wyratowana1983

Rozmówcy
  • Zawartość

    34
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Ostatnia wygrana wyratowana1983 w Rankingu w dniu 21 Lipiec

wyratowana1983 posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

48 Neutral

O wyratowana1983

  • Tytuł
    Nowy na forum

Profile Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Wyznanie
    mogę wszystko
  1. niedługo się wyratuję

    Myślę, że nie podpisałam zakazu konkurencji, bo on mi nie zabrania pracować.... na początku zatrudnienia tez nie podpisywałam żadnych zakazów konkurencji, czy lojalek... treść oświadczenia brzmi tak ( oczywiście dla swojego bezpieczeństwa imiona zmienię) pisane ręcznie na kartce porozumienie zawarte dn ........ pomiędzy Janiną Kowalską a Janem Kowalskim Janina Kowalska złoży wypowiedzenie z pracy w trybie ustawowym, a Jan Kowalski zapłaci za okres wypowiedzenia bez świadczenia pracy. Janina Kowalska, jeśli znajdzie wcześniej pracę poinformuje o tym Jana Kowalskiego. Wszystkie inne rozliczenia finansowe pomiędzy stronami ustają ( tu chodzi o klienta, którego przyprowadziłam do firmy - kasę za niego). Jeżeli Janina Kowalska znajdzie pracę w okresie urlopu, otrzyma 1500 zł premii do końcowego wynagrodzenia ( czyli za tego klienta). tylko tyle. ( urlopu miało być 9 dni zaległego i ponad 26 za ten rok) nigdzie nie jest napisane, ze ja jestem pracownikiem a on pracodawcą Potem on zmienił zdanie, i dał mi takie propozycje: Wariant 1: w dniu dzisiejszym (wyratowana 1983) zaczyna urlop wypoczynkowy zaległy 9 dni roboczych i 26 za rok 2017; urlop trwa do 03.10.2017. Wynagrodzenie za urlop wynosi tyle ile stawka na umowie o pracę (czyli dokładnie tyle ile zarobiła by gdyby w tym okresie pracowała). Zgodnie z waszymi ustaleniami od dnia 04.10.2017 do dnia 31.12.2017 r – zwolnienie ze świadczenia pracy do dnia 31.12.2017 r – wynagrodzenia jak z umowy o pracę. W trakcie urlopu ma prawo do złożenia wypowiedzenia trwającego 3 m-ce. Początek wypowiedzenia od 01.10.2017 r – termin złożenia nie później niż z datą 29.09.2017 r. Zakończenie zatrudnienia z dniem 31.12.2017 r. Wykorzystany cały należny urlop => brak wypłaty ekwiwalentu. Wariant 2: w dniu dzisiejszym (wyratowana 1983) zaczyna urlop wypoczynkowy zaległy 9 dni roboczych (bo zgodnie z KP musi wykorzystać do 30.09.2017 r. Urlop trwa od 16.08.2017 do dnia 28.08.2017 r. Wynagrodzenie za urlop wynosi tyle ile stawka na umowie o pracę (czyli dokładnie tyle ile zarobiła by gdyby w tym okresie pracowała). W dniu 29.08.2017 składa wypowiedzenie umowy o pracę, które trwa od 01.09.2017 do dnia 30.11.2017 r. Od dnia złożenia wypowiedzenia jest zwolniona ze świadczenia pracy do dnia 30.11.2017 r – wynagrodzenia jak z umowy o pracę. Zakończenie zatrudnienia z dniem 30.11.2017 r. Po zakończeniu zatrudnienia następuje wypłata ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy w wysokości: wysokość wynagrodzenia miesięcznego : współczynnik urlopowy 20,83 * liczba dni ekwiwalentu tj. 24 (należny do końca listopada). Grudzień ma tylko 19 dni roboczych a ekwiwalent jest za 24 dni – więc ta sytuacja jest korzystniejsza dla pracownika. zapytałam się go tak: czy ja mogę mieć pewność, że jak skorzystam z opcji 2 i będę na wypowiedzeniu, to nie dojdzie do takiej sytuacji że wyślesz mnie na ma urlop zamiast wypłacić ekwiwalent? i dostałam odpowiedź na maila... Wybierz wariant, a ja go zaakceptuję moją intencją jest obopólne zrozumienie, zarazem mam nadzieję ,że zgodnie z naszą rozmową, jak będziesz miała możliwość podjąć pracę za podobne wynagrodzenie w innym miejscu ,tak zrobisz i dasz mi informację o tym fakcie. ( nie odpowiedziałam na tego maila) Wybrałam wariant 2 z oficjalnych pism, jest moje wypowiedzenie - podpisane przez niego ze przyjął, oraz on dał mi oświadczenie, że zwalnia mnie ze świadczenia pracy w okresie 29 sierpnia-30 listopada.... nic tam nie wpisał, że jak znajdę prace, to mam mu powiedzieć.... nie wpisał też że mam wykorzystać urlop, więc chyba wywiąże się z umowy.... Ja po prostu nie wiem czy mogę mu nie mówić że pracuje, na ile takie porozumienie jest ważne....
  2. niedługo się wyratuję

    tylko że na ten moment chce aby wogóle nie pukali.... kiedyś jak ktoś sobie kategorycznie nie życzył, to zapisywali sobie i przysyłali starszych, albo sług.... więc che powiedziec ze ich tez majją nie wysyłać, a jak nie to zgłoszę na policję ze mnie nachodza... nie chce wogóle....
  3. niedługo się wyratuję

    bo nie wierzyłam mu jak zaproponował mi że mam ja wypowiedziec umowę a on bedzie płacił.... spisał to na piśmie i tam napisał, że ja mu powiem jak znajdę pracę.... ja to też podpisałam.... a teraz myślę sobie, że mogę w razie co powiedziec ze mnie zmusił do podpisania tego.... właśnie nie wiem, czy mam się czegoś bać jak mu nie zgłoszę ze pracuję.... nie wiem gdzie się takiego czegoś dowiedzieć. do sądu chyba mnie nie poda.... a sumienie... wyrzutów raczej mieć nie bedę... bo mam czyste sumienie... czyste bo nie używane ( taki żart kiedyś chodził między braćmi )
  4. niedługo się wyratuję

    Cześć, wróciłam... wiecie poszłam w lipcu do innego lekarza psychiatry, dała mi super leki- nowej generacji.... i te super leki zaczęły po 10 dniach brania dawać skutki uboczne- olbrzymie lęki, naprawdę olbrzymie- nawet miałam pomysł targnąć się na życie ( zadzwoniłam do tej lekarki- potwierdziła ze to mogą być skutki uboczne)... odstawiłam leki, ale ze miałam to świństwo w organizmie, to lipiec zaliczam do miesięcy- raczej beznadziejnych ( leżenie , gapienie się w niebo, sufit i czekanie aż minie).... minęło.... lipiec też był miesiącem- początkiem moich zmian..... zaliczyłam załamkę, że objawy , zawroty i bóle głowy wracają.... więc postanowiłam działać... znalazłam inny pokój do wynajęcia i poszłam do szefa ( po pierwszym dniu zgromadzenia- w dupie miałam to że są zmęczeni), wypowiedziałam mieszkanie i powiedziałam ,ze po chorobowym chce wziąć urlop zaległy a potem rozwiązać umowe.. teraz... zwolnienie pociągnęłam 180 dni- do 15-go sierpnia- ZUS sie o mnie nie upomniał.... nie skontrolował... choć bałam się do ostatniego dnia... zresztą głupi szef mnie nastraszył, że jakąś siostrę z depresją skontrolowali i jej cofnęli zwolnienie.... więc miałam pietra... mieszkam od 4 tygodni w nowym mieszkaniu... wieżowiec, 6 piętro, z widokiem na Śnieżkę : ) mam fajną współlokatorkę.... zakumplowałysmy się bardzo szybko, mam w niej wsparcie, choć tydzień temu jak mnie nie było byli świadki i wlepili jej strażnice... uczę ją co ma im mówić i jak z nimi postąpić... sama ich pogonię przez drzwi jak będę... bo to zupełnie inny zbór... upominają się powoli o mnie ... z moje go zboru i tu na razie "czekam"... nie odzywam się do nich, nie odbieram i nie odpisuje na sms... czekam, bo trochę inaczej wyszło niż myślałam jestem na wypowiedzeniu... mój szef, teraz gra dobrego świadeczka, zaproponował mi że wypowiem umowę w trybie ustawowym i będzie mi płacił na wypowiedzeniu i podpisał mi "zwolnienie ze świadczenia pracy"... potem jeszcze ma mi wypłacić za niewykorzystany urlop... ( czyli cały urlop za 2017r)... bo wybrałam tylko zaległy- 9 dni z 2016 roku więc uznaję zasadę, że dopóki nie będę mieć świadectwa pracy w łapce, to nie będę podejmować żadnych kroków religijnych.... dla bezpieczeństwa, co by szef nie zmienił zdania.... szukam pracy... tak na dobrą sprawę znalazłam już- mam zacząć od 01 października... nie jest to zajęcie marzeń, ale już nie mam siły siedzieć tak w domu, już muszę coś robić, bo zwariuję....... cały czas mimo to szukam po ogłoszeniach, może trafię coś fajniejszego... a właśnie, jak jest tu na forum ktoś kto zna się na prawie, to proszę o podpowiedź. z tym płaceniem bez świadczenia pracy jest tak, ze jak znajdę pracę o podobnych zarobkach, to mam ją podjąć i poinformować o tym szefa ( wówczas on chyba skróci ten okres wypowiedzenia za który mi płaci) Czy jak podejmę pracę o niższych zarobkach, to też mam mu zgłaszać? czy jak mu nie zgłoszę a dowie się ze pracuję - coś może mi zrobić? czy on prawnie ma jakieś możliwości? znajoma mi powiedziała, abym korzystała i mu nie zgłaszała ze pracuję, ze wykorzystywał mnie tyle lat.... że nie zbiednieje.... a ja teraz potrzebuję środków do życia co o tym myślicie ? on mi płaci 2250 na rękę, a w nowej pracy będzie 1700... 5 stów różnicy.... mogłabym jeszcze nie podejmować pracy, ale jak pomyślę, ze do 30 listopada mam siedzieć w domu i nic nie robić, to szlag mnie trafia.... muszę już mieć jakieś zajęcie...tak dla zdrowia psychicznego Pozdrawiam Wyratowana1983
  5. niedługo się wyratuję

    Dziekuję Kasia
  6. niedługo się wyratuję

    Więc proszę nie proponujcie mi że mogę wrócić do pracy i czekać aż on mnie zwolni i da odprawę. Ja nie dam tak rady. Jestem silna, zawsze byłam, ale przeholowalam z ilością czasu spędzonego w chronicznym stresie udając kogoś kim nie jestem i tymczasowo moja siła jest mniejsza.
  7. niedługo się wyratuję

    Zresztą, wiecie co. Myślę o tym co pisze Lila, ale jak mam być szczera, to: Chce się od tego człowieka uwolnić nawet idąc na ustępstwa i układy. Pomyślałam żeby wziął że to z winy pracodawcy ale nie musi mi wyplacac odprawy. Najważniejsze abym nie musiała już wracać do pracy. To by mnie zabiło. Mam świadomość że może mi kazać pracować zgodnie z wypowiedzeniem 3 miesięcznym. Więc dla mnie wogóle super jest że może być to rozwiązanie za porozumieniem. A wiecie, nie chce też iść po całości i mówić mu o moich planach odejścia. Myślę że trochę go chronie, trochę siebie. Nie potrzebuje tego stresu, a ten kaliber chce zachować na koniec jakby robił mi problemy. Mój cel, uwolnić się od mieszkania i pracy. A od świadków to będzie już wtedy formalność.
  8. niedługo się wyratuję

    No właśnie on zatrudnia tylko 3 osoby, nie dwadzieścia
  9. niedługo się wyratuję

    Wszyscy w koło w podobnych placówkach zwalniają pracowników bo centrala naszej firmy szaleje. Ma oprócz mnie jeszcze 2 siostry. Na odprawę pieniężną to za mała firma, są tam szczególne wytyczne. Tak mam gorszy dzień, w dodatku dostałam okres i właśnie się wyryczalam. Głowa mi też pęka i ciało się trzęsie.
  10. niedługo się wyratuję

    Mam dziś chyba gorszy dzień.... stwierdzam u siebie syndrom Sztokcholmski... na ubieganie się o zasiłek rehabilitacyjny to już chyba za późno jak piszesz o 5-6 tygodniach przed końcem, a mi zostało 4 tygodnie i w dodatku zanim pozbieram wszystkie papiery doczytałam ze jak rozwiąze umowę za porozumieniem z przyczyn dotyczacych zakładu pracy ( redukcja zatrudnienia).... myślę, że spróbuję się tak dogadać, bo z drugiej strony w firmie tez jest nie wesoło....i nie wiadomo ile pociągnie w obecnej strukturze czytam ogłoszenia o pracę z lękiem że żadnej nie podołam.... ewidentnie gorszy dzień.... może dziś powinnam właśnie odpuścić zbytnie myślenie, tylko co ze sobą zrobić, jak mam cały dzień wolny... ech obudziłam się dziś też z jakimiś dziwnymi myślami... prawda, że niepotrzebnie się interesuję firmą, mam lojalnego informatora...
  11. niedługo się wyratuję

    może nawet nie chodzi o głupie pytania, tylko jakoś wyczułam lekkie wysmianie.... jak mogłaś się tak wpakować, albo tyle czasu trwać... no mogłam... takie miałam warunki ekonomiczne i emocjonalne, że nie byłam w stanie wcześniej... madry polak po szkodzie teraz jak idę ulicą i widzę świadków to tez myslę, jak oni tak mogą, nie wiedzieć prawdy, tak ślepo.. ja i tak szybko, ludzie więcej zycia marnują, dziesiątkami lat... mam taką znajomą samodzielnie myślącą po 60-tce... wychowywana w prawdzie i co ona ma powiedzieć.... najważniejsze dla mnie co będzie... teraz jest to bardzo świeże, myslę, ze jeszcze mocno w tym jestem mimo poczynionych kroków...... minie trochę czasu, zaczne nowe zycie, pracę.... nawet bym już chciała... jak mój plan wypali to do końca września mam wolne... myślę ze wiecej nie potrzebuję... a jak zmienie mieszkanie i bede tam siedziec całymi dniami bo bede na zasiłku rehabilitacyjnym to chyba nie bedzie za dobre... ja potrzebuję się czymś zając juz, zmeczyć, nie myśleć, nie tworzyć czarnych scenariuszy, bo mam do tego skłonność... już siedze od lutego.. wystarczy
  12. niedługo się wyratuję

    Wiesz Stella mogłabym Ci odpisać o zadawaniu głupich pytań i insynuacji typu romans.... ale myślę, że nic nie stanie się jak odpiszę Ci i opowiem troche historii... a więc studiowali (szef z żoną) ze mną biblię.. jako już kolejni bracia, bo jedno studium miałam za dziecka, potem rozpoczełam drugie jak mame wykluczyli a ja byłam w liceum i na złośc jej chyba zaczełam kontakty z bracmi... ale liceum skończyłam i poszłam na studia i oni kończyli ksiązkę wiedza, po której się ochrzciałam.. już na studiach zaczełam im pomagać w pracy ( dodatkowo na umowe zlecenie praca biurowa) i po studiach mnie zatrudnili.... 2005rok- bezrobocie było ogromne, więc byłam przeszczęsliwa ze znalazłam prace i nie musiałam być bezrobotna.... bo przecież do matki nie mogłam wrócić... nie przeszkadzało mi ze w jednym zborze jesteśmy... nawet było to ułatwieniem.... praca, zbór, - nie było problemu z wolnym na zgromadzenie, ośrodek, czy obsługę... w 2010r- oni się wybudowali, przeprowadzili i mieszkanko zaczeli wynajmowac, a ja akurat dostałam wypowiedzenie mojego lokum, więc mi wynajeli... legalnie umowa i podatki.... bez żadnych romansów, uwodzenia, przygarniania itp.... oni po prostu traktują mnie jak dziecko swoje... ( w sumie to nawet mogłabym być ich dzieckiem) jak dostałam sie na terapię a no... tak w 2010-2011 wysiadl mi kregosłup, żołądek, stawy, bóle ramion itd... kumpela po terapii i studiach psychologicznych stwierdziła, że nie to nie mżliwe w wieku 27 lat abym tak się czuła i ze to przez niewyładowane emocje m.in do matki i tak zaczełam terapie... z psychologami zreszta miałam wczesniej do czynienia ze wzgledu na mysli samobójcze i doły... w terapii chciałam poukładać sobie: matkę- jej katowanie, przemoc psychoczna, fizyczną, emocjonalną i ekonomiczną ( w liceum matka zabierałam i kase, alimenty, stypendium naukowe, dorabiałam u ludzi w polu i też szło na dom ...a ona sama mnie wogóle nie utrzymywała... momentami ja ją i rodzeństwo... sprzecie groził wyrzuceniem z domu w wieku 16 lat) wykorzystanie seksualne przez 2 pedofilii sąsiadów i ... tu też chwilami sama nie wierzę, ale 3 próby gwałtu ( 14 lat- przez jednego z pedofili, 19 lat- na stancji która wynajmowałam, 22 lata jechałam rowerem na wieś na ognisko - maj, środek dnia i dopadł mnie inny rowerzysta)...ze wszystkich udało mi sie uratować... ale możecie sobie wyobrazić co myślałam o mężczyznach. na początku miała terapeutke siostrę... ale nie umiałam się przed nią otworzyć i po pół roku zmieniłam na taką której mogłam bardziej zaufać... bardzo szybko bo już u tej siostry zrozumiałam, że zamieniłam sobie matkę na szefa.... ale na pomysł zmiany pracy reagowałam panicznym strachem... bardziej chciałam działać aby to sie jakoś poukładało... no ale się nie układało... w dodatku terapia naprawdę mi pomogła, zrobiłam olbrzymie postepy, nie byłam już szarą posłuszną myszką... zaczełam wiele widzieć, od koleżani z terapii dostałam artykuły do przeczytania roberta Rienta- i odnalazłam siebie i zaczełam powoli odchodzić, coraz rzadziej na zebrania... w 2012 usłyszaam ze jak bede kiepskim świadkiem jehowy to nie bede pracowac... ale nie byłam gotowa na zmiany... i tak coraz mniej ,coraz rzadziej..o stanie co było to zgormadzenie w listopadzie 2015... (na zgromadzeniach siedziałam w kafeterii i słucham radia, lub wymykalam się na pół programu do kumpeli z terapii, ktora mieszka w Brzegu.. dlatego udawało mi się przeżyć jakoś zgormadzenie) od listopada 2015 nie chodze na zebrania, tylko pamiątki zaliczam w dodatku w innym mieście- pryznajmniej na mnie nie patrzą jak na kosmitę bo nie wiedzą jaki jest mój stan... nie odwazyłam się nigdy opuscić pamiątki... 2018 r- bedzie pierwsza opuszczona....hehe etap "co zebranie to pamiątka" no i wlasnie przez tą terapię szef zaczął się czepiać, ze zle dziala, ze zły psycholog, że mam zmienić, że robię się arogancka, niepokorna, że zebrania ucza dobrych rzeczy a ja sie nie uczę... no i taki stres wytrzymywałam przez ostatnie 2 lata... udawałam problemy emocjonalne, potem temat pedofilstwa, rok temu przed zgromadzeniem, że problem z tłumem mam ( zwłaszcza, ze wtedy ta cięzarówka wjechała w tłum w Nicei) dlaczego L4 bo jesienią jak już wszyscy wrócili z urlopów- wrzesień... chyba ze strasu ze znów się zacznie... (a zwłaszcza, że ja na urlopie byłam z wykluczoną kumpelą i mi starsi zrobili za to wizyte pasterską), czy szef juz wie, że "miałam" kontakt wykluczoną... no i wtedy był pierwszy taki dziwny rzut, że zaczeło mi sie mienić w komputerze... pomyślałam że jestem zmęczona i zajełam się papierami...po dwch tygodniach drugi taki rzut i źle mi się oglądało telewizor, jakby mi chwilami obraz uciekał.... potem zaczełam czuc się jakby pijana w pracy... i tak się tym nakręciłam, że zasłabłam i szef zawiózł mnie na SOR... to nawet dobrze- zrobili badania, naet TK głowy... wszystko w normie... wziełam wtedy 2 tyg zwolnienia i wróciłam do pracy i było jakby lepiej.... zaczełam po cichaczu pytac o pracę i uczyć sie niemieckiego... (oficjalnie bałam się szukać, bo bałam się ,ze jak szef dowie się że szukam to mnie zwolni... teraz wiem, że to było głupie myslenie...) do lutego było w miarę ok, w lutym nasiliły się objawy... po rozmowie kwalifikacyjnej- byłam pewna, że mnie przyjmą, bo trochę poz znajomości (nie świadkowej), no ale wybrali kogoś innego- nie decydował mój znajomy :(... i wówczas te objawy były już tak silne, tak silne zawroty i bóle głowy, że zdecydowałam się pójśc do psychiatry po pomoc (neurolog, laryngolog, okulista,endokrynolog nic wczesniej nie zaleźli- bo miałam po tej wizycie na SOR zalecenia aby takich specjalistów odwiedzić)... dostałam leki... po których czułam się jak na haju i zrobiłam powazny błąd w papierach... na szczeście klient zadzwonił o mogłam to odkręcić tego samego dnia.... ale poszłam wtedy na L4 na 2 tygodnie od lekarza ogólnego, by ten pierwszy etap przyjmowania leków jakoś przetrwać.... na początku marca wróciłam do pracy... próbowałam, nawet zdobyłam się na rozmowę z szefem, co mnie wkurza w jego zacvchowaniu i jak działa, ze sie go boję, ze mam stres, bo powiedział mi to i to... no to szef zmienił zdanie, powiedział że nie jak bede kiepskim świadkiem, tylko jak nie bede swiadkiem to nie bede pracować i mieszkać.... nie wiele to zmieniło, warunek jest nadal... a ja powiedziałam mu wtedy duzo, ale nie wszystko... nie to że nie chce być swiadkiem.... próbowałam pracowac ale przez 3 dni mimo rozmowy z szefem objawy nie ustepowały... więc poszłam na kolejne L4....i jestem na nim do teraz... odnośnie "uzaleznił cię od siebie" i wiele innych rzeczy które mogłam wcześniej zrobić.... JUŻ SOBIE WYBACZYŁAM... JAK TO MOJA TERAPEUTKA MÓWI, NAJWIDOCZNIEJ NIE MOGŁAM... NIE WRACAM DO TEGO TERAZ, NIE MYŚLĘ, BOŻE ALE SIE DAŁAM WROBIC... TERAZ MYSLE TYLKO JAK TU NAJMNIEJ BOLEŚNIE SIĘ UWOLNIĆ.... kazdy ma swój czas i postęp... najwidoczniej tyle czasu potrzebowałam... kręgosłup, żołądek, stawy, ramiona... to mnie nie powaliło... nawet z wypadniętym dyskiem pracowałam w domu, więc organizm musiał działać i "odciął mi głowę"... i teraz są efekty i działania
  13. niedługo się wyratuję

    "grał dobrego świadeczka", nie w tym sensie to pisałam... raczej milutki, zainteresowany moim zdrowiem, powodzeniem... to... taki kochany do rany przyłóż... witał się na misia.. itd.... a zwolnienie... myślę że obu nam na rękę... ja nie wyobrażam sobie pracy z nim (a mam 3m-czne wypowiedzenie),a on nie może zdzierżyć moich zmian, mojej pewności siebie.... dla niego jestem buntownicza, niepokorna....ech... więc też chyba sie ucieszył, że go wyręczyłam przed zwolnieniem mnie.... zaproponowałam rozwiązanie za porozumieniem stron...JA, nie on :):)
  14. niedługo się wyratuję

    to poproszę te polskie litery
  15. niedługo się wyratuję

    Kurcze gubią mi się posty... musze to ogarnąć... ale piszę, bo dziękuję za post i pytam co to jest PM ?