Brat Jaracz

Forumowicz Extra
  • Ilość dodanej zawartości

    3959
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Brat Jaracz

  • Ranga
    Nadzorca Widnokręgu

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Location
    3M
  • Interests
    All the bad things ;-)
  • Wyznanie
    Ex urodzony "w prawdzie"

Ostatnie wizyty

4452 wyświetleń profilu
  1. "Grupaaa rezerwyyy szła do cywilaaaaa..." Taaa, a później zarzygane dworce i powybijane szyby w wagonach. W tym czasie też często jeździłem pociągami, akurat w okolicach dużych garnizonów. Wesoło było. A skoro już mówimy o wojsku, warto wspomnieć zjawisko tzw. fali, poprzez które wielu młodych chłopaków popełniło samobójstwo, a jeszcze więcej nabawiło się schorzeń fizycznych i psychicznych. Co więcej, sam regularnie chodzę na piłkę, więc mogę powiedzieć, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat na stadionach też przeskoczyliśmy poziom kilkunastu epok. Rzeczywiście, "kuniec świata" Ech, przykładów można by wyliczać w nieskończoność. Jesteśmy z podobnych roczników, więc pewnie moglibyśmy wymieniać ich setki, jeśli nie tysiące. Przestępczość zorganizowana na początku lat 90., kradzieże samochodów, porachunki gangów, nietolerancja religijna i rasowa, masowe ćpanie byle czego itp itd. Powtórzę - gdy widzę młodzież z otoczenia mojej córki, to są miłe, grzeczne dzieciaki, znacznie lepsze niż osoby... z mojego pokolenia w tym samym wieku. Jeśli są niewychowane, to najczęściej jest to zasługą rodziców - z tych "lepszych" pokoleń - który nie potrafią przekazać pozytywnych wzorców. Jasne, w miejsce starych problemów pojawiają się ciągle jakieś nowe. Ale twierdzenie, że jest "coraz gorzej" to szycie bardzo grubymi nićmi.
  2. Ja nie faworyzuję pod tym względem organizacji. No ba, istnieje wiele sekt, w których znacznie obficiej szprycuje się wyznawców strachem. Mam tylko nadzieję, że @sakurka sama wyciągnie sobie wnioski, czy warto na własne życzenie ulegać kolejnym paranojom, które zresztą mają swój ściśle określony cel, o czym mówiliśmy wcześniej BTW, chowałem się w organizacji od urodzenia, jestem (nadal) IV pokoleniem SJ w mojej rodzinie, byłem w 8 czy 9 zborach, poznałem najważniejszych SJ w tym kraju... Mój ojciec był przez 30 lat nadzorcą zboru, a dziadek - tzw. sługą miasta. Tak sobie myślę, że jednak mam prawo stworzyć obraz statystycznego świadka. I jego fobii. Oczywiście nadal będzie on subiektywny, no ale zbliżony do stanu faktycznego, jak sądzę.
  3. Nie powtarzaj tego, co mówią ciotki w zborze, tylko wnioskuj na podstawie twardych danych. Jest gorzej, bo co? Bo komuś się tak wydaje? Wcześniej Ci wymieniłem kilka przykładów na to, że jednak jest lepiej. Przynajmniej w niektórych aspektach. "Za moich czasów tak nie było" - to topos znany w retoryce od kilku tysięcy lat Zawsze dawniejsze czasy wydają się lepsze, choćby dlatego, że byliśmy młodsi. A wiesz, co ja Ci powiem: jak ja byłem młody, był większy syf intelektualny wśród młodzieży niż obecnie. I nie tylko intelektualny. Nie wiem, może czasy się zmieniły (nawet na pewno), ale nie sądzę, żeby kiedyś było lepiej niż teraz. Jest inaczej, ale bilans wychodzi na zero, może na lekki plus. Proszę Cię, nie powołuj się na fake-news o błękitnym wielorybie... Sprawdź dokładnie - tej gry w rzeczywistości NIE MA. Złych ludzi możesz znaleźć wszędzie, podobnie zresztą jak i dobrych - i w organizacji, i poza nią. To, że ktoś odnosi się ze swoimi wysokimi miernikami moralnymi, nie oznacza, że jest lepszy o tzw. świata.
  4. Od czasu R. Franza wiemy trochę więcej, kto i gdzie ma kogo Oczywiście jeśli uznać jego relację za wiarygodną. Osobiście uważam, że taka jest. Człowiek o przeciętnej wrażliwości jest podatny ma problemy. I rzeczywiście mogą one stymulować twórczo. Ale kontekst tego tematu jest trochę inny - uleganie wydumanym zagadnieniom, podatność na mistyfikację garstki manipulatorów itp. Jak dla mnie to sprawa jasna...
  5. Trochę pozytywistycznej pracy u podstaw i ogarnięcia własnego podwórka, a może być znacznie lepiej. W skali mikro możemy sporo. W skali makro - naprawdę niewiele. Jasne, że hurraoptymizm oznacza spłycanie wielu problemów. Z kolei zanurzanie się w problemach - mniej lub bardziej wydumanych - to najkrótsza droga do wszelakich zespołów nerwicowych. Centrala w Warwick tak naprawdę ma to w dupie, jaki będzie dobrostan głosicielaków, o ile ciągle będą realizować swoje zadania, wzbogacając koncern medialny. Cała teoria zagrożeń ma zwiększać ich motywację. Wypełnianie się proroctw itp. banialuki. W całym tym zamieszaniu warto postawić na zdrowy egoizm. Osobiście nie wiem, czy przeżyję jeszcze tyle samo lat, co przeżyłem. I jakoś mi się nie wydaje, żeby czynniki zewnętrzne miały skrócić moje bytowanie, choć oczywiście nie mogę tego wykluczyć. Na razie zatem mam zamiar żyć po swojemu, bez ciśnienia jakiejkolwiek propagandy - religijnej, politycznej czy... ekologicznej. "Innego końca świata nie będzie" - jak mówił staruszek podwiązujący pomidory w wierszu Miłosza.
  6. Być może, ale niekoniecznie nastąpi to w taki sposób, jak wizualizuje organizacja. Nawet na pewno tak nie będzie. I raczej mało prawdopodobne, abyśmy doczekali tego kresu. Dlatego na razie nie ma się czym przejmować. Nawet jeśli rąbnie w nas bomba neutronowa albo choć Iskander, nie mamy na to żadnego wpływu. Krótki błysk i pozamiatane. Poza tym wszystkie przełomy wieków w dziejach wydawały się ostateczne. Aż do następnego przełomu
  7. Nie dochodzą do żadnych wniosków, lecz od początku istnienia żerują na ludzkim strachu. Nie powiem Ci, czy jest lepiej, czy gorzej - to wszystko kwestie względne. Bo nie wiem, co jest dla Ciebie ważne. Skoro już trzymamy się retoryki "czasów końca": - porównaj sobie średnią długość życia przed 1914 rokiem i obecnie; - liczba chorób, które całkowicie zostały wyeliminowane albo można je skutecznie kontrolować (np. gruźlica, trąd, grypa...), a niegdyś zabijały masowo miliony; - poczytaj sobie statystyki policyjne, choćby sprzed kilkunastu lat - jasno z nich wynika, że liczba wszystkich przestępstw, poza narkotykowymi i gospodarczymi, spadła, w niektórych przypadkach kilkukrotnie; - porównaj sobie umieralność noworodków na początku XX wieku i obecnie; - liczba katastrof naturalnych w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zmalała co najmniej o połowę; - porównaj dochód per catipa w Europie sprzed 1914 roku i obecnie. Naprawdę jest "coraz gorzej"? Równia pochyła? A to tylko wybrane przykłady. Straszenie Armagedonem nie do każdego dociera. Ale każdy z nas lubi ponarzekać, jeśli zamknie się we własnym kokonie i nie potrafi obiektywnie ocenić sytuacji zewnętrznej. I na tym żerują manipulatorzy z Warwick, skrzętnie pomijając obiektywne dane...
  8. Niby racja, ale zawsze jest to jednak jakiś deal, forma umowy, która wymaga poznania i zaakceptowania wszystkich warunków z obu stron. Dotyczy to zwłaszcza osób, które postępują tak "z rozsądku" - dla żony, dla chłopaka itp. Mniejsza o ich intencje, bo czasami wyrastają z nich nawiedzeni faszyści zborowi, więc odnajdują się w nowych realiach... A zdarza się, że ci gorliwi neofici z kategorii "Jehowa uber alles" szybko zostają odstępcami. No, bywa. Organizacja wymaga bezwzględnej lojalności i uczciwości przed chrztem. Jej prawo, tak jak każdej dużej firmy. Nie dopuszczą delikwenta do chrztu, jeśli będzie sobie popalał w krzakach. Jednak, per analogiam, z ich strony też wszystko powinno być transparentne, nawet jeśli jest niewygodne. A wychowani "w prawdzie"...? Doskonale wiemy, jak wielki ich odsetek chrzci się dla świętego spokoju albo pod presją rodziny/otoczenia. W ich wypadku akurat znajomość zagadnienia ostracyzmu nie ma z reguły większego znaczenia. Z reguły, bo jeśli ktoś przyjmuje chrzest w wieku 12-13 lat, po prostu o tym nie myśli. Świadomość takiej osoby jest bliska zeru. Żyje tu i teraz, robi coś "ekstra", trochę wierzy w Jehowę (choć nie za bardzo wie, w co i kogo), no i może dostanie nowy tablet albo smartfon (może być to nawet Iphone 7S) z okazji chrztu, więc bilans wychodzi na plus... Na razie nie wyobraża sobie innego życia niż to w organizacji, więc temat odstępstwa są dla niego formą fikcji literackiej.
  9. Jednakowoż ma taką możliwość, bo choćby "internety" puchną wręcz od mniej lub bardziej profesjonalnych porad i uwag w tym zakresie. I nie ma jakoś opcji tej "jedynie słusznej", której broni określona frakcja. Rozwód nie jest tematem tabu. Poza tym istnieje nieskończona liczba możliwych rozstrzygnięć - jest ich dokładnie tyle, ilu potencjalnych małżonków. Organizacja jest jedna i mniej więcej jednolita na całym świecie. W przypadku wiedzy nt. ostracyzmu też zgłaszam zdanie odrębne: dla wielu osób był to niekłamany szok i reguła, z którą nie mogli się pogodzić. Być może gdyby mieli wcześniej wiedzę na ten temat, nie spieszyliby się tak bardzo do basenu. No ale z korporacyjnego punktu widzenia byłby to 'czarny PR'...
  10. Organizacja ewidentnie schodzi na psy Za "moich czasów", jak się jechało na "konwencję' do Pragi, Budapesztu czy Kijowa, to były zajefajne kwatery u braci, a jak się trafiło na "mocnych duchowo" , to 3 dni dobrego jedzenia i chlania gratis Oczywiście nikt od nikogo nie wziął grosza za noclegi, a jeszcze prezenty na pamiątkę dawali...
  11. Nie, akurat "Kryzysu sumienia" nie miałem na myśl, zresztą słabo go pamiętam, bo czytałem jakieś 10 lat temu Oczywiście, że znam przykłady kompletnego odwrócenia się rodziców od dzieci (to najczęstsze), które były bardzo bolesne i w dużej mierze nieodwracalne w skutkach. Jeśli dobrze poczytasz historie userów, również i na tym forum znajdziesz takie historie, niestety.
  12. Nie sądzę, nie są aż takimi idiotami. Po pierwsze, za dużo nabałaganili w przeszłości. Zbyt dużo rodzin rozbili i zasiali fermentu. Odkręcenie tego pierdolnika spowodowałoby detonację gigantycznej bomby, i to na własne życzenie. Po drugie, właśnie za sprawą ewentualnego ostracyzmu część "letnich" SJ (niekiedy wręcz ateistów) dalej siedzi w organizacji. Bo jeśli nie groziłoby im pozostanie na lodzie, zwłaszcza ze strony najbliższej rodziny, już pewnie dawno poszliby sobie daleko od sali królestwa.
  13. Tak, ja po kilku latach zacząłem się przyglądać im dogłębniej i taka perspektywa daje do myślenia. Zaczęło się od przekształceń w koncern multimedialny i odchodzenie od poligrafii (skądinąd - oczywiste). Tyle tylko, że konkurencja na rynku multimediów jest teraz spora, więc aby uzyskać względną jakość, nie mogą zatrudniać dyletantów. De facto, mogli załatwić jakiś grupowy abonament na tablety, a nie kazać kupować je głosicielom ze pełną kwotę. Już nie wspomnę o tych biednych babciach, które pozakładały sobie "internety", bo bracia kazali i dziwią się, że to działa tylko w domu, a na stojaku - już nie
  14. Tutaj akurat zgoda: milcząc, działamy zgodnie z przykazaniami... CK. Czyli won z organizacji i modra w kubeł. I żebyście nawet "dzień dobry" nie mówili. A poza tym jeśli milczymy, sami na siebie rzucamy cień podejrzeń, że mamy nieczyste sumienia. Moim skromnym zdaniem trzeba wypracowywać jakiś złoty środek między całkowitym ignorowaniem tematu a słomianym ogniem, który jest najczęściej charakterystyczny dla świeżych odstępców. Obie opcje są niedoskonałe. Osobiście preferuję "rozpracowywanie" jednostek, które na to zasługują - co do których wiem, że są podatne na wiedzę albo na których po prostu mi zależy. Przekaz uniwersalny, który ma trafiać do tysięcy ludzi, jest znacznie trudniejszy. Może mieć siłę rażenia, ale może też całkiem spalić na panewce. Dobrą opcją są filmiki demaskatorskie - najlepiej krótkie i dosadne, bez zbytecznego ciężaru moralizatorskiego. Jest sporo w tym względzie do zrobienia.
  15. No i pięknie! O to właśnie chodzi. Czekamy na link