zachowanie przypomina tłum zombie, zupełnie nie przeszkadza im fakt że wyglądają i zachowują się jak jacyś idioci. Ważne jest tylko, żeby uciszyć szkodników. Mnie osobiście to bardzo cieszy, bo to ich zachowanie pokazują, że zaczynają się bać swoich przeciwników. Wcześniej ich tylko wyśmiewali bądź zwyczajnie ignorowali, ale teraz coraz częściej przechodzą do ofensywy. System im się sypie aż miło.
      Część 1, akcja od ok. 5:40:
      Część 2:
       
    • Przez Roszada
      Rocznik ŚJ 2014 opisuje ciekawy przypadek odstępców, którzy nadal nazywali się Świadkami Jehowy, a prawowiernych Świadków nazwali "oszustami" i "kowbojami z Gileadu":
       
      *** yb14 ss. 109-110 ***
      Rozłam we Freetown
      W roku 1956 do Freetown przybyli Charles Chappell i jego żona Reva. W drodze do domu misjonarskiego zbił ich z tropu widok dużego napisu zapowiadającego wykład biblijny w Wilberforce Memorial Hall. Charles opowiada: „Mówcą miał być C. N. D. Jones, przedstawiciel ‚Eklezji Świadków Jehowy’”.
      Jones, podający się za pomazańca, przewodził grupie odstępców, która kilka lat wcześniej oderwała się od zboru we Freetown. Grupa ta uważała się za „prawdziwych” świadków Jehowy, a misjonarzy i braci lojalnie obstających przy przedstawicielach organizacji nazywała „oszustami” i „kowbojami z Gileadu”.
      Sytuacja pogorszyła się, gdy Jones i niektórzy jego zwolennicy zostali wykluczeni. Brat Chappell relacjonuje: „Ogłoszenie to zszokowało część tych, którzy woleli pobłażać odstępcom. Kilku braci publicznie wyraziło swoje niezadowolenie. Zarówno oni, jak i inni dalej utrzymywali kontakty z buntownikami i próbowali zakłócać zebrania oraz zbiórki do służby polowej. Takie rozżalone jednostki siadały podczas zebrań razem w miejscu zwanym rzędem odstępców. Ostatecznie większość z nich odeszła od prawdy. Ale niektórzy odzyskali równowagę duchową i stali się gorliwymi głosicielami”.
      Lojalna postawa, którą wykazała się większość, torowała drogę dla swobodnego oddziaływania ducha Bożego. Gdy Freetown odwiedził nadzorca strefy, Harry Arnott, zdał następujące sprawozdanie: „To pierwszy większy wzrost, jaki nastąpił w Sierra Leone od lat. Daje nam to nadzieję na przyszły rozwój”.
       
    • Przez Roszada
      Rozumiem, że broszura pt. "Wróć do Jehowy" jest dla odstępców!

      Kto ma zatem ją dostarczać odstępcom?
      Czy zwykli ŚJ, którym nie wolno z odstępcami rozmawiać, czy może jest to broszura tylko dla starszych?

      A może nieochrzczeni głosiciele, którym wolno rozmawiać z odstępcami, mają wywiązywać się z tego zadania?
  • Popularny

  • Kto obchodzi dziś urodziny

    Nikt dziś nie obchodzi urodzin.
  • Wpisy bloga