Marvel90

Rozmówcy
  • Zawartość

    31
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

14 Neutral

O Marvel90

  • Tytuł
    Nowy na forum

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Wyznanie
    Agnostyk

Ostatnie wizyty

268 wyświetleń profilu
  1. Siemka. Ostatnio natrafiłem na w miarę świeżą informację o sytuacji ŚJ w Rosji, bo z 25 grudnia. I pisze tam co następujące: Zaintrygowało mnie to. Przyznam, nigdy się tym nie interesowałem, ale jak dokładnie wygląda u Świadkó z posiadaniem Sal Królestwa?? Sami sobie budują te sale, nawet - z tego co słyszałem - robią na nią zrzutkę, tylko po to by ją odsprzedać ludziom z Warwick od których następnie ją wynajmują? Trochę pokrętna logika. Rozjaśni mi ktoś jak to dokładnie u nich wygląda?
  2. Marvel90

    Świadkowie Jehowy a ONZ

    Kiedyś, zdarzyło mi się odbywać studium Biblii z "Akwizytorami Dobrej Nowiny". W trakcie jednej z "lekcji" (jak lubiłem żartobliwie mówić n te spotkania) jeden ze Świadków, wspomniał, że biblijną Bestią z Księgi Apokalipsy jest ONZ. Nawet na JW.org o tym pisze. (Specjalnie zrobiłem tak duży skrót ekranu, żeby było widać, że to z ich strony a nie jakieś "odstępcze bluźnierstwo"). Nie będę tutaj niepotrzebnie rozpisywał, żeby na końcu dać coś, co już teraz przewidujecie, że do tego zmierzam. Tak więc: JEHOWI BYLI W ONZ. A sama Organizacja się z tym nie kryje. Dowód zostawiam tutaj. I co możemy tu przeczytać? Chodzi w tym przytaczanym fragmencie o to, że ONZ informuje każdego, kogo może ta informacja dotyczyć, że ichniejszy Dział ds. Organizacji pozarządowych dostawał sporą ilość zapytań odnośnie członkostwa Strażnicy – Towarzystwa Biblijnego i Traktatowego w Nowym Jorku w ONZ-owskim Departamencie Informacji Publicznej (DPI - z angielskiego: Departament of Public Information). Jehowi wyszli z wnioskiem o członkostwo w DPI w 1991, a przyjęci zostali rok później. Wchodząc w szeregi DPI, Jehowi przyjęli do świadomości oraz zaakceptowali warunki członkostwa wśród których wymienione zostają m.in. poszanowanie dla Karty Narodów Zjednoczonych a także podjęcie zaangażowania i środków na rzecz propagowania programów informacyjnych ONZ w społeczeństwie oraz (chyba?) wśród swoich wyznawców. Podejrzewam, że zaraz jakiś złośliwy Świadek Jehowy mi wytknie "Ha! Mam cię odstępco! Nawet nie wiesz co tu jest napisane!" - i tu od razu zaznaczam, faktycznie mój angielski nie jest biegły na tyle by móc się posługiwać tym językiem na tyle swobodnie żeby np. czytać zagraniczne publikacje, ale jak spojrzę na jakiś w miarę krótki tekst, to z grubsza wiem o co chodzi. Zresztą, chyba się część z was ze mną zgodzi, że niektóre dokumenty są posiane tak zaawansowanym angielskim, że zrozumieć je można tylko w sytuacji, kiedy angielski zna się na niemal identycznym poziomie co rodzony Amerykanin, Brytyjczyk czy inny Australijczyk. Wracając jednak do tematu - kłopotliwym słowem jest tu "constituents" które oznacza "wyborcę". Stąd wydaje mi się że prawdopodobnie chodzi o członków Strażnicy vel. pospolitych Jehowych. Jeśli się myle, to proszę mnie poprawić, a chętnie naniosę tu właściwą poprawkę Dalej pisze, że w Październiku 2001 roku, mili Panowie z Brooklynu, (a jednak nie - bo od ponad roku są oni z Warwick) grzecznie poprosili aby ich wypisać. W związku z tym, Świadkowie Jehowy - na ich własną prośbę - zostali wyrzuceni z OZN w dniu 9 października 2001 roku. Przeskakujemy do dalszej części dokumentu. Pisze tu, że ONZ pragnie poinformować, że polityka Departamentu Informacji Publicznej Narodów Zjednoczonych ma na celu zachowanie poufności w korespondencji między Organizacją Narodów Zjednoczonych a organizacjami pozarządowymi zrzeszonymi w DPI. Zamieszczają jednocześnie akapit z listu który został wysłany w 1992 do wszystkich NGO stowarzyszonych z DPI. ONZ informuje w nim stowarzyszone ze sobą NGO, aby te miały świadomość, że jednym z celów ich współpracy jest propagowanie zasad ONZ oraz jej działań i osiągnięć. W związku z tym mieli oni prośbę do tych NGO aby informowały one ONZ o swoich działaniach w tym zakresie. Jednocześnie dołączyli do listu stosowną broszurę która miała szczegółowo wyjaśniać „co i jak”. Podano także kryteria dla tego typu organizacji, które chciały się przyłączyć do ONZ musiały spełniać następujące warunki: W owych punktach chodzi o następujące kwestie: Dana organizacja pozarządowa podziela zasady zawarte w Karcie ONZ. Nie powinna działa dla zysku. Wykazać zainteresowanie problematyką Narodów Zjednoczonych i mieć siłę przebicia celem dotarcia do dużych lub wyspecjalizowanych grup odbiorców, takich jak nauczyciele, przedstawiciele mediów, decydenci i środowisko biznesowe. Muszą działać na rzecz promowania działań ONZ poprzez publikowanie biuletynów i broszur informacyjnych, organizowanie konferencji, seminariów itp. oraz współpracować w tym zakresie z mediami. W kontekście tych kryteriów oraz omawianego tematu, bardzo wymowne jest ten artykuł Jehowych: I odnosząc to do tego co napisało ONZ: Widać że Jehowi bycie "zainteresowanym problematyką Narodów Zjednoczonych" wzięli zbyt poważnie Tak propos: przypis do punktu czwartego wygląda tak: A mogliby podać tak źródło, czy podają wyssane z palca informacje? Swoją drogą, ciekawi mnie jedna rzecz. W punkcie 1 piszą „Twór polityczny. Organizacja Narodów Zjednoczonych popiera świat polityki, stojąc na straży „suwerennej równości wszystkich jej członków” Z ciekawości, poszperałem trochę na JW.org i trafiłem na artykuł pt. Jesteśmy jedną rodziną. Cytują swoją wersję Biblii, by na jej podstawie stwierdzić, że ichniejszy Bóg „nie jest stronniczy, lecz w każdym narodzie godny jego upodobania jest człowiek, który się go boi i czyni to, co prawe” Jak dla mnie, jest to ewidentnie „suwerenna równość” Jehowych. Następnie piszą że „Podobieństwo do ogólnoświatowego systemu politycznego. Od roku 2011 w skład Organizacji Narodów Zjednoczonych wchodzą 193 państwa członkowskie. Z tego względu twierdzi ona, że reprezentuje ogromną większość narodów świata.” – czyli, mając na uwadze, że pomiędzy 1992 a 2002 reprezentowali też was, sami jesteście podobni do systemu. Lecimy dalej: „Władza pochodząca od innych rządów. Organizacja Narodów Zjednoczonych zawdzięcza swe istnienie państwom członkowskim i posiada taki zakres władzy, jaki one jej przyznają.” – a więc, kiedy przez 9 lat byliście stowarzyszeni z ONZ, próbowaliście w jakakolwiek sposób ograniczyć władzę ONZ? Obecnie nic nie wskazuje aby tak się wówczas działo. Tak więc jesteście pieprzonymi hipokrytami. Następnie zarzucają ONZ, że ta „Znieważa Boga”. Argumentują to w ten sposób: „Organizację Narodów Zjednoczonych powołano po to, by „utrzymać międzynarodowy pokój i bezpieczeństwo”. Cel ten może się wydawać szczytny, jednak w gruncie rzeczy ONZ znieważa Boga — przypisuje sobie możliwość dokonania tego, czego dokona wyłącznie Jego Królestwo„ A nie jest znieważaniem Boga przeinaczanie jego słów jak to Jehowi lubują robić? Sami lubią przecież np. tłumaczyć Biblię na inne języki bezpośrednio z języka angielskiego, NAWET NA HEBRAJSKI! Źródło tutaj (przewińcie film na 1:15). Rozumiecie na czym polega problem? To tak jakby obcokrajowiec, dajmy na to Amerykanin, wziął Pana Tadeusza pisanego oryginalną XIX-wieczną polszczyzną, przetłumaczył go na współczesny angielski, następnie te anglojęzyczne tłumaczenie, jeszcze raz przetłumaczył, tym razem na język polski i nazwał to „wydaniem zrewidowanym” lub czymś w tym rodzaju. A właśnie to Jenowi zrobili z Biblią po hebrajsku. Jak wcześniej wspomniałem, jeśli ktoś to znieważa Boga, to tylko oni. I tak na zakończenie. Są tu chętni by poczytać Statut Świadków Jehowy? Mam go z pewnego źródła bo z samego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, do którego kiedyś z ciekawości napisałem , z zapytaniem, czy posiadają takowy w związku z faktem, że swego czasu zaakceptowali ich procedurę rejestracji. Dla zainteresowanych, link tutaj. I tak, wiem. Jest to zewnętrzny serwis z którym nie mam nic wspólnego, jednak dokument który dostałem z MSWiA jest identyczny. Także wiem z pierwszej ręki, że Statut zamieszczony na tej stronce jest autentyczny. I na dzisiaj to tyle. Trzymajcie się.
  3. Marvel90

    Szczęście, żart i nieporozumienie.

    Hah! Dobre Śmiechłem
  4. Marvel90

    Szczęście, żart i nieporozumienie.

    Dzięki za rozjaśnienie Akurat do teraz myślałem, że to specjalnie z tą dziewczyną ten facet przyszedł by podejść mnie "sposobem" skoro sprawiłem wrażenie kogoś, kto nie da się "przechrzcić" z własnej woli. Nie mniej, wiadoma część ciała niestety zrobiła swoje przez co historia się potoczyła tak a nie inaczej.
  5. Rzecz się działa w niezbyt odległych czasach kiedy byłem jeszcze studentem. Przez wszystkie lata studiów miałem naprawdę głupie szczęście trafiać na Jehowych kilka razy w miesiącu. Szczęście te przeniosło się także na miejsca poza miastem akademickim. Tak też – gdziekolwiek wtedy bym się nie wybrał; czy to podczas wakacji, spontanicznego wyjazdu ze znajomymi, jednodniowego wyjazdu do innego miasta itp. zawsze trafiałem na Jehowych. Nawet przy wyjazdach za granicę. Owe szczęście do „Akwizytorów Dobrej Nowiny” utrzymuje się do dzisiaj, mimo pożegnania się ze studenckim życiem. Jakby jakaś niewidzialna siła ich przyciągała do mnie. Zawsze mnie to jednocześnie śmieszyło oraz irytowało. Przechodząc jednak do meritum: będąc jeszcze na studiach: zdarzyło mi się wrzucić na swój fejsowy profil żartobliwy (w zamyśle) post odnośnie tego, jakobym był w jakiś sposób oznaczony przez Jehowych, i ci za pomocą rzekomej aplikacji szpiegowskiej tylko wypatrywali gdzie akurat jestem, by „niby przypadkiem” się pojawić w tym miejscu, akurat gdy będę tamtędy przechodził. Nie minęło dużo czasu, coś około dwóch tygodni, kiedy błogie lenistwo w akademiku przerwało pukanie do drzwi. Otwieram je, i kogo widzę? Nie trudno się domyśleć. Mili Państwo się przedstawili i powiedzieli, że ponoć sam sobie ich zamówiłem (vel. Poprosiłem o studium Biblii) więc ci w odpowiedzi na moje zgłoszenie przyszli. Z miejsca się zorientowałem, że ktoś z moich znajomych, widząc mój niedawny post na niebieskim portalu społecznościowym, postanowił zrobić mi dowcip. Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło ale jakiś wewnętrzny głos (pewnie Diabeł albo ta złośliwa istota od sytuacji typu „Byłaby szkoda gdyby [coś tam się wydarzyło]”) zasugerował mi żeby ich wpuścić a nawet zaproponować herbatę. Powiedziałem Jehowym, że padliśmy ofiarą żartu któregoś z moich znajomych, na co mi odpowiedzieli, że się tego domyślili a nawet – o dziwo - spodziewali, bo to nie pierwszy raz, jak ich wysłano do akademika, a na miejscu się okazało, że to był „fałszywy donos”. Rozmowa szła nam o przysłowiowym „wszystkim i niczym”. Okazało się, że zarówno z Panem jak i Panią JW. mamy wspólnych znajomych w moim rodzinnym mieście. Pogadaliśmy i koniec końców przyszło się pożegnać. Na sugestię żeby może jednak się skusić na studium Biblii odmówiłem, starając się dość dyplomatycznie zasugerować, że ze mnie byłby taki Jehowy jak z koziej dupy trąbka. Niby wszystko było ok, ale jak to mówi pewien YouTuber – Nic bardziej mylnego. Minęły kolejne dwa tygodnie – przyszedł do mnie Pan Jehowy który był poprzednio. Tym razem w towarzystwie Jehówki która była w moim wieku i – mówiąc bez ogródek – wpadła mi w oko. Cwani Jehowi spróbowali podejść mnie „na stuleję”. I głupio się przyznać, udało im się. Do czasu, ale jednak udało. Zdecydowałem się odbyć studium Biblii. I parę razy nawet pojawiłem się na zborowym zebraniu. Aż któregoś dnia wydarzyło się podwójne kombo które spowodowało że bańka prysnęła. Na jednym z zebrań zborowych, Pan Jehowy spytał mnie, czy chciałbym po zebraniu, wybrać się do ów koleżanki do domu na pogawędki na tematy biblijne. Na miejscu się dowiedziałem, że popełniłem jeden z największych błędów w moim życiu. Oprócz mnie i tejże dziewczyny, w mieszkaniu była chyba połowa Jehowych z tego miasta. Mieszkanie było natomiast w typowej „Wielkiej Płycie” więc nie muszę mówić, jaki był ścisk. Po godzinnej pogawędce ze wszystkimi zgromadzonymi Jehowymi, okazało się, że był to tylko wstęp do projekcji najnowszego wówczas odcinka JW. Broadcasting…. W międzyczasie okazało się, że koleżanka którą mnie przekonali „na stuleję” jest już dawno na wydaniu i w drodze był już ślub….. Moja reakcja była mniej więcej taka jak na tym filmiku: Fakt, że ta dziewczyna jest już poza moim zasięgiem było dla mnie „zimnym prysznicem” który pomógł mi w końcu wyjść z głupiego letargu i zauważyć, że Jehowi tak naprawdę chcą każdym możliwym sposobem przerobić mnie na kolejnego „Akwizytora Prawdy”. To w połączeniu z próbą wrobienia mnie w spędzenie całego dnia z Jehowymi na odmóżdżającym „VOD Jehowy” i jego omawianiu, było dodatkowym impulsem który wzmocnił uczucie zrezygnowania. Zwyczajnie wstałem i jakby nigdy nic wyszedłem w cholerę i przestałem się do jakiegokolwiek Jehowego w [moim mieście studenckim] odzywać, a nawet mimowolnie, w niekontrolowanym odruchu zacząłem mieć na nich „alergię”. Przyznaje, jest trochę mojej winy że dałem się im wciągnąć. Nie mniej metoda z ów dziewczyną, do której już na „dzień dobry” nie miało się szans było po prostu wredne. Jak teraz wspominam to z perspektywy czasu; zauważam kilka rzeczy. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu – wystarczyło, że podczas „zauroczenia” koleżanką, raz się nie pojawiłem na zebraniu i od razu było dociekanie, że dlaczego mnie nie ma, co się dzieje itp. Chyba tylko najbardziej nadopiekuńcze matki czy przesadnie zazdrośni partnerzy byliby bardziej wścibscy. Myśleli, że skoro jestem zainteresowany to od razu będę Jehowym. A nie brali pod uwagę, że miałem infantylną nadzieję, na te dziewczynę. Ich Zebrania/Kongresy/”pamiątki” itp. są bardzo… świeckie. Jak na wyznanie które na każdym możliwym kroku emanuje swoją religiocentrycznością, ich obrzędy są wyprane z jakiegokolwiek duchowego uniesienia, i to do granic przesady. Zebrania są niczym jak akademicka dyskusja na wybrany temat. Nawet nie tyle dyskusja, co analiza konkretnego tekstu z brakiem możliwości w pełni swobodnego zejścia na inny temat – nawet jeśli stało się to w sposób całkowicie naturalny. Podobnie Kongresy – miałem okazję być na jednym, aczkolwiek nie miało to nic wspólnego z opisywaną wcześniej sytuacją. W moim subiektywnym odczuciu Kongresy w żaden sposób nie są uroczystością religijną, tylko czymś w rodzaju Walnego Zgromadzenia akcjonariuszy. Dodatkowo jest to urozmaicone przemowami prelegentów na tematy związane z działalnością korporacji oraz jej kulturą zarządzania głoszeniem „światusom” „prawdy” oraz projekcją propagandowych filmów mówiących o tym, że w kupie siła poza Jehowymi nie ma życia. Gdyby te religijne określenia pokroju Jehowa, wiara, głoszenie oraz dobrowolne datki na ogólnoświatową działalność ewangelizacyjną zastąpić Prezesem, misją przedsiębiorstwa, zakresem wykonywanych obowiązków oraz zbiórką funduszy na prowadzoną przy przedsiębiorstwie Fundacji na rzecz potrzebujących, wyszłoby z tego wypisz wymaluj coś w stylu Walnego Zebrania akcjonariuszy. „Pamiątki” - czyli ichniejsza wersja Komunii Świętej/Wieczerzy Pańskiej – podobnie jak wyżej, ale ograniczone do prelekcji na temat ideologii firmy oraz jej odpowiedzialności społecznej tego, że tylko JW. dostąpią zbawienia (chociaż niezupełnie) oraz przekazywaniem sobie z rąk do rąk przez wszystkich obecnych jakiegoś sikacza i marketowych podpłomuyków….chleba i wina. Jak sami tłumaczą swoją nadgorliwość – nawracają ludzi ponieważ Biblia im tak nakazuje albo inne „a nóż się uda”. Ciekawi mnie czy zaakceptowaliby taką samą argumentację, gdyby ich zaczęli nachodzić np. Mormoni? Przecież, skoro sami uzasadniają swoje postępowanie w taki sposób, to powinno być dla nich czymś oczywistym jak oddychanie, jeśli inna osoba będzie postępować w podobny sposób z identycznych pobudek. Jeśli macie swoje spostrzeżenia odnośnie moich streszczonych przygód z Jehowymi, to chętnie je wysłucham.
  6. Wszedłem sobie dziś na stronę telewizji internetowej Świadków Jehowy. Zdecydowałem się na włączenie broadcastingu z listopada 2017. I tak słuchając, naszło mnie kilka przemyśleń, które chcąc uchronić przed zapomnieniem, postanowiłem wrzucić do niniejszego wpisu. Link do filmu macie tutaj: https://tv.jw.org/#pl/mediaitems/StudioMonthly2017/pub-jwb_201711_1_VIDEO Tak więc, Prowadzący Dawid Splane wspomina o tym, jak to Jehowi wielce rzetelnie przykładają się podczas pracy przy redagowaniu „Strażnicy” czy innego „Przebudźcie się!”. Otóż – jak twierdzi – zawsze sprawdzają źródła na które się powołują. I to ponoć drobiazgowo. Jeśli cytują np. jakiś artykuł prasowy, to sprawdzają biografię dziennikarza oraz/lub jego gazety żeby mieć 100% pewność, że mają do czynienia z kimś godnym zaufania. Chcą niby w ten sposób wykluczyć organizacje o rzekomo wątpliwej reputacji oraz takich których działalność jest etycznie wątpliwa lub niejasna. Dodatkowo sprawdzają kontekst cytowanej wypowiedzi, aby – jak zauważa się w tym broadcastingu – uniknąć sytuacji w której mieliby powołać się na ewolucjonistę, który skonstruował swoją wypowiedź tak, by wyrwana z kontekstu, brzmiała jak poparcie dla teorii ewolucji. Jako drugi przykład podano sytuację z cytowaniem osoby niewierzącej której wypowiedź wskazuje na istnienie siły wyższej. Wspomnieli też o rzekomej rozmowie jakiś randomowych Świadków z jakimś biologiem, który zachwycony rzetelnością ich publikacji w której wspominali coś na temat drzew, stwierdził, że zacznie z Jehowymi studiować Biblię. Powód? Skoro są tak dokładni przy naukowych kwestiach, to przy religijnych będą tym bardziej. Przyznam, że jak to wysłuchałem, to zapaliła mi się przysłowiowa lampka nad głową, a nawet dwie i więcej. 1. Po pierwsze: czemu nigdy nie podają tych przypisów w wydrukowanej wersji, którą tak ochocza rozdają ludziom na ulicy lub pod drzwiami? Skoro są tak rzetelne, że nawet naukowców przekonują do siebie, to nie mają się czego wstydzić. A jednak takich przypisów nie ma. Jedyne odwołania na które udało mi się trafić, to takie jak na poniższym zrzucie ekranu (link do strony źródłowej): I to ma być ich ta rzetelność? Nie podali autora/autorów, numeru strony, roku wydania itp. W dodatku Jewish Encyclopedia jest w pełni zdigitalizowana, link tutaj. Tak więc w przypadku tego konkretnego źródła, mogli nawet podać link do konkretnej strony WWW z której wzięli daną informację. Co ciekawe, jakoś nie zapominają podać dokładnego przypisu jeśli się powołują na swoje własne publikacje. I tu też screen z ich strony (źródło): 2. Ciekawe, czy tak dbają o kontekst wypowiedzi w przypadku wersetów do ich własnej Biblii? Przykładowo tutaj: https://www.jw.org/pl/publikacje/czasopisma/straznica-do-studium-marzec-2018/chrzest-wymaganie-dla-chrzescijan/ Napisane jest (cytuję): A co jest napisane w przytaczanych fragmentach Biblii? Dodam, że skorzystałem nawet z ich własnej wersji Pisma Świętego. W 2 Liście do Koryntian napisane jest: – tutaj dałem cytat od wersetu 14 dla szerszego kontekstu. A w Ewangelii Mateusza napisane jest natomiast: – i podobnie jak z „Koryntian”; zacytowałem fragment od 22 rozdziału. I gdzie jest tu mowa o chrzcie o którym wspominają w linkowanym artykule?? Świadkowie Jehowi sami z siebie – jak twierdzi Prowadzący omawiany Broadcasting – przykładają dużą wagę do tego aby ich artykuły itp. Były możliwie najrzetelniejsze poprzez m.in. unikanie wyrywania wypowiedzi z kontekstu, a sami postępują w ten sam sposób. Wsłuchując dalej w wypowiedzi prowadzącego – wspomina on o konieczności cytowania z oryginalnego języka. Tak żeby cytując lub tłumacząc, bazować na oryginalnej wypowiedzi. A jak sprawa wygląda z ich Biblią? Sięgnąłem nawet po swój egzemplarz ich wersji Pisma Świętego i sami przyznają na jednej z pierwszych stron że przetłumaczyli wprost z języka angielskiego. Sami się z tym nie kryją. Niby uwzględnili język oryginału, ale tłumaczyli bezpośrednio z języka angielskiego. Tak więc wynik pojedynku Rzetelność vs. Świadkowie Jehowy = 2:0 dla Rzetelności. Dodam jeszcze jedną rzecz. W tym Broadcastingu Prowadzący sam wspomina, że przypadku redagowania tekstów do ich publikacji, nie byłoby niczym dziwnym gdyby jeden ze Świadków zadzwonił np. do dziennikarza który napisał jakiś artykuł chcąc sprawdzić jego rzetelność. Jak Jehowi uniknęli sytuacji ze sprawdzaniem wiarygodności swoich tłumaczy? W najprostszy z możliwych sposobów: po prostu ich nie podali. Więc wynik teraz brzmi 3:0. Dodatkowo, wspomniane jest w tym filmie, że zawsze podają możliwie najświeższe źródła. A z którego roku jest wspomniana The Jewish Encyclopedia? Z 1906, co możecie sprawdzić na stronę tejże encyklopedii. A w jednym ze swoich artykułów powołują się na „świeższe” wydania z roku 1910 oraz 1976. Przyznaję, przy ’76 podali stronę, więc wyjątkowo punkt dla nich. Szkoda tylko, że w pozostałych przypadkach nie są tak skrupulatni. Te nieścisłości które wyłapałem pochodzą z pierwszych 7 minut tego Broadcastingu. W 7 minucie 15 sekund, pojawia się motyw zawodności ludzkiej pamięci. Podają przy tym przykład Świadka który się ochrzcił któregoś dnia któregoś roku, co wynikało z jego pamiętnika. Problem w tej hipotetycznej sytuacji pojawia się wtedy, gdy okazuje się, że z jego wpisu wynikało, że ochrzcił się we wtorek a Jehowi swoje Kongresy zawsze mają w weekend. Jak rozwiązać problem? Za pomocą wspomnień innego Świadka... A może po prostu sprawdzić wszystkie Kongresy z tamtego okresu i zobaczyć który z nich był najbliższy datą? Przecież prowadzą statystyki odnośnie ilości chrztów itp. więc powinni mieć w swoich archiwach zapisane kto kiedy się ochrzcił. I tu kolejny news: w 9 minucie 40 sekund pojawia się informacja o tym, że Sfinks nie mógł – jak podaje cytowania przez JW. Encyklopedia – w roku 2550 p.n.e skoro 200 lat później miał miejsce Biblijny Potop…. Jak to usłyszałem to pierwsze co mi przyszło do głowy to: „Co kuźwa?”. I szperając w internecie, jedyne źródło mówiące o tym jakie znalazłem o oczywiście… strona Świadków Jehowy. Ciekawi mnie: skąd wzięli informacje o tym, że Biblijny Potop faktycznie miał miejsce?? 12 minuta 7 sekund: Prowadzący odnosi się do sytuacji w jakiej znajdowali się pierwsi chrześcijanie. Na co się powołuje mówiąc o tym? Na tzw. „pewne źródło” oraz na anonimowe „spostrzeżenie” w I wieku które również pochodzi z niewiadomego źródła – mimo, że parę minut wcześniej sam wspominał o potrzebie podawania rzetelnych źródeł. W 18 minucie Prowadzący wspomina, że dziękuje swojej religijnej korporacji za poważne podchodzenie do rzetelności. Szkoda tylko, że z nią różnie bywa. Podane przede mnie wcześniej przykłady znalazłem na szybko. Gdybym poświęcił więcej czasu, być może znalazłbym więcej. Następnie – w 19 minucie, do głosu dochodzi drugi z prowadzących, James Mantz który na „dzień dobry” zarzuca mediom stronniczość bazującą na podawaniu informacji bazujących na emocjach oraz subiektywnych opiniach, jako faktów. Ciekawi mnie, czy tak samo poddaje w wątpliwość wspomniany ponoć-fakt, odnośnie Potopu? Następnie pokazują jakiś filmik z którego wynika jakoby opierali się wyłącznie na Biblii. A każdy kto ich spotkał, chyba zauważył, że równie często, jeśli nie częściej, powołują się na swoje publikacje, materiały z JW.org a czasem nawet na filmy z JW. Broadcasting. A w tych ostatnich jest więcej wypowiedzi osób w studiu, niż cytowania Biblii. Więc stwierdzenie, że powołują się wyłącznie na Pismo Święte, jest mocno dyskusyjne. W 20 minucie 4 sekundy dwie osoby odpowiedzialne za dobór materiałów, wspominają o tym, że w swojej pracy unikają takich źródeł, które przedstawiają czyjeś przekonania lub opinie na dany temat, a także tekstów osadzonych w konkretnych warunkach politycznych i społecznych. Czyli z automatu negują też Biblię? Wspominają też o tym, że każdy artykuł obszernymi materiałami źródłowymi tj. że zanim coś napiszą, mają od tego stos tekstów do których mogą zajrzeć i że niby jedna strona artykułu jest oparta na 12 źródłach. Szkoda, że w większości przypadków są to takie lakoniczne odesłania jak pokazane wcześniej: W 22 minucie wspominają rzekomy cytat Gundiego, który po dokonaniu przez Jehowych researchu, okazało się, że żadne źródło go nie potwierdza, więc nie mogą się na niego powoływać. Z kolei o biblijnym Potopie to wspominają, o rzekomej dacie jego wystąpienia (2370 rok p.n.e) jako o najoczywistszej prawdzie. Widać, że są konsekwentni. 23 minuta 50 sekund Pan Mantz zarzuca niektórych, nieokreślonym osobom, że na przestrzeni lat, próbowały przekręcać słowa Biblii. A sami zapominają o swoich własnych przeinaczeniach. Ale to historia na inny wpis. 25 minuta – pokazana jest hipotetyczna sytuacja w której jeden młody chłopak, będący uczniem podstawówki, ma moralny dylemat odnośnie podpisania się w szkole na laurce dla chorego kolei z klasy. Dlaczego się nie podpisze? Bo „Jehowi nie obchodzą urodzin”. A w przedstawionej sytuacji nikt nie mówi o ich obchodzeniu, tylko o wykonaniu miłego gestu w stronę chorego kolegi. Nawet sam chłopiec sam ma wątpliwości wynikające z tego, że przecież niewinny podpis niczemu nie szkodzi. Nie podpisuje przecież paktu z diabłem, ani też nie wybiera się na imprezę urodzinową. W trakcie tej historyjki, przytaczany jest cytat z Listu do Efezjan 5:10 który stwierdza, iż trzeba się upewniać co się chrześcijańskiemu Bogu podoba. I Jehowi to interpretują, że wśród niedozwolonych czynności, znajduje się także obchodzenie urodzin. Szkoda, że zapominają też o innych wersetach które nakazują chociażby: – więc drodzy Świadkowie; na swoich zebraniach, kobiety niczym ryby, głosu nie mają – tak więc jeśli facet nie może znaleźć sobie kobiety a ma „turbociśnienie” by zmienić ten stan rzeczy, to właśnie został poinstruowany. – zna ktoś brodatego Świadka Jehowy? Tak więc jeśli Świadkowie Jehowy chcą faktycznie opierać się na Biblii, niech zastosują się do powyższych zasad. Inaczej można im zarzucić brak konsekwencji. I jeśli chodzi o ten wpis, to zakończę na tym, gdyż trochę się rozpisałem a nie chce żeby ten tekst był przesadnym TL:DR. Dalszą część filmu – ewentualnie przerobię w którymś z następnych wpisów.
  7. Na stronie Świadków znalazłem takie o to info: https://www.jw.org/pl/wiadomości/sytuacja-prawna/regiony/niemcy/sady-uznaja-kongresy-za-swieta-religijne/ Pamiętam, że w którymś ze swoich artykułów na JW.org pisali, że unikają spoufalania się z polityką itp. nawet jeśli miałoby to wyjść im na dobre. A tu ci psikus - wywalczyli sobie żeby ich święta były równie uprzywilejowane jak u innych religii.
  8. Znalazłem takie artykuły na stronie Jehowych https://www.jw.org/pl/wiadomości/sytuacja-prawna/regiony/niemcy/sady-uznaja-kongresy-za-swieta-religijne/ https://www.jw.org/pl/wiadomości/sytuacja-prawna/regiony/niemcy/najwyzszy-status-dla-swiadkow-jehowy/ I tak mnie ciekawi, jak ma się to do ich słynnej neutralności? Czyżby potrafili z niej zrezygnować jeśli jest im to na rękę??
  9. Siemka. Mam nadzieję, że przypadkiem nie zdubluję tematu, ale szperając w czeluściach internetu znalazłem pewne na 10)% info, że Jehowi byli w ONZ Tutaj pisze o tym The Guardian. Potwierdza to nawet sam ONZ na swojej stronie a nawet opublikował *dokument który się do tego odnosi. *Zarchiwizowałem dokument w Internet Archive - także jakby link ne działał to wystarczy wklepać link na tej stronce
  10. Siemka. Zacząłem sobie czytać "Kryzys Sumienia" i tak mnie ciekawi - gdy publikacje na które powołuje się autor, są gdzieś dotępne w czeluściach interetu lub gdziekolwiek indziej?
  11. Marvel90

    Punkt zwrotny?

    Kurde. Jehowi to jednak lubią się gubić we własnych zenzaniach
  12. Marvel90

    Punkt zwrotny?

    A z ciekawości, co się wydarzyło w tym 95? Bo jestem nie w temacie
  13. Marvel90

    Swiadkowie Jehowy a Wykształcenie

    Może chodziło Jehowym o to, że w tych czasach było podobno przeszkolenie wojskowe na studiach?
  14. Marvel90

    Swiadkowie Jehowy a Wykształcenie

    Ja technikum skończyłem w 2010 a mimo to miałem Przysposobienie Obronne, więc poczułem się własnie staro
  15. Marvel90

    Zycie z bylym SJ - nie wiem co robic

    To samo pomyślałem. Od siebie dodam, iż z faktu bycia odludkiem, gościa po części rozumiem. Pewnie pewnie potrzebował komuś się wygadać, otrząsnąć po odejściu i tyle. Nie wiem na ile jego podejście do ludzi jest zbieżne z tym moim, jednak ja np. potrafię z daną osobą (nawet jeśli jest dla mnie bliska) nie odzywac się przez kilka miesięcy czy nawet lat, i to nie dlatego, że mam ją w dupie, tylko dlatego, że nie mam potrzeby. Więc bazując na swoich doświadczeniach i swoim podejściu do ludzi mogę stwierdzić, że prawdopodobnie wygadał się, wyżalił i otrząsnął po odejściu od Jehowych więc.... już cie więcej nie potrzebuje - chociaż wiem, że możesz wziąć to do siebie. Ja sam jak do kogoś się nie odzywam, to są tylko i wyłącznie 3 możliwości: Jestem mocno zajęty. Nie ma o czym gadać. Nie żyję. Osobiście mi się wydaje, że gość ma bardzo podobne podejście.