ciekawy

Forumowicz Extra
  • Ilość dodanej zawartości

    525
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O ciekawy

  • Ranga
    Znamy się już dobrze

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

572 wyświetleń profilu
  1. Tylko, że u ŚJ ostracyzm księdza i dziadków czy szykany kolegów tłumaczony byłby zaszczytem doznawania prześladowań ze strony szatańskiego systemu rzeczy w dniach ostatnich. Zalepiany wielką miłością braci, nadzieją na zniszczenie tamtych w Armagedonie, odnalezieniem substytutów członków rodziny w sekcie i w ogóle poczuciem wyższości nad światem. Jeżeli teraz to nagle zostanie im zabrane, zostaną wykluczeni, zdezorientowani przeżywają wielką tragedię. Być może nawet część ŚJ została zepchnięta na drogę sekty przez automatycznie wzbudzające się błędne koło - zainteresowanie ŚJ, szykany i drwiny katolików, szukanie ulgi w sekcie, niemożność powrotu. Potem dostają to samo drugi raz, z drugiej strony od braci po wykluczeniu. Druga zdrada. Niestety trzeba przez to przejść i jakoś się uodpornić, wyrobić sobie własne poczucie wartości niezależne od opieki wspólnot.. Albo nie dać się zasugerować i zepchnąć w jakąś drogę.
  2. To jeszcze polecam film "O Bogu, który się nie sprawdził". http://www.dailymotion.com/video/xbyevp_o-bogu-ktory-sie-nie-sprawdzil-pl-p_shortfilms A potem zastanów się, czy to nie jest naprawdę jakaś zwykła daleka konsekwencja owej prawdziwej pierwotnej tragedii przed zaistnieniem Wszechświata. Jesteśmy okruchami rzeczywistości, którą moglibyśmy być. Wszechświat jako całość także.
  3. Tak. Nawet dzisiaj rano po przebudzeniu się zastanowiłem się czy buddyzm zdaje sobie sprawę, że w wariancie rzeczywistości, w której Doskonały Stwórca nie był od razu możliwy "w ogóle", jest światopoglądem, który powstanie koniecznie
  4. Mnie kiedyś przez chwilę spotkał dosyć dotkliwy ostracyzm właśnie za zainteresowanie się Świadkami Jehowy. Ale miałem wtedy 15 lat, to pewnie wyolbrzymiałem. Koledzy nagle zaczęli dziwnie na mnie patrzeć, szeptać coś o jehowcach po kątach. Babka z dziadkiem i z księdzem chcieli mi wybić z głowy tych antychrystów I w sumie dobrze, że skończyło się na rozumowym analizowaniu różnych wierzeń i struktur. Pewnie to nie to samo co po tej drugiej stronie sekty.
  5. Tak. Z pewnością na każdego wpłyną inaczej. Dobry człowiek ze śmiertelną powagą uzasadni swoje dobro, zły ze strachu zacznie jeszcze bardziej się pogrążać. Kiedyś podzieliłem się tym swoim światopoglądem ze świadkami przy stojaku. Reakcje były dosyć ciekawe. Młoda dziewczyna postawiła oczy w slup i zawołała: "Boję się tych słów, które pan ostatnio powiedział i nie mogę dalej kontynuować rozmowy..." Prawdopodobnie uświadomiła sobie w mgnieniu oka o co mi chodzi - naprawdę stało się aż tak źle z całą rzeczywistością, że śmierć, pustka, ograniczenia i spadanie w studnię bez dna itp.. Być może skojarzyła to takie podejrzenia kierowane ku "górze" z jakimś niewybaczalnym grzechem przeciwko Duchowi Św. i nagłym szarpnięciem odzyskała wiarę. Mi nie jest potrzebna taka proteza. Potrafię się pogodzić z tym, że rzeczywiście stało się aż tak źle ponad nami i stąd śmierć, choroby, niedoskonałość itd. Wtedy biorę całkowitą odpowiedzialność za siebie i wiem, że cokolwiek zdziałam jest nieodwracalne. Stąpamy po kruchym lodzie w absolutnej dziczy i pustce. Jeżeli zaś rzeczywiście tylko tyle było w ogóle możliwe, to nie próbujemy nawet dziecinnych sztuczek ze zwalaniem winy na kogoś lub coś. Nie możemy też odmówić istnienia, zabić się. Nic to nie da. Jesteśmy właśnie w czymś co jest tylko w ogóle możliwe i musimy przyjąć całkowitą odpowiedzialność za rzeczywistość. Wszystkim bliźnim istotom znajdującym się gdziekolwiek musimy głęboko współczuć, bo nie ma nic poza tym. Z kolei kobieta w średnim wieku na wypowiedź, że Stwórcy należy współczuć, bo prawdopodobnie sam ma problemy z istnieniem zareagowała tak: "Bardzo mi pana szkoda. Nie chciałabym mieć takiego stanu umysłu.." Też chyba zrozumiała co to może być, ale uznała, że to nieprawdopodobne i zastawia się Biblią. Ja nie muszę zastawiać się niczym. Z wielkim szacunkiem i współczuciem podchodzę do jakiegokolwiek bytu, który musiał tu zaistnieć, bo gdzie indziej i inaczej nie jest w ogóle możliwe, a to wszystko przez to, że stała się tragedia przed początkiem Stwórcy. Wszystkie pozytywne relacje nabierają bardzo wielkiej głębi, śmiertelnej ostatecznej miłości. Nie ma, że Bóg to wszystko rozwali i uporządkuje jak zechce a my jego słudzy z kąta będziemy zacierać ręce z miną ścichapęk. Niestety to nie w tym wariancie rzeczywistości, tylko w tym pełniejszym, który nie dał rady zaistnieć w ogóle i nie mógł. Kobieta jak sama to zrozumie, to mina jej zrzednie i pierwszy raz w swoim pustym życiu odczuje prawdę - trwogę egzystencjalną z uzasadnieniem najprostszym z możliwych - zwykłe ograniczenia do niczego w ogóle. Trafił mi się też inteligentny świadek Jehowy, który stwierdził tylko: Jeżeli tak okaże się, że to wszystko, co w ogóle możliwe, to trudno... Ale wierze, że stanie się u Boga wszystko. Wcześniej stwierdził, że skoro tak by świat wyglądał, to lepiej nam byłoby się nie narodzić. Zauważyłem na to, że podobnie pisał już Kaznodzieja Salomon, co dowodzi, że już w starożytności zastanawiano się nad tym. Najwidoczniej jednak ludzkość doszła do wniosku, że cenić należy nawet to, co daje radę w ogóle zaistnieć, bo szczęśliwie rozmnażając się doprowadziła do wydania na świat mnie i was wszystkich. A lepiej jest istnieć jakkolwiek, niż w ogóle nijak, skoro nawet rzeczywistość ograniczona, to przecież nie z niczyjej winy, nie ze złośliwości bytów nadprzyrodzonych, nie ze świadomych ograniczeń Wszechmogącego a z wielkiej niezawinionej przez nikogo tragedii pierwotnej - ograniczeń tego, czego nie ma w ogóle i być nie mogło. Tym sposobem postawiłem na ostrzu noża najważniejszą kwestię rzeczywistości. Ludzie wierzący szukali ratunku na poważnie już w swojej wierze, ja też już śmiertelnie poważnie zastanowiłem się nad swoim życiem i życiem wszystkich istot świadomych we Wszechświecie. Jednocześnie ogarnęło mnie tak wielkie współczucie do Stwórcy, któremu nawet na chwilę nie był dany ten drugi wariant rzeczywistości - rzeczywistości nieskończonej w ogóle. Wtedy by na pewno wszędzie promieniowało szczęście i doskonałość. Ale nie było to nikomu dane. My też nie jesteśmy tymi, którymi powinniśmy być. Musimy stanąć na wysokości zadania, o jakim nie śniliśmy w najgorszych koszmarach. Wszyscy solidarnie spadamy w studnię bez dna. Amen
  6. W okolicznościach takich, w których ta rodzina była też świadkami Jehowy. Jeżeli nie, to delikwent może spokojnie wycofać się i wrócić do rodziny czekającej poza sektą. Zresztą jeżeli chodzi o ostracyzm, to z pewnością wiele świadków Jehowy doświadczyło go właśnie przez to, że wleźli do tej organizacji. (od katolickich krewnych na przykład, odmówienie katolickiego ślubu, innych analogicznych spraw w innych religiach w poprzednim środowisku, za głoszenie od społeczeństwa itp). Potem drugi raz dostali kopa od świadków, kiedy coś im się tam niespodziewanie nie spodobało, rozczarowali się i zostali sami wśród tłumu.
  7. Tak, piszę sobie bezinteresownie i doskonalę się sam czytając samego siebie. Rozszerzyłem swoją poprzednią wypowiedź. Nie mam złudzeń, że z obcymi się dogadam. Piszę dumnie po to, żebym miał sam satysfakcję.
  8. Żydzi i poganie. Religia chrześcijańska była taką rewolucją, że na gruncie ówczesnego systemu była nie do przyjęcia i pierwszy symboliczny reformator - Jezus Chrystus został nawet ukatrupiony państwowo. Potem zresztą w czwartym wieku naszej ery podobne przeszkody uniemożliwiły cesarzowi Konstantynowi wprowadzenie chrześcijaństwa bez kompromisu z rzymskimi dawniejszymi zwyczajami i świętami. U Żydów był silny opór wobec pogan, jasne, chcieli zachować czystość wielbienia mojżeszowego i spójność narodu wybranego jeszcze za czasów patriarchów i jedynego Jahwe. Pierwszymi uczniami Chrystusa i apostołów byli przecież prawie sami Żydzi. Dlatego do ówczesnego dzieła zwanego ewangelią wprowadzono słowa "Mam jeszcze inne owce, z innej owczarni i te też muszę przyprowadzić". Niejako usprawiedliwić w świetle samego Mesjasza to, że chrześcijanami mogą zostać nie tylko byi wyznawcy Jahwe i mojżeszowego prawa. W Dziejach Apostolskich jest opisany nawet problem, jaki wyniknął z konfrontacji Żydów i Nie-Żydów. (obrzezanie zniesiono, dekalog zachowano, prawo rytualne zakazu zwierzęcej krwi zachowano). To na tym problem polegał i nie zdajemy sobie sprawy jaka to musiała być rewolucja dla ludzi przyzwyczajonych do tego, że Jedyny Bóg wybiera do zbawienia wyłącznie Żydów na podstawie ścisłego przestrzegania Tory, proroków i tradycji. Św. Paweł miał największe zasługi w realizacji tych słów z ewangelii. Zresztą cała historia Biblii to historia przemijających mód na różna gatunki literackie pism religijnych. Proroctwa, księgi mądrościowe, ewangelie, listy, apokalipsy itp. Nie ma tak, jak by chcieli teraz kombinatorzy sekt. Proroctwa to wcale nie prekognicja ani jasnowidzenie, tylko gatunek literacki nie roszczący sobie pretensji do nadprzyrodzoności, apokalipsy, ewangelie tak samo. (proroctwa przeminęły ustąpiły miejsca ewangeliom o mesjaszu, z kolei ewangelie skończyły się i nastała moda na apokalipsy opowiadające o wypełnianiu się dziejów przez mesjasza itd) To wszystko jest o tym samym, tylko w innym stylu. Nie ma też być pozaziemskim metafizycznym źródłem informacji ani spirytystycznym kanałem kontaktu dla jakichś sekciarzy i 144 000 nieśmiertelnych. Nie o spirytyzm chodziło w tych dziełach ani o jakieś tajemne dzieje świata zakodowane i udostępniane przez Stwórcę.Ale sekciarze uplotą najdziwniejsze intrygi na podstawie Biblii. I jeszcze każą wierzyć w ich odpowiedniki - realne procesy dziejące się właśnie w pozaliterackim świecie. Snop za snopem najdziwniejszych intryg miotanych z "nieba" w rzeczywistość fizyczną przez Stwórcę. To już jest tragedia dla adeptów sekty. Ale nie chce mi się już gadać ze ŚJ i innymi nawiedzonymi. Może jeszcze gdybym znalazł jakąś miłą i inteligentną dziewczynę u ŚJ, to byśmy rozwalili nawiedzone konstrukcje sekty. Ale nie rozwalimy struktur społecznych trzymających na uwięzi każdego, kto tam wlezie i zbyt dużo by straciła materialnie i rodzinnie, więc sobie odpuszczę. Jak kto zechce to sam odzyska rozum.
  9. Śmiej się śmiej. Dlaczego Ty na własnej skórze cierpisz wszystko, skoro już Twój dziadek albo pradziadek powinien Ci (sobie) wycierpieć rajskie pośmiertne życie bez powtórzenia tragicznego?
  10. Poza tym osoby, które szarpią się i miotają z żalu za tym czego nie przeżyły, nie nabroiły, nie doświadczyły za młodu zaciągają sobie taką karmę, że będą wlec się jeszcze na tej paskudnej ziemi przez tysiąc wcieleń, rodzić się w cierpieniu i umierać w cierpieniu wielokrotnie i na nic Absolut nadal nie zaistnieje i nie zrobi raju na Ziemi. Amen
  11. Nawet nie wiem, czy dobrze się zrozumieliśmy w tym, o czym ma owa każda jednostka myśleć
  12. Jak trzoda niebiańska i trzoda ziemska w jedno pospólstwo się połączy. Znowu nieśmiertelna zmarłe duchy naszych bliźnich w innym bycie. Spirytyzm aż miło.
  13. To proszę udowodnić, że na zewnątrz Sebastiana w świecie istnieje choć jedna jego cząstka, w której sam Sebastian też jest "wewnątrz". Jeżeli Sebastian tylko tak nie myśli a dowodów nie ma, to znaczy, że jest łatwowierny albo w błędzie.
  14. "A to jest, o mnisi, szlachetna prawda..." Biblia