wyratowana1983

Rozmówcy
  • Zawartość

    30
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Ostatnia wygrana wyratowana1983 w Rankingu w dniu 21 Lipiec

wyratowana1983 posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

47 Neutral

O wyratowana1983

  • Tytuł
    Nowy na forum

Profile Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Wyznanie
    mogę wszystko
  1. niedługo się wyratuję

    Dziekuję Kasia
  2. niedługo się wyratuję

    Więc proszę nie proponujcie mi że mogę wrócić do pracy i czekać aż on mnie zwolni i da odprawę. Ja nie dam tak rady. Jestem silna, zawsze byłam, ale przeholowalam z ilością czasu spędzonego w chronicznym stresie udając kogoś kim nie jestem i tymczasowo moja siła jest mniejsza.
  3. niedługo się wyratuję

    Zresztą, wiecie co. Myślę o tym co pisze Lila, ale jak mam być szczera, to: Chce się od tego człowieka uwolnić nawet idąc na ustępstwa i układy. Pomyślałam żeby wziął że to z winy pracodawcy ale nie musi mi wyplacac odprawy. Najważniejsze abym nie musiała już wracać do pracy. To by mnie zabiło. Mam świadomość że może mi kazać pracować zgodnie z wypowiedzeniem 3 miesięcznym. Więc dla mnie wogóle super jest że może być to rozwiązanie za porozumieniem. A wiecie, nie chce też iść po całości i mówić mu o moich planach odejścia. Myślę że trochę go chronie, trochę siebie. Nie potrzebuje tego stresu, a ten kaliber chce zachować na koniec jakby robił mi problemy. Mój cel, uwolnić się od mieszkania i pracy. A od świadków to będzie już wtedy formalność.
  4. niedługo się wyratuję

    No właśnie on zatrudnia tylko 3 osoby, nie dwadzieścia
  5. niedługo się wyratuję

    Wszyscy w koło w podobnych placówkach zwalniają pracowników bo centrala naszej firmy szaleje. Ma oprócz mnie jeszcze 2 siostry. Na odprawę pieniężną to za mała firma, są tam szczególne wytyczne. Tak mam gorszy dzień, w dodatku dostałam okres i właśnie się wyryczalam. Głowa mi też pęka i ciało się trzęsie.
  6. niedługo się wyratuję

    Mam dziś chyba gorszy dzień.... stwierdzam u siebie syndrom Sztokcholmski... na ubieganie się o zasiłek rehabilitacyjny to już chyba za późno jak piszesz o 5-6 tygodniach przed końcem, a mi zostało 4 tygodnie i w dodatku zanim pozbieram wszystkie papiery doczytałam ze jak rozwiąze umowę za porozumieniem z przyczyn dotyczacych zakładu pracy ( redukcja zatrudnienia).... myślę, że spróbuję się tak dogadać, bo z drugiej strony w firmie tez jest nie wesoło....i nie wiadomo ile pociągnie w obecnej strukturze czytam ogłoszenia o pracę z lękiem że żadnej nie podołam.... ewidentnie gorszy dzień.... może dziś powinnam właśnie odpuścić zbytnie myślenie, tylko co ze sobą zrobić, jak mam cały dzień wolny... ech obudziłam się dziś też z jakimiś dziwnymi myślami... prawda, że niepotrzebnie się interesuję firmą, mam lojalnego informatora...
  7. niedługo się wyratuję

    może nawet nie chodzi o głupie pytania, tylko jakoś wyczułam lekkie wysmianie.... jak mogłaś się tak wpakować, albo tyle czasu trwać... no mogłam... takie miałam warunki ekonomiczne i emocjonalne, że nie byłam w stanie wcześniej... madry polak po szkodzie teraz jak idę ulicą i widzę świadków to tez myslę, jak oni tak mogą, nie wiedzieć prawdy, tak ślepo.. ja i tak szybko, ludzie więcej zycia marnują, dziesiątkami lat... mam taką znajomą samodzielnie myślącą po 60-tce... wychowywana w prawdzie i co ona ma powiedzieć.... najważniejsze dla mnie co będzie... teraz jest to bardzo świeże, myslę, ze jeszcze mocno w tym jestem mimo poczynionych kroków...... minie trochę czasu, zaczne nowe zycie, pracę.... nawet bym już chciała... jak mój plan wypali to do końca września mam wolne... myślę ze wiecej nie potrzebuję... a jak zmienie mieszkanie i bede tam siedziec całymi dniami bo bede na zasiłku rehabilitacyjnym to chyba nie bedzie za dobre... ja potrzebuję się czymś zając juz, zmeczyć, nie myśleć, nie tworzyć czarnych scenariuszy, bo mam do tego skłonność... już siedze od lutego.. wystarczy
  8. niedługo się wyratuję

    Wiesz Stella mogłabym Ci odpisać o zadawaniu głupich pytań i insynuacji typu romans.... ale myślę, że nic nie stanie się jak odpiszę Ci i opowiem troche historii... a więc studiowali (szef z żoną) ze mną biblię.. jako już kolejni bracia, bo jedno studium miałam za dziecka, potem rozpoczełam drugie jak mame wykluczyli a ja byłam w liceum i na złośc jej chyba zaczełam kontakty z bracmi... ale liceum skończyłam i poszłam na studia i oni kończyli ksiązkę wiedza, po której się ochrzciałam.. już na studiach zaczełam im pomagać w pracy ( dodatkowo na umowe zlecenie praca biurowa) i po studiach mnie zatrudnili.... 2005rok- bezrobocie było ogromne, więc byłam przeszczęsliwa ze znalazłam prace i nie musiałam być bezrobotna.... bo przecież do matki nie mogłam wrócić... nie przeszkadzało mi ze w jednym zborze jesteśmy... nawet było to ułatwieniem.... praca, zbór, - nie było problemu z wolnym na zgromadzenie, ośrodek, czy obsługę... w 2010r- oni się wybudowali, przeprowadzili i mieszkanko zaczeli wynajmowac, a ja akurat dostałam wypowiedzenie mojego lokum, więc mi wynajeli... legalnie umowa i podatki.... bez żadnych romansów, uwodzenia, przygarniania itp.... oni po prostu traktują mnie jak dziecko swoje... ( w sumie to nawet mogłabym być ich dzieckiem) jak dostałam sie na terapię a no... tak w 2010-2011 wysiadl mi kregosłup, żołądek, stawy, bóle ramion itd... kumpela po terapii i studiach psychologicznych stwierdziła, że nie to nie mżliwe w wieku 27 lat abym tak się czuła i ze to przez niewyładowane emocje m.in do matki i tak zaczełam terapie... z psychologami zreszta miałam wczesniej do czynienia ze wzgledu na mysli samobójcze i doły... w terapii chciałam poukładać sobie: matkę- jej katowanie, przemoc psychoczna, fizyczną, emocjonalną i ekonomiczną ( w liceum matka zabierałam i kase, alimenty, stypendium naukowe, dorabiałam u ludzi w polu i też szło na dom ...a ona sama mnie wogóle nie utrzymywała... momentami ja ją i rodzeństwo... sprzecie groził wyrzuceniem z domu w wieku 16 lat) wykorzystanie seksualne przez 2 pedofilii sąsiadów i ... tu też chwilami sama nie wierzę, ale 3 próby gwałtu ( 14 lat- przez jednego z pedofili, 19 lat- na stancji która wynajmowałam, 22 lata jechałam rowerem na wieś na ognisko - maj, środek dnia i dopadł mnie inny rowerzysta)...ze wszystkich udało mi sie uratować... ale możecie sobie wyobrazić co myślałam o mężczyznach. na początku miała terapeutke siostrę... ale nie umiałam się przed nią otworzyć i po pół roku zmieniłam na taką której mogłam bardziej zaufać... bardzo szybko bo już u tej siostry zrozumiałam, że zamieniłam sobie matkę na szefa.... ale na pomysł zmiany pracy reagowałam panicznym strachem... bardziej chciałam działać aby to sie jakoś poukładało... no ale się nie układało... w dodatku terapia naprawdę mi pomogła, zrobiłam olbrzymie postepy, nie byłam już szarą posłuszną myszką... zaczełam wiele widzieć, od koleżani z terapii dostałam artykuły do przeczytania roberta Rienta- i odnalazłam siebie i zaczełam powoli odchodzić, coraz rzadziej na zebrania... w 2012 usłyszaam ze jak bede kiepskim świadkiem jehowy to nie bede pracowac... ale nie byłam gotowa na zmiany... i tak coraz mniej ,coraz rzadziej..o stanie co było to zgormadzenie w listopadzie 2015... (na zgromadzeniach siedziałam w kafeterii i słucham radia, lub wymykalam się na pół programu do kumpeli z terapii, ktora mieszka w Brzegu.. dlatego udawało mi się przeżyć jakoś zgormadzenie) od listopada 2015 nie chodze na zebrania, tylko pamiątki zaliczam w dodatku w innym mieście- pryznajmniej na mnie nie patrzą jak na kosmitę bo nie wiedzą jaki jest mój stan... nie odwazyłam się nigdy opuscić pamiątki... 2018 r- bedzie pierwsza opuszczona....hehe etap "co zebranie to pamiątka" no i wlasnie przez tą terapię szef zaczął się czepiać, ze zle dziala, ze zły psycholog, że mam zmienić, że robię się arogancka, niepokorna, że zebrania ucza dobrych rzeczy a ja sie nie uczę... no i taki stres wytrzymywałam przez ostatnie 2 lata... udawałam problemy emocjonalne, potem temat pedofilstwa, rok temu przed zgromadzeniem, że problem z tłumem mam ( zwłaszcza, ze wtedy ta cięzarówka wjechała w tłum w Nicei) dlaczego L4 bo jesienią jak już wszyscy wrócili z urlopów- wrzesień... chyba ze strasu ze znów się zacznie... (a zwłaszcza, że ja na urlopie byłam z wykluczoną kumpelą i mi starsi zrobili za to wizyte pasterską), czy szef juz wie, że "miałam" kontakt wykluczoną... no i wtedy był pierwszy taki dziwny rzut, że zaczeło mi sie mienić w komputerze... pomyślałam że jestem zmęczona i zajełam się papierami...po dwch tygodniach drugi taki rzut i źle mi się oglądało telewizor, jakby mi chwilami obraz uciekał.... potem zaczełam czuc się jakby pijana w pracy... i tak się tym nakręciłam, że zasłabłam i szef zawiózł mnie na SOR... to nawet dobrze- zrobili badania, naet TK głowy... wszystko w normie... wziełam wtedy 2 tyg zwolnienia i wróciłam do pracy i było jakby lepiej.... zaczełam po cichaczu pytac o pracę i uczyć sie niemieckiego... (oficjalnie bałam się szukać, bo bałam się ,ze jak szef dowie się że szukam to mnie zwolni... teraz wiem, że to było głupie myslenie...) do lutego było w miarę ok, w lutym nasiliły się objawy... po rozmowie kwalifikacyjnej- byłam pewna, że mnie przyjmą, bo trochę poz znajomości (nie świadkowej), no ale wybrali kogoś innego- nie decydował mój znajomy :(... i wówczas te objawy były już tak silne, tak silne zawroty i bóle głowy, że zdecydowałam się pójśc do psychiatry po pomoc (neurolog, laryngolog, okulista,endokrynolog nic wczesniej nie zaleźli- bo miałam po tej wizycie na SOR zalecenia aby takich specjalistów odwiedzić)... dostałam leki... po których czułam się jak na haju i zrobiłam powazny błąd w papierach... na szczeście klient zadzwonił o mogłam to odkręcić tego samego dnia.... ale poszłam wtedy na L4 na 2 tygodnie od lekarza ogólnego, by ten pierwszy etap przyjmowania leków jakoś przetrwać.... na początku marca wróciłam do pracy... próbowałam, nawet zdobyłam się na rozmowę z szefem, co mnie wkurza w jego zacvchowaniu i jak działa, ze sie go boję, ze mam stres, bo powiedział mi to i to... no to szef zmienił zdanie, powiedział że nie jak bede kiepskim świadkiem, tylko jak nie bede swiadkiem to nie bede pracować i mieszkać.... nie wiele to zmieniło, warunek jest nadal... a ja powiedziałam mu wtedy duzo, ale nie wszystko... nie to że nie chce być swiadkiem.... próbowałam pracowac ale przez 3 dni mimo rozmowy z szefem objawy nie ustepowały... więc poszłam na kolejne L4....i jestem na nim do teraz... odnośnie "uzaleznił cię od siebie" i wiele innych rzeczy które mogłam wcześniej zrobić.... JUŻ SOBIE WYBACZYŁAM... JAK TO MOJA TERAPEUTKA MÓWI, NAJWIDOCZNIEJ NIE MOGŁAM... NIE WRACAM DO TEGO TERAZ, NIE MYŚLĘ, BOŻE ALE SIE DAŁAM WROBIC... TERAZ MYSLE TYLKO JAK TU NAJMNIEJ BOLEŚNIE SIĘ UWOLNIĆ.... kazdy ma swój czas i postęp... najwidoczniej tyle czasu potrzebowałam... kręgosłup, żołądek, stawy, ramiona... to mnie nie powaliło... nawet z wypadniętym dyskiem pracowałam w domu, więc organizm musiał działać i "odciął mi głowę"... i teraz są efekty i działania
  9. niedługo się wyratuję

    "grał dobrego świadeczka", nie w tym sensie to pisałam... raczej milutki, zainteresowany moim zdrowiem, powodzeniem... to... taki kochany do rany przyłóż... witał się na misia.. itd.... a zwolnienie... myślę że obu nam na rękę... ja nie wyobrażam sobie pracy z nim (a mam 3m-czne wypowiedzenie),a on nie może zdzierżyć moich zmian, mojej pewności siebie.... dla niego jestem buntownicza, niepokorna....ech... więc też chyba sie ucieszył, że go wyręczyłam przed zwolnieniem mnie.... zaproponowałam rozwiązanie za porozumieniem stron...JA, nie on :):)
  10. niedługo się wyratuję

    to poproszę te polskie litery
  11. niedługo się wyratuję

    Kurcze gubią mi się posty... musze to ogarnąć... ale piszę, bo dziękuję za post i pytam co to jest PM ?
  12. niedługo się wyratuję

    I STAŁO SIĘ..... dzień 07.07.2017... pamiętny dzień... znalazłam pokój, wpłaciłam kaucję aby mi nie przepadł....od sierpnia będę go wynajmować.... byłam u Szefa/właściciela obecnego lokum (w nosie miałam ze ma zgromadzenie i jest zmęczony) zagrał "dobrego świadeczka"... czyli jak skończy mi się L4, wybieram zaległy urlop- myślę, że będzie to jakieś 5 tygodni....potem rozwiązanie za porozumieniem stron...+ jeszcze mi referencje wystawi. emocjonalnie mocno to przeżyłam... Czuję się dziwnie- nie wiem czy z racji emocji czy leków które biorę.... myślę, że będę bezpieczna jak będę trzymać świadectwo pracy oraz referencje w dłoni....
  13. niedługo się wyratuję

    Wiesz Sebastian, nie chce mi się tego czytać, nie mam chęci, siły... bo wiesz co... ja nie byłam dogłebnym świadkiem, czasem pionierowałam, - dla ludzi (starszych), bo tak trzeba, bo wtedy się cieszą... Biblii całej nie przeczytałam ani razu, studium osobiste....a co to takiego.... czasem przygotowałam się do straznicy, mało zgłaszałam (wada wymowy- jąkanie, zacinanie) służba mnie męczyła... a oddanie się Bogu w modlitwie przed chrztem... hmmm.. nie było takiej sytuacji.... więc dlaczego.... bo mama zaczeła sympatyzować, bo to poznałam, bo bracia mili i "mozesz na nich liczyć" bo odrzuciła mnie moja własna rodzina bardzo szybko bo już w 2009r zdawałam fikcyjny owoc, nie miałam siły chodzić na zebrania... ale przyznałam się i nic mi nie zrobili... jakoś tak to leciało, a wszystko zaczęło się sypać kiedy kolezanka z terapii w 2014r pokazała mi artykuł Roberta Rienta "Żadnej Krwi"w gazeci wyborczej. tam znalazłam siebie, że na zebraniach i w zborze wszystko ok, lud Jehowy jest szczęśliwy, wszyscy mówią tylko o pozytywnych rzeczach... i ja też w zborze ok, a w domu dół i bezsensowność życia... w domu inny człowiek inny swiat... a tam to taka fikcja.... i to mi się spodobało co przeczytałam... a potem już zaczełam szukać czegoś innego niż nauki straznicy... Mam nawet książkę "świadek" z dedykacją autora może teraz za dużo nie czytam ( zresztą nigdy nie lubiłam czytać, bo jak czytałam na głos to się jąkałam i zacinałam i czytania nigdy nie lubiłam- myślę ze przez to) więc przeczytanie straznicy to dla mnie niezłe wyzwanie.. nie wiele też oglądam na you tube tych naszych kochanych ex-braci, którzy chcą oświecić zabłakanych SJ i nie tylko... mnie już nie trzeba oświecać.... ja wiem ze to bagno i coraz bardziej wciąga.... ale w głowie przez wszystkie lata wyryło się... ze swiat jest zły, że ludzie są źli, że armagedon.... i mimo, że na logikę myslę że to bajka, to czasem wraca... "a jesli oni mają rację" przez te wszystkie lata- napisałam że chrzest w 2003, ale pierwsza pamiętka na której byłam to 1994r- mama wtedy zaczeła studiowaś z SJ, w 1995 się ochrzciła a 1998 wykluczona... a ja już w 1997r byłam głosicielem... potem miałam przerwę, bo mama przemocą chciała zapędzić mnie do kościoła.... ale jak miałam 18 lat to wiedziałam ze wolę świadków...na tamten moment byli bezpieczniejsi niż agresywna mama....a ja przecież miałam wielkie prześladowania w domu... i tak w 2002 skończyłam liceum poszłam na studia, w 2003 chrzest i praktycznie od razu praca u SJ..... nie mam tak naprawdę sił ani ochoty dochodzić dogłebnych wierzeń SJ w których wciąż zmieniają zdanie, nowe swiatła... chce po prostu spokojnie zyć bez SJ a póki co mam do tej ich całej manipulacji i Nich takie emocje, że skopałabym chetnie wozki, które stoja... i pojąć nie mogę jak tyle ludu, tyle wiary, tyle społeczeństwa (przecież nie głupiego) może wierzyć w te bzdury... kiedyś ja też mogłam, ale wtedy nie było neta takiego powszechnego, nie było w ogólnopolskich gazetach artykułów... o odstepcach to słyszało się, że "gdzieś tam są".. a teraz tyle informacji jest, wyszło pedofilstwo, wiece, demonstracje, strony internetowe, filmiki na youtube.... nie rozumiem jak można być tak ślepym...po prostu moja głowa tego nie pojmuje
  14. niedługo się wyratuję

    tak duży plus, ale te kontakty też są w powijakach... mysle ze trochę się przygotowałam do odejścia.... systematycznie coraz rzadziej chodziłam na zebrania, mam kontakt z 3 osobami z mojego zboru i to na moich warunkach, czyli raz na miesiąc albo rzadziej, na wizytach pasterkich obchodzą się ze mną jak z jajkiem, bo poruszam temat pedofilstwa, a jako ofiara mam w zwiazku z tym duże emocje (pedofile nie byli SJ, ale to nie ma znaczenia) szkolę się na książce Paście trzodę Bożą. szukam znajomych i przyjaciół od 2 lat poza zborem (aby własnie nie zostać sama)... ale ten szef jest najtrudniejszy....traktują mnie jak swoje dziecko... a z drugiej strony tak bardzo mnie wykorzystali, tyle na mnie zarobili, długo placili najniższe karajowe, wiecznie nie było dobrego czasu na urlop i wieczenie ratowałam nu dupę... praca ponad siły, a ja byłam młoda i niedoswiadczona, dopóki nie poszłam na terapie... dopóki nie zrozumiałam ze nie wyrabiam sie w pracy, bo nikt by sie nie wyrobił.... i o tyle jest to dla mnie trudne, że nigdzie indziej nie pracowałam.... wyobraźcie sobie, ze mając 33,5 roku próbowałam napisać sowje pierwsze CV- zajęło mi to 3 m-ce, bo miałam taki opór... potem bałam się je składać, by szef nie dowiedział sie że szukam pracy.... a teraz mam to wszystko gdzieś... a propo mój kolega o którym pisałam co mnie wpsiera ( szczerze piszę- nie jest moim chłopakiem- jestem sama i póki co to się nie zmieni... naprawde można kolegować się z płcią przeciwną... raz on mnie wyciąga z dołka raz ja jego :)... jets osobą która prace zmienia co 2 lata i wyśmiał mnie ze ja pracuję 14 lat w jednym miejscu....... ale też gadamy od kilku dni, że teraz najważniejsze moje zdrowie, i ze pracy jest mnóstwo, że bedzie dobrze... i wiecie mam mniejsze lęki w związku z tą nową pracą... mam lęk tylko z tym szefem jak on na to zareaguje- bo mam w koncu 3-mczne wypowiedzenie, a chciałabym odejść za porozumieniem stron. nie wytrzymam tam ani dnia dłużej. a już i tak na ostatni gwizdek mogę wsadziić kij w mrowisko i powiedziec mu, ze się wyprowadzam, bo znalazłam tansze lokum, ze zasiłek chorobowy jest niższy niż wypłata, a do tego kasa a lekarzy, badania, wyniki i leki... na razie jeden fajny tani pokój uciekł mi w zeszłym tygodniu, bo laska miała dać znać czy bedzie tam mieszkać i sie zdecydowała-- ja byłam tą drugą oglądajjąca cóż...
  15. niedługo się wyratuję

    pracodawca płaci za 33 dni zwolnienia w roku... w moj szef w tym roku już zapłacił 33 dni, więc raczej już w 2017 nie bedzie musiał. ZUSU sie nie boję, najwyżej wezmę dwie tabletki więcej i bede na haju:)