normalnieodjazd

Forumowicz Extra
  • Zawartość

    3064
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    97

Ostatnia wygrana normalnieodjazd w Rankingu w dniu 26 Lipiec

normalnieodjazd posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

6033 Excellent

O normalnieodjazd

  • Tytuł
    Znamy się już dobrze
  • Urodziny 04.09.1980

Profile Information

  • Płeć
    Nie ustawione

Ostatnie wizyty

5764 wyświetleń profilu
  1. Recepta na życie najstarszej Polki

    Zgadzam się, że to JAD. Ja rozumiem Twoją ścieżkę. Szanuje JĄ bardzo, znam i osobiście cenię i jestem na własnym doświadczeniu w stanie stwierdzić, że "działa" . Uważam, że jest niezwykle pożyteczna. Uważam też, że ta ścieżka nie jest niestety remedium - bo w pewnych przypadkach nie ma "odpowiedniej wyporności". . Np. bo musisz tylko wiedzieć/czuć /uważać/przeczuwać/domyślać się etc. że Ten Rodzaj Myśli - taki lub inny- to Właśnie Jad. o którym musisz "wiedzieć, że jest", żeby mu się przeciwstawić w sposób, który proponujesz, który proponuje "ścieżka". Zgadzam się, że "jak już wiesz, że tak jest" to ta metoda jest skuteczna, bardzo. Zazwyczaj jednak w tych najważniejszych "kwestiach" jest tak, że nie wiesz.... Żeby z niej korzystać to musisz mieć tą, że tak to nazwę "pierwszą świadomość" - możliwość zobaczenia, że twoja percepcja nie jest "zdrowa" tylko "jadowita". Dlaczego masz na to wpaść, że "coś jest nie tak"skoro masz przekonanie, że jest ok? Że nie jest w porządku, że nic Cię nie cieszy i chcesz umrzeć jak będziesz miał 50 lat? Nic Cię nie niepokoi przecież. Żadne "pytania", "wątpliwości" nie dręczą Twojego Ja. Jedyny "sygnał" - to, że "nie czujesz radości" ale to chyba może być spoko, to wstęp do nirwany przecież - O takiej pułapce Gruby właśnie starałam się powiedzieć w np. wcześniejszym poście ...... kurde znałam "ludzi w tym momencie" i nie była to kwestia Ich Wolnego Światopoglądu tylko..."mechanizmów z dzieciństwa", że tak to nazwę. W skrócie pisząc: Człowiek, który Nie Chce Czuć Naprawdę ...Wypierdala do Tybetu i Goli Głowę ...a nie zakłada rodzinę i Twierdzi, że nic nie czuje. To nie tak. Człowiek, który jest nieszczęśliwy "bo nie czuje" jest narażony na wszystko... Ideologię a nie idee, na sekty itp. Taki ktoś "Nie czuje" z bardzo ważnego i trudnego życiowego powodu a nie na skutek kontemplacji/szkoły etc. a najczęściej to myli zwyczajnie...to też jest kolejnym mechanizmem obronnym. Moim zdaniem bardzo ważne, żeby strać się rozróżnić powód/chęć/przyczynę motywacji ludzi, którym taka "ścieżka jest miła" . Różnica jest taka moim zdaniem : dla pewnej grupy ludzi ta filozofia to świadomy wybór dla zdecydowanej reszty to "jadowita ideologia" wpasowująca się w deficyty emocjonalne a tym samym psychologiczne, powstałe na skutek przerypanych doświadczeń (traum) . Dla Ciebie taka percepcja Yogiego przecież również jest Jadowita. Żeby dotrzeć do tej "pierwszej świadomości" w "sytuacji" Yogiegoi to był dla mnie bardzo ciężki i trudny proces. Dużo czasu minęło, żebym wiedziała, że to co "wiem - z absolutnym przekonaniem" jest od czapy ( a już od paru lat miałam wyższe z filozofii ). Teraz wiem, że nie zrobiłabym tego sama. Byłam "za mądra". Jak masz "TO" zobaczyć kiedy myślisz, że "TO" co widzisz/myślisz To prawda i potrafisz naprawdę uzasadnić i triumfujesz nieustannie kiedy w dyskusjach, które toczysz nikomu się nie udaje Ciebie pokonać ? W kontekście faktów weryfikowalnych nieemocjonalnie takich jak: Daty Armagedonu Według ŚJ etc. - jest to bardzo ciężkie ...ale dużo łatwiejsze niż kwestia, o której rozmawiamy czyli kwestia jednostkowych "mechanizmów obronnych" To tym bardziej trudne im bardziej jesteś inteligentny i wrażliwi a im bardziej dostaliśmy "w dupę w dzieciństwie" . ( W moim odczuciu to właśnie przypadek Yogiiiego) Im bardziej jesteś "inteligentny" tym skuteczniejsze mechanizmy psychologiczne służące obronie, budowałeś sobie jak byłeś mały. Wtedy te"mechanizmy" pozwalały Ci przetrwać. Pozwalały ci przeżyć.Wtedy były cenne, teraz są "jadowite". Tak w mojej jak i TwojejGruby opinii - jesteśmy to w stanie szybko stwierdzić dlatego, że dla "nas" to o czym pisze dzisiaj Yogiii, to "kosmos". Co nie zmienia faktu, że dla Yogiego to prawdziwe i wcale nie jadowite..tylko normalne. (Znam i wiem, zupełnie spokojnie może tak być a wręcz: Jest Tak. ). To "Prawdziwe Odczucie " nie na poziomie "niespokojnych myśli" TYLKO PRAWDZIWE NA POZIOMIE JA. Moim zdaniem pracować z własnym "Jadowitym Ja" może już poukładany na podstawowych i wyższych jakiś kolejnych levelach ktoś typu mnich albo geniusz. W mojej opinii "przeciętny" nad- inteligentny i "nadwrażliwy"człowiek wychowany w warunkach "przemocowych", który jako dziecko wykształcił sobie odpowiednie mechanizmy, żeby przeżyć - nie jest w stanie tego zrobić bez "rewelacyjnego terapeuty"- kogoś z zewnątrz.. Jego umysł-inteligencja i wrażliwość, która go chroniła i "nawyki społeczno-obronne" powstałe w związku z tym są zbyt szczelną tamą dla Ja bo to "super-inteligentne"emocjonalne barykady dla "Ja", Ja które jest niestety w związku z tym wszystkimi jest tym wszystkim. I jest "jadowite" No chyba oczywiście, że to geniusz. Możliwe , że był nim Budda. I wcale nie drwię w tym momencie. p.s. Sorry Yogiii ale chcą nie chcą chyba Twoje wpisy stały się fundamentem do dużo ogólniejszej dyskusji. Dla mnie ważnej.
  2. Recepta na życie najstarszej Polki

    Tak jak czytam to w odczuciu Yogiego jego myśli "nie są gówniane" - czyli smutne, straszne, etc. Jogi zwyczajnie NIE CZUJE "zajawki na życie" - (żeby nie używać psychologicznych sformułowań). Yogiii "Czuje Coś", dopóki może Być Użyteczny czyli - Być Dla Kogoś. Chyba nie za bardzo - tak jak czytam - Yogiii umie Być Dla Siebie i czuć TYLKO z tego powodu zadowolenie. Jest to według mojej intuicji, raczej "stałą i powtarzającą " się konsekwencją przemocowego wychowania - sorry Yogiii, taka "analiza warta pińć złoty" ityle w niej "prawdy" ( Notabene: Witaj w klubie Yogiii - dużo pracy kosztowało mnie żeby "To" odkręcić), Nie wiem czy "siedzenie" - medytacja- w tym wypadku jest w stanie coś zmienić. Znając jakoś tam tę metodę, jej założenia i znając problem od środka i wiedząc na czym polega terapia - nie sądzę. .
  3. Recepta na życie najstarszej Polki

    Gorzej. Ono po prostu nim było. I kompletnie nie widziałam różnicy. W sensie i w skrócie:Ja BYŁAM "dyskomfortem" (jakimś tam). Nie było różnicy bo "odczucie" było tak silne, że nawet nie podejrzewałam, że zatapia Coś Innego. To było wszytko co mogłam zobaczyć. W związku właśnie z tym, rzeczywiście nim było. Co tu gadać, umiejętność psychiczna dystansowania swoich emocji Od -Siebie, jest tak samo "pożyteczna" jak umiejętność mowy czy liczenia. Tak samo służy komunikacji i wyciąganiu wniosków.
  4. Recepta na życie najstarszej Polki

    Z miesiąc temu byłam z moją mamą'58 na siłce by pokazać Jej jak się zapisać, jak się włącza te "ustrojstwa" etc.
  5. Recepta na życie najstarszej Polki

    3 x tak! Głosuje na ten projekt.
  6. Recepta na życie najstarszej Polki

    Ja lubię jak się „coś” dzieję. Lubię „coś” robić. Piszę ogólnikowo bo rozpiętość tego co może mnie cieszyć jest stosunkowo duża. Lubię robić nowe rzeczy, takie których w ogóle nie umiem: np. walczyć ze snowboardem, posadzić nasiona i jarać się każdego dnia tym jak rosną z nich rośliny i jakie to jest spektakularne, pójść na ściankę wspinaczkową albo zjeść coś co jest w smaku zupełnie do niczego niepodobne, lubię też jeść coś co jest moje ulubione, i słuchać muzyki którą bardzo dobrze nam. Lubię czytać o „czymś” czego nie znam: to może być małpa Bonobo , biografia Billy Holiday albo stromatolity - whatever. Bardzo lubię rozmawiać z ludźmi ( mogą być i „obcy” )i słuchać o tym co ich kręci albo jest dla nich ważne albo co myślą etc. Relacje z ludźmi wokół też są dla mnie ważne. Lubię je i lubię być ich częścią. O np. wczoraj się nasłuchałam, że „morsowanie” jest podobnież zajebiste więc jak temp. odpowiednio spadnie to zamierzam wejść w pierońsko zimny dzień do pierońsko zimnej wody - chce to poczuć. Lubię też sobie leżeć i oddychać. Chyba nie mam tak, że oczekuję od życia czegoś konkretnie określonego, czegoś innego niż to czym i o czym jest moje życie. Lubię wyjeżdżać i lubię być w domu. Lubię być z ludźmi i lubię być sama. Lubię sobie móc zrobić niedziele w środę. Nie myślę o starości bo „Byciem Moim” - w takim (w tym kontekście) heideggerowskim ujęciu „das Sein”,Dasein- ciężko mi „to dogonić”. Kiedyś myślałam, że „stara” będę właśnie teraz. Rzeczą, której bardzo, bardzo nie lubię to są takie chwile w moim życiu, o których mogę z perspektywy czasu powiedzieć jakoś tak, że pozwoliłam mojemu własnemu umysłowi by zamknął mnie w okropnym więzieniu. A zdarzyło się parę razy. To był niefajny stan i czas, którego nie lubię.
  7. Recepta na życie najstarszej Polki

    A dlaczego sądzisz, że Ty Yogiii miałbyś Swoim Młodym w życiu przeszkadzać, jednocześnie sobie równolegle i radośnie żyjąc w wieku np.65 lat? Serio? Gruba to zagadka dla minie. ( Jedynie jakaś martyrologiczno - dziedziczna, "kulturowo-społecznie" ale bardziej "osobito-traumatycznie" mająca wagę w takim razie i wpływ - na planowaną przez Ciebie datę Twojej śmierci - tradycja jest mi w stanie obecnie wytłumaczyć Twoją, egzotyczną, całkiem nie Lubną-Samo perspektywę Twoją. Bo mam wrażenie, że odnosisz przekonanie, że Twoja postawa "Twoim Potomkom" służy jak 500+. Sąd takie przekonanie? Pytałeś ich. Konkretnie? Potwierdzili? Zwłaszcza Yogiii, że pamiętam kiedy dla Ciebie "wiek graniczny " to było "50". Nie "60" deklarowane kilkanaście miesięcy temu...... To raczej nie "obiektywne okoliczności" się tak szybko zmieniają, tylko raczej .... jest coś widocznie co powinieneś przemyśleć ... ponownie... nie uwzględniając "własnej, stronniczej perspektywy" tylko swoją taką jaką jest . (Mam nadzieję, że dla Ciebie to co napisałam jest "jasne" i wali mnie że dla innych to bełkot ) Namste Yogii.
  8. niedługo się wyratuję

    A no tak: Spróbuj zapowiedzieć/ proklamować BEATCE, że w razie BURZY A NAWET JAK BĘDZIESZ W POBLIŻU TO NIE BĘDZIESZ BLISKO - bo z logicznego i potwierdzonego fizyczną wiedzą faktu, Twoja obecność nie ma wpływu na Jej bezpieczeństwo. Ej - serio się spodziewasz, że jak Jej tak powiesz to Ona przestanie się bać? Absolutnie masz rację, że nie- mam nadzieję. Natomiast taka próba Twoja ( w pełni racjonalna postawa świadczyłaby, że ni chuja nie Rozumiesz ( przez duże "R" lęków i potrzeb osoby/ludzi którzy z ( z niewiadomych logicznie powodów, lub wiadomych ale irracjonalnych) uzależnili swój "szczęśliwo-stan od Twojego istnienia" . To właśnie "tak należy odnieść emocjonalnie" do wyznawców i postawy Filipa . Jak trójkąt pt. Ty-burz-Beatka.
  9. niedługo się wyratuję

    No jednocześnie przewrotnie i jednocześnie REALNIE - właśnie tak .
  10. niedługo się wyratuję

    Otóż nie! Religia polegająca na "wierze w wybawienie przez Chrystusa" od czasów Cesarstwa Rzymskiego była narzędziem, które umożliwiało po prostu "Posiadanie i Sprawowanie władzy"/ Synody, które zatwierdziły "co biblijne a co nie " w IV i V w n.e też (mówiąc oględnie) miały na uwadze polityczne wytyczne. Nihil to Novi Takajazresztąw każdym zakątku naszego ziemskiego świata - taki proces jest czym "Normalny". Jest "prostą konsekwencją intelektualną".b To co Ciebie zastanawia w tym przypadku, wynika z historii ( jak zwykle ale w tym temacie z historii: ) Anglii i z „Aktu supremacji” (zatwierdzonego XVI w. ) - czyli dokumentu "klepniętego" przez władnych w tej kwestii w tamtym czasie w Anglii, brzmiącego że: ( w skrócie) - Głowa to to Głowa. Jak kościoła to też Państwa, jak Państwa to też Kościoła. Tak powstał Kościół Anglikański. Jego głową jest Król/Królowa Anglii a nie np. Papierz. To ogólnie bardzo ekscytujące jakie były tego wyznania koleje (serio). Tak czy śmak w związku z powyższym ( i w związku z Grubymi Zawirowaniami i Akcjami) tron angielski w II poł. XVI w. objęła Baba (chyba Katarzyna od Tudorów) – stając się właśnie Głową tego Wszystkiego. Stąd Seba korzenie „tej historycznej tolerancji” dla Elżbiety. Tak mniemam.
  11. niedługo się wyratuję

    Nie. Nie na okłamywaniu drugiego polega empatia. Moim zdaniem bardzo ładnie Sam Sobie wytłumaczyłeś granice "przenikania się pewnych światów percepcyjnych" na przykładzie "burzy" i lęku Beatki. Nie jesteś w stanie "naprawdę zrozumieć" dla czego Beatka się boi a Ona "boi się naprawdę". ( To nie jest logiczne. fizyczne, matematyczne) I tak wbrew "Swoim danym i percepcji osobniczej " stanowisz dla Niej, wsparcie, w inny sposób niż zakładasz, że jest skuteczny. Jesteś z Nią gdy się boi, przytulasz, mówisz, "chronisz" etc. więc efekt jest super. To nic, że w tym przypadku "nie rozumiesz" (czyli nie jesteś w stanie realnie poczuć czyjegoś "abstrakcyjnego" - czyli nie związanego z logiką lęku) j. Emapatia polega na takiej zdolności właśnie. Nie ma nic wspólnego z "kłamaniem"
  12. niedługo się wyratuję

    Bo Ci empatia "nie domaga" Seba. Na korzyść oczywiście "zdolności rachunkowych" i np. interpretacyjnych pod względem "logiki stosowanej do faktów w zapisie 0:1". Coś za coś. Ja nie umiem tych rzeczy, które Ty umiesz, Ty nie umiesz tych co ja potrafię. Nie wiem jaki jest Filip Książę, bo zapewne,żadna z jego decyzji nie jest tylko jego decyzją. Myślę, że wobec faktu bycia bogiem dla mieszkańców wysp tego konkretnego archipelagu ...chłopina zasięgnął wszelakich "konsultacji specjalistycznych". i zdecydował się na takie właśnie rozwiązanie . Nie oceniam bo nie mam pojęcia jak ja bym się zachowała - w Jego Butach.
  13. niedługo się wyratuję

    No właśnie dokładnie tak jest jak piszesz. Kult Johna Fruma już się rozwijał wśród członków plemienia Tanna chyba od lat 30-tych XX w. "Kwestia Filipa" jako odpowiednika chrześcijańskiego Zbawiciela , z którego powrotem zapowiedzianym nastaną "różne dobrobyty"wypłynęła do kultu w latach 70-tych XX w. (chyba 74-ty) Kiedy to Elżbieta Królowa wraz z Filipem pojechali z kurtuazyjną wizytą na wyspy archipelagu Hebrydy-nieświadomi jeszcze długo wagi swojej wyprawy. No i stało się! "Zestąpił" Syn Ducha Gór, by umocnić nauki J.Fruma.. Kiedy po jakimś czasie Filip- książę Edynburga- dowiedział się o fakcie kultu związanego ze swoją osobą... to zapewne wziąwszy pod uwagę wszystkie antropologiczno -etnologiczo-psychologiczno-kuturowe wartości, konsultując fakt z religioznawcami i różnymi mądrymi głowami ...zdecydował się ten Filip sprawę w ten sposób rozwiązać, że co jakiś czas przesyła ""swoim wyznawcom" swoje zdjęcie. ( bo i tak już wcześniej zdjęcie z Jego podobizną było - jako takie- traktowane jak rodzaj relikwii. ) Myślę, że gdyby Sam Filip przyjechał na archipelag i w języku Tanna powiedział, że nie jest boskim synem - żaden ze słuchaczy by mu nie uwierzył p.s. Będę miała chwilę to znajdę jakiegoś sumiennego linka na temat tej religii, to wkleję. Bo to "ciekawa historia" moim zdaniem. Historia, która może spełniać funkcję lustra - w zależności oczywiście na co "patrzący" zechce spojrzeć i którym fragmentom zechce się przyjrzeć.
  14. niedługo się wyratuję

    "Postać historyczna " czyli przeciwieństwo postaci fikcyjnej, której życiorys jest/był na tyle ważny, że historycy "się nim zajmują" Analogia do oczywistego skojarzenia z frazą: "Jezus jest postacią historyczną" https://pl.wikipedia.org/wiki/Filip_(książę_Edynburga)
  15. niedługo się wyratuję

    No cóż. Powiem tak: Popraw mnie jeśli się mylę ale odnoszę wrażenie, że Ty posiadasz „niezbitą pewność”, że nie jest prawdą jakoby „Duch gór” przysłał na archipelag Vanuatu do wodza plemienia Tanna swojego syna pod "postacią historyczną" jaką niewątpliwie książę Filip jest? Skąd wiesz , że „Duch gór” nie istnieje? W Tęczowego Węża też chyba nie wierzysz ani w Wisznu. Za to masz kolejną „niezbitą pewność”, że bóg który przemówił do Izraelitów np. w palącym się krzaku to jest prawda. Ja po prostu nie wierzę w o jednego więcej boga niż Ty, więc chyba więcej nas łączy niż dzieli?