Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'moon' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Moja historia...
    • Moja historia...
    • Krótkie przywitanie...
  • Życie w Organizacji...
    • Zebrania
    • Głoszenie
    • Kongresy
    • Inne obowiązki zborowe
    • Historia Świadków Jehowy
  • Życie poza Organizacją...
    • Życie po Matrixie...
    • Świadkowie Jehowy a zdrowie psychiczne
  • Rozmowy doktrynalne
    • Kwestie ogólne.
    • Nowe światła...
    • Kwestie doktrynalne...
    • Armagedon i Raj według śJ.
    • Seksualność w doktrynach WTS.
    • Biblioteka...
    • Zakaz spożywania potraw z krwią...czy słuszny?
    • Ewolucja \ Ateizm \ Nauka
  • Informacje medialne o Świadkach Jehowy
    • Artykuły prasowe.
    • Filmy dokumentalne, reportaże itp.
    • Znaleziono w sieci.
  • Świadkowie Jehowy a kwestie prawne
    • Zakaz transfuzji.
    • Neutralność polityczna.
    • Odmowa służby wojskowej.
    • Inne kwestie prawne.
  • Inicjatywy użytkowników
    • Stowarzyszenie Wyzwoleni
    • Radio Ex
  • Ogłoszenia
    • Zloty i spotkania.
    • Poszukuję kontaktu.
    • Ogłoszenia drobne.
  • Administracyjne
    • Informacje ogólne.
  • Archiwum
  • Dla tych, co nie chcą się rejestrować
    • Dla gości

Blogi

  • Here Comes The Sun
  • Fotograficznie
  • Historie niepotrzebne
  • Co tam sobie myślę..
  • Raptularz Fakirka
  • Publicznie, prywatnie, intymnie
  • Dzień za dniem...
  • Testowy
  • MagdaBlog
  • Pierwsza strona
  • free-blog
  • Bajka o Zlym Odstepcy i Wspanialym Obwodowym
  • VinBlog-priv
  • Quster Blog
  • FakirekBlog
  • Wersety drablijne
  • GROTA RAGNARA
  • Farałoński
  • Słucham sobie
  • balonBlog
  • Troskliwe Misie :)
  • przemyślenia agenta
  • KazjusBlog
  • KazjusBlog
  • dziadekSBlog
  • robert1975Blog
  • bodzio30Blog
  • Kolega D. dziwi się światu
  • ButelczykBlog
  • moje, o!
  • AlfredBlog
  • Listy do Córy
  • hxm57Blog
  • Damian Blog
  • HoracyBlog
  • amatorBlog
  • SJ23
  • CiriBlog
  • Inwigilacja
  • http://rosemary.blog.pl/
  • kamilnowakBlog
  • Habakukowe czytanie Biblii
  • Moje wszystkie pasje!
  • zarinaBlog
  • gruby drabBlog
  • JWtoPL
  • Dzialacz
  • anabellaBlog
  • PMB
  • Polemiki i dywagacje
  • PassurBlog
  • ihtis - blog
  • misi23blog

Kalendarze

  • Community Calendar

Znaleziono 29 wyników

  1. Dzieci w sekcie Moona

    http://rosemary.blog.pl/dzieci-w-sekcie-moona-2/
  2. federacja kobiet, werbunek

    Nordic walking u moona? Proszę bardzo. Sami zobaczcie. Ciekawa lektura!! http://federacjakobiet.blogspot.com/
  3. Moi drodzy, chciałabym się z wami pożegnać, napisałam krótko i ja odchodzę, ale Gandalf zapytał czemu? Zaczęłam się zastanawiać nad odpowiedzią bo to niegrzecznie tak odejść bez pożegnania. Więc odpowiadam bo otwieram nowy rozdział swego życia, rozdział bez demonów przeszłości. Rozdział zwrócony ku przyszłości. Ale moje pożegnanie będzie nieco dłuższe. Chciałabym wam i tym którzy być może będą czytać to forum w przyszłości przedstawić życie w tej sekcie. Chcę tu napisać o zwykłych ludziach, nie będzie żadnych nazwisk, nie będę pisać też konkretów. Chcę przywołać w pamięci te doświadczenia ale nie tylko moje, dlatego będę mega-dyskretna. Nie będę używać słowa "Ja". Ani to było moje doświadczenie. Bo takie doświadczenia dotyczą też innych moonies. Proszę , komentujcie, ale proszę też o wyrozumiałość w komentarzach. Przewidziałam sześć takich opowiastek, ale znacie mnie...
  4. Ciemne sprawki Moona

    Zapraszam do lektury http://rosemary.blog.pl/2016/07/23/ciemne-sprawki-moona-cz-1/
  5. Niecne sprawki Moona

    Prawie dwa lata temu byłam w Toruniu na seminarium dotyczącym sekt. Byli tam prawnicy. Oni mówili a mi włosy dęba stawały. Tyle spraw Ruchu było niezgodne z prawem. To było dla mnie impulsem, żeby napisać coś w tym temacie o Ruchu. Zabrałam się za szukanie informacji, które potwierdzałyby to co już wiedziałam, dowiedziałam się też rzeczy o których pojęcia nie miałam. Wzięłam pod uwagę następujące źródła informacji: Świadectwa byłych członków sekty oraz Doniesienia prasowe dotyczące różnych spraw sądowych, jak i innych spraw Muszę powiedzieć, że niektóre rzeczy osobiście mną wstrząsnęły, czasem przepłakałam pół dnia. Jednakże nie żałuję. Chciałam się z wami podzielić informacjami, które zebrałam w skrócie. Mam zamiar napisać dłuższy artykuł na ten temat ale zajmie mi to trochę czasu. Ukaże się na moim blogu. Niecne uczynki tzw. Kościoła Zjednoczeniowego występującego pod wieloma nazwami. 1. Związane z fundraisingiem (zbieranie funduszy) wyłudzanie pieniędzy od ludzi na rzekomo charytatywne cele (podszywanie się pod nieistniejące instytucje charytatywne). Jest to związane z tym, że Ruch uważa iż wszelkie dobra tego świata należą do szatana a zatem trzeba go z tych szatańskich rąk wyrwać! W tym celu stosuje się właśnie kłamstwo tzw. "niebiańskie oszustwo". narażanie wyznawców na uszczerbek na zdrowiu bądź nawet na utratę zdrowia a nawet życia : tu są przypadki wypadków samochodowych spowodowanych zmęczeniem (przypadek Stevena Hassana) , odmrożenia spowodowane spaniem w nieogrzewanych namiotach w zimie, wykorzystywanie chorujących ludzi w celu wzbudzania współczucia (chodzi o to , że człowiekowi siedzącemu na wózku inwalidzkim ludzie chętnie dają pieniądze (przypadek Danego) narażanie kobiet na zgwałcenia bądź pobicia wysyłając je w niebezpieczne rejony wielkich miast (takie kobiety miały posiadać noże i były instruowane w jaki sposób się bronić przed napastnikiem darmowa nieograniczona praca na rzecz sekty 2. Związane z blessingiem (błogosławieństwo) : masowe śluby zmuszanie do poślubienia ludzi z różnych kręgów kulturowych przypadki kupowania kobiet przez wyższych rangą członków sekty zmuszanie Japonek do poślubiania mężczyzn z patologicznych środowisk (Koreańczyków) 3. Czyny podlegające karze więzienia a mające miejsce w Ruchu Przemoc fizyczna stosowana przez Kleofasa (rzekomego wcielonego syna Moona, który zginął w wypadku) Pedofilia Przemoc fizyczna stosowana przez liderów w tzw. kościołach domowych (przypadek Danego) Przemoc domowa w rodzinie Moona jak również zmuszanie np. do przemytu (przypadek Nansook Hong) Zabranianie kontaktów z rodziną (przypadek rodziny japońskiej, która wygrała proces w sprawie spotkań z własną córka!) Okradanie członków Ruchu (przypadek Japończyków ograbionych po prostu ze wszystkiego) 4. Deprogramowanie porwania członków sekty przez rodziny dopuszczenie przez sektę możliwości popełnienia samobójstwa podczas odprogramowania przypadek N.I przetrzymywanej 120 dni w odosobnieniu 5. Inne Handel bronią Handel narkotykami Przemyt 6. Ciemne polityczne interesy inwigilowanie polityków (w tym oszczerstwa wobec "niesłusznych" polityków na łamach Waschington Times) związki z koreańską CIA (Kim Jong-Pil) związki z południowokoreańską "Światową Ligą Antykomunistyczną" skrajnie nacjonalistyczną i rasistowską łączącą Moona z tzw. Szwadronami Śmierci
  6. kochani, wyobraźcie sobie, że jesteście na wielkim stadionie. Wlaśnie wzięliście ślub, i tak kobieta z malym, grubym, lysawym Koreańczykiem mężczyzna: z ładną Japonką, ktora niestety nie przypadła do gustu bo w kraju zostawiliście całkiem fajną dziewczynę, która za cholerę nie chciała się dać nawrócić, w wyniku emocji milość jednak wrocila wracacie do centrum i mówicie liderowi ja : niech cię cholera weźmie, odwal się ty w mordę kopany. Trzaskam drzwiami i wychodzę, wchodzę do baru i upijam się na umór a jakie są wasze odpowiedzi
  7. drogie siostry i drodzy bracia w różnorodności mam taki problem. Zdarza mi się będąc w galerii obrazów albo w lesie itd, itp, zamiast cudnego aktu albo wspaniałej przyrody widzieć pewnego zmarłego już faceta nie wiedzieć czemu w koronie. Pomyślałam że warto by go zamienić na inna postać ponieważ totalnie mi zbrzydł a jak już musi mi się coś objawiać to niech to będzie na przyklad 1. matołek koziolek 2. Pszczółka maja 3. Gargamel glosujcie. Mile widziane też inne propozycje, obiecuje, że kazdy głos będzie wzięty pod uwagę, podliczę wszystko i do ,,wyroku,, się zastosuję tak jakby był to głos samego lidera
  8. świadectwo

    Chciałabym opisać doświadczenie, które piętnem odcisnęło się na moim życiu i sprawiło, że inaczej zaczęłam odbierać świat jak również zmieniło mój światopogląd. Spotkałam ludzi, którzy mnie całkowicie oczarowali i sprawili , że chciałam pójść za nimi na koniec świata. Oczywiście wówczas nie wiedziałam, że mam do czynienia z organizacją parareligijną. Byłam wówczas na IV roku studiów i odbywałam praktykę studencką. W trakcie spaceru po Ostrowie Tumskim we Wrocławiu na tzw. zielonym mostku natknęłam się na trzy dziewczyny. Dwie Japonki i Polkę. Jedna z nich podeszła do mnie. Sądziłam, że chodzi o wskazanie drogi, podeszłam, więc z nią do pozostałej dwójki. Dziewczyny wręczyły mi ulotkę CARP-u (Akademickie Stowarzyszenie na Rzecz Urzeczywistnienia Wartości Uniwersalnych). Przeczytałam ulotkę, która bardzo mnie zainteresowała, jako naiwna młoda dziewczyna wierzyłam , że coś takiego jak wartości uniwersalne istnieją i spodobało mi się to określenie, chwyciłam haczyk. Dwie z nich - Japonki - usiłowały mi coś powiedzieć, W końcu zrozumiałam, że zostałam zaproszona na film oraz wieczorek z posiłkiem. Ucieszyłam się nawet bo byłam wówczas dość biedną studentką. Poza tym nie pachniało w ogóle jakimkolwiek wyznaniem. Teraz wiem, że to taki taktyczny zabieg. Sądziłam, że mam do czynienia z jakąś międzynarodową organizacją studencką. Chętnie zgodziłam się na obejrzenie filmu. Zaintrygowała mnie również ulotka, wartości uniwersalne - to było coś dla mnie, coś, co mnie zaciekawiło i przyciągnęło. Dziewczęta otoczyły mnie i zaprowadziły do swojej siedziby. Po drodze zadawały mnóstwo pytań istotnych z punktu widzenia sekty : czy w coś wierzę, czy mam rodzinę. Porozumiewałyśmy się po angielsku- Sporo zdołały się o mnie dowiedzieć (pytały o mój wiek, stan cywilny, itp.,). Jednakowoż pytały w tak miły sposób, że nie czułam się osaczona. Odbierałam to jako miłe zainteresowanie moją osobą i niestety nie wzbudziło podejrzeń. Nie muszę dodawać, że ja ciągle nic o nich nie wiedziałam i szłam jak w dym. Wszystkie podstawowe informacje wyciągnęły ode mnie już na tym naszym pierwszym spotkaniu. Pierwsza siedziba ("Centrum") znajdowała się w centrum Wrocławia tuz przy placu Solnym. Tam też zaprowadziły mnie dziewczyny. "Centrum" bardzo mi się spodobało. Było bardzo czysto, w pokoju znajdowały się tylko podstawowe sprzęty. Spodobały mi się zdjęcia młodych skośnookich dziewcząt. Pomyślałam, że oni rzeczywiście urzeczywistniają te wartości uniwersalne. No, tak międzynarodowo się zrobiło. Okazało się, że nie tylko ja byłam zaproszona na film. W sumie było nas kilkanaścioro razem ze stałymi mieszkańcami. Wszyscy byli dla nas bardzo mili, tak uprzedzająco. Film nosił tytuł "Życie po życiu", zrealizowany na podstawie książki Moodego. Przyznaję, że zrobił na mnie duże wrażenie. Po filmie i dyskusji zostałam zaproszona na kolację. Oczywiście skorzystałam. Obecni to byli głównie studenci. Na czele grupy stał lider , który pokazywał się bardzo rzadko. Mimo wszystko grupa wydała mi się dość tajemnicza, ale to zamiast mnie zniechęcić tylko mnie zachęciło. Spodobało mi się że wszyscy byli tacy dla siebie mili, uprzedzająco. Atmosfera była naprawdę super, tak wydawałoby się luźna, wszyscy byli mną zainteresowani a szczególnie jedna osoba - moja matka duchowa!!! Nie wiedząc o tym i nie mając żadnej świadomości stałam się celem jej werbunku, byłam jej ukochanym dzieckiem duchowym!!! Ale jeszcze o tym nie wiedziałam. Zatem po wieczorku i po obietnicy że tam wrócę, odprowadzono mnie do akademika. Zdziwiła mnie ta propozycja ale skorzystałam. Pech chciał, że był wrzesień i że miałam wówczas praktyki studenckie, a praktykę, no cóż tuż koło centrum , pierwszego którego poznałam. Odprowadzono mnie pod same drzwi akademika. Obiecałam, że następnego dnia wrócę. Tak też uczyniłam. Po praktyce wróciłam do "Centrum". Tym razem bardzo uważnie przyjrzałam się otoczeniu. Wysłuchałam swojego pierwszego wykładu. Wykład wydał mi się naiwny i infantylny. Byłam jedyną osobą która go słuchała. Po wykładzie wszyscy żywo zainteresowali się moją osobą. Dyskutowaliśmy. Atmosfera była bardzo przyjemna. Moja nowa „przyjaciółka” Y nie odstępowała mnie na krok. Podarowała mi swój pierwszy prezent dla mnie orgiami. Wszystko działo się dość szybko, chodzi o to żeby adept nie miał czasu na zastanowienie się nad tym o co tu w ogóle chodzi. Od razu pojawiły się natomiast zachęty abym wzięła udział w następnych wykładach, jakież było moje zdziwienie gdy lider prowadził wykład tylko dla mnie. Jakże to miło połechtało moją próżność!!! Byłam kimś wyjątkowym. Z drugiej strony zaczęłam się czuć jak osaczona. Moje poglądy były poddawane w wątpliwość, moja „matka duchowa” nie odstępowała mnie ani na krok, była tak miła. Zgodziłam się na uczestnictwo w 2-dniowych warsztatach (workshop). Miały się odbyć w weekend. Zjawiłam się punktualnie. Uczestniczyłam w wykładach oraz w posiłkach i coraz bardziej mnie to wciągało. Spałam u dziewczyn, warunki były nieciekawe, no ale jeden weekend jeszcze jak się ma 24 lata można przeżyć. Młody człowiek nie odczuwa tak materialnych niedogodności, dlatego nie zwracałam wtedy na to uwagi. Było nas razem ze mną 8!!! Ten pierwszy workshop był łagodnym wprowadzeniem w doktrynę. Nie musiałam się jeszcze modlić o 5 rano w niedzielę, mogłam się wyspać więc mogły mnie obudzić dźwięki gitary... Miłe przebudzenie. Na tę niedzielę zaplanowano jeszcze bardzo krótką wycieczkę do ogrodu botanicznego i ponownie trzeba było wrócić bez możliwości zanegowania nakazu powrotu. Pamiętam jak bardzo byłam rozczarowana, ale priorytetem były wykłady. Mnóstwo wykładów. Wydawało mi się, że świat w "Centrum" (siedzibie moonistów) jest lepszy, idee głoszone na wykładach piękne, choć naiwne. Wykładów było dużo, były dość męczące i w sumie z tego pierwszego workshopu niewiele zapamiętałam. Spałam w pokoju dziewcząt. Y odstąpiła mi swoje łóżko. Rano w niedzielę obudziły mnie jakieś szmery, poczułam się nieswojo, ale wszystko wróciło do normy. Około siódmej obudziły mnie dźwięki gitary. Zrobiło mi się bardzo miło "na duszy". Za chwilę zjawiła się Y, i wręczyła mi podarek - czerwonego ptaka origami. Poczułam się jeszcze lepiej. Jednakże gdzieś w środku dochodziły też "złe" myśli: co też się właściwie dzieje, czy to, aby nie sekta! Podarek w pewnym sensie na chwilę rozwiał moje obawy. Znów wysłuchiwałam wykładów. Jednakowoż słuchałam ich trochę z przymusu. Pociągali mnie ci ludzie, uporządkowani, zdyscyplinowani, oddani idei i grzeczni. Wszystko razem było jednak bardzo męczące, byłam znużona i zniechęcona. Nazajutrz wróciłam do domu i nie zamierzałam się już więcej tam pokazywać. Prawdopodobnie nigdy bym tam już nie wróciła gdyby nie... Po kilku dniach przyszedł list od Y – zupełnie niespodziewany dla mnie, bo nie przypuszczałam, że się jeszcze odezwie, w dodatku tak szybko. Pisała, jak bardzo tęskni za mną i zaprasza mnie na 7-dniowy workshop. Natychmiast zareagowałam na list i pojechałam do "Centrum". Nie miałam wprawdzie ochoty jechać na 7-dniowy workshop. Nie wiedziałam też właściwie o co chodzi, kojarzyło mi się to z pracą. Poza tym nie miałam pieniędzy na pokrycie kosztów pobytu. Jak się okazało pieniądze szybko się znalazły. Po licznych namowach wreszcie uległam. Miałam taki wybór, albo kończę znajomość z Y. albo jadę na workshop. Taki rodzaj szantażu emocjonalnego. Oprócz Y namawiali rzecz jasna wszyscy. Pamiętam, że rozmawialiśmy ciągle o tym, „siostry” japońskie- bezustannie się o mnie modliły, a lider J. zachęcał. Trudno było nie ulec ich namowom, czułam się jak w potrzasku, tak wiele mi dali (prezenty, zainteresowanie moją osobą), że czułam się zobowiązana do spełnienia ich życzeń. Y stała się dla mnie bardzo ważna, wiedziała o mnie coraz więcej, idealizowałam jej osobę. Miałam w pewnym momencie wrażenie, że to sam Bóg mi ją zesłał. Jakże mogłam jej odmówić,,. Zauważyłam jednak, że o niektórych moich sprawach rozmawia nie tylko ze mną. Lider doskonale wiedział o moich wątpliwościach. Jakoś przełknęłam tę gorzką pigułkę, choć była to wyraźnie nielojalność wobec mojej osoby. W końcu uległam i spędziłam 7 dni w całkowitym odosobnieniu, z dala od domu i znajomych w Glanowie. Przez 7 dni wysłuchałam mnóstwo wykładów, rano i po południu (ok. 7 godzin dziennie) z przerwą na posiłki. Y, towarzyszyła mi wszędzie. Nie odstępowała mnie ani na krok, a mi było z tym tak dobrze. Szczerze ją pokochałam. Otaczali mnie sami mooniści. Jak się zorientowałam, z dziewcząt tylko ja i pewna młodziutka dziewczyna byłyśmy adeptkami. Workshopy te dłuższe odbywają się w Glanowie, miejscowości pod Krakowem w Jurze Krakowsko - Częstochowskiej. Po krótkim pobycie w centrum w Krakowie przesiedliśmy się wieczorkiem do vana i zajechaliśmy na noc do Glanowa. Było też trochę gości, których nie znałam. Ośrodek w Glanowie składa się z dwóch domów, mieszkalnego i gospodarczego gdzie jadaliśmy posiłki. Mimo, że spędziłam tam tydzień nie poznałam tej miejscowości bowiem nawet na chwilę nie wyszliśmy poza teren ośrodka. Warunki pobytu były spartańskie, spaliśmy obok siebie jak śledzie, na materacach poukładanych bezpośrednio na ziemi. Oddzielnie chłopcy i dziewczęta. Była to duża sala , w której zupełnie brakowało intymności. Wszędzie pełno było ludzi, kręcili się też Azjaci : Koreańczycy i Japończycy. Bardzo dziwnie się czułam. Z jednej strony odpoczywałam od codzienności, ale z drugiej strony coś się zaczynało dziać z moją psychiką. Pod wpływem wykładów (za namową Y robiłam notatki) i rozmyślań na ich temat zaczęłam postrzegać moją przeszłość w czarnych barwach. Wydawało mi się, że wszelkie problemy rodzinne były głównie z mojej winy. Wyolbrzymiałam te problemy, wydawało mi się, że teraz widzę wszystko w "prawdziwym" świetle. Y. towarzyszyła mi na wykładach. Było to o tyle dziwne, że nic z nich nie rozumiała (co nie znaczy, że nie wiedziała, o co chodzi). Czasami modliła się, siedząc obok mnie, a raz nawet zasnęła. Była bardzo zmęczona. Ledwo się trzymała na krześle. W przeciwieństwie do mnie musiała wstawać dużo wcześniej. Dla mnie dzień zaczynał się o 7.00. Oprócz wykładów obejrzałam film o "Ojcu", Jego propagandowy charakter był aż nadto widoczny, ale przestałam myśleć, wprost nie mogłam pozbierać myśli. Film był niby-biograficzny, jakim to wspaniałym człowiekiem był Moon, jak cierpiał podczas wojny koreańskiej, jak się cudem uratował, jak on ratował itp itd. W przerwach między tym wszystkim śpiewaliśmy piosenki tzw holy songs. Głównie po angielsku, było też parę piosenek polskich religijnych. Jedna z takich holy songs mówiła o tym żeby podążać za mesjaszem bo tylko on jest prawdziwą miłością. A bez niego się na pewno zginie. Nauczono mnie, że wszystko tam było prawdziwe w opozycji to tego rządzonego przez szatana świata. prawdziwa miłość, prawdziwe relacje i prawdziwa przyjaźń. Żadna „światowa” przyjaźń nie dorównuje tej w prawdziwej Rodzinie. Stwierdziłam, że coć w tym jest bo Y. jakby potwierdzała tę prawdę, bo któż w przeszłości był tak zainteresowany moją osobą jak ona. Ważnym elementem pobytu w Glanowie były też różne zabawy, które miały nas wprawić w dobry nastrój i spowodować że poczujemy się jak dzieci, a dziećmi wiadomo łatwiej manipulować i wierzą we wszystko co mówią dorośli. I tak to miało działać. Raz wybraliśmy się też na wycieczkę… po ośrodku, z której szybko wróciliśmy na wykład. Sądzę, że byłam zbyt zmęczona żeby to wszystko przemyśleć Pomagałam w kuchni. Zmywałam naczynia. Raz podczas zmywania przypadkowo usłyszałam rozmowę starszych pań z Glanowa, które przyniosły mleko, o tym że ksiądz nie pozwala im to przychodzić, że ich przestrzega przed tym miejsce. Brzmiało to bardzo demonicznie. Jakoś jednak stłumiłam w sobie te słowa przestrogi. Czytałam "Boską Zasadę" (moonistyczną Biblię) i otrzymałam świadectwo. Zapomniałam o domu, rodzinie, zaczęła się liczyć tylko Y. To było nienormalne... Kiedy na krótki czas opuściła mnie, poczułam się niemal zdradzona. Jakby grunt mi się osunął spod nóg. Chodziłam po ośrodku a ludzie zajęci swoimi „dziećmi duchowymi” odpychali mnie. Nikogo tak naprawdę tam nie znałam i na nikogo oprócz niej nie mogłam liczyć, jak mi się wydawało. Wkrótce dowiedziałam się dlaczego mnie opuściła, wcześniej nie odstępowała mnie ani na krok. Powodem był przyjazd pewnej Azjatki , która w stosunku do mojej Y. były ze sobą związane jak Kain i Abel… Zapoznała mnie z nią, trafiła do Glanowa tylko na krótko. Tłumaczyła się przede mną bardzo mocno tak jakby popełniła jakieś przestępstwo. I ona i ja czułyśmy się bardzo niekomfortowo. W trakcie moich samotnych wędrówek trafiłam do pokoju, który nie był dostępny dla adeptów. Zobaczyłam dwa eleganckie fotele, stolik i zdjęcia Prawdziwych Rodziców (Moon i jego żona Hak Ja Han). Zdumiona przyglądałam się w strachu że ktoś mnie na tym nakryje.. Podświadomie czułam, że nie jest to widok dla mnie przeznaczony. Nie osiągnęłam jeszcze tego stopnia wtajemniczenia. Teraz wiem, że prawdopodobnie odbywały się tam poranne modlitwy. W nocy śniły mi się wykłady.. Byłam tym wszystkim zmęczona ale i trochę podekscytowana. Czekała nas jeszcze jedna niespodzianka, przyjechał sam moonistyczny prezydent Polski Patrick - Francuz. Po uroczystym obiedzie wręczył mi... kartkę urodzinową, gdzie składał mi osobiste gratulacje z okazji moich ponownych narodzin!!! Zatem dowiedziałam się że narodziłam się na nowo, ja jednak miałam w głowie kompletny mętlik. Dowiedziałam się też że ktoś taki jak prezydent monistyczny na Polskę istnieje, to że nie znał ani słowa po polsku nie wydawało się przeszkodą. Wieczorem organizowano hurra-optymistycznej wieczorki, na których przy zgaszonym świetle w romantycznej atmosferze liderzy i członkowie opowiadali jak to Moon zmienił ich życie, jacy są teraz szczęśliwi, jakie puste było ich życie wcześniej i jak niczego nie żałują. Byli tam ludzie różnych wyznań i każde było mile widziane, pod warunkiem że przyłączysz się do Ruchu, jak nazywany jest „kościół” wśród członków.Nie znałam tam nikogo i z nikim nie mogłam pogadać o moich wątpliwościach, z Y. raz że się bałam dwa , że bariera językowa uniemożliwiała dyskusję na jakim takim poziomie. Ostatniego dnia pobytu zorganizowano wieczorek pożegnalny. Atmosfera była bardzo hurra-optymistyczna. Śpiewaliśmy. Towarzystwo było międzynarodowe. Pewna Ukrainka opowiadała na forum, jak Moon zmienił życie jej i jej rodziny. Początkowo przeciwni, wkrótce wszyscy uwierzyli w mesjasza. Po części rozrywkowej usiedliśmy w kółku i jedna z dziewcząt opowiadała swoją historię. O swoim szczęściu, o błogosławieństwie. Była bardzo szczęśliwa ze swoim "mężem". Od tego szczęścia, zakręciło mi się w głowie. Chyba miałam dość, bo poczułam chęć ucieczki, ale Y, jakby wiedziała, mocno trzymała mnie za rękę. W końcu monolog dobiegł końca. A więc dowiedziałam się najważniejszej rzeczy w doktrynie moonistycznej, o tym że istnieje Mesjasz który wybierze mi męża, gdy przyjdzie pora i założę prawdziwą rodzinę, bezgrzeszną i podporządkowaną mesjaszowi. Jedynie to da mi prawdziwe szczęście. W końcu wieczorek dobiegł końca a ja udałam się do sypialnej sali. Niestety powiedziałam Y, co sądzę o "błogosławieństwie". Mój rozsądek czasami brał górę. Y wówczas "znikła". Pojawiła się natomiast Polka, która z godzinę przekonywała mnie, że popełniam błąd i żebym się jeszcze zastanowiła. Poczułam się, jakbym głęboko kogoś zraniła, zwłaszcza Y. Myślałam o naszej "przyjaźni" i o jej przyszłości. Moje poczucie winy wzrosło, gdy zostałam sama. Zastanawiałam się co się z nią stanie, czy zostanie ukarana jeśli ja zrezygnuję z Ruchu. Znów poczułam się psychicznie molestowana. Pomyślałam, że przecież mogę udawać, że w to wierzę. Byłam w stanie to dla niej uczynić! Zaczęłam jej szukać Y i odnalazłam ją w dużym pokoju. Było w nim ciemno, mrok rozjaśniały świece. Modliła się przed "ołtarzykiem" składającym się ze zdjęć "prawdziwej Rodziny" (moon i jego liczna rodzinka) Wyglądało to niesamowicie. Obok pocieszała ją M. Usłyszałam od niej, że wyląduję w piekle, bo opowiedziałam się po stronie szatana. Wręcz na mnie krzyczała. Y natomiast powtarzała, że to nie moja wina. Ja oczywiście umacniałam się coraz bardziej w tym, że to jednak moja wina. Co jest ze mną nie tak, że nie potrafię przyjąć do serca mesjasza i pójść drogą która będzie dla mnie wybawieniem. Ciągle nie mogę sobie odpowiedzieć na pytanie jak po tylu wykładach potrafiłam się przeciwstawić propagandzie. Pomyślałam, że jest to moja wina, że ona cierpi. To ja byłam przyczyną jej płaczu. Tak bardzo nie chciałam jej stracić, a po tym, co usłyszałam, czułam się winna i głupia. M. stawała się coraz bardziej agresywna, bałam się , że w końcu się na mnie rzuci. Zwiałam więc , usiadłam na schodach i nie mogłam się uspokoić, wszystko we drgało , byłam w rozpaczy. Siedziałam tam w ciemnościach dłuższą chwilę, której nie zapomnę nigdy. Czekałam na Y a czas dłużył się. Przecież w końcu musiała wrócić. Wróciła , przytuliłyśmy się do siebie… Płakała i mówiła, jesteśmy przyjaciółkami na zawsze, a ja odpowiedziałam , tak na zawsze… Wróciłam na studia. Po zajęciach biegłam jednak do "Centrum". Same nogi mnie tam niosły. Była to już drugie z kolei Centrum, trochę oddalone od Centrum miasta. Przeprowadzano ze mną rozmowy na temat "blessingu" (chodzi o łączenie w pary małżeńskie tzw. "błogosławieństwo"). Ja pozostawałam nieugięta. "Bracia" i "siostry" byli jednak cierpliwi. Mój światopogląd uległ jednak zmianie. Pewnego dnia idąc na zajęcia na studiach zdałam sobie sptawę , że muszę przewartościować swoje życie i, zmienić wszystko, albo tak albo tak, nie ma pomiędzy. Trzeba iść na całość. O dziwo, idee Kościoła Zjednoczeniowego zaczęły pasować do mojego światopoglądu. Znajdowałam punkty styczne, a to, co nie pasowało, zmieniałam na korzyść Kościoła Zjednoczeniowego. Uczestniczyłam we wspólnych modlitwach. Rozpoczynały się o 7.00 i trwały zgodnie z wolą lidera, czyli J. Siedzieliśmy na podłodze po turecku jeden za drugim. Przed nami zawsze był portret "prawdziwych Rodziców". Po modlitwie przejmował inicjatywę lider. Przekazywał informacje dotyczące Kościoła Zjednoczeniowego listy od "Ojca". Modliłam się przed posiłkami kończąc modlitwę zawsze słowami "W imieniu prawdziwych rodziców" Włączałam się do codziennych prac, czytałam też „Boską Zasadę". Od czasu do czasu przychodzili "goście". Organizowano wykłady i wieczorki. Y zamykała się w pokoju i modliła się o mnie godzinami. Zaprzyjaźniłam się z japońskimi "siostrami". Od czasu do czasu dostawałam od nich prezenty i listy. Bardzo je polubiłam. Warunki w centrum były nieciekawe, był tylko jeden pokój dla dziewcząt a było nas razem sześć , było za mało łóżek więc spało się na materacach, a jak ktoś w nocy chciał skorzystać z toalety to musiał się nieźle nagimnastykować :-) Byłam tzw. dochodzącą a to dlatego , że mieszkałam w domu rodzinnym, dojeżdżałam na studia ale każdą wolną chwilę tak czy siak spędzałam w centrum. Oprócz mnie było jeszcze trzech dochodzących. Zostawałam też na weekendy. Często rozmawiałam z R. Miała bardzo silną osobowość. Na swój sposób była "uduchowiona". Lubiłam ją, ale jednocześnie czułam przed nią respekt i trochę się jej nawet bałam. Japonki obdarowywały mnie różnymi prezentami, pisały do mnie listy zachęcające do pracy nad sobą oraz całkowitego oddania się "Ojcu". Bardzo zaprzyjaźniłam się z "braćmi" S. T. Oboje są mi nadal bliscy. T. często wygłaszał mowy na "nabożeństwie" w niedzielę, które rozpoczynało się o 11.00 i trwało, co najmniej do 13.00. Obowiązywał przyzwoity strój. Sunday survice składał się z wykładu, naprawdę bardzo długiego, i śpiewu. Śpiewaliśmy "holy songs" również przy innych okazjach, np. w kuchni, przy pracy. W niedzielę rano o 5.00 składaliśmy ślubowanie. Kłanialiśmy się wówczas (na sposób koreański) portretowi "Rodziców" trzy razy na sygnał, po czym recytowaliśmy ślubowanie po koreańsku. Po ślubowaniu na wierność KZ łapaliśmy trochę snu. Wyobrażałam sobie, że świat zewnętrzny nie tylko nie ma "Mesjasza", ale jest we władaniu szatana, należy, więc go ratować. Tylko my znaliśmy "prawdę". Było to bardzo stresujące, czasami jednak rozpierała mnie duma... Wszystkie przedmioty były złe tzn. "nieprawdziwe", bo produkowano je w tym świecie. Po przyjściu do domu spryskiwaliśmy produkty, oczyszczając je w ten sposób i czyniąc je prawdziwymi. Jeden dzień w roku nazywany był "Dniem Prawdziwych Rzeczy". Wówczas wszystkie przedmioty były "prawdziwe". Y była moją matką duchową, która przekazała mi "prawdę". W "Centrum" wszystko było prawdziwe, a zwłaszcza miłość. Coraz bardziej odgradzałam się od świata zewnętrznego. Czułam się jak w szklanej kuli lub butelce. Ludzie wydawali mi się nierzeczywiści. Oglądałam świat jakby przez szyby samochodów, czułam się inna, lepsza, ale to było bardzo obciążające. Trzeba było się starać być idealnym, nie wolno popełniać błędów, nie jesteśmy już dziećmi tego złego porządku świata ale dziećmi prawdziwych rodziców a to zobowiązuje. Nie byłam już cząstką tego świata. Mój światopogląd dostosowano do doktryny Kościoła Zjednoczeniowego. Zapragnęłam nawet "blessingu", ale nie czułam się godna tego zaszczytu. Wydawało mi się, że to zaszczyt móc mieć męża wybranego przez samego "mesjasza". W międzyczasie zorganizowano trzecie z kolei "Centrum". Mieliśmy mnóstwo pracy przy sprzątaniu. Y zachorowała... Niestety, była skazana na żeń-szeń..., a nie na lekarza. W końcu przenieśliśmy się do nowego, bardziej obszernego "Centrum". Mimo to warunki były spartańskie. Na prawdziwy witnessing (werbowanie) wybrałam się z O. Przedtem długo się modliłyśmy. Sprawowała nade mną pełną kontrolę. Zdecydowała na jak długo i gdzie pójdziemy. Długo, już po zmroku, krążyłyśmy po rynku rozdając ulotki. Czułam się dziwnie. Z jednej strony czułam, że wypełniam misję, z drugiej - krępowałam się podchodzić do ludzi. Jestem nieśmiałą osobą. Przed witnessingiem długo patrzyłam w okno i zastanawiałam się, jak opowiadać tym ludziom o Mesjaszu. Było mi ich żal... Nie wiem, co czuła O. Nie zwierzałyśmy się sobie. Moje pierwsze dziecko duchowe to był chłopak, udało mi się przyprowadzić go do centrum. Przygotowałam dla niego wykład i stosowałam wobec niego sztuczki, próbujące go zachęcić do tego żeby znowu do nas przyszedł. Po moim wykładzie długo rozmawialiśmy. Przy rozmowie cały czas była obecna moja matka duchowa. Na swój sposób kontrolowała mnie. Moja rozmowa odniosła pewien skutek, powiedział do mnie, że zobaczył świat w innym świetle. I o to chodziło!!! Chciałam też przywrócić na łono sekty jedną dziewczynę. To była bardzo sympatyczna dziewczyna, bardzo ją lubiłam, problem w tym że była nieletnia. Rodzina wyrwała ją siłą, po prostu przyszli do centrum i urządzili "piekło" , po czym ją zabrali. Nie byłam przy tym obecna, więc mogłam spokojnie odwiedzić ją w domu. Tak mi przykro z tego powodu, obserwowałam jej dom i czekałam aż wróci a gdy wróciła przyszłam do niej z przyjacielską wizytą. Odbyłam z nią bardzo długą rozmowę, przekonywałam ale sądzę że dziewczyna jednak nie była tak zindoktrynowana, była dopiero na początku drogi więc musiałam ją sobie odpuścić (Na szczęście). Informacje w "Centrum" były reglamentowane. Oglądaliśmy sporo filmów, ale wszystkie musiał najpierw zaakceptować lider. Czytanie książek nie było zalecane. Przecież znamy już prawdę. Było to dla mnie szczególnie uciążliwe. Z drugiej strony brakowało na czytanie czasu. Z wewnętrznej gazetki "moonistycznej" dowiedziałam się o doświadczeniu "siostry", która za karę musiała wziąć zimny prysznic. Pisała jak bardzo buntowała się przeciw karze i jak bardzo rozumie obecnie słuszność takiej kary... Taka samokrytyka publiczna. W Ruchu zdarzały się też przemoc. Ja doświadczyłam przemocy psychicznej. gdy wmawiano mi, że jestem tak mało otwarta do ludzi, mam granatową aurę, to była przyczyna moich niepowodzeń. Lider miał zawsze rację, nawet, jeżeli wyłączał mi film w połowie jego trwania... Pamiętam jak popełniłam błąd kardynalny, chciałam sprawić przyjemność siostrom japońskim i zaprosiłam je na chiński film (sic!). O dziwo się zgodzono. Niestety ten film to była jakaś koszmarna chińska propaganda!! Moon nienawidzi komunizmu, jest to wróg nr 1. Nikt się do mnie nie odezwał do końca dnia, ja też milczałam, ale wstyd. Teoretycznie wszystko miało przebiegać idealnie. Na idealny świat należało jednak ciężko pracować. Y odwiedziła mnie dwa razy w domu rodzinnym. Jednakże potem lider zakazał nam wspólnych wizyt w domu. To był dla mnie cios. "Duch Centrum" przewyższał "domowe ognisko". Wiele razy słyszałam od "braci" i "sióstr", że wracają do "prawdziwego domu" tzn. do Centrum. Mimo to Y bardzo tęskniła za swoim domem, a ja o tym wiedziałam...W doktrynie moonistycznej istnieje zasada, że im bardziej się starasz tym większe szanse że twoja rodzina zostanie zbawiona. Wierzyła, że jej rodzice będą zbawieni dzięki jej ciężkiej pracy dla Moona. Y dobrze się ze mną czuła, a ja z nią. Stanowiłyśmy nierozłączną parę. Pewnego dnia zupełnie się rozkleiłam. Do centrum przyjechała grupa fandresingowa tzn ludzie, którzy handlują czym popadnie dla mesjasza, bo kasa jak żeby inaczej jest potrzebna. W Centrum było mnóstwo ludzi. Wielkie zamieszanie, ludzie cieszyli się z "zarobionych" pieniędzy i z prezentów jakie otrzymali, w tym momencie poczułam że się rozpadam na kawałki i mnie już nie ma, poczułam niechęć do ludzi tak mocno zainteresowanych moją osobą. ich pytania wydały mi się przeogromnie stresujące. Ten stres był nieadekwatny do sytuacji, ponieważ ludzie byli bardzo mili. Zaczęłam płakać, moje życie się rozpadało a ja nie potrafiłam wrócić do dotychczasowego beztroskiego życia studenckiego, przepłakałam całą noc mimo uspokajania. Moja matka duchowa próbowała wszystkiego żebym się uspokoiła, w końcu wszyscy wyszli z pokoju dziewcząt i zostałam sama ze swoim bólem. Nie wiem co się z nimi działo, nie wiem gdzie się to całe towarzystwo podziało. Cały świat tej nocy mógł przestać dla mnie istnieć. To było straszne doświadczenie. Jak wpadnięcie w czarną dziurę. To doświadczenie sprawiło, że się pochorowałam. Myślę, że przeżyłam załamanie nerwowe. W końcu pobyt Y w Polsce dobiegł końca. Dostała rozkaz opuszczenia kraju i dołączenia do grupy fundraisingowej w Berlinie. Nasze rozstanie było dla mnie koszmarnym przeżyciem, mimo że wieczorek pożegnalny utrzymany był w tradycyjnie hurra-optymistycznej atmosferze. Tego dnia dużo śpiewaliśmy. Wydawało mi się, że mój świat się kończy. Tak bardzo byłam uzależniona. Wraz z odjazdem Y dużo się zmieniło. Przestałam bywać tak często w "Centrum", więcej czasu spędzałam w domu. Uświadomiłam sobie swoje uzależnienie od grupy, zaczęłam mieć wątpliwości. Równocześnie zwiększyły się naciski nowego lidera na moją osobę. Naciskał na mój "blessing". Byłam ostatnią z "sióstr", które nie były błogosławione. Zerwanie z grupą wydawało mi się rzeczą prostą. Nadeszły ferie. Czas wolny i wreszcie czas do namysłu. Upragniona samotność. Myślałam, że w domu znajdę upragniony spokój. Niestety go nie odnalazłam. Budziłam się w nocy nękana myślą powrotu. Jakiś głos wołał we mnie: "Wróć, bo jeśli nie wrócisz, zginiesz!". Myślałam, że zwariuję. Sądziłam, że jedynym rozwiązaniem, aby skończyły się te koszmary, te głosy we mnie, był powrót do "Centrum". To był bardzo ciężki okres. Po nocach śniło mi się błogosławieństwo. Czułam się wewnętrznie rozdarta, dlatego po feriach podjęłam decyzję, że jednak wrócę z powrotem. Bardzo polubiłam nowego lidera. Opowiedział dużo o sobie i nie był taki skryty jak J. Poświęcał mi wiele uwagi, pochlebiał mi przy zaproszonych gościach. Pewnego dnia zorganizowano "wykład o miłości" na Politechnice. To był kompletny niewypał, ale jedna rzecz utkwiła mi w pamięci. Otóż Patryk stwierdził, że nikt nie jest godny "blessingu", że jest to dar. Równocześnie wiedziałam, że mój "brat" S nie traktuje swojej "żony" tak jak na to zasługiwała, choć przecież widywał ją bardzo rzadko. Zdecydowanie bardziej wolał rozmowy ze mną. Przełomem, który zadecydował o moim odejściu, był dziwny sen. Ujrzałam w nim ludzi wypełniających bydlęce wagony i wyciągających ręce ku wolności. Stałyśmy z Y na peronie a ona wskoczyła do jednego z nich, i tłum pociągnął ją za sobą. Ja zostałam na peronie. To było dla mnie jak ostrzeżenie, zimny prysznic. Trudno opisać moje odejście, uświadomiłam sobie, że wpadłam w sidła, nie wytrzymywałam psychicznie. Nie odnosiłam żadnych "sukcesów", nie miałam "dzieci duchowych", nie potrafiłam wygłaszać wykładów na tyle skutecznie żeby przyciągnąć ludzi. Zresztą zainteresowanie ludzi często kończyło się na pierwszym wykładzie. Teraz wiem jaki ten wykład był naiwny, no ale wtedy to była jak prawda objawiona. Gdy przestałam spełniać oczekiwania grupy, zainteresowanie moją osobą spadło, a ja zaczęłam odczuwać niechęć grupy do mnie. Tak to już jest że trzeba mieć dzieci duchowe żeby zasłużyć na szacunek grupy. Pamiętam jaką niesamowitą estymą cieszyła się jedna z Japonek, która posiadała aż siedmioro dzieci duchowych. Ja również podziwiałam ją za to. Ale najważniejsze to fakt, że poznałam człowieka, któremu bardzo na mnie zależało i który zrobił wszystko abym od nich odeszła. Ostatecznie moje wątpliwości co do faktu, iż Moon jest mesjaszem, mężczyzna, któremu bardzo na mnie zależało oraz sen zdecydował o tym , że opuściłam centrum i sektę. Oczywiście droga do wyzdrowienia była daleka ale pierwszy krok został zrobiony. Straciłam kontakt z ludźmi z centrum i to było najważniejsze i decydujące. To tak w skrócie. Moje odejście związane było z bardzo osobistym doświadczeniem, które opisze we właściwym czasie... Jak przyjdzie na to pora
  9. Moona a podstawy chrześcijaństwa

    Young Oon Kim: prof. Teologii systematycznej Zjednoczonego Seminarium Teologicznego (tł. moje) Nauka o Trójcy Świętej Sprawą najwyższej wagi w Kościele Zjednoczeniowym jest rozumienie Boga jako istoty dwubiegunowej. Kościół nie przyjmuje dogmatu o Trójcy Świętej jako doktrynie powstałej w IV w. n.e. Bóg Ojciec : Kościół Zjednoczeniowy przyjmuje że Bóg w swojej dwoistości posiada pierwiastek męski i żeński. Jest to fakt uniwersalny odwołujący się do dwoistej natury Boga. Wiara w Boga Ojca-Matkę w XIX w. wzbudzała wielkie emocje , powszechnie krytykowana i uznana za herezję. Wiarę taką miały Mary Baker Eddy i Ann Lee. Istnieją podobieństwa w rozumieniu Boga – Ojca w Kościele Zjednoczenia , taoizmie i konfucjanizmie. A nawet w hinduizmie gdzie mowa jest o bogini – matce. Bóg musi istnieć w swojej dwubiegunowości, ponieważ męski i żeński charakter Boga wyraża Jego doskonałość. Wyraża się w tym perfekcyjna jedność. Doktryna dwoistej natury Boga nie jest czymś dziwnym i niezwykłym lecz raczej jest potwierdzeniem ważności teologii. Syn Boży : Kościół Zjednoczenia odrzuca boskość Chrystusa „Boska Zasada” mówi „Jezus jako człowiek może być uznany jako drugi Bóg (wyobrażenie Boga), ale to nie oznacza samego Boga”. To oznacza, że Jezusa pierwotnym celem przyjścia na świat było założenie Królestwa Bożego na Ziemi. Jezus powinien był założyć perfekcyjną (idealną) rodzinę z idealną żoną i dziećmi. W wyniku nieporozumienia Jezus został ukrzyżowany zanim zdążył to uczynić. Dlatego jest władny ofiarować nam tylko częściowe zbawienie. Pełne zbawienie to przyłączenie się do następnego Adama czy Pana Drugiego Adwentu Wyjaśnia to Boska Zasada “Śmierć na krzyżu nie była pierwotną misją Chrystusa jaką powierzył mu Bóg. Zrozumienie kwestii zbawienia w tym świetle jest sprawą drugorzędną i prowadzi jedynie do zbawienia duchowego. Nie ma nikogo, który byłby w ten sposób oczyszczony z grzechu pierworodnego. To jest przyczyna, dla której Mesjasz musiał powrócić na ziemię. Aby zlikwidować grzech pierworodny i założyć Królestwo Boże na ziemi wypełniając tym samym cel Bożego stworzenia" Duch Święty Duch Święty nie jest osobą odrębną, niezależną od Boga –Ojca. Duch Święty po prostu przekazuje zbawcze ożywienie. Jest męski, żeński bezosobowy. Jak sam Bóg. Duch jest niewidoczny i niematerialny , jasne światło albo pole magnetycznej energii. Główny cel Według teologii kościoła zjednoczenia głównym celem człowieka jest małżeństwo i perfekcyjna rodzina. To obecnie nie może być osiągnięte ponieważ Jezus nie oferuje pełnego Zbawienia. Nowa era nastała w roku 1960. W tym roku miało miejsce wesele Baranka, przepowiedziane w 19 rozdziale Apokalipsy Jana. Dlatego Pan Drugiego Adwentu i jego żona zostali Prawdziwymi Rodzicami dla ludzkości. (Małżeństwo Moona z Hak Ja Han) Ten mesjasz zaloży doskonałą rodzinę, której nigdy nie założył Jezus. A inne doskonałe rodziny stworzą doskonałe społeczeństwo. Według Kościoła Zjednoczeniowego 25. 000 par zostało pobłogosławionych przez Moona ze 120 krajów. Księga Głównym dziełem teologicznym Kościoła Zjednoczeniowego jest Boska Zasada, aczkolwiek nie mówi całej prawdy. Boska Zasada jest częścią nowej prawdy, z czasem prawda objawiona zostanie dalej i głębiej.
  10. Porównanie ŚJ i Ruchu

    http://rosemary.blog.pl/2015/07/25/swiadkowie-jehowy-a-kosciol-zjednoczenia-porownanie/
  11. Umiłowanie ojca nie oznacza nienawiści do matki. Prawdziwy brat Hyo Jin. Wiadomość ze świata duchowego – luty 2016 Jest dobrze, że Hyung Jin Moon wypowiada się, ale niedobrze że wykorzystuje fundament stworzony przez Prawdziwego Ojca do atakowania prawdziwej matki. Atak na matkę jest atakiem na Ojca i jest powiązany z anty-opatrznościowym duchem. Bez prawdziwej Matki Hyung Jin jest zerem. Hyung Jin jest kojarzony z ludźmi bez zasad, którzy nigdy nie poznali Chrystusa. Ulega słodkiej pułapce, Tzw kościół – sanktuarium jest pełen nieprawości. Nie jest to dpo końca wina Hyung Jina. Znalazł się pod wpływem wrogich sił reprezentowanych przez byłych i słabych współpracowników ojca. Uzywają słów Chrystusa i prawdziwego ojca aby tworzyć pozory prawdziwego szacunku i czci. Każdego tygodnia głosza podłe przesłanie nienawiści ze swoich kazalnic i wykorzystując Internet. Hyung Jin ma wolną wolę i rozum. Musi go używać. Nawet moje dzieci mogą mu w tym pomóc. Lecz to musi się zacząć od serca. Serce Ojca tęskni za kościołem-sanktuarium. Hyung Jin powierzchownie naśladuje Ojca. Są dowody na to, że zadaje się ze złymi duchami. Nienawiść, agresja, oszustwo. Usmiechnięty tańczy w ramionach szatana. Szatan jednak nie dostanie go, Prawdziwy Ojciec czyni wiele aby ocalić rodzinę. Pracujemy wewnątrz Ruchu i wewnątrz grupy Hyung Jina. Będziecie zaskoczeni gdy powiem, że pracujecie również z Północną Koreą i byłymi członkami Ruchu, Dla dobra nas wszystkich Hyung powinien zjednoczyć się z prawdziwą matką. Prawdziwa matka może kontynuować dzieło ale miejsce Hyunga jest przy niej. Pamiętajcie, że prawdziwy ojciec zobowiązał go w oficjalnym oświadczeniu , że członkowie Ruchu powinni podążać za prawdziwymi rodzicami a nie za prawdziwym dzieckiem. Członkowie Ruchu powinni bronić prawdziwej matki. Zrób to dziś dla dobra rodziny. Zrób to głośno, nie bądź cicho. Nie bądź jak upadły anioł. Musisz wypełnić część swojej odpowiedzialności. Ja daje ci te słowa. Jeśłi wy wszyscy będziecie mówić przeciw Hyung, przeciwko grupie która porwała jego duszę, wówczas czary ostatecznie prysną. Biada ludziom którzy sprowadzili go na manowce. Nawet Hyoung zawróci z tej drogi, ale najpierw czar musi prysnąć. Chce pokoju z Hyung, wiele razy ojciec był atakowany, Hyung idzie teraz tą drogą. Różnica polega na tym, że Prawdziwy Ojciec nigdy nie oszukał swego serca. Choć wiele razy skradziono mu pieniądze i reputację. Ale on trzymał się swojej wiary, wierności i przebaczenia. Hyung Jin łamie te trzy zasady. Wszyscy członkowie powinni podłączyć się do mnie o przewodnictwo i zrozumienie. Poprowadzę nasz Ruch przez ten koszmar tak jak zrobiłem to wobec komunistów w Berlinie. Uratuję was. Twój brat w imieniu prawdziwego Ojca Hyo Jin Moon
  12. Słowa Moona

    Tł. moje Powinieneś przygotować swoje serce do witnessingu , powinieneś być tak mocny emocjonalnie, aby wręcz magnetycznie przyciągać umysły wszystkich ludzi Witnessing jest jak tworzenie swojego drugiego ja. To nie jest trudne, jeśli poświęcić mu wiele serca jak okazuje matka swojemu nowo narodzonemu dziecku gdy go chroni i karmi. Czy kiedykolwiek słyszałeś jęki i płacz wielu ludzi uwięzionych w grobie Szatana? I czy kiedykolwiek czuliście słuszne oburzenie aby ich wyzwolić? Po tym jak zostałeś posłany przez Boga, nie przysparzaj mu zmartwień swoją osobą lecz stań się osobą która powie „Potrafię szybko znaleźć się na miejscu” To jest chwała na ziemi. Zawsze musisz być gotowym składać swoje ciało w ofierze na twoim obszarze witnessingu i sprowadzić do służby, tym którzy są godnymi zaproszenia nieba. Teraz jest czas kiedy głośne wołanie o pomoc człowieka upadłego i ocalenie obiega niebo i ziemię. Jeśli nie słyszysz tego krzyku, twoje serce na to nie zareaguje. Czuj wrażliwość do terenu, na którym świadczysz, tak wielką jakby twoje kości i ciało się w nim roztopiło. Gdy masz robić witnessing na tym terenie zacznij modlitwą „Ojcze , przepraszam, że taka niegodna osoba jak ja jest przez Ciebie posłana by mówić, nie chcę być egoistą ale chcę uważać siebie za żołnierza Boga, który ma od Niego wiadomość. Wyniki witnessingu w 40 procentach zależą od współpracy ze światem duchowym, 30 procent to świadomość Boskiej Zasady, i 30 procent to praktyka. W terenie , na którym świadczysz, musisz mieć przekonanie że śmiało możesz wprowadzać na rynek konkurencję dla tych którzy są lojalni Bogu, poprzez zbieranie wszystkich wierzących , którzy tam mieszkają Jeśli chcesz się wspiąć na wysokie drzewo, musisz zacząć od dołu, który jest zazwyczaj brudny i ubłocony. Podobnie, gdy chcesz przywrócić Bogu miasto lub miasteczko, musisz zacząć od rozwiązania najżałośniejszej sprawy w tym miejscu. Ci, którzy pracują wiele dla Boga w tym od Boga darowanym czasie otrzymają wiele błogosławieństw od Niego. Tak jak szkolny sukces ciągnie się za człowiekiem przez całe życie, tak za Tobą błogosławieństwo Boże będzie się ciągnąć na wieki. Obejmij wieku ludzi z różnych narodów, aby pewnego dnia oni poparli twoją działalność.. Uznaj to za konieczne. Znajdź i wykształć trzech ludzi, z którymi możesz być w każdej sytuacji na śmierć i życie Co jest ważne “ja sam”. Gdy udaje się w jakieś miejsce żeby świadczyć, idę jak żebrak czy jak mistrz? To jest pytanie. Musisz wiedzieć , że idziesz nie po to żeby ludzie się tobą opiekowali ale ty masz opiekować się ludźmi. Nie zbijaj bąków. Jeśli tak robisz nadejdzie czas gdy pożałujesz tego gorzko we łzach. Nie mów, że czegoś uczynić nie potrafisz. Jeśli tak myślisz, wtedy nawet zmuszanie się do tego nic nie pomoże. Nie istnieję. Z powodu grzechu jestem zgubiony, więc muszę schować samego siebie. Idź z tym nastawieniem Zanim będziesz ubolewać nad swoją niezdolnością do zyskania wyników w witnessingu , najpierw sprawdź czy twój umysł i ciało są zjednoczone a jeśli jesteś dzieckiem Boga przyniesiesz korzyść wszystkim ludziom Aby położyć swój fundament, powinieneś użyć całego swojego szczerego wysiłku. Powinieneś: (1) Świadczyć o słowach Boga (2) dawać przykład przez twój charakter i czyny, (3) czynić takie więzi między ludźmi, że oni będą chcieli opowiedzieć ci wszystko o sobie, (4) zostawiać im tyle samo niezapomnianych wspomnień życia w wierze ile to możliwie, (5) zmusić ich do pracowania tak mocno jako ty pracujesz dla nich, i, (6) robić z nich swoich przedstawicieli. Błogosławione rodziny zawsze muszą być gotowe do działania. Jeśli rozkażę im przepłynąć przez Ocean Spokojny, oni muszą to zrobić, nawet jeśli mogą przez to zginąć. Jak wiele łez wylałeś, żeby kochać i ratować ludzi? Bez prawdziwego poświęcenia naprawdę nie możesz dawać życia ludziom. Gdy świadczysz zacznij od twoich krewnych i przyjaciół. Przed laty, doznałeś od nich wielu błogosławieństw, ale teraz to ty dajesz im błogosławieństwa. Dlatego oni nie sprzeciwią się nam. Gdy komuś świadczysz, słuchać go dokładnie i rozmawiaj o wszystkim Witnessing jest aktem zaszczepiania. Gdy świadczysz, powinieneś mieć wspólne elementy z nim i powinieneś eliminować wszelkie możliwe konflikty. Gdy świadczysz on zapragnie wyjawić wam wszystkim swoje sprawy i tajemnice, o których nie rozmawia nawet z najbliższymi. Nie czuj żalu, jeśli mimo całego twojego oddania nie masz wyników. Od tego momentu praca dla Boga będzie posuwać się do przodu i będzie się rozwijać, twoja praca może rozwijać się dopiero po dziesięciu albo nawet dwudziestu latach Nawet gdy będziesz pracować w miejscu poza Kościołem, powinieneś mieć takie serce że możesz zanosić modły do Boga: \ "Pozwól mi powiększyć twój fundament tu na ziemi \" Dopiero gdy masz takie serce, którego nie chcesz mieć. Twoi goście przychodzą do ciebie a ty chcesz oddać im wszystko co masz, może zdołasz być dobrym świadkiem, Jeśli świadczysz ludziom, którzy mieli dobrych przodków, zalety tych przodków połączą się s tobą, mimo że twoi właśni przodkowie nie posiadali dużo zalet. Nawet jeśli tylko my członkowie rodziny jesteśmy zapaleńcami, ten naród obróci się w naszym kierunku. Musimy przyglądać się tej ziemi jako naszej własności, ci ludzie to nasze własne rodziny, i spełniać rolę Mojżesza dla tego narodu Idąc spać, musisz módl się o by Bóg przebaczył ci, że już wcześniej mogłeś spełniać jego wolę przywracania ludzkości i służeniu jej.. Czy kiedykolwiek przekazałeś słowa Boga ryzykując swoje życie? Jeśli apelujesz do problemów, serca i chęci osoby, z którą rozmawiasz przez wyjawianie mu sytuacji Boga, on wzruszy się. Świadcząc przez godzinę powinieneś modlić się przez trzy godziny. Przed odwiedzaniem osoby powinieneś ronić łzy. Bóg pracuje z tymi, którzy ronią łzy. Dopiero gdy dbasz o twojego gościa tak głęboko że nie chcesz by poszedł do domu, nawet późno wieczorem, twoje świadczenie może powieść się. Jeśli będziesz chciał by poszedł do domu niedługo, to nie powiedzie się. Jeśli zechcesz dać mu wszystko on zostanie przyciągnięty do ciebie. Jeśli pomodlisz się za niego w nocy bez snu, on przyjdzie odwiedzić cię w nocy bez snu. Świadcz swoim krewnym i przyjaciołom. Jeśli nie zrobisz tego teraz gdy jesteś na ziemi, nigdy nie zostaniesz uwolniony od bycia przez nich oskarżanym. Przypuśćmy, że zostałeś duchowo ranny na linii frontu podczas świadczenia. Jeśli wtedy wycofasz się bez Bożego pozwolenia nigdy nie powrócisz do zdrowia. Powinieneś jeszcze wiele razy wyjechać na linię frontu i zgłaszać się na ochotnika tak wiele razy jak to możliwe. Ci, którzy dołączyli do Kościoła Zjednoczeniowego i nigdy nie robili witnesingu staną się niemymi w świecie duchowym. Gdy ujarzmisz trzech ludzi, którzy sprzeciwiają się ci, reszta twojego życia jako tego który robi witneesing stanie łatwa. Bóg wysyła cię na witnessing, w ten sposób płacisz odszkodowanie. Robi to poza swoją łaską . Jeśli masz dobrych przodków wtedy szatan nie może zastąpić ci drogi. Jeśli szatan zastąpi ci drogę, on będzie musiał płacić odszkodowanie za ciebie. Stąd, nawet szatan pomaga ci. Gdy ktoś awansuje na wyższe miejsce, musi znów zejść w dół. Jeśli on nie może tego uczynić osobiście w takim razie on może schodzić do skromnej pozycji dzięki swoim duchowym dzieciom. (one mogą to robić za niego) Po pierwsze witnessing, po drugie witnessing, po trzecie witnessing. Nawet bydło może rozpoznać trującą trawę i może trzymać się z daleka od niej. Ono również czuje gdzie jest rzeźnia . O ile bardziej ludzie powinni umieć rozróżnić miejsce życia od miejsca śmierci. Gdy otwierasz swoje serce przed kimś, kogo życzysz chronić i on nie odpowiada, wszystkie jego błogosławieństwa i zalety zostaną przeniesione na ciebie. Jeśli nie będziesz robić witnessingu, twoja droga zostanie zablokowana. Nie lekceważ ludzi. Jeśli potraktujesz swoich gości niedbale, twoja droga zostanie zablokowana. Ten kto reaguje raczej na serce posłańca niż na swoje stanie się członkiem rodziny Bożej Przekazywać innym wolę Bożą z twoim całym sercem aby oni mogą akceptować to ze swoim całym sercem. Jeśłi zrugasz kogoś, módl się za niego. To jest droga, dzięki której przejdziesz przez tą trudną sytuację Zginiesz jeśli dasz coś innym mimo kpin. Musisz dać z łzami. Gdy w swojej działalności przekazywania woli Bożej Woli musisz nocować pod gołym niebem, przykryć się tylko swoim płaszczem, mówi sobie\ "ach! Zostałem wspaniałym aktorem filmu. Kiedyś nadejdzie dzień gdy ludzie obejrzą ten film i będą płakać \ " Błogosławione rodziny muszą koniecznie robić wetnessing w niedzielę. Musisz świadczyć żeby pozyskać przynajmniej troje duchowych dzieci, w roku. Robić biznes to warunek wetnessingu Nie obchodź się surowo ze swoimi braćmi I siostrami aż do momentu gdy wychowasz troje duchowych dzieci. Jeśli wychowasz troje duchowych dzieci, będziecie zdolni być tacy jak w rodzinie Jesteś szczęściarzem I powinieneś być wdzięcznym że masz duchowe dzieci w młodszym wieku, niż ja je miałem W poleceniu dania życia duchowym dzieciom, musisz przygotować swoje własne dzieci na znoszenie trudów. W poleceniu dawania życia temu narodowi, KZ członkowie powinni doznawać trudów. Zanim otworzysz Niebo, musisz przejść ceremonię , w której twoich troje duchowych dzieci ofiarują ci złoto, kadzidło i mirrę. To jest trudne bez obecności duchowych dzieci. Twoje troje duchowe dzieci są warunkiem, który odpowiada trzem ofertom dla Boga. Bez trojga duchowych dzieci, nie zostaniesz przywrócony Bogu. Musisz mieć co najmniej troje duchowych dzieci pobłogosławionych, zanim dorośniesz do pozycji rodzicielstwa. To konieczne żebyś wychował najpierw troje duchowych dzieci. Możesz kochać twoje własne dzieci dopiero po wychowaniu trojga duchowych dzieci. Jeśli twoje duchowe dzieci w pełni służą twojemu własnemu dziecku gdy to będzie jeszcze w łonie matki, odszkodowanie w pełni zostanie zrealizowane i szatan w pełni zostanie odcięty od rodowodu twojej rodziny Pierwotnie każda osoba powinna wychować troje duchowych dzieci przed poczęciem swoich własnych dzieci. Stąd pierwszy w pełni powinien służyć drugiemu podczas gdy drugi jest jeszcze w łonie. Tylko w taki oto sposób jego fizyczne dzieci wejdą do Królestwa Niebieskiego Były trzy archanioły, które miały służyć Adamowi. Aby przywrócić tę pozycję, powinieneś wychować troje duchowych dzieci, które będą służyć twoim własnym dzieciom podczas gdy one są już w łonie matki. Stąd, twoje duchowe dzieci powinny być całkowicie ci posłuszne. Twoich troje duchowych dzieci powinno (1) mieć serce, zdolne pójść na miejsce twojej śmierci za ciebie i (2) troszczyć się o twoje fizyczne dzieci, które są w położeniu Abla , od czasu koncepcji do czasu małżeństwa. Dopiero wtedy twoja rodzina może być całkowicie wolna od bycia oskarżanym przez szatana Dla Boga, troje duchowych dzieci oznacza w pionie Adam-Jezus-Pan Drugiego Przyjścia, a w poziomie Kain-Abel-Set, Shem-Ham-Jafet i Abraham-Issak-Jakub. Nawet Jezus po stracie swoich trzech duchowych dzieci, upadł do pozycji upadłego Adama I był strącony do świata szatana. W ten sposób był kuszony przez diabła Doświadczając miłości duchowych dzieci kształcisz swoje własne dzieci Największy dar dla Boga to znaleźć upadłe dzieci i zgłosić o tym Bogu. Odnowa trojga duchowych dzieci oznacza: (1) duchowe przywrócenie trzech archaniołów, (2) absolutny warunek aby być w pozycji rodzica, i (3) absolutny warunek wychować twoje fizyczne dzieci do perfekcyjnej zwycięskiej pozycji. Ci, którzy włączeni zostali się do KZ później powinni wynagradzać zdradę tych pierwszych członków, którzy odeszli z Kościoła. Potrafisz dać swoim duchowym dzieciom najwyższe miejsce, które kiedykolwiek lubiłeś? Pomimo że urodziłeś troje duchowych dzieci, musisz móc wychować ich jeden po drugim. W innym wypadku, nie będziesz móc oczekiwać jedności w swoim sercu.
  13. Mesjasz wiecznie żywy

    Często zastanawiałam się co stanie się po śmierci Moona. Sądziłam że Ruch może się rozpaść na kawałki, rodzinka trzymająca władzę jest dość skłócona i mimo że Moon zadbał o zastępstwo to jednak wydawało mi się to być kruchym rozwiązaniem. A tu patrzę i oczy przecieram ze zdumienia. A niech do diabli wezmą, co wymyślili nowego... Jak nowe światło? Niejaka Nanette Crist doznała objawienia o przyjściu nowego Buddy (???), który to objawił jej jak wygląda mesjasz. Coś takiego, toż to Moon jako żywy. Na stronie oficjalnej Ruchu można sobie pooglądać tę wizję. Cóż za przypadek (!!) Co ciekawe Ruch twierdzi , że kobieta nigdy nie należała do Ruchu, żeby uwiarygodnić jej objawienie. Cóż jednak za przypadek, pewna była eksmoonistka twierdzi, że zna ją ponieważ siedziała obok niej w vanie który wiózł ich na przemówienie Moona w Nowym Jorku w latach 90-tych. Tylko patrzeć jak Moon zacznie objawiać się kolejnych wyznawcom, może nawet byłym... Właściwie nie powinno mnie to oszustwo dziwić, a jednak... I jeszcze do tego ten buddyzm... Tylko czekać zmartwychwstania! http://moonsanmyung.blogspot.jp/2010/07/spiritual-drawing-maitreya-buddha-is.html
  14. Zapraszam do ogrodu eden

    Ogród Edenu – utopijny plan dla idealistów czy wyrachowany biznes? New Hope East Garden, a dla wyznawców po prostu The Garden Of Eden (Ogród Edenu) albo The Kingdom of Heaven on Earth (królestwo Boże na Ziemi) Miejsce Jardim, Mato Grasso do Sul, Brazylia, płd Ameryka. Moon osobiście wybrał to miejsce, w którym jego wyznawcy mogliby budować utopijne królestwo. Miejsce to często zalewane, bagniste i wilgotne po sezonie zalewowym zamienia się w zieloną, obfitą w pożywienie dla zwierząt krainę. Idealne miejsce dla wędkarzy czy myśliwych i miłośników dzikiej przyrody, nieskażonej przyrody. Prawdziwy biblijny Eden, ale czy dla zwykłych ludzi? Co najmniej kilku wyznawców straciło życie w nurtach niebezpiecznej rzeki! Moon był zapalonym wędkarzem a to miejsce obfitujące w ryby. Projekt „ogród Edenu” był zaplanowany na wiele lat bo i dużo rzeczy było do zrobienia. Był też trzymany w tajemnicy aż do momentu osiągnięcia ostatecznego celu. Pierwotnie „New Hope Project” zaplanowano przy jeziorze Chung Pyung Lake, jednakże rząd nie zgodził się na sprzedaż tego terenu, ponieważ wody jeziora dostarczają wodę dla Seulu. W styczniu 1993 roku Moon kupił farmę w Teksasie. Jednakże ostatecznie padło na Jardin. Moon tam wędkował w 1994 r. i teren mu się spodobał, mimo że bardzo dziki i niedostępny. „Unification News” z roku 1999 podaje (w wolnym moim tł.)(dok. wewn.)Tł , moje „Joon Sung Kim zajął się osobiście projektem Edenu. Jak sam twierdzi, pomysły realizacji planu czerpał ze świata duchowego. Rząd wspierał projekt a nawet Ruch uzyskał zwolnienie z podatków na okres 10-ciu lat. Joon Sung Kim powiedział : Budujemy model Królestwa Bożego na Ziemi, właśnie tu w Jardim. Moon nie żałował pieniędzy na ten cel. Gdy dowiedział się, że obiekt sportowy „Centrum Sportu” dla 300 osób nie może zostać wybudowany w terenie zalewowym dał więcej pieniędzy na wybudowanie go nieco wyżej, poza zasięgiem wody. Oczywiście dla realizacji tego planu potrzebni byli ludzie. Joon pisze ” Ojciec zawołał mnie i dał specjalne instrukcje dotyczące Jardin. Jak szybko mogłem pojechałem tam. Nie było tam nic, ani dróg ani mostów. Tylko mały staw i rowy (tu miało powstać jezioro). Mieszkałem w małym namiocie”. Rząd sprzyjał budowie edenu. Przymykał oczy na łamanie przepisów prawa drogowego czy braku licencji na łowienie ryb…Joon zanim dostał wizę bezterminową spędził tam kilka lat bez wizy. W lutym 1995 roku zakupiono pierwsze tereny a Joon Sung Kim udał się tam aby nadzorować projekt w 1998 r. Moon zarządził, że z każdego kraju powinny przyjechać po 2 osoby , w sumie 31 osób mówiących różnymi językami. Tereny wykupowano stopniowo, ogółem ostatecznie 150-200 km kwadratowych. W zasięgu tego terenu znalazło się 33 miasteczek. Koszty: bagatela miliony dolarów! Znaleziono również sponsorów, kilku bogatych Brazylijczyków zainwestowało w projekt. Oczywiście nie informowano ich o ostatecznym celu projektu aby nie zaprzepaścić idei projektu. Nie mówiono też o tym bo cena ziemi mogła wzrosnąć. I tak się też stało. cena wzrosła 15-krotnie. Moon chciał tam sprowadzić 200 000 wyznawców! Wielkie plany i wielki biznes Na terenie Jardin zaplanowano m. in. 1. strusią farmę, mającą w przyszłości przynosić korzyści z mięsa i jaj strusia (docelowo 29 strusiów) 2. Fermę ślimaczą, które występują tam w obfitości, a potrzebują tylko 4 miesiące na dojrzałość.. Oczywiście na sprzedaż. 3. Fabryki przemysłowe, w których pracę znajdą m.in. mieszkańcy okolicznych miast. 4. Turystyka : w tym celu zasadzenie drzewek wiśniowych żeby przyciągnąć turystów japońskich (docelowo 10 000 drzewek). Hotele, restauracje. 5. Owoce kiwi (tunel z kiwi) 6. Orzechy laskowe, owoce mango, które można wykorzystywać na soki i eksportować. 7. Farmy rybne.. 8. Centrum edukacyjne dla moonistów 9. Mały port lotniczy Szczególne zyski przewidziano z turystyki, zwłaszcza wędkarskiej. Czysta komercja i wykorzystanie przyrody do swoich biznesowych celów pod płaszczykiem budowania raju. Oficjalne i prawdziwe przyczyny powstania „raju na ziemi” Żeby zdobyć fundusze dla swoich celów (sponsorów, darczyńców) Moon nigdy nie mówi całej prawdy, problem w tym, że jakaś część prawdy w tym jest ale nigdy nie cała! To tak samo jak z niebiańskim oszustwem, wyrwać od szatańskiego jak najwięcej! Tak więc oficjalne przyczyny budowania „Garden of Eden” były następujące: 1. Pomoc dla zubożałej części świata poprzez zbudowanie fabryk, infrastruktury, która w przyszłości będzie służyć mieszkańcom regionu dając im pracę. 2. Rozwój turystyki, który przyczynić się powinien do zmniejszenia bezrobocia. 3. Ochrona środowiska naturalnego 4. Zbudowanie centrum światowego pokoju. Idealny inwestor, prawda. Jak nie pomóc w tym szczytnym celu. A naprawdę. Komercyjne wykorzystanie przyrody i budowanie fabryk z pewnością przyczyniłoby się do zwiększenia zanieczyszczenia przyrody i z pewnością nie ma nic wspólnego z ochroną przyrody. Podobnie rozwój turystyki na szeroką skalę, jedynym celem Moona są pieniądze. Ale podstawowym i prawdziwym celem jest zbudowanie małego modelu idealnego świata. Moon doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że cały świat nie padnie niestety u jego stóp, choćby jego biedni wyznawcy padali ze zmęczenie werbując nowych członków. Dlatego zapragnął zbudować ten świat dla siebie u swoich stóp! Z jego mów znanych tylko członkom jasno wynikało, że zamierza sprowadzić tam wyznawców z całego świata reprezentujących każdy kraj i w ten sposób zbudować małą Polskę, mała Koreę itd. „Państewka” te byłyby mu całkowicie podporządkowane i skazane na jego teokratyczne rządy. Model idealnego świata zakładał masową imigrację członków sekty!! Co do dla nich oznaczało, strach pomyśleć. Założył nabycie 160 oddzielnych działek z przeznaczeniem na zbudowanie tych „państw”, których zaludnić chciał członkami sekty reprezentującymi wszystkie narody świata!! Taki pomniejszony świat u jego stóp. I to był główny cel powstania „Ogrodu Edenu”. W takim pomniejszonym świecie mógł być Imperatorem Wszechświata jak się nazwał. Być może to zaspokoiłoby jego chore ambicje. Według Nan Sook Hong, żony jego syna, autorki książki „W cieniu Moona” Moon organizował przyjęcia w ścisłym gronie najbliższych liderów i rodziny, na których liderzy przebierali się w ważne postaci z przeszłości jak np. w Jezusa Chrystusa czy G. Waschingtona. Tak przebrani oddawali mu pokłony, w ten sposób zaspokajając jego chorą żądze władzy!! Stając na czele tego quasi-państwa stał by się imperatorem świata już teraz a nie w dalekiej przyszłości, która mogła nigdy nadejść. (w praktyce na pewno by nie nadeszła). Jeśli nie może zmusić do pokłonów rzeczywistych rządzących tym światem to może chociaż zmusić swoich zdolnych do wszystkiego dla niego liderów. Wizja życia w „Garden of Eden” Z wewnętrznych mów Moona wynika nieciekawa wizja życia w edenie. Całkowite podporządkowanie członków wspólnoty to jedno, wymyślił jednakże różne dziwaczne przepisy. Zamierzał nie pozwalać tam na śluby osobom nie znającym języka koreańskiego, przedtem musieliby się go nauczyć!!! Kobiety odmawiające małżeństwa, podobnie jak te które współżyły przed ślubem powinny ponieść śmierć! Tak mogło wyglądać życie w edenie, którego władcą byłby Moon. W tym miejscu całkowicie mu podporządkowanym mogło by też dochodzić do rytualnych samobójstw… Jego plany zostały przerwane przez jego śmierć… Tak więc przyświecały mu tak naprawdę dwa cele : całkowita władza i pieniądze. Przede wszystkim jednak władza nad ludźmi, których wreszcie mógłby mieć na wyciągnięcie ręki. Jak wynika z tego co napisał Monte Rel w dzienniku „Times” o swojej wizycie w Ogrodzie Eden projekt nie wypalił…(tł. moje) W roku 2000 Moon zakupił 1.5 mln ziemi. Sprowadził tam 14 Japończyków tzw „mesjaszy narodowych” i nakazał im zbudować „Garden of Eden” – idealne miasto na bardzo trudnym terenie. Gdzie rzekomo ludzie mogliby żyć w zgodzie z naturą. Najbardziej dziewicze miejsce na ziemi. Na przystani Puerto Leda, spotykam mężczyznę, który przedstawia się jako Wilson.On nie jest Mesjaszem, lecz 44-letnim Chilijczykiem, który sprowadził się tu dwa lata temu. Jego żona i dzieci są jeszcze w Chile. To on pozwolił mi wjechać do kompleksu. W ciągu minuty, reflektory pokazały skupisko budynków. Jest tu kilka domów dwupiętrowych, wieża wodna, kilka dużych budynków komunalnych, wieża telefoniczna. Powiat zajmuje wielkość Karoliny Południowej. Budynek przed nami ma dach z terakoty, cegły i sztukatorskie, duże okna ze szkła, i pięć urządzeń klimatyzacyjnych. Czekają tam na nas z kapciami. Zdejmujemy buty i wchodzimy do „miejsca świętego”. Wszędzie jest cicho .Wilson włącza światło. jesteśmy w jadalni. Duże drewniane stoły mogą pomieścić około 100 osób. Są wolne.”Nie ma zbyt wielu ludzi teraz” Wilson wyjaśnia.”Ale czasami nawet 100 pracuje tu na raz.” Ascetycznie chudy Japończyk podchodzi do nas, uśmiecha się zza drucianych oprawek okularów. Jakby czekał na nas przez lata.On ma 62 lata, a jego nazwisko jest Katsumi Data (wymawiane DAH - Tay), lub po prostu pan Data, jak zwraca się do niego Wilson. Pyta, co chciałbym zobaczyć. Cóż, chciałbym zobaczyć jak wygląda 12 lat pracy w budowaniu ziemskiej doskonałości. Z powrotem na zewnątrz, widzę ogromne budynki wieloosobowe, pensjonaty, i szopy na naprawy mechaniczne. Liczę siedem gospodarstw rybnych w pełni zaopatrzonych. „Normalnie, jest około 10 z nas, którzy tu mieszkają,” Pan Data mówi mi.”Ale w tym tygodniu to sześć daleko w Asunción. Tak więc w tej chwili tylko cztery”. Pan Data i ja idziemy po gładkich chodnikach wzdłuż ładnie utrzymanych ogrodów hibiskusa i bugenwilli, obok basenu o wymiarach olimpijskich. Wchodzimy do dwupiętrowego budynku komunalnego, który przypomina kompleks biurowy, wspinamy się na kamienne schody na drugie piętro do pokoju.Jest tam telewizor, a pan Data wkłada płytę do odtwarzacza DVD. DVD, mówi, wszystko wyjaśnia. Z datą 1999 widzimy mesjaszy założycieli, spacer po nieokiełznanym terenie – terenie, gdzie teraz znajdujemy się leżą cegły w mokrym błocie. Myją naczynia w rzece. Noszą ciężkie ubrania, ciężko pracują odganiając się od komarów. Reszta DVD obejmuje kilka ostatnich wydarzeń. Wznoszenie wieży wodnej. Sztuczne stawy. Lądowisko. Rozładunek sadzonek z Aquidaban, a następnie sadzenie ich w gajach.Grupa kilkunastu japońskich studentów – odwiedza dzieci członków Zjednoczenia Kościoła Zjednoczeniowego – pomagają w budowie tutejszej szkoły. Wraca do mnie myśl, że obecnie mieszka tu 10 mężczyzn. Kolonia faktycznie straciła ludność od momentu jej powstania. Czterech z oryginalnych mesjaszy wróciło do Japonii. I tu pojawia się kilka pytań: Kim są ci ludzie?I dlaczego poświęcają się temu? Doba: już o 4:30 pobudka, przez pół godziny niemego uwielbienia, śniadanie na 5, a następnie z powrotem do swoich pokoi, aby przygotować się do pracy o 6:30.Każdy z nich jest przypisany osobnej pracy: Jeden pracuje przy rybach, kolejny przy roślinach .Ktoś sprawdza poziom pH w basenie, choć nikt nie pływa. Obiad zawsze trwa od południa do 01:30. Będą pracować do 5 po południu, potem kolacja i krótkie spotkanie modlitewne.To pozostawia im około dwóch godzin, aż zgasną światła 0 9. Większość wykorzystuje ten czas na czytanie, modlitwę, lub oglądanie telewizji satelitarnej Nawiązuje rozmowę z panem Owadą. Pan Owada ma 64. On jest dobrym przykładem przeciętnego mesjasza założycielskiego: mieszczuch z bardzo małym doświadczeniem w budowie. Jego żona została wybrana dla niego przez Moona. Zostawił ją z dziećmi w Japonii. On dostaje pensję od kościoła. Jego rodzina i inni Japończycy zapewniają mu więcej pieniędzy. Raz na 11 miesięcy, pan Owada dostaje czterotygodniowe wakacje, które może wykorzystać, aby pojechać do Japonii. Jego żona odwiedziła go dwa razy od 1999 roku. Na początku, koloniści mieli nadzieję, że dołączą do nich ich żony (a także kilku wyznawców). Co roku w sierpniu, zapraszają dzieci japońskich członków Kościoła, aby zostały na kilka tygodni, ale jak dotąd żaden nie zdecydował się zostać.”Moja żona uważa, że nie jest w stanie tu mieskać” Pan Owada mówi „bo wciąż standard życia tu jest za niski”. Pan Owada uważa, że pobyt tu jest pobytem uświęcającym go, jego ofiara nie jest daremna. Nie przeszkadza mu samotne i trudne życie. Ponosi po prostu osobistą ofiarę za duchową nagrodę w przyszłości. Kilka miesięcy później, po śmierci Moona od powikłań po zapaleniu płuc, po raz kolejny docieram do pana Data aby sprawdzić, czy śmierć prawdziwego ojca wpływa na oddanie dla mesjasza. Nie. Planują oni pracować na Puerto Leda jeszcze przynajmniej przez dziesięć lat. Oczywiście, istnieje potencjał ekoturystyki, mówi Pan Data. Stoimy na zewnątrz niedokończonego trzypiętrowego budynku z cegły. Pan Data odnosi się do niego jako” hotel „. Pan Data opowiada o potencjalnych plusach otwarcia się na turystów. Eden ma być rajem dla ludzi – mówi. Idziemy dalej, obok posadzonej trawy cytrynowej, pomarańczy, mango, grejpfrutów, szparagów, trzciny cukrowej. Mężczyźni zasadzili tysiące drzew jatrofa, które mogą zostać wykorzystane do produkcji paliwa biodiesel, ale setki papug skoncentrowały się na nich i zjadły wszystkie owoce.W ostatnim sezonie zalewowym wody zalały wiele tysięcy drzew. „To był ciężki rok,” Pan Data przyznaje. To jasne, że ci ludzie mają wiarę w cuda, i to jest dokładnie to, co jest potrzebne tu w Puerto Leda. Zwycięskie Święte Miejsce wydaje się być przeznaczone na kolejny ciekawy pomnik ludzkiej ambicji i głupoty. Ale obserwując, jak ciężko pracują tu ci ludzie, nie mogę im pomóc, ale podziwiam ich wytrwałość. Fanatyzm, ich oddanie dla tej sprawy. Są przyjaźni i gościnni dla tych, którzy nie podzielają ich przekonań. W ciągu ostatnich godzin od mojej wizyty, pan Data pokazuje mi coś, co w rzeczywistości pozwala pracować na zewnątrz.”Japońskie bataty,” powiada, patrząc na działkę o powierzchni uprawianej gleby.”Rosną bardzo duże pod ziemią, do 10 kilogramów. Sprawdzają się tutaj” Moim impulsem jest uczcić to zwycięstwo. Może to warte jest tego, że pan Data spędził tu tyle lat życia. Może to małe zwycięstwo, jak to może pomóc innym ludziom w Pantanal wieść bogatsze życie. Pan Data patrzy w dół i mówi „Niestety nie są smaczne.”
  15. Heung Jin Moon był jednym z synów Moona. Urodził się w 1966 r. Zginął w wypadku samochodowym w 1983 r. Wypadek miał miejsce w Hyde Parku w Nowym Jorku. Heung zginął ratując rzekomo swoich dwóch współpasażerów. W Ruchu jego śmierć traktowana jest jako ofiara i została uświęcona, a dzień 2 stycznia został ustanowiony na jego cześć Dniem Zwycięskiej Miłości. – „The Day of Victory of Love” Obecnie Heung Jin według wierzeń przebywa w niebie dzieląc z Chrystusem władzę : Moon ogłosił go naczelnym wodzem w niebie. Współpracuje z Jezusem w szczytnym celu zjednoczenia świata duchowego. Wyznawcy wierzą, że umierając uratował ojca, który był wówczas mocno zaangażowany w działalność antykomunistyczną. Przewodniczy w świecie duchowym tzw. wolnym uwolnionym przodkom, ma moc czynić grzesznych zmarłych perfekcyjnie dobrymi duchami. Jego zdjęcia wiszą w samochodach członków Ruchu w celu ochrony przed złymi duchami. Bo Hi Pak uznał jego śmierć za ważniejsze wydarzenie od ukrzyżowania Chrystusa. Członkowie są wezwani do łączności duchowej z nim, bądź nawet do bycia pod jego kierownictwem! Może kontaktować się z człowiekiem na ziemi i mówić przez niego. w 1987 roku przemówił przez mężczyznę z Zimbabwe imieniem Kleofas. Chun Hwan Kwak udał się w 1987 r. do Zimbabwe aby naocznie sprawdzić ten fakt. Uznał to za prawdę, syn Moona objawił się mu jako ucieleśnienie ducha Heung Jina. Czarny Heung Jin odwiedził „Prawdziwych Rodziców”, którzy uznali go za wcielonego syna. Nie wszyscy członkowie kościoła w to uwierzyli. Jednak oficjalnie kościół uznał prawdziwość „wcielenia”. Ci którzy w to nie uwierzyli przeżywali prawdziwe katusze, ponieważ oznaczało to że nie zgadzają się z "Ojcem", który przecież nie miał wątpliwości co do prawdziwości zdarzenia. Więcej, przyjął go (według świadków) jak własnego syna! Moon upoważnił czarnego Heung Jina do podróży po świecie i przekazał mu misję naprawczą Ruchu. Tym samym miał spowiadać i dyscyplinować członków Ruchu. Był w Europie, Japonii i Korei. Wszędzie zasłynął z brutalnego traktowania ludzi, którzy według niego zgrzeszyli. Zarządzał bicie grzeszników , wyganiał z nich diabła, do tego stopnia że ludzie zaczęli się na niego skarżyć. Spowiadał ludzi a później nauczał ich i bijąc wyganiał diabła. Spowiadał samego Bo Hi Paka (prawą rękę Moona) i też go pobił. w końcu Moon ogłosił że duch jego syna opuścił mężczyznę. W następstwie Kleofas, który nie przyjął tego do wiadomości opuścił Ruch i założył własną sektę w Afryce…z sobą w roli mesjasza. Świadectwo Damiana Andersona (tł. moje) (fragm) źródło http://www.tparents.org/library/unification/talks/anderson/Anderson-BlackHJN.htm Nie chciałem czekać aż spotkam się ze światem duchowym, aby wyrobić sobie zdanie na temat Kleofasa. Na własne oczy zobaczyłem tego człowieka w Waszyngtonie w kościele jak postępuje z ludźmi. Uderzał ludzi głowami, bił brutalnie z użyciem kija baseballowego, zakuwał w kajdany.Zobaczyłem dość. Pierwszy do spowiedzi był Todd , jego żona miała urodzić lada dzień. Moja żona była w siódmym miesiącu ciąży i byliśmy następni do spowiedzi do nieokrzesanego dociekliwego rozmówcy. Zabrałem moją żonę z pokoju, przyszedł za nami. Zażądałem informacji co stało się z Toddem. Został gdzieś zamknięty na klucz. Powiedziałem, że chce wyjść z pokoju. Zostałem powalony na ziemię przez kilku ludzi i zabroniono mi wyjść. Chciałem uciec z kościoła ale nie byłem w stanie tego zrobić, drzwi zamknięto na klucz. Powiedziałem mu , żeby odczepił się od mojej żony bo pożałuje, spuszczę mu łomot, wybiję zęby itd. Powiedziałem mu, że jeśli to jest mój grzech to mogę to wyznać przed wszystkimi w kościele. W końcu udało nam się wyjść, ponieważ żona Todda zaczęła rodzić i musiałem ją zawieść do szpitala, gdzie przedwcześnie urodziła córkę. Zanim tam poszliśmy, pytaliśmy Denisa czy pogłoski o przemocy tego człowieka są prawdziwe, zaprzeczył. Potem z gniewem stanąłem z nim twarzą w twarz domagając się wyjaśnień. Jeśli podobne wydarzenia miałyby się powtórzyć zadzwoiłbym na policję komórką. Nie żałuję, wydałem moralną opinię. Fakt, że Pak został przez niego niemal zamordowany potwierdza, że mam rację. Jeśli podobne wydarzenie miały powtórzyć się, zrobiłbym to samo. Tym razem, telefonowałbym po policję na swoim telefonie komórkowym. Nie żałuję. Wydałem moralną opinię, a fakt że Pak został prawie zamordowany przez niego potwierdza to fakt, że mam rację. Od tej pory jestem bardzo wyczulony na akty przemocy w naszym kościele , którą dopuszcza się w imieniu Boga." Kleofas słynął z brutalności. Już po opuszczeniu przez niego kościoła znaleziono wytłumaczenie dla tej sytuacji. Podobno prawdziwy Heung powiadał ze świata duchowego , że nie chce stosować siły. Pewnego dnia Heung Jin odwiedził swojego brata bliźniaka Kleofasa na ziemi po czym wrócił do świata duchowego. Jednak złe duchy przekonały Kleofasa że ciągle z nim jest. Kleofas ciągle w to wierzy ponieważ zły duch jest przekonujący. i dobrze imituje Heung Jina. Tym samym brat bliźniak został opętany! Kościół twierdzi , że tylko trzymając się "boskiej zasady" nie wpadnie się w sidła diabła.
  16. Praktyki w jedno zebrane

    Moon był wielkim zwolennikiem parapsychologii i kontaktów ze światem duchowym, niewątpliwie z tym związane jest jego całkowita aprobata do takich praktyk jak 1. Wróżenie i kontakt ze światem duchowym, w tym zmarłymi przodkami. Wielokrotnie i to od początku mojego kontaktu z ruchem byłam świadkiem takich praktyk, nieobce są mu też seanse spirytystyczne. Zadawał pytania nawet w kwestii gdzie powinna być pochowana jego rodzina. Osobiście słyszałam, że rozmawia ze swoimi liderami przez sen i daje im zalecenia na dzień następny…Bezpośrednio związany jest z tym 2. Kult przodków silnie występuje w Ruchu. Przed błogosławieństwem Moon bada przodków obojga przyszłych małżonków i sprawdza w ten sposób czy do siebie pasują. Wyjście z sekty jest równoznaczne z zawiedzeniem swoich przodków… Rzekomo przed wyborem współmałżonków kontaktuje się ze światem duchowym. Z tego też powodu jego wyznawcy muszą wierzyć że wybór Moona jest doskonale dobrym dla nich wyborem. Nan Sook Hon, była żona najstarszego syna Moona Hyo Jin’a została wybrana jego żoną w wieku zaledwie 15 lat! Bo tak rzekomo chciał świat duchowy. 3. Kult Moona. Dwukrotnie w ciągu dnia moonista jest zobowiązany oddać cześć swojemu „władcy” przed zmontowanym ołtarzykiem składającym się koniecznie ze zdjęć „prawdziwych Rodziców”. Powinien oddać im trzy głębokie ukłony dotykając czołem podłogi. Modli się w określonym przez lidera czasie i wysłuchuje mów „ojca”. 4. Raz w tygodniu w niedziele o 5 rano składa ślubowanie posłuszeństwa. Obojętnie z jakiego jest kraju składa ślubowanie na rzecz Korei. Najzabawniejsze jest to , że mówi się po koreańsku, nic z tego nie rozumiałam. 5. W ciągu kilku dni w roku (jeden z nich to pierwszy stycznia tzw. Dzień Boga). tworzy się stół ofiarowania. Jest to stół pełen różnego jedzenia, ciasta, owoców itp. Przy stole zawsze stoją dwa fotele symbolizujące duchową obecność Prawdziwych Rodziców. Pierwsze talerze z jedzeniem są przygotowywane dla nich i ofiarowane przed tronami. 6. Duchowa ochrona przed złem: wyznawcy podczas błogosławieństwa otrzymują zdjęcia prawdziwych rodziców i rodziny, które mają ich chronić przed złem tego świata. Gdziekolwiek moonista się udaje powinien je mieć przy sobie aby go chroniły. Nie jest to nic innego jak zwykłe szamaństwo a zdjęcia służą jako talizmany. 7. Podczas błogosławieństwa partnerzy otrzymują bieliznę, którą są zobowiązani nosić przez następne lata! Taki rodzaj zdominowania osoby. 8. Bardzo dziwny zwyczaj, byłam zszokowana gdy pierwszy raz to zobaczyła. Wszystkie rzeczy kupione lub przyniesione z zewnątrz podlegają oczyszczeniu przez sól. Ta sól rozprowadzana jest przez Ruch i jest na nią specjalny przepis! Jeśli moonista nie ma dostępu do soli musi po prostu dmuchnąć trzy razy w rzecz aby przywrócić ją ze świata upadłego szatana do świata Boga. Jest to rytuał oczyszczający. 9. Święte tereny : wiara , że w określonych miejscach świat duchowy spotyka się ze światem materialnym. W kilku głównych miastach na ziemi Moon ustanowił tzw. święte miejsca zwane „Świat duchowy spotyka się z Ziemią”. Można tam łączyć się ze światem duchowym i szczególnie ze światem przodków. Można tam oddawać się kultowi przodków. 10. Święte wino : wspomniałam o tym przy okazji blessingu. Wraz z wypiciem tego wina w magiczny sposób przechodzi się z rodowodu szatana do rodowodu Boga. (według doktryny każdy jest po części dzieckiem szatana – patrz Adam i Ewa i wąż kusiciel) 11. Ceremonia Trzech Dni : seks po błogosławieństwie, zwolennicy dostają instrukcję w jaki sposób mająć się kochać…Seks odbyć się musi w te trzy dni obowiązkowo, towarzyszyć temu powinien rytuał oczyszczenia tzn. małżonkowie muszą się myć 7 razy przed seksem…
  17. Obowiązki

    Fundraising Zasadniczo każdy moonista powinien zanim dostąpi zaszczytu blessingu (błogosławieństwa) odbyć fundraising. Nie dzieje się to jednak automatycznie. O fundraisingu decyduje lider i to on decyduje o tym gdzie z kim i kiedy masz jechać. jego decyzja nie podlega dyskusji. No i czy jesteś duchowo do tego gotowy. Bo fundraising to przeżycie duchowe. Przed każdym wyjściem modlisz się a potem okazuje się na ile to było skuteczne. Wchodzi tu w grę dowolny kraj, może być Polska ale mogą też być bogatsze kraje Europy. Pracuje się w tzw. teamie, każdy team ma lidera, który jest na czas trwania fundraisingu twoim panem i władcą. Fundraising polega na sprzedaży przedmiotów, mogą to być pocztówki, kwiaty itp na ulicy, w sklepach, w restauracjach, słowem wszędzie tam gdzie są ludzie. W celu sprzedaży jak największej liczby przedmiotów wykorzystuje się kłamstwo tzw. niebiańskie oszustwo. każdy moonista wierzy, że pieniądze, które ofiarowują mu ludzie są wprawdzie od szatana ale wracają do Boga i dzięki temu pomagają budować idealny świat. Tak naprawdę budują imperium Moona i jego rodziny. Fundraising odbywa się cały rok bez względu na pogodę i na porę roku. Często śpi się po prostu w samochodzie, myje gdzie popadnie, np, w mc Donaldzie, nie dojada. jest to usankcjonowane „religijnie” niewolnictwo i wyzysk z reguły młodych idealistycznie nastawionych do życia ludzi. W niedzielę kwestowanie odbywa się w „skróconym czasie” od 11.00 do 21.00 , w tygodniu od 6.00 do 22.00. Fundraising poprzedzony jest szkoleniem , w jaki sposób sprzedawać produkty jak najwydajniej. Zdarza się ludzie nocują w namiotach, nawet w zimie. Często zapadają na zdrowiu, nie zawsze mogą skorzystać z opieki lekarskiej, ponieważ często nie są obywatelami kraju w którym kwestują! To sprowadza na nich realne zagrożenia dla ich życia i zdrowia. Niestety dużo zależy też od lidera, który kieruje grupą, u moonistów jak wszędzie władza deprawuje…Po takiej niewolniczej pracy można dostać nagrodę , jak jesteś wybitnym sprzedawcą może to być nawet zdjęcie z autografem Moona!!! Pewnego dnia po porannej modlitwie i porcji mądrości Moona dostaliśmy wiadomość, że w wypadku samochodowym podczas fundraisingu zginęła dziewczyna. Cóż, przeniosła się do świata duchowego, skwitował lider. .. Witnessing Werbowanie nowych członków jest cechą charakterystyczną każdej sekty i nie powiem tu nic odkrywczego. A taka jest doktryna moonistyczna w tym temacie. Przede wszystkim love bombing. Każdy członek sekty musi wnieść maksimum wysiłku w werbowanie, Przed każdym wyjściem należy się dobrze przygotować poprzez modlitwę, na 3 godziny witnessingu przypada godzina modlitwy. Bowiem idąc na witnessing ściśle współpracuje się ze światem duchowym (wg doktryny). Należy być tak miłym jak to tylko możliwe, wyciągnąć tyle informacji ile się da , najlepiej zdobyć zaufanie takiej osoby aby łatwiej powiedziała nam co czuje a także sekrety, które być może ukrywa przed najbliższymi. Wiadomo czasem obcym łatwiej się zwierzyć. Członek sekty jest pod sporą presją. w ciągu roku powinien przyprowadzić do niej 3 nowych członków – dzieci duchowych. Cały czas masz w głowie fakt , że ratujesz tych ludzi z ręki szatana a więc presja jest spora, zwłaszcza że ty naprawdę w to wierzysz. Pobłogosławiona rodzina ma obowiązek każdą niedzielę poświęcić witnessingowi. Powinna też być gotowa to uczynić na wezwanie „mesjasza”. Im bardziej jesteś uduchowiony tym większe będziesz mieć wyniki. Moon wprost mówi że witnessing to krew i pot, ale jest to także praca dla samego Boga, Twoje dzieci duchowe są z tobą na dobre i złe. W doktrynie istotną rolę pełnią przodkowie i to zarówno członka sekty jak i adepta, jeśli na przykład adept miał porządnych przodków, mieli wiele cech pozytywnych to przejdą one automatycznie na członka sekty, który chce zwerbować adepta nawet jeśli członek sekty miał przodków „do niczego”. Krócej mówiąc współpraca ze światem duchowym na poziomie przodków. Jest to moim zdaniem echo wierzeń dalekowschodnich, kultu przodków. Moon wmawia swoim członkom poczucie winy, wmawia im że jeśli nie będą świadczyć swoim bliskim to oni potem w duchowym świecie będą ich oskarżać. Osoba, która mimo że jest w Kościele nie podejmuje trudu witnesingu pozostanie niema w świecie duchowym (nigdy nie słyszałam o takim przypadku, żeby ktoś nie świadczył). Jeśli za mało się starasz możesz zachorować, krócej mówiąc to że chorujesz to twoja wina. Niepowodzenie w witnessingu powoduje twoją chorobę. Duchowe dzieci to twoje wejście do nieba, ceremonialnie ofiarują ci złoto kadzidło i mirrę jako swojemu wybawicielowi z rąk szatana. Są twoją drogą do nieba, nie możesz też posiadać własnych dzieci jeśli nie masz dzieci duchowych. Muszą być one posłuszne swojej matce / ojcu duchowemu i służyć jego dzieciom fizycznym, troszczyć się o nie. Dzieci duchowe pozostają w stosunku do dzieci własnych w pozycji Kaina . Podsumowując, oprócz tego że musisz zwerbować nowych członków jesteś też odpowiedzialnym za ich wychowanie i sprowadzenie do roli niewolnika. Werbując nowych członków czułam przede wszystkim strach, że mi się nie uda, poczucie winy, że to moja wina, że za mało się staram. Werbuje się łapiąc ludzi na egzotykę (ciekawe wieczorki w towarzystwie Azjatów), poprzez organizowanie na uczelniach różnych wykładów pod płaszczykiem CARPU (Akademickie Stowarzyszenie Urzeczywistniania Wartości Uniwersalnych) przeważnie na temat rodziny albo miłości. Bierze się też udział w różnych spotkaniach organizowanych w celach dyskusyjnych na uczelniach. No i oczywiście chodzi się po ulicy i wręcza ulotki, które wcześniej w dużych ilościach trzeba przygotować w Centrum. Blessing W doktrynie moonistycznej blessing (błogosławieństwo) jest najważniejszą sprawą, bowiem tylko dzięki małżeństwu pobłogosławionemu przez Moona można osiągnąć zbawienie! Jest to absolutnie niezbędne. Zadaniem moonisty jest budowanie królestwa niebieskiego na ziemi w oparciu o doskonałe rodziny. A te mogą zaistnieć tylko w przypadku pobłogosławienia przez Moona. Dzieci z pobłogosławionej pary są rzekomo wolne od grzechu. Można sobie tylko wyobrazić jakie jest to obciążenie dla psychiki dziecka, które powinno być doskonałe. Tak naprawdę błogosławieństwo jest wyrazem absolutnego posłuszeństwa wobec guru, który nawet w tak osobistej sprawie jak ta sprawuje nad Tobą kontrolę. Zdaniem Moona Jezus nie wypełnił swojej misji, albowiem zamiast stworzyć doskonałą rodzinę umarł na krzyżu. Zawiódł też Jan Chrzciciel bowiem nie zdołał pomóc Jezusowi w tym dziele. Jest to postać bardzo nielubiana w Ruchu, za słabe wyniki witneesingu obwinialiśmy własnie Jana Chrzciciela bowiem jest on patronem Wrocławia. Trudno nawet komentować tę bzdurę. Moi „bracia” zostali pobłogosławieni w Seulu. Takie błogosławieństwa są masowe i im więcej tym lepiej. Pokazuje to siłę „kościoła”. Po błogosławieństwie następuje trwające 3 lata tzw. narzeczeństwo. Kolejny absurd, bowiem nie dość że masz spędzić resztę życia z osobą kompletnie ci obcą, często z innego państwa a nawet kultury co rodzi rozmaite problemy to potem właściwie się nie widzicie, możecie do siebie pisać ewentualnie dzwonić i w ten sposób się poznajecie!!! Czym kieruję się Moon dobierając partnerów. Z tego co wiem na pewno to kieruje się np. aurą osoby, przodkami i …wzrostem. Kobieta powinna być niższa. Krócej mówiąc kompletnie absurdy. Nic dziwnego , że osoby pobłogosławione często nie były zadowolone z wyboru Moona. oczywiście nigdy nie mówiły o tym wprost, no bo mesjasz się nie może pomylić, a jednak! Zdarzyło mu się pobłogosławić dwóch facetów , nie zorientował się że na zdjęciu jest mężczyzna. Zdarzały mu się wybory tylko na podstawie zdjęć. Oczywiście te pomyłki nie dawały nam niestety nic do myślenia. Istnieje możliwość nie przyjęcia wybranej przez Moona osoby ale wówczas musisz się liczyć z tym, że twoje dzieci urodzą się chore, niepełnosprawne itp. Kto by tak ryzykował? Zresztą Moonowi nie zależało wcale na tym, żeby małżonkowie się kochali w takim sensie jak my to rozumiemy, chodzi mu tylko o to żeby byli mu podporządkowani, a jak się nie kochają tym lepiej, nie będą za sobą tęsknić, gdy się ich pośle na misję w drugi koniec świata. Pobłogosławiona kobieta staje się symbolicznie małżonką Moona. Prawdziwa miłość to dla Moona jest prozelityzm , werbowanie nowych członków a nie miłość małżeńska. Podczas ceremonii błogosławieństwa młodzi wypijają wino, które zawiera krew Moona i Hak Ja Han. W ten sposób zostają wyłączeni z linii Szatana i włączeni w ród Boga. Moon idzie jeszcze dalej i decyduje o nocy poślubnej , po 3 latach „narzeczeństwa” młodzi dostają pozwolenie na seks. Następuję Ceremonia Trzech Dni. Pobłogosławieni otrzymują chustę spryskaną krwią Moona, którą powinni użyć podczas swoich trzech następujących po sobie nocy. jest to tzw. seksualne oczyszczenie. W te noce seks jest nakazany!!. Pierwszej nocy kobieta przyjmuje pozycję „na górze”, pozostałe dwa dni na dole, wraca rzekomo do tego jak powinno być. To jeszcze nie wszystko, zanim podejmą współżycie powinni się umyć każdorazowo 7 razem przed każdym stosunkiem (Moon miał niezrozumiałą dla mnie dziś obsesję, kochał numerologię) . Łatwo policzyć , że muszą się myć 21 razy w ciągu trzech dni!!! I jeszcze to nie wszystko!! Najbardziej obrzydliwą praktyką, choć ta z krwią jest też obrzydliwa jest dla mnie ceremonia oczyszczenia. Polega ona na tym , że przyszli małżonkowie dostają kije do ręki i każdy musi drugiego uderzać z całej siły, jest przy tym obecny lider, który kontroluje czy ciosy są naprawdę „szczere”. Najpierw bita jest kobieta.
  18. Czy na pewno rozwój duchowy?

    Rozwój duchowy u moona oznacza tak naprawdę ograniczanie własnej osobowości, niszczenie własnej indywidualności. Służyły temu celowi różne środki dyscyplinujące. Pod płaszczykiem rozwoju duchowego odbywało się zwykłe upokarzanie ludzi , moim zdaniem celem było osłabienie woli jakiegokolwiek sprzeciwu, podporządkowanie sprawie. W doktrynie występuję dualizm ciała i ducha, ciało jest złe duch jest dobry, dla własnego duchowego rozwoju należy więc ciało dyscyplinować. Mogą temu służyć zimne prysznice albo poranna gimnastyka. Można też pościć, jeść same owoce przez jakiś czas, po takich postach różni ludzie mieli różne wizje peryferyjne, widzieli różne rzeczy, czyste halucynacje wywołane niedojadaniem. A nazywało się to rozwojem duchowym, świat duchowy u moona jest światem realnym. Szczególnym upokorzeniem jest samokrytyka, czytałam o dziewczynie, która sama o sobie pisała , że bardzo cierpiała biorąc zimne prysznice zanim zrozumiała że to dla jej dobra! Odbywały się też publiczne spowiedzi, po których wszyscy nagle bardzo Cię kochali, przytulali. Człowiek musiał cały czas się doskonalić, żyłam pod ogromną presją, a ponieważ nigdy nie jesteś doskonały, nigdy nie jesteś całkiem zadowolony z siebie, więc stosujesz na sobie środki dyscyplinujące. Nie widzisz w nich złego, uważasz że służą one Tobie. Kontrolujesz się cały czas, a jeśli nie ty to inni to zrobią za ciebie. Gnębisz samego sobie… O wszystkich sprawach musiał wiedzieć lider, rozmawialiśmy osobno o swoich grzechach. Oczywiście najgorszy był problem seksu, to zło wcielone… To przecież przez seks przyszło zło na ten świat. Jedną z doktryn „kościoła” jest absolutne posłuszeństwo. Poprzez posłuszeństwo zbawia sie świat. Chciałabym w tym miejscu opisać różne sytuacje, w których przeciętny moonista nie ma nic do gadania, wszystkie te sytuacje są prawdziwe. W sekcie obowiązują poszczególne etapy wtajemniczenia. to oznacza że adept, który wchodzi do grupy nie ma pojęcia jakimi zasadami ona się rządzi. Stopniowo, ale i dość szybko te zasady odkrywa i ma obowiązek się do nich dostosować, chodzi o to żeby nie mieć czasu się nad tym wszystkim zastanowić i bezkrytycznie przyjąć. Drzwi do raju się przed nim otwierają aby się automatycznie z drugiej strony zamknąć. Na początku na przykład nie musiałam uczestniczyć w porannych modłach, przeczuwałam że coś się dzieje ale nie brałam w tym udziału. Drugi etap to udział w wykładach i modlitwach porannych. Jakie to przykre uczucie gdy musisz rano wstać i nie masz żadnej możliwości odmówienia bo takie są zasady. A ty wierzysz że zasady są stworzone dla twojego dobra, gorzej bez nich nie będziesz mógł być uczestnikiem wielkiej rodziny moonistycznej. A ta rodzina tak bardzo się o ciebie stara i tak bardzo chce żebyś do niej dołączył a nie był jak ta zagubiona owieczka. Bardzo chciałam się wyspać, zwyczajnie ale nie pozwalały mi na to dwie sprawy, moja matka duchowa , która szarpała mnie i ciągnęła do pokoju modlitwy a tam w szczegółach instruowała jak się mam zachować oraz z czasem moje wyszkolone sumienie. Każde odstępstwo od postawy ciała np. było niemile widziane i w zasadzie wykluczone. Działa to w ten sposób, że z czasem człowiek sam zaczyna się kontrolować, kontroluję swoje myśli co do swego zachowania czy jest prawidłowe. Czas modlitwy, postawa ciała, liczba ukłonów ściśle określona. Wykluczona jest wszelka indywidualność. Grupa stanowi jakby jeden „myślący” w jednym kierunku mechanizm. Czas modlitwy, śpiewy, wysłuchanie co ma do powiedzenia Ojciec. Poranny rytuał. Oczywiście nie można kwestionować słów ojca, przecież jest „mesjaszem”. Kiedyś powiedział że kobiety maja krótsze nogi od mężczyzn i że to jest właściwe, popatrzyłam na moją „siostrę ” obok , która była żywym zaprzeczeniem tych słów. No ale jakoś przeszłam nad tym do porządku dziennego. Nauczyłam się korygować swoje myślenie, aby być posłuszna słowom”ojca”. Twoje codzienne obowiązki studenta schodzą na plan dalszy, nieważne że zajęcia zaczynają od 8.00. O tej porze nie masz możliwości wyjścia z centrum. I tyle . W takim układzie o kłopoty na studiach nie trudno. Zaczęłam oblewać egzaminy. O każdym wyjściu powinien wiedzieć i wyrazić na nie zgodę lider. Przykładowo nie wolno nikogo mimo naprawdę szczerych chęci odprowadzić gdziekolwiek jeśli lider nie wyrazi zgody. Jeśli np. uzna że osoby za bardzo się lubią i ich zbliżenie do siebie nie jest bezpieczne z punktu widzenia grupy może zabronić ci wyjść z daną osobą nawet jeśli to członek sekty. To bardzo boli, jeśli wiesz że ktoś chce ci towarzyszyć a nie może bo stanowisz dla niego zagrożenie. Od razu zastanawiasz się co takiego złego zrobiłeś. Nie możesz oglądać filmów które chcesz tylko te które wybiera lider. gdy oglądasz film nie wolno ci oglądać żadnych scen miłosnych, nawet pocałunku (wynika to z doktryny wiary). Dowiedziałam się o tym w chwili gdy moja matka duchowa dosłownie zasłoniła mi oczy gdy oglądałyśmy film. Jeśli film się liderowi nie podoba może w każdej chwili go wyłączyć i lepiej żebyś milczał. Czas jest ściśle odmierzany, po wyjściu z sekty miałam przez jakiś czas problemy z podejmowaniem decyzji bowiem żadnych decyzji nie podejmowałam, wszystko było z góry wyznaczane. Decyzję żeby moja matka duchowa spędziła u mnie święta podjął też lider, niestety na następną wizytę już nie wyraził zgody. Nie wyraził też zgody na to żeby została w Polsce mimo że bardzo chciała. Podporządkowanie jest również w sferze uczuciowej, męża/ żonę wybiera ci „mesjasz”. On też decyduje o czasie rozpoczęcia współżycia. Skutek tego jest taki że człowiek obojętnieje wobec płci przeciwnej , tłumi swoje podstawowe popędy. Uważałam że mogę pokochać każdego mężczyznę i wierzyłam że moon dokona właściwego wyboru. Żyłam mrzonkami. Wydawało mi się że moje prawdziwe uczucia są złe, bo moon wybierze mi lepszego męża, nie kierowałam się zatem własnymi odczuciami tylko podporządkowałam je „mesjaszowi”. Ale te odczucia istniały, więc bardzo głęboko je tłumiłam. Każdy przejaw indywidualnego myślenia w kwestii seksualnej był przeze mnie tłumiony. Czułam się jak wyprana z uczuć, a jednocześnie czujesz się wybrańcem, że nie jesteś jak ten świat bo nie ulegasz jego zgubnym popędom, które doprowadziły (wg doktryny wiary) do upadku człowieka. Kontrola obejmowała również listy i telefony do bliskich. Telefon był jeden i wszyscy mogli posłuchać twoich rozmów z bliskimi. W takiej sytuacji każdy kontrolował się co mówi. Pamiętam moja matka duchowa rozmawiając przez telefon ze swoim „mężem” potrafiła wydukać tylko słowo tak, i to przez 10 minut! Trudno w takiej atmosferze o szczere rozmowy. Zresztą byliśmy tak wyszkoleni żeby nie ukrywać niczego przed sobą (chyba że wątpliwości ) . o innych rzeczach należało informować. A więc człowiek stawał się przejrzysty. Z drugiej strony o wielu rzeczach po prostu się nie mówiło, tłumiło je i wypierało, żeby nie osłabiać ducha grupy. Ja po prostu bałam się rozmawiać na tematy , które wydawały mi się kontrowersyjne. Z moimi wątpliwościami dzieliłam się jedynie z moją matką duchową bo na początku miałam do niej zaufanie. Ponieważ każde moje słowo było powtarzane liderowi, więc i z tego zrezygnowałam a nieprawomyślne myśli schowałam i wyciągnęłam już po wyjściu z sekty. Każdy członek sekty powinien zrezygnować z czegoś co kocha, czyli na przykład z wierszy które pisze.. Ofiara Abrahama. Ja od tej pory nie napisałam ani jednej strofy wiersza choć przed wstąpieniem do sekty bardzo lubiłam pisać wiersze. Teraz już nie potrafię… Wyrzekłam się tego całkowicie. jeśli chodzi o muzykę to słuchaliśmy radia, ale głównie śpiewaliśmy holy songs. Czasami nawet nie chciało się tego słuchać ale to było jak rytuał. Obecność na wykładach obowiązkowa, nawet jak słuchasz tego x razy. Z czasem po prostu się wyłączałam i prawdę powiedziawszy do dziś niewiele z nich pamiętam zwłaszcza że z czasem stawały się coraz bardzie zawiłe. Sama Boska zasada jest tylko w zarysie a jest jej kilka poziomów (dokładnie nie pamiętam ale chyba 4 poziomy). To oczywiste, kolejne stopnie wtajemniczenia… Z absolutnym posłuszeństwem jest związana „idea” inaczej tego nazwać nie umiem Kaina i Abla. to swoisty dualizm , zło – dobro. Korea Północna – Kain Korea Południowa – Abel. Niemcy -Kain Polska – Abel. Oczywiście jest to kosmicznie absurdalne. Jednak w sekcie ma się dobrze. I tak poszczególne osoby są ze sobą związane relacją Kain i Abel. Abel jest osobą poszkodowana więc może więcej, jest postacią centralną. Kain powinien mu niejako odpłacić za grzechy. Czyli być mu posłusznym. Powinni ze sobą współpracować aby osiągnąć pokój. Znowu posłuszeństwo. Absolutne. Przez to posłuszeństwo zbliżasz się do Boga i osiągasz cel, Abel jest twoją droga do Boga. Na 21 dniowym workshopie przechodzi się publiczną spowiedź, takie upokorzenie, wtedy jesteś całkiem „przeźroczysty”…Nie można od tego uciec , jest to konieczność, przez którą każdy uczestnik musi przejść
  19. Doktryna wiary Ruchu

    Stworzenie świata według doktryny moonistycznej odpowiada tej zawartej w Biblii - z Księgi Genesis. Okres stwarzania trwał 6 dni, jednakże rozumiany w sposób symboliczny. Każdy byt potrzebuje rozwoju aby osiągnąć doskonałość. Okres wzrostu symbolizuje noc aby o poranku osiągnąć doskonałość - ideał stworzenia... Trzy uporządkowane etapy wzrostu: Wszechświat posiada naturę wewnętrzną i pierwotną formę zewnętrzną. Bóg symbolizuje liczbę 3, a więc wszystkie byty przechodzą przez trzy etapy. Cel stworzenia -podstawa czterech pozycji powstaje trójetapowo. Bóg - Adam i Ewa (małzęństwo) - potomstwo. Byty osiągają doskonałość poprzez trzy etapy wzrostu : etap kształtowania, etap wzrastania, etap spełnienia. Człowiek nie osiągnął celu stworzenia bowiem upadł, jest człowiekiem upadłym podobnie jak świat człowieka. Aby się odnowić musi przejść przez te trzy etapy. W momencie swego upadku człowiek znajdował się na etapie wzrastania. Okres wzrastania to sfera pośredniego działania Boga. Człowiek jest tak stworzony, że jego wzrost wymaga wypełnienia odpowiedzialności. Odpowiedzialnością pierwszych ludzi było zaufanie Bogu i nie spożywanie owocu, co jak wiadomo nie zostało wypełnione. Czyli człowiek nie osiągnął doskonałości , ponieważ okazał się być nieodpowiedzialnym. Kiedy spełnimy swoją odpowiedzialność, odziedziczymy Boską zdolność tworzenia i posiądziemy władzę nad stworzeniem, włącznie ze światem aniołów. Musimy wypełnić naszą odpowiedzialność zgodnie z Zasadą Odnowy. Odnowimy nasze prawo panowania nad wszechświatem również nad szatanem. Gdy ludzie osiągają jedność z Bożym Sercem jednocząc się z nim wypełniają cel stworzenia. Znajdują się wówczas w sferze bezpośredniego panowania, która jest sferą doskonałości.Człowiek , który osiągnie jedność z Bogiem będzie z miłością pełną doskonałości panować nad naturą. Wówczas cały wszechświat będzie urzeczywistniał dobro. Świat materialny i świat duchowy Wszechświat składa się ze świata bezcielesnego i świata cielesnego. Mooniści wierzą, że świat duchowy jest tak samo realny i namacalny jak świat materialny. Człowiek został stworzony po to by być Panem wszechświata. Człowiek ma dwoistą naturę fizyczną i duchową. Wszechświat utracił swego pana z powodu upadku człowieka. Struktura osoby fizycznej : osoba fizyczna składa się z umysłu fizycznego (podmiot i ciała fizycznego (obiekt) Struktura osoby duchowej : osoba duchowa (duch) składa się z umysłu duchowego (podmiot) i z ciała duchowego (obiekt) kontaktuje się z Bogiem i ze światem duchowym. Panuje nad światem bezcielesnym, również nad aniołami. Osoba duchowa wzrasta i rozwija się poprzez wzajemną wymianę z czynnikiem życia (typ jang) pochodzącym od Boga i czynnikiem witalnym (jin) pochodzącym od osoby fizycznej. Duch osiąga dojrzałość jako duch boski kiedy osoba duchowa i osoba fizyczna danego człowieka jednoczą się w doskonałej czynności wzajemnej wymiany w ześrodkowaniu w Bogu, ustanawiając podstawę czterech pozycji. Duch może wzrastać i rozwijać się tylko poprzez swoje ciało.Osoba duchowa może osiągnąć doskonałość tylko poprzez życie tu na ziemi. Rozwojem osoby duchowej kieruje umysł duchowy, a sam wzrost ma miejsce na bazie osoby fizycznej. Wzrost osoby duchowej do doskonałości odbywa się przez trzy kolejne etapy, określone Zasadą Stworzenia. Duch osiąga dojrzałość jako duch boski kiedy osoba duchowa i osoba fizyczna danego człowieka jednoczą się w doskonałej czynności wzajemnej wymiany ześrodkowanej na Bogu. To nie Bóg decyduje o tym, czy po śmierci człowieka jego duch idzie do nieba czy też do piekła; decyduje o tym on sam. Ludzie są stworzeni w ten sposób, że po osiągnięciu doskonałości będą oddychać miłością Boga. Ci, którzy za życia na ziemi popełniali grzechy, stają się duchami okaleczonymi, niezdolnymi w pełni oddychać tą miłością. Stać przed Bogiem, centrum prawdziwej miłości, jest dla nich udręką. Z własnej woli wybierają piekło, miejsce odległe od Bożej miłości. Umysł człowieka składa się z umysłu duchowego i z umysłu fizycznego. sumienie jest tym co kieruje nas w stronę dobra. Jednak w wyniku upadku człowiek stracił świadomość absolutnego dobra.To nasz umysł pierwotny dąży do absolutnego dobra. Nasz umysł pozostaje pod wpływem szatana (umysł zła) Nasz umysł pierwotny i sumienie walczą z nim (dualizm). Koniec.
  20. Kain i Abel : słowa Moona i "teologia"

    Kain i Abel Słowa Moona (Tł. moje) Wyobraźcie sobie, że przyprowadzacie własnych krewnych na bankiet w kościele domowym. Jak sądzicie, co się stanie? Czy ich postawa na pewno się zmieni. Ty i członkowie kościoła będą im służyć z całym oddaniem, czy sądzisz że to coś zmieni? Biblia mówi wiele razy, że Twój największy wróg czai się we własnej rodzinie. Nie musisz szukać w Biblii, sam na pewno doświadczyłeś tego. Odnosząc sukcesy w kościele domowym musisz walczyć ze swoim najgorszym wrogiem. Jeżeli odnosisz sukces w kościele domowym sprawiając, że jego członkowie są jednością, nie sądź, że wszyscy członkowie kościoła domowego pomogą ci w sprawach twojej rodziny. Nie musisz nic robić, by być świadkiem swojej rodziny; jeśli wprowadzając ją do domowego kościoła automatycznie staną się oni członkami Domowego Kościoła. Byłoby to normalne. Tak by się stało gdyby Kain i Abel te dwa światy żyły ze sobą w harmonii. To jest to, co pokazuje nam Zasada. Jeśli to nie działa, to nie ma sensu. Odnawiając Kaina i Abla, odnawiasz całą rodzinę Adama. Dlaczego pracujemy tak ciężko jako "Abel" aby odnowić Kaina.Możemy odnowić naszych rodziców zanim. Abel chce odnowić Kaina a następnie z pozycji starszego brata odnowi rodziców Zmierzamy do wieczystej ojczysty Boga i Prawdziwych Rodziców, nie możemy tam jednak wrócić bez odnowy Kaina , starszego brata. Bez Kaina nie masz towarzysza, który by z tobą wszedł do królestwa. Nawet jeśli odnowisz swoje relacje w kościele , Kain który pozostaje na zewnątrz, może wciągnąć Cię z powrotem do świata zła. Może cię zniszczyć, dlatego to nim musisz się zająć w pierwszej kolejności. Musisz odnieść sukces w kościele domowym Kaina. Dlatego musisz założyć kościół domowy w sowim rodzinnym mieście i przyprowadzić swoją rodzinę do tego domu. Twoi właśni rodzice i rodzeństwo powinno ci się kłaniać i uznać cię za świętego Jełśi jesteś adorowany przez ludzi z kościoła domowego, twoi rodzice powiedzą "Mnie nie kochasz w ogóle, jak możesz kochać tych wszystkich ludzi? Nic z tego nie masz" Albo mogą powiedzieć "Mój synu , jesteś wspaniały, nie wiedzieliśmy, że jesteś taki święty. Kain i Abel Dzieci Kaina są w kontrze do dzieci Abla. Jednak Kain i Abel są dziećmi jednych rodziców. Rodzice patrząc na swoje dzieci myślą o tym, że mimo różnic są to ich dzieci. Jedne są starsze, drugie młodsze , mniej lub bardziej podobne do rodziców. Dzieci otrzymują pewne dziedzictwo. Przypowieść o synu marnotrawnym uczy nas, że Abel – syn marnotrawny zmarnował dziedzictwo ojca porzucając je dla przyjemności życia. Iskra Boża spowodowała jednak, że nawrócił się i powrócił do ojca, uświadomił sobie swój grzech. Dzięki temu uzyskał błogosławieństwo ojca. Druga strona to Kain, który powiększa dobra ojca i wiernie mu służy. Nie podziela radości ojca z powodu powrotu Abla – syna marnotrawnego, ale w końcu również jest zachęcony do radości z tego powodu. Podobnie jest z naszą relacją w stosunku do prawdziwego Ojca (Moona). My dzieci Kaina (z przypowieści o synu marnotrawnym). Ciężko pracujemy, jeździmy na fundraising, uczęszczamy na nabożeństwa niedzielne wstając przed świtem. Udajemy się na spotkanie z Ojcem i myślimy o tym, że Ojciec powinien ukarać tych którzy na to spotkanie nie przyszli. A tych, którzy przyszli powinien pochwalić. A on nas karci. Spójrzmy na to szerzej. Jesteśmy “kainowymi” dziećmi prawdziwych rodziców. Jest ważna różnica między dziećmi Kaina i Abla. Dzieci Kaina są starsze i mogą służyć jako partnerzy obiektów wykonując pracę dla prawdziwych rodziców. Dzieci Abla to biologiczne dzieci prawdziwych rodziców. Uczucia dzieci Abla stały się z czasem bardziej złożone. I nieobce im były uczucia Kaina. Ale w tych uczuciach są bardziej niewinni. Są bardziej pewni miłości prawdziwych rodziców. Dzieci Abla jako młodsze mogą się wiele nauczyć od dzieci Kaina , ponieważ te znały Prawdziwych Rodziców wcześniej. Dzieci Kaina nauczyły się tego od pierwszego pokolenia : Prawdziwych Rodziców. Dla dzieci biologicznych rodzice są jak król i królowa – perfekcyjni. Dzieci adoptowane przynoszą ze sobą dziedzictwo świata. I fundamentalne świadectwo śmierci i odnowy, związanej z przystąpieniem do Ruchu. Kiedy siedzieliśmy o świcie w zimnym Belwederze to można to traktować jak – mini śmierć i mini – zmartwychwstanie. Usłyszeliśmy, że jesteśmy grzesznikami. Jednak dzięki nam Bóg wyraża swoją miłość, bo jesteśmi zdolni umrzeć za jeszcze większych grzeszników. Bóg przez was wyraża swoją miłość. Przyjmując mój gniew na siebie, potwierdzacie swą miłość do tych którzy zasługują na mój gniew bardziej niż wy. Jest to droga Chrystusa i droga Prawdziwych Rodziców. Dzieci Kaina są ciągle doświadczane. .
  21. Zdeptany idealizm

    Pewnego dnia w stanach Zjednoczonych doszło do procesu sądowego. Pozwany domagał się odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu, jaki poniósł w wyniku swojego pobytu w Ruchu. Ta historia ma swój początek.. W latach 70-tych XX wieku Moon zaczął bardzo ekspansywnie zdobywać "dziki zachód". Szczególnie w Kalifornii. Tam też dorastał chłopak, którego przeszłość naznaczona była poszukiwaniem siebie i sensu życia. Próbował alkoholu, narkotyków , medytował zen. Jednak pewnego dnia znalazł swój cel i sens życia. Wszystko stało się jasne, 2- 7 i 21 - seminaria w odosobnieniu otworzyły jego umysł na nowe idee. Poczuł , że znalazł mesjasza. I to czego szukał - sens życia. Poczuł się jak boży pomazaniec, jak apostoł Paweł. Chciał wszystkich o tej prawdzie przekonać. Chłopak z biednej rodziny poczuł się "zaopiekowany", wreszcie ktoś się nim zajął, był młody a na obozach było wiele dziewcząt...Moon stał się spełnieniem marzeń i odpowiedzią na wszystkie pytania. Zdecydowany zamieszkał w centrum. Pierwszą próbą była śmierć jego dziadka, na którego pogrzeb nie pozwolono mu pójść i zerwanie kontaktu z rodziną. Wiedział jednak , że ofiara nie jest daremna. Sądził, że jak będzie dobrze pracował to zdoła zbawić swojego dziadka jak również rodzinę. Chłopcu spodobała się dziewczyna i bardzo się do siebie zbliżyli (skąd ja to znam...). Odpowiedź była szybka, recepta Ruchu na wszelką miłość, przyjaźń zbytnią poufałość - MFT! Fundraising. Kilka miesięcy szkoleń z zakresu sprzedaży produktów na ulicy, wizyta w Belwederze (Nowy Jork - siedziba Moona), kilka przyjaźni, które miały trwać wiecznie...Podczas fundraisingu lider zespołu całkowicie zakazał mu kontaktów z rodziną (wprawdzie się z nią już nie kontaktował fizycznie ale zostały jeszcze listy... do mamy). To było bardzo bolesne przeżycie. Pracował codziennie od 6 rano do 22. Nie było litości. Był bardzo dobry w sprzedaży, naprawdę odnosił sukcesy. W nagrodę autograf Ojca na zdjęciu.Liderem chłopca był Japończyk o bardzo ciekawym charakterze, pozornie miły, w jednym momencie zmieniał się w brutalnego wrzeszczącego nadużywającego władzy faceta. Do wyzywania i krzyków doszło bicie. Lider zaczął na nim ćwiczyć ciosy karate, a ponieważ był dla chłopca tzw. centralną postacią nie mógł się obronić bo był jego drogą do Boga. Jego Ablem , przewodnikiem duchowym. Tak wierzył i tej idei był posłuszny. A ciosy wyraźnie podobały się liderowi. Ćwiczył na nim karate w miejscach publicznych, na parkingach jak i w Centrum. Bił systematycznie i w to samo miejsce. Pobił go w łazience na oczach innych i zostawił. Wszyscy mogli patrzeć. Bolało fizycznie i psychicznie jeszcze bardziej. Kapitan zespołu zmieniał się dwukrotnie. Niestety ostatni był równie straszny. Zwłaszcza, że chłopiec uważał go za swojego przyjaciela. Ale do czasu! Skończyło się gdy został jego szefem. Zaczęły się w tym czasie jego problemy zdrowotne, zaczął odczuwać skutki bicia, bolały go nogi i zaczęły się problemy neurologiczne. Odpowiedzią na jego problemy zdrowotne nie było zezwolenie na pójście do lekarza. O nie, dostał za to wózek inwalidzki i mógł kontynuować dzieło Boże. Nawet lepiej, wzbudzając litość można więcej zarobić.I rzeczywiście, ludzie sypali pieniędzmi na to dzieło boże...Pochorował się na dobre. Na swoje prośby o lekarza słyszał od lidera : "Jak możesz coś żądać dla siebie, czy nie chcesz iść do nieba?" Powiedział, że chce opuścić centrum, zabrać swoje zdjęcia, które chronią przed złem... Wciąż tak wierzył. Odpowiedż była szybka, krzyk, zrzucenie z wózka i wrzucenie do vana. Krzyczał, bił go a potem się śmiał. Chłopiec płakał a on się śmiał. Zabrał go do centrum, gdzie nadal go upokarzał, nazwał trędowatym. W efekcie został wysłany do Centrum w Nowym Jorku. Tam trafił wreszcie na lidera, który wysłał go do lekarza. Trafił do szpitala gdzie znaleźli go rodzice i zapłacili za jego leczenie. Potem zaliczył jeszcze krótki powrót do Ruchu. Ruch wpędził go w problemy zdrowotne a jednocześnie uwolnił od niego. Chłopak chciał aby jego historię poznało wielu aby ukazać prawdziwą twarz Ruchu co też niniejszym czynię. Sprawa została przegrana...
  22. Przemoc w Ruchu

    Chciałabym się z Wami podzielić moim wpisem na temat przemocy w Ruchu. Myślę, że to taka trochę terapia dla mnie , że o tym piszę dlatego choć nie jest to związane ze ŚJ, wrzucam to tu. Ewentualnie proszę o przeniesienie wątku admina tam gdzie uważa. Kwestię przemocy w sekcie moona można rozpatrywać na dwóch poziomach : emocjonalnym i fizycznym. 1. Przemoc emocjonalna (psychiczna) Publiczne spowiedzi : wyznawanie przed grupą swoich rzekomych i domniemanych grzechów. Publiczne spowiedzi odbywają podczas workshopów dłuższych niż 7 dni. Natomiast na 7 dniowym workshopie osoby publicznie opowiadają o swoich prywatnych sprawach przed grupą nie znanych osób. W ten sposób wywołuje się u ludzi sztuczne poczucie szczęścia. Powszechną praktyką jest wzbudzanie w adepcie poczucia winy z powodu bycia niedoskonałym. Zawsze przy tym nie winny jest system tylko oczywiście jednostka, która choć bardzo się stara nigdy nie osiąga stanu doskonałego. Przy czym wmawia się adeptowi , że ten stan jest jak najbardziej możliwy, nie jakiś abstrakcyjny ideał ale stan, który rzeczywiście można osiągnąć. Powoduje to że człowiek zaczyna żyć w ciągłym poczuciu winy za własne człowieczeństwo, bo przecież każdy człowiek ma prawo do popełniania błędów. Z czasem ta niedoskonałość rodzi potrzebę ucieczki, ale wówczas jest karmiony licznymi fobiami , które wtłaczane są do głowy. Odrzucenie mesjasza jest równoznaczne z odwróceniem się i porzuceniem Boga i taka osoba może spodziewać się samych nieszczęść w życiu poza grupą, włącznie z wylądowaniem w piekle. Innym przejawem przemocy emocjonalnej jest wykorzystanie lęków i przesądów do czerpania korzyści materialnych sekty. Wmawia się członkom sekty, że ich przodkowie będą cierpieć w świecie duchowym jeśli suma przekazana kościołowi będzie za mała. W tym celu wykorzystuje się przesądy istniejące w danej kulturze (np. japońskiej). W celu ograbienia członków można posunąć się nawet do bicia w bębny co w kulturze koreańskiej oznacza przywoływanie duchów. W ten sposób strach przed potępieniem przodków powoduje , że członków sekty pozbawia się całkiem realnych pieniędzy. Bardzo przykrą praktyką jest obwinianie seksu za zło tego świata, w zasadzie ma to na celu całkowite wyparcie tych przecież podstawowych potrzeb każdego człowieka. Nawet dotykanie się jest zabronione. A przy tym zmusza się do seksu małżeńskiego (ceremonia trzech dni) osoby , które się nie znają i poznały się dopiero na ceremonii błogosławieństwa. Ten seks jest nakazany i usankcjonowany religijnie! Osoby są zmuszane do poślubienia obcej osoby często z innego kręgu kulturowego, jest to wymóg sekty zapewniający zbawienie, a więc niemożliwy do uniknięcia. Trudno wyobrazić sobie uczucia osoby, której współmałżonek nie przypadł do gustu. Znowu wzbudzanie poczucie winy. Do tego dochodzi tłumienie prawdziwych uczuć miłości i przyjaźni, takie uczucia są przeszkodą w wypełnianiu zobowiązań wobec sekty, są nieprawomyślne. Powoduję to niesamowity dysonans uczuciowy i czasami wielkie cierpienie, gdy ukochana osoba jest z zupełnie inną...obcą. W końcu wmawianie osobom, że świat jest od szatana powoduje ograniczenie kontaktów z byłymi przyjaciółmi i rodziną, co powoduje niewyobrażalne wprost cierpienia tych rodzin, którzy nie potrafią zrozumieć co dzieje się z ich synem czy córką. Adept zaczyna swoją rodzinę biologiczną traktować jak wroga, co nie tylko rodzinie ale i jemu przysparza cierpień. Oczywiście próbuje to na różne sposoby racjonalizować. Do przemocy psychicznej zaliczam też brak intymności, stwarzanie takich warunków bytu (brak własnego łóżka, niemożność decydowania o swoim losie, poleganie we wszystkim na liderze) które odbierają człowiekowi poczucie wpływu na własne życie i uzależnienie od grupy. Wysyłanie osoby na misję do dalekich obcych kulturowo krajów, pozbawiając ich prawa do opieki medycznej. 2. Przemoc fizyczna Przemoc wynikająca z doktryny 1. Świeżo poślubione osoby wykonują na sobie tzw. "akt oczyszczenia" polegający na uderzaniu kijem drugiej osoby. Najpierw chłopak bije dziewczynę , potem odwrotnie. 2. Relacja Kain- Abel. Doktryna która daje niejako większe prawa osobie, która jest Ablem. Dla Kaina Abel jest drogą do Boga. Nawet jeśli Kain Cię bije to musisz to wytrzymywać, bo to jest "twoja droga do Boga" , Chore od początku do końca. 3. Wypędzanie diabła przy pomocy bicia. Praktyka wypędzania złych duchów poprzez bicie, najgorsze jest w tym to, że czynią tak nawet matki ze swoimi dziećmi bijąc je do krwi. Takie "seanse" polegają na tym, że przywódcy ogłaszają, że każdy musi wypędzać złe duchy z osoby siedzącej obok nich. To znaczy bić ich. jest to absolutnie szalone. Takie seanse odbywają się w kwaterze głównej sekty. Przemoc wynikająca z "systemu" Ograniczanie prawa do snu , poprzez sztywne zasady 7. rano modlitwa, 5 rano - modlitwa w niedzielę W sekcie moona niestety dochodzi też do udokumentowanych świadectwami byłych członków aktów przemocy. Całkowite podporządkowanie liderowi prowadzi do licznych patologii i nadużycia władzy przez lidera. Kary za grzechy lub niesubordynację takie jak zimne prysznice, zamykanie na klucz, bicie (np. ciosy karate,) zakuwanie w kajdanki. Praktyki "samodoskonalenia" polegające na umartwianiu się np. celowe nie noszenie rękawiczek w czasie mrozu. Niebagatelną rolę odgrywa też ograniczanie prawa do wypoczynku (snu), całodzienna praca dla mesjasza nawet w niedzielę przez okres o którym adept nie decyduje, niemożność sprzeciwienia się decyzjom lidera, który swój autorytet i decyzje budują na "kontaktach ze światem ponadzmysłowym, a więc trudnym do udowodnienia". Zbieranie funduszy podczas niesprzyjających warunków atmosferycznych np. podczas mrozu, przy jednoczesnym spaniu w namiotach co powoduje odmrożenia . Publiczne upokarzanie, wyśmiewanie, kopanie. Wyzwiska i przekleństwa. We wczesnym okresie istnienia sekty dochodziło też do seksu z mesjaszem, który tłumaczono jako "oczyszczanie" , odnowę. Tzw. tragedia sześciu Mary. Sześć kobiet zostało rzekomo oczyszczonych poprzez seks z "mesjaszem".
  23. Do napisania tego postu zainspirował mnie z jednej strony Sebastian, a z drugiej program , który oglądałam wczoraj a traktujący o dziwnych fobiach. Taką fobią jest strach przed światem jaką sekty wpajają swoim członkom. Strach przed światem jest nieodłącznym atrybutem sekty, bo gdzież się schronić jak nie w niej. Znacie to na pewno, strach przed światem, przed robieniem pewnych rzeczy, przed armagedonem. U moona jest również strach przed światem, przed chorobą, przed piekłem. Najbardziej irracjonalny strach, przez ludzi z zewnątrz oceniany jako absurdalny na członka sekty działa paraliżująco, nie pozwala na normalne życie! Absurd, nie. Pamiętam siebie w ekstremalnym czasie pobytu w sekcie, Odczuwałam fizyczny strach przed światem, każda chwila nie spędzona w centrum bądź z ludźmi w centrum wydawała mi się czasem straconym, nie potrzebowałam ludzi z zewnątrz, ci którzy mnie cenili i lubili zostali odsunięci na bok, dla kogo, dla sekty, dla zwykłej iluzji. Moje myśli krążyły też wokół sekty, praktycznie cały czas starałam się poświęcać tylko dla nich. W końcu ten świat przedstawiany jako siedlisko diabła tylko mnie przerażał. Ci, którzy mnie ostrzegali byli przeze mnie postrzegani jako co najmniej nie znający się na rzeczy a w skrajnych przypadkach jako postaci z piekła rodem. To strach przed światem powoduje że człowiek się na niego zamyka i szuka schronienia w oblężonej twierdzy. Podobnie jest u apostołów , nie można się kalać złym światem. Jak z tego wyjść. Powoli, przyglądając się światu jakby z ukrycia, dotykając go. Ja miałam studia i dzięki nim nie zerwałam całkiem ze światem. Bardzo ciężko jest osobom, które się w sekcie wychowały, mają ograniczony kontakt ze światem. Podobnie jest u moona. Nan Sook Hong, która urodziła się w sekcie i była prawdziwym dzieckiem, poślubiła najstarszego syna Moona , doznała przez niego wielu upokorzeń. w końcu uciekła z sekty razem z dziećmi i napisała książkę "W cieniu moona" . Mam takie odczucie, że wielu byłych ma potrzebę opowiadania o swoich przeżyciach w sekcie. Jest to chyba taki sposób na pogodzenie się ze światem. Z tym światem, z którym chcemy zawrzeć przymierze i w którym w końcu bez wyrzutów sumienia chcemy żyć. Dla mnie takie oswajanie świata to był też kontakt z forum i pisanie bloga. Im więcej piszesz tym bardziej się uwalniasz, pozbywasz strachu przed światem. Ja mam takie odczucia. Pozornie pozbyłam się lęku przed światem, ale czyż nigdy nie łapiecie się na tym że może coś w tym było, w tym że świat jest zły. Takie demonizowanie świata. Ale to nie jest takie proste! Świat nie jest czarno biały! Wiele spraw z tego świata można zinterpretować na korzyść sekt, wiele rzeczy nie idzie tak jak powinno, faktycznie dużo jest niesprawiedliwości. Czyż ten świat nie jest pełen nieprawości powie świadek, a niejeden się z nim zgodzi. Albo świat go wciągnął, tzn wszystko co złe..., krócej mówiąc temu światu przypisuje się wszystkie co złe i demonizuje się go. Dlatego tak trudno rozmawiać z członkiem sekty, bo poczucie bezpieczeństwa ma w sekcie a nie na zewnątrz. Myślę ostatnio o apostołach, jak zasiać w kimś potrzebę świata, ciekawości i otwartości a nie zamykania się i ucieczki. Jeszcze nie wiem. Napiszcie jak wy oswajaliście się ze światem. Jak przywrócilście mu należne mu miejsce w swoim życiu.
  24. Jestem w niebie Tak to przynajmniej czuję, wszyscy są niewiarygodnie mili i cały czas czuję się adorowana. Jestem najmądrzejsza, ale podobno każdy jest wart takiej miłości. No, ale na razie to ja jestem warta. W centrum panuje super - atmosfera, można by rzecz rodzinna, pod warunkiem że masz dobrą rodzinę. Inaczej taka właśnie powinna być rodzina - jak u nas w centrum. Wszyscy się uśmiechają, jest dobrze. Wprawdzie nie wszystko rozumiem co do mnie mówią a nawet niektóre rzeczy wydają mi się być trochę naiwne no ale to błahostka przecież, zawsze można się wycofać przecież. Choć tak trudno jest odmówić, gdy tyle mi dano: uwagi, prezentów. To niesamowite, ale nikt się tu na mnie nie gniewa! Dla niektórych jestem nawet wyjątkowa. No właśnie, może nie wszystko co tu mówią jest prawdziwe, ale za to jaka tu jest atmosfera. Y. chodzi za mną bez przerwy i do czegoś namawia, do czego? Acha, mam w czymś wziąć udział, ale w czym i po co. Workshop to brzmi jak praca, może coś zarobię? Prosi i prosi, no dobra , pojadę na ten jakiś tam workshop. W końcu to nie religia.... Piekło Jestem okropnie zmęczona, ale szczęśliwie workshop ma się ku końcowi. Okropnie tu niewygodnie, cały czas coś się dzieje i nie mam czasu na zebranie myśli. Wykłady i wykłady, na studiach tyle nie mam... Czasem słucham czasem nie, przysypiam, budzą mnie, przysypiam. Coś do mnie trafia jednak, ale nie całkiem, jakie wykresy, za naukowe to dla mnie....Ale jak naukowe to może to prawda. Ale co to jest prawda? Te wykłady to mi się śnią, i te wieczorki, fajne w sumie, takie śpiewające. Mimo wszystko dobrze, że to ostatni dzień, skończy się i koniec z tym. Ten wieczór jest wyjątkowy, dużo śpiewania, zabaw, tak naprawdę to ci ludzie są wyjątkowi, potrafią oddać się idei pokoju, szczęścia dla wszystkich ludzi, a czy ja tak potrafię? Moja życie to katastrofa, nie wierzę w nic, moja rodzina to samo zło. Naprawdę zaczynam tak myśleć, zaczynam myśleć , że świat nie jest taki super jak myślałam. Ale głupia byłam, tyle jest zła na ziemi, nie no czas aby to zmienić. Już czas, ten człowiek chce to zmienić. Coś mi się w nim jednak nie podoba, twarz? Korona? Nie, no przesadzam, tak nie można, przecież większość jest zachwycona! Ma rację? Co ja, po wyglądzie oceniam. Podłe to. A oni są tacy szczęśliwi, zmienili swe życie. Trzeba zmienić całkiem swe życie. Był tu prezydent, skończyłam kurs "Boskiej Zasady". No teraz to ja jestem mądra...Ale ten mesjasz, mesjasz żyje, przecież nikt mi w to nie uwierzy! No, ale w Jezusa też nie wierzyli przecież... Mesjasz, Ojciec Bóg. Nie , nie chcę ... Jak powiedziała ta dziewczyna? Przypominają mi się te słowa, już nie są to miłe słowa, są straszne. Piekło, wyląduję w piekle! Ale przecież ja w to nie wierzą, chwileczkę chwileczkę, jakie piekło. Przecież tego nie ma...Upiorny ten wieczór, a miał być cudowny. Świece są wszędzie , i zdjęcia i czyjeś łzy... Ciemn0. No, tak przecież jesteśmy w ciemnym pokoju, tylko te zdjęcia i świece. Piekło, no tak , będę w piekle. Muszę to jeszcze przemyśleć. Może jutro...Ona płacze, czemu jej tak na tym zależy. No tak na mnie jej zależy. Tak mi się przynajmniej wydaje. Jedna płacze, druga uderza słowami. Piekło, prawie widzę te płomienie, to pewnie jakieś wyobrażenie z dzieciństwa. Trudno to wytrzymać, biorę nogi za pas. Nie mogę dojść ani do siebie ani do "sypialni", ten wieczór spędzam na schodach... Potem coś się jeszcze dzieje, ale lepiej o tym nie pamiętać...